Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów: Okres oczekiwania zakończony. GieKSa ma nowego prezesa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

Wczoraj Rada Nadzorcza wybrała nowego prezesa GieKSy, został nim Marek Szczerbowski. Piłkarze, rozegrali w minionym tygodniu dwa spotkania: z Olimpią Elbląg (1:1) na Bukowej oraz w niedzielę w Łęcznej z Górnikiem (przegrana 0:1). Prasówkę po tych meczach znajdziecie tutaj i tutaj. Piłkarki rozegrały ligowy mecz z aktualnymi Mistrzyniami Polski Górnikiem Łęczna i przegrały 0:3 (0:3). Siatkarze rozpoczęli przygotowania do sezonu 2019/20, zapraszamy do przeczytania fragmentów wywiadów z siatkarzami i przedstawicielami sztabu trenerskiego. Hokeiści przygotowując się do rozgrywek ligowych, biorą udział w meczach o Pucharu Wyszehradzkiego, drugi mecz GieKSa rozegra dzisiaj (na wyjeździe o 18) z słowacką drużyną HK Nitra.

 

PIŁKA NOŻNA

sportslaski.pl – Okres oczekiwania zakończony. GieKSa ma nowego prezesa

Wielosekcyjny GKS Katowice zyskał nowego prezesa. Marcina Janickiego, który został zdymisjonowany przez Radę Nadzorczą spółki po zakończeniu ubiegłego sezonu ligowego, na stanowisku zastąpił wieloletni dyrektor Stadionu Śląskiego, Marek Szczerbowski.

[…] Szczerbowski był kandydatem na stanowisko sternika „GieKSy” już od dłuższego czasu – właściwie od momentu, gdy 10 czerwca br. rada nadzorcza wielosekcyjnego klubu zdymisjonowała Marcina Janickiego.

[…] W trakcie swojej zawodowej kariery Szczerbowski przez dziewięć lat był dyrektorem spółki Stadion Śląski (od 2006 do 2015 roku), a także był prezesem oraz menedżerem ds. sportowych w klubie Kolejarz 24 Katowice, występującym aktualnie w klasie A. Dodatkowo Szczerbowski posiada tytuł doktora nauk o kulturze fizycznej, od kilkunastu lat jest wykładowcą akademickim i prowadzi zajęcia na katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego. 48-latek ma również za sobą karierę polityczną – jest bowiem byłym radnym z ramienia SLD oraz był jednym z kandydatów do objęcia funkcji prezydenta Katowic w 2014 roku.

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice ma nowego prezesa. To były dyrektor Stadionu Śląskiego

Marek Szczerbowski został nowym prezesem GKS Katowice. Były dyrektor Stadionu Śląskiego zastąpił na stanowisku szefa Gieksy Marcina Janickiego, którego dymisję Rada Nadzorcza klubu przyjęła 10 czerwca.

[…] Półtora miesiąca potrzebowały władze Katowice, by wybrać nowego prezesa swojego sztandarowego klubu. Fotel szefa GKS Katowice objął Marek Szczerbowski, który od początku był jednym z głównych kandydatów do przejęcia sterów w klubie.

[…] Szczerbowski nigdy nie ukrywał swojej sympatii do Gieksy i często go można było spotkać na trybunach stadionu na Bukowej.

 

Porażka z mistrzem kraju w setnym meczu

W lidze kobiet piłkarki GKS-u Katowice zmierzyły się z mistrzem Polski Górnikiem Łęczna. Dla katowiczanek była to 100 mecz w ligowych rozgrywkach. Niestety, podopieczne Witolda Zająca przegrały to spotkanie 0:3.

[…] Mistrz Polski jednak nie pozostawił złudzeń, w meczu rozegranym już na stadionie przy Bukowej pokazał swoja moc. Dla zespołu z Łęcznej z uwagi na rywalizację w europejskich pucharach był to dopiero drugi ligowy mecz w tym sezonie.

Pierwszą bramkę kibice oglądali już w 12. minucie meczu, kiedy po groźnej kontrze piłkarek z Łęcznej, sędzina Anna Adamska słusznie podyktowała rzut karny. Jedenastkę na bramkę zamieniła Ewelina Kamczyk. Dobrą okazję do wyrównania miała Klaudia Miłek. Strzał z rzutu wolnego z okolic 20 metra obroniła jednak Anna Palińska.

Przed przerwą Górnik strzelił jeszcze dwie bramki i właściwie ustawił sobie mecz. Wynik podwyższyła Klaudia Lefeld, która wykorzystała dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego. Piłkarki GKS-u próbowały stawić czoła rywalkom, niewiele z tego wynikało. Trzecią bramkę dla Górnika Łęczna po fantastycznym uderzeniu zza pola karnego zdobyła Nikola Karczewska.

W przerwie trener Zając dokonał zmian, licząc że uda się odwrócić losy tego spotkania. Dogodną okazję na gola miała Marlena Hajduk, ale jej uderzenie głową obroniła dobrze dysponowana Palińska. Zagrożenie pod bramką Górnika stwarzały Miłek i Stanović, ale piłka do siatki nie wpadła. Górnik kontrolował przebieg meczu, a swoich szans upatrywał w strzałach z dystansu.

W drugiej połowie bramek nie było, ale spotkanie mogło się podobać. Drużyna przyjezdnych pokazała się z lepszej strony i zasłużenie wywalczyła komplet punktów.

 

List otwarty Franciszka Sputa do dziennikarzy i niektórych kibiców GKS Katowice

Franciszek Sput, wspaniały bramkarz, który w barwach GKS Katowice rozegrał w sumie ponad 500 meczów, przysłał do naszej redakcji list otwarty. 71-letni były piłkarz i trener odnosi się w nim do zdarzeń, które miały miejsce po ostatnim domowym meczu GKS Katowice z Bytovią wygranym przez gości 2:1, w którym jego wnuk strzelił zwycięską bramkę dla rywali. List mocno rozgoryczonej całą sytuacją legendy GieKSy publikujemy w całości.

List otwarty Franciszka Sputa do dziennikarzy i niektórych kibiców GKS Katowice

Przez ponad 50 lat zawsze chętnie odpowiadałem na wszystkie pytania dziennikarzy. Teraz, po raz pierwszy w moim życiu, ja chciałem zadać jedno proste pytanie. Dlaczego pisząc o moich rzekomych sympatiach i odnosząc się do mojej rodziny nie zapytaliście o zdanie mnie, tylko formułujecie krzywdzące opinie w oderwaniu od faktów i prawdy?

Chodzi mi oczywiście o niedawny mecz GKS Katowice z Bytovią Bytów, w której barwach wystąpił mój wnuk Michał Rutkowski. Nie byłem na meczu bo w tym samym czasie brała ślub moja wnuczka. Ale gdyby nie ta kolizja terminów, to przyjechałbym z chęcią na Bukową. I gdyby ktoś mnie o to zapytał, chętnie wyjaśniłbym, że nie widzę nic złego w tym, że mój wnuk musi wystąpić przeciwko mojemu ukochanemu klubowi. Bo taki jest po prostu sport.

Wiele osób wie, że było moim wielkim marzeniem, aby Michał grał w klubie, z którym ja związałem swoje sportowe życie i któremu zawsze byłem wierny. To się nie udało, ale na pewno nie dlatego, że on tego nie chciał. Wiele osób także o tym dobrze wie, ale nie chcę już do tego wracać. To, że obecnie gra w klubie położonym daleko od domu rodzinnego nie było także jego wymarzonym wyborem. Ale znów powtórzę: takie jest życie i taki jest sport.

Proszę więc wszystkich, którzy zarzucają jemu i mnie zmianę sympatii, aby wzięli to pod uwagę i zaakceptowali, że wybory życiowe czasem są trudne i nie zawsze są tymi wymarzonymi. A do tego, że akurat mój wnuk strzelił bramkę mojemu GKS-owi, nie wolno dorabiać pozasportowych treści. Ja nie stałem się przez to ani niebieski, ani zielony, ani pomarańczowy i mój sportowy dom pozostanie na Bukowej.

Franciszek Sput

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Mistrz rozprawił się z GieKSą, beniaminkowie dalej dostają łomot, dwucyfrówka w Łodzi. Podsumowanie 4. kolejki

[…] Mistrz przyjechał do Katowic i pokazał … doświadczenie. Już po pierwszej połowie podopieczne Mazurkiewicza rozstrzygnęły spotkanie na swoją korzyść i to wystarczyło. GieKSa dostała bolesną lekcję, by jeszcze nie zacierać wysoko nosa, bo na tyle jeszcze nie urosła. Świetnie w środku pola pokazała się Sylwia Matysik i Klaudia Lefeld, obie dzieliły i rządziły. Wszystko trzymał w ataku duet Kamczyk – Hmirova. Nowe twarze już wpisały się bardzo dobrze w skład Mistrza Polski.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Jakub Jarosz: to dla mnie naprawdę duże wyróżnienie

Kapitanem GKS-u Katowice w sezonie 2019/2020 PlusLigi został wybrany nowy atakujący, Jakub Jarosz.

  – To dla mnie naprawdę duże wyróżnienie i cieszę się, że została mi powierzona tak ważna funkcja. Postaram się wywiązać ze swoich kapitańskich obowiązków jak najlepiej i mam nadzieję, że będę sprawdzał się w roli łącznika między trenerem a całą drużyną – powiedział kapitan drużyny trenowanej przez Dariusza Daszkiewicza.

We wcześniejszych sezonach GKS-u w PlusLidze tę funkcję sprawowali Marco Falaschi, Dominik Witczak oraz Maciej Fijałek.

[…] – Osobiście chciałbym, żeby na koniec sezonu cały nasz zespół był zadowolony z tego, co osiągnęliśmy. I to nie jest książkowy frazes, a moja szczera opinia. Dojrzałem w swojej karierze sportowej do tego, by myśleć o sobie i swoich osiągnięciach możliwie jak najmniej. To zespół ma być zadowolony i spełniony, tak samo jak nasi kibice. Nadchodzący sezon PlusLigi nie będzie łatwy, wielu rywali wzmocniło się i konkurencja będzie naprawdę mocna. Zamierzamy bić się ze wszystkimi i osiągać jak najlepsze rezultaty, by móc sobie powiedzieć po wszystkim, że zrobiliśmy dobry wynik – tak odpowiedział nowy kapitan na pytanie o prywatne cele na nadchodzący sezon.

 

Dariusz Daszkiewicz: nie boję się wyzwań

– By drużyna dobrze funkcjonowała potrzeba czasu i cierpliwości. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę, jakie są oczekiwania. Na pewno nie będzie łatwo powtórzyć wyczyn z minionego sezonu, ale zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by tak było – powiedział nowy szkoleniowiec GKS-u, Dariusz Daszkiewicz.

[…] Mimo że GKS w poprzednim sezonie zajął ósme miejsce, co jest najlepszym wynikiem w historii klubu, to po sezonie doszło w nim do rewolucji kadrowej. Zostało w nim tylko dwóch siatkarzy.

– Kilku zawodników z poprzedniego składu widziałem w drużynie, ale – niestety – nie udało się ich zatrzymać. Mogę tylko się domyślać, że chodziło o możliwości finansowe klubu. Te kwestie jednak poza mną, bo ja skupiam się na pracy z zespołem. 12 nowych zawodników to pewien kłopot, bo budowanie zespołu trwa przynajmniej 2, 3 lata i wówczas powinien osiągnąć jak najlepsze wyniki – ocenił doświadczony szkoleniowiec, który z taką wymianą kadrową nie spotyka się po raz pierwszy.

–  Taka sytuacja to dla mnie żadna nowość, bo w Kielcach byłem przyzwyczajony, że co roku budowałem zespół od nowa. Zawodnicy pokazywali się z dobrej strony i otrzymywali ciekawsze, lepsze oferty finansowe z innych klubów i odchodzili – dodał.

 

sportdziennik.pl – Wiktor Musiał: poważne wyzwanie

Rozmowa z Wiktorem Musiałem, nowym atakującym GKS-u Katowice.

[…] Był pan najlepiej punktującym zawodnikiem (661 pkt.) w I lidze. Czy pojawiła się lawina ofert z PlusLigi?

Wiktor MUSIAŁ: – (śmiech) Bez przesady moje osiągnięcia to przede wszystkim zasługa kolegów, a ponadto jestem atakującym i większość piłek w takich kluczowych momentach była kierowana do mnie. 574 pkt. zdobyłem właśnie atakiem, 58 zagrywką oraz 29 blokiem. Miałem sygnały z kilku klubów, ale nie było wiele konkretów. W końcu otrzymałem informację od mojej pani menedżer (Aleksandra Piskorska – przyp.red.), że jest mną zainteresowany GKS Katowice. Nie było większych problemów z uzgodnieniem wszystkich szczegółów umowy. GKS ciekawie się prezentował w poprzednich sezonach.

[…] Rywalizacja na tej pozycji zapowiada się ciekawie?

Wiktor MUSIAŁ: – To nie nie będzie rywalizacja, lecz wzajemne się wspieranie, bo za Kubą olbrzymie doświadczenie zarówno ligowe, jak i reprezentacyjne. Będę starał się pomagać drużynie w każdej sytuacji, ale – oczywiście – z miejsca w składzie podstawowym nie rezygnuję tylko będę chciał się pokazać z jak najlepszej strony.

 

W GKS-ie doszło do sporych roszad personalnych i przed zespołem spore wyzwanie. Pańskie przewidywania?

Wiktor MUSIAŁ: – Rzeczywiście tylu nowych twarzy w zespole jeszcze nie odnotowałem. Trochę już się poznaliśmy i zebrała się grupa zawodników, która na pewno będzie dążyła do jak najlepszej gry oraz zwycięstw. Szatnia mówi jednym głosem i jest sympatyczna atmosfera. Teraz trudno prognozować, bo przecież jesteśmy dopiero na wstępie przygotowań do sezonu.

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Michalski: Czas działa na naszą korzyść

Hokeiści GKS-u Katowice w swoim pierwszym meczu Pucharu Wyszehradzkiego przegrali z JKH GKS-em Jastrzębie 0:3.

– To nie tak miało wyglądać – powiedział Mateusz Michalski, skrzydłowy ekipy z alei Korfantego.

[…] Szefostwo GieKSy przed rozpoczęciem sezonu zdecydowało się na przebudowę zespołu. Dość powiedzieć, że umowy z katowickim klubem podpisało 15 nowych graczy.

– Nie da się wszystkiego zrobić w tydzień czy dwa. Budowanie drużyny wymaga czasu, wszyscy musimy się dotrzeć – zwrócił uwagę 27-letni skrzydłowy, który przez ostatnich dziewięć sezonów występował w Podhalu. – Codziennie pracujemy nad tym, by być kolektywem w szatni i na lodzie. Mamy dobrą drużynę i myślę, że będziemy cieszyć kibiców naszą grą.

 

Salmi: Nie jest to groźny uraz

Jusso Salmi nie dokończył ostatniego spotkania z JKH GKS-em Jastrzębie, które odbyło się w ramach rozgrywek Pucharu Wyszehradzkiego. 28-letni defensor doznał drobnego urazu. Ile będzie pauzował?

– Doszło do niewielkiego pęknięcia w palcu. Ciągle jestem kontuzjowany, ale nie jest to uraz, przez który musiałbym pauzować przez wiele tygodni – powiedział obrońca GieKSy, który trafił do GieKSy za namową trenera Risto Dufvy.

– Nie grałem w jego drużynach, ale dobrze go znałem, bo to jest jeden z najbardziej cenionych i utytułowanych trenerów w Finlandii. I to on był jednym z powodów, dla którego ja i moi fińscy koledzy zdecydowaliśmy się na grę w tym klubie – stwierdził Salmi, który jest wychowankiem IFK Helsinki.

[…] Dodał też, że dobrze żyje mu się w Katowicach.

– W samych Katowicach mieszka mi się bardzo dobrze, ludzie są przyjaźni, do tego macie świetne restauracje – podkreślił.

Salmi może pochwalić się dobrymi warunkami fizycznymi. Mierzy 187 centymetrów i waży 90 kilogramów. Ponadto idealnie wpisuje się w charakterystykę określaną za oceanem mianem „stay-at-home”. Co ciekawe swego czasu był nawet mistrzem Finlandii w podnoszeniu się na drążku.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga