Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów: Okres oczekiwania zakończony. GieKSa ma nowego prezesa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

Wczoraj Rada Nadzorcza wybrała nowego prezesa GieKSy, został nim Marek Szczerbowski. Piłkarze, rozegrali w minionym tygodniu dwa spotkania: z Olimpią Elbląg (1:1) na Bukowej oraz w niedzielę w Łęcznej z Górnikiem (przegrana 0:1). Prasówkę po tych meczach znajdziecie tutaj i tutaj. Piłkarki rozegrały ligowy mecz z aktualnymi Mistrzyniami Polski Górnikiem Łęczna i przegrały 0:3 (0:3). Siatkarze rozpoczęli przygotowania do sezonu 2019/20, zapraszamy do przeczytania fragmentów wywiadów z siatkarzami i przedstawicielami sztabu trenerskiego. Hokeiści przygotowując się do rozgrywek ligowych, biorą udział w meczach o Pucharu Wyszehradzkiego, drugi mecz GieKSa rozegra dzisiaj (na wyjeździe o 18) z słowacką drużyną HK Nitra.

 

PIŁKA NOŻNA

sportslaski.pl – Okres oczekiwania zakończony. GieKSa ma nowego prezesa

Wielosekcyjny GKS Katowice zyskał nowego prezesa. Marcina Janickiego, który został zdymisjonowany przez Radę Nadzorczą spółki po zakończeniu ubiegłego sezonu ligowego, na stanowisku zastąpił wieloletni dyrektor Stadionu Śląskiego, Marek Szczerbowski.

[…] Szczerbowski był kandydatem na stanowisko sternika „GieKSy” już od dłuższego czasu – właściwie od momentu, gdy 10 czerwca br. rada nadzorcza wielosekcyjnego klubu zdymisjonowała Marcina Janickiego.

[…] W trakcie swojej zawodowej kariery Szczerbowski przez dziewięć lat był dyrektorem spółki Stadion Śląski (od 2006 do 2015 roku), a także był prezesem oraz menedżerem ds. sportowych w klubie Kolejarz 24 Katowice, występującym aktualnie w klasie A. Dodatkowo Szczerbowski posiada tytuł doktora nauk o kulturze fizycznej, od kilkunastu lat jest wykładowcą akademickim i prowadzi zajęcia na katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego. 48-latek ma również za sobą karierę polityczną – jest bowiem byłym radnym z ramienia SLD oraz był jednym z kandydatów do objęcia funkcji prezydenta Katowic w 2014 roku.

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice ma nowego prezesa. To były dyrektor Stadionu Śląskiego

Marek Szczerbowski został nowym prezesem GKS Katowice. Były dyrektor Stadionu Śląskiego zastąpił na stanowisku szefa Gieksy Marcina Janickiego, którego dymisję Rada Nadzorcza klubu przyjęła 10 czerwca.

[…] Półtora miesiąca potrzebowały władze Katowice, by wybrać nowego prezesa swojego sztandarowego klubu. Fotel szefa GKS Katowice objął Marek Szczerbowski, który od początku był jednym z głównych kandydatów do przejęcia sterów w klubie.

[…] Szczerbowski nigdy nie ukrywał swojej sympatii do Gieksy i często go można było spotkać na trybunach stadionu na Bukowej.

 

Porażka z mistrzem kraju w setnym meczu

W lidze kobiet piłkarki GKS-u Katowice zmierzyły się z mistrzem Polski Górnikiem Łęczna. Dla katowiczanek była to 100 mecz w ligowych rozgrywkach. Niestety, podopieczne Witolda Zająca przegrały to spotkanie 0:3.

[…] Mistrz Polski jednak nie pozostawił złudzeń, w meczu rozegranym już na stadionie przy Bukowej pokazał swoja moc. Dla zespołu z Łęcznej z uwagi na rywalizację w europejskich pucharach był to dopiero drugi ligowy mecz w tym sezonie.

Pierwszą bramkę kibice oglądali już w 12. minucie meczu, kiedy po groźnej kontrze piłkarek z Łęcznej, sędzina Anna Adamska słusznie podyktowała rzut karny. Jedenastkę na bramkę zamieniła Ewelina Kamczyk. Dobrą okazję do wyrównania miała Klaudia Miłek. Strzał z rzutu wolnego z okolic 20 metra obroniła jednak Anna Palińska.

Przed przerwą Górnik strzelił jeszcze dwie bramki i właściwie ustawił sobie mecz. Wynik podwyższyła Klaudia Lefeld, która wykorzystała dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego. Piłkarki GKS-u próbowały stawić czoła rywalkom, niewiele z tego wynikało. Trzecią bramkę dla Górnika Łęczna po fantastycznym uderzeniu zza pola karnego zdobyła Nikola Karczewska.

W przerwie trener Zając dokonał zmian, licząc że uda się odwrócić losy tego spotkania. Dogodną okazję na gola miała Marlena Hajduk, ale jej uderzenie głową obroniła dobrze dysponowana Palińska. Zagrożenie pod bramką Górnika stwarzały Miłek i Stanović, ale piłka do siatki nie wpadła. Górnik kontrolował przebieg meczu, a swoich szans upatrywał w strzałach z dystansu.

W drugiej połowie bramek nie było, ale spotkanie mogło się podobać. Drużyna przyjezdnych pokazała się z lepszej strony i zasłużenie wywalczyła komplet punktów.

 

List otwarty Franciszka Sputa do dziennikarzy i niektórych kibiców GKS Katowice

Franciszek Sput, wspaniały bramkarz, który w barwach GKS Katowice rozegrał w sumie ponad 500 meczów, przysłał do naszej redakcji list otwarty. 71-letni były piłkarz i trener odnosi się w nim do zdarzeń, które miały miejsce po ostatnim domowym meczu GKS Katowice z Bytovią wygranym przez gości 2:1, w którym jego wnuk strzelił zwycięską bramkę dla rywali. List mocno rozgoryczonej całą sytuacją legendy GieKSy publikujemy w całości.

List otwarty Franciszka Sputa do dziennikarzy i niektórych kibiców GKS Katowice

Przez ponad 50 lat zawsze chętnie odpowiadałem na wszystkie pytania dziennikarzy. Teraz, po raz pierwszy w moim życiu, ja chciałem zadać jedno proste pytanie. Dlaczego pisząc o moich rzekomych sympatiach i odnosząc się do mojej rodziny nie zapytaliście o zdanie mnie, tylko formułujecie krzywdzące opinie w oderwaniu od faktów i prawdy?

Chodzi mi oczywiście o niedawny mecz GKS Katowice z Bytovią Bytów, w której barwach wystąpił mój wnuk Michał Rutkowski. Nie byłem na meczu bo w tym samym czasie brała ślub moja wnuczka. Ale gdyby nie ta kolizja terminów, to przyjechałbym z chęcią na Bukową. I gdyby ktoś mnie o to zapytał, chętnie wyjaśniłbym, że nie widzę nic złego w tym, że mój wnuk musi wystąpić przeciwko mojemu ukochanemu klubowi. Bo taki jest po prostu sport.

Wiele osób wie, że było moim wielkim marzeniem, aby Michał grał w klubie, z którym ja związałem swoje sportowe życie i któremu zawsze byłem wierny. To się nie udało, ale na pewno nie dlatego, że on tego nie chciał. Wiele osób także o tym dobrze wie, ale nie chcę już do tego wracać. To, że obecnie gra w klubie położonym daleko od domu rodzinnego nie było także jego wymarzonym wyborem. Ale znów powtórzę: takie jest życie i taki jest sport.

Proszę więc wszystkich, którzy zarzucają jemu i mnie zmianę sympatii, aby wzięli to pod uwagę i zaakceptowali, że wybory życiowe czasem są trudne i nie zawsze są tymi wymarzonymi. A do tego, że akurat mój wnuk strzelił bramkę mojemu GKS-owi, nie wolno dorabiać pozasportowych treści. Ja nie stałem się przez to ani niebieski, ani zielony, ani pomarańczowy i mój sportowy dom pozostanie na Bukowej.

Franciszek Sput

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Mistrz rozprawił się z GieKSą, beniaminkowie dalej dostają łomot, dwucyfrówka w Łodzi. Podsumowanie 4. kolejki

[…] Mistrz przyjechał do Katowic i pokazał … doświadczenie. Już po pierwszej połowie podopieczne Mazurkiewicza rozstrzygnęły spotkanie na swoją korzyść i to wystarczyło. GieKSa dostała bolesną lekcję, by jeszcze nie zacierać wysoko nosa, bo na tyle jeszcze nie urosła. Świetnie w środku pola pokazała się Sylwia Matysik i Klaudia Lefeld, obie dzieliły i rządziły. Wszystko trzymał w ataku duet Kamczyk – Hmirova. Nowe twarze już wpisały się bardzo dobrze w skład Mistrza Polski.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Jakub Jarosz: to dla mnie naprawdę duże wyróżnienie

Kapitanem GKS-u Katowice w sezonie 2019/2020 PlusLigi został wybrany nowy atakujący, Jakub Jarosz.

  – To dla mnie naprawdę duże wyróżnienie i cieszę się, że została mi powierzona tak ważna funkcja. Postaram się wywiązać ze swoich kapitańskich obowiązków jak najlepiej i mam nadzieję, że będę sprawdzał się w roli łącznika między trenerem a całą drużyną – powiedział kapitan drużyny trenowanej przez Dariusza Daszkiewicza.

We wcześniejszych sezonach GKS-u w PlusLidze tę funkcję sprawowali Marco Falaschi, Dominik Witczak oraz Maciej Fijałek.

[…] – Osobiście chciałbym, żeby na koniec sezonu cały nasz zespół był zadowolony z tego, co osiągnęliśmy. I to nie jest książkowy frazes, a moja szczera opinia. Dojrzałem w swojej karierze sportowej do tego, by myśleć o sobie i swoich osiągnięciach możliwie jak najmniej. To zespół ma być zadowolony i spełniony, tak samo jak nasi kibice. Nadchodzący sezon PlusLigi nie będzie łatwy, wielu rywali wzmocniło się i konkurencja będzie naprawdę mocna. Zamierzamy bić się ze wszystkimi i osiągać jak najlepsze rezultaty, by móc sobie powiedzieć po wszystkim, że zrobiliśmy dobry wynik – tak odpowiedział nowy kapitan na pytanie o prywatne cele na nadchodzący sezon.

 

Dariusz Daszkiewicz: nie boję się wyzwań

– By drużyna dobrze funkcjonowała potrzeba czasu i cierpliwości. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę, jakie są oczekiwania. Na pewno nie będzie łatwo powtórzyć wyczyn z minionego sezonu, ale zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by tak było – powiedział nowy szkoleniowiec GKS-u, Dariusz Daszkiewicz.

[…] Mimo że GKS w poprzednim sezonie zajął ósme miejsce, co jest najlepszym wynikiem w historii klubu, to po sezonie doszło w nim do rewolucji kadrowej. Zostało w nim tylko dwóch siatkarzy.

– Kilku zawodników z poprzedniego składu widziałem w drużynie, ale – niestety – nie udało się ich zatrzymać. Mogę tylko się domyślać, że chodziło o możliwości finansowe klubu. Te kwestie jednak poza mną, bo ja skupiam się na pracy z zespołem. 12 nowych zawodników to pewien kłopot, bo budowanie zespołu trwa przynajmniej 2, 3 lata i wówczas powinien osiągnąć jak najlepsze wyniki – ocenił doświadczony szkoleniowiec, który z taką wymianą kadrową nie spotyka się po raz pierwszy.

–  Taka sytuacja to dla mnie żadna nowość, bo w Kielcach byłem przyzwyczajony, że co roku budowałem zespół od nowa. Zawodnicy pokazywali się z dobrej strony i otrzymywali ciekawsze, lepsze oferty finansowe z innych klubów i odchodzili – dodał.

 

sportdziennik.pl – Wiktor Musiał: poważne wyzwanie

Rozmowa z Wiktorem Musiałem, nowym atakującym GKS-u Katowice.

[…] Był pan najlepiej punktującym zawodnikiem (661 pkt.) w I lidze. Czy pojawiła się lawina ofert z PlusLigi?

Wiktor MUSIAŁ: – (śmiech) Bez przesady moje osiągnięcia to przede wszystkim zasługa kolegów, a ponadto jestem atakującym i większość piłek w takich kluczowych momentach była kierowana do mnie. 574 pkt. zdobyłem właśnie atakiem, 58 zagrywką oraz 29 blokiem. Miałem sygnały z kilku klubów, ale nie było wiele konkretów. W końcu otrzymałem informację od mojej pani menedżer (Aleksandra Piskorska – przyp.red.), że jest mną zainteresowany GKS Katowice. Nie było większych problemów z uzgodnieniem wszystkich szczegółów umowy. GKS ciekawie się prezentował w poprzednich sezonach.

[…] Rywalizacja na tej pozycji zapowiada się ciekawie?

Wiktor MUSIAŁ: – To nie nie będzie rywalizacja, lecz wzajemne się wspieranie, bo za Kubą olbrzymie doświadczenie zarówno ligowe, jak i reprezentacyjne. Będę starał się pomagać drużynie w każdej sytuacji, ale – oczywiście – z miejsca w składzie podstawowym nie rezygnuję tylko będę chciał się pokazać z jak najlepszej strony.

 

W GKS-ie doszło do sporych roszad personalnych i przed zespołem spore wyzwanie. Pańskie przewidywania?

Wiktor MUSIAŁ: – Rzeczywiście tylu nowych twarzy w zespole jeszcze nie odnotowałem. Trochę już się poznaliśmy i zebrała się grupa zawodników, która na pewno będzie dążyła do jak najlepszej gry oraz zwycięstw. Szatnia mówi jednym głosem i jest sympatyczna atmosfera. Teraz trudno prognozować, bo przecież jesteśmy dopiero na wstępie przygotowań do sezonu.

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Michalski: Czas działa na naszą korzyść

Hokeiści GKS-u Katowice w swoim pierwszym meczu Pucharu Wyszehradzkiego przegrali z JKH GKS-em Jastrzębie 0:3.

– To nie tak miało wyglądać – powiedział Mateusz Michalski, skrzydłowy ekipy z alei Korfantego.

[…] Szefostwo GieKSy przed rozpoczęciem sezonu zdecydowało się na przebudowę zespołu. Dość powiedzieć, że umowy z katowickim klubem podpisało 15 nowych graczy.

– Nie da się wszystkiego zrobić w tydzień czy dwa. Budowanie drużyny wymaga czasu, wszyscy musimy się dotrzeć – zwrócił uwagę 27-letni skrzydłowy, który przez ostatnich dziewięć sezonów występował w Podhalu. – Codziennie pracujemy nad tym, by być kolektywem w szatni i na lodzie. Mamy dobrą drużynę i myślę, że będziemy cieszyć kibiców naszą grą.

 

Salmi: Nie jest to groźny uraz

Jusso Salmi nie dokończył ostatniego spotkania z JKH GKS-em Jastrzębie, które odbyło się w ramach rozgrywek Pucharu Wyszehradzkiego. 28-letni defensor doznał drobnego urazu. Ile będzie pauzował?

– Doszło do niewielkiego pęknięcia w palcu. Ciągle jestem kontuzjowany, ale nie jest to uraz, przez który musiałbym pauzować przez wiele tygodni – powiedział obrońca GieKSy, który trafił do GieKSy za namową trenera Risto Dufvy.

– Nie grałem w jego drużynach, ale dobrze go znałem, bo to jest jeden z najbardziej cenionych i utytułowanych trenerów w Finlandii. I to on był jednym z powodów, dla którego ja i moi fińscy koledzy zdecydowaliśmy się na grę w tym klubie – stwierdził Salmi, który jest wychowankiem IFK Helsinki.

[…] Dodał też, że dobrze żyje mu się w Katowicach.

– W samych Katowicach mieszka mi się bardzo dobrze, ludzie są przyjaźni, do tego macie świetne restauracje – podkreślił.

Salmi może pochwalić się dobrymi warunkami fizycznymi. Mierzy 187 centymetrów i waży 90 kilogramów. Ponadto idealnie wpisuje się w charakterystykę określaną za oceanem mianem „stay-at-home”. Co ciekawe swego czasu był nawet mistrzem Finlandii w podnoszeniu się na drążku.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga