Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka Szachy
Wielosekcyjny przegląd mass mediów: Wasko Hetman GKS mistrzem jest!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, szachów, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze, zremisowali na wyjeździe z liderem rozgrywek Stalą Rzeszów 1:1. Prasówkę o tym meczu znajdziecie tutaj. Piłkarki, w piątej kolejce kobiecej Ekstraligi, wygrały na wyjeździe z AZS PWSZ Wałbrzych 2:1 (1:1) i zajmują czwartą pozycję w tabeli. Drużyna szachowa wygrała finał Ekstraligi i tym samym zdobyła tytuł Drużynowego Mistrza Polski w roku 2019. Siatkarze wzięli udział w turnieju w Tomaszowie Mazowieckim, ze zmiennym szczęściem – po wygranej z reprezentacją Ukrainy 3:2 (22:25, 25:19, 27:25, 22:25, 15:13), siatkarze przegrali z Chemikiem Bydgoszcz 1:3 (25:19, 20:25, 21:25, 19:25). Hokeiści w swoim trzecim spotkaniu w Pucharze Wyszehradzkim wygrali na wyjeździe z Ferencvárosi TC 4:2 (1:0, 0:2, 3:0).
PIŁKA NOŻNA
spordziennik.pl – Grzegorz Goncerz: Wciąż tęsknię za GieKSą
Rozmowa z Grzegorzem Goncerzem, napastnikiem Stali Rzeszów, która dziś (15.00) zmierzy się z GKS-em Katowice. Przy Bukowej „Gonzo” spędził 9 sezonów i strzelił 59 goli. Rok temu odszedł do Podbeskidzia, zaś na początku 2019 roku wylądował w Rzeszowie.
[…] Śledzi pan losy GieKSy?
Grzegorz GONCERZ: – Oczywiście, bo jestem jej kibicem. Po spadku z pierwszej ligi było mi smutno. Bardzo chciałem, by chłopakom udało się utrzymać. Może to by sprawiło, że w kolejnym sezonie byłoby łatwiej. Takie rzeczy mogły się wydarzyć chyba tylko i wyłącznie na Bukowej. Spadek po golu bramkarza w 97 minucie… Z klubu odeszli już fajni ludzie, z którymi utrzymuję kontakt, jak prezesi Janicki czy Cygan. Pozmieniało się wiele, klub jest budowany przez nowe osoby, a każda zmiana sprawia, że na efekty trzeba czasu. Drużyna składa się teraz z wielu młodych, utalentowanych chłopaków, wsparta zawodnikami doświadczonymi. Trzymam kciuki, by wygrywała – z dwoma małymi wyjątkami. Ten pierwszy ma mieć miejsce oczywiście w sobotę.
Z Bukową rozstał się pan kilkanaście miesięcy temu. Z perspektywy czasu, jest coraz większa satysfakcja czy też niedosyt po tych dziewięciu sezonach w GKS-ie?
Grzegorz GONCERZ: – Brak awansu do ekstraklasy z GieKSą to moja największa porażka w sportowym życiu. Coś, co w 2017 roku wydawało się na wyciągnięcie ręki, przeszło nam koło nosa. Mieliśmy dobrego trenera (Jerzego Brzęczka – dop. red.), dobry zespół… Do dziś zastanawiam się, jak to się mogło wydarzyć. Czasu nie cofnę, mam swoje wnioski i przemyślenia, a bagaż tej porażki służy mi jako doświadczenie. Wiem, że kolejka nr 23 czy 24 jest tak samo ważna, jak ta nr 34. Na awans pracuje się przez cały sezon, a jedno nieodpowiedzialne zachowanie może go przekreślić. To może banały, ale dopiero gdy poczujesz to na własnej skórze, to wiesz, o czym mowa i stajesz się mądrzejszy. Szkoda, że po przegranym awansie nie dostałem więcej szans. Jestem przekonany, że gdybym miał zaufanie, a nie przypiętoby do mnie łatki pierwszego winnego, to kilka bramek dla GieKSy bym jeszcze zdobył (licznik stanął na 59 – dop. red.). Opuszczałem Katowice z wielkim niedosytem, moje wielkie piłkarskie marzenie się nie spełniło.
Nie żałuje pan, że skoro już nie udało się z GKS-em, to nie trafił pan do ekstraklasy sam?
Grzegorz GONCERZ: – W GieKSie był moment fantastyczny. Prezesem był Wojtek Cygan, mieliśmy bardzo dobrego trenera, który dziś radzi sobie na poziomie reprezentacji. Były klarowne plany. To wszystko tworzyło całość, której się nie da przeliczyć na pieniądze. Przyznam, że choć nie miałem nigdy na stole bajecznej oferty z ekstraklasy, to wszystkie przewyższały kontrakt w GKS-ie. Nie chciałem jednak nigdy odchodzić. Wiedziałem, że tego klubu będzie mi brakować – i tak rzeczywiście jest. Tęsknię za GieKSą, za tą atmosferą, za kibicami, których uważam za swoich. Nie było przecież tak, że przez lata wyzywali, wybijali szyby i gonili po mieście. Bywało lepiej, bywało gorzej, a wszystkim nam zależało, choć nie zawsze gra była tak dobra jak doping na trybunach. Szkoda, że mnie tam już nie ma, ale w Rzeszów przyjął mnie fantastyczną organizacją i planami. Przypomina mi się to, co było za trenera Brzęczka – konkretna wizja. W GKS-ie nie wyszło, w Rzeszowie zrobiliśmy dopiero pierwszy krok, a przed nami wiele kolejnych, które – mam nadzieję, ze z moim udziałem – uda się postawić.
tylkokobiecyfutbol.pl – Bez sentymentów. Miłek dubletem daje trzy punkty GieKSie
Drugi najciekawszy mecz 5. kolejki. AZS PWSZ Wałbrzych podejmował bezpośredniego rywala w walce o ligową czołówkę. Tym razem górą była ekipa z Górnego Śląska, a swój były klub dwoma golami pogrążyła Klaudia Miłek.
Od pierwszych minut zespoły rzuciły się do ataków. Większość akcji zaczepnych rozbijały defensorki zespołów. Po niespełna pół godziny gry, pat przełamała Miłek. Świetnie przymierzyła 30-metrów i pokonała Jagodę Sapor. Gospodynie szybko rzuciły się do ataków. Poskutkowało to wyrównaniem. W 36.minucie po rzucie rożnym gola na 1:1 zdobyła Marcjanna Zawadzka.
W drugiej połowie nawarstwiła się brutalna gra z obu stron. Wałbrzych próbował szczęścia dalej, lecz na nie wiele się to zdało. Defensywy obu stron skrzętnie rozbijały ataki rywalek. W doliczonym czasie gry na rajd zdecydowała się Miłek. Po sytuacji sam na sam ponownie pokonała Sapor i dała ekipie z Katowic komplet punktów.
walbrzych24.pl – Ekstraliga kobiet: AZS PWSZ – GKS Katowice 1:2
[…]O sporym pechu mogą mówić podopieczne trenera Jasińskiego, które w niczym nie ustępowały wyżej sklasyfikowanemu zespołowi z Katowic, a jednak po raz trzeci w tym sezonie schodziły z boiska na Ratuszowej bez choćby punktu.
Katem miejscowych okazała się wieloletnia zawodniczka AZS-u PWSZ, a od tego roku piłkarka GKS-u, Klaudia Miłek, która dwukrotnie pokonała Jagodę Sapor. Po raz pierwszy w 29 minucie, kiedy to popisała się fantastycznym uderzeniem z około 30 metrów w okienko naszej bramki. W odpowiedzi do siatki katowiczanek po zespołowym ataku trafiła Klaudia Fabova, ale sędzia dopatrzyła się pozycji spalonej Słowaczki. Na szczęście chwilę później było 1:1. Po rzucie rożnym z prawej strony do futbolówki najwyżej wyskoczyła rosła Marcjanna Zawadzka, która uderzeniem głową umieściła piłkę w siatce.
Po zmianie stron wciąż obserwowaliśmy wyrównane spotkanie. W 92 minucie blisko zdobycia gola na wagę 3 punktów była Fabova, jednak jej strzał został przyblokowany i w rezultacie piłka trafiła w boczną siatkę. Przyjezdne rozpoczęły grę od bramki i szybkim wyjściem uruchomiły Miłek, która urwała się defensorkom gospodyń, aby w sytuacji sam na sam pokonać Sapor i przechylić szalę zwycięstwa na stronę Katowic.
SZACHY
polsatsport.pl – Wasko Hetman GKS mistrzem jest! Drużyna z Katowic znów najlepsza w Ekstralidze
Wasko Hetman GKS Katowice wywalczył drużynowe mistrzostwo Polski w szachach. Obrońcy tytułu wygrali organizowany w Katowicach turniej Ekstraligi 2019. – Muszę przyznać, że w tym roku wyjątkowo ciężko było zdobyć to złoto, bo do ostatniej partii była walka. Każda z drużyn się wzmocniła, już nie ma słabych zespołów, na których można byłoby zrobić łatwe punkty. My musimy się bardziej starać i więcej pracować – przyznała arcymistrzyni Monika Soćko z katowickiego zespołu.
ekstraliga2019.pzszach.pl – R6: Hetman Katowice i Polonia Wrocław nadal z kompletem punktów
Drużyny Hetmana i Polonii przedłużyły swój zwycięski pochód w 6. rundzie. Hetman wygrał 5-1 z drużyną Stilonu, a Polonia, dużo skromniej, z Wieżą Pęgów.
[…] Wasko HETMAN GKS Katowice – KSz Stilon Gorzów (5-1)
Wydarzeniem tego meczu i całej rundy była pierwsza partia rozegrana przez Jana-Krzysztofa Dudę (Hetman). Niestety debiut tego zawodnika w tegorocznej Ekstralidze nie był przesadnie udany. Jan-Krzysztof, grając czarnymi na drugiej szachownicy z Matthiasem Bluebaumem, szybko dostał trudną pozycję i cudem zremisował końcówkę hetmańską bez dwóch pionków. Remis padł jeszcze na szachownicy pań, gdzie Karina Cyfka (Stilon) zremisowała białymi z Moniką Soćko. Na pozostałych szachownicach zwyciężyli gracze Hetmana, wykazując, że ta drużyna jest trudna do zatrzymania, zwłaszcza kiedy jej czołowi gracze – Wojtaszek, Duda i Navara – występują w komplecie.
R7: Hetman wychodzi na prowadzenie. Monika w roli ratownika
Najważniejszym meczem 7. rundy był pojedynek głównych faworytów, czyli Hetmana Katowice i Polonii Wrocław. Obie drużyny wygrywały dotąd wszystkie spotkania i każda przystępowała do walki, mając 12 punktów meczowych. Z próby tej zwycięsko wyszedł zespół Hetmana, głównie dzięki Janowi-Krzysztofowi Dudzie oraz Monice Soćko.
[…] VOTUM SA Polonia Wrocław – Wasko HETMAN GKS Katowice (2,5 – 3,5)
Jak już wspomnieliśmy we wstępnej części relacji, w pojedynku dwóch głównych faworytów górą była drużyna Hetmana Katowice. Choć trzeba docenić wysiłek oraz umiejętności wszystkich graczy, zawsze jest tak, że najwięcej mówi się o tych, którzy swoje partie wygrali, bo samymi remisami nikt jeszcze nie odniósł zwycięstwa w meczu. W takim uproszczonym ujęciu, głównymi bohaterami katowiczan są Jan-Krzysztof Duda (wygrał z Mateuszem Bartlem) oraz Monika Soćko (zrobiła to samo z Jolantą Zawadzką).
R8: Hetman o włos od porażki. Duży sukces Wieży Pęgów
W przedostatniej rundzie po raz pierwszy poważnie zachwiała się drużyna Hetmana Katowice, która szła dotąd jak burza. Drużyna trzech superarcymistrzów była o krok od porażki w meczu z bardzo ambitnie grającym zespołem Wieży Pęgów. Ostatecznie katowiczanom udało się uciec na remis.
[…] Wieża Pęgów – Wasko HETMAN GKS Katowice (3-3)
Czyniąc przedligowe kalkulacje, działacze i zawodnicy Hetmana musieli zakładać, że klub ten walczyć będzie o pierwsze miejsce. Wydaje się przy tym, że za swoich najgroźniejszych konkurentów uznali zespoły Polonii Wrocław oraz Stilonu Gorzów. W związku z tym tylko przeciwko tym drużynom – w rundach 6. i 7. – katowiczanie wystawili trójkę swoich najwyżej notowanych graczy, a więc Radosława Wojtaszka, Jana-Krzysztofa Dudę i Davida Navarę. W pozostałych meczach superarcymistrzowie występowali w liczbie dwóch, przy czym do 5. rundy była to para złożona z Wojtaszka i Navary, a w rundzie 8. – przeciw Wieży Pęgów – Wojtaszka zastąpił Duda. Być może wycofanie Radosława nie było najlepszym pomysłem, bo drużyna z Pęgowa postawiła Hetmanowi zaciekły opór i była o krok od niespodziewanego zwycięstwa. Zakończyło się tylko remisem, który także jest dużym sukcesem Wieży.
Hetman Katowice mistrzem Ekstraligi. Wszystkie smaki 9. rundy
Drużynowym mistrzem Polski został Hetman Katowice, wyprzedzając jednym punktem meczowym Polonię Wrocław. Na trzecie miejsce – dzięki zwycięstwu w ostatniej rundzie – wskoczył zespół Wieży Pęgów.
Drużyna Hetmana Katowice przystąpiła do ostatniej rundy z 15 punktami meczowymi i punktem przewagi nad Polonią Wrocław. Kolejne trzy drużyny – Silesia Racibórz, Wieża Pęgów i Stilon Gorzów – miały szanse najwyżej na 3. miejsce. Z tej trójki najwięcej punktów (11) miała Silesia Racibórz i wyprzedzała obu konkurentów dwoma punktami meczowymi.
[…] Wasko HETMAN GKS Katowice – KSz Silesia Racibórz (4 – 2)
Hetman wygrał bez większych trudności.
SIATKÓWKA
plusliga.pl – Pierwsze sprawdziany GKS Katowice
W Tomaszowie Mazowieckim siatkarze GKS-u Katowice pokonali reprezentację Ukrainy 3:2 i przegrali 1:3 z Chemikiem Bydgoszcz.
– Zagraliśmy z dwoma mocnymi zespołami, a każdy z naszych zawodników dostał szansę gry, jako że na każdy mecz posyłaliśmy do gry nieco inne składy. Wynik był sprawą drugorzędną, natomiast mecz z Ukrainą był w naszym wykonaniu nieco lepszy niż ten z Chemikiem. W pierwszym spotkaniu byliśmy lepsi w elemencie przyjęcia i ataku, natomiast w drugim pojawiły się kosztujące nas sporo błędy. Cieszy nas postawa młodego Kamila Drzazgi, ktory zaserwował cztery asy, dołożył do tego kilka obron i dobrych ataków – tak ocenił pierwsze dwa sparingi swoich siatkarzy trener GKS-u Katowice, Dariusz Daszkiewicz.
Pierwszy z nich, rozegrany w piątek 6 września, zakończył się wynikiem 3:2 (22:25, 25:19, 27:25, 22:25, 15:13) dla śląskiego klubu. Wygrana była tym bardziej cenna, że po drugiej stronie siatki znajdowali się cenieni w Europie gracze, jak choćby przyjmujący Oleh Płotnycki czy środkowy Dmytro Teriomenko. Sobotni mecz z Chemikiem Bydgoszcz był wyraźnie słabszy, zwłaszcza pod względem gry w w bloku, ale nie oznaczało to, że GKS zupełnie zawiódł. Siatkarze trenera Daszkiewicza zaserwowali aż 9 asów, do tego 14 punktów zdobył młody skrzydłowy Jakub Szymański, stawiający pierwsze kroki w klubie siatkarskiej ekstraklasy.
Siatkarska GieKSa już w niedzielę 8 września przenosi się ponad 350 kilometrów na południe, by rozpocząć kolejny etap przygotowań do sezonu. – Mamy sporo materiału do analizy. W następnym tygodniu czekają nas kolejne ciekawe sparingi, tym razem z drużyną z czeskiej Ostrawy. Zaczynamy zgrupowanie w Zakopanem w niedzielę, na początek tego samego dnia przejdziemy odnowę biologiczną, a w tygodniu czekają nas zajęcia w hali, siłownia oraz wspólne treningi z VK Ostrava. W piątek po południu zagramy sparing z czeską drużyną, a następnie dnia rano wyjeżdżamy na mecz do Krzeszowic – powiedział trener Daszkiewicz. Rywalem GieKSy w Krzeszowicach będzie Aluron CMC Virtu Zawiercie, a zaplanowane na 14 września spotkanie rozpocznie o godzinie 14.
siatka.og – Zespoły z Plusligi rywalizowały w Tomaszowie Mazowieckim
W ostatnich dniach w Tomaszowie Mazowieckim odbył się turniej, w którym obok gospodarzy – Lechii wystąpiły dwa zespoły z PlusLigi – Chemik Bydgoszcz i GKS Katowice oraz reprezentacja Ukrainy.
[…] W drugim meczu tego dnia GKS Katowice zagrał z reprezentacją Ukrainy. Początek meczu był wyrównany, jednak z czasem Ukraińcy zaczęli budować prowadzenie i wygrali do 22. W drugim secie nastąpiły zmiany, na boisku zameldował się między innymi były gracz Lechii – Wiktor Musiał i GKS wygrał 25:19. Trzecia odsłona to bardzo ciekawa walka. Obok Musiała skutecznie punktował Rafał Szymura, co dało katowiczanom zwycięstwo po walce na przewagi. Ukraińcy nie mieli zamiaru odpuszczać, doprowadzając do tie-breaka. W nim również nie brakowało ciekawych akcji, a ostatnie słowo należało do podopiecznych trenera Daszkiewicza.
W sobotę odbył się mecz pomiędzy GKS-em a Chemikiem. Bardzo dobra gra katowickich środkowych pozwoliła GKS-owi wysoko prowadzić w pierwszym secie i wygrać 25:19. W kolejnej odsłonie podopieczni trenera Michalczyka doszli do głosu. Mimo starań katowiczanie nie potrafili przełamać rywali. Drużyna z Bydgoszczy wygrała kolejne sety do 20, 21 i 19.
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – GieKSa lepsza od mistrza Węgier
Hokeiści GKS-u Katowice pokonali na wyjeździe Ferencvárosi TC 4:2 i ostatecznie zajęli trzecie miejsce w Grupie A.
Podopieczni Risto Dufvy już w 5. minucie wyszli na prowadzenie, wyprowadzając sprawny kontratak. Sposób na węgierskiego bramkarza znalazł Teddy Da Costa, który przymierzył z korytarza między bulikami.
Po przerwie lepiej radzili sobie gospodarze. W 27. minucie wyrównał Attila Pavuk, zaskakując Robina Rahma uderzeniem w krótki róg. Dodajmy, że ekipa 26-krotnego mistrza Węgier grała wówczas w liczebnej przewadze, bo na ławce kar przebywał Juuso Salmi. Tuż przed zakończeniem drugiej odsłony niezwykle precyzyjnym uderzeniem w długi róg popisał się Gergő Tóth.
Trzecia tercja należała do brązowych medalistów Polskiej Hokej Ligi. Ekipa z alei Korfantego oddała na węgierską bramkę 12 strzałów i zdobyła trzy bramki!
Wyrównał Nestori Lähde, popisując się ładną indywidualną akcją, z kolei 101 sekund później prowadzenie GieKSie dał Martin Čakajik, który podczas gry w przewadze przymierzył z okolic linii niebieskiej. Wynik spotkania na 4:2 ustalił Kamil Paszek. 22-letni napastnik przejął krążek we własnej tercji, a następnie umieścił go w pustej bramce.
W ćwierćfinale Pucharu Wyszehradzkiego podopieczni Risto Dufvy zmierzą się ze słowackim HC Detva. „Niedźwiedzie”, podobnie jak HC RT Torax Poruba, zgromadziły na swoim koncie sześć punktów. Pierwsze miejsce przypadło jednak Czechom, którzy mają lepszy stosunek bramek.
Kolusz w Katowicach?
Wszystko wskazuje na to, że Marcin Kolusz przeniesie się GKS-u Katowice. Rozmowy między etatowym reprezentantem Polski a GieKSą są już na finiszu.
Przypomnijmy, że Kolusz rozegrał w poprzednim sezonie 38 spotkań, gromadząc na swoim koncie 26 punktów za 6 bramek i 20 asyst. Warto jednak zaznaczyć, że występował w formacji defensywnej.
Zagrał też w turnieju Mistrzostw Świata Dywizji I Grupy B, które odbyły się w Tallinnie. Zgromadził sześć asyst i został najlepiej podającym zawodnikiem turnieju. Wygrał też klasyfikację kanadyjska wśród obrońców oraz zajął pierwsze miejsce w klasyfikacji plus/minus z wynikiem +11.
W maju Marcin Kolusz odnowił swój kontrakt z „Szarotkami”, ale w sierpniu szefostwo nowotarskiego klubu obcięło mu kontrakt o 20 procent z uwagi na brak „odpowiedniego zabezpieczenia finansowego”. Zawodnik nie chciał renegocjować umowy i jego kontrakt został rozwiązany.
[…] Jak udało nam się ustalić, nowym klubem „Kolosa” będzie GKS Katowice. W GieKSie występuje już czterech zawodników rodem z Nowego Targu. Są to Damian Tomasik, Oskar Jaśkiewicz, Patryk Wajda i Mateusz Michalski.
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Najnowsze komentarze