Dołącz do nas

Felietony

9 punktów albo śmierć!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

bgPrzed nami maraton spotkań przy Bukowej. Będą to również pierwsze mecze trenera Moskala u siebie. Nikomu nie trzeba przypominać, czego oczekiwaliśmy po tym sezonie, a w jakiej sytuacji teraz jesteśmy. Po raz kolejny musimy sobie powiedzieć „nie tak miało być”. Szczęście jednak w tym, iż to dopiero początek i ta sytuacja jest jeszcze do odwrócenia, GieKSa w dalszym ciągu może szybko „dojść” czołówkę i walczyć o wyższe cele niż spokojne utrzymanie. Żeby jednak tak się stało trzy najbliższe spotkania z ROW-em, Arką i Dolcanem trzeba wygrać. Trzeba! Magia Bukowej w tym sezonie jest niezawodna i choć GKS rozegrał tu tylko trzy mecze w tym jeden pucharowy, nikt z Katowic nie wyjechał zadowolony. Tak to powinno wyglądać zawsze, stadion przy Bukowej to musi być twierdza nie do zdobycia, jeżeli marzymy o sukcesie. Liga jest wyrównana, każdy z każdym może coś ugrać, dlatego walką, zaangażowaniem i koncentracją można wiele osiągnąć. Trzeba szukać atutów i je wykorzystywać jak najlepiej. Bukowa i Blaszok to niewątpliwie ogromne atuty, kibice już wielokrotnie potrafili „ponieść” zespół Trójkolorowych do zwycięstwa, już w niejednym zdobytym punkcie maczaliśmy palce.

 

Te trzy spotkania, które czekają nas w najbliższym czasie mogą mieć pod każdym względem znaczenie kolosalne, do tego, jak ułoży się nam ta runda, ten sezon. Liga nie śpi, inni punktują regularnie i już niedługo zaczną „odjeżdżać” nam na tyle, że potem będzie za późno na skuteczną gonitwę. Myślę, że wbrew wielu zapowiedziom, czy to prezesa Cygana, czy sztabu szkoleniowego cele GieKSy są już teraz wysokie i sięgają walki o awans. Gdyby było inaczej przy Bukowej nadal pracowałby trener Górak. Zwolnienie szkoleniowca, który przeżył z nami ciężkie chwile miało służyć właśnie szybkiemu ocknięciu się, zmianie stylu i miało być impulsem dla wszystkich, że czas na zmiany. Był to znak, że w GieKSie nie ma już miejsca na przeciętność, a walka o miejsca 10-14 nikogo nie interesuje. Zmiana nastąpiła szybko, aby właśnie za chwilę nie było za późno na pozytywne efekty. Przed trenerem Moskalem prawdziwe wyzwanie, bo już zdążył się zorientować, że czeka go sporo pracy. W sparingu ze Śląskiem we Wrocławiu było jednak widać, że trener już malutkie piętno odcisnął na tym zespole, bo GieKSa potrafiła wreszcie skonstruować akcję zaczepną, a co najważniejsze wygrała z solidnym Śląskiem grającym w bardzo mocnym zestawieniu. Teraz przed trenerem czas na zmierzenie się z presją Bukowej, czas zapoznać się z hasłem „tu jest GieKSa, tu jest presja!” Mamy prawo taką presję wytwarzać, mamy prawo oczekiwać krwi, łez i potu po naszych zawodnikach, bo granie tyle lat z przeciwnikami typu Nieciecza, Niepołomice czy Stróże już się nam znudziła. Miejsce GKS-u Katowice jest w elicie, czyli tam, gdzie już od dawna jesteśmy my, kibice. W zespole jest duży potencjał, który musi zostać w odpowiedni sposób wykorzystany tak, aby wszyscy w GieKSie mieli poczucie siły. Trzeba wreszcie zacząć podchodzić do tej ligi tak, że to nas się wszyscy mają obawiać, a nie odwrotnie. Jestem przekonany, że nie ma obecnie na zapleczu ekstraklasy drużyny, o której moglibyśmy powiedzieć, że jest poza naszym zasięgiem, której moglibyśmy się bać. Owszem trzeba zawsze podejść z pewną nutą ostrożności oraz szacunku, ponieważ tuzami tej ligi, to z całą pewnością nie jesteśmy, ale jak pokazuje tabela poprzedniej rundy, czy nawet całego roku 2013 GieKSa jest czołówką i tego się trzymajmy.

 

Również kibicowsko najbliższe spotkanie szykują się bardzo interesująco. „Klatka” z gośćmi, co najmniej dwa razy powinna się zapełnić w komplecie, a również mecz z Dolcanem zapowiada się interesująco, jeżeli pamiętacie ostatni mecz poprzedniego sezonu. ROW przyjedzie w liczbie zacnej i co do tego wątpliwości nie mamy, Arka mimo środka tygodnia również powinna się zjawić, a ma przecież „sztamę” z Polonią Bytom. Dolcan wesprą kibice CKS-u Czeladź i przewiduję, że ich liczba będzie wyższa niż ostatnio. Sami widzicie, że najbliższe spotkania będą naprawdę ważne i ciekawe nie tylko na niwie sportowej, ale również na trybunach walka na gardła będzie pasjonująca. Nie muszę chyba dodawać, że nikogo w tych dniach nie powinno zabraknąć na stadionie, bo gra toczy się naprawdę o wysoką stawkę.

GieKSa zgromadziła jak dotąd 7 punktów, z czego 6 na własnym stadionie, bez straconego gola. Po meczach z ROW-em, Arką i Dolcanem tych punktów musi być 16 inaczej nastąpi śmierć. Śmierć tego sezonu dla nas, bo nie czarujmy się, jeżeli nie będziemy wygrywać, jeżeli nie wygramy tych meczów, strata do czołówki będzie nie do odrobienia. Tak wiem, że do końca sezonu zostanie jeszcze masa spotkań, ale w cudowną metamorfozę i serie zwycięstw ja już nie uwierzę. 9 punktów albo śmierć! Śmierć marzeń o awansie i szara rzeczywistość pt. pierwszoligowa babranina.

 

12 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

12 komentarzy

  1. Avatar photo

    SKalpel

    10 września 2013 at 19:40

    9 punktów ?
    Uważam że obecnie to mało realne , ja zadowolę się 6-7 punktami w tym „maratonie” przy B1

  2. Avatar photo

    antek1964

    10 września 2013 at 20:33

    Moze mi ktoś wytłumaczyć na jakiej podstawie psy zamykaja sektor D na blaszoku na mecz z Rowem Rybnik . Rybnik ma sztame z Górnikiem oprócz tego górnik ma dużo kibiców w Rybniku więc czego te pachołki matoła się doszukują

  3. Avatar photo

    GKS

    10 września 2013 at 21:13

    SAMI PRZECIW WSZYSTKIM GKS KATOWICE – kaj to jest GIEKSIARZE kaj to jest ?

  4. Avatar photo

    piotrowice

    10 września 2013 at 21:22

    Sektor „D” dla kibiców . Jakim prawem policja zamyka sektor który nie sąsiaduje z sektorem gości . A może dobudować pomiędzy sektorem „D” a sektorem gości trybune „Z” która będzie Zamknięta . Odległość pomiędzy sektorem D a trybuną gości jest większa niż na miększości stadionów ekstraklasy .

    SiłaKato1964

  5. Avatar photo

    rudi

    10 września 2013 at 21:39

    Ciekawe jaka odległość jest na Cichej pomiędzy ruchanymi a kibicami gości . Przypuszczam że mniejsza . A zgodę czy brak zgody wydaję chyba ta sama osoba . Pozatym na GieKSie pomiędzy sektorem „D” a sektorem gości są do sforsowania cztery ogrodzenia i różnica terenu (zejście z nasypu) .

    Rudi

  6. Avatar photo

    Pszczyna

    10 września 2013 at 21:43

    popyiorom cie GKS,jyno Banik nigdy gornik,w Polsce sami przeciw wszystkim

  7. Avatar photo

    roys

    10 września 2013 at 21:53

    Popieram . Sektor D dla kibiców. A może podzielić sektor gości na sektory i tam zamknąć . Ale to jakaś paranoja budować , aby zamykać .
    W ostatnim dniu sprzedaży (lub dniach) pewnie znów część GieKSiarzy odejdzie od kas i zrezygnuje ze szpilu bo blaszok jest sprzedany a sektr D musi być pusty ?!!!

    roys SKato1964

  8. Avatar photo

    rafal

    10 września 2013 at 22:01

    GieKSa – Górnik

    To mo sens , ale niechca rozpisywać się na necie . Pogodomy w szynku .

    Ruda Śląska pozdro do Katowic , pozdro do Zabrza .

  9. Avatar photo

    rafal

    10 września 2013 at 22:04

    GieKSiarz z Rudy Śląskiej .

    GKS = KSG

  10. Avatar photo

    memem

    10 września 2013 at 22:45

    to mają sztame z górnikiem to automatycznie powinni mieć z nami inaczej jest to bez sensu . Albo nie ma sztamy w ogóle . Za kim się górnik wstawi w razie konfliktu będzie rzut monetą?

  11. Avatar photo

    Luke Skywalker

    12 września 2013 at 00:37

    Jakiego kurwa konfliktu?
    ROW jest fan clubem Górnika i tyle.
    Z tym sektorem to jest paranoja, ciekawe czy gdyby Banik przyjechał to też by zamkli ?!
    I zobaczymy w jaki sposób doping beda prowadzić Żabole 😉

  12. Avatar photo

    Igor

    12 września 2013 at 23:01

    9 punktów albo śmierć, he, he. Fajnie by było. Jestem jednak realistą a więc śmierć… 4 max 6 i oby nie było gorzej. No, chyba, że ktoś nie widział „popisów” naszej drużyny w poprzednich meczach…

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Brzmi jak marzenie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jutro przyjdzie nam się zmierzyć w jednym z najważniejszych pojedynków w nowej historii GieKSy. Równać się może z tym chyba tylko pojedynek z Arką w Gdyni, który choć co prawda był zwykłym pojedynkiem ligowym – to fakt grania w ostatniej kolejce i zależności pomiędzy wynikiem, a awansem jednej z tych drużyn sprawiał, że był to po prostu istny finał sezonu. Arka była wówczas jak Brazylia w 1950, kiedy to w finale na Maracanie wystarczał Kanarkom remis. GieKSa wcieliła się w rolę Urugwaju, który musiał wygrać. I wygrał.

Od tamtego czasu GieKSa gra z dobrym skutkiem w ekstraklasie. I mimo, że jest to „nasza Liga Mistrzów”, to jednak rozgrywamy w niej powszednie mecze ligowe. Fakt, że wiele z nich to są piłkarskie i kibicowskie święta, ale pod względem ważności – są one zwykłymi meczami w najbliższej lidze. Jutro czeka nas mecz niezwykły. Mecz decydujący o czymś, o czym jeszcze niedawno jedynie mogliśmy marzyć w jakichś iluzorycznych majakach. Teraz Katowiczanie stają przed realną szansą. Szansą gry na Stadionie Narodowym o jedno z dwóch najważniejszych trofeów w polskiej piłce.

Zadanie jawi się z jednej strony jako bardzo trudne. Zagramy w końcu z jedną z najlepszych drużyn w ekstraklasie, z ekipą, która świetnie sobie radziła w europejskich pucharach. Stworzony przez Marka Papszuna Raków, pokonując podobne szczeble co GKS, stał się niespodziewanie klubem i drużyną na regularne podium. Byli mistrzem i zdobywcą pucharu.

Z drugiej strony jednak patrząc na ostatnią formę Rakowa, nie jest to drużyna nie do pokonania. Dalej ma bardzo dobrych zawodników, ale coś w tym zespole na wiosnę nie gra. Drużyna nie punktuje należycie, gra jest niemrawa. Na ten moment trener Tomczyk nie wniósł do tego zespołu czegoś mocnego i widocznego. Zadanie po Marku Papszunie miał trudne, ale mimo wszystko – Raków gra przeciętnie.

Dlatego jakbym miał zakwalifikować ten mecz, to powiedziałbym, że Raków jest faworytem, ale nie murowanym. Dałbym w szansach takie 65-35. Pamiętajmy też, że może być remis, a o wszystkim mogą decydować rzuty karne.

Od czasu awansu do ekstraklasy z Rakowem rozegraliśmy cztery mecze, z czego trzy przegraliśmy po 0:1. Nie był to jednak jakieś bardzo słabe spotkania w wykonaniu GieKSy. Najsłabszy był chyba mecz z 1. kolejki obecnego sezonu na Nowej Bukowej. Ale już w poprzednim sezonie u siebie i w grudniu w bieżącym na wyjeździe – to był już spotkania, które porażkami wcale się zakończyć nie musiały.

No dali nam przykład Katowiczanie, jak w Częstochowie zwyciężać mamy, w poprzednim sezonie. Po bardzo dobrym meczu GieKSa wygrała wówczas przy Limanowskiego 2:1. A Raków przecież wtedy był w dużo lepszej formie.

Mamy nadzieję, że zespół już się oswoił z meczami na wyjeździe z wielkimi. Dotychczas wyjąwszy wspomniany mecz z Rakowem, przegrywaliśmy. Na Legii, Lechu czy Jadze. Czas ten trend odwrócić, a szansa ku temu jest bardzo dobra, bo oprócz Rakowa, za chwilę gramy przecież przy Bułgarskiej.

Półfinał Pucharu Polski… Brzmi jak marzenie. Na razie nie ma co myśleć, co dalej. Trzeba się mocno skupić na czwartkowym meczu i po prostu realizować swój plan jak najlepiej. GieKSa to potrafi – pokazała to z Wisłą Płock. Niezależnie czy jest to oddanie piłki czy gra z nią. Ważne, żeby taktyka była dobrze dobrana i realizowana.

Ostatnim raz na tym szczeblu graliśmy 22 lata temu. Ponad dwie dekady. Tyle czasu nie znaczyliśmy nic w Pucharze Polski. Teraz GieKSa jest w najlepszej czwórce. Z nadzieją na więcej.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Kibice podziękowali hokeistom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice GieKSy mieli okazję spotkać się z hokeistami na Arenie Katowice. Nasza drużyna w przeciągu pięciu lat zdobyła dwa złote i trzy srebrne medale. Zapraszamy do fotorelacji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga