Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Jakub Bochenek: było spore zagrożenie, że nie wystartujemy w rozgrywkach czyli multisekcyjny przegląd mediów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarze w II lidze mężczyzn rozegrali w ubiegłym tygodniu dwa spotkania. W pierwszym z nich rozegranym, w Legionowie z Legionovią padł remis 2:2. W drugim wygrała GieKSa 2:0 z Garbarnią Kraków. Prasówki po tych meczach znajdziecie odpowiednio tutaj i tutaj. Piłkarki, siatkarze oraz hokeiści mają przerwę pomiędzy sezonami, trwają rozmowy z nowymi zawodniczkami/zawodnikami.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Radny chce upamiętnić Furtoka

Z taką interpelacją do prezydenta Marcina Krupy zwrócił się Krzysztof Pieczyński, przewodniczący katowickiej Komisji Kultury, Promocji i Sportu, wyrażając prośbę o udostępnienie przez miasto na ten cel wielkoformatowej powierzchni w widocznym miejscu.

„Jan Furtok od urodzenia po dziś dzień jest mieszkańcem katowickiej Kostuchny. Dzięki swojej piłkarskiej karierze stał się żywą legendą nie tylko katowickiego klubu” – pisze Pieczyński.

„W barwach I drużyny GKS-u rozegrał w najwyższej lidze ponad 200 meczów, zdobywając 85 bramek, do tego dokładał bramki w rozgrywkach pucharowych. Rozsławił również nasz kraj i miasto, grając w niemieckiej Bundeslidze, gdzie zdobył tytuł wicekróla strzelców i do dziś pozostaje drugim polskim strzelcem (po Robercie Lewandowskim) w tej silnej europejskiej lidze.

Jan Furtok rozegrał również 36 spotkań w reprezentacji Polski, w których zdobył 10 bramek. Ze względu na jego osiągnięcia władze GKS-u przed laty zastrzegli numer 9 na koszulce, z którym grał Furtok. Do dziś regularnie pojawia się na meczach GieKSy, a także na innych polskich stadionach, gdzie witany jest z niezwykłym szacunkiem i sympatią” – podkreśla katowicki radny, przypominając, że w ubiegłym roku w Katowicach powstał mural wybitnego alpinisty Jerzego Kukuczki, a teraz można by uhonorować Furtoka.

Co warte podkreślenia, całkowity koszt powstania muralu wezmą na siebie kibice GKS-u.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Wielka kasa za Puchar Polski. Kto ile dostał ?

Po sobotnich półfinałach poznaliśmy finalistów Pucharu Polski. Już w sobotę na stadionie warszawskiej Polonii Górnik Łęczna zmierzy się z Czarnymi Sosnowiec. Pierwszy raz w historii rozegra się bitwa o czterysta tysięcy złotych, czyli nie jeden budżet ekstraligowej drużyny.

Po wielkich zmianach wiosną zmieniony Puchar Polski otrzymał olbrzymie jak na warunki polskiej kobiecej piłki pieniądze. Każdy zespół począwszy od etapu międzywojewódzkiego, otrzymał gratyfikacje finansowe.

[…] 400000  PLN NETTO – triumfator Pucharu Polski

GKS Górnik Łęczna / Czarni Sosnowiec

100000 PLN NETTO – drużyna przegrana w finale

GKS Górnik Łęczna / Czarni Sosnowiec

40000 PLN NETTO – drużyny, które odpadły w półfinele

KKP Rem Marco Bydgoszcz

TME GROT SMS Łódź

20000 PLN NETTO – drużyny, które odpadły w ćwierćfinale

Tarnovia Tarnów

GKS GieKSa Katowice

Medyk Konin

MKS Olimpia Szczecin

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Jakub Nowosielski nowym rozgrywającym GKS-u Katowice

Rozgrywający Jakub Nowosielski będzie reprezentował GKS Katowice w sezonie 2020/2021 PlusLigi.

– Pracowałem na to kilka dobrych lat, grając w pierwszoligowych zespołach i cieszę się z tego, że będzie mi dane zagrać w Katowicach. Moim celem jest ciągły rozwój i nauczenie się gry na poziomie PlusLigi – mówi pochodzący z Katowic siatkarz.

– Chciałem wrócić do swojego rodzinnego miasta. Pracowałem na to kilka dobrych lat, grając w pierwszoligowych zespołach i cieszę się z tego, że będzie mi dane zagrać w Katowicach. Moim celem jest ciągły rozwój i nauczenie się gry na poziomie PlusLigi. Każda chwila spędzona na boisku będzie dla mnie bardzo cenna – tak skomentował swój transfer Jakub Nowosielski, którą związał się z GKS-em rocznym kontraktem.

Pochodzący z Szopienic 27-letni rozgrywający po raz pierwszy w swojej karierze wystąpi w klubie z Katowic. Dla Nowosielskiego, rywalizującego o miejsce w meczowej szóstce z Janem Firlejem, będzie to debiut na poziomie PlusLigi.

Wychowanek Norwida Częstochowa do tej pory występował na poziomie pierwszej i drugiej ligi siatkarskiej. Nowosielski w swoim siatkarskim CV ma m.in. grę w TKS-ie Tychy, którego szkoleniowcem był aktualny pierwszy trener GKS-u Grzegorz Słaby. Ponadto nowy rozgrywający GieKSy występował w klubach walczących o czołowe lokaty w I lidze i awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Mowa o Pekpolu Ostrołęka, z którym Nowosielski zajął 4. miejsce w rozgrywkach pierwszej ligi w sezonie 2012/2013, a także o KFC Gwardii Wrocław, która w przedwcześnie zakończonym sezonie 2019/2020 uplasowała się na piątej pozycji. Nowy gracz GieKSy ma na swoim koncie także medale mistrzostw Polski młodzików, kadetów i juniorów, a także złoto i brąz akademickich mistrzostw Polski.

 

Jakub Bochenek: było spore zagrożenie, że nie wystartujemy w rozgrywkach

– Wszelkie spekulacje wokół istnienia sekcji w kolejnym sezonie były głównie rozważaniami medialnymi. W głębi serca wiedzieliśmy, że siatkówka jest do uratowania, ale musi się na to złożyć wiele rzeczy. Wykonaliśmy bardzo ciężką pracę, by wszystkie czynniki się ze sobą zazębiły – mówi Jakub Bochenek, dyrektor siatkarskiego GKS Katowice, czyli klubu PlusLigi, który w ostatnim czasie mierzył się ze sporymi kłopotami wizerunkowymi i zmniejszeniem budżetu.

Kolejny sezon GKS w PlusLidze określił pan z jako „rozgrywki na przetrwanie”. Ma to związek jedynie z kwestią oddziałania pandemii na budżet?

Jakub Bochenek: – Wszystko wiąże się z sytuacją finansową klubu. W obecnych czasach firmy mają poważniejsze wydatki niż sport. Dotyczy to zarówno spółek skarbu państwa, jak i samorządów, które w dużej mierze finansują polską siatkówkę. To jest największe zagrożenie dla klubu. Wszelkie spekulacje wokół istnienia sekcji w kolejnym sezonie były głównie rozważaniami medialnymi. W głębi serca wiedzieliśmy, że siatkówka jest do uratowania, ale musi się na to złożyć wiele rzeczy. Wykonaliśmy bardzo ciężką pracę, by wszystkie czynniki się ze sobą zazębiły. Jesteśmy pewni gry w kolejnych rozgrywkach PlusLigi. Zostały poczynione odpowiednie kroki kadrowe i organizacyjne. Właściciel również chce, by w Katowicach siatkówka stała na wysokim poziomie. Dlaczego ten rok będzie na przetrwanie? Głównie dlatego, że zostaliśmy z zobowiązaniami finansowymi wynikającymi z dwuletnich kontraktów, które w obliczu okrojenia budżetu z powodu pandemii mocno nas obciążały. Umowy dziewięciu siatkarzy praktycznie równały się naszym maksymalnym wydatkom. Udało nam się to jednak posklejać.

Jak realne było zagrożenie, że GKS nie wystartuje w rozgrywkach?

– Zakładany budżet różnił się w kilkudziesięciu procentach od ostatecznego. Istniało spore zagrożenie, że będzie nam trudno wystartować w kolejnych rozgrywkach. Do tej pory byliśmy klubem, który może nie płacił najwięcej, ale zawsze na czas. Chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której się to zmieni. Poza tym nie pomagały zewnętrzne spekulacje medialne. Nie byliśmy jednak na skraju przepaści, o krok od katastrofy. Nadal jest nam ciężko, ale na chwilę obecną mamy niemal pewność, że uda nam się dokończyć kolejny sezon.

Doszły do mnie anonimowe wiadomości o tym, że poprzedni dyrektor sekcji podpisywał zawyżone kontrakty. Ile było w tym prawdy?

– Nie odniosę się do kwot. Mogę powiedzieć tylko tyle, że kontrakty dwuletnie przy obniżonym budżecie były dla nas sporym obciążeniem. Czy były za wysokie? Każda osoba w tej kwestii na pewno ma inne zdanie. Inaczej patrzy na sprawę dyrektor, inaczej siatkarz, a odmiennie menedżer.

 Z boku wyglądało to trochę tak, że klub rozwiązał ważne umowy, bo siatkarze się na coś nie zgadzali. Kiedy przystali na zaproponowane rozwiązania, wrócili do zespołu.

– Nie chcieliśmy i nie chcemy rozważać takich rzeczy w mediach, nie wdawaliśmy się w polemikę. Uznaliśmy, że najlepiej będzie rozwiązać to bezpośrednio z samymi siatkarzami. Skończyło się dobrze. Doszliśmy do kompromisu i to chyba najważniejsze. Być może została mała skaza PR-owa, ale niewykluczone, że kiedyś wszystko zostanie dogłębnie i publicznie wyjaśnione. Póki co nie widzimy takiej konieczności.

 Dustin Watten wróci?

– Porządek procesowy trwa. Na razie musimy wstrzymać się z komentarzami.

To znaczy, że rozważany był temat jego powrotu do klubu?

– Temat jest, ale nie wiadomo, jak to się wszystko potoczy. Chcemy załatwić to polubownie.

 

Sławomir Stolc nowym przyjmującym GKS-u Katowice

Do składu siatkarskiej GieKSy na sezon 2020/2021 PlusLigi dołącza przyjmujący Sławomir Stolc.  27-letni skrzydłowy podpisał roczną umowę z katowickim klubem i tym samym dołączył do grona przyjmujących siatkarskiej GieKSy na kolejny sezon 2020/2021, w którym są Adrian Buchowski, Kamil Kwasowski i Jakub Szymański.

[…] Nowego przyjmującego siatkarskiej GieKSy czeka powrót do najwyżej klasy rozgrywkowej w Polsce po pięciu latach i ówczesnych występach w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle oraz Effectorze Kielce. Sławomir Stolc, który zaczynał sportową karierę w GKS-u Stoczniowcu Gdańsk, ukończył Szkołę Mistrzostwa Sportowego PZPS w Spale i notował występy w reprezentacji Polski kadetów. Nie jest to ostatnie kadrowe doświadczenie Stolca w karierze, jako że nowy gracz GieKSy w 2014 roku reprezentował nasz kraj w rozgrywkach Ligi Europejskiej. Ponadto 27-latek ma na swoim koncie występy w siatkarskiej Lidze Mistrzów w barwach czeskiej Dukli Liberec, z którą sięgnął po brązowy medal krajowych rozgrywek.

Stolc sięgał także po Puchar Polski i wicemistrzostwo kraju (2015) w barwach pierwszej drużyny Lotosu Trefla Gdańsk oraz złoto i brąz rozgrywek Młodej Ligi jako gracz młodzieżowej drużyny gdańskiego klubu. Ostatnie sukcesy Sławomira Stolca przypadają na okres jego występów w pierwszej lidze: jako gracz AZS-u Częstochowa triumfował w tych rozgrywkach w 2018 roku i zajął w nich drugie miejsce, rok później w barwach Stali AZS PWSZ Nysa. Ostatnim klubem Stolca był LUK Politechnika Lublin, finiszująca w przedwcześnie zakończonym sezonie 2019/2020 pierwszej ligi na 3. pozycji.

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Łotewski defensor wzmocnił GieKSę

Jānis Andersons dołączył do drużyny GKS-u Katowice. 33-letni obrońca, który z reprezentacją Łotwy zagrał na sześciu Mistrzostwach Świata Elity, podpisał roczny kontrakt.

[…] Andersons ma 33 lata i dysponuje dobrymi warunkami fizycznymi (187 cm, 93 kg). W swoim dorobku ma 10 meczów w KHL, 142 w czeskiej ekstralidze i 37 na zapleczu DEL.

Ostatnie sześć lat spędził na Słowacji (322 spotkania, 11 goli i 45 kluczowych zagrań), gdzie reprezentował barwy Dukli Trenczyn, HKm Zwoleń, MsHK Żylina, HC Nowe Zamki i HC Detva. W barwach tego ostatniego klubu występował w ostatnim sezonie. W 40 konfrontacjach strzelił 2 bramki i zaliczył 6 asyst.

 

Licencja dla GieKSy

GKS Katowice jako trzeci polski klub otrzymał licencję na grę w PHL w sezonie 2020/2021. Wcześniej zgodę na występy otrzymały GKS Tychy i Comarch Cracovia.

 

Stary, dobry znajomy. Fraszko ponownie w GieKSie

Potwierdziły się nasze informacje – Bartosz Fraszko wrócił do GKS-u Katowice. 24-letni napastnik podpisał z ekipą z alei Korfantego roczny kontrakt.

Fraszko występował już w GieKSie w latach 2017-2019. Zdobył z tym klubem srebrny i brązowy medal mistrzostw Polski i zajął trzecie miejsce w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego.

W barwach katowickiego klubu rozegrał w sumie 103 ligowe spotkania, w których zdobył 98 punktów za 38 bramek i 60 asyst. Teraz będzie miał szansę podreperować ten dorobek.

[…] W poprzednim sezonie 24-letni napastnik występował w KH Enerdze Toruń. Był kapitanem tej drużyny i jej czołowym zawodnikiem. W 51 spotkaniach, zdobył 17 bramek i zaliczył 26 asyst. Na ławce kar spędził 22 minuty.

 

Paszek i Wanat podpisali umowy z GieKSą

Potwierdziły się nasze informacje – Do drużyny Piotra Sarnika dołączył Dariusz Wanat, były gracz Unii Oświęcim. Nową umowę z Klubem podpisał także napastnik Kamil Paszek.

Kamil Paszek to kolejny zawodnik GKS-u, który pozostanie w drużynie z Katowic. Jego kontrakt będzie obowiązywał przez kolejny rok. Wcześniej decyzję o podpisaniu umów na sezon 2020/2021 Polskiej Hokej Ligi podjęli Grzegorz Pasiut, Patryk Krężołek, Oskar Krawczyk, Mateusz Michalski, Filip Starzyński i Patryk Wajda. Do zespołu Piotra Sarnika dołączył także napastnik Dariusz Wanat, który związał się z GieKSą rocznym kontraktem. Przez ostatnie pięć lat występował w Re-Plast Unii Oświęcim. W sezonie 2019/2020 PHL nowy zawodnik hokejowej GieKSy, mierzący 174 cm wzrostu, zanotował 10 bramek i 10 asyst.

 

Powrót fińskiego środkowego

Kadra GKS-u Katowice powiększa się z każdym dniem. W nowym sezonie w ekipie GieKSy będzie występował Jesse Rohtla, który złożył już podpis pod kontraktem. Oficjalne potwierdzenie tego transferu powinno nastąpić już wkrótce.

W poprzednim sezonie 32-letni środkowy reprezentował barwy JKH GKS-u Jastrzębie. Był ważnym ogniwem ekipy z Leśnej, choć przez sporą część poprzedniego sezonu leczył urazy: najpierw barku, a później kolana. Rozegrał 33 ligowe spotkania, w których zdobył 12 bramek i zaliczył 20 asyst. Aż 14 punktów zdobył podczas gier w przewagach!

Rohtla w latach 2017-2019 występował już w ekipie GKS-u Katowice. Trener Tom Coolen bardzo mu ufał i ustawiał go w formacjach specjalnych, czyli tych odpowiedzialnych za rozgrywanie przewag i bronienie osłabień.

Urodzony w Lahti zawodnik zdobył z katowickim klubem srebrny i brązowy medal mistrzostw Polski, a także zajął trzecie miejsce w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego.

Warto też dodać, że zostawił po sobie też bardzo dobre statystyki. W 109 ligowych spotkań strzelił 40 bramek i zanotował 76 asyst, co dało mu w sumie 116 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. Teraz będzie miał szansę je wyśrubować.

 

Wanat: Charakteru mi nie zabraknie

Dariusz Wanat zdecydował się zmienić otoczenie. Po pięciu latach gry w Unii Oświęcim podpisał kontrakt z GKS-em Katowice.

Pojawiła się taka okazja, więc trzeba było skorzystać. Wszystko fajnie się zapowiada i mam nadzieję, że będzie to dobry krok – powiedział 24-letni napastnik.

Wanat ma za sobą udany sezon. Choć trener Nik Zupančič ustawiał go w niższych formacjach, to walecznemu zawodnikowi udało się zdobyć 10 bramek i zaliczyć 12 asyst. Imponował ambicją, zadziornością i ofiarnością.

Jego dobra postawa zaowocowała też powołaniem do reprezentacji Polski na towarzyski turniej z serii Euro Ice Hockey Challenge, który rozgrywany był w Gdańsku. „Wanacik” zadebiutował w biało-czerwonej koszulce z orłem na piersi w przegranym 0:2 spotkaniu z Węgrami.

– Mogę zapewnić, że charakteru i serca na lodzie z mojej strony nie zabraknie. To mogę obiecać kibicom oraz całemu zarządowi – powiedział Dariusz Wanat, który opowiedział też jak zapamiętał poprzednie mecze z GKS-em Katowice.

– Nigdy to nie były łatwe spotkania. W większości przypadków decydował o nich jeden gol. Mam nadzieję, że teraz -w przeciwną stronę – będzie łatwiej – wyjaśnił.

 

Oficjalnie. Zieliński dołączył do GieKSy

Mateusz Zieliński, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, dołączył do ekipy GKS-u Katowice. 22-letni defensor podpisał roczny kontrakt.

Wychowanek „Stalowych Pierników” ma za sobą dobry sezon. Grał naprawdę sporo i nieźle wywiązywał się ze swoich obowiązków. W 48 meczach zdobył 12 punktów za 3 bramki i 9 asyst. Warto zaznaczyć, że lepsze liczby od niego wśród toruńskich obrońców zaliczyli tylko Dmitrij Kozłow (18 „oczek) i Jegor Szkodienko (16), ale ten drugi przez długi czas występował też na środku ataku.

– Bardzo się cieszę z powrotu do Katowic. Tworzy się tutaj bardzo fajna drużyna i ciężko było odmówić takiemu klubowi jak GKS. Mam nadzieję, że swoją dobrą grą w defensywie wzmocnię zespół i wspólnie z kolegami sięgniemy po medal – powiedział Mateusz Zieliński.

 

GieKSa zrezygnowała z Kielera. Zastąpi go młodzieżowy reprezentant Polski

Michał Kieler rozstaje się z ekipą GKS-u Katowice. 24-letni golkiper jest na etapie poszukiwań nowego klubu.

Kieler jest wychowankiem Zagłębia Sosnowiec. Do GieKSy trafił przed sezonem 2018/2019 z PGE Orlika Opole. Od tamtego czasu rozegrał w ekipie z alei Korfantego zaledwie 16 meczów, w których bronił ze skutecznością oscylującą w granicach 92,1 procent i wpuszczał średnio 1,43 gola na mecz.

– „Idź przez życie z podniesionym czołem, a nie z zadartym nosem”. Dziękuję za dwa mile spędzone sezony w barwach GIEKSY. Coś się skończyło, oby się tylko coś zaczęło… – napisał w na swoim profilu na Facebooku 24-letni bramkarz.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Michał Kieler ostatecznie nie znalazł się w planach szefostwa klubu na nowy sezon. Jego miejsce ma zająć Maciej Miarka.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga