Piłka nożna Prasówka
GieKSa – Piast – kto zwycięży w derbach?
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania GKS Katowice – Piast Gliwice.
katowice.tvp.pl – W sobotę GieKSa vs Piast – kto zwycięży w derbach?
W sobotę 8 listopada GKS Katowice zmierzy się w piłkarskiej ekstraklasie z Piastem Gliwice. Trener Rafał Górak z trener Danielem Myśliwcem rywalizowali już niejednokrotnie i wygląda na to, że obaj uważają, że są dobrze przygotowani na zagrywki przeciwnika.
Kolejny tydzień pracy gliwiczan z nowym trenerem ma zaowocować już lepszą grą i lepszym wynikiem, niż w ostatniej kolejce z Koroną. Przy Okrzei padł bezbramkowy remis.
Z kolei GKS Katowice ma ostatnio dobry czas, oddalił się od strefy spadkowej i ani myśli zwalniać tempa.
piast.gliwice.pl – GKS Katowice – Piast Gliwice, zdobyć Nową Bukową
W sobotni wieczór na stadionie przy ul. Nowej Bukowej 1 GKS Katowice podejmie Piasta Gliwice. Choć nie jest to mecz na szczycie tabeli, można spodziewać się kompletu widzów, gorącej atmosfery i zaciętego pojedynku. Powód jest oczywisty – derby Górnego Śląska.
Oba zespoły źle weszły w ten sezon. Gospodarze dopiero w 5. kolejce odnieśli pierwsze zwycięstwo, pokonując Arkę Gdynia 3:1. Po porażce z Górnikiem Zabrze pojawiły się nawet głosy, że trzeba pomyśleć o zmianie trenera. Władze klubu jednak wytrzymały ciśnienie – i opłaciło się. Katowiczanie w ostatnich tygodniach imponują skutecznością. Po efektownym zwycięstwie 3:0 nad Termaliką zanotowali trzeci z rzędu ligowy triumf, co jest ich najdłuższą serią od czasu powrotu do Ekstraklasy. Zespół Rafała Góraka ma realną szansę wyrównać historyczne osiągnięcie z 2003 roku, gdy wygrał cztery mecze z rzędu. „GieKSa” gra odważnie, potrafi szybko reagować po stracie piłki i utrzymuje stabilność w obronie.
Piast również źle rozpoczął sezon i wciąż nie może się odnaleźć. Efektem tego była zmiana na stanowisku trenera – Maxa Möhlena zastąpił Daniel Myśliwiec. Efekt „nowej miotły” jednak nie zadziałał. Zespół nabrał złych nawyków – gliwiczanie nie strzelają bramek, a bez tego nie da się zdobywać punktów. W poprzedniej kolejce przerwali serię trzech porażek z rzędu, remisując u siebie z Koroną Kielce. Nie poprawiło to miejsca w tabeli i nawet ewentualna wygrana z GieKSą nie pozwoli im opuścić strefy spadkowej. Fakt, że zagrali na „zero z tyłu” z solidną Koroną, może jednak dawać nadzieję, że uda się ten niekorzystny trend odwrócić.
[…] W poprzednim sezonie w obu spotkaniach zespoły podzieliły się punktami – w Katowicach padł wynik 2:2, a w Gliwicach 0:0.
Liderem GieKSy jest Bartosz Nowak, autor czterech goli, ale trzeba uważać również na innych graczy tej drużyny. W meczu z Termaliką dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Eman Marković. W składzie znajdziemy też byłych piłkarzy Piasta – Sebastiana Milewskiego i Macieja Rosołka. Ten drugi ostatnio częściej zaczyna mecze na ławce rezerwowych.
Daniel Myśliwiec nie będzie mógł w tym spotkaniu skorzystać z usług Michała Chrapka, który w meczu z Koroną zobaczył czerwoną kartkę. Natomiast po kontuzji do kadry może już wrócić Jason Lokilo.
Jak to często bywa w meczach, w których kibice obu drużyn – mówiąc delikatnie – nie darzą się sympatią, to dodatkowa mobilizacja. Trybuny powinny się więc wypełnić, a atmosfera będzie gorąca.
piast-gliwice.eu – Myśliwiec: Wsparcie kibiców będzie ważne
– Na boisku będziemy mieli ten sam plan. Chęć zwycięstwa będzie taka sama, nawet jakby to nie był rywal zza miedzy. Bardzo ważne będzie dla nas to, że nawet przy udanym dryblingu czy wślizgu nasi kibice obecni na meczu będą z nami tym żyli i pokażą, że jesteśmy razem w walce o te trzy punkty – podkreślił trener Daniel Myśliwiec przed #GKSPIA.
ekstraklasa.org – Ubiegłoroczni beniaminkowie – 15. kolejka 2025/2026 (sobota)
Sobota to dzień, w którym gościć nas będą… beniaminkowie z sezonu 2024/2025. Zaczynamy w Gdańsku, następnie przenosimy się do Lublina, a na koniec dnia czekają nas derby w Katowicach.
[…] GKS KATOWICE – PIAST GLIWICE
SYTUACJA: Piast wciąż czeka na swoje drugie zwycięstwo w obecnym sezonie PKO Bank Polski Ekstraklasy. Teraz spróbuje pokonać na wyjeździe ekipę GKS-u, która w 3 ostatnich meczach zdobyła 52,9% swoich punktów z całego sezonu (9 z 17).
HISTORYCZNIE: Ich bilans w naszej lidze? 2 mecze – 2 remisy. Na razie jeszcze nikt nie wygrał w tej rywalizacji.
POD LUPĄ – GOSPODARZE: Adam Zrelak wie, jak strzelać gole Piastowi, ponieważ w 6 meczach z tym rywalem aż 4 razy trafiał do siatki.
POD LUPĄ – GOŚCIE: Erik Jirka jest autorem 40% goli swojej drużyny (4 z 10). To najlepszy rezultat procentowy w lidze.
PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: GKS Katowice – 46,3%; Piast Gliwice – 27,1%
CZY WIESZ, ŻE: Najlepsi strzelcy obu drużyn mają po 4 gole (Nowak vs. Jirka).
GKS Katowice: Jeśli wychodzi na prowadzenie w meczu w tym sezonie, to zawsze wygrywa
GKS Katowice: w 3 ostatnich meczach zdobył 52,9% swoich punktów z całego sezonu (9 z 17) i strzelił 45% swoich goli (9 z 20)
GKS Katowice: 3 zwycięstwa z rzędu (najdłuższa seria obecnie) – jeśli wygra, to pierwszy raz od V 2003 będzie mieć serię 4 zwycięstw w Ekstraklasie; jeśli wygra bez straty bramki to pierwszy raz od III/IV będzie mieć serię 3 zwycięstw w Ekstraklasie bez straty bramki
GKS Katowice: w 4 z 5 zwycięskich meczów w tym sezonie strzelał minimum 3 gole (też: 16 goli strzelonych w 5 zwycięskich w tym sezonie meczach = 3,2/wygrany mecz)
GKS Katowice: najwięcej meczów z minimum 4 golami strzelonymi (2, tyle samo: KGHM Zagłębie Lubin i Jagiellonia Białystok)
GKS Katowice: zablokowane 23 strzały rywali w 3 ostatnich meczach (11-7-5)
GKS Katowice: 5 meczów z rzędu bez gola straconego w II połowach (wyniki w II połowach w 5 ostatnich meczach – 1:0/0:0/3:0/1:0/2:0; też: 1 gol stracony w 6 ostatnich meczach w II połowach)
GKS Katowice: 3 dublety zmienników w tym sezonie (1x Lukas Klemenz, 1x Ilja Szkurin, 1x Eman Marković; w tym 2x w 3 ostatnich meczach)
Adam Zrelak (GKS Katowice) vs. Piast Gliwice: 6 meczów, 4 gole strzelone
Rafał Strączek (GKS Katowice) – najdłuższa obecnie seria bez straty bramki (232 min.)
Bartosz Nowak (GKS Katowice) – najwięcej asyst w tym sezonie (5)
Piast Gliwice: 33 remisy w 79 ostatnich meczach (41,8% – najwięcej w tym okresie)
Piast Gliwice: 45 rzutów rożnych w jego 3 ostatnich meczach (26 dla Piasta i 19 dla rywali)
Piast Gliwice: 5 goli straconych z gry w 10 ostatnich meczach (w żadnym z nich nie stracił więcej niż 1); w sumie 46,7% goli stracił z gry (najmniej procentowo w lidze)
Piast Gliwice: Najwięcej remisów 0:0 (3, tyle samo: Legia Warszawa)
Piast Gliwice: Najwyższe posiadanie piłki (59%)
Piast Gliwice: Erik Jirka – 40% goli strzelonych drużyny (4 z 10; najwięcej procentowo w lidze) i 75% goli strzelonych na wyjeździe (3 z 4)
Leandro Sanca (Piast Gliwice) – w każdym z 4 ostatnich meczów oddawał minimum 3 strzały (razem: 19)
Piast Gliwice: 3 porażki wyjazdowe z rzędu (wszystkie różnicą 1 gola)
W obu meczach między nimi w Ekstraklasie padły remisy
goal.pl – GKS Katowice – Piast Gliwice
GKS Katowice – Piast Gliwice zmierzą się ze sobą w ostatnim sobotnim starciu 15. kolejki PKO BP Ekstraklasy. W roli faworyta do meczu przystąpią gospodarze.
GKS Katowice do kampanii 2025/2026 przystępował jako najlepsza ekipa na Górnym Śląsku w poprzednim sezonie. Jednocześnie drużyna Rafała Góraka do kolejnej rywalizacji w elicie przystępowała z zamiarem za wszelką cenę przedłużyć swój pobyt w PKO BP Ekstraklasie. Chociaż start był trudny, co nie może dziwić, bo z klubem latem rozstali się Sebastian Bergier i Oskar Repka. To ostatnio wygląda na to, że Trójkolorowi znów są na właściwych torach.
Piast Gliwice to natomiast ekipa, która do nowej kampanii przystępowała pod wodzą Maxa Moldera. Szwed miał na celu zmianę systemu gry po Aleksandarze Vukoviciu. Chociaż prace nad tym zostały przeprowadzone i ich efekty były szybko widoczne, to nie przełożyło się to jednak na wyniki Piastunek. Tym samym władze klubu podjęły decyzję o zmianie w sztabie szkoleniowym, a Moldera zastąpił Daniel Myśliwiec, który w dwóch spotkaniach ligowych jako szkoleniowiec Niebiesko-czerwonych nie zaznał jeszcze smaku zwycięstwa.
W ostatnim starciu między zespołami padł bezbramkowy remis. W każdym razie emocji nie brakowało przy okazji potyczki w Gliwicach, w trakcie której padły cztery gole.
[…] Gospodarze przystąpią do rywalizacji, będąc na fali wznoszącej. GKS Katowice może pochwalić się czterema z rzędu zwycięstwami, licząc też STS Puchar Polski. Do sobotniej konfrontacji ekipa Rafała Góraka podejdzie po starciu z Bruk-Betem Termaliką (3:0). U siebie GieKSa w sześciu ostatnich oficjalnych spotkaniach, licząc wszystkie rozgrywki, przegrała dwukrotnie i cztery razy wygrała.
Z kolei drużyna z Gliwic ma za sobą remis z Koroną Kielce. W spotkaniu w każdym razie zabrakło goli. Premierowe zwycięstwo w nowym klubie Daniel Myśliwiec zaliczył natomiast w krajowym pucharze, gdy Piast ograł Odrę Opole (2:0). W tym starciu gliwiczanie przerwali serię trzech z rzędu porażek.
Obie ekipy zmierzą się ze sobą na Arena Katowice po raz pierwszy w historii. Wcześniej w lutym tego roku GKS grał z Piastem. Niemniej spotkanie odbyło się jeszcze na obiekcie przy ulicy Bukowej. Ogólnie w pięciu ostatnich meczach między drużynami każda z ekip zaliczył po jednej wygranej. Z kolei trzy razy miał miejsce remis.
Ekipa z Katowic podejdzie do rywalizacji osłabiona brakiem dwóch graczy. GKS nie może liczyć na Mateusza Marza i Aleksandara Paluszka. Pierwszy leczy kontuzją ścięgna udowego, a drugi więzadeł krzyżowych. U gości zabraknie natomiast Andreasa Katsantonisa i Michałą Chrapka.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.


Najnowsze komentarze