Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GieKSa wygrała z wiceliderem! czyli przegląd doniesień mediów po meczu Wigry-GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów opinii mass mediów na temat wczorajszego meczu Wigry Suwałki – GKS Katowice. GieKSa wygrała z dotychczasowym wiceliderem rozgrywek 2:1 (1:1).

 

dziennikzachodni.pl – GieKSa wygrała z wiceliderem!

W niedzielę 22.11.2020 r. w meczu 14. kolejki II ligi GKS Katowice grał na wyjeździe z wiceliderem tabeli Wigrami Suwałki. GieKSa przedłużyła serię zwycięstw, która teraz wynosi 5 meczów.

GKS Katowice wygrał na wyjeździe z Wigrami Suwałki 2:1 i wskoczył na pozycję wicelidera II ligi.

 

sportdziennik.com – Obowiązek na biegunie

Nie było łatwo, ale GieKSa wykorzystała fakt, iż suwalczanie przystąpili do meczu na szczycie bardzo osłabieni i zmieniła ich na pozycji wicelidera tabeli.

Gdy miesiąc temu GieKSa przegrała w ostatniej minucie ze Skrą, jej strata do liderujących Wigier wynosiła 8 punktów. Od tamtej pory odniosła 5 zwycięstw z rzędu, wyrównując rekordową serię z poprzedniego sezonu, a pełna pula zgarnięta w Suwałkach pozwoliła prześcignąć rywali w tabeli i po raz pierwszy zameldować się w strefie premiowanej bezpośrednim awansem, czyli na pozycji wicelidera.

[…] Przede wszystkim zaś, wracając do wczorajszego spotkania – gospodarze przystąpili do rywalizacji bardzo osłabieni. Trener Dawid Szulczek nie mógł skorzystać z żadnego z trójki napastników – Michał Żebrakowski, Kamil Adamek i Kacper Wełniak leczą kontuzje – za pięć dwunasta uraz wyeliminował podstawowego stopera Martina Dobrotkę, a jakby mało było suwalczanom nieszczęść, na rozgrzewce ból pachwiny zgłosił Bartłomiej Babiarz. Wigry zagrały zatem z GieKSą bez lidera środka pola, którego zastąpić musiał Patryk Czułowski, a na ławce rezerwowych trener Szulczek miał bardzo małe pole manewru. To wszystko sprawiało, że miejscowi zapewne nawet remis wzięliby w ciemno – mimo wyższej pozycji w tabeli, atutu własnego boiska oraz faktu, iż GKS grał w środę zaległy mecz we Wrocławiu…

Na polskim biegunie zimna nie byliśmy świadkami wielkiego widowiska, na co wpływ miała pogoda. Deszcz i wiatr potęgował czynnik przypadku, a Wigry mimo osłabień zaczęły lepiej i już w 19 min mogły cieszyć się z prowadzenia.

[…] Katowiczanie na straconego gola zareagowali najlepiej jak mogli. W polu karnym dobrze zachował się Krystian Sanocki, przygotował sobie pozycję do strzału i ze spokojem pokonał Hieronima Zocha. Przed przerwą było jeszcze trochę emocji, gdy gospodarze reklamowali rękę Michała Kołodziejskiego po dośrodkowaniu Grzegorza Aftyki, ale arbiter był innego zdania.

W drugą połowę – podobnie jak tę pierwszą – mocniej weszli gospodarze, ale zostali skontrowani. W 63 min Sanocki dobiegł do piłki zagranej za linię suwalskiej defensywy, minął rywala, a Josip Soljić ratował się faulem w polu karnym. Do „jedenastki” podszedł Marcin Urynowicz i ze spokojem ją wykorzystał. „Uryn” zmarnował karnego z Błękitnymi (słupek), ale w tym tygodniu w pełni zrehabilitował się, nie myląc się z „wapna” nie tylko w Suwałkach, ale też w środę we Wrocławiu. 24-latek może się już pochwalić 10 zdobytymi bramkami i walczy o koronę króla strzelców.

Warto jednak przede wszystkim docenić rolę Sanockiego. Skrzydłowy na początku drugiej odsłony spotkania z rezerwami Śląska zebrał burę z ławki rezerwowych za stratę, niedługo potem został zmieniony (choć zdążył jeszcze „zamoczyć palce” przy golu) i mogło wydawać się, że w Suwałkach od 1 minuty zagra Szymon Kiebzak. Rafał Górak wybrał jednak inaczej i się nie pomylił, a zdobyta bramka i wywalczony rzut karny są najlepszym podsumowaniem solidnego występu Sanockiego.

GieKSa nie dopuściła już Wigier do klarowniejszych okazji, ale był moment, gdy cofnęła się zbyt głęboko. Najgoręcej zrobiło się w 85 minucie, kiedy soczyście z dystansu przymierzył Łukasz Bogusławski. Cegiełkę do wygranej mógł dorzucić zatem Mrozek, efektowną paradą przerzucając futbolówkę ponad poprzeczkę i przyczyniając się do tego, że katowiczanie są dziś w tabeli najwyżej od… 21 czerwca.

 

suwalki24.pl – Wigry Suwałki – GKS Katowice 1:2. Ten mecz można było wygrać

[…] W kadrze meczowej zabrakło kontuzjowanych Kamila Adamka, Kacpra Wełniaka i Michała Ozgi. W wyjściowej „11” na to spotkanie początkowo mieli znaleźć się Bartłomiej Babiarz i grający ostatnio w ochronnej masce Martin Dobrotka. Niestety, obrońcy Wigier Suwałki odnowiła się kontuzja nosa, a Bartłomiej Babiarz urazu pachwiny nabawił się na przedmeczowej rozgrzewce. Na pierwszy gwizdek wybiegli zatem niedawno narzekający na ból pleców Adrian Karankiewicz i Patryk Czułowski. Wąska kadra i liczne kontuzje spowodowały, że na ławce rezerwowych znaleźli się głównie 17-letni wychowankowie.

[…] Trudne warunki pogodowe powodowały, że żadna z drużyn w początkowych minutach nie odważyła się mocno ruszyć do ataku.

W 12 minucie po raz pierwszy było groźnie pod bramką Wigier Suwałki. Krystian Sanocki rozprowadził akcję środkiem pola, zagrał na lewą stronę do Arkadiusza Woźniaka i obrońca gości oddał płaski i niecelny strzał na bramkę Hieronima Zocha.

[…] O tym, że najważniejsze po zdobyciu bramki jest kolejne pięć minut zapomniał Josip Soljić. W 24 minucie piłkę w pole karne suwalczan zgrał Filip Kozłowski i sprowadzony w trakcie sezonu chorwacki obrońca Wigier popełnił błąd w kryciu, przepuszczając Krystiana Sanockiego, który w dogodnej sytuacji doprowadził do wyrównania.

Z biegiem czasu to gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce i w ataku kombinacyjnym starali się przedrzeć pod pole karne gości. Drużyna GieKSy która w środę w zaległym spotkaniu ograła rezerwy Śląska Wrocław 3:0 miała świadomość, że kondycyjnie w tym spotkaniu lepiej będą prezentować się gracze Wigier i na swojej połowie wyczekiwała na dogodne okazje do kontrataków i swoich szans upatrywała po stałych fragmentach gry. Po jednym z nich w 34 minucie piłka powędrowała w pole karne i blisko oddania strzału był Arkadiusz Jędrych, na szczęście w porę uprzedził go Hieronim Zoch.

Przed przerwą po akcji katowiczan z linii pola karnego uderzył Zbigniew Wojciechowski ale nie przyniosło to zagrożenia i arbiter zaprosił obie ekipy na przerwę.

Drugą część spotkania odważniej rozpoczęli podopieczni Dawida Szulczka. W 48 minucie po rozegranym rzucie wolnym z boku boiska minimalnie niecelnie uderzył Denis Gojko, a już chwilę później Biało-Niebiescy powinni wyjść na prowadzenie. Pędzący prawą stroną boiska Grzegorz Aftyka dośrodkował na 5. metr, a tam zupełnie niepilnowany Paweł Gierach nieczysto uderzył w futbolówkę. Chwilę później nad bramką uderzył Cezary Sauczek i dziesięciominutowy napór Wigier na bramkę gości ustał.

W 63 minucie o wyjście na czystą pozycję do strzału walczył Krystian Sanocki. Zawodnik GKS-u Katowice był faulowany przez Josipa Soljicia, który popełnił drugi powazny błąd w tym meczu i arbiter bez wahania wskazał na 11. metr. Bramkę na 2:1 dla Katowic, a tym samym na ustalenie wyniku tego spotkania płaskim strzałem zdobył najlepszy strzelec gości – Marcin Urynowicz.

Goście, mając korzystny rezultat, nie kwapili się do ataków, a Wigry mogły jedynie zagrozić po strzałach z dystansu. W 80 minucie obok bramki uderzył Patryk Czułowski, a 5 minut później tylko kapitalna interwencja stojącego między słupkami bramki Bartosza Mrozka uchroniła GKS Katowice przed utratą gola na rzecz Łukasza Bogusławskiego.

 

wigrysuwalki.eu – Porażka z GKS-em Katowice

[…] Ciężkie warunki do gry mieli dziś zawodnicy obu drużyn. Silne podmuchy wiatru oraz nieustający deszcz z pewnością nie pomogły w stworzeniu dobrego widowiska. Mimo tego, biało-niebiescy nieźle rozpoczęli ten mecz. Dość szybko, bo już w 19. minucie spotkania padła pierwsza bramka. Po wrzutce Aftyki, piłka spadła szczęśliwie pod Pawła Gieracha. Skrzydłowy sprytnie ograł obrońcę i umieścił piłkę w samo „okienko” bramki gości. Euforia na Stadionie Miejskim przy #Z26 nie trwała jednak długo. Już 5 minut później nieporozumienie naszych defensorów wykorzystał Krystian Sanocki, który pewnie pokonał Zocha. Do przerwy utrzymał się wynik remisowy.

Druga odsłona starcia z GKS-em Katowice również rozpoczęła się po naszej myśli. Podopieczni Dawida Szulczka ruszyli w poszukiwaniu drugiej bramki. Suwalczanom zdecydowanie zabrakło szczęścia. Liczne strzały lądowały tuż obok bramki GieKSy. Mówi się, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i właśnie tak stało się w 63. minucie meczu. Dość przypadkowy kontratak katowiczan, rajd Sanockiego i na koniec nieczyste zagranie Josipa Šoljicia w polu karnym. Sędzia bez zawahania wskazał na jedenasty metr. Rzut karny pewnie wykorzystał Urynowicz i to Wigry musiały się teraz martwić o końcowy rezultat. Na przeszkodzie do wyrównania stawała jednak dobrze dysponowana defensywa GKS-u. Do ostatniej minuty meczu zespół z Katowic skutecznie odpierał ataki suwalczan i to oni po końcowym gwizdku cieszyli się ze zwycięstwa.

 

niebywalesuwalki.pl – Piłkarze Wigier – podobnie jak siatkarze Ślepska – przegrali z GKS Katowice

No i po raz kolejny zagrały ze sobą Wigry Suwałki i GKS Katowice, tym razem w II lidzie. O wcześniejszej rywalizacji klubów można wiele pisać, ale warto wspomnieć dwa wydarzenia. Pięć lat i jeden dzień temu Wigry podejmowały na Zarzeczu GieKSę, a jej trenerem był wówczas… Jerzy Brzęczek.

Z kolei półtora roku temu w ostatniej kolejce Wigry w cudowny sposób uratowały status pierwszoligowca, kosztem Bytovii oraz właśnie GKS Katowice.

W niedzielę, 22 listopada, dobitnie czuć było, że jesień rozgościła się na dobre. Niska temperatura i padający intensywnie deszcz, zacinający, bo wiał silny wiatr, to nie są wymarzone warunki na rozgrywanie spotkania. Jednak zawodnikom nie można odmówić woli walki.

[…] Pewne novum niedzielnego meczu stanowiło ustawienie drużyn – tym razem Hieronim Zoch najpierw pilnował bramki po lewej stronie. Wybór podyktowany był kierunkiem wiejącego wiatru. Wydawać się mogło, że sytuacja rzeczywiście jest korzystna dla Wigier. Biało-niebiescy naciskali, nie dawali przeciwnikom zbyt wiele sposobności do rozgrywania piłki. Niebawem miał miejsce rzut wolny dla Wigier (w 14 minucie), rzut rożny w 17. – i w końcu w 19 minucie wykorzystując zamieszanie pod bramką rywali Paweł Gierach strzelił lewą nogą w okienko. Nie dane nam było jednak nacieszyć się prowadzeniem. Pięć minut później Krystian Sanocki umieścił futbolówkę po długim słupku w bramce Wigier.

I choć pressing biało-niebieskich był silny, wynik do przerwy nie uległ zmianie. Nowa połowa to zmiana stron i zmiana pogody. Przestał padać deszcz, choć mokra nawierzchnia nasiąknięta wodą nie była najlepszym podłożem. Wigry nie zwalniały tempa, może nawet ta chęć wyrównania była zbyt mocna, bo zaowocowała najpierw żółtą kartką dla Adriana Karankiewicza, a w 64 minucie taki kartonik za nieczyste zagranie zobaczył Josip Soljic. Niestety, do przewinienia doszło na polu karnym, zatem sędzia podyktował jedenastkę. Jej egzekutorem był Marcin Urynowicz. W ostatnich meczach z różnym powodzeniem oddawał rzuty karne, ale tym razem był bezbłędny. Więcej goli już na Zarzeczu nie padło. Dość późno rozpoczęła się seria zmian, co więcej – w zespole biało-niebieskich przeprowadzona została tylko jedna. To może sugerować, że jednak ławka Wigier jest raczej krótka… W 90 minucie Oskar Furst zmienił Daniela Liszkę. Do regulaminowego czasu meczu sędzia doliczył trzy minuty. GKS starał się dowieźć wynik, bramkarz Bartosz Mrozek bardzo spokojnie wznawiał grę – i niebawem zabrzmiał ostatni gwizdek, a goście mogli cieszyć się z trzypunktowego zwycięstwa.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Czego chcieć więcej?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pamiętamy otwarcie Nowej Bukowej i spektakularnie wygrany mecz z Górnikiem Zabrze. Wtedy to katowiczanie przełamali złą passę z zabrskim rywalem i w doliczonym czasie gry po golu Filipa Szymczaka po raz pierwszy Arena Katowice odleciała w szale radości. Jednocześnie jak dotychczas był to najbardziej efektowny i spektakularny moment tego stadionu.

Teraz czeka nas kolejne starcie z Górnikiem, tym razem jednak przy Roosevelta. Z tym stadionem nie mamy dobrych wspomnień. Od czasu spadku z ekstraklasy 20 lat temu, katowiczanie trzy razy grali oficjalne mecze w Zabrzu. Wyniki to 0:2, 0:1 i 0:3. Najświeższym wspomnieniem jest mecz z zeszłego sezonu, który GKS gładko przegrał 0:3, tracąc gola już w czwartej minucie po uderzeniu Lukasa Podolskiego. To był jeden z niewielu pojedynków zeszłej jesieni, w którym katowiczanie nie wyglądali na równorzędnego rywala i to mimo tego, że Górnik wcale nie grał jakiegoś wybitnego spotkania. Tak, ekstraklasa nas „przywitała” w środku rundy z przytupem.

Na co stać teraz nasz zespół w jutrzejszych derbach – nie wiadomo. Nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest ekipa Rafała Góraka, choć trzeba przyznać, że od początku meczu z Legią ta dyspozycja daje wrażenie, że rośnie. Rzeczywiście pierwsza połowa przy Łazienkowskiej była bardzo dobra, cały mecz niezły, a kolejne spotkania – z Arką Gdynia – było już bardzo dobre. Można więc mieć nadzieję, że po początkowym blackoucie, nasza ekipa w końcu się obudziła i wskoczyła na właściwe tory drużyny środka tabeli.

Problem w tym, że stajemy naprzeciw silnej w tym sezonie drużyny. Zespół Michala Gasparika najpierw wygrał z Lechią, a potem na wyjeździe z Piastem. Być może – patrząc na ten sezon – nie są to jakieś wielkie sukcesy, ale każdy punkt, a zwłaszcza komplet należy cenić. Potem była porażka w Poznaniu i niezasłużona przegrana u siebie z Termaliką. Górnik w tym meczu dominował, ale to goście okazali się lepsi o jedną bramkę. Za to w meczu z Pogonią było do pewnego momentu odwrotnie – to Portowcy cisnęli, cisnęli, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Wkrótce więc sprawy w swoje ręce wzięli zabrzanie i trzykrotnie pokonali bramkarza ze Szczecina.

Jakby więc nie patrzeć – obie ekipy wygrały ostatnie swoje mecze trzema bramkami i to nie z ligowymi leszczami. To znamionuje naprawdę świetne widowisko jutro.

Ciekawi jesteśmy zestawienia GKS na ten mecz. Lukas Klemenz zasłużył się dwiema bramkami – pytanie, czy Alan Czerwiński będzie zdolny do gry, a może znów na ławce zasiądzie Marten Kuusk? No i kwestia środka boiska ciągle jest otwarta. Nie wydaje się, żeby miejsca nie zachował Kacper Łukasiak, bo w końcu zagrał dobry mecz z Arką. Pytanie, co z Adrianem Błądem, czy trener będzie nadal konsekwentnie stawiał na niego czy może szansę dostanie kolejny aspirujący zawodnik. Co do ataku, to nie mamy wątpliwości – Adam Zrelak musi być i już.

Śląski Klasyk to również święto na trybunach. Znów do Zabrza przyjedzie kilkutysięczna armia kibiców GKS Katowice. Rok temu mieliśmy świetne widowisko właśnie na trybunach, trochę gorsze na boisku, przede wszystkim za sprawą GKS. Ale drugi raz z rzędu chyba tak nie będzie. Pięknie by było odczarować ten stadion i zapewnić sobie drugie zwycięstwo w sezonie. Tak jak rok temu w szóstej kolejce. Skazywany na pożarcie GKS wygrał wówczas z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok.

Sobota wieczór, primetime, jupitery, dwadzieścia kilka tysięcy kibiców, dwie drużyny w gazie, Szymon Marciniak z gwizdkiem. Czego chcieć więcej?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga