Dołącz do nas

Piłka nożna

Analiza formacji cz. 4 – napastnicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jeśli chodzi o napastników w rundzie wiosennej, to można powiedzieć tylko dwa słowa – Deniss Rakels. To Łotysz był jedynym napastnikiem na wiosnę, który cokolwiek zdziałał. Zawodnik młodzieżówki swojego kraju zdobył 6 bramek, a momentami jego forma naprawdę była wysoka – do tego stopnia, że kibice GKS w tej chwili bardzo żałują powrotu piłkarza do Zagłębia Lubin.

Wydawało się, że Rakels będzie miał silnego rywala w osobie Jewhena Radionowa. Po sparingach to jednak na Łotysza postawił trener. W pierwszym meczu z ŁKS Rakels nie spisywał się szczególnie, żeby nie powiedzieć słabo. Trudna płyta stadionu w Łodzi nie sprzyjała takiemu zawodnikowi, dlatego nie zaistniał. Lepiej było w spotkaniu z Wartą, kiedy strzelił efektownego gola. To co w grze Rakelsa zawsze było charakterystyczne to wahania formy i przez długi czas ciężko było zdefiniować tego piłkarza – czy jest on już zawodnikiem wysokiej klasy, czy pierwszoligowym przeciętniakiem. Raz tak naprawdę pokazywał się z jednej strony, raz z drugiej. W GieKSie nauczył się wiele, okazało się bowiem, że jest nie tylko egzekutorem, sępem czekającym na podania kolegów, ale także wykonuje olbrzymią pracę, cofa się po piłkę, rozgrywa, asystuje. Jeśli chodzi o pracę wykonywaną na boisku, to przypominał Macieja Żurawskiego, który również nieraz w Wiśle Kraków cofał się i na linię środkową, próbując odebrać rywalowi piłkę i skonstruować akcję. W przypadku Rakelsa nieraz to jednak był pewien wyraz bezradności (choć może akurat w rundzie wiosennej w małym stopniu), że nie ma wsparcia od kolegów, musi się zmagać z długimi piłkami, których 95% przegrywa.

Po bramce z Wartą dość długo Deniss nie strzelał gola, ale z Łęczną wywalczył rzut karny. W następnym meczu z Zawiszą był jednak jednym z najsłabszych na boisku. Miał kilka okazji do dobrych podań i strzałów w polu karnym, ale regularnie je marnował. Źle było także w Niecieczy i tam naprawdę mogło już irytować, że GKS nie ma egzekutora z prawdziwego zdarzenia, a zawodnika, który owszem wykonuje olbrzymią pracę, ale właśnie jako rozgrywającego. W końcu ze strony snajpera Rakels pokazał się z Flotą, gdzie strzelił dwie bramki, w tym jedną z karnego, a drugą po bardzo dobrym zwodzie. To było to, co chcieliśmy oglądać. Z Polonią Bytom już cała drużyna zagrała beznadziejnie, ale w przypadku Rakelsa napisaliśmy wówczas „Jak mu wyjdzie, to coś strzeli, jak gra słabo, to gra bardzo słabo”. Prawda odkryta podwójnie, ale coś w tym jest. Rakels w formie to świetny zawodnik, ale gdy tej formy nie ma, potrafi zagrać beznadziejnie. Na wiosnę mieliśmy więcej tych dobrych meczów. Tym bardziej, że Łotysz rzeczywiście osiągnął wysoką dyspozycję i poszły za tym gole w Stróżach, Jaworznie i Legnicy. W ciągu 4 kolejek Rakels strzelił 3 bramki, a mogło być jeszcze lepiej, ale z Tychami nie wykorzystał rzutu karnego. W międzyczasie zagrał jeden mecz w pomocy, o czym pisaliśmy w osobnym artykule. Ostatni dobry mecz napastnik rozegrał w Brzesku, gdzie co prawda gola nie strzelił, ale strzelał celnie kilka razy, po faulu na nim był rzut karny, a także zaliczył asystę. Niestety ostatnie jego spotkanie w GKS – z Arką – było słabiutkie. Potem Raki dostał wolne i już w naszym zespole nie zagrał.

Początek rundy był zmienny w wykonaniu napastnika, ale końcówka była bardzo dobra. Piłkarz strzelał asystował, był aktywną i bardzo ważną postacią w zespole GKS. Niestety na tym skończyła się jego przygoda z klubem z Bukowej. W Katowicach bardzo się rozwinął i stał się zawodnikiem pełną gębą. Co dalej zrobi ze swoją karierą, zależy już tylko od niego. Na razie wyjechał na obóz z Zagłębiem Lubin do Austrii.

Ponadto jeśli chodzi o atak w GKS, była istna posucha. Naturalnym zmiennikiem i nominalnym napastnikiem miał być Jewhen Radionow. Niestety zawodnik na początku dostawał zaledwie po 2-4 minuty w meczu i nie miał szans zaprezentować czegokolwiek. W meczu z Zawiszą wybiegł w podstawowym składzie, ale nie był typowym napastnikiem. W spotkaniu z Kolejarzem brał udział w akcji, po której GKS zdobył kontaktową bramkę. Swoją szansę od pierwszej minuty w ataku dostał z Sandecją i wypadł bardzo blado. Zaczęliśmy zauważać, że oprócz kwestii piłkarskich (przeskok z III do I ligi?) szwankuje dyspozycja i siła fizyczna. Zawodnik dość łatwo dał się przepychać z rywalami, był wolniejszy, dawał się wyprzedzać, brakowało zadziorności. Nadal nie dostawał wielu szans, ale miał okazję pokazać się przez pół godziny w Brzesku oraz całą drugą połowę w Grudziądzu. Niczego pozytywnego o jego grze nie można było powiedzieć, zawodnik był bardzo nieefektywny i grał po prostu słabo. Podobnie jak w meczu ostatniej kolejki z Dolcanem. Na chwilę obecną Ukrainiec okazał się niewypałem, ale prawdopodobnie jeszcze szansę w GKS dostanie. GKS nie może się go pozbywać, bo napastników w naszym klubie jest jak na lekarstwo. Miejmy nadzieję, że Żenia na jesień odpali i będziemy mieli z niego pociechę. Rakels też na początku grał słabo…

W końcówce rundy trener kombinował z napadem jak mógł i próbował w nim ściągniętych z pomocy Przemysława Pitrego i Arkadiusza Kowalczyka. Pitry zagrał w meczu z Olimpią i nie wyszło to najgorzej, ale na dzień dzisiejszy zawodnik jest typowym pomocnikiem i na tej pozycji GKS ma z niego najwięcej korzyści. Choć trzeba powiedzieć też, że wobec absencji Rakelsa kto wie, czy to jednak nie będzie jakieś rozwiązanie. Arek Kowalczyk został spróbowany w Olsztynie i w meczu z Dolcanem (druga połowa) i wyglądało to bardzo słabo, nie znajdował się w dobrych sytuacjach, marnował podania. To nie była udana runda piłkarza, co jest zastanawiające w obliczu niezłej zimy. Jedno jest pocieszające – tak złej rundy zawodnik mieć już nie będzie, więc można być optymistą. Jako ciekawostkę należy odnotować kilkunastominutowy występ w Brzesku Pawła Szołtysa. 16-latek posmakował wielkiej piłki, debiut ma zaliczony jako najmłodszy w historii w GKS. W samym meczu nie miał okazji zbyt wiele pograć, spróbował ze dwóch indywidualnych akcji. Miejmy nadzieję, że to przyszłość GieKSy!

Podsumowanie
Rzeczywistość jest jednak na razie ciemna jeśli chodzi o napastnika. W trybie pilnym przydałby się ukształtowany snajper, zawodnik mający jako takie doświadczenie i umiejętności. Bo na chwilę obecną trener Górak z nominalnych napastników ma tylko do dyspozycji Radionowa i nieopierzonego Szołtysa, a reszta to łatanie dziur piłkarzami z pomocy, którzy co prawda też kiedyś byli napastnikami, ale to dawne czasy. Jedynie więc można powiedzieć – królestwo za napastnika. Cała kadra wygląda przyzwoicie, bo wszyscy kluczowi zawodnicy zostali, ale to jest właśnie ta jedna rysa na szkle. Więc możliwości są dwie – albo GKS zakontraktuje kogoś wartościowego, albo będziemy musieli mocno trzymać kciuki za Radionowa, aby pokazał się z dużo lepszej strony niż na wiosnę.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    ddd

    29 czerwca 2013 at 12:15

    Rakelsa nie ma a wzmocnień brak …czarno widzę ten przyszły sezon a o awansie bym na pewno nie krakał

  2. Avatar photo

    meme

    29 czerwca 2013 at 18:58

    myslec o awansie można ale trzeba kupić dwóch no dobra …jednego bardzo dobrego napastnika . Inne formacje są bez zarzutów b dobry bramkarz b dobra obrona przyzwoita pomoc słabiutki atak i przeciętny trener oraz najlepsi kibice

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Żółty kocioł dał koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Radomiak Radom wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Joao Henriques. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Joao Henriques (trener Radomiaka Radom):
Nie mam zbyt wiele do powiedzenia. GKS strzelił trzy bramki, my dwie. Tyle mam do powiedzenia. Nasi zawodnicy do bohaterowie w tym meczu. Będziemy walczyć dalej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Ważny moment dla nas, bo pierwsza przerwa na kadrę to taka pierwsza tercja tej rundy i mieliśmy świadomość, że musimy zdobywać punkty, aby nie zakopać się. Wiadomo, jeśli chodzi punkty nie zdarzyło się nic zjawiskowego. Mamy siódmy punkt i to jest dla nas cenna zdobycz, a dzisiejszy mecz był bardzo ważnym egzaminem piłkarskiego charakteru, piłkarskiej złości i udowodnienia samemu sobie, że tydzień później możemy być bardzo dobrze dysponowani i możemy zapomnieć, że coś nam nie wyszło. Bo sport ma to do siebie, że co tydzień nie będziesz idealny, świetny i taki, jak będziesz sobie życzył. Ważne jest, jak sportowiec z tego wychodzi.

Tu nie chodzi o to, że nam się udało cokolwiek, bo udać to się może jeden raz, ale jak wychodzimy i zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy w opałach – a byliśmy w nich także w tym meczu. Graliśmy bardzo energetyczną pierwszą połowę, mogliśmy strzelić więcej bramek, a schodziliśmy tylko z remisem. Ze świadomością, że straciliśmy dwie bramki, a sami mogliśmy strzelić dużo więcej. No ale jednak obawa jest, że dwie straciliśmy.

Siła ofensywna Radomiaka jest ogromna, ci chłopcy są indywidualnie bardzo dobrze wyszkoleni, są szybcy, dynamiczni, niekonwencjonalni. Bardzo trudno się przeciw nim gra. Zresztą kontratak na 1:0 pokazywał dużą klasę. Niesamowicie jestem dumny ze swoich piłkarzy, że w taki sposób narzucili swoje tempo gry, byli w pierwszej połowie drużyną, która dominowała, stworzyła wiele sytuacji bramkowych, oddała wiele strzałów, miała dużo dośrodkowań. To była gra na tak. Z tego się cieszę, bo od tego tutaj jesteśmy. W drugiej połowie przeciwnik po zmianach, wrócił Capita, Maurides, także ta ławka również była silna. Gra się wyrównała i była troszeczkę szarpana. Natomiast niesamowicie niosła nas publika, dzisiaj ten nasz „żółty kocioł” był niesamowity i serce się raduje, w jaki sposób to odtworzyliśmy, bo wiemy jaką drogę przeszliśmy i ile było emocji. Druga połowa była świetnym koncertem i kibice bardzo pomagali, a bramka Marcina była pięknym ukoronowaniem. Skończyło się naszym zwycięstwem i możemy być bardzo szczęśliwi. Co tu dużo mówić, jeżeli w taki sposób GKS będzie grał, to kibiców będzie jeszcze więcej i ten nasz stadion, który tak nam pomaga, będzie szczęśliwy.

Bardzo cenne punkty, ważny moment, trochę poczucia, że dobra teraz chwila na odpoczynek ale za chwilę zabieramy się do ciężkiej roboty, bo jedziemy do Gdańska i wiadomo, jak ważne to będzie dla nas spotkanie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga