Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Klasyk imienia „Poldiego”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Górnik Zabrze. GieKSa przegrała 1:2 (1:0), spotkanie było rozgrywane w ramach rozgrywek Pucharu Polski.

 

dziennikzachodni.pl – Fortuna Puchar Polski: GKS Katowice – Górnik Zabrze 1:2

Od początku meczu na Bukowej GKS wyglądał na zespół bardziej zdeterminowany. Górnik prezentował się pasywnie, gra toczyła się głównie w środku pola, ale to gospodarze szukali słabego punktu w defensywie ekipy Bartoscha Gaula, mając świadomość, że jest to w obecnym sezonie formacja przyciągająca nieszczęścia.

Tradycji stało się zadość w 36 minucie. Katowiczanie przycisnęli i wywalczyli rzut rożny. Po dośrodkowaniu Rafała Figiela Dawid Brzozowski potężnym strzałem trafił dokładnie w łączenie słupka z poprzeczką, odbita piłka wpadła w pole karne, gdzie zapanował chaos i kolejną próbę uderzenia Emil Bergstroem podbił ręką. Analiza VAR trwała cztery minuty, ale wątpliwości nie było żadnych. Karę z jedenastu metrów pewnie wymierzył kapitan Arkadiusz Jędrych. Desperacki szturm ekstraklasowców w ostatnich sekundach zamknął fatalnym kopnięciem będący bez formy Paweł Olkowski.

Druga połowa przyniosła kontynuację energiczniejszej gry Górnika. W 51 minucie Łukasz Podolski kopnął potężnie piłkę w poprzeczkę, ale sześć minut później poprawił celownik i po rozegraniu z rzutu rożnego idealnie strzelił z okolic narożnika pola karnego i Dawid Kudła musiał skapitulować.

Drużynie Rafała Góraka mecz zaczął całkowicie wymykać się spod kontroli. W 67 minucie poziom komplikacji podniósł się maksymalnie, bo Patryk Szwedzik w środku boiska brutalnie sfaulował Blaża Vrhovca (zmiennika Jonatana Koetzkego, który w 17 minucie doznał kontuzji biegnąc samotnie z piłką), a Tomasz Wajda przy pomocy VAR-u żółtą kartkę zamienił na czerwoną.

GKS zaczął marzyć o dogrywce. Nadzieje prysły w 86 minucie, a w roli głównej raz jeszcze wystąpił Podolski. Znów rzut rożny, znów czający się na piłkę były mistrz świata i znów świetny strzał, tym razem sprzed pola karnego, tuż nad murawą i po dość spokojnym przetrwaniu ostatnich minut awans zabrzan stał się faktem.

 

Kibice GKS Katowice i Górnika Zabrze razem kibicowali zza płotu, a piłkarze im dziękowali

Kibice GKS Katowice bojkotują domowe mecze swojego zespołu, a tym razem dołączyli do nich zaprzyjaźnieni fani Górnika Zabrze. Mecz 1/16 Fortuna Pucharu Polski obie grupy oglądały zza ogrodzenia, gdzie zgromadziło się kilkaset osób w potężnej asyście policji. Po meczu piłkarze poszli im podziękować. Zobaczcie zdjęcia.

Kibice GKS Katowice bojkotują domowe mecze swojego zespołu, a do ich akcji przyłączyła się tym razem zaprzyjaźniona Torcida, W efekcie kilkuset fanów obu drużyn mecz 1/16 Fortuna Pucharu Polski oglądało zza ogrodzenia.

Doping słyszalny był jednak tylko przez kilka pierwszych kilkanaście minut, gdy kibice na przemian skandowali nazwy swoich klubów. Potem dominowała cisza. Obyło się także bez pirotechniki, za to kibiców pilnowały liczne oddziały służb porządkowych.

Po meczu piłkarze poszli podziękować fanom, a Łukasz Podolski… kazał ochroniarzom otworzyć furtkę.

 

sportdziennik.com – Klasyk imienia „Poldiego”

Lukas Podolski, mieszkający niemalże naprzeciwko stadionu przy Bukowej, właśnie tu zdobył swoje pierwsze bramki w sezonie, przesądzając, że to zabrzanie zamknęli w czwartek wieczorem grono uczestników 1/8 finału Pucharu Polski.

Bojkot prowadzony przez kibiców GieKSy w geście niezadowolenia z rządów prezesa Marka Szczerbowskiego chyba jeszcze nie bolał tak mocno, jak w czwartek wieczorem. Kierując się w stronę Bukowej na 45 minut przed „Śląskim Klasykiem” między GKS-em a Górnikiem, tylko przebijający się blask jupiterów sygnalizował, że ma tu miejsce mecz, jakiego dawno w Katowicach nie było. „Blaszok”, zamiast wypełnić się zaprzyjaźnionymi fanatykami obu klubów, pozostał pusty.

Trybuna główna świeciła co prawda pustkami nieco mniej niż podczas spotkań ligowych – oficjalna frekwencja wyniosła 1145 widzów, najwięcej w tym sezonie – ale i tak otoczka sprawiała przygnębiające wrażenie. Zamiast muzyki z głośników, publice przygrywała Orkiestra Dęta Katowice, a w czasie meczu dobrze słyszalne było boisko, choćby komenda sędziego Tomasza Wajdy: „Ani kroku dalej”!, adresowana do wyrzucającego aut Bartosza Jaroszka.

Górnik, będący po trzech z rzędu porażkach, przystąpił do tego meczu z czterema zmianami w składzie, w którym pojawili się Aleksander Paluszek, Mateusz Cholewiak, Paweł Olkowski i Jean Mvondo. Do jedenastki GieKSy natomiast, mającą serię 7 spotkań bez przegranej, wskoczyli Dawid Brzozowski, rodowity zabrzanin Marcin Urynowicz i Marko Roginić, zastępujący na szpicy Jakuba Araka, pauzującego za czerwoną kartkę obejrzaną jeszcze w barwach Rakowa Częstochowa. Nim rozbrzmiał pierwszy gwizdek, a grupka kibiców rozpoczęła doping spod płotu, trener Rafał Górak otrzymał z rąk dyrektora Roberta Góralczyka oprawioną w ramę pamiątkową koszulkę z okazji 200 meczów w GKS-ie (czwartkowy miał już nr 202).

Szkoleniowiec zapowiadał w „Sporcie”, że zdecydowanym faworytem tego meczu są zabrzanie, ale po pierwszej połowie prowadziła GieKSa. I to zasłużenie. Przesądził o tym okres między 35 a 41 minutą. Najpierw Dawid Brzozowski kropnął z dystansu w spojenie – to byłby gol jak marzenie – a chwilę później powalczył o piłkę w polu karnym, którą w stronę bramki uderzył Urynowicz. Ręką zablokował ją Emil Bergstroem. Sędzia Tomasz Wajda przez 4 minuty „varował” tę sytuację i ostatecznie uznał winę Szweda, a „jedenastkę” na gola bez trudu zamienił kapitan I-ligowca Arkadiusz Jędrych.

Górnik podkręcił tempo dopiero po stracie tej bramki; dopiero w końcówce I połowy było wyraźnie widać, kto tu gra w ekstraklasie, a kto na jej zapleczu. Wcześniej zabrzanie mieli tylko przebłyski – jak ładna akcja zainicjowana przez Lukasa Podolskiego, kontynuowana przez Kanjiego Okunkiego, a zakończona strzałem Mateusza Cholewiaka, obronionym przez Dawida Kudłę. Albo jak Okunki z łatwością mijający Jędrycha, którego zaasekurował jednak Michał Kołodziejski. Trenerowi Gaulowi delikatnie plany pokrzyżował uraz Jonatana Kotzkego, którego już w 18 minucie zastąpić musiał Blażem Vrhovcem.

II połowa była popisem Lukasa Podolskiego. Wcześniej w tym sezonie nie strzelił gola (w 9 występach), a w czwartek – aż dwa. Co ciekawe, „Poldi” mieszka w apartamentowcu zlokalizowanym niemal dosłownie naprzeciwko stadionu przy Bukowej, był tu już w tym sezonie w roli widza, wrzucał zdjęcia z balkonu, nawiązywał też do bojkotu. Tego wieczoru mógł uśmiechnąć się, że dobrze mieć sąsiada… Co prawda w 50 minucie jego bomba z lewej nogi zatrzymała się na poprzeczce, ale potem nie było już zmiłuj. 37-latek trafiał z godną mistrza świata maestrią – z dystansu, mocno, oczywiście lewą nogą. W obu przypadkach – po rzutach rożnych. Było na co popatrzeć.

Te bramki dokumentowały dominację zabrzan, z jaką mieliśmy do czynienia po przerwie. Oni grali, GieKSa głównie biegała za piłką, co spotęgowało jeszcze zdarzenie z 67 minuty. Tym razem VAR okazał się dla katowiczan niełaskawy. Żywiecki arbiter najpierw ukarał co prawda Patryka Szwedzika tylko żółtą kartką za wślizg w środku pola w Blaża Vrhovca, ale po seansie przed monitorem odesłał ofensora GieKSy pod prysznic. Szwedzik marnie zareklamował się zabrzanom, którzy latem myśleli o jego transferze.

Mając w perspektywie niedzielny mecz w Grodzisku z Wartą, goście chcieli uniknąć dogrywki – trener Gaul dokonał na ostatni kwadrans potrójnej zmiany – i na 3 minuty przed końcem za sprawą „Poldiego” dopięli swego, przerywając serię porażek. Katowiczanie zaś, którzy przerwali dobrą serię, ale swojej postawy wstydzić się nie musieli – nim za 9 dni spotkają się derbowo z Ruchem, w poniedziałkowy wieczór podejmą Stal Rzeszów, której trener Daniel Myśliwiec był wczoraj przy Bukowej.

 

roosevelta81.pl – Droga przez mękę. Podolski załatwił sprawę

[…] Górnik Zabrze pokonał po ciężkim meczu GKS Katowice i awansował do 1/8 finału Pucharu Polski. Dla „Trójkolorowych” przez większą część meczu była to prawdziwa droga przez mękę. Na szczęście Górnik miał tego dnia Lukasa Podolskiego, który dwoma pięknym golami załatwił awans.

[…] Pierwsza połowa w wykonaniu Górnika była katastrofalna. Zabrzanie oddali gospodarzom inicjatywę, którzy bez większego respektu wyszli na boisko. Dopiero w 12 min. goście postraszyli katowiczan. Świetnym podaniem do Okunukiego, popisał się Podolski. Japończyk odegrał jeszcze do Cholewiaka, ale ten uderzył zbyt lekko, by zaskoczyć Kudłę. Kilka chwil później sztab szkoleniowy Górnika zmuszony był dokonać pierwszej zmiany. Jonatan Kotzke z powodu urazu opuścił boisko, a pojawił się na nim Blaz Vrhovec. Obraz gry jednak nie ulegał zmianie, wciąż ton boiskowym wydarzeniom nadawali miejscowi. Górnik po raz kolejny przedostał się pod bramkę rywali po indywidualnej akcji Okunukiego, który w efektowny sposób poradził sobie z obrońcą, ale jego podanie w pole karne nie znalazło adresata. Nie zraziło to piłkarzy GKS-u, dążących do otwarcia wyniku. W 36 min, zabrzanom jeszcze dopisało szczęście, gdy Brzozowski uderzeniem zza szesnastki trafił w spojenie bramki Bielicy. Za moment Bergstrom zagrał ręką, a sędziowie zinterpretowali to jako przewinienie. Rzut karny na gola zamienił Jędrych. W doliczonym czasie tej części Górnik ruszył w końcu bardziej zdecydowanie do przodu, brakowało jednak dobrego wykończenia. Na przerwę zawodnicy obu drużyn udali się przy zasłużonym prowadzeniu GKS-u.

Druga odsłona przyniosła zgoła odmienne oblicze Górnika. „Trójkolorowi” od początku zaatakowali, by jak najszybciej odrobić straty. Podobały się szczególnie dwójkowe akcje duetu Podolski-Okunuki. W 51 min. Poldi zdecydował się na uderzenie z dystansu, niestety futbolówka ostemplowała tylko poprzeczkę. Potem Richard Jensen główkował minimalnie niecelnie po rzucie rożnym. W końcu zabrzanie dopięli swego. Ponownie Podolski spróbował z dystansu i tym razem piłka znalazła drogę do siatki. Kilka chwil później Poldi popisał się długim, precyzyjnym zagraniem do Cholewiaka. Mateusz jednak nie opanował piłki, będąc w szesnastce rywali. W 62 min. Bielica popełnił błąd przy wyjściu do dośrodkowania, sytuację ratował, wybijając futbolówką sprzed linii, Vrhovec. Od 67 min. Górnik miał ułatwione zadanie, ponieważ za ostre wejście w nogi jednego z zabrzan, Szwedzik otrzymał czerwoną kartkę. Przewaga zabrzan jeszcze wzrosła, katowiczanie ograniczyli się już tylko do obrony. Kolejne próby zabrzan, albo mijały bramkę Kudły, albo dobrze interweniował golkiper GieKSy. W 87 min. ponownie Podolski wział w sprawy w swoje ręce, a właściwie lewą nogę. Mocny strzał z ok. 18 metrów znów zakończył swój lot w katowickiej bramce.

 

sportowefakty.wp.pl – Trzy gole w Śląskim Klasyku. Podolski uratował Górnika Zabrze

Do przerwy w meczu 1/16 finału Fortuna Pucharu Polski pomiędzy GKS-em i Górnikiem pachniało niespodzianką. Katowiczanie prowadzili 1:0, ale po zmianie stron dwa gole dla zabrzan zdobył Lukas Podolski.

Po latach kibice ponownie mogli pasjonować się Śląskim Klasykiem. Niestety protest kibiców sprawił, że zamiast piłkarskiego święta na trybunach czuć było stypę. Stawką meczu był awans do kolejnej rundy rozgrywek Fortuna Pucharu Polski. W ostatnim czasie lepszy czas przeżywają katowiczanie, którzy walczą o awans do PKO Ekstraklasy. W niej serię porażek notują zabrzanie.

W 1. połowie będący faworytem do wygranej goście niewiele zrobili, aby napocząć rywala. Godną odnotowania była jedynie sytuacja z 12. minuty, kiedy Lukas Podolski zagrał w uliczkę do Mateusza Cholewiaka. Strzał z pola karnego nogami odbił Dawid Kudła.

W kolejnych minutach bardziej podobać mogły się śmiałe próby ataku katowiczan. W 36. minucie potężnie z dystansu uderzył Dawid Brzozowski. Piłka uderzyła w spojenie słupka z poprzeczką!

Pięć minut później GieKSa objęła prowadzenie. Po analizie VAR sędzia uznał, że Emil Bergstroem umyślnie zagrał ręką i podyktował rzut karny, który na gola zamienił Arkadiusz Jędrych.

Stracony gol obudził zabrzan, którzy zaatakowali. W 51. minucie potężnie z dystansu uderzył Lukas Podolski. Piłka trafiła w poprzeczkę. Poprawiał Kanji Okunuki, ale bramkarz pewnie interweniował.

Sześć minut później były reprezentant Niemiec przymierzył po raz kolejny. Tym razem z ok. 15 metrów w samo okienko. Kudła nie miał szans.

Po słabszym okresie w końcu pozbierali się katowiczanie. Kilka razy pod bramką Daniela Bielicy zrobiło się groźnie. Nadzieje GieKSy na awans zminimalizował w 67. minucie Patryk Szwedzik. Gracz gospodarzy ostro zaatakował rywala. Sędzia najpierw zawodnikowi miejscowych pokazał żółtą kartkę, ale po analizie VAR wyrzucił go z boiska.

Grając w przewadze zabrzanie ruszyli do ataku. Aktywny był Okunuki, ale gola nie zdobył. W końcu szkoleniowiec Górnika zdjął Japończyka z boiska.

Goście szukali zakończenia rywalizacji w regulaminowym czasie. Udało im się to na trzy minuty przed końcem. Po raz kolejny precyzyjnym uderzeniem popisał się Podolski. Po tym ciosie gości gospodarze nie byli w stanie się podnieść.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga