Piłka nożna Prasówka
Echa meczu z Puszczą w mediach
GKS Katowice był murowanym faworytem w meczu z Puszczą Niepołomice. Niektórzy dopisywali katowiczanom 3 punkty jeszcze przed rozpoczęciem spotkania.
Choć Bukowa nadal nie została zdobyta to po raz pierwszy w tym sezonie GieKSa podzieliła się punktami po remisie 1-1 (0-1).
Tak o tym meczu pisały media.
gkskatowice.eu: Zgubili punkty w Puszczy
Drużyna GKS-u Katowice pierwszy raz jesienią nie zgarnęła u siebie pełnej puli. Katowiczanie po zaciętym spotkaniu zremisowali 1:1 z Puszczą Niepołomice i mogą mieć do siebie żal o niewykorzystane sytuacje.
Pierwszy gwizdek podziałał na piłkarzy GKS-u jak startowy strzał z pistoletu sędziego podczas biegu sprinterskiego.
Rzucili się do przodu na rywali i zamknęli ich na własnej połowie. Doskonałe okazje mieli Krzysztof Wołkowicz, Tomasz Wróbel i grający na szpicy od pierwszej minuty Grzegorz Goncerz, ale piłka złośliwie nie chciała wpaść do bramki.
(…)
GieKSiarze niespodziewanie stracili gola w 37. minucie, po rzucie karnym podyktowanym za faul Alana Czerwińskiego. O ile pierwsze uderzenie Sebastiana Janika w prawy róg kapitalnie obronił Budziłek, to przy jego dobitce z główki z kilku metrów Łukasz był już bezradny i gospodarze byli w szoku.
(…)
Trener Moskal nie czekał, tylko przeprowadził zmiany. Przyniosło to efekt, bo wyrównał w 80. minucie wprowadzony Janusz Gancarczyk, pewnym trafieniem w długi róg z ostrego kąta. W końcówce GieKSa przycisnęła, ale niepołomiczanie dzielnie się wybronili i skończyło się na podziale punktów.
slask.sport.pl: Kazimierz Moskal niezadowolony po remisie GKS-u Katowice
Katowiczanie niespodziewanie tylko zremisowali u siebie z beniaminkiem pierwszej ligi. – Na początku zagraliśmy dobrze, stworzyliśmy kilka sytuacji, które powinniśmy wykorzystać. Potem straciliśmy kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Dziwnymi podaniami sami robiliśmy sobie bałagan. W końcówce strzeliliśmy gola w sytuacji, która wcale nie była najprostsza spośród tych, które stworzyliśmy. Chcieliśmy wygrać, więc nie jestem zadowolony z punktu. Żałujemy, ale liga trwa dalej – stwierdził Moskal.
1-liga.przeglasportowy.pl: „Garnek” uratował GKS
Tuż przed końcem pierwszej połowy Alan Czerwiński sfaulował w polu karnym Sebastiana Janika i sędzia podyktował rzut karny. Sam poszkodowany podszedł do „jedenastki”, lecz jego strzał świetnie obronił Łukasz Budziełek. Wobec dobitki był bezradny.
– Przyjechaliśmy do Katowic z obawami, lecz postanowiliśmy zagrać otwartą piłkę i to się opłaciło. Byliśmy o krok od dużej niespodzianki. GKS stworzył sobie ogrom sytuacji, lecz to my pierwsi strzeliliśmy gola. Ten wynik to nasz sukces – przyznał trener Puszczy Dariusz Wójtowicz.
GKS uratował remis w samej końcówce spotkania, Janusz Gancarczyk popisał się mocnym i celnym strzałem z ostrego kąta. Po meczu w obozie katowiczan czuć było niedosyt ale i ulgę, bo wszystko mogło skończyć się jeszcze gorzej. – Zdobyliśmy tylko jeden punkt, choć zasłużyliśmy na wygraną. Mimo wszystko trzeba się cieszyć, że mimo wszystko udało nam się dogonić wynik – stwierdził popularny „Garnek”.
slask.sport.pl: GKS Katowice powstrzymany na Bukowej, czyli kto kogo omal nie puścił z dymem
„Każdego rywala puszczamy z dymem” – głosiło hasło reklamujące pojedynek GKS-u z Puszczą. Było o tyle wymowne, że towarzyszył mu obraz katowickich piłkarzy na tle palącej się puszczy. Aluzja do nazwy rywala GieKSy była oczywista.
(…)
Piłkarze beniaminka pierwszej ligi rzadko zapuszczali się pod katowicką bramkę. Jeden z takich wypadów przyniósł jednak niespodziewany efekt. Alan Czerwiński wyciął we własnym polu karnym Sebastiana Janika i sędzia podyktował rzut karny. Sam poszkodowany podszedł do „jedenastki” i… nie dał rady pokonać Łukasza Budziłka. Piłkarz Puszczy błysnął jednak refleksem, bo dopadł do piłki odbitej przez golkipera GKS-u i skierował ją do bramki. Budziłek wściekł się na kolegów za brak asekuracji.
(…)
Przełom nastąpił w samej końcówce. Po kapitalnej akcji Tomasza Wróbla do wyrównania doprowadził strzałem z ostrego kąta Janusz Gancarczyk. Na Bukowej zapanowała oczywiście euforia, ale trwała krótko, bo katowiczanom zabrakło czasu na zdobycie drugiego gola. W efekcie po raz pierwszy w tym sezonie stracili punkty na własnym boisku.
dziennikzachodni.pl: GKS Katowice – Puszcza Niepołomice 1:1. Pierwszy remis GieKSy na Bukowej
Goście dali się wyszumieć katowiczanom i w ostatnim kwadransie przed przerwą przejęli inicjatywę na boisku. Łukasz Budziłek poradził sobie z uderzeniem głową Pawła Moskwika, ale przy rzucie karnym niepołomiczan był już bezradny.
Jedenastkę sędzia podyktował za faul Alana Czerwińskiego na Sebastianie Janiku. Do ustawionej na wapnie piłki podszedł sam poszkodowany i na raty pokonał bramkarza GieKSy.
(…)
Atakujący piłkarze GieKSy zapominali i obronie i niewiele brakowało, aby po kontrze drugiego gola dla Puszczy zdobył Łukasz Nowak. Kapitan gości był w 70 min. sam na sam z bramkarzem, ale strzelił tuż obok słupka. Niewykorzystanie tej okazji zemściło się na drużynie z Niepołomic. W końcówce do remisu doprowadził bowiem Gancarczyk uderzeniem z ostrego kąta pokonując bramkarza gości. Już w doliczonym czasie gry Puszcza mogła zdobyć zwycięską bramkę, ale Nowak minimalnie chybił celu.
sporotwefakty.pl: GieKSa zagubiona w puszczy – relacja z meczu GKS Katowice – Puszcza Niepołomice
Od pierwszego gwizdka sędziego gospodarze osiągnęli optyczną przewagę, ale na pierwsze godne uwagi okazje przyszło kibicom czekać do 23. minuty meczu, kiedy Tomasz Wróbel dograł piłkę na długi słupek, a tam dwukrotnie na bramkę z najbliższej odległości uderzał Krzysztof Wołkowicz, ale za każdym razem kapitalnie interweniował Andrzej Sobieszczyk.
(…)
Zmarnowane przez gospodarzy okazje szybko się na GieKSie zemściły. Na dziesięć minut przed przerwą w pole karne katowiczan wpadł Sebastian Janik, po czym został podcięty przez Alana Czerwińskiego. Co prawda uderzenie napastnika Puszczy z rzutu karnego Łukasz Budziłek obronił, ale wobec dobitki był już bezradny.
(…)
Bramkę niepołomiczan odczarował dopiero na dziesięć minut przed końcem meczu wprowadzony na boisko po godzinie gry Janusz Gancarczyk. Doświadczony skrzydłowy wpadł z piłką w pole karne i strzałem z niemal zerowego kąta wpakował piłkę do bramki Puszczy.
Chwilę wcześniej piłkę meczową na nodze miał Łukasz Nowak, ale uderzając na długi słupek z pola karnego pomylił się o
centymetry.
sport.interia.pl: 1. liga piłkarska – przerwana passa GKS Katowice
Na stadionie przy ulicy Bukowej poległy kolejno: Sandecja Nowy Sącz, Miedź Legnica, Energetyk ROW Rybnik, Arka Gdynia i Dolcan Ząbki.
Puszcza bliska była sprawienia prawdziwej sensacji, bo od 37. minuty prowadziła, po bramce Sebastiana Janika. Punkt gospodarzom dopiero w 81. minucie zapewnił Janusz Gancarczyk.
Katowiczanie zajmują w tabeli trzecie miejsce. W parze ze świetną grą u siebie nie idą jednak dobre wyniki na wyjeździe. W pięciu meczach na obcych boiskach GKS zgromadził tylko dwa punkty i zdobył zaledwie jednego gola.
ekstraklasa.net: Puszcza postawiła trudne warunki. Niespodziewany remis przy Bukowej
Kiedy wydawało się, że katowiczanie strzelą w końcu bramkę, w polu karnym Sebastiana Janika faulował Alan Czerwiński i sędzia Jacek Małyszek wskazał na „wapno”. Do rzutu karnego podszedł sam poszkodowany. Strzelił w lewy górny róg bramki gospodarzy. Łukasz Budziłek wyciągnął się jak struna i odbił futbolówkę, jednak na tyle niefortunnie, że spadła ona na głowę Janika, a ten ze stoickim spokojem skierował ją do bramki GieKSy, czym uciszył kibiców na Bukowej. Tuż przed przerwą gospodarze mogli pokusić się o bramkę wyrównującą, ale Tomasz Wróbel będąc w bardzo dogodnej sytuacji, fatalnie przestrzelił obok lewego słupka bramki Puszczy Niepołomice. Na przerwę to piłkarze Puszczy schodzili do szatni z zaskakującym prowadzeniem 1:0.
(…)
Minuty uciekały, a Puszcza nadal sensacyjnie prowadziła w Katowicach z GKS-em 1:0. I mimo, iż ataki gospodarzy były coraz groźniejsze, a goście skupiali się tylko i wyłącznie na defensywie, nic nie wskazywało na to, aby wynik mógł ulec zmianie.
W 80. minucie stadion przy Bukowej oszalał jednak ze szczęścia. Piłkę w polu karnym otrzymał Janusz Gancarczyk i soczystym strzałem w długi róg bramki gości doprowadził do wyrównania.
W kolejnych minutach piłkarze z Katowic postawili wszystko na jedną kartę, aby wywalczyć w tym spotkaniu komplet punktów.
Skupili się wyłącznie na ofensywie. W 83. minucie bardzo groźnie z rzutu wolnego uderzał Przemysław Pitry, ale piłka po tym strzale przeleciała minimalnie obok lewego słupka bramki gości z Niepołomic. W 89. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Grzegorz Fonfara, ale uderzył bardzo niecelnie. W ostatniej minucie gry przed szansą na decydującego gola stanął zawodnik Puszczy – Łukasz Nowak. Jego uderzenie głową minimalnie minęło prawy róg bramki gospodarzy.
Wynik do końca meczu nie uległ już jednak zmianie i piłkarze z Niepołomic wywieźli z Katowic bardzo cenny remis.
slask.sport.pl: Bohater GieKSy nie dowierza: Mogliśmy wygrać nawet 5:0!
Goście niespodziewanie objęli prowadzenie w pierwszej połowie. GieKSie udało się wyrównać dopiero w końcówce spotkania. Wszystko dzięki trafieniu wprowadzonego z ławki rezerwowych Janusza Gancarczyka.
– W pierwszej połowie z podziwem patrzyłem na grę kolegów. Atakowaliśmy w tym meczu cały czas. Nie ma mowy o tym, abyśmy zlekceważyli rywala. Stworzyliśmy tak wiele sytuacji, że mecz mógł się zakończyć nawet wynikiem 5:0. Szczęście też jest w futbolu potrzebne, a nam go zabrakło – ocenił Gancarczyk.
– W sytuacji, w której doprowadziłem do wyrównania, bramkarz Puszczy mógł się spodziewać, że będę dogrywał piłkę kolegom, ale ja od razu wiedziałem, że będę strzelał. Trafiłem przy bliższym słupku. Przed nami jeszcze wiele meczów i liczę, że odrobimy dwa stracone punkty – mówił zdobywca gola dla GieKSy.
puszcza-niepolomice.pl: Podział punktów przy Bukowej
Pierwsze minuty były odzwierciedleniem przedmeczowych przewidywań. Stroną przeważającą byli gracze gospodarzy, który raz po raz siali zamieszanie w naszych formacjach defensywnych. Pierwszy celny strzał na bramkę w wykonaniu piłkarza Puszczy odnotowaliśmy po niespełna pół godzinie gry, kiedy to swoich sił spróbował Sebastian Janik. Wcześniej jednak , znakomite interwencje Andrzeja Sobieszczyka uchroniły nas przed stratą co najmniej dwóch bramek.
(…)
Mecz odmienił się w 36 minucie. Sebastian Janik otrzymał dobre podanie na lewą stronę boiska w sytuacji jeden na jeden zwiódł obrońcę, który powalił go w polu karnym. Sędzia główny nie miał żadnych wątpliwoście 11 dla Puszczy. Do piłki podszedł sam poszkodowany. Jego intencje wyczuł Łukasz Budziłek, na szczęście piłka wróciła do Janika, który skutecznie poprawił swoją pierwszą próbę. Niespodzianka przy Bukowej stała się faktem.
(…)
Nim jednak padł gol decydujący, to Puszcza powinna strzelić drugą bramkę. Po świetnej akcji Jarosława Lizaka, który przebiegł z piłką praktycznie od jednego do drugiego pola karnego, futbolówka trafiła do Łukasza Nowaka. Kapitan naszego zespołu strzelił minimalnie obok słupka. Niespełna 10 minut później gospodarze w końcu dopięli swego. W trudnej sytuacji, z dosyć ostrego kąta Gancarczyk potrafił oszukać Borovicanina i mocnym strzałem zmusił Sobieszczyka do kapitulacji.
(…)
Podsumowując dzisiejsze zmagania warto podkreślić, że choć to GKS Katowice był stroną przeważającą, to jednak Puszcza potrafiła stworzyć sobie doskonałe sytuacje. Choć wyraźną przewagę w posiadaniu piłki mieli gospodarze, to jednak nie miało to przełożenia w oddanych podczas meczu strzałów. Z Katowic wracamy z punktem, który w przeciwieństwie do spotkania w Nowym Sączu należy uznać za cenną zdobycz.
puszcza-niepolomice.pl: Trzeba się cieszyć
Strzelec gola przy Bukowej podzielił się z nami swoimi przemyśleniami po wczorajszym meczu w Katowicach.
Sebastian Janik o rzucie karnym:
Mam wyznaczony jeden róg i staram się tam trafiać, jak widać trzeba będzie zrobić małą zmianę, bo bramkarz wyczuł moje intencje. Ważne jednak to co w sieci, a piłka w rezultacie do siatki wpadła.
O zdobyciu oczka w wyjazdowym spotkaniu:
Końcówka była bardzo nerwowa. Zawodnicy GKS-u mocno nas naciskali, a pamiętajmy, że są groźni u siebie. Tylko oni, jako jedyni w lidze potrafili wygrać wszystkie dotychczas rozegrane spotkania na własnym terenie . Powinniśmy traktować ten remis prawie jak zwycięstwo. Zdobyliśmy jedne punkt, po trudnym meczu, w którym nie przeważaliśmy, więc można być zadowolonym, choć faktycznie wróciliśmy na miejsce grożące spadkiem. Trzeba się jednak cieszyć z każdej zdobyczy punktowej, zwłaszcza na wyjazdach.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Najnowsze komentarze