Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Fakty Góraka według Leszka Góreckiego

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dzisiaj chcielibyśmy Was zaprosić do kolejnego tekstu nadesłanego przez kibica GieKSy, a który jest „polemiką” z tekstem (tutaj) innego fana Trójkolorowych – Bartka. Autorem poniższego felietonu jest Leszek Górecki, który powinien być Wam znany z obszernego tekstu o naszej młodzieży i akademii (tutaj). Przypominamy także, że na Waszą twórczość czekamy pod mailem gieksainfo[at]gmail.com.

Trochę w kontrze do artykułu Bartka odnośnie Rafała Góraka postanowiłem napisać coś od siebie. Zdecydowanie różnimy się w zdaniu na temat naszego trenera, dlatego napiszę, dlaczego mój punkt widzenia jest zdecydowanie odmienny. Wymienię w punktach, co konkretnie mam na myśli. Postaram się poprzeć to odpowiednimi argumentami, a najlepiej przykładami, bo jak to się mówi – niech czyny przemówią. Trenera Góraka okazję mamy podziwiać naprawdę długi czas, bo jego powrót do GKS-u to czerwiec 2019 roku. Okres pracy trenera naprawdę zacny, nie może być w przypadku. 

  • Historia – liczby i daty nie są w stanie zakłamać rzeczywistości. Trener Górak jest rekordzistą pod względem meczów na ławce trenerskiej GieKSy. Trener w tym czasie zaliczył świetne wyniki, co sam zresztą podkreślał – przyniósł wiele radości kibicom. W historii zapisze się też awans do pierwszej ligi. Liczba meczów na ławce robi kolosalne wrażenie, a nie przypadkowo zostawia się w tyle takie trenerskie sławy jak Piotr Piekarczyk, Orest Lenczyk, Adam Nawałka, Jerzy Brzęczek czy Władysław Żmuda. Liczba meczów mówi sama za siebie. Średnia zwycięstw i punktów nie jest zadowalająca? To pokazuje przecież, w jak trudnych warunkach przyszło mu pracować.
  • Wyniki – cóż tutaj też trener zazwyczaj spełnia wszelkie cele postawione przed zespołem, nawet jeśli ich nie ma albo są nie zbyt wymagające. Awans do pierwszej ligi? Po dwóch sezonach, ale zgodnie z planem osiągnięty. Utrzymanie w pierwszym sezonie? Także. Kolejny sezon? Celem była poprawa miejsca w tabeli względem poprzedniego sezonu. Efekt może gorszy, ale przecież gdyby nie karne bylibyśmy na miejscu barażowym. A przed sezonem nikt nie wymagał od drużyny takiego wysokiego miejsca.
  • Prowadzenie młodzieży –  świetna ręka do młodzieży to kolejna cecha naszego trenera, która jest warta uwagi. Tylko kompletny ignorant nie doceniłby wkładu w rozwój kariery Bartka Mrozka, Filipa Szymczaka czy wcześniej Alana Czerwińskiego i Łukasza Budziłka. Myślę, że każdy z tych zawodników wiele jemu zawdzięcza. Trener konsekwentnie stawia także na lokalną, a nie tylko poznańską młodzież. Co prawda głównie to młodzież szkółki Stadionu Śląskiego, ale to znaczy, że filtruje dokładnie rynek. Ostrożne wprowadzanie Alana Bróda, Kacpra Pietrzyka czy innych chłopaków z naszej akademii pokazuje mądrość i odpowiednie podejście do tych chłopaków. Ktoś powie, że Alan debiutował już jakiś czas temu, ale nie ma co rzucać na zbyt głęboką wodę i lepiej, żeby ci zawodnicy najpierw okrzepli i podglądali takich wytrawnych ligowców jak Arak czy wcześniej Tanżyna. Podobnie ma to miejsce z Pietrzykiem, który szanse dostaje gdy naprzeciwko jest albo rywal z Ekstraklasy jak Górnik Zabrze w pucharze czy drużyna z czołówki Arka Gdynia – jak się uczyć to od najlepszych, nawet jeśli miałby zagrać na nie swojej nominalnej pozycji.
  • Szacunek do klubu – trener Górak ciepło wypowiadał się o kibicach od samego początku. Podkreślał, że zawsze śledził wyniki w europejskich pucharach, mimo że pochodził z Bytomia. W trudnym momencie, w poprzednim okresie jego pracy tutaj, został w klubie. Złośliwi powiedzą, że nie miał żadnych poważnych ofert w tym czasie, ale jednak trener trwał dzielnie na swoim stanowisku. Podobnie sytuacja wyglądała przy obecnej kampanii Góraka. Klub był w potrzebie, to trener stawił się pilnie i wyciągnął klub z niedoli, a teraz mimo nieprzychylnej atmosfery i wielu problemów dzielnie stawia czoła nowym wyzwaniom, jakie przynosi jakże zacna pierwsza liga. Nie zraża się obelgami, bo chce dokończyć robotę jak prawdziwy facet – do końca kontraktu albo i dłużej!
  • Rozwój asystentów – Artur Skowronek, Dawid Szwarga, Tomasz Włodarek, Jarosław Skrobacz czy Robert Góralczyk. Co łączy tych panów? Ano to, że każdy z nich był asystentem Rafała Góraka czy to w Katowicach, czy w innych miejscach i dostali taką naukę, że każdy z nich poszedł w górę. Trójka pierwszych pracowała lub pracuje w Ekstraklasie, a Robert Góralczyk nawet przy reprezentacji i to przy kolejnym selekcjonerze. Niesprawiedliwym byłoby tutaj pominąć udział katowickiego szkoleniowca. Dlatego trenerzy Mrózek czy Stepnowski – nic tylko czerpać! Wyjątkiem od reguły będzie tutaj obecny asystent Dariusz Okoń, ale oni tworzą na tyle zgrany duet, że ciężko mają się rozstać. Ktoś zarzuci, dlaczego sam nie osiągnął podobnego awansu? Cóż, ten wyraźnie wierny jest misji, jaką ma do zrealizowania w Katowicach.
  • Konferencje prasowe – ktoś, kto ogląda pomeczowe konferencje prasowe, wie, że nie ma na nich nudy. Nie ma prostych frazesów opowiadanych zazwyczaj, a jest wiele ciekawostek. Trener barwnie opowiada, nie boi się używać języków obcych, a zwroty takie jak „box to box” czy „face to face” nie powinny być zaskoczeniem. Jest zabawa słowem, granie przerwą, a szeroki zasób słów powoduje, że wyrażane zdania brzmią bardzo interesująco, a czasem nawet słuchacz musi sprawdzić w słowniku, co owe słowa znaczą i jak można przełożyć je na sytuacje boiskowe. Do tego patetyczne przemowy, które wręcz chwytają za serce, jak ta z czasów centrozapowych. Dla dziennikarzy to na pewno gratka.
  • Profesjonalizm – to kolejna cecha, która pokazuje warsztat naszego szkoleniowca. W czasie bojkotu wyraźnie wskazał, że najważniejszy dla niego jest zielony prostokąt, a nie sprawy pomiędzy kibicami a ówczesnym prezesem. Lepszej argumentacji chyba ciężko byłoby się doszukiwać. Mimo że wcześniej był w świetnych, wydawałoby się relacjach z kibicami, postawił sprawę jasno, że zatrudniony jest na stanowisku trenera i odpowiada za wyniki sportowe. Otwarty jest nawet na analizę prezesa, mimo że ten zbyt dużej wiedzy na temat piłki nożnej nie ma, ale na pewno będzie to wartość dodana. Podobnie sprawa wygląda z ubiorem trenera. Wcześniej niezbyt profesjonalnie wyglądało, gdy trener ubierał odzież z kibicowskiego sklepu Blaszok, więc postanowił zmienić garderobę na tę klubową, oficjalną – sami przyznacie, że tak to powinno wyglądać. Innego powodu nie widzę. Nie można też zapomnieć o wyraźniej poprawie sylwetki, co też stawia go w świetlne profesjonalisty w myśl: jeśli chcesz wymagać od innych, zacznij od siebie. 
  • Dawanie szansy zawodnikom po przejściach – Rafał Górak słynie z dawania kolejnych szans zawodnikom, którzy mieli w swojej przygodzie problemy, najczęściej zdrowotne. Podał rękę takim piłkarzom jak Daniel Tanżyna, Jakub Arak, Christian Aleman czy Mateusz Mak chciał również pomóc Kamilowi Bętkowskiemu w powrocie na profesjonalny poziom, ten jednak takiej szansy nie wykorzystał. Decyzje być może kontrowersyjne, natomiast sami zawodnicy na pewno docenią taki gest. Oczywiście, nie zawsze zawodnicy są w stanie oddać trenerowi swą postawą na boisku, ale to też nie zawsze jest takie proste. 
  • Wzajemny szacunek na linii trener – kibice – jak sami wiecie, relacja tychże nie jest prosta. Trener wielokrotnie podkreślał, jak ważni są kibice dla tego klubu, przekonywał wręcz, że 12 zawodnik w Katowicach już jest, nawet jeśli nie było 11 z boiska. Wspomniany cytat szerokim echem obił się w social mediach, a przez niektórych cytowany jest do teraz. Wielokrotnie podchodził pod Blaszok czy sektor gości, nawet przed samymi piłkarzami, rzucał słynną czapkę w trybuny. Ktoś zarzuci, że obecnie tego nie robi, natomiast przez znajomość sytuacji woli nie wdawać się w niepotrzebne dyskusje, by dodatkowo nie zaogniać sytuacji. Bo jaki mógłby być tego inny powód? Szacunek wśród lokalnych kibiców – trener Górak ma szacunek wśród kibiców innych klubów, nawet tych nam nieprzychylnych. Kibice Polonii Bytom zresztą wywieli transparent o tym, że pamiętają jego pobyt w Polonii, mimo że ten przyjechał na sparing z Ruchem Radzionków.
  • Filtrowanie lokalnego podwórka – nasz trener nie siedzi na tyłku, tylko chętnie przygląda się innych drużynom, do których dostęp na Śląsku nie jest problemem. Wizyty na meczach Ruchu Chorzów tylko to potwierdzają, że oglądanie meczów nawet na terenie naszych największych wrogów to wartość dodana do warsztatu szkoleniowca.
  • Prestiż – chyba każdy zgodzi się ze mną, że nie ma innego trenera w naszej lidze, który tak mocno budowałby prestiż. Wielokrotnie buduje rangę kolejnych spotkań, bardzo ciepło wypowiadając się o przeciwnikach. Co prawda głównie to prestiż ligi i rywali niż samego klubu, natomiast mamy zaszczyt występować w tak zacnej pierwszej lidze, więc szanujmy to, co mamy.

Tekst ma charakter satyryczny. Mam nadzieję, że byliście w stanie doczytać do tego momentu bez zniszczenia smartfona czy komputera.

Leszek Górecki

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    3kolory

    12 grudnia 2023 at 18:27

    Przeczytałem tylko pierwsze trzy …kropki i już dalej nie mogę …. normalnie mamy najlepszego trenera no chyba na świecie!!! Ja chyba chodzę na inną GieKSe niż autor tego tekstu
    Poczytam to dalej jutro i może to zrozumie 🤦 bo po całości dzisiaj mogę mieć problemy ze spaniem

    • Avatar photo

      Toczmek

      12 grudnia 2023 at 20:50

      następnym razem zacznij czytać dla bezpieczeństwa od ostatniego zdania 🙂

  2. Avatar photo

    3kolory

    12 grudnia 2023 at 18:35

    Próbuje to dalej czytać ale nie mogę….to chyba pisał sam Górak
    Do autora ….przepraszam ale co ty kurwa pierdolisz ?? 🤦

    • Avatar photo

      Daro

      12 grudnia 2023 at 18:52

      Do @3Kolory

      Na końcu tego tekstu jest taki wpis: Tekst ma charakter satyryczny. Mam nadzieję, że byliście w stanie doczytać do tego momentu bez zniszczenia smartfona czy komputera.

    • Avatar photo

      DPB

      14 grudnia 2023 at 06:24

      Kibice Polonii pamiętają jak sprzedawał mecze i spuścił wraz z kolegami Polonię do 3 ligi.Ha tfu 💦 mu na mordę.

  3. Avatar photo

    Kolo

    12 grudnia 2023 at 19:41

    Ha ha ha! No, ja się przyznaję, że dopiero przy słowach „patetyczne przemowy” zorientowałem się, że coś tu nie kaman i to jest beka!
    Ale dałem się nabrać! Leszek, piękny tekst na Prima Aprilis😅😅😅

    • Avatar photo

      Bolo

      13 grudnia 2023 at 04:19

      To pisał Rafał.
      Prace trenera w klubie weryfikuje miejsce w tabeli.Nie jeden trener pierwszej ligi chciałby taką kadrę.

  4. Avatar photo

    3kolory

    13 grudnia 2023 at 04:52

    Ok … doczytałem… zrozumiałem haha
    No i przepraszam za przekleństwa

  5. Avatar photo

    Irishman

    14 grudnia 2023 at 05:59

    Nieźle nas kolega wkręcił! 😉

    Ja zorientowałem się dopiero przy wspomnieniu o Araku i Tanżynie!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Od Krakowa do Warszawy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.

Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.

Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.

Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).

Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):

1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga