Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Wąska kadra GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

To co pocieszające po spotkaniu z Unią Skierniewice to fakt, że GieKSa notowała w historii nieco większe kompromitacje. Co prawda można je policzyć na palcach jednej ręki. W ostatnim dwudziestoleciu, kiedy tak naprawdę dostajemy w dupę w Pucharze Polski, notorycznie, regularnie i cały czas, zdarzyły się wpadki, o których zaraz napiszę. Jednak chyba najbardziej przerażające jest to, że przez cholerne dwadzieścia lat tylko dwa razy udało nam się przejść na szczeblu centralnym dwie rundy. Kilka razy udało się przejść jedną i najwięcej razy po prostu odpadaliśmy w samych przedbiegach w koszmarny sposób z drużynami z niższych lig. Niestety aż za dobrze pamiętamy Zdzieszowice, Słubice, Radomiak (wówczas drugoligowy), Niepołomice, Siarkę Tarnobrzeg. Do tego przegrane z innymi zespołami tej samej ligi (także będąc drugoligowcem). I oprócz Unii tylko raz zdarzyło nam się przegrać z trzecioligowcem – kolejny „słynny” mecz w Luboniu, z drużyną która w omawianym sezonie zajęła pierwsze bezpieczne miejsce nad strefą spadkową relegującą do czwartej ligi. No i nawiasem mówiąc, nie zapominajmy o przegranej z A-klasowymi rezerwami AKS Mikołów. Wtedy jednak sami byliśmy w czwartej lidze (wówczas czwarty poziom rozgrywkowy, podobnie jak Unia obecnie).

Najgorsze jest to, że doświadczeni przez tyle lat tymi pucharowymi traumami kibice wcale nie uważali, że zwycięstwo w Skierniewicach jest pewne. Oczywiście głośno mówili, że jest to obowiązek, bo trzeba byłoby być chyba bez krzty ambicji, żeby tak nie sądzić. Wiedzieliśmy jednak, że różne rzeczy w historii GieKSy się działy i tutaj przeprawa wcale może nie być łatwa.

Umówmy się jednak… Nikt nie dopuszczał myśli o porażce.

Niektórzy kibice już używają słowa „kryzys”. Trudno jednak rozpatrywać obecną sytuację GieKSy w takich kategoriach. No bo przecież przed przerwą reprezentacyjną były efektowne zwycięstwa z Pogonią i Puszczą, a teraz na razie „tylko” zremisowaliśmy z rozpędzającym się wicemistrzem Polski Śląskiem Wrocław oraz przegraliśmy z już rozpędzoną Legią Warszawa. Z Unią zagraliśmy pół-rezerwowym składem, więc też ciężko wyciągać sumaryczne wnioski. Problem na ten moment leży gdzie indziej. O zaczątkach kryzysu będziemy mogli mówić w przypadku ewentualnej porażki z Koroną Kielce. Oby nie…

Oczywiście, że indywidualnie zawodników również oceniamy przez pryzmat gry całego zespołu. Niemoc w drugiej połowie ze Śląskiem i totalna bezradność przez godzinę z Legią sprawiła wrażenie, że praktycznie wszyscy zawodnicy obniżyli loty, a niektórzy już w szczególności – w porównaniu z dyspozycją sprzed przerwy na kadrę. Nadal jednak są to tylko dwa spotkania ligowe dla niektórych zawodników. Plus kilku zawodników, który wystąpili także w środowym meczu.

Trener trochę zaskoczył składem, bo o ile w Niecieczy mieliśmy niemal całą jedenastkę złożoną z dublerów, to z Unią już było takie pół na pół, z lekką przewagą jednak „niewyjściowych” zawodników. Cieszyć mogło, że w jedenastce są Jędrych, Kuusk, Czerwiński czy Repka. To miało już na wstępie podnieść jakość zespołu.

Niestety jakkolwiek Oskar Repka rozwinął się bardzo piłkarsko, co było widać już na wiosnę, ale i w obecnym sezonie ekstraklasy, to nadal po prostu czasem totalnie odcina mu prąd i logiczne myślenie. Zdarza mu się „raz na mecz” zaliczyć jakąś poważną piłkarską wtopę, nawet gdy gra bardzo dobre zawody. Wiosną w Niecieczy otrzymał beznadziejną czerwoną kartkę za uderzenie przeciwnika. I o ile z Unią można by któregokolwiek zawodnika nawet wytłumaczyć z czerwonej kartki na przykład w wyniku akcji ratunkowej i faulu na rywalu wychodzącym sam na sam, to tak doświadczony zawodnik łapiący żółtko już w trzeciej minucie spotkania, a potem drugie w czterdziestej – to totalne nieporozumienie i nietrzymanie napięcia. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że druga kartka była mocno dyskusyjna, to zawodnik sam sobie podłożył minę na samym początku spotkania.

Nadal jednak grając w dziesiątkę nie mamy prawa przegrać z trzecioligowcem. No ale właśnie. Tutaj zaczynają się schody.

To że GKS stracił dwa gole, to kwestia indywidualnych błędów. Rafał Strączek dał się w dość prosty sposób zaskoczyć z rzutu wolnego. Ustawił dwuosobowy mur – okej, niech już mu będzie – natomiast musi brać pod uwagę, że zawodnik będzie uderzał na bramkę, a nie dośrodkowywał. Spóźnił się i nie obronił strzału. Druga bramka to Arkadiusz Jędrych odbijający się od rywala w indywidualnym pojedynku. Też trzeba to uznać za pewnego rodzaju kiks kapitana – nie powinno się to absolutnie zdarzyć takiemu zawodnikowi.

Dalej jednak uważam, że to nie czerwona kartka czy te dwie głupio stracone bramki zadecydowały o klęsce. Problem był zgoła inny, choć wspomniane sytuacje znacząco utrudniły zadanie.

Kłopot polegał na tym, że w starciu z listonoszami, piekarzami czy ogrodnikami (przepraszam, to zabieg stylistyczny nawiązujący do potyczek polskich drużyn z egzotycznymi drużynami w pucharach) nie potrafiliśmy po prostu grać w piłkę. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, jak zawodnicy aspirujący do pierwszej jedenastki ekstraklasowego zespołu nie potrafią skonstruować składnej akcji, przegrywają przebitki i drugie piłki, podają niedokładnie, nieprecyzyjnie, są wolniejsi od żwawych przeciwników. Przykro się na to patrzyło.

No i tu dochodzimy do sedna. Sedna, którego pierwszą odsłonę mieliśmy w poprzedniej rundzie w Niecieczy. Z dużo mocniejszym rywalem. Wówczas od 13. minuty to my graliśmy z przewagą jednego zawodnika i śmiem twierdzić, że gdyby nie to – nie awansowalibyśmy. Do czerwonej kartki rywala gospodarze mieli trzy wywrotki w polu karnym, po których sędzia nie dyktował jedenastek, ale ta postawa piłkarzy Marcina Brosza była zapowiedzią rzucenia się na GieKSę. Dzięki Bogu wówczas Jaroszek strzelił bramkę, bo potem Nieciecza w dziesiątkę cisnęła nas niemiłosiernie i mieliśmy masę szczęścia, że straciliśmy tylko jedną bramkę. Dopiero po poczwórnej zmianie i wprowadzeniu zawodników pierwszego składu gra w końcu była taka, jaka miała być.

W Skierniewicach piłkarze pierwszego składu w liczbie trzech byli w linii obrony plus wspomniany Repka i drugi napastnik w hierarchii – Bergier. Za rozgrywanie odpowiedzialni byli zawodnicy, którzy nie są podstawowymi. Piłkarzami, którzy aspirują do jedenastki są Marzec, Milewski, Antczak czy Galan. Wyszli na boisko i mieli szansę naprawdę efektownie się pokazać trenerowi i kibicom, a dali kompletną plamę. Nie zmienia tego faktu nawet to, że jedną bramkę strzeliliśmy, a do siatki w końcu trafił Hiszpan. Jeszcze tego by brakowało, żeby nawet gola nie zdobyć…

Tak jak wspomniałem wcześniej, ci piłkarze nie potrafili w żaden sposób zdominować przeciwnika czy raz po raz stwarzać zagrożenia pod polem karnym rywala. Były straty, niedokładność i przegrane pojedynki. Napędzeni rywale wyprowadzali lepsze akcje, lepsze kontry i stwarzali większe zagrożenie pod bramką Strączka. Drużyna, która w hierarchii ligowej jest 44 miejsca niżej niż GKS Katowice, była zespołem zdecydowanie lepszym.

I to jest problem – nie mamy szerokiej kadry. Kompletnie. Do gry w pierwszym składzie w ekstraklasie nadaje się 11-12 zawodników, którzy może nie gwarantują super poziomu, ale dają na to dużą nadzieję – co przecież już w ekstraklasie nieraz pokazali. Nie można jednak wymagać od podstawowych piłkarze znakomitej dyspozycji w każdym meczu. To jest liga, długa liga i czasem ktoś po prostu zagra słabszy mecz lub złapie lekki kryzys. Najnormalniejsza sprawa na świecie. Tylko wówczas musimy mieć w odwodzie solidnych rezerwowych, którzy zluzują danego piłkarza i dadzą jakość naszemu zespołowi.

Niestety ściągani jako wzmocnienia Sebastian Milewski czy Borja Galan jakości tej nie dają kompletnie. Mateusz Marzec wygląda nieco lepiej, bo przynajmniej ma liczby. Ale z Unią zagrał bardzo słabo. Jakub Antczak na razie to melodia przyszłości, a i tak pewnie go za niedługo w GieKSie nie będzie. Sebastian Bergier to napastnik zagdaka – gdy wydawało się, że od składu jest już bardzo daleko (czyt. Zrelak będzie grał całe mecze), strzelił dwie bramki i wydatnie pomógł zespołowi. No ale potem miał kontuzję i w obliczu urazów obu napastników musiał grać Galan, który na razie boleśnie zderza się z najwyższą klasą rozgrywkową

Co do piłkarzy podstawowej jedenastki to jeszcze jakoś się broni Alan Czerwiński, ale to nie jest zawodnik, na którym można opierać ofensywną grę na skrzydłach w dużej mierze. Turbodoładowanie, które piłkarz miał w dalszej fazie swojego pierwszego pobytu w GieKSie to już przeszłość. Zawodnik postawił na inne aspekty niż rajdy na skrzydle. Na razie jeszcze daje zespołowi wartość, ale czy tak będzie cały czas? Tego mu życzę. Z Unią niestety też zagrał bardzo słabo. Lukas Klemenz bywa elektryczny i też dobrze byłoby mieć w odwodzie jakościowych stoperów.

Tacy piłkarze jak Milewski czy Galan powinni być gwiazdami tego spotkania i pokazywać trzecioligowemu rywalowi, na czym polega poważna piłka. Ustawieniem, minięciem, mądrym, czasem niekonwencjonalnym rozegraniem. Tymczasem poziom niektórych zawodników był iście trzecioligowy, ale tak trzecioligowy, że przegrywają z inną drużyną z tej klasy rozgrywkowej.

Dwa mecze – Nieciecza i Skierniewice – plus wejścia niektórych ze wspomnianych zawodników na swoje minuty w ekstraklasie pokazują, że na ten moment nie mamy ustabilizowanej i pewnej szerokiej kadry. Trener musi dość twardo i sztywno trzymać się pierwszej jedenastki i nie ma za bardzo możliwości rotacji.

Nie wiedzieć czemu szkoleniowiec zdecydował się na zmiany tak późno. Dopiero na ostatni kwadrans na boisku pojawili się Nowak i Zrelak, pięć minut wcześniej Błąd i Wasielewski. Za późno. To już jest kwestia prawdopodobieństwa, czy w 15-20 minut, grając w dziesiątkę, nawet podstawowi zawodnicy strzelą bramkę. Może się to wydarzyć, ale nie musi. Tym razem się nie wydarzyło.

Niestety też dość zasmucającą kwestią jest to, że jednak nie możemy zagrać dwóch meczów co trzy dni podstawowym składem. Nie wystawia to najlepszego świadectwa szerokiej kadrze jako takiej. Tym bardziej, że kolejny mecz mamy dopiero w poniedziałek. Taka Legia się nie bawi w jakieś drugie składy, tylko grając w czwartek, niedzielę i środę w trzech różnych rozgrywkach wystawia swoją podstawową jedenastkę i wygrywa mecze. I to – oprócz meczu ligowego w Warszawie – świadczy o jednak póki co przepaści między oboma klubami.

Wzmocnienia w zimie są więcej niż konieczne. Nie możemy się opierać tylko na jedenastu zawodnikach. Kontuzje Zrelaka i Bergiera pokazały, że zostajemy bez napastnika i trzeba rzeźbić Galanem. Póki wszyscy są zdrowi – wszystko jest dobrze. Ale przyjdą kolejne urazy oraz pauzy za kartki – nie daj Boże na przykład absencja dwóch zawodników w jednym meczu i naprawdę wtedy możemy być zgubieni.

Ktoś powie, że skreślam tych zawodników. To nie tak. Wierzę, że wezmą się oni za siebie i w końcu zaczną dawać jakość. Już nie w Pucharze Polski, ale wchodząc z ławki w meczach ligowych. Natomiast oceniając, jak to wygląda obecnie – to obraz mamy, jaki mamy. To poważna piłka i ciężko czekać dwa lata, aż ktoś zaskoczy. Trzeba działać na tu i teraz albo przynajmniej… zaraz.

To miał być łączony felieton dotyczący Unii i Korony, ale jednak spotkanie w Skierniewicach pokazało szerszy problem. Tak więc w niedzielę pojawi się tekst już dotyczący ligowego spotkania – już w bardziej optymistycznym tonie. Na teraz mogę powiedzieć tylko – choć mecz z Unią to blamaż – stonujmy z inwektywami pod kątem trenera i zawodników, bo jakby nie patrzeć, w tym roku dali nam tyle radości, że po prostu należy im zaufać i wierzyć, że widzą i diagnozują problemy. Krytyka być musi – ale z głową.

A w zimie – wzmocnienia.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Sosnowcu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.

Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.

W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.

W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)

1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.

GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz z Jagiellonią znów odwołany

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice, który miał się odbyć w środę 4 lutego o 20:30 został odwołany na wniosek obu zainteresowanych klubów.

Pierwotnie spotkanie miało się odbyć w niedzielę 23 listopada, ale wówczas zostało odwołane ze względu na zalegającą na boisku warstwę świeżo napadanego śniegu.

„W Białymstoku panują i przez kilka najbliższych dni prognozowane są silne mrozy, sięgające w poniedziałek i wtorek nawet –25°C, a dodatkowo w dniu meczu możliwe są opady śniegu. To najgorsze przewidywane warunki, jeszcze bardziej niekorzystne niż panujące w weekend. Obecnie na terenie województwa podlaskiego obowiązuje ostrzeżenie drugiego stopnia IMiGW w związku z silnymi mrozami. Niestety, zapowiada się, w najbliższą środę warunki na Podlasiu będą nadal bardzo złe. Ponieważ GKS Katowice już raz nie ze swojej winy nie mógł rozegrać spotkania w terminie, a Jagiellonia Białystok potwierdziła, iż przychyli się do wniosku GKS, Departament Logistyki Rozgrywek, mając na uwadze zgodne stanowisko klubów, wyznaczy nowy termin zawodów. Mecz będzie rozegrany w pierwszym możliwym terminie, a jego data zależy od wyników obydwu klubów w rozgrywkach Ligi Konferencji UEFA i Pucharu Polski” – powiedział na łamach strony ekstraklasa.org Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.

Nowy termin przekładanego już dwa razy meczu poznamy wkrótce.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Z Widzewem we wtorek

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po przerwie zimowej wznowione zostaną rozgrywki Pucharu Polski. GieKSa otworzy rundę  ćwierćfinałową meczem przy Nowej Bukowej we wtorek 3 marca o godzinie 20:45.

Nasza poprzednia potyczka z Widzewem zakończyła się wyjazdową porażką 0:3.

STS Puchar Polski – 1/4 finału

wtorek, 3 marca 2026

20:45 GKS Katowice – Widzew Łódź

środa, 4 marca 2026

17:30 Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
20:30 Lech Poznań – Górnik Zabrze

czwartek, 5 marca 2026

13:30 Avia Świdnik – Raków Częstochowa

Przypominamy, że za tydzień, 8 lutego o godzinie 17:30 również rozegrany zostanie domowy mecz z Widzewem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga