Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Górnikiem
O meczu z Górnikiem Zabrze chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. Podobnie jak rok temu GieKSa przy Roosevelta zagrała beznadziejne spotkanie. O samym pojedynku powiedziano już wszystko. Skupmy się więc na wyjeździe okiem redakcji, a potem będziemy myśleć tylko o piątkowym starciu z Radomiakiem.
1. Jako że wyjazd niedaleki, a mecz późno, spora część soboty była dla siebie. Jeśli chodzi o kolejne wyjazdy, to już tak kolorowo nie będzie, bo przecież we wrześniu wybierzemy się w delegację do Gdańska i Płocka.
2. Mamy problemy kadrowe, dlatego z redakcji udaliśmy się zaledwie we dwóch – ja i Patryk. A jako że Śląski Klasyk był świętem, to Patryk zabrał rodzinkę, która poszła na trybuny, a my – do roboty.
3. Mimo wszystko z dużym zapasem wyjechaliśmy z Katowic, bo o siedemnastej. Chcieliśmy w jakimś rozsądnym miejscu zaparkować, no i nie gonić się ze wszystkim.
4. Już od wjazdu do Zabrza, kilka kilometrów od stadionu, widać było żółte koszulki. Wiadomo – szczególne wydarzenie – to ludzie przyjechali też wcześniej, żeby na spokojnie dojść czy wypić sobie piwko przed meczem.
5. Dojechaliśmy pod sam stadion i na szczęście nie mieliśmy problemów z zaparkowaniem. Jest trochę tych uliczek w okolicy obiektu i gdzieś tam się wcisnęliśmy. Byliśmy na miejscu przed 18.
6. Ja pokręciłem się trochę pod stadionem, zanim wszedłem na obiekt, gdyż mieliśmy informację, że akredytacje będą wydawane na dwie godziny przed meczem.
7. A pod stadionem – zabawa. Jakieś konkursy, Superbet ze swoim koszem, stoiska gastronomiczne. Nawet i GieKSik się kręcił, a sympatycy GKS i Górnika, jak i autor tegoż artykułu, robili sobie z nim pamiątkowe fotki.
8. Kawałek musiałem obejść, by dojść do bramy wejściowej, czyli wjazdowej. Z racji uruchomienia czwartej trybuny, wejście dla mediów było w innym miejscu niż wcześniej. Choć trochę kuriozalne było, jak – żeby wejść – pan z ochrony siłował się z tą bramą, żeby ją otworzyć.
9. Dalej wszystko poszło bardzo prosto. Szybko odebrałem akredytację, która szczęśliwie leżała na samej górze. Windą udałem się na wskazane – trzecie piętro.
10. Trzeba przyznać, że pachniało tam nowością. Czyste wykładziny i choć pewna surowość z budowy trochę była zachowana, to było całkiem przyjemnie. I jak się później okazało… w środku było po prostu ciepło, gdy marzliśmy podczas meczu.
11. Do dopracowania jest catering, który był bardzo skromny, trzy dzbanki z wrzątkiem, które szybko się skończyły i na przykład w przerwie już nie było. Do tego była jakaś tacka z kanapkami, ale po kilkudziesięciominutowym posiedzeniu na trybunie, jeszcze przed meczem, gdy wszedłem do salki, była praktycznie pusta.
12. Do woli była jedynie niegazowana woda mineralna, zawsze to coś, ale z czasem, jak będzie się robić coraz zimniej, to trzeba będzie postawić na wrzątek.
13. Po wyjściu na trybunę można rzeczywiście zachwycić się ogromem tego stadionu. Nasza kameralna Nowa Bukowa jest w porównaniu do tego kolosa małym stadionem. Oczywiście kolosa jak na polskie warunki.
14. Widok z czwartej trybuny jest godny. Trzeba co prawda dobrze usiąść, żeby szybka czy barierki nie zasłaniały któregoś narożnika, ale naprawdę – i wysokość, i widoczność jest bardzo dobra. Same stanowiska też są spoko. Wygodne, szerokie blaty, kontakty, wszystko, co potrzebne jest na miejscu. Z niecierpliwością więc oczekiwaliśmy rozpoczęcia meczu.
15. Jako że do meczu było jeszcze dużo czasu, byłem na praktycznie pustym stadionie i widziałem, najpierw piłkarzy GKS, którzy wyszli na murawę, potem piłkarzy KSG. Publiczność powoli zaczęła wchodzić na stadion.
16. Co ciekawe, jupitery zostały włączone dość późno, przez co te przechadzki piłkarzy odbywały się już w takim niemal półmroku. Ciekawe, czy to oszczędzanie prądu w Zabrzu, czy co? Trzeba było trochę wytężyć wzrok.
17. W końcu można było poczuć piłkarską atmosferę. Fanatyczni kibice coraz tłumniej przybywali, piłkarze wyszli na rozgrzewkę, cała otoczka już na obiekcie była wyczuwalna. Czekaliśmy na pierwszy gwizdek sędziego Marciniaka. W tym czasie kibice obu klubów rozpoczęli śpiewy i wzajemne pozdrowienia lub wspólne przyśpiewki.
18. Na wyjście piłkarzy rozpoczęła coraz bardziej popularna na polskich stadionach gra świateł. Jest to niewątpliwie element show i wprowadza taki estetyczny aspekt. Przy czym było to ze smakiem i nienarzucające. Wkrótce sędzia Szymon Marciniak rozpoczął mecz.
19. Sam mecz, jaki był, każdy widział. Najchętniej byśmy przemilczeli sportowy aspekt tego wydarzenia. W skrócie – Górnik był dobry (ale nie wybitny), my bardzo słabi.
20. Powiedziałbym, że mimo słabej gry, było blisko dociągnięcia do przerwy wyniku bezbramkowego. Ale w przypadku GKS nie było blisko, bo katowiczanie na potęgę tracą bramki w końcówkach połów. Zagłębie, dwa razy Widzew, dwa razy Legia, Arka… A jeszcze przecież jest końcówka poprzedniego sezonu. Znów Legia, dwa razy Korona, Lech. Naprawdę liczba tych bramek straconych do 5-6 minut przed końcem połów jest zatrważająca.
21. Górnik zaliczył rekord frekwencji na nowym stadionie. Spotkanie obserwowało 28236 widzów. Niesamowita publika. Pamiętamy mecz z 2009, kiedy na starym obiekcie było 20 tysięcy, co wówczas było wynikiem fenomenalnym. Większy stadion daje większe możliwości. Kibice zgotowali bardzo dobrą atmosferę.
22. Liczyliśmy, że w drugiej połowie gra się odmieni. Niestety było jeszcze gorzej. Kuriozalne zachowanie naszych zawodników przy drugim golu doprowadziło do tego, że szybko było po ptokach, gdy Liseth strzelił drugą bramkę.
23. A potem Marten Kuusk zrobił Garbacika i podawał do Kudły tak, że piłka wpadła do bramki. To od razu przypomniało sytuację z 2017 roku, kiedy to Damian Garbacik właśnie tak samo niefortunnie zagrywał do Mateusza Abramowicza, że ten musiał wyciągać piłkę z siatki. Pamięta tę sytuację Adrian Błąd, który był wtedy na boisku.
24. Co ciekawe Kuuskowi taka sytuacja nie przydarzyła się pierwszy raz. W barwach reprezentacji Estonii „zdobył” podobną bramkę 5 lat temu w meczu z Macedonią w Lidze Narodów. Teraz, gdy wydarzyła się powtórka, Marten chyba już zawsze będzie patrzył, czy bramkarz jest na posterunku.
Po tym golu już dogorywaliśmy srogo na tym boisku. W końcówce GieKSa włączyła drugi bieg, ale to już było zdecydowanie za późno. Zasłużenie przegraliśmy z Górnikiem 0:3.
25. W pewnym momencie na boisku pojawił się Lukas Podolski i mieliśmy natężenie gwiazd światowej piłki, jakiego w historii meczu GKS chyba jeszcze nie było. Poldi – mistrz świata, no i Szymon Marciniak, legendarny już przecież sędzia, bo jest jednym z trzech, którzy sędziowali zarówno finał Mistrzostw Świata, jak i Ligi Mistrzów (obok Howarda Webba i Nicoli Rizzoliego). Wiadomo, że przeciw GieKSie grał ten Zidane ze swoimi kompanami, ale oni byli dopiero przyszłymi zwycięzcami Mundialu.
26. Nie służy nam Zabrze, oj nie służy. Przed meczem pisałem o tych wynikach od spadku z ekstraklasy – 0:2 (na starym stadionie), 0:1, 0:3. Teraz doszło do tego kolejne 0:3. Nie umiemy w Zabrzu strzelić gola. Jeszcze chwila i za rok (oby) kibice zaintonują znaną przyśpiewkę sprzed 15 lat z Kluczborka: „Strzelcie jedną bramkę…”. To wtedy, co Adrian Napierała grał na szpicy…
27. Trochę miałem stresu, czy znajdę dobry trakt na konferencję. Problemy jednak okazały się inne, całkiem obiektywne. Otóż… zepsuła się winda, a schodami nie można było zejść „bo były jeszcze w remoncie”. Pan ochroniarz z kimś się kontaktował odnośnie tej windy, cała akcja trwała może z 10 minut. W końcu powiedziano nam, że możemy zejść po schodach. Żadnego remontu nie było.
28. Salka konferencyjna to jeden z małych minusów. Nawet nie tyle funkcjonalnie, bo wszystko, co potrzebne to jest, tylko estetycznie. Raczej na stadionach są już sale mniejsze większe, ale właśnie „konferencyjne” z prawdziwego zdarzenia. Tutaj to jest bardziej taki… pokój konferencyjny. Jeszcze ten filar w dziwnym miejscu. Ciekawe, czy zostanie przeniesiona gdzieś na czwartą trybunę, czy już tak zostanie.
29. Na szczęście konferencja odbyła się dość szybko, co nie jest oczywiste, jeśli po meczu jest Liga+ czy Liga+Extra i są łączenia z trenerami. Zależało nam na tym, by w miarę szybko wrócić do domu.
30. Konferencja się skończyła, a ja zostałem jeszcze kilkanaście minut, żeby ją wrzucić na stronę. Jak się okazało, o mało nie przypłaciłem tego kolejnym problemem.
31. Otóż gdy skierowałem się do bramy wyjściowej, była ona… zamknięta. Furtki też. Gdzieś tam ekipa z Liveparku zbierała kable, ale oni nie szykowali się na razie do wyjścia. Na szczęście jakiś gościu z drugiej strony wjeżdżał na stadion i też wkurzony, że bramka zawarta, ale miał kontakt do kogoś i poprosił o otwarcie, uff.
32. Doszedłem do auta i wkrótce byliśmy w Katowicach – nieco przed północą. Wkurzeni po meczu z wyniku. Święto było ok, ale nie samym świętem człowiek żyje. Przydałaby się też radość z wygranej.
33. Trzy delegacje w tym roku i trzy razy w trąbę z bagażem trzech bramek. Trzeba to zmienić.
34. Do zobaczenia na Radomiaku!
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.





























Najnowsze komentarze