Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Czy Kudła zagra z Cracovią?
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego spotkania GKS Katowice – Cracovia.
ekstraklasa.org – Gra czołówka
9. kolejkę 2025/2026 zaczynamy z przytupem. W piątek zagra lider, a także drużyny zajmujące trzecie, piąte i… piętnaste miejsce. Zobaczymy jedyne trzy drużyny, które zdobywają w tym sezonie średnio co najmniej 2 punkty/mecz.
GKS KATOWICE – CRACOVIA
SYTUACJA: GKS Katowice to jedyna drużyna, która zagra w piątek, która nie znajduje się obecnie w górnej połowie tabeli. Historycznie są jednak na podobnym poziomie co Cracovia. Te kluby, to sąsiedzi z tabeli wszechczasów (12. i 11. miejsce).
HISTORYCZNIE: Pozycja w tabeli nie napawa optymizmem kibiców z Katowic, ale historia rywalizacji z Cracovią – już tak. Ich drużyna wygrała 3 z 4 ostatnich meczów z tym rywalem, a 5 z 6 spotkań w roli gospodarza zachowała czyste konto.
POD LUPĄ – GOSPODARZE: Nadzieją GKS Katowice w tym sezonie jest Bartosz Nowak. To zawodnik, który oddał najwięcej strzałów celnych (13) i strzałów celnych zza pola karnego (9), a także wykonał najwięcej dośrodkowań (81).
POD LUPĄ – GOŚCIE: Cracovia nie trafiła na podium przypadkiem. Jej dobra forma zaczęła się już pod koniec poprzedniego sezonu: zdobyła 20 punktów w 9 ostatnich meczach w Ekstraklasie (2,22/mecz).
PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: GKS Katowice – 38,4%; Cracovia – 35,1%
CZY WIESZ, ŻE: 41,7% wszystkich goli między nimi padło w ich 2 poprzednich starciach (10, łącznie: 24 gole)
GKS KATOWICE: 27 punktów w 13 ostatnich meczach w roli gospodarza (śr. 2,08/mecz; 8 zwycięstw, 3 remisy, 2 porażki)
GKS KATOWICE: 14 z 16 ostatnich goli tej drużyny strzelili Polacy
GKS KATOWICE: 6 meczów z rzędu bez remisu (2 zwycięstwa, 4 porażki)
GKS KATOWICE: 3 zwycięstwa w 4 ostatnich meczach z Cracovią
CRACOVIA: Zdobyła 20 punktów w 9 ostatnich meczach w Ekstraklasie (2,22/mecz)
CRACOVIA: 7 punktów w 3 ostatnich meczach
CRACOVIA: Bez porażki w 3 z 4 ostatnich meczów na wyjeździe
CRACOVIA: Najwięcej goli strzelonych głową (4
Bilans: 12 meczów – 8 zwycięstw GKS Katowice, 2 remisy, 2 zwycięstwa Cracovii. Bramki: 15–9
Sąsiedzi w tabeli wszech czasów (GKS – 12. miejsce, Cracovia – 11. miejsce)
dziennizachodni.pl – Czy Dawid Kudła zagra z Cracovią? Rafał Górak: „Decyzja jest podjęta”
W piątek 19 września 2025 roku w meczu 9. kolejki PKO Ekstraklasy GKS Katowice zagra z Cracovią (godz. 18). GieKSa ostatnio przegrała z Lechią w Gdańsku 0:2, tracąc pierwszego gola po błędzie bramkarza Dawida Kudły. Trener Rafał Górak powiedział, że decyzja w kwestii gry Kudły z Cracovią została już podjęta.
Katowicki klub poinformował w czwartek przed południem, że na mecz z Cracovią sprzedano już 10,5 tysiąca biletów. Na Nowej Bukowej zagra zespół, który zajmuje 3. miejsce w tabeli. „Pasy” w siedmiu meczach zgromadziły 14 punktów. GKS w ośmiu spotkaniach zdobył 7 pkt.
– Gramy z bardzo dobrze zorganizowanym zespołem, będącym na mocnym rozpędzeniu, rzeczywiście mają bardzo mocne wejście w sezon. Analizujemy, przygotowujemy się do tego, aby te mocne rzeczy starać się zneutralizować, ale przede wszystkim poprawiać te rzeczy, które mamy. Słysząc o frekwencji i o tym, co nas czeka, mam nadzieję, że w swoim miejscu stworzymy dobre widowisko. Będziemy grać o zgarnięcie pełnej puli punktowej – mówi trener GieKSy Rafał Górak.
GKS Katowice o wiele lepiej spisuje się u siebie niż na wyjazdach. Trener Górak był spytany, czy ma diagnozę, z czego to wynika.
– Pewnie, że mam. Natomiast te najbliższe mecze gramy u siebie – z Cracovią i za chwilę Puchar Polski (z Wisłą Płock – red.) i dobrze byłoby kontynuować dobrą grę u siebie. Jeżeli będziemy kontynuować, to jestem przekonany, że punkty na wyjazdach również przyjdą. Wcale one nie są od nas tak daleko, jak pokazuje czysta matematyka. Cztery mecze i zero punktów – sprawa jest bezdyskusyjna, że to jest mało, ale ja widzę wiele rzeczy, które drużyna musi dogłębniej wykonywać i te punkty na wyjazdach przyjdą. Natomiast teraz bardzo mocna koncentracja na mecz u siebie, bo to jest rzecz najważniejsza – podkreślił Górak.
Cracovia ostatnio nie grała, bo jej mecz z Wisłą w Płocku został odwołany z powodu warunków atmosferycznych. Czy to coś zmieniło w przygotowaniach GieKSy na mecz z „Pasami”?
– Ja osobiście nie przepadam za przerwami w lidze, za wybiciem się z grania. Oczywiście, można wtedy pewne rzeczy troszkę poprawić, można dać nawet trochę odpocząć. Natomiast nie lubię dłuższych momentów, kiedy drużyna nie gra. Nie wiem w jaki sposób zareaguje na to Cracovia, tym bardziej, że nie jest to fajne, gdy wypadasz z gry z powodu warunków atmosferycznych. U nas to nie zmienia absolutnie nic, poza kwestią analityczną – uciekł nam fajny mecz, bo Cracovia miała grać z Wisłą Płock, a trzy naszej najbliższe mecze, to właśnie z tymi drużynami (z Wisłą Płock po Pucharze Polski nastąpi wyjazd w PKO Ekstraklasie – red.) – mówił trener GieKSy.
Bramkarz Dawid Kudła wystąpił we wszystkich meczach GKS-u w tym sezonie, ale z Lechią w Gdańsku popełnił błąd kosztujący zespół stratę gola. Czy trener Górak sadza na ławkę zawodników, po takich błędach, czy wręcz przeciwnie – daje szansę rehabilitacji?
– To sprawa analityczna. Decyzja co do zawodnika nigdy nie była u mnie zero-jedynkowa na zasadzie popełnienia ewentualnego błędu, który możemy nazywać dużym kiksem – niestety skończył się bramką. Zawodnicy mają to do siebie, że popełniają błędy. Nie ma zawodnika, który błędów by nie popełniał. Chodzi o to, aby dobrze przeanalizować całość i jednocześnie wejść w kwestię mentalną, psychologiczną, jeśli chodzi o gościa, któremu coś się przytrafiło, co na pewno łatwe dla niego nie jest. Przede wszystkim zawsze muszę być odpowiedzialny – patrzeć na dobro drużyny, dobro klubu, a jednocześnie mieć na uwadze też jego indywidualną osobę. Dawid jest osobą niesamowicie znaczącą dla naszego klubu i tak zostanie. Natomiast decyzja, czy zawodnik gra, czy siada na ławce rezerwowych, jest wypadkową wielu elementów. Decyzja, czy Dawid będzie bronił z Cracovią jest podjęta, zawodnicy na temat składu dowiedzą się tradycyjnie na trzy godziny przed meczem – stwierdził szkoleniowiec katowickiej drużyny.
W piątek przed kibicami GKS-u Katowice ma szansę zadebiutować Ilja Szkurin, który przyszedł z Legii Warszawa. Białoruski napastnik w meczu z Lechią w Gdańsku wszedł na boisko w 59. minucie. Podczas czwartkowego spotkania z dziennikarzami na Nowej Bukowej został spytany wprost, czy wie, że kibice oczekują od niego strzelania bramek.
– Zawsze od napastnika oczekuje się, że będzie strzelał. Jestem w tej samej pozycji – muszę strzelać. Wszystkie „dziewiątki” muszą strzelać. Też tego od siebie oczekuje, ale nie będę mówił o tym, co będzie, tylko patrzę na to, co tu i teraz. Pracuję i mam nadzieję, że te bramki przyjdą. W meczu z Lechią może nie do końca byłem zaadaptowany do tego wszystkiego, ale myślę, że na ten moment czuję się gotowy na 100 procent – powiedział Szkurin.
terazpasy.pl – Luka Elsner przed meczem z GKS-em Katowice: „Mieliśmy lepsze i gorsze momenty”
W piątek, 19 września, Cracovia zmierzy się na wyjeździe z GKS-em Katowice w ramach 9. kolejki PKO Ekstraklasy. Trener Luka Elsner w rozmowie z dziennikarzami zaznaczył, że od swojej drużyny oczekuje pełnego zaangażowania, a następnie odniósł się do konsekwencji odwołanego meczu w Płocku, siły i atutów katowiczan, kwestii budowania zespołu oraz możliwych rotacji w składzie. Mówił także o swoich pierwszych wnioskach z pracy w Cracovii oraz o postępach w nauce języka polskiego.
– Mamy wysokie oczekiwania wobec naszej drużyny w nadchodzącym meczu, bo od dłuższego czasu nie graliśmy spotkania o stawkę. Nasza głowa i nasze chęci muszą być widoczne na każdym kroku w Katowicach – podkreślił szkoleniowiec.
Pierwsze pytania dotyczyły wydarzeń sprzed kilku dni, gdy z powodu ulewy nie doszło do meczu z Wisłą Płock. Spowodowało to zmianę mikrocyklu, ale trener zaznaczył, że nie chce z tego powodu szukać wymówek.
– Po odwołaniu meczu w Płocku wzięliśmy na siebie odpowiedzialność za tę sytuację i podjęliśmy działania reorganizacyjne, by w pełni skupić się na meczu w Katowicach – mówił. Jak dodał, niecodzienne okoliczności wymagały szybkiej reakcji. – Zmieniliśmy mikrocykl, zaplanowaliśmy trening od razu na kolejny dzień i cały czas pracujemy nad przygotowaniami. Uważam, że w Płocku podjęto jedyną racjonalną decyzję. Dawno nie spotkałem się z czymś podobnym, ale musimy być gotowi, by poradzić sobie w każdej sytuacji – nieważne, jak trudna czy zaskakująca by była.
O rywalu z Katowic: „To dobrze zorganizowany zespół”
Pytany o najbliższego przeciwnika, Luka Elsner mówił o GKS-ie, który obecnie zajmuje 15. miejsce w tabeli, z dużym szacunkiem.
– To dobrze zorganizowany zespół, widać rękę trenera Rafała Góraka i jego pomysł na grę. Jeśli spojrzeć na ich formę u siebie, to plasują się w środku tabeli, a do tego są bardzo groźni przy stałych fragmentach – ocenił.
goal.pl – GKS Katowice – Cracovia
[…] GKS Katowice i Cracovia to drużyny, które obecnie znajdują się w zupełnie różnych położeniach. Ekipa prowadzona przez Rafała Góraka skupia się na jak najszybszym oddaleniu od strefy spadkowej, podczas gdy krakowianie celują w najwyższe cele.
Przed piątkowym starciem obie drużyny dzieli różnica siedmiu punktów. Cracovia ma 14 oczek i plasuje się na trzecim miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Tymczasem ekipa z Katowic zajmuje 15. pozycję.
Krakowski zespół przystąpi do potyczki po serii trzech spotkań bez przegranej. W tych meczach Cracovia zdobyła siedem punktów, wygrywając dwa razy i raz remisując. Z kolei GieKSa w trzech ostatnich starciach dwukrotnie schodziła z placu gry na tarczy, a w jednym spotkaniu przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę.
W ostatnim czasie w meczach z udziałem obu ekip padały bramki, więc można spodziewać się, że w tej rywalizacji również nie zabraknie goli. Istnieje spora szansa, że padną co najmniej trzy bramki.
Zespół z Katowic podejdzie do piątkowej potyczki, chcąc podnieść się po porażce z Lechią Gdańsk (0:2). Wcześniej natomiast GKS wygrał z Radomiakiem (3:2). Ogólnie w roli gospodarza Trójkolorowi są bez przegranej od trzech spotkań. W nich GieKSa zaliczyła dwa zwycięstwa i remis.
Tymczasem ekipa dowodzona przez Lukę Elsnera jest bez porażki od 15 sierpnia. W ostatnich trzech spotkaniach ligowych Cracovia wygrała w dwóch meczach i raz zremisowała. Na wyjazdach krakowianie natomiast nie dali rady zwyciężyć w żadnych z dwóch ostatnich meczów.
W tym roku obie ekipy miały już okazję rywalizować w maju jeszcze w ramach poprzedniej kampanii. GieKSa była wówczas górą, wygrywając jednym golem (2:1). Ogólnie w czterech ostatnich spotkaniach między zespołami każdy z drużyn zaliczyła po dwa zwycięstwa.
Oba zespoły przystąpią do rywalizacji osłabione. U gospodarzy nie będzie mógł wystąpić Aleksander Paluszek. Z kolei w ekipie z Krakowa zabraknie Kamila Glika czy Ajdina Hasicia.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.
Felietony Piłka nożna
Brzmi jak marzenie
Jutro przyjdzie nam się zmierzyć w jednym z najważniejszych pojedynków w nowej historii GieKSy. Równać się może z tym chyba tylko pojedynek z Arką w Gdyni, który choć co prawda był zwykłym pojedynkiem ligowym – to fakt grania w ostatniej kolejce i zależności pomiędzy wynikiem, a awansem jednej z tych drużyn sprawiał, że był to po prostu istny finał sezonu. Arka była wówczas jak Brazylia w 1950, kiedy to w finale na Maracanie wystarczał Kanarkom remis. GieKSa wcieliła się w rolę Urugwaju, który musiał wygrać. I wygrał.
Od tamtego czasu GieKSa gra z dobrym skutkiem w ekstraklasie. I mimo, że jest to „nasza Liga Mistrzów”, to jednak rozgrywamy w niej powszednie mecze ligowe. Fakt, że wiele z nich to są piłkarskie i kibicowskie święta, ale pod względem ważności – są one zwykłymi meczami w najbliższej lidze. Jutro czeka nas mecz niezwykły. Mecz decydujący o czymś, o czym jeszcze niedawno jedynie mogliśmy marzyć w jakichś iluzorycznych majakach. Teraz Katowiczanie stają przed realną szansą. Szansą gry na Stadionie Narodowym o jedno z dwóch najważniejszych trofeów w polskiej piłce.
Zadanie jawi się z jednej strony jako bardzo trudne. Zagramy w końcu z jedną z najlepszych drużyn w ekstraklasie, z ekipą, która świetnie sobie radziła w europejskich pucharach. Stworzony przez Marka Papszuna Raków, pokonując podobne szczeble co GKS, stał się niespodziewanie klubem i drużyną na regularne podium. Byli mistrzem i zdobywcą pucharu.
Z drugiej strony jednak patrząc na ostatnią formę Rakowa, nie jest to drużyna nie do pokonania. Dalej ma bardzo dobrych zawodników, ale coś w tym zespole na wiosnę nie gra. Drużyna nie punktuje należycie, gra jest niemrawa. Na ten moment trener Tomczyk nie wniósł do tego zespołu czegoś mocnego i widocznego. Zadanie po Marku Papszunie miał trudne, ale mimo wszystko – Raków gra przeciętnie.
Dlatego jakbym miał zakwalifikować ten mecz, to powiedziałbym, że Raków jest faworytem, ale nie murowanym. Dałbym w szansach takie 65-35. Pamiętajmy też, że może być remis, a o wszystkim mogą decydować rzuty karne.
Od czasu awansu do ekstraklasy z Rakowem rozegraliśmy cztery mecze, z czego trzy przegraliśmy po 0:1. Nie był to jednak jakieś bardzo słabe spotkania w wykonaniu GieKSy. Najsłabszy był chyba mecz z 1. kolejki obecnego sezonu na Nowej Bukowej. Ale już w poprzednim sezonie u siebie i w grudniu w bieżącym na wyjeździe – to był już spotkania, które porażkami wcale się zakończyć nie musiały.
No dali nam przykład Katowiczanie, jak w Częstochowie zwyciężać mamy, w poprzednim sezonie. Po bardzo dobrym meczu GieKSa wygrała wówczas przy Limanowskiego 2:1. A Raków przecież wtedy był w dużo lepszej formie.
Mamy nadzieję, że zespół już się oswoił z meczami na wyjeździe z wielkimi. Dotychczas wyjąwszy wspomniany mecz z Rakowem, przegrywaliśmy. Na Legii, Lechu czy Jadze. Czas ten trend odwrócić, a szansa ku temu jest bardzo dobra, bo oprócz Rakowa, za chwilę gramy przecież przy Bułgarskiej.
Półfinał Pucharu Polski… Brzmi jak marzenie. Na razie nie ma co myśleć, co dalej. Trzeba się mocno skupić na czwartkowym meczu i po prostu realizować swój plan jak najlepiej. GieKSa to potrafi – pokazała to z Wisłą Płock. Niezależnie czy jest to oddanie piłki czy gra z nią. Ważne, żeby taktyka była dobrze dobrana i realizowana.
Ostatnim raz na tym szczeblu graliśmy 22 lata temu. Ponad dwie dekady. Tyle czasu nie znaczyliśmy nic w Pucharze Polski. Teraz GieKSa jest w najlepszej czwórce. Z nadzieją na więcej.


Najnowsze komentarze