Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Czy Kudła zagra z Cracovią?
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego spotkania GKS Katowice – Cracovia.
ekstraklasa.org – Gra czołówka
9. kolejkę 2025/2026 zaczynamy z przytupem. W piątek zagra lider, a także drużyny zajmujące trzecie, piąte i… piętnaste miejsce. Zobaczymy jedyne trzy drużyny, które zdobywają w tym sezonie średnio co najmniej 2 punkty/mecz.
GKS KATOWICE – CRACOVIA
SYTUACJA: GKS Katowice to jedyna drużyna, która zagra w piątek, która nie znajduje się obecnie w górnej połowie tabeli. Historycznie są jednak na podobnym poziomie co Cracovia. Te kluby, to sąsiedzi z tabeli wszechczasów (12. i 11. miejsce).
HISTORYCZNIE: Pozycja w tabeli nie napawa optymizmem kibiców z Katowic, ale historia rywalizacji z Cracovią – już tak. Ich drużyna wygrała 3 z 4 ostatnich meczów z tym rywalem, a 5 z 6 spotkań w roli gospodarza zachowała czyste konto.
POD LUPĄ – GOSPODARZE: Nadzieją GKS Katowice w tym sezonie jest Bartosz Nowak. To zawodnik, który oddał najwięcej strzałów celnych (13) i strzałów celnych zza pola karnego (9), a także wykonał najwięcej dośrodkowań (81).
POD LUPĄ – GOŚCIE: Cracovia nie trafiła na podium przypadkiem. Jej dobra forma zaczęła się już pod koniec poprzedniego sezonu: zdobyła 20 punktów w 9 ostatnich meczach w Ekstraklasie (2,22/mecz).
PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: GKS Katowice – 38,4%; Cracovia – 35,1%
CZY WIESZ, ŻE: 41,7% wszystkich goli między nimi padło w ich 2 poprzednich starciach (10, łącznie: 24 gole)
GKS KATOWICE: 27 punktów w 13 ostatnich meczach w roli gospodarza (śr. 2,08/mecz; 8 zwycięstw, 3 remisy, 2 porażki)
GKS KATOWICE: 14 z 16 ostatnich goli tej drużyny strzelili Polacy
GKS KATOWICE: 6 meczów z rzędu bez remisu (2 zwycięstwa, 4 porażki)
GKS KATOWICE: 3 zwycięstwa w 4 ostatnich meczach z Cracovią
CRACOVIA: Zdobyła 20 punktów w 9 ostatnich meczach w Ekstraklasie (2,22/mecz)
CRACOVIA: 7 punktów w 3 ostatnich meczach
CRACOVIA: Bez porażki w 3 z 4 ostatnich meczów na wyjeździe
CRACOVIA: Najwięcej goli strzelonych głową (4
Bilans: 12 meczów – 8 zwycięstw GKS Katowice, 2 remisy, 2 zwycięstwa Cracovii. Bramki: 15–9
Sąsiedzi w tabeli wszech czasów (GKS – 12. miejsce, Cracovia – 11. miejsce)
dziennizachodni.pl – Czy Dawid Kudła zagra z Cracovią? Rafał Górak: „Decyzja jest podjęta”
W piątek 19 września 2025 roku w meczu 9. kolejki PKO Ekstraklasy GKS Katowice zagra z Cracovią (godz. 18). GieKSa ostatnio przegrała z Lechią w Gdańsku 0:2, tracąc pierwszego gola po błędzie bramkarza Dawida Kudły. Trener Rafał Górak powiedział, że decyzja w kwestii gry Kudły z Cracovią została już podjęta.
Katowicki klub poinformował w czwartek przed południem, że na mecz z Cracovią sprzedano już 10,5 tysiąca biletów. Na Nowej Bukowej zagra zespół, który zajmuje 3. miejsce w tabeli. „Pasy” w siedmiu meczach zgromadziły 14 punktów. GKS w ośmiu spotkaniach zdobył 7 pkt.
– Gramy z bardzo dobrze zorganizowanym zespołem, będącym na mocnym rozpędzeniu, rzeczywiście mają bardzo mocne wejście w sezon. Analizujemy, przygotowujemy się do tego, aby te mocne rzeczy starać się zneutralizować, ale przede wszystkim poprawiać te rzeczy, które mamy. Słysząc o frekwencji i o tym, co nas czeka, mam nadzieję, że w swoim miejscu stworzymy dobre widowisko. Będziemy grać o zgarnięcie pełnej puli punktowej – mówi trener GieKSy Rafał Górak.
GKS Katowice o wiele lepiej spisuje się u siebie niż na wyjazdach. Trener Górak był spytany, czy ma diagnozę, z czego to wynika.
– Pewnie, że mam. Natomiast te najbliższe mecze gramy u siebie – z Cracovią i za chwilę Puchar Polski (z Wisłą Płock – red.) i dobrze byłoby kontynuować dobrą grę u siebie. Jeżeli będziemy kontynuować, to jestem przekonany, że punkty na wyjazdach również przyjdą. Wcale one nie są od nas tak daleko, jak pokazuje czysta matematyka. Cztery mecze i zero punktów – sprawa jest bezdyskusyjna, że to jest mało, ale ja widzę wiele rzeczy, które drużyna musi dogłębniej wykonywać i te punkty na wyjazdach przyjdą. Natomiast teraz bardzo mocna koncentracja na mecz u siebie, bo to jest rzecz najważniejsza – podkreślił Górak.
Cracovia ostatnio nie grała, bo jej mecz z Wisłą w Płocku został odwołany z powodu warunków atmosferycznych. Czy to coś zmieniło w przygotowaniach GieKSy na mecz z „Pasami”?
– Ja osobiście nie przepadam za przerwami w lidze, za wybiciem się z grania. Oczywiście, można wtedy pewne rzeczy troszkę poprawić, można dać nawet trochę odpocząć. Natomiast nie lubię dłuższych momentów, kiedy drużyna nie gra. Nie wiem w jaki sposób zareaguje na to Cracovia, tym bardziej, że nie jest to fajne, gdy wypadasz z gry z powodu warunków atmosferycznych. U nas to nie zmienia absolutnie nic, poza kwestią analityczną – uciekł nam fajny mecz, bo Cracovia miała grać z Wisłą Płock, a trzy naszej najbliższe mecze, to właśnie z tymi drużynami (z Wisłą Płock po Pucharze Polski nastąpi wyjazd w PKO Ekstraklasie – red.) – mówił trener GieKSy.
Bramkarz Dawid Kudła wystąpił we wszystkich meczach GKS-u w tym sezonie, ale z Lechią w Gdańsku popełnił błąd kosztujący zespół stratę gola. Czy trener Górak sadza na ławkę zawodników, po takich błędach, czy wręcz przeciwnie – daje szansę rehabilitacji?
– To sprawa analityczna. Decyzja co do zawodnika nigdy nie była u mnie zero-jedynkowa na zasadzie popełnienia ewentualnego błędu, który możemy nazywać dużym kiksem – niestety skończył się bramką. Zawodnicy mają to do siebie, że popełniają błędy. Nie ma zawodnika, który błędów by nie popełniał. Chodzi o to, aby dobrze przeanalizować całość i jednocześnie wejść w kwestię mentalną, psychologiczną, jeśli chodzi o gościa, któremu coś się przytrafiło, co na pewno łatwe dla niego nie jest. Przede wszystkim zawsze muszę być odpowiedzialny – patrzeć na dobro drużyny, dobro klubu, a jednocześnie mieć na uwadze też jego indywidualną osobę. Dawid jest osobą niesamowicie znaczącą dla naszego klubu i tak zostanie. Natomiast decyzja, czy zawodnik gra, czy siada na ławce rezerwowych, jest wypadkową wielu elementów. Decyzja, czy Dawid będzie bronił z Cracovią jest podjęta, zawodnicy na temat składu dowiedzą się tradycyjnie na trzy godziny przed meczem – stwierdził szkoleniowiec katowickiej drużyny.
W piątek przed kibicami GKS-u Katowice ma szansę zadebiutować Ilja Szkurin, który przyszedł z Legii Warszawa. Białoruski napastnik w meczu z Lechią w Gdańsku wszedł na boisko w 59. minucie. Podczas czwartkowego spotkania z dziennikarzami na Nowej Bukowej został spytany wprost, czy wie, że kibice oczekują od niego strzelania bramek.
– Zawsze od napastnika oczekuje się, że będzie strzelał. Jestem w tej samej pozycji – muszę strzelać. Wszystkie „dziewiątki” muszą strzelać. Też tego od siebie oczekuje, ale nie będę mówił o tym, co będzie, tylko patrzę na to, co tu i teraz. Pracuję i mam nadzieję, że te bramki przyjdą. W meczu z Lechią może nie do końca byłem zaadaptowany do tego wszystkiego, ale myślę, że na ten moment czuję się gotowy na 100 procent – powiedział Szkurin.
terazpasy.pl – Luka Elsner przed meczem z GKS-em Katowice: „Mieliśmy lepsze i gorsze momenty”
W piątek, 19 września, Cracovia zmierzy się na wyjeździe z GKS-em Katowice w ramach 9. kolejki PKO Ekstraklasy. Trener Luka Elsner w rozmowie z dziennikarzami zaznaczył, że od swojej drużyny oczekuje pełnego zaangażowania, a następnie odniósł się do konsekwencji odwołanego meczu w Płocku, siły i atutów katowiczan, kwestii budowania zespołu oraz możliwych rotacji w składzie. Mówił także o swoich pierwszych wnioskach z pracy w Cracovii oraz o postępach w nauce języka polskiego.
– Mamy wysokie oczekiwania wobec naszej drużyny w nadchodzącym meczu, bo od dłuższego czasu nie graliśmy spotkania o stawkę. Nasza głowa i nasze chęci muszą być widoczne na każdym kroku w Katowicach – podkreślił szkoleniowiec.
Pierwsze pytania dotyczyły wydarzeń sprzed kilku dni, gdy z powodu ulewy nie doszło do meczu z Wisłą Płock. Spowodowało to zmianę mikrocyklu, ale trener zaznaczył, że nie chce z tego powodu szukać wymówek.
– Po odwołaniu meczu w Płocku wzięliśmy na siebie odpowiedzialność za tę sytuację i podjęliśmy działania reorganizacyjne, by w pełni skupić się na meczu w Katowicach – mówił. Jak dodał, niecodzienne okoliczności wymagały szybkiej reakcji. – Zmieniliśmy mikrocykl, zaplanowaliśmy trening od razu na kolejny dzień i cały czas pracujemy nad przygotowaniami. Uważam, że w Płocku podjęto jedyną racjonalną decyzję. Dawno nie spotkałem się z czymś podobnym, ale musimy być gotowi, by poradzić sobie w każdej sytuacji – nieważne, jak trudna czy zaskakująca by była.
O rywalu z Katowic: „To dobrze zorganizowany zespół”
Pytany o najbliższego przeciwnika, Luka Elsner mówił o GKS-ie, który obecnie zajmuje 15. miejsce w tabeli, z dużym szacunkiem.
– To dobrze zorganizowany zespół, widać rękę trenera Rafała Góraka i jego pomysł na grę. Jeśli spojrzeć na ich formę u siebie, to plasują się w środku tabeli, a do tego są bardzo groźni przy stałych fragmentach – ocenił.
goal.pl – GKS Katowice – Cracovia
[…] GKS Katowice i Cracovia to drużyny, które obecnie znajdują się w zupełnie różnych położeniach. Ekipa prowadzona przez Rafała Góraka skupia się na jak najszybszym oddaleniu od strefy spadkowej, podczas gdy krakowianie celują w najwyższe cele.
Przed piątkowym starciem obie drużyny dzieli różnica siedmiu punktów. Cracovia ma 14 oczek i plasuje się na trzecim miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Tymczasem ekipa z Katowic zajmuje 15. pozycję.
Krakowski zespół przystąpi do potyczki po serii trzech spotkań bez przegranej. W tych meczach Cracovia zdobyła siedem punktów, wygrywając dwa razy i raz remisując. Z kolei GieKSa w trzech ostatnich starciach dwukrotnie schodziła z placu gry na tarczy, a w jednym spotkaniu przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę.
W ostatnim czasie w meczach z udziałem obu ekip padały bramki, więc można spodziewać się, że w tej rywalizacji również nie zabraknie goli. Istnieje spora szansa, że padną co najmniej trzy bramki.
Zespół z Katowic podejdzie do piątkowej potyczki, chcąc podnieść się po porażce z Lechią Gdańsk (0:2). Wcześniej natomiast GKS wygrał z Radomiakiem (3:2). Ogólnie w roli gospodarza Trójkolorowi są bez przegranej od trzech spotkań. W nich GieKSa zaliczyła dwa zwycięstwa i remis.
Tymczasem ekipa dowodzona przez Lukę Elsnera jest bez porażki od 15 sierpnia. W ostatnich trzech spotkaniach ligowych Cracovia wygrała w dwóch meczach i raz zremisowała. Na wyjazdach krakowianie natomiast nie dali rady zwyciężyć w żadnych z dwóch ostatnich meczów.
W tym roku obie ekipy miały już okazję rywalizować w maju jeszcze w ramach poprzedniej kampanii. GieKSa była wówczas górą, wygrywając jednym golem (2:1). Ogólnie w czterech ostatnich spotkaniach między zespołami każdy z drużyn zaliczyła po dwa zwycięstwa.
Oba zespoły przystąpią do rywalizacji osłabione. U gospodarzy nie będzie mógł wystąpić Aleksander Paluszek. Z kolei w ekipie z Krakowa zabraknie Kamila Glika czy Ajdina Hasicia.
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.
-
Sponsorzy 6 dni temuPeszko o mundialu: “Trzeba tylko wstać rano!”. Miliony do zgarnięcia u naszego sponsora!
-
Sponsorzy 2 tygodnie temuMówią, że nie da się obejrzeć wszystkiego na tym turnieju?
-
Felietony 5 dni temuJednym okiem na „Okiem rywala”
-
Piłka nożna 2 tygodnie temuSzymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy


Najnowsze komentarze