Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Ostatni moment na wyjście z kryzysu
Niemal prosto z Łodzi jedziemy do Niecieczy, gdzie czeka nas trudny i ważny dla układu ligowej tabeli sprawdzian. Będące w dołku Słoniki szukają przełamania i pierwszego zwycięstwa u siebie, my natomiast będziemy chcieli potwierdzić zwyżkę formy kolejnym zwycięstwem – a byłaby to seria dawno w Katowicach nieoglądana. Przed meczem z Bruk-Betem o ocenę formy rywala zapytaliśmy redaktora Michała Trelę, który będzie komentował piątkowe spotkanie w Niecieczy na antenie Canal+.
Bruk-Bet jest jednym z zespołów, które siedzą okrakiem gdzieś pomiędzy Ekstraklasą a pierwszą ligą. Czy przed tym sezonem zrobiono w Niecieczy coś więcej, aby przechylić szalę w stronę najwyższej klasy rozgrywkowej?
Wydawało mi się, że tak, a największe nadzieje wiązałem z osobą trenera Marcina Brosza. Uważałem, że po raz pierwszy Bruk-Bet ma tak dobrego szkoleniowca, który zagwarantuje odpowiedni poziom. Pierwsze kolejki utwierdzały mnie w tym przekonaniu, natomiast dziś, patrząc w jaki dołek wpadł zespół, powiedziałbym już, że w lecie nie zrobiono w Niecieczy wystarczająco dużo. Trener to jedno, jednak jeśli chodzi o wzmocnienie kadry, to w mojej opinii przespano nie tyle okno transferowe, co jego końcówkę, kiedy na rynku pojawiają się zawodnicy wcześniej niedostępni. Tutaj zabrakło dołożenia jakości do drużyny, tym bardziej że zaczynało być widać, że jakości, a zwłaszcza szerokości kadry może brakować.
O nadziejach na dobrą postawę Słoników w Ekstraklasie mówisz w czasie przeszłym. Aż tak nisko oceniasz ich szanse na wygrzebanie się z obecnego kryzysu?
Jeszcze nie czas na oceny, że Bruk-Bet spadnie, czy wręcz spadnie z hukiem. To, że ostatnio przegrywają mecz za meczem, nie mogą zapunktować za trzy od początku sierpnia, to niewątpliwie dołek. Na pewno mogą grać lepiej, natomiast wcześniej wydawało mi się, że będą w stanie zagrać spokojny sezon na miarę środka tabeli w stylu zeszłorocznej GieKSy. O tym można już mówić w czasie przeszłym, bo ta prognoza sprzed sezonu jest jednak nietrafiona. Bruk-Bet być może utrzyma się w lidze, ale nawet jeśli się to uda, to po ciężkiej walce.
Podstawy do optymizmu były, szczególnie patrząc na początek sezonu w wykonaniu Bruk-Betu.
Jeszcze w czwartej kolejce udało się, wprawdzie dość szczęśliwie, ale wygrać z Górnikiem w Zabrzu, a wcześniej był remis z Pogonią i porażka w Krakowie, więc początek był naprawdę niezły. Przede wszystkim jednak wygrana w Białymstoku była spektakularna – już tamtego wieczoru 4:0 dla Słoni było wynikiem szokującym, natomiast patrząc z perspektywy kolejnych 2-3 miesięcy jest on jeszcze bardziej szokujący ze względu na miejsce, w jakim dziś znajdują się oba kluby. Myślę, że do końca sezonu nie wydarzy się już w Ekstraklasie mecz, który bardziej wymykałby się logice. Niestety, Bruk-Bet nie poszedł za ciosem, a nie ułatwiał mu tego terminarz: na początku sezonu miał u siebie bardzo wymagających rywali, dlatego punkty zdobywa raczej na wyjazdach. Pogoń, Raków, Lech, rozpędzona Korona – u siebie niecieczanie zderzyli się ze ścianą. Gdyby trafili na rywali bardziej w swoim zasięgu, to być może początkowy entuzjazm związany z awansem udałoby się utrzymać dłużej. Tymczasem dość płynnie przeszli od euforii do kryzysu i to dość poważnego.
Czy Bruk-Bet Termalica to klub bez presji?
Nie powiedziałbym. Oczywiście, że presja trybun, mediów itd. nie jest taka jak w innych klubach. Widzieliśmy wprawdzie obrazki z trybun podczas meczu z Zagłębiem, gdzie kibice wieszali transparenty, ale traktujemy to raczej z przymrużeniem oka. Takiej presji raczej nie ma, natomiast jeśli chodzi o presję ze strony właścicieli, którzy w zasadzie „są klubem”, to ona jest i to dość duża. Państwo Witkowscy nie będą zadowalać się trwaniem w Ekstraklasie, a tym bardziej jeśli wchodzą do elity i przegrywają. Wewnątrz klubu jest realne ciśnienie, może nawet większe niż gdzie indziej, gdzie nie mija się na co dzień właściciela na klubowych korytarzach.
Wspomniane transparenty wyrażały poparcie dla Marcina Brosza. Czy to sygnał, że krzesło pod trenerem robi się gorące?
Nie miałem takich sygnałów, a będąc w Niecieczy słyszałem raczej o tonowaniu nastrojów. Na początku października, jeszcze przed meczem z Widzewem dawano do zrozumienia, że czas prawdy nadejdzie pomiędzy kolejnymi przerwami na kadrę, a więc w obecnym momencie: seria meczów z Wisłą Płock, Zagłębiem, GieKSą i Legią. Jeśli po tych meczach nie uda się wyjść z kryzysu, to będzie to sygnał alarmowy. Bruk-Bet ma już za sobą porażkę w Płocku i remis z Miedziowymi – zostaje GieKSa u siebie i wyjazd do Warszawy, gdzie da się wygrać, ale raczej nie ma tego w przedmeczowych kalkulacjach. Tym samym mecz z GKS-em to ostatni moment, aby wyjść z kryzysu. Po spotkaniu z Wisłą pojawiły się doniesienia, że Bruk-Bet rozgląda się na trenerskim rynku, stąd wyprzedzająca reakcja fanów Słoników. Osobiście nie dotarły do mnie sygnały, że temat zmiany trenera jest poważny, natomiast zbyt długo przyglądam się naszej lidze, aby nie zauważyć, że jeśli drużyna przegrywa tydzień w tydzień i to raczej w kiepskim stylu, to w każdym klubie właściciele biorą pod uwagę możliwość zmiany na stanowisku trenera.
Jak w tym kontekście ocenisz cierpliwość Danuty Witkowskiej w skali od jeden do Józefa Wojciechowskiego?
Byłaby blisko Józefa Wojciechowskiego, ale nie bardzo blisko. To podejście w Niecieczy trochę się zmienia, bo były czasy w niższych ligach, kiedy trenerzy pracowali tam przez całe lata. W pierwszej lidze z tą cierpliwością bywało nieźle, za to w Ekstraklasie już zdecydowanie gorzej. Państwo Witkowscy potrafią czasem zareagować w emocjach, natomiast im dłużej są w piłce, tym bardziej są cierpliwi i wydaje mi się, że jeszcze o żadnym trenerze nie mówiło się w Niecieczy w taki sposób, jak teraz mówi się o Marcinie Broszu. Więc jeśli ktoś ma mieć od nich kredyt zaufania, to właśnie on.
Kibice większych klubów często krytycznie wypowiadają się o zespołach takich jak Bruk-Bet w kontekście ich obecności w najwyższej lidze. Czy Słonie mogą wnieść coś nowego do Ekstraklasy?
Cały czas wydaje mi się, że mogą, choć jeszcze tego nie zrobili. Dobrze, jeśli w każdej lidze jest miejsce dla klubu, który z jednej strony nie zawsze bije się o czołowe lokaty, a z drugiej nie toczy dramatycznej walki o utrzymanie. W takich warunkach można coś zbudować, a myśląc na kilka lat do przodu skupić się na wprowadzaniu czy to wychowanków – choć w przypadku Niecieczy jest to raczej trudne – czy młodych polskich piłkarzy pozyskanych z innych klubów. Trener Brosz pasuje do takiego pomysłu na klub, a mając bogatego właściciela można czasem nieco przepłacić za zdolnego piłkarza. Naturalnym odniesieniem dla Bruk-Betu jest niemiecki Hoffenheim, które pokazuje, że taki klub może być pożyteczny dla całej ligi.
W tekście na temat Bruk-Betu opublikowanym na Weszło postawiłeś tezę, że sama obecność w elicie nie jest szczytem ambicji właścicieli, natomiast dotychczasowe niepowodzenia w zderzeniu z Ekstraklasą nie wynikały z braku chęci czy środków, lecz wyłącznie z niedostatecznego know-how. Czy twoim zdaniem w tym kontekście wyciągnięto wnioski z poprzednich sezonów?
Najważniejszym wnioskiem jest fakt, że tym razem mają trenera, który ma dość dużą władzę i mocną pozycję w klubie, a przede wszystkim trenerskie know-how. Wiemy jednak dobrze, że Ekstraklasa poszła mocno do przodu i trudno dziś opierać klub na jednej osobie. Dlatego to nadal jest problem w Niecieczy, choć być może już w mniejszym stopniu niż w poprzednich latach.
We wspomnianym artykule zwróciłeś uwagę, że Bruk-Bet awansował do Ekstraklasy niejako siłą rozpędu po rewelacyjnej rundzie jesiennej, a wiosną nie było już tak dobrze. Tymczasem za awansem nie poszła znacząca przebudowa kadrowa zespołu.
Niestety, jest to problem powtarzający się w Niecieczy – zbyt duża wiara w to, że co wystarczyło na 1. Ligę, wystarczy też w Ekstraklasie. Już po awansie słyszałem głosy z okolic szatni, że przed nowym sezonem potrzeba będzie wielu wzmocnień. Tymczasem znowu jest tak, że Bruk-Bet musiał się zderzyć z Ekstraklasą, przegrać kilka meczów, aby właściciele zobaczyli na własne oczy, że obecna kadra to za mało i dopiero w zimie nastąpi korekta. Tak było trzy lata temu, ale wtedy okazało się za późno. Dlatego kluczowy dla Słoni jest czas do zimy, który zadecyduje, czy w przerwie będziemy mieli do czynienia z paniczną akcją ratunkową, czy też widoki na utrzymanie będą bardziej realne.
Analizując tabelę rzuca się w oczy, że Bruk-Bet traci najwięcej bramek w lidze, zaraz po Lechii. Defensywa jest dziś największym problemem Słoni?
Zdecydowanie tak, bo nawet w słabszych meczach, jak na przykład w Płocku, zwykle są w stanie zdobyć gola. Gdyby byli takim beniaminkiem, który trafia i potrafi się zamurować, to ich sytuacja w tabeli byłaby zupełnie inna. Niestety dla nich, a dobrze dla postronnych widzów, ich mecze dobrze się ogląda, bo zawsze idą na wymianę ciosów, grając wysokim pressingiem. Wydaje mi się jednak, że jest to podejście zbyt ambitne na tę kadrę, dlatego często brakuje jakości z tyłu. Taki styl gry jest bardzo energetyczny, dlatego nawet jeśli wychodzą na prowadzenie, to często nie dowożą korzystnego wyniku.
Jak wspomniałeś, nie jest tak źle ze skutecznością Niecieczy. Nie ma jednak wyraźnego lidera, a trafienia rozkładają sie na kilku graczy. Kto ciągnie do przodu ofensywę Bruk-Betu?
Moim zdaniem wyraźny lider jest, natomiast nie chodzi tu o liczbę goli. Ofensywa opiera się mocno na Kamilu Zapolniku, do którego trafia większość długich piłek. Jest to typ napastnika, który świetnie gra tyłem do bramki i potrafi się utrzymać przy piłce, podczas gdy reszta partnerów doskakuje pressingiem do przeciwnika. Dla stylu gry Bruk-Betu Zapolnik jest niezbędny, choć w golach tego nie widać. Widać za to duży spadek jakości gry, gdy Zapolnika z przodu nie ma.
Czy znany z Górnika Jesús Jiménez jest najlepszym letnim transferem w Niecieczy?
Nie powiedziałbym. Wprawdzie dorzucił coś do ofensywnego dorobku drużyny, ale biorąc pod uwagę oczekiwania i to, jak pamiętamy go z Ekstraklasy, to mimo wszystko jest rozczarowaniem. Jako najlepszy transfer wskazałbym raczej Sergio Guerrero, który wskoczył do pierwszej jedenastki kosztem Rafała Kurzawy, który wydawał sie być pewniakiem. Jak dotąd wygląda przyzwoicie i na tle pozostałych ruchów transferowych zdecydowanie się wyróżnia.
Stadion w Niecieczy zdecydowanie nie jest twierdzą w tym sezonie. Jest to pewien handicap dla GieKSy, która wreszcie przełamała się na wyjazdach?
Myślę, że tak, choć analizując tę statystykę brałbym jednak pod uwagę poziom rywali, z jakimi gospodarzom przyszło się mierzyć w Niecieczy. Większość jest lub aspiruje do ligowej czołówki, a niewiele było meczów z rywalami, na których Bruk-Bet musi szukać punktów, jeśli poważnie myśli o utrzymaniu. Mecz z GKS-em jest właśnie jednym z takich pojedynków.
Oba zespoły w tabeli dzieli niewiele, natomiast obecna forma GieKSy zdaje się być rosnąca. To raczej zła wiadomość dla gospodarzy.
W Niecieczy doskonale zdają sobie sprawę, że w piątek nie będzie łatwo. Sytuacja Bruk-Betu jest o tyle trudna, że w większości meczów nie są faworytem – być może byli w Gliwicach, ale tam też przegrali. Dlatego jeśli mają punktować, to właśnie u siebie z GKS-em, który raczej ma mocniejszą kadrę, ale ta różnica nie jest aż tak duża jak w przypadku czołówki Ekstraklasy. Potem może być jeszcze trudniej.
Sam GKS zbierał wiele pochwał za postawę w roli beniaminka. Obecnie jest nieco gorzej, a jaka jest twoja ocena? W ubiegłym sezonie graliśmy ponad stan i dziś równamy do średniej czy też jesteśmy w stanie nawiązać do formy z poprzednich rozgrywek?
Wynik GieKSy w ubiegłym sezonie mógł być nieco powyżej realnych możliwości – środek tabeli jak najbardziej, ale to jednak była górna połowa, co niewątpliwie było zaskoczeniem. Teraz z kolei jest trochę za nisko, ale w miarę upływu sezonu GKS prawdopodobnie będzie równał do środka. Osobiście oceniam potencjał GieKSy na miejsca 9-11 i moim zdaniem macie szansę na sezon bez walki o utrzymanie. Mimo że początek mieliście trudny, to miałem poczucie, że transfery były sensowne, bo okazji szukano w zawodnikach, których sam ceniłem i coś w nich widziałem, a czas i zaufanie będą pracować na ich korzyść. Ponadto nabrałem zaufania do trenera Góraka. W zeszłym sezonie oceniałem, że GKS-owi będzie trudno w Ekstraklasie także dlatego, że nie wierzyłem, że trener udźwignie tę misję. Tymczasem udźwignął i dziś trzeba go traktować jako jeden z atutów GieKSy. Widać kierunek, w jakim chce zmierzać z tym zespołem.
Obie drużyny nie słyną ze szczelnej defensywy, w związku z tym spodziewasz się w piątek gradu bramek?
Szczerze mówiąc liczę na to, bo jednym i drugim zdarzają się błędy w obronie, jedni i drudzy potrafią takie błędy wykorzystywać, więc nastawiam się na dobre widowisko na początek weekednu z Ekstraklasą.
Jaki wynik padnie w Niecieczy?
Stawiam na wysoki bramkowy remis, co najmniej 2:2.
Piłka nożna Wywiady
Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE
Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.
Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.
W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.
O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.
Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.
Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.
Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.
Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.
W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.
Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.
Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.
Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.
Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.
Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.
Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.
Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.
W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.
Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.
Kibice Piłka nożna SK 1964
Mural śp. Adama Ledwonia
W czwartek uroczyście zaprezentowano mural poświęcony śp. Adamowi Ledwoniowi.
Wczoraj w godzinach porannych na ul. Gliwickiej przed pracą kibiców GieKSy pojawiła się rodzina Adam Ledwonia, prezes GKS Katowice Sławomir Witek, wiceprezydent Miasta Katowice Maciej Stachura, przedstawiciel Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” oraz kibice GieKSy, w większości z trójkolorowej dzielnicy Załęże. Po krótkich przemowach oficjalnie przecięto wstęgę, a następnie swój czas dostali dziennikarze i fotografowie.
Mural powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”, we współpracy z Urzędem Miasta oraz kibicami GieKSy z Trójkolorowego Załęża. Ściana została udostępniona przez Zielone Załęże, a fundatorem farb był każdy kibic, który zakupił w sklepie Blaszok koszulkę młynówkę, bo to zysk z jej sprzedaży (dzięki umowie z klubem) został przekazany na stworzenie tej imponującej pracy.
Adam Ledwoń reprezentował GKS Katowice w latach 1991-1997 i przyczynił się między innymi do zdobycia Pucharu Polski (1993) oraz dwóch wicemistrzostw Polski (1992, 1994). Występował także w reprezentacji Polski.
Jest to drugi tej wielkości mural stworzony przez kibiców GKS Katowice. Pierwszy z nich, poświęcony śp. Janowi Furtokowi, znajduje się na ulicy Granicznej. Katowiccy fani zapowiedzieli, że nie zamierzają na tym poprzestać.
Wczorajsze wydarzenie zostało uwiecznione na zdjęciach (tutaj) oraz wideo (tutaj) przez oficjalną stronę – www.GKSKatowice.eu, a także na portalu wKatowicach.eu (tutaj).
Foto: GKSKatowice.eu oraz wKatowicach.eu
Piłka nożna
Potencjalni rywale w Lidze Konferencji
Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.
GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).
ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.
Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.




Najnowsze komentarze