Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Defensywny kunszt futbolu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po meczu z Cracovią napisałem felieton pt. „Defensywna aberracja futbolu”. Minęły dwa miesiące i tym razem mogę zrobić dokładnie na odwrót. GKS Katowice w obronie wczoraj zagrał mecz wybitny. Co prawda wynikało to z pewnych mankamentów, do których zaraz przejdziemy, ale nie da się ukryć, że w destrukcji mieliśmy prawdziwą ucztę, choć zawsze, jeśli chodzi o tego typu mecz swojej drużyny, to jest to okupione dużo większym stresem niż przyglądanie się ofensywnym poczynaniom zespołu.

Choć Pogoń summa summarum nie zadowala swoich kibiców w tym sezonie, to też trudno powiedzieć, że kilku powodów do radości im nie dała. Zespół potrafił wysoko wygrać z Motorem czy na Widzewie. Pokonali u siebie Raków i Cracovię. Wygrali na Legii, zremisowali na Lechu. Rozgromili Zagłębie Lubin. Są w 1/8 finału Pucharu Polski. Tak – mimo punktowo dość słabej – jak na Portowców – jesieni – mieliśmy wczoraj do czynienia z drużyną przecież nie-ułomków. Z Mistrzem Świata Mendym, z wiecznie młodym kapitalnym Grosikiem, no i tymi wszystkimi bardzo solidnymi przecież Ulvestadami czy Wahlqvistami oraz młodymi, zdolnymi Przyborkami.

Tak jak trener powiedział na konferencji, jak Pogoń się rozpędzi i złapie luz, to jest nie do zatrzymania. Nawet w przegranym meczu z Jagiellonią, to białostoczanie mieli masę szczęścia, bo przecież nawałnica Pogoni była niebywała. Od czasu przyjścia trenera Thomasberga szczecinianie złapali dobry rytm i weszli szczebelek wyżej, jeśli chodzi o formę w tym sezonie.

À propos Benjamina Mendyego. Nowa Bukowa pisze swoją fantastyczną historię i w tak krótki czasie Francuz okazał się już drugim Mistrzem Świata, który poległ na naszym nowym stadionie. Jak żegnaliśmy się z Bukową oprawą „schodzili stąd przyszli Mistrzowie Świata”, tak w Katowicach już i Lukas Podolski i Mendy właśnie, którzy to wznosili to najcenniejsze piłkarskie trofeum i mają w swoim dorobku największy piłkarski sukces w tej dyscyplinie sportu, znają również i smak porażki z GieKSą w jej nowym domu.

Drżeliśmy przed meczem, czy mecz się odbędzie. Informacje o mgle w okolicach godziny 17-18 sugerowały, że katowiczanie mogą zanotować drugi z rzędu pusty przelot ligowy. To by było istne kuriozum – miesiąc bez spotkania w lidze, dwa pojedynki przełożone i konieczność grania kolejnych zaległości – czy to na wiosnę czy jeszcze w grudniu. Była to bardzo nieciekawa perspektywa. Na szczęście im bliżej godziny 20.15, tym warunki były coraz to lepsze. Zagraliśmy bez większych problemów.

Dobrze, że GKS strzelił tak szybko bramkę, bo dzięki temu – mimo sporego naporu Pogoni w dalszej fazie pierwszej połowy – mieliśmy przewagę, która dawała nam… przewagę. W tym przypadku stwierdzenie, że pierwszy gol trochę „ustawił mecz” jest zasadne. Zupełnie nie wiadomo, jakby to spotkanie wyglądało, gdyby dłużej utrzymywał się wynik 0:0.

Potem GieKSa musiała swoje wycierpieć, oj musiała. Zastanawiałem się, w jakim stopniu tak głębokie cofnięcie się wynikało z mniej lub bardziej, ale planu na ten mecz, a w jakim stopniu wynikało z pewnej utraty kontroli nad spotkaniem. Trener Górak potwierdził, że zbyt nisko się cofaliśmy i przyznam, że… kamień spadł mi z serca. Bo z reguły sama taktyka oparta na tak bardzo niskiej obronie, to raczej proszenie się o problemy niż gwarancja sukcesu. Więc jeśli po prostu nasza drużyna trochę nie zapanowała nad pierwszą połową taktycznie, to dobrze, że przynajmniej nie było to zamierzone. Dodatkowo po skorygowaniu tej kwestii w przerwie, w drugiej połowie wyglądało to już lepiej. GieKSa nadal była w defensywie, ale już nie tak głębokiej. I z minuty na minutę, Pogoń była coraz bardziej bezradna.

Nie zapanowała… jak to brzmi. No właśnie, bo Pogoń była bardzo długo w pobliżu naszej szesnastki, próbowała swój atak pozycyjny rozegrać, oddała trochę strzałów. I z tego „niezapanowania” wyszła doskonała kontra, w której Adam Zrelak i Bartek Nowak pokazali – nie pierwszy raz – swój kunszt. Znów to GieKSa była jak wytrawny pięściarz – wyczekała, wyczekała i zadała mocny cios, po którym Portowcy byli już na linach, choć jeszcze nie na deskach.

W przerwie trener gości wprowadził Juwarę i Mukairiego i wydawało się, że ta żwawość Pogoni jeszcze się zwiększy. Choć ci piłkarze są chimeryczni i nieraz brakuje im głowy, to jednak wprowadzają dużo życia do ekipy ze Szczecina. Na szczęście tym razem nie dali wielkiej wartości i po przerwie goście byli już bardziej zrezygnowani niż wcześniej.

I tu dochodzimy do sedna tego spotkania. Nieraz trener mówił bowiem, że te nasze cofnięcia się wynikały z fazy meczu, z tego, że po prostu tak się czasem dzieje, że przez jakiś moment jedna drużyna ma przewagę, potem druga. Normalka, wiadomo, choć nie do końca mi to pasowało, bo czasem miałem wrażenie, że właśnie zbyt głęboko wchodzimy w nasze pole karne. Że właśnie trochę tracimy kontrolę nad meczem i to nie jest takie pewne bronienie się nisko, tylko raczej… obrona Częstochowy. Szkoleniowiec zwracał uwagę, że kwestią nie jest cofnięcie się, tylko umiejętne bronienie w takiej sytuacji. No i wczoraj w związku z tym mieliśmy wisienkę na torcie w tym meczu.

Bo w tej obronie niskiej nasz zespół spisał się kapitalnie. Wybronił wszystko. W zasadzie przypomina mi się jeden tylko błąd, w pierwszej minucie drugiej połowy, gdzie ponabijali się trochę Lukas Klemenz z Alanem Czerwińskim. Ale i tak zaasekurował świetnie Rafał Strączek, a chwilę później Jesse Bosch. Ogólnie jednak wszyscy zagrali jak profesorowie, do tego waleczni profesorowie. Ilość bloków, wślizgów, tych szybkich doskoków, reakcji była wielka. Tak – Pogoń za dużo oddała strzałów, bo aż 27. Ale celnych tylko 3. Trzy! To naprawdę znamienne. Z tej liczby strzałów wyszła jakaś chorobliwie niska statystyka xG, bo tylko około 1,5. Czyli mówimy o strzałach z nieprzygotowanych pozycji, takich, które mają niewielkie ryzyko, że do bramki wpadną. Każdy z naszych obrońców swoje zadanie wykonał świetnie. A do tego był wspomniany Strączek, który po niepewnej grze na przedpolu w pierwszych swoich meczach, tym razem zagrał kapitalnie. Co miał obronić, to obronił, to tego kilka piąstkowań i wyłapań piłki. Bardzo pewny punkt naszej drużyny. Jedynie na mały minus nokaut Martena Kuuska, ale to wynikało z sytuacji boiskowej i mamy nadzieję, że nasz Estończyk wróci szybko do gry.

Naprawdę nasi zawodnicy odebrali chyba trochę chęć Portowcom do gry w piłkę. Bo ileż można starać się i starać, gdy napotyka się na taki mur nie do przejścia. W zasadzie ostatecznie bardzo klarownej sytuacji Pogoń nie miała. Po strzał Biegańskiego, choć ładny, to jednak z dystansu. Podobnie strzały z daleka wybronione przez Strączka. Przy wyścigu do piłki z Juwarą, to był właśnie… wyścig, który wygrał nasz golkiper. Efektem tego wszystkiego – kolejny mecz na zero z tyłu.

Cała gra obronna naszej drużyny się poprawiła, czego najbardziej wymiernym efektem są mecze na zero z tyłu. Jeżeli mieliśmy łącznie z poprzednim sezonem chyba z szesnaście spotkań z rzędu ze straconym golem, a teraz w czterech ostatnich meczach ligowych – trzy z czystym kontem, to wiedz, że coś się dzieje. Coś dobrego. Nie ma już tych kiksów, fatalnych zachowań, błędów skutkujących utratą bramki. Jest pewna, solidna gra, która daje punkty.

Wiadomo, że mogłoby być lepiej. To zbyt duże cofnięcie się mogło wynikać, chociażby z tego, że dużo lepiej można było wyprowadzać piłkę, nie tracić jej tak szybko i tym samym oddalać grę od szesnastki. A tak to wiadomo – Pogoń rozpędzona, zaraz odzyskuje piłkę, a to zawsze napędza drużyny przeciwne. Z tym że ta wredna GieKSa nie chciała się dać złamać i ciągle, przez pełne 90 minut, rzetelnie wykonywała swoje obowiązki w defensywie. Mowa nie tylko o obrońcach, bo przecież Jesse Bosch też czyścił aż miło.

Piłka nożna to gra na bramki. A te strzelała GieKSa. Wspomniałem o drugim golu, ale przecież pierwszy też był piękny, kapitalne, dopracowane dośrodkowanie Galana, wyprzedzenie Zrelaka i kontrująca piłka, przy której Cojocaru mógł tylko stać i podziwiać. Prosty środek, a jakże skuteczny. Coś jak gol Borjy w Lublinie po dośrodkowaniu Alana Czerwińskiego. Aha, à propos Alanów – doceńmy także tego drugiego, który zmienił pierwszego, czyli Alana Bróda. Zawodnik wszedł w końcówce meczu i dostosował się poziomem do reszty zespołu. Wykonała kawał dobrej roboty w końcówce meczu i także dzięki niemu nie musieliśmy do końca drżeć o korzystny wynik.

Odetchnęliśmy. Po wcześniejszych sobotnich meczach GKS znalazł się w strefie spadkowej. Porażka z Piastem i odwołanie meczu z Jagiellonią spowodowały deficyt punktowy. Teraz zdobyliśmy już drugą dziesiątkę oczek i tym samym jesteśmy w niemal identycznym położeniu punktowym jak rok temu. Natomiast mimo tego, że to, jak punktuje dół tabeli to jakaś anomalia, to nadal sumarycznie jest to średnia 1 punktu na mecz. Czyli na ten moment utrzymanie na koniec sezonu dałoby 35 punktów. Cały czas niezmiennie zakładam, że całkowicie pewne utrzymanie to 38 oczek. Więc z prostego rachunku wynika, że potrzebujemy jeszcze sześciu zwycięstw. Choć arytmetyka mówi, że moglibyśmy nie wygrać już żadnego meczu do końca sezonu i się utrzymać – przy bilansie… 0-18-0 😉

Przed nami intensywna końcówka. W czwartek Jagiellonia w Pucharze Polski, a potem wyjazdowy Raków. Trzeba mierzyć wysoko, bo są ku temu podstawy. O częstochowianach będziemy myśleć później. Teraz czas skupić się na Jadze i utrzeć im nosa za zeszłotygodniową niedzielę.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Co poprawić przed Igrzyskami Śmierci?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Igrzyska Śmierci, jak określił rundę wiosenną trener Motoru Lubin, zbliżają się wielkimi krokami. Za niecałe 30 dni GieKSa będzie już po pierwszym spotkaniu ligowym i miejmy nadzieję, że będziemy do tego meczu bardzo dobrze przygotowani. Runda jesienna to jedna wielka sinusoida – od nieudanego początku, przez niezłe mecze w środku, dobrą końcówkę i słabiutkie wykończenie akcji w Częstochowie. A to wszystko przeplatane świetnymi występami w Pucharze Polski.

Liga na wiosnę nie wybaczy błędów, drużyny będą chciały unikać spadku i kto wie, czy nie będziemy świadkami jednego z najciekawszych pod względem dramaturgii sezonu w Ekstraklasie od wielu lat. W grze GieKSy było sporo do poprawy, a ja postanowiłem się pochylić nad tymi najważniejszymi i przygotowałem dla trenera Rafała Góraka małą ściągawkę.

Co do poprawy? 

OBRONA – błędów w obronie Ekstraklasa nie wybacza i przekonaliśmy się o tym wiele razy w tym sezonie. GieKSa pod koniec rundy odnalazła swój rytm, a kulminacją był występ przeciwko Pogoni Szczecin. Zagraliśmy wtedy kapitalnie w defensywie i jeśli chcemy myśleć o utrzymaniu, to takie spotkania muszą nam się zdarzać częściej. Potrzeba większego zgrania, automatyzmów i przede wszystkim wyczulenia na niechlujne zagrania przy rozegraniu piłki.

GALAN – z przyjemnością się patrzy na tego zawodnika i jego panowanie z piłką. Kolejny raz Hiszpan jest w czołówce wygranych pojedynków, ale…. nie mogę znieść jednego w grze Hiszpana. Borja stanowczo za dużo aktorzy na boisku – przewracanie się, machanie do sędziego, wieczne pretensje o nieodgwizdane faule. GieKSa to zespół, który słynął z waleczności, nie ma tu miejsca na udawanie i pretensje. Życzę sobie, byś na wiosnę stał się naszym kolejnym zakapiorem, który pokaże nam trochę hiszpańskiej magii na boisku. Nie chcę aktora na boisku, ale – zachowując proporcję – katowickiego Sergio Ramosa. Trenerze – czas troszkę odmienić Borję i jego styl gry.

STAŁE FRAGMENTY GRY – ze stałymi fragmentami gry GieKSa miała problem w tym sezonie. Nieco został on przykryty przez świetne strzały z rzutów wolnych Bartosza Nowaka oraz spotkanie z Arką, w którym funkcjonowały one znakomicie. Może jeszcze rzut rożny na Motorze przy golu Zrelaka wyszedł świetnie. Problem w tym, że ogólnie brakuje nam goli ze stałych fragmentów. Czasem wydaje mi się, że nasze rzuty wolne są za bardzo przekombinowane, a czasem zbyt proste do rozczytania (cała liga już wie, że będzie wrzutka na długi słupek, wyblok jednego z obrońców i próba zgrania w pole karne przez drugiego).

Jak już mamy rzut rożny, to niewiele z niego wynikało i zamiast kombinować z wystawieniem piłki na woleje z 16 metra, przydałaby się mocna centra w pole karne – wzorem niech będzie gol Radka Dejmka ze spotkania z Resovią w Rzeszowie (2:2). Trener Górak, Adi Błąd czy Arek Jędrych na pewno będą pamiętać tego gola.

Trener Górak u redaktora Ćwiąkały przywołał świetnie rozegrany stały fragment gry ze spotkania z Błękitnymi w II lidze. Wszystko tam super zagrało, ale jak popatrzymy na to na chłodno, to poziom skomplikowania tego wykonania rożnego był naprawdę duży. Czasem większa prostota, czasem popatrzenie na to, co było w przeszłości, może dać lepsze efekty. Sugeruję spojrzeć na rozegranie od gwizdka przez PSG i gol Mbappe czy też na rzut wolny Szwecji z MŚ w 1994 roku w spotkaniu z Rumunią i gol Brolina. Można również spojrzeć na rzut wolny Argentyny w spotkaniu z Anglią z 1998. To są po prostu klasyki, które powinniśmy spróbować skopiować w tak prostych sytuacjach. Apeluję o większą prostotę trenerze.

Brakuje również rzutów karnych, które mogłyby ustawić nam spotkanie. Statystycznie jesteśmy coraz bliżej, ale tak się składa, że na Arenie Katowice nie mieliśmy jeszcze ani jednego rzutu karnego, a i na wyjazdach jakby ich mniej ostatnio. Warto się temu przyjrzeć, dlaczego tych karnych mamy tak mało i co można z tym zrobić.

MNIEJ EKSPERYMENTÓW – runda wiosenna nie wybaczy eksperymentów. Musimy być przygotowani a zawodnicy wiedzieć, co mają robić. To nie będzie czas na to, by testować Grzegorza Rogalę na stoperze, nie będzie to również czas, by stawiać w ataku na Rosołka, rotacje w środku pola również mogą nam nie dać dużo dobrego. Przed trenerem ciężkie zadanie, by w te niecałe 30 dni przygotować zespół do tego, by wiedział, co ma robić na boisku, a jednocześnie dobrze reagować na to, co nieprzewidywalne.

TRANSFERY – tutaj już kamień do ogródka dyrektora sportowego. Rynek w oknie zimowym ciężki, ale GieKSa nie może zostać w tyle pod tym względem. Pokusa będzie pewnie duża, by dać zaufać ekipie, którą zmontowano latem, ale jeśli ja widzę jeszcze małe braki kadrowe, to tym bardziej powinni widzieć je dyrektor sportowy oraz sztab szkoleniowy. Liczę na wzmocnienia składu przed jedną z najważniejszych rund dla GieKSy. Liczę, że uda się wyłowić ciekawych zawodników, którzy będą wzmocnieniem.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Spodek Super Cup 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do pierwszej galerii z Superbet Spodek Super Cup 2026. Turniej wygrała Reprezentacja Polski Socca, która w finale pokonała Wieczystą Kraków, a ostatnie miejsce na podium wywalczył ROW Rybnik. Autorem zdjęć jest Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mateusz Wdowiak piłkarzem GieKSy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mateusz Wdowiak dołączył do naszej drużyny na zasadzie transferu definitywnego. 29-latek związał się z GieKSą umową do 30 czerwca 2027 roku. 

Wdowiak jest pomocnikiem – może grać jako „10” oraz wahadłowy. W poprzedniej rundzie reprezentował Zagłębie Lubin. W barwach tej drużyny wystąpił łącznie w 73 spotkaniach, strzelił 9 bramek oraz zaliczył 6 asyst. W tym sezonie wystąpił w 12 meczach (11 Ekstraklasa, 1 Puchar Polski).

Na wcześniejszym etapie kariery reprezentował Cracovię, z którą był związany od najmłodszych lat. W barwach „Pasów” zaliczył 152 spotkania, strzelając 13 bramek i notując 23 asysty. Z ekipą z Krakowa świętował zdobycie Pucharu Polski, strzelając decydującą bramkę w finale.

Po dobrych występach po zawodnika sięgnął Raków Częstochowa, a dla Wdowiaka nastał najlepszy okres w karierze. Z ekipą z Częstochowy zdobył: Mistrzostwo Polski, Puchar Polski (dwukrotnie) oraz Superpuchar (również dwa razy). W Rakowie wystąpił w 98 spotkań, strzelając 17 bramek i zaliczając 7 asyst.

Nowy zawodnik wkrótce dołączy do drużyny przebywającej na zgrupowaniu w Turcji. Życzymy mu wszystkiego, co najlepsze w naszych barwach!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga