Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Próba generalna przed Pucharem Kontynentalnym zaliczona
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich sześciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Drużyna kobieca i męska wznowiły treningi przed startem rundy rewanżowej. Obie rozegrały po jednym sparingu: piłkarki w Katowicach z 1. FC Slovácko (przegrany 1:2), a piłkarze w trakcie obozu w Turcji z Petrolul Ploeszti (wygrany 3:0). W tym tygodniu panie rozegrają test-mecz ze Slovanem Liberec (w sobotę 17 stycznia), a panowie z FK Jablonec (14 stycznia) oraz z FC Atert Bissen (w sobotę 17 stycznia). Klub podpisał kontrakty z Mateuszem Wdowiakiem i Erikiem Jirką.
Siatkarze pokonali MKS Będzin 3:0. Kolejne spotkanie drużyna rozegra na wyjeździe z Mickiewiczem Kluczbork w sobotę 17 stycznia o 18:00.
Hokeiści rozegrali dwa wygrane spotkania ligowe – w piątek pokonali na wyjeździe KH Energę Toruń 3:2 (po rzutach karnych), a w niedzielę w Satelicie Cracovię 3:0. Następne mecze rozegramy w ramach Pucharu Kontynentalnego w Nottingham: 15 stycznia o 20:00 z HK Mogo i 16 stycznia o 20:00 z Nottingham Panters. W sobotę 17 stycznia przewidziane są finały – o 12:00 o 5. miejsce, o 16:00 o brąz i o 20:00 o złoto.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Pierwszy test i zagraniczny sprawdzian. GieKSa zaczął zimę od wymagającego sparingu
W sobotę 10 stycznia 2026 roku piłkarki GKS Katowice rozegrały pierwszy sparing w zimowym okresie przygotowawczym. Na obiekcie OS „Rapid” katowiczanki zmierzyły się z 1. FC Slovácko, przegrywając 1:2.
Początek spotkania miał wyrównany charakter i przez kilkanaście minut gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Z czasem inicjatywę zaczęły przejmować zawodniczki z Czech, które skutecznie stosowały wysoki pressing i ograniczały GKS-owi możliwość spokojnego rozegrania piłki. W 17. minucie Slovácko wykorzystało błąd w rozegraniu w pobliżu pola karnego, a dośrodkowanie z bocznego sektora zakończyła celnym strzałem Katarina Buckova.
Do przerwy wynik nie uległ zmianie, choć przyjezdne częściej utrzymywały się przy piłce. W jednej z groźniejszych sytuacji dobrą interwencją popisała się Oliwia Macała, która uchroniła GieKSę przed stratą kolejnej bramki.
Na drugą połowę GKS Katowice wyszedł w zmienionym składzie. Między słupkami pojawiła się Marzec, a na boisku zameldowały się m.in. Posiewka oraz Malesa. Tuż po wznowieniu gry Slovácko podwyższyło prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego jedna z czeskich zawodniczek uderzyła pod poprzeczkę, a piłka wpadła do siatki w 47. minucie.
Strata drugiego gola nie zatrzymała katowiczanek, które w kolejnych fragmentach grały odważniej i częściej pojawiały się pod bramką rywalek. W 55. minucie kontaktowego gola zdobyła Julia Włodarczyk. Akcja rozpoczęła się dynamicznym wejściem w pole karne i zagraniem wzdłuż bramki, po którym piłka, odbita od jednej z defensorek, znalazła drogę do siatki. W dalszej części meczu GKS próbował doprowadzić do wyrównania, dokonując kolejnych zmian personalnych. Na murawie pojawiły się m.in. Michalczyk, Thamm, Baumert oraz Grzegorczyk. Slovácko skupiło się jednak na kontrolowaniu gry i kontratakach, nie dopuszczając do zmiany wyniku.
Spotkanie zakończyło się zwycięstwem zespołu z Czech 2:1. Był to pierwszy sprawdzian drużyny prowadzonej przez trenerkę Karolina Koch w zimowym okresie przygotowawczym i punkt wyjścia do dalszej pracy przed kolejnymi meczami kontrolnymi.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice ma nowego zawodnika. Przyszedł z Piasta Gliwice. Grał też w Górniku Zabrze
Erik Jirka przeniósł się do GKS-u Katowice na zasadzie transferu definitywnego z Piasta Gliwice. Zawodnik podpisał z GieKSą kontrakt obowiązujący przez 2,5 roku, który zawiera opcję przedłużenia. W rundzie jesiennej PKO Ekstraklasy wystąpił w 17 meczach i zdobył pięć goli. Miał też jedną asystę. Słowak był najlepszym strzelcem Piasta. Według portalu Weszło.com kwota transferu to 400 tys. euro.
Jirka pochodzi z Trnavy, gdzie rozpoczynał swoją piłkarską karierę w tamtejszym Spartaku. Z macierzystym klubem sięgnął po mistrzostwo kraju oraz Puchar Słowacji. W 2019 roku przeniósł się do Crvenej Zvezdy Belgrad, skąd był wypożyczany do FK Radnički Niš, Górnika Zabrze (wiosna sezonu 2019/2020) oraz CD Mirandés. Po zakończeniu ostatniego wypożyczenia kolejny sezon spędził w Hiszpanii, reprezentując Real Oviedo.
W latach 2022–2024 był zawodnikiem Viktorii Pilzno. Z czeskim klubem występował m.in. w rozgrywkach Ligi Mistrzów UEFA, rywalizując z FC Barceloną, Interem Mediolan oraz Bayernem Monachium. Jirka ma również na koncie występy w młodzieżowej oraz seniorskiej reprezentacji Słowacji.
W Piaście był od początku 2025 roku, a w tym czasie wystąpił łącznie w 36 spotkaniach.
sportowefakty.wp.pl – Z Dolnego Śląska na Górny. Ciekawy transfer wewnątrz Ekstraklasy
Nowym zawodnikiem GKS-u Katowice został Mateusz Wdowiak. 29-letni skrzydłowy przeniósł się na Górny Śląsk z Zagłębia Lubin, gdzie występował przez ostatnie dwa i pół roku.
Jak dotąd zima w Katowicach była bardzo spokojna. W medialnych spekulacjach przewijały się kolejne nazwiska zawodników, natomiast na oficjalny komunikat trzeba było czekać do 9 stycznia.
Nowym zawodnikiem GKS-u został Mateusz Wdowiak. Podpisał kontrakt do 30 czerwca 2027 roku i wkrótce dołączy do drużyny, która od czwartku przebywa na zgrupowaniu w Turcji.
Wdowiak miał jeszcze przez pół roku ważny kontrakt z Zagłębiem Lubin, ale rozwiązał go za porozumieniem stron. W obecnym sezonie nie potrafił wywalczyć sobie miejsce w wyjściowym składzie „Miedziowych”. Zagrał w dwunastu meczach, lecz w rubryce gole/asysty widnieje okrągłe zero.
Karierę zaczynał w Cracovii, w 2021 roku trafił do Rakowa Częstochowa, z którym zdobył mistrzostwo Polski, dwa razy Puchar Polski i dwa razy Superpuchar. Latem 2023 roku przeniósł się do Zagłębia.
Na boiskach Ekstraklasy rozegrał – jak dotąd 273 mecze.
Dołącza do GKS-u Katowice, który w pierwszej kolejności stawia na polskich zawodników.
weszlo.com – GieKSa zaczęła rok od zwycięstwa. „Wszystko zgodnie z planem”
GKS Katowice bardzo udanie zainaugurował tegoroczne zmagania. Piłkarze Rafała Góraka w pierwszym sparingu podczas obozu przygotowawczego zmierzyli się z rumuńskim Petrolulem Ploeszti, któremu nie pozostawili najmniejszych złudzeń. W tym meczu nieoficjalny debiut zaliczył najnowszy nabytek GieKSy. Zespół z Katowic od 8 stycznia przygotowuje się do wznowienia rozgrywek w tureckiej Larze. Spędzi tam równe dwa tygodnie i w tym czasie rozegra cztery sparingi. Właśnie pierwszy z nich już dobiegł końca. Rumuński Petrolul Ploeszti musiał uznać wyższość przeciwnika, schodząc z boiska po porażce 0:3.
– Pierwsze dni upłynęły pod znakiem wytężonej pracy, ale także walki z warunkami atmosferycznymi, bo w Larze mocno wieje. To jednak nie wpływa na jakość treningów zespołu. Jak dotąd wszystko odbywa się dla GKS-u Katowice zgodnie z planem. Do drużyny w sobotę dołączył Mateusz Wdowiak i już w pierwszym sparingu z Petrolulem Ploeszti zadebiutował. Odnieśliśmy w pełni zasłużone zwycięstwo po trafieniach Borjy Galána, Emana Markovicia oraz Adama Zreláka. W dwóch częściach zagrały dwie różne jedenastki. Przed nami jeszcze trzy mecze kontrolne w Turcji. Kolejny zagramy 14 stycznia z czeskim FK Jablonec – mówi w komentarzu dla Weszło, rzecznik prasowy GKS-u Katowice, Michał Kajzerek.
Rafał Górak na pierwszą połowę meczu towarzyskiego zdecydował się na skład zbliżony do takiego, jaki mógłby wystawić w pierwszym wiosennym meczu Ekstraklasy – przede wszystkim nie zabrakło w nim Bartosza Nowaka, Arkadiusza Jędrycha czy Borjy Galana. To właśnie akcja tuż przed przerwą drugiego najlepszego ofensywnego polskiego pomocnika, według rankingu Weszło oraz hiszpańskiego wahadłowego pozwoliła GKS-owi zdobyć pierwszą bramkę w tym roku.
Nowak wykorzystał warunki atmosferyczne – niezwykle mocno wiejący wiatr – i po wysoko zawieszonym dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka nabrała rotacji, z którą rumuńscy piłkarze nie byli w stanie sobie poradzić. Najsprytniejszy w całym zamieszaniu okazał się Galan, który z najbliższej odległości głową pokonał bramkarza rywala.
Na drugą część rywalizacji piłkarze z Katowic wyszli w kompletnie odmienionym zestawieniu. Szansę dostali pozostali zwodnicy, w tym kilku juniorów. To jednak nie przeszkodziło GieKSie, by dołożyć do swojego dorobku kolejne trafienia. Zaledwie kilka minut po przerwie podopieczni Rafała Góraka przejeli piłkę na połowie przeciwnika. Akcję napędził Marcel Wędrychowski, a ładnym technicznym uderzeniem sfinalizował ją Eman Markovic.
To jeszcze nie był koniec strzelania w wykonaniu Katowiczan. Po godzinie gry było już 3:0, a to za sprawą Adama Zrelaka. W walce w powietrzu bramkarza przeciwnika wyprzedził Lukas Klemenz, a Słowak z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki i tym samym ustalił wynik pierwszego sparingu w trakcie przygotowań w Turcji.
Końcowe minuty więcej trafień nie przyniosły, jednak katowickim kibicom w dwóch sytuacjach mogło nieco podnieść się ciśnienie. Na kwadrans przed końcem brutalnie wycięty równo z murawą przez przeciwnika został Eman Markovic. Norweg przez dłuższy czas nie podnosił się z boiska i potrzebna mu była pomoc medyczna, jednak na szczęście po dłuższej chwili był w stanie wrócić do gry. Jak potwierdziło u źródła Weszło z piłkarzem wszystko jest w porządku.
Kilka minut przed końcem groźna sytuacja miała miejsce z udziałem Rafała Strączka. Bramkarz przy próbie interwencji zderzył się ze słupkiem swojej bramki. Po pomocy służb medycznych również bez przeszkód wrócił do gry. W końcówce jednak miało też miejsce pozytywne wydarzenie z perspektywy fanów GKS-u. Na kilkanaście na placu gry zameldował się Mateusz Wdowiak, dla którego był to nieoficjalny debiut w nowych barwach.
SIATKÓWKA
pls1liga – Sobota z PLS 1. Ligą: GKS Katowice – Nowak-Mosty MKS Będzin 3:0
GKS Katowice pokonał Nowak-Mosty MKS Będzin 3:0 (27:25, 25:16, 25:21) w meczu 18. kolejki PLS 1. Ligi. W rundzie zasadniczej Katowiczanie po raz drugi okazali się lepsi od Będzinian. Pierwsze spotkanie tych drużyn zakończyło się wygraną zespołu z Katowic 3:1. MVP tego sobotniego starcia został Grzegorz Pająk.
Gospodarze w swoim ostatnim spotkaniu rozegranym na wyjeździe w Augustowie ulegli Necku Augustów 0:3. Od początku spotkania dało się zauważyć problemy Katowiczan w ofensywnych elementach gry. Drużyna trenera Emila Siewiorka, pomimo walki na przewagi w trzecim secie, nie zdołała przedłużyć rywalizacji.
– Sport jest nieprzewidywalny. Szkoda, że pojechaliśmy w tak daleką podróż i przegraliśmy 0:3, nawet nie urywając punktów. Oczywiste jest, że każdy rywal wychodzi na mecz z nami nabuzowany, żeby wygrać spotkanie i dzisiaj to się zdarzyło. Mieliśmy sporo błędów w różnych elementach. Zawsze jest coś, czego możemy się zaczepić, jednak dzisiaj nie pomogliśmy sobie zagrywką, mieliśmy problemy z obroną prostych piłek kiwanych i nie mieliśmy żadnego punktu zaczepienia. W ostatnim secie, coś ruszyło, ale było już za późno – tak ocenił spotkanie szkoleniowiec GKS-u.
Będzinianie w tym sezonie zmagali się z wahaniami formy, a ich gra momentami była dość nierówna, jednak w swoich ostatnich ligowych spotkaniach MKS prezentował bardzo dobrą dyspozycję. Drużyna trenera Radosława Kolanka nie przegrała meczu od sześciu kolejek, a wśród pokonanych przez nią zespołów są m.in. Anioły Toruń czy Stal Nysa.
Pierwsza partia lepiej rozpoczęła się dla Będzinian, którzy dość szybko wyszli na prowadzenie 3:1. Dobrze serwował Artur Ratajczak oraz Patryk Szwaradzki 5:2. Katowiczanie starali się dotrzymać kroku rywalom. W ataku na środku dobrze spisywał się Bartłomiej Krulicki 10:11. Od tego momentu gra po obu stronach siatki się wyrównała 15:15. Do końca już tej premierowej odsłony spotkania żadnej z ekip nie udało się wypracować bezpiecznej przewagi 20:20. Seta zakończyła nerwowa gra na przewagi. Nerwy na wodzy utrzymali gospodarze. Ostatnie dwa punkty dla GKS-u zdobył Gonzalo Quiroga 27:25.
W secie drugim tylko pierwsze akcje były równe 5:4. Z każdą kolejną akcją coraz lepiej na parkiecie spisywali się zawodnicy z Katowic 8:5. Rywale mieli problemy z utrzymaniem dobrego przyjęcia przy serwisach Grzegorza Pająka 10:7. W ataku nie zawodził Damian Domagała 15:9. Podopieczni Emila Siewiorka do końca dyktowali warunki gry. Pewnie wygrali w tym secie 25:16. Tę partię zakończył punktowy atak Wojciecha Włodarczyka.
Nowak-Mosty MKS nie miał zamiaru składać broni. W trzeciej odsłonie spotkania dobrą dyspozycją w polu serwisowym odpowiedział Mariusz Połyński 6:5. Chwilę później równie dobrym serwisem odpowiedział Pająk 9:6 ora Quiroga 15:11. Będzinianie walczyli do końca. W drugiej części seta zmniejszyli dystans do jednego oczka 16:17. Ważne punkty zdobywał Szwaradzki. Jednak ostatnie słowo w tym meczu należało do gospodarzy. Mecz skuteczną kiwką zakończył Pająk 25:21.
GKS Katowice – Nowak-Mosty MKS Będzin 3:0 (27:25, 25:16, 25:21)
tylkoslask.pl – MKS Będzin: Koniec zwycięskiej passy
[…] Siatkarze z Będzina przystępowali do tego spotkania w doskonałej formie. Ich zwycięska seria trwała nieprzerwanie od 17 listopada ubiegłego roku, co czyniło ich jedną z najlepiej spisujących się drużyn w lidze w ostatnim czasie. Niestety dla kibiców MKS-u, właśnie w Katowicach ta passa dobiegła końca.
[…] Najbardziej wartościowym zawodnikiem meczu został uznany Pająk z GKS Katowice. To właśnie jego gra w dużej mierze przyczyniła się do pewnego zwycięstwa gospodarzy. Spotkanie obserwowało 722 widzów, którzy byli świadkami zakończenia imponującej serii będzińskiej drużyny.
HOKEJ
hokej.net – GKS Katowice pierwszy raz w sezonie triumfuje po rzutach karnych!
W 33. kolejce TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą drużyny KH Energii Toruń i GKS-u Katowice. Po zaciętym boju o wyniku zdecydowały rzuty karne, w których złą serię przełamali goście.
Mecz w Toruniu był bardzo intensywnym i wyrównanym widowiskiem, w którym oba zespoły miały swoje momenty. Od pierwszych minut widać było wysokie tempo, z którego próbowały skorzystać oba zespoły. Już w pierwszej tercji katowiczanie stworzyli kilka groźnych sytuacji, jednak znakomicie między słupkami spisywał się Anton Svensson, który wygrał pojedynki oko w oko z Dupuyi Jonaszem Hofmanem. Przełamanie nastąpiło w 16. minucie. Długo rozgrywana przewaga gospodarzy zakończyła się mocnym strzałem Laitinena spod niebieskiej, przy którym zasłonięty Michał Kieler był bez szans.
Druga tercja rozpoczęła się od dalszej kontroli tempa przez Energę. Torunianie skutecznie neutralizowali ataki GKS-u, a gdy rywale dochodzili do głosu, na posterunku był świetnie dysponowany Svensson. Kluczowy moment tej odsłony nastąpił w 28. minucie, gdy gospodarze wyprowadzili kapitalną kontrę, zakończoną skuteczną dobitką Worony, co dało Toruniowi dwubramkowe prowadzenie. Katowiczanie nie podłamali się, coraz częściej strzelali z dystansu i szukali dobić, ale albo brakowało precyzji, albo świetnie interweniował szwedzki bramkarz. Do przerwy gospodarze utrzymali prowadzenie, choć gra była momentami bardzo fizyczna i okraszona licznymi karami.
Trzecia tercja przyniosła zupełnie inny obraz spotkania. GKS Katowice zdecydowanie podkręcił tempo i zepchnął Toruń do głębokiej defensywy. Wpierw strzelając gola autorstwa Iana McNulty’ego, którą sędziowie liniowi anulowali po analizie wideo. Następnie świetną zespołową akcję wykończył efektownym strzałem z bekhendu Joona Monto, dając sygnał do odrabiania strat. Nie minęła minuta i goście dopięli swego. Po podaniu zza bramki Patryka Wronki Jonasz Hofman zachował zimną krew i doprowadził do wyrównania 2:2.
W końcówce regulaminowego czasu gry obie drużyny miały szanse na rozstrzygnięcie spotkania. Toruń naciskał po kontratakach, a Kieler kilkukrotnie ratował GKS przed utratą gola. Z kolei katowiczanie groźnie atakowali w przewagach, lecz ponownie na wysokości zadania stawał Svensson. Dogrywka była niezwykle nerwowa. Blisko zapewnienia zwycięstwa był Patryk Wronka, a chwilę później Jakub Lewandowski, jednak oba zespoły w grze utrzymali świetnie dysponowani bramkarze.
W rzutach karnych mieliśmy ciąg dalszy popisów obu bramkarzy, jednak jedną gumę mniej wpuścił Michał Kieler, a karnego decydującego pewnym najazdem wykorzystał Stephen Anderson.
Próba generalna przed Pucharem Kontynentalnym zaliczona. GieKSa zgarnia komplet punktów
W ramach 34. kolejki TAURON Hokej Ligi zmierzyły się ze sobą drużyny GKS-u Katowice i Comarch Cracovii. Od początku spotkania tempo gry dyktowali gospodarze, ostatecznie zgarniając komplet punktów za sprawą skutecznie rozegranych gier w przewadze.
GKS Katowice rozegrał bardzo solidne spotkanie i w pełni zasłużenie sięgnął po komplet punktów w starciu z Comarch Cracovią. Od pierwszych minut gospodarze narzucili swoje warunki gry, dominując pod względem intensywności, liczby sytuacji bramkowych oraz kontroli krążka. Katowiczanie byli zespołem lepiej zorganizowanym, konsekwentnym i skutecznym w kluczowych momentach meczu.
Już początek spotkania wyraźnie należał do GieKSy. Gospodarze agresywnie forecheckowali, długo utrzymywali się w tercji ofensywnej i szybko doprowadzili do pierwszej bramki. W 4. minucie, podczas gry w przewadze, Juho Koivusaari oddał potężny strzał spomiędzy bulików, nie dając żadnych szans Santeriemu Lipiainenowi. Zdobyty gol tylko napędził katowiczan, którzy nie zdejmowali nogi z gazu. Bliski podwyższenia prowadzenia był m.in. Mateusz Bepierszcz, Patryk Wronka oraz Bartosz Fraszko, jednak świetnie między słupkami spisywał się fiński bramkarz Cracovii. Pierwsza tercja zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem GieKSy, choć przewaga gospodarzy była znacznie wyraźniejsza niż wskazywał na to wynik.
Druga odsłona przyniosła jeszcze większą dominację katowiczan. GKS długo rozgrywał krążek w tercji rywala, tworząc kolejne sytuacje strzeleckie i zmuszając Cracovię do częstych przewinień. W 37. minucie gospodarze dopięli swego —Grzegorz Pasiut precyzyjnym strzałem z prawego bulika podwyższył prowadzenie. Kulminacja przyszła tuż przed końcem drugiej tercji. W 40. minucie Joona Monto przymierzył z lewego bulika, zapewniając GKS-owi trzybramkowe prowadzenie.
W trzeciej tercji GKS Katowice skupił się przede wszystkim na kontroli wyniku. Gospodarze grali dojrzale, skutecznie bronili dostępu do własnej bramki i nie pozwalali Cracovii rozwinąć skrzydeł. Choć krakowianie próbowali atakować i momentami podkręcili tempo, ich wysiłki rozbijały się o dobrze dysponowaną defensywę oraz bezbłędnego dzisiaj Michała Kielera, który do końcowej syreny zachował pełną koncentrację.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze