Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: niezrozumiała niemoc na wyjazdach
Zaledwie jeden remis i dwa zdobyte, za to cały worek goli straconych, z czego cztery w Katowicach – to wyjazdowy dorobek Arki w tym sezonie. Tymczasem w Gdyni jest to zespół o zupełnie innym obliczu i nikomu nie jest tu łatwo o punkty, o czym przekonał się już m. in. Mistrz Polski i niedawny lider tabeli z Płocka. O przyczyny takiego stanu rzeczy, kadrowe ubytki i przewidywania przed niedzielnym pojedynkiem z GieKSą zapytaliśmy Arka Skubka, kibica żółto-niebieskich.
Poprzednie spotkanie Arki z GieKSą przypadało na piątą kolejkę Ekstraklasy. Beniaminek z Gdyni miał wtedy pięć punktów, właśnie przywieźliście remis z Łazienkowskiej, kilka dni później pokonaliście Pogoń i w dobrych humorach jechaliście do Katowic, a my wciąż czekaliśmy na pierwsze zwycięstwo. Mój poprzedni rozmówca z Gdyni, Marek Ziemian, powiedział wtedy, że Arka jest na właściwym kursie. Czy dziś można powiedzieć to samo?
Gdybym tak powiedział, oznaczałoby to, że źle życzę klubowi, któremu kibicuję. Na dzień dzisiejszy kurs obrany przez Arkę prowadzi do spadku z Ekstraklasy. Co tu dużo mówić – będąc pod kreską na trzynaście kolejek przed końcem sezonu musimy wejść na wyższy poziom sportowy, jeśli chcemy wyskoczyć z czerwonej strefy. Niestety, wiele rzeczy potoczyło się inaczej niż powinno, ale przede wszystkim nikt z nas nie spodziewał się, że tak fatalnie będziemy się prezentować poza Gdynią. To absolutny szok i rozczarowanie, czegoś takiego w Gdyni chyba nigdy nie było, ale to zadanie dla klubowych statystyków i historyków, aby sprawdzić, czy kiedykolwiek zdarzył się podobny sezon. Jeśli nadal będziemy tak mizernie punktować na wyjazdach, to trudno być optymistą przed tym, co przed nami.
Analizując tabelę, w oczy rzucają się dwa główne problemy Arki: wspomniana słaba gra na wyjazdach i najsłabszy w lidze dorobek strzelecki. Wszystko dlatego, że Karol Czubak gra nie w tej żółtej koszulce, w której powinien?
Przyczyn należy szukać głębiej, bo skoro na wyjazdach zdobyliśmy tylko dwa gole, to ogólny bilans musi być mizerny. Arka jest zespołem do bólu pragmatycznym, zwłaszcza u siebie, co przejawia się tym, że zespół dążąc do wygranej zadowala się jednobramkowym prowadzeniem i nie bawi się na boisku w radosny futbol. Najważniejsze są trzy punkty i w Gdyni często się to udaje. Z kolei na wyjazdach drużynę dopada niezrozumiała niemoc, brak wiary we własne umiejętności – trudno to racjonalnie wytłumaczyć.
W poprzedniej kolejce GKS grał z Legią, z którą wy mierzyliście się tydzień wcześniej. I o ile kibice GieKSy podadzą szereg powodów, niekoniecznie sportowych, dlaczego nie udało nam się pokonać stołecznych, tak wasz remis trudno wytłumaczyć…
Podobne historie, kiedy jeden zespół traci dwie bramki w doliczonym czasie gry, a przez to również zwycięstwo, nie zdarzają się na co dzień. A jeśli już się zdarzają, to na długo zapadają w pamięć, jak choćby słynny finał Ligi Mistrzów sprzed blisko 30 lat. Osobiście nie przypominam sobie poprzedniego takiego meczu w wykonaniu Arki – dwa, w zasadzie identycznie stracone gole tuż przed końcem spotkania… Trudno to wytłumaczyć, a jeszcze trudniej się z tym pogodzić. Można rzucać banałami, że z rywalem takim jak Legia nie wolno ani na moment tracić koncentracji, ale walcząc o utrzymanie, gdy każdy punkt jest na wagę złota, obrona korzystnego wyniku to obowiązek. Mimo dwubramkowej przewagi zabrakło spokoju, a po kontaktowym trafieniu Legii Arka się zagotowała i nie była w stanie oddalić gry od swojego pola karnego. Prowokowaliśmy rywala do pressingu, który przyniósł skutek w postaci kolejnego stałego fragmentu gry, zamienionego na gola. Być może to ten sam problem mentalny, który dopada zespół na wyjazdach, bo nie wszystko można wytłumaczyć niską jakością indywidualną poszczególnych piłkarzy. Jeśli chcemy się utrzymać, to trzeba wyeliminować ten problem przed kolejnymi meczami.
Jakby tego było mało, w niedzielę znowu przegraliście na wyjeździe, tym razem w Szczecinie. Przeglądając komentarze kibiców Arki, dominowało w nich albo poczucie realnego zagrożenia spadkiem, albo wręcz powolne oswajanie się z jego nieuchronnością.
Mecz z Pogonią miał dać odpowiedź, czy nasza postawa na wyjazdach wreszcie się odmieni. Nie zagraliśmy w Radomiu, więc to w Szczecinie mieliśmy się przekonać, czy przerwa zimowa, zgrupowanie i niewielkie korekty kadrowe odmienią i usprawnią grę Arki w delegacjach. Oceniając już po meczu, moim zdaniem Pogoń była najłatwiejszym spośród wszystkich naszych dotychczasowych rywali wyjazdowych i nie wyglądała na zdecydowanie silniejszy zespół od Arki. Miałem poczucie, że niewiele trzeba, aby w Szczecinie zapunktować, mimo to nie potrafiliśmy tego zrobić. Skoro więc przegraliśmy z przeciętnie wyglądającą tego dnia Pogonią, to trudno szukać optymizmu przed kolejnymi wyjazdami do Płocka, Kielc czy Krakowa, a nawet Radomia. Dlatego właśnie ten mecz tak bardzo rozczarował i zaniepokoił kibiców w Gdyni, bo nie zobaczyliśmy Arki w nowym wydaniu.
Trener Szwarga słynie z drobiazgowych analiz, tymczasem w Szczecinie straciliście decydującego gola po książkowej akcji Pogoni, którą zna chyba cała liga.
Trener naturalnie uczulał zawodników, aby wystrzegali się błędów w tej strefie boiska, tymczasem już w czwartej minucie rajd i dośrodkowanie Grosickiego na gola zamienił Mukairu. Mecz zaczął się źle, ale jeśli już tracić, to na początku, gdy jest jeszcze czas na odrabianie strat. Mimo to przez całą pierwszą połowę nie byliśmy w stanie stworzyć zagrożenia pod bramką Cojocaru. Po przerwie wyszliśmy na boisko bez zmian, co mogło świadczyć, że trener był zadowolony z postawy swoich zawodników. Dopiero po wejściu na boisko Kubiaka i Kocyły gra Arki się ożywiła. Najkorzystniejsza była sytuacja, gdy strzał oddał Jakubczyk, a Szota powinien był trącić piłkę do bramki, tymczasem trafił prosto w bramkarza. Mam odczucie, że gdyby wtedy padła bramka, to nie przegralibyśmy w Szczecinie.
Sam trener przebił się na czołówki sportowych mediów, gdy tuż po awansie zwrócił uwagę, że Arka nie jest sportowo gotowa na Ekstraklasę. Czy sytuacja drużyny zmieniła się na przestrzeni ostatnich miesięcy?
Na ten problem trzeba spojrzeć szerzej. To, co w tym sezonie dzieje się na rynku transferowym, zwłaszcza w Ekstraklasie, zaskoczyło chyba wszystkich. Praktycznie każdy klub wydaje dzisiaj pieniądze nieporównywalne do poprzednich okienek, co czasowo zbiegło się z naszym awansem, a jak wiadomo beniaminek zwykle jest na najtrudniejszej pozycji w tym wyścigu. Nie jest to dla nas żadne usprawiedliwienie, bo inny beniaminek z Płocka radzi sobie o niebo lepiej. Naszym celem było zbudowanie drużyny na spokojne utrzymanie w Ekstraklasie, tymczasem wokół nas toczy się prawdziwy wyścig zbrojeń i trudno nam konkurować w takich warunkach. Prezes Pertkiewicz od razu zapowiadał, że w Gdyni nie będzie transferów gotówkowych, nie licząc pozyskania „za grosze” Oskara Kubiaka, bez porównania z kwotami padającymi choćby w GKS-ie, który był w stanie wykupić Mateusza Kowalczyka za milion euro. Prezes przykłada ogromną wagę do pilnowania budżetu, ale przekłada się to również na poziom kadry. Nie mnie oceniać, czy drużyna została odpowiednio zbudowana, zostawiam to trenerowi. Wystarczy jednak posłuchać dziennikarzy i obserwatorów Ekstraklasy, którzy zgodnie oceniają potencjał kadrowy Arki jako jeden z najsłabszych w lidze. Trudno polemizować z takimi ocenami. Z drugiej strony skoro potrafimy wygrywać u siebie z Wisłą, Cracovią czy Lechem, to znaczy, że pewien poziom umiejętności w zespole jest.
Jednym z odpowiedzialnych za właściwy dobór zawodników do drużyny jest Veljko Nikitović, dyrektor sportowy Arki. Czy aby na pewno Arki?
Jak najbardziej Arki. Z tego co wiem, w Motorze Lublin zimą nie zostały przeprowadzone żadne ruchy transferowe, więc trudno mówić, aby ktokolwiek, tym bardziej spoza klubu, wykonywał tam taką pracę. Zdaję sobie sprawę, jakie informacje podawały media (Nikitović od nowego sezonu będzie pracował w Lublinie – przyp. red.), natomiast znam Velo i nie mam wątpliwości co do jego szczerości. Jeśli Nikitović twierdzi, że w tej chwili nie ma żadnej umowy z Motorem, a całą uwagę skupia na Arce, to ja mu wierzę. Czym innym są jednak piłkarze, których jako dyrektor wskazuje, a czym innym ci, którzy ostatecznie podpisują kontrakty w Gdyni. Rozmowy transferowe prowadzi prezes Pertkiewicz i o tym trzeba pamiętać – nie zawsze jesteśmy w stanie pozyskać piłkarzy, których widziałby w klubie zarówno trener, jak i dyrektor sportowy.
W niedzielne popołudnie do Gdyni przyjedzie GKS. Nie sposób uciec od pewnych skojarzeń z wydarzeniami, które w Katowicach do dziś wspominamy z uśmiechem. U was z pewnością jest inaczej, ale czy po takim czasie udało się przetrawić tamten mecz i zapomnieć o nim?
Z perspektywy czasu niektórzy oceniają, że brak awansu w tamtym sezonie dobrze nam zrobił, bo tuż po zmianach właścicielskich nie byliśmy jeszcze w stu procentach gotowi organizacyjnie. Z drugiej strony w tamtym okresie liga nie była jeszcze aż tak napompowana pieniędzmi jak dziś i można było nieco łatwiej obronić status ekstraklasowicza. Natomiast w tamtym momencie, będąc świadkiem, jak awans wymyka nam się z rąk po niesamowitej końcówce sezonu, rozczarowanie było olbrzymie. Okoliczności, w jakich brak naszego awansu stał się faktem, odbiły się szerokim echem w całej piłkarskiej Polsce. Wpadka była spektakularna i nie chodzi tylko o mecz z GKS-em, bo na przegrany awans złożyły się mecze z GieKSą, Motorem, Lechią czy potknięcie w Bielsku-Białej. Byliśmy mocno sfrustrowani, bo był to kolejny sezon, w którym oglądaliśmy na własnym stadionie radość przeciwnika po awansie – wcześniej były to Pogoń Szczecin, Radomiak (jego awans po meczu w Gdyni nie był jeszcze w 100% pewny, za to pogrzebał szanse Arki na bezpośrednią promocję – przyp. red.) i ŁKS, a na domiar złego później do tej listy dopisaliśmy Motor. Nie jest to przyjemna sytuacja, gdy na twoim terenie rywale cieszą się z historycznych sukcesów, a ty musisz obejść się smakiem.
Na szczęście odczarowaliście to fatum w ubiegłym sezonie i dziś możemy rywalizować na poziomie Ekstraklasy. Jesienią, a w zasadzie w środku lata, spotkaliśmy się po raz pierwszy na Nowej Bukowej. Nie jest tajemnicą, że sztab Arki przywiązuje dużą wagę do stałych fragmentów gry, zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Tymczasem w Katowicach była to nasza najgroźniejsza broń.
Przystępowaliśmy do tego meczu w dobrych nastrojach, mając na koncie pięć punktów, podczas gdy GKS tylko jeden. W najczarniejszych snach nie zakładałem, że nasz mecz może mieć taki przebieg i zakończyć się tak wysokim wynikiem. Jeśli dodamy do tego fakt, że w zasadzie wszystkie bramki straciliśmy po stałych fragmentach, a przed sezonem mówiło się, że to właśnie one będą naszym największym atutem, to mecz w Katowicach wywrócił te zapowiedzi do góry nogami. Czas pokazał, że nie był to przypadek, a pewna prawidłowość: dla was są one groźną bronią, a dla Arki deficytem. Wiele kluczowych goli traciliśmy właśnie po stałych fragmentach. Warto przypomnieć, że mamy w sztabie specjalistę od tego elementu, a jest nim znany w Katowicach Rafał Figiel. W pierwszej lidze stałe fragmenty działały u nas bardzo dobrze i między innymi dzięki temu wywalczyliśmy awans. Dlaczego w Ekstraklasie jest inaczej i zamiast zdobywać gole, częściej je tracimy? Nie potrafię tego wytłumaczyć – niech odpowiedzi szukają trenerzy.
Jaki wpływ na postawę Arki w niedzielę będzie miał brak Marca Navarro i Kamila Jakubczyka, którzy pauzują za nadmiar żółtych kartek?
Każdy z nich ma zarówno atuty, jak i ograniczenia. Kamil Jakubczyk jest jedną z naszych najjaśniejszych postaci w ofensywie, ale popełnia też młodzieńcze błędy, które czasem sporo kosztują drużynę. Potrafi szarpnąć, zabrać się z piłką, minąć kilku rywali i napędzać grę Arki, a z drugiej strony – na co zwraca uwagę trener Szwarga – popełnia błędy taktyczne rzutujące na sposób gry defensywnej. Z kolei Navarro ma dobrze ułożoną nogę i potrafi zagrać piłkę w punkt, szczególnie przy stałych fragmentach. Nie będzie on jednak najlepiej wspominał meczu w Szczecinie, bo to własnie jemu uciekł strzelec bramki. W niedzielę przy stałych fragmentach z powodzeniem zastąpi go Sebastian Kerk, dlatego jeśli miałbym wskazać, kogo będzie brakowało bardziej, to raczej Jakubczyka.
Miałeś okazję zobaczyć któryś z meczów GieKSy? Jak oceniasz naszą postawę wiosną?
Z największą uwagą obserwowałem wasz mecz z Widzewem. W oczy rzuca się przede wszystkim intensywność i agresja w grze, ale w pozytywnym sensie – pilnowanie każdego centymetra boiska, nieodpuszczanie żadnej piłki, niedawanie przestrzeni rywalom. Imponujące było wasze zaangażowanie i sposób, w jaki utrudnialiście życie gwiazdorom z Łodzi. Nie ukrywam, że kiedy odwołano rzut karny dla Widzewa, miałem poczucie sprawiedliwości, bo zasłużyliście na zwycięstwo, mimo że remis byłby korzystniejszym wynikiem z punktu widzenia Arki. W tym miejscu chciałbym powiedzieć coś o sędziach, bo w tym sezonie każdy ma z nimi problemy. Jako kibic Arki nie wiem, czy znalazłbym trzy mecze, w których nie miałbym dużych pretensji do arbitrów. Przy wszystkich naszych piłkarskich problemach w zdecydowanej większości spotkań sędziowie popełniali błędy, które w mniejszy lub większy sposób wpływały na przebieg meczów. Ponadto, jesteśmy jedyną drużyną w Ekstraklasie, która w tym sezonie nie wykonywała rzutu karnego, a okazji ku temu nie brakowało, np. w meczu z Motorem Karol Czubak zagrał ręką w polu karnym Arki i sędziowie nie dopatrzyli się błędu. Niemal każda kontrowersja była rozstrzygana na niekorzyść Arki, co na pewno kosztowało nas kilka punktów.
Arka u siebie nie zwykła oddawać punktów, ale czy odda pole GieKSie? Jaki przebieg będzie miał twoim zdaniem nasz niedzielny mecz?
Arka w tym sezonie nie rzuca się na nikogo. U siebie wygrywa pragmatyzmem, cierpliwością i konsekwencją w realizacji planu taktycznego trenera. Problemem może być wspomniany brak Kamila Jakubczyka i ciekaw jestem, jaki będzie pomysł na jego zastąpienie. Jeśli trener Szwarga znajdzie alternatywę, to GieKSie powinno być równie trudno jak każdemu innemu rywalowi w Gdyni. Nawet pierwszy gol szybko strzelony przez GKS nie będzie decydujący, bo Arka wielokrotnie odwracała mecze u siebie, np. z Cracovią czy Lechem. Jeśli natomiast mecz otworzy się dopiero w drugiej połowie, to spodziewam się, że jedna bramka zadecyduje o zwycięstwie jednej lub drugiej drużyny.
Spróbuj przewidzieć przyszłość, zarówno jeśli chodzi o wynik, jak i o warunki do gry, bo przynajmniej na Śląsku zima kontratakuje.
Boisko na pewno będzie bardzo ciężkie, bo w Gdyni na przemian pada śnieg, przychodzi odwilż, a następnie mróz – nocą termometry wskazywały nawet -15 stopni. Na pewno odbije się to na stanie murawy. W weekend ma już być cieplej, ale warunki na pewno będą trudne. Co do wyniku, pozostaję optymistą i trzymam kciuki za 1:0 dla Arki, mimo że trudno znaleźć racjonalne przesłanki dla takiego scenariusza. Wierzę, że po raz kolejny Arka u siebie okaże się zespołem zupełnie innym niż choćby w Szczecinie.
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.


Najnowsze komentarze