Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Arką

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po meczu z Arką wszyscy byliśmy niepocieszeni. Porażka zabolała, ale przed nami nowe wyzwania. Wracamy jeszcze na chwilę do wyjazdowego meczu w Gdyni, a za chwilę już gramy derby.

1. Moja podróż do Gdyni rozpoczęła się bardzo wcześnie, bo już w piątek. Nieco po dwunastej wsiadłem do pociągu niebylejakiego i ruszyłem na ten drugi koniec Polski. Z dużymi nadziejami.

2. Fajnie tak przejechać całą Polskę pociągiem. Jeśli są dobre warunki można popracować, nadrobić jakieś zaległości czy po prostu się zrelaksować. Ja napisałem felieton i obejrzałem „Odprawę przedmeczową”. Było sympatycznie, zjadłem schaboszczaka. Fajnie… No może poza kiblem, w którym woda leciała z… podłogi.

3. W Sopocie szybka przesiadka na SKM, którym jechałem całe cztery minuty do Gdyni Orłowo. I na miejscówkę, gdzie byłem około dziewiętnastej. Sympatycznie.

4. Aha, w pociągu jeszcze zacząłem oglądać Piast – Motor. Piękna bramka N’Diaya, który był typowym N’Diayem – raz spektakularnie coś zawali, a raz strzeli cudownego gola.

5. A Gdynia przywitała mnie zimą. Taką z wielkimi zaspami na chodnikach. Nie sądziłem, że aż tak zimowo tam będzie. Do tego chodniki skute lodem. Zima na północy okazała się typowo bardziej sroga niż na południu.

6. Wieczorem jeszcze nasiadówka przy herbacie oraz beznadziejnie nudnym Widzew – Cracovia i można było iść spać.

7. Rano idąc na śniadanie natknąłem się na wykopalisko archeologiczne. Dzielnie walczyli, ale się rozpuścili.

8. Polecam szczerze restaurację Serwus. Udałem się tam na śniadanie – podobnie jak w dniu meczu z awansem. Wtedy było przepysznie, teraz jeszcze lepiej. Co prawda trochę przesadziłem z ilością, ale dałem radę. Omlet, franfurterki, sałatka. Ogólnie pychota.

9. W związku z tym na plażę nie poszedłem, tylko się toczyłem. Ale krótko, bo plaża niedaleko, kilkaset metrów. Szybko ujrzałem molo i morze z tą dziwną perspektywą, jakby było pochyłe. Zaraz jednak poziom się wyrównał. I po raz pierwszy ujrzałem zimowe morze.

10. Zastanawiałem się jak te biedne kaczki nie wychładzają się i nie zamarzaną w tej lodowatej wodzie, a wręcz utrzymując się na dryfującym lodzie. Biedaczki. Ale przystosowane – poczytałem o tym. Natura jest niesamowita.

11. Niesamowicie wyglądają fale na takim zmrożonym morzu. Tak jakby cienka warstwa lodu była też poddana fali. Z taką smugą. Piękny efekt.

12. Na molo było ultra zimno, dużo zimniej niż wcześniej. Aż mi przyszła do głowy historia z Titanikiem. Nie dziwię się, że ludzie tam pozamarzali. Taka woda może dawać kopa przez chwilę. Morsom. Po chwili dłuższej już odcina prąd.

14. Nagrałem tam nagrywkę, chwilę pospacerowałem, popodziwiałem sympatyczne mewy na barierce i udałe się w drogę powrotną, ale inną drogą. Nie miałem w planach nic szczególnego, tylko podglądanie ligowych rywali. I odpoczynek po trudach tygodnia.

15. Po zasłużonej drzemce oglądałem więc niezbyt wybitne mecze Rakowa z Termaliką i Górnika z Pogonią. Terma może odstawać, ale nie wiadomo, bo logika tej ligi jest przewrotna. Za to Górnik spuścił z tonu i przegrał po raz drugi z rzędu u siebie. A Pogoń chce się wydostać z tarapatów.

16. Na Legię poszedłem znów do Serwusa, tym razem na wybitnego burgerka. Naprawdę polecam tę knajpę. Nie płacą mi za to, a reklamuję. A warszawianie też w końcu wygrali pokazując, że spaść nie chcą.

17. Nie siedziałem zbyt długo, bo chciałem się wyspać przed naszym meczem. Wieczorem już czułem dreszczyk emocji związany ze zbliżającym się spotkaniem.

18. No i nadszedł dzień tegodniasiejszy. Szybkie ogarnięcie się i wykwaterowanie, a potem do… Serwusa na śniadanie. W tym czasie ujrzałem nasz autobus, który przemknął ulicami Gdyni i zmierzał już na stadion Arki. Miły to widok. Wiedziałem, że mecz jest blisko.

19. Na trolejbusa i na stadion. Trzy przystanki, niecałe pięć minut i już byłem na przystanku. Ech… droga na stadion kiepska. Rano ślizgałem się na lodzie, a teraz szedłem po wodzie. Cud? Niekoniecznie. Plucha i odwilż.

20. Doszedłem na obiekt. Szybko odebrałem akredytację i wszedłem na stadion. Tam też spotkałem na herbatce i kawce Miśka, Mariusza i Łukasza z GieKSiarzy. Przywitaliśmy się i przy żarcikach oczekiwaliśmy na spotkanie.

21. Ściany na piętrze są udekorowane zdjęciami z fety Arki po zdobyciu Pucharu Polski. Na jednym z nich jest choćby trener Leszek Ojrzyński i dobrze nam znany Grzegorz Niciński.

22. Trzeba było się wkrótce zbierać na trybuny. Ogólnie to było naprawdę ciepło w porównaniu z poprzednimi dniami. Dlatego bycie na trybunie właśnie nie stanowiło jakiegoś większego dyskomfortu.

23. Ku mojemu zdziwieniu i zadowoleniu prasówka wyglądała inaczej niż ta, którą pamiętam. Kilka meczów w Gdyni opuściłem, a na awansowym byłem na trybunach incognito. No i ta prasówka kiedyś była taka studencka, z ciasnymi przejściami i właśnie studenckimi krzesełkami. Totalna niewygoda.

24. Teraz może nie było luksusów, ale prasówka była przyzwoita. Fajna blaty, choć nie za duże. Krzesełka wyglądają, jakby były zajumane z jakiejś szkoły, ale wygodne. Widoczność też bardzo dobra. Kontakty na blatach, więc nie trzeba się schylać.

25. Podłoga taka z kratkami, prawdopodobnie, gdy coś tam wpadnie i przeleci przez te kratki, to wylatuje na stadionie Rakowa.

26. Mecz oglądaliśmy w towarzystwie… Kevina Blackwella, czyli jednej z najważniejszych osób w Lechii Gdańsk. Podglądał rywali, bo Lechia na tym stadionie w piątek zagra derby. Ogólnie bardzo sympatyczny człowiek.

27. Kibice GKS mieli swoje przygody, dlatego później dotarli na stadion. Przez to niestety nie widzieli ultraszybkiej bramki Mateusza Wdowiaka w pierwszej minucie. Całkiem niedawno pisałem o tych mega szybkich bramkach – jak Andruta na Lechu. Pamiętamy też gola Antka Kozubala ze Stalą Rzeszów. To jednak rzadkość, a ta sztuka się nowemu nabytkowi GKS udała.

28. Ogólnie atmosfera i frekwencja była taka sobie. Nie  było wrażenia piłkarskiego święta, jak w meczu awansowym – bo być nie mogło. Ale kibice Arki bardzo dobrze dopingowali przez cały mecz.

29. Choć Arka grała tak fatalnie, że już po 18 minutach były gromkie okrzyki niezadowolenia. Problem w tym, że piłkarze gospodarzy wzięli sobie do serca zalecenie o „graniu” i grać zaczęli. Z jakim efektem – widzieliśmy.

30. Dobrze, że kibice GKS jednak dotarli i mogli również dopingiem wspierać swój zespół. Wyjazdowo znów topka. Szkoda, że po raz kolejny nie mogliśmy świętować triumfu na Arce.

31. Ogólnie nie był to mecz, który na dłużej zapamiętamy. Miał swoją historię, niezbyt fajną dla nas. Ale nie był też jakiś dramatyczny, emocjonalny. Ot GKS prowadził i przegrał (pierwszy raz w sezonie).

32. Świętowanie piłkarzy Arki z kibicami było jakieś takie mizerne. Nie wnikam w ich zwyczaje, ale na GieKSie to jest radocha z każdych trzech punktów. A tu kilka okrzyków, kto wygrał mecz i do domciu.

33. Na sali konferencyjnej załapałem się na jakieś resztki sałatki z kurczakiem – bardzo dobra. Plus koreczek z pomidora i mozzarelli. To w oczekiwaniu na przyjście trenerów.

34. Rany, „dziennikarze Arki” to jakieś uniwersum. Po raz kolejny stwierdzam, że wylewający się poziom „zajebistości” przez różnego rodzaju media klubowe, okołoklubowe czy dziennikarzy regionalnych związanych z danym klubem, to jest takie żenua, że wolałbym tego nie widzieć. Ale ci z Arki chyba przewyższyli tzw. „dziennikarzy Widzewa”. Te żarciki, kumatość, kmwtw, pseudo-eksperctwo – dżizas. Po raz kolejny to powiem – doceniam naszą skromność, naszą i oficjalnej strony. Proste, spokojne chłopaki z Katowic. Które doświadczyły takiego g… przez wiele lat, że nie muszą teraz całemu światu pokazywać, kim to nie są.

35. Sama konferencja standardzik, trener Górak powiedział swoje, trener Szwarga zadowolony. Będzie się jeszcze działo w tym sezonie.

36. Zostaliśmy jeszcze trochę na sali konferencyjnej, by obrobić swoje materiały. W pewnym momencie podszedł do mnie jakiś gości z Arki z pytaniem, czy mogę się ewakuować. „Pan jest z Lechii?” – zapytał. Czy ja wyglądam, jakbym był z Lechii? Wolę Lechię niż Arkę to fakt, ale bez przesady.

37. Dla mnie był to już ósmy wyjazd na Arkę i chyba to rekord. Bo siódemek mam na koncie kilka. Więcej co prawda doświadczyłem w Gdyni porażek niż zwycięstw, ale najważniejszy mecz został wygrany i tak już zostanie.

38. Zapakowaliśmy się do samochodu jeszcze za widna i ruszyliśmy w drogę przez całą Polskę. W fatalnej wprost pogodzie przez kilka dobrych godzin jechaliśmy na Śląsk. Z małym postojem w Maku. Mijaliśmy też na drodze GieKSę, co praktycznie podczas powrotów z wyjazdów zdarza się… zawsze. W Katowicach byliśmy przed 21.

39. Czekamy na Górnik! Czekamy na Śląski Klasyk!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

My im nie dali wygrać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.

Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?

Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.

Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?

Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.

Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?

Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.

Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.

Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.

Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.

Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.

Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?

E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Feta na Arenie Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga