Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Radomiak bez argumentów w starciu z GKS-em
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Radomiak Radom – GKS Katowice 0:1 (0:1).
weszlo.com – GieKSa jak… GieKSa. Jałowe ataki Radomiaka nic nie dały
Wszystko fajnie Radomiaku, ale z takimi strzałami to ty możesz sobie najwyżej pokiwać palcem w bucie. Na nic wszelkie wygibasy i parę fajniejszych wymian, skoro przy tym wszystkim umyka cały sens gry w piłkę. Może gdybyś grał dziś w dziesięć podań, to szanse na sukces byłyby większe, ale nie – chodziło o strzelanie goli. Na takich zasadach lepsi byli goście z Katowic.
Oni zagrali swój klasyczny mecz – z rzutu wolnego wrzucił Nowak, piłkę do siatki wpakował, choć na raty, Jędrych i potem fajrancik. Bo nie ma powodów do zmartwień, gdy rywal uprawia sztukę dla sztuki, a jego wszelkie pomysły na przełamanie obrony są szybko i boleśnie weryfikowane. Miękkie wrzutki Wilsona-Esbranda czy Grzesika z pierwszej połowy? Na nic. Parę rajdów Luquinhasa, który z piłką przy nodze wygląda zawsze super? Na nic. Chęć założenia wysokiego pressingu? Na nic, bo podopieczni Rafała Góraka nie mają problemu z tym, żeby Strączek wybił piłkę daleko na połowę rywali, nawet za cenę straty jej posiadania.
Wszystko to takie… po prostu, GieKSa zagrała swój klasyczny mecz.
Nie umniejsza to im jednak w żadnym razie. Katowiczanie mają swój styl, mają swój plan na mecz i mają punkty, notując czwarte zwycięstwo w rundzie wiosennej. Może i sporą część spotkania musieli się bronić i w drugiej połowie wydawało się, że stoją zdecydowanie za blisko własnej bramki, ale jeśli czują się z tym dobrze, to nie nam na to narzekać. Nie ma to nic wspólnego z efektownym futbolem, ale jest wystarczająco efektywne.
Najlepsza sytuacja Radomiaka przyszła chyba w 72. minucie, kiedy Romario Baro świeżo po wejściu na boisko znalazł się w polu karnym i nawet uderzył, tylko piłka przelała mu się na zewnętrzną część stopy i nie można było liczyć na celny strzał.
W ogóle wejście Portugalczyka na boisko rozruszało trochę akcję. To on oddał jeden z dwóch celnych strzałów gospodarzy – z rzutu wolnego, z ostrego kąta, sprawdził czujność Strączka. Wcześniej sam zresztą wywalczył ten rzut wolny. Był tu i tam, ciągle pod grą, odmieniany w ustach komentatorów przez wszystkie przypadki. Ale i to na nic.
GieKSa to GieKSa. Sama miała zresztą swoje momenty pod bramką rywali:
dobrą okazję stworzył Wdowiakowi Zrelak,
sam Zrelak próbował strzału z woleja,
każda wrzutka Nowaka siała solidne spustoszenie.
Dziś możemy z całą stanowczością powiedzieć, że ekipa Rafała Góraka zaczyna być przewidywalna, ale w dobrym sensie tego słowa. Wiadomo, co chce grać i potrafi to grać. Punktuje solidnie i potwierdza, że nie tak łatwo przeciwstawić się jej taktyce.
Katowiczanom pomógł jednak trochę gospodarz meczu, powiedzmy sobie szczerze. Piłkarze Radomiaka doszli do kilku przyzwoitych okazji, lecz ich wykończenie kulało. Grali w piłkę, tak się przynajmniej mówi. Tylko z tej gry nie wyszło nic – z piętnastu strzałów tylko dwa leciały w światło bramki Strączka. Golkiper gości radził sobie nieźle, rozegrał fajne zawody, ale jego interwencje polegały głównie na zapobieganiu, a nie efektownych paradach po kolejnych bombach radomian.
W drugiej połowie Radomiak chciał bardziej, wyglądał lepiej, można nawet zaryzykować tezę, że dominował. Ale przegrał i nic mu po tych wszystkich pięknych słowach. Brawa dla GieKSy.
gol24.pl – GKS Katowice wywiózł trzy punkty z Radomia. Radomiak w drugiej połowie fatalnie pudłował
GKS Katowice wygrał w 24. kolejce PKO Ekstraklasy z Radomiakiem (1:0) po golu z końcówki pierwszej połowy, kiedy najprzytomniej w polu karnym gospodarzy zachował się Arkadiusz Jędrych. Tym samym zespół Rafała Góraka, który kilka dni temu wyrzucił po karnych Widzew z Pucharu Polski, przeskoczył niedzielnego rywala o jedną lokatę.
Piłkarze GKS-u Katowice w odróżnieniu od gospodarzy lepiej weszli w mecz 24. kolejki, a do efektownej próby przewrotką doszedł już w pierwszych minutach napastnik gości Adam Zrelak. Ratować Radomiaka Radom musiał też Filip Majchrowicz, który wyciągnął się niczym struna przy uderzeniu z ostrego kąta.
Z każdą minutą rumieńców nabierały jednak ataki podopiecznych odbywającego karę za czerwoną kartkę z meczu przeciwko Koronie Kielce Goncalo Feio. Luquinhas nadawał kolorytu i jakości kolejnym akcjom Zielonym, ale za każdym razem brakowało jednego – skuteczności pod bramką.
Przed przerwą efektownie próbował skończyć swoją sytuację Elves Balde, który złożył się do widowiskowych nożyc, ale minął się z piłką i kolejna akcja Radomian spaliła na panewce.
W 45. minucie decydujący cios zadał Arkadiusz Jędrych, który nie dał szans Majchrowiczowi przy dobitce i zapakował piłkę absolutnie pod ladę, pod poprzeczkę i poza zasięgiem golkipera. Uszczęśliwiając tym samym swoich kibiców, którzy bez problemu wypełnili sektor gości (około 750 kibiców).
W drugiej połowie gospodarze próbowali dobrać się do skóry półfinalisty STS Pucharu Polski. Swoich okazji nie wykorzystał przede wszystkim Romario Baro, który minimalnie spudłował.
cozadzien.pl – Radomiak bez argumentów w starciu z GKS-em. Katowiczanie wygrali przy Struga
[…] Oba zespoły przystąpiły do tego spotkania mając w nogach mecze rozgrywane w środku tygodnia. We wtorek GKS grał w STS Pucharze Polski z Widzewem i do wyeliminowania Łodzian potrzebował 120 minut i rzutów karnych. Radomiak z kolei w czwartek rozegrał zaległy ligowy mecz z Arką Gdynia. Po zwycięstwie nad ekipą z Pomorza Zieloni przesunęli się na ósme miejsce i odskoczyli na siedem „oczek” od strefy spadkowej. GieKSa przed meczem w Radomiu traciła do podopiecznych Goncalo Feio dwa punkty.
Jednego z goli we wspomnianym meczu z Arką zdobył dla Radomiaka Capita Capemba. Okazało się, że była to dla niego ostatnia bramka w barwach radomskiego klubu – Angolczyk odchodzi do amerykańskiej MLS, do Sportingu Kansas City. Jego odejście potwierdził już w piątek na konferencji prasowej trener Goncalo Feio, a zawodnik nie znalazł się w kadrze na starcie z GieKSą. Będzie to rekordowy wychodzący transfer dla Radomiaka.
Niedzielny (8 marca) mecz GieKSa zaczęła mocno. Pierwsze minuty należały do podopiecznych Rafałą Góraka, którzy mogli objąć prowadzenie w trzeciej minucie, gdyby nieco lepiej złożył się do strzału Adam Zrelak. Radomiak po sennym początku nieco się przebudził. W 11. minucie centrował z prawej strony Zie Ouattara, ale z piłką w polu karnym nieznacznie minął się Maurides. W 23. minucie Zieloni mieli rzut wolny przy narożniku pola karnego. Piłkę w kierunku bramki posłał Rafał Wolski, jednak dobrze głową we własnym polu karnym interweniował Adam Zrelak. Brakowało konkretów i strzałów obu stron. W 30. minucie próbował Luquinhas, ale piłka minęła słupek bramki Rafała Strączka.
I gdy wydawało się, że do przerwy już nic się wydarzy, to w 45. minucie rzut wolny z okolic środka połowy boiska miał GKS. Do piłki podszedł Bartosz Nowak. Pochodzący z Radomia zawodnik gości miękko wrzucił w pole karne, a tam znalazł się kompletnie niepilnowany Arkadiusz Jędrych i najpierw uderzył w słupek prawą nogą, a potem dobił lewą – ale już trafił i Katowiczanie objęli prowadzenie. Gospodarze w pierwszej połowie nie oddali ani jednego celnego strzału.
Tempo gry w drugiej połowie było bardzo spokojne. Radomiak nie wyglądał na zespół, który przegrywa i musi odrabiać straty. Pierwszy celny strzał w tym meczu Zieloni oddali dopiero w 66. minucie. Z dystansu przymierzył Luquinhas, ale to uderzenie było zbyt lekkie i bez problemów poradził sobie z nim Strączek. W 73. minucie akcję stworzyli zmiennicy – z lewego skrzydła dośrodkował Vasco Lopes, a zewnętrzną częścią stopy uderzył Romario Baro – piłka jednak minęła słupek bramki GieKSy.
Miejscowi mieli co prawda optyczną przewagę, jednak kompletnie nic z niej nie wynikało. Brakowało realnego zagrożenia pod bramką ekipy ze Śląska. W 80. minucie niecelnie główkował Abdoul Tapsoba. W końcu, w 85. minucie zrobiło się groźnie w polu karnym gości. Z rzutu wolnego piłkę mocno wstrzelił Baro, ale na posterunku był dobrze interweniujący Strączek. Potem dobitka Lopesa została zablokowana. Zieloni nie zdołali sforsować defensywy gości. W 90. minucie raz jeszcze próbował Lopes – znowu jednak strzał został zablokowany.
katowice.naszemiasto.pl – Cenne punkty GieKSy. Zwycięstwo z Radomiakiem daje awans w tabeli. Kibice GKS Katowice w świetnych humorach
Zespół GKS Katowice spektakularnie uciekł ze strefy spadkowej, a po wygranej z Radomiakiem w Radomiu poszedł ostro w górę tabeli.
Po ligowej wygranej z Górnikiem i pucharowej z Widzewem piłkarze GKS Katowice znaleźli się na wyraźnej fali wznoszącej. W przypadku zwycięstwa Katowiczanie mieli szansę znaleźć się w górnej połowie tabeli. Radomiak z kolei wiosną zalicza drogę przez mękę, a w niedzielnym spotkaniu na ławce zabrakło nie tylko Goncalo Feio, który ponosi konsekwencje czerwonej kartki, ale i jego dwóch asystentów.
Katowiczanie zaczęli mocno i sparaliżowali poczynania ofensywne gospodarzy, którzy przez pierwsze 45 minut nie oddali celnego strzału. Zespół Rafała Góraka miał dwie takie próby i tuż przed przerwą objął prowadzenie. Rzut wolny wykonał niezawodny Bartosz Nowak, podanie poszło do Arkadiusza Jędrycha, który najpierw nie trafił czysto w piłkę, ale ta odbiła się od słupka i wróciła do kapitana GieKSy, a ten strzelił piątego gola w obecnym sezonie.
– Pierwsza połowa nie była idealna, ale na takim boisku ciężko o takie. Każda bramka do szatni to jednak bardzo pozytywny bodziec – opowiadał strzelec gola.
Po zmianie stron GKS zaczął grać wyżej i agresywniej. Rafał Górak po nieco ponad kwadransie dokonał trzech zmian. Radomianie też jednak nie próżnowali i w miarę upływu minut zaczęli dociskać Katowiczan do przedpola Rafała Strączka.
Bramkarz musiał więc solidnie dołożyć się do czwartego w tym sezonie wyjazdowego zwycięstwa. Stanął jednak na wysokości zadania i ekipa z Górnego Śląska zgarnęła pełną pulę, wspinając się na dziewiąte miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy.
Rafał Górak nie może być jednak całkiem zadowolony. Czwarte żółte kartki zobaczyli Alan Czerwiński i Arkadiusz Jędrych, więc nie będą mogli zagrać w sobotę na Nowej Bukowej przeciwko Lechii Gdańsk.
radom24.pl – Asysta słupka! Radomiak po kuriozalnym golu przegrał z GKS Katowice
Z dużymi apetytami po zwycięstwie nad Arką Gdynia, zasiedli kibice Zielonych do oglądania meczu z GKS Katowice. W meczu 24. kolejki Radomiak jednak uległ gościom, długimi okresami bijąc głową w mur.
Radomiak przystąpił do meczu już bez Capity Capemby, który odchodzi do Sportingu Kansas City. W składzie Zielonych zabrakło też Cristosa Donisa, który został kontuzjowany w poprzednim meczu przeciw Arce Gdynia.
Zieloni po czwartkowym meczu z Arką mieli też o 48 godzin mniej odpoczynku od GKS, który grał mecz Pucharu Polski z Widzewem we wtorek.
W 4. minucie obrońcy Radomiak zgubili piłkę przed własnym polem karny, na szczęście Wdowiak i Nowak taż się pogubili, a gdy doszło wreszcie do strzału, Zrelak mocno przestrzelił.
Zaraz potem Radomiak odpowiedział kontrą, ale efekt był taki, że po dośrodkowaniu Grzesika zablokowany przez Czerwińskiego Maurides zgłosił uraz barku. Gdy tylko Brazylijczyk wrócił na plac gry miał ponownie swoją okazję po dograniu Wilson-Esbrand, lecz jego główkę złapał Strączek.
Pierwszy kwadrans bardzo wyrównany. Widać było, że Radomiak chciałby oddać pole do rozgrywania GKS, nie podchodząc do pressingu, ale Katowiczanie wybierali wtedy grę długimi podaniami.
W 16. minucie na strzał zdecydował się Balde, ale nie była to udana próba. Chwilę potem po drugiej stronie boiska, podobnie zza pola karnego uderzał Wdowiak, ale Majchrowicz pełnie obronił.
Rafał Wolski wykonywał rzut wolny w 23. minucie, po faulu na Wilsonie-Esbrandzie, lecz jego celny i mocny strzał został wybity przez jednego z obrońców na rzut różny.
Swoją szansę w 30. minucie zwietrzył Luquinhas, który w pełnym biegu dopadł do piłki po wybiciu jej przed pole karne przez jednego z obrońców Katowiczan. Bomba Brazylijczyka przeleciała jednak metr od spojenia bramki GKS.
Po półgodzinie gry nic w ocenie meczu się nie zmieniło – to nadal było wyrównane spotkanie, może ze wskazaniem na Radomiaka, który częściej był przy piłce.
W 35. minucie w świetnej sytuacji w polu karnym znalazł się Grzesik, jednak zamiast zdecydować się na strzał, szukał jeszcze podaniem kolegów, zagrał jednak niecelnie.
Dieguez znany jest z ostrej gry. Udowodnił to, kiedy niepotrzebnie w środku boiska sfalował Wdowiaka, za co zobaczył żółtą kartkę. Siódmą w sezonie. Niedługo potem Czerwiński niesportowo powstrzymał Balde, ale tym razem sędzia Kos nie sięgnął po kartonik.
Ostatni kwadrans pierwszej połowy był najbrzydszy do tej pory w tym meczu. Gra była często przerywana faulami. W końcu po jednym z nich, w ostatniej minucie regulaminowego czasu padła kuriozalna bramka dla GKS. Nowak wykonywał rzut wolny z ponad 40 metrów. Dieguez, wyblokowany przez Czerwińskiego na linii pola karnego, padł na ziemię. Dzięki temu niepokojony Jędrych odbił piłkę czubkiem, ta trafiła w słupek i wróciła do niego, aby dobił ją do pustej bramki. Majchrowicz był zupełnie zdezorientowany.
Radomiak, znany z szybkiej gry, w pierwszej połowie tego nie pokazał. Na pewno bramka do szatni wiele zmieniła w taktycznym podejściu obu zespołów do drugiej połowy, ale z realizacją Zielonym szło ciężko. Być może wpływ na to ma jeszcze zmęczenie po meczu z Arką. Bo gdy po przerwie kibice spodziewali się szturmu na bramkę gości, nic takiego miejsca nie miało.
Natomiast to GKS podszedł wyżej, wcześniej próbując odbierać piłkę gospodarzom na ich połowie. Jedynym uzyskiem dla nich było to, że w 51. minucie żółtą kartką ukarany został Czerwiński, gdy kopnął od tyłu Grzesika.
Pierwszą bardziej składną akcję oglądaliśmy w 58 minucie. Gdy po akcji Luquinhasa, dośrodkowywał Balde, ale zbyt wysoko, by do piłki doskoczył dobrze ustawiony Maurides. 30 cm niżej i byłaby 100-procentowa szansa.
Po pierwszym kwadransie gry można było powiedzieć tylko tyle, że się odbył, a na jego koniec z boiska zeszli Maurides i Balde, a ich miejsce zajęli Tapsoba i Lopes.
W 62. minucie groźnie kontratakował GKS, ale gdy piłka trafiła do Nowaka, jego podanie w pole karne zostało wybite. Po tej akcji trener Górak przeprowadził w swym zespole trzy zmiany, ściągając z boiska m.in. Czerwińskiego, który wyraźnie pracował na drugie „żółtko”, ale tym czasem zobaczył ją Wolski.
Po długim fragmencie bezowocnych zabiegów z obu stron, wreszcie celnie uderzał Luquinhas, ale zbyt lekko i zbyt blisko Strączka, aby go zaskoczyć.
W 73. minucie przed szansą stanął Baro, który chwilę wcześniej zastąpił Wolskiego. Portugalczyk wykorzystał błąd obrony gości, uderzył dobrze z pierwszej piłki, ale minimalnie niecelnie. Gdyby trafił, Strączek byłby bez szans.
Po zmianach zaordynowanych przez trenerów, to Radomiak zdobył przewagę. GKS cofał się coraz bardziej, ale Zieloni nie kreowali sobie zbyt dobrych sytuacji, często niecelnie podając w decydujących momentach akcji. Blisko skierowania piłki w światło bramki był w 80. minucie Tabsoba, ale zabrakło mu centymetrów.
W 85. minucie Baro bardzo dobrze uderzył z rzutu wolnego, ale świetnie zmierzającą pod poprzeczkę piłkę obroni Strączek. Dobitka Lopesa, została zablokowana przez obrońców. Reprezentant Republiki Zielonego Przylądka miał jeszcze dwie szanse w regulaminowym czasie, ale znów był blokowany.
Damian Kos doliczył 4 minuty, w których nic szczególnego się nie wydarzyło, oprócz tego, że to GKS był bliżej zdobycia gala, po akcji Galana.
Piłkarsko lepszy Radomiak, na murawie, którą mamy obecnie przy Struga 63 nie był w stanie zamienić tego atutu na bramki i punkty. Plus krótki okres regeneracji po meczu z Arką sprawiły, że Zieloni przypominał drużyny z poprzedniego meczu.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


Najnowsze komentarze