Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: ogromna siła rażenia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Od kilku kolejek defensywa GieKSy wisiała na cienkim włosku, bo z bagażem trzech żółtych kartek grali wszyscy nasi stoperzy. Los zadecydował, że w najbliższej serii gier będą pauzować Arkadiusz Jędrych i Alan Czerwiński. Moment to niefortunny, bo do Katowic przyjeżdża ekipa strzelająca najwięcej bramek w całej Ekstraklasie. Czy Lechia Gdańsk zdoła wykorzystać nasze problemy kadrowe? Kogo powinniśmy obawiać się najbardziej? Zapytaliśmy Kamila Barchanowicza, kibica Lechii, na co dzień udzielającego się w serwisie lechia.gda.pl.

W sobotę po raz czwarty od momentu naszego awansu spotkamy się w Ekstraklasie, natomiast za każdym razem, gdy dotychczas się mierzyliśmy, Lechia mierzyła się jednocześnie z problemami natury pozasportowej. Czy dziś możemy wreszcie rozmawiać tylko o piłce?
Tak, dzisiaj możemy wreszcie rozmawiać o piłce, choć moim zdaniem jeszcze przez jakiś czas w Lechii nie będzie w stu procentach normalnie, jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, a zwłaszcza finansowe. Jednak na dzisiaj – poza jednym krótkim opóźnieniem – od wiosny ubiegłego roku wszystkie zobowiązania w stosunku do piłkarzy i sztabu szkoleniowego są regulowane na bieżąco. Dlatego możemy się skupiać na aspektach piłkarskich, co wszystkich w Gdańsku cieszy. Do całkowitej stabilności jeszcze wprawdzie daleko i podejrzewam, że nieuniknionym krokiem do jej osiągnięcia będzie transfer Tomáša Bobčka już latem, aby zapewnić Lechii płynność finansową. Generalnie jednak uważam, że idziemy w dobrym kierunku.

Skoro działacze na czele z Paolo Urferem radzą sobie coraz lepiej, to jak im idzie walka o odzyskanie odjętych punktów? Jest na to szansa?
Temat jest na tapecie, natomiast sam oceniam go jako mało realny. Uważam, że gdyby miało się to wydarzyć, to już by się wydarzyło. Poza tym – nie oszukujmy się – zwrócenie punktów w takiej sytuacji byłoby pewnym precedensem, który spotkałby się z negatywnymi reakcjami całego piłkarskiego środowiska. Łagodne potraktowanie Lechii zachęcałoby inne kluby do nie do końca uczciwej gry, bo stałoby się jasne, że jest przyzwolenie na niepłacenie piłkarzom. Tak być nie może i musimy funkcjonować w taki sposób, aby wypłaty zawsze były na czas. Cieszyłbym się, gdybyśmy odzyskali te punkty, bo z miejsca stalibyśmy się kandydatem do gry o europejskie puchary, a nawet mistrzostwo Polski, jednak moim zdaniem do tego nie dojdzie. Odwołanie jest w Sądzie Najwyższym, który jest już ostatnią instancją. Paolo Urfer i jego prawnicy działają, wierząc w pomyślny finał tej sprawy, sam jednak szanse na to oceniam jako mało realne.

Niezależnie od sytuacji w tabeli, już jakiś czas temu Lechia przestała być wymieniana w ścisłym gronie drużyn walczących o utrzymanie, co jesienią w rozmowie ze mną zakładał nawet Szymon Wleklak z Lechia.net. Tymczasem rzeczywistość okazała się dla was bardziej łaskawa.
Rzeczywistość zaskoczyła pozytywnie, tym bardziej, że początek sezonu był bardzo trudny. W piątej kolejce przegraliśmy przecież z Zagłębiem aż 2:6, a „na zero” w tabeli wyszliśmy w szóstej kolejce, po tradycyjnym już zwycięstwie w derbach Trójmiasta. Dopiero wygrana z GieKSą w następnej serii gier pozwoliła nam wreszcie być na plusie. Forma poszła w górę, ale ja często apeluję o chłodne głowy, bo sezon jest wyjątkowy: jedno czy dwa zwycięstwa pozwalają podskoczyć o 7-8 miejsc, z kolei nawet krótka seria porażek spycha w niebezpieczne rejony w tabeli. Wystarczy, że np. Legia czy Arka zaczną wygrywać, to brak punktów w kolejnych meczach będzie dla nas oznaczał straty, które może być trudno odrobić.

Tymczasem w ostatniej kolejce to wy wyszliście zwycięsko z pojedynku z jednym z kandydatów do mistrzostwa, nie pozostawiając złudzeń Jagiellonii. Lechia jest tak mocna, czy Jadze, z którą gramy już we wtorek, zaczyna brakować paliwa?
Wszystko po trochu. Jaga zagrała w Gdańsku słabo, oddając zaledwie jeden celny strzał i widać było, że fizycznie nie prezentowała się najlepiej. Warto jednak zaznaczyć, że to my zagraliśmy świetnie, szczególnie w ofensywie. Camilo Mena i Rifet Kapić są teraz w niesamowitym gazie, także Tomáš Bobček, mimo że sam nie trafił do siatki, to zachował się świetnie przy trzecim golu, wystawiając piłkę Ćirkoviciowi do pustej bramki. Sam Ćirković, który moim zdaniem z Jagiellonią grał słabo, zamknął mi usta strzelając dwa gole. Atutem Lechii jest ogromna siła rażenia z przodu – nie bez powodu strzeliliśmy najwięcej bramek w lidze. I choć uważam, że naszym celem wciąż powinno być utrzymanie, to z drugiej strony moim zdaniem jesteśmy zbyt mocni sportowo, aby spaść. To samo zresztą sądzę o GKS-ie Katowice.

Ile jest dziś wart Tomáš Bobček?
Tomáš Bobček jest wart dokładnie tyle, ile ktoś będzie w stanie za niego zapłacić, natomiast mówiąc poważnie, klub odrzucał już oferty za niego opiewające na kwoty rzędu 7-8 milionów euro. Mówi się w Gdańsku, że Bobček odejdzie za co najmniej 10 milionów, natomiast ja uważam, że ta kwota będzie nieco niższa. Jeśli nasz napastnik utrzyma dobrą formę i nadal będzie trafiał do siatki, to spodziewam się jego transferu za około 9 milionów euro i należy zakładać, że dojdzie do tego już latem. Lechia potrzebuje zastrzyku gotówki, a sam Bobček, mimo że dobrze czuje się w Gdańsku i zżył się z Lechią, co widać na co dzień, gdy można spotkać go na mieście w klubowych barwach, być może sam będzie chciał zrobić kolejny krok naprzód i poszukać nowych wyzwań.

Co słychać u ulubionego w Katowicach piłkarza Lechii? Docierają do nas informacje o jego kłopotach zdrowotnych. Czy Camilo Mena zagra w sobotę przy Nowej Bukowej?
Na ostatniej konferencji prasowej trener Carver powiedział, że decyzję co do jego występu podejmie tuż przed meczem. W ubiegły piątek schodząc z boiska Camilo trzymał się za mięsień dwugłowy i było widać, że cierpi. Trwa wyścig z czasem, aby doprowadzić go do pełnej dyspozycji, jednak ja nie jestem optymistą i stawiam, że w sobotę nie zagra.

Jesienią Szymon Wleklak z Lechia.net wskazywał Aleksandara Ćirkovicia wśród transferowych ruchów, po których obiecuje sobie najwięcej. W ubiegłym tygodniu Serb dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i został wybrany do jedenastki kolejki. Jest już jednym z filarów Lechii?
Mimo że miał dość ciężkie wejście do Ekstraklasy i na początku grał „ogony”, które nie wyglądały obiecująco, to im dalej w las, tym Ćirković prezentował się lepiej. Im więcej minut łapał, tym więcej dawał konkretów. Przełomem był mecz z Legią w Warszawie, gdzie strzelił bramkę, która w wyniku błędów w defensywie dała tylko remis. Bardzo dobrze zagrał też z Górnikiem i z każdą kolejką łapał kolejne minuty, dostarczając konkretów w postaci bramek i asyst. Jest tylko wypożyczony z węgierskiego Ferencvárosu i liczę, że uda się go wykupić.

Natknąłem się ostatnio na ciekawostkę, że obrońca Lechii Bujar Pllana zmienił obywatelstwo z kosowskiego na albańskie. Powinien się go obawiać zarówno trener Górak, jak i selekcjoner Urban przez zbliżającymi się barażami o udział w Mistrzostwach Świata?
Mimo że bardzo lubię Bujara i uważam, że jest obiecującym środkowym obrońcą, to śmiem twierdzić, że ani jeden, ani drugi trener nie muszą się go specjalnie obawiać, bo w żadnym z tych meczów nie zagra. W przypadku kadry byłby to absolutny debiut, bo paszport otrzymał niedawno. Ze względów politycznych Albania chętnie rozdaje swoje paszporty obywatelom Kosowa, sportowo nie spodziewam się jednak, by był on gotowy wskoczyć do kadry narodowej. Z kolei w Lechii stracił miejsce w składzie na rzecz Maksyma Diaczuka, który z Jagiellonią zagrał swoje najlepsze spotkanie w biało-zielonych barwach. Na dzisiaj nie widzę więc Pllany w – nomen omen – planach Johna Carvera na sobotni mecz.

Na kogo więc liczysz najbardziej?
Najbardziej liczę na Rifeta Kapicia i Iwana Żelizkę, bo wygranie środka pola w starciu z GKS-em Katowice będzie kluczowe dla losów meczu. Doskonale wiemy, że siłą GieKSy jest druga linia na czele z Bartkiem Nowakiem, którego uważam za świetnego zawodnika. Mam też nadzieję, że błyśnie Kacper Sezonienko, który na początku naszej przygody z Ekstraklasą był mocno krytykowany. Potem jednak strzelił bramkę z Koroną, która de facto utrzymała nas w lidze i od tamtego momentu maszyna ruszyła. Bardzo w niego wierzę i traktuję go poniekąd jak wychowanka – jako młody zawodnik trafił do nas z Sokoła Ostróda, ale całą karierę rozwija w Lechii. Kacper – masz mój miecz, zrób w Katowicach show!

Rafał Górak przyłożył rękę do zwolnienia Igora Jovićevicia z Widzewa, pośrednio pozbył się też Gonçalo Feio z Radomiaka. Niepokojące wieści w sprawie Luki Elsnera dochodzą z Krakowa, który odwiedzimy za tydzień. Czy trener Lechii również powinien drżeć o posadę?
John Carver jest absolutnie bezpieczny, a moim zdaniem ma jedną z najmocniejszych pozycji w Ekstraklasie. Może być spokojny o swoją posadę nawet w przypadku porażki z GieKSą, której nie można wykluczać, bo w Katowicach rozegramy jeden z najciekawszych meczów tej kolejki i spotkają się zespoły, które wiosną błyszczą. John Carver – jak każdy – ma swoje wady. Sam zauważam jego niechęć do robienia zmian w trakcie meczów – zdarzały się spotkania, gdy przeprowadzał zaledwie jedną lub dwie, a nie uważam, by zawodnicy z ławki byli aż tak słabi, by nie dostawać swoich szans. Mimo to zamyka usta krytykom dobrymi wynikami, bo gramy świetnie i – mówiąc otwarcie – powyżej oczekiwań. Nikt z nas nie spodziewał się, że Lechia będzie tak dobrze naoliwioną maszyną i będziemy strzelać tyle bramek.

Sobotnie spotkanie z Lechią będzie pierwszą od dłuższego czasu pauzą dla naszego kapitana – Arkadiusza Jędrycha. Spróbujesz zgadnąć, kiedy po raz ostatni Arek nie dokończył meczu?
Skoro o to pytasz, to mógł to być pojedynek z Lechią w Gdańsku, jeszcze w 1. lidze, w którym obejrzał czerwoną kartkę. Imponujące osiągnięcie. Swoją drogą mecze z nami są dla Jędrycha jak sinusoida – z jednej strony czerwona kartka i przymusowa pauza w sobotę, a z drugiej zwycięski gol w ostatniej minucie meczu w Katowicach, bez którego nie byłoby bezpośredniego awansu GieKSy. Dla nas to dobra wiadomość, że w sobotę nie zagra nie tylko on, ale i Alan Czerwiński.

Eksperymentalnie zestawiona obrona GieKSy może być wodą na młyn najlepszej ofensywy w lidze. Spodziewasz się gradu goli?
Logika Ekstraklasy wskazuje na 1:0 dla GKS-u Katowice po golu Klemenza, któremu udało się uchronić od przymusowej pauzy za kartki. Sam Lukas pokazuje ostatnio, że ma ciąg na bramkę, a skuteczność całej defensywy GieKSy może imponować. Gdybym jednak miał stawiać pieniądze, typowałbym remis z dużą liczbą goli – 2:2 lub 3:3.

Zachwycamy się postawą Lechii z przodu, tymczasem z tyłu drużyna przecieka najbardziej w całej Ekstraklasie. Skąd tak mocno zachwiany balans pomiędzy formacjami?
Jeśli zespół gra na wskroś ofensywnie, to zazwyczaj odbywa się to kosztem szczelności z tyłu. Warto jednak zwrócić uwagę, że najwięcej złego w naszej obronie działo się do siódmej kolejki, po której do Lechii dołączył Matej Rodin. Blisko 40% straconych goli przypada właśnie na pierwsze siedem spotkań, a od jesiennego meczu z GKS-em gramy już zdecydowanie lepiej w defensywie. Mimo że wciąż tracimy gole, bo tylko trzy razy zagraliśmy na zero z tyłu, to z Rodinem w składzie nie wygląda to już tak fatalnie.

Który z naszych poprzednich meczów zapamiętałeś najlepiej?
Jednym z ciekawszych wyjazdów był 1-ligowy mecz na starej Bukowej, przegrany 0:1 po wspomnianym golu Jędrycha. W tamtym czasie dopiero zaczynałem swoją przygodę z meczami wyjazdowymi i mimo porażki wspominam tamto spotkanie ciepło. Ciepło to słowo nieprzypadkowe, bo mimo że był to początek kwietnia, to w Katowicach było niesamowicie gorąco – jeden gość obok mnie siedział nawet bez koszulki. Ponadto, mile wspominam ten mecz z powodu świetnej kiełbasy na starym stadionie i mam nadzieję, że na Nowej Bukowej catering trzyma równie wysoki poziom.

Jaki scenariusz sobotniego pojedynku przewidujesz?
Wychodzę z założenia, że spektakl ocenia się przez pryzmat jego aktorów, dlatego wiele sobie obiecuję po pojedynkach Kapić – Nowak w środku pola. To właśnie od postawy drugiej linii będzie zależeć, która z drużyn przechyli szalę zwycięstwa na swoją stronę. Oba zespoły są usposobione ofensywnie, dlatego trzeba być tego dnia na stadionie, bo czeka nas emocjonujące widowisko. Zarówno GieKSa, jak i Lechia są ostatnio w wysokiej formie i uważam, że pokażą to w sobotę.

Obok ligi GieKSa skupia swoją uwagę na Pucharze Polski, w którym gra także pogromca Lechii.
Swoją pucharową przygodę zakończyliśmy w grudniu, przegrywając w Gdańsku z Górnikiem. John Carver mocno przemeblował wtedy zespół i to zaważyło na naszej porażce. Na szczęście kilka dni później wzięliśmy srogi rewanż w lidze, pokonując Zabrzan 5:2. Piłkarze byli mocno zdeterminowani, by udowodnić rywalom z Zabrza, a w szczególności Maksymowi Chłaniowi, który zamienił Lechię na Górnika, że są klasową drużyną i potrafią grać w piłkę.

Komu kibicujesz w ostatecznych rozstrzygnięciach, które czekają nas w kwietniu i maju?
Ze względu na sympatie kibicowskie najlepiej życzę Rakowowi, ale patrząc chłodnym okiem stawiam, że to GKS Katowice może sięgnąć po ten puchar. Nie jest to z mojej strony żadna kurtuazja na potrzeby tej rozmowy, bo patrząc na obecną formę wszystkich czterech zespołów to właśnie GieKSa najlepiej gra w piłkę.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga