Dołącz do nas

Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice stanie przed wielką szansą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki wygrały 5:0 z Lechem/UAM Poznań w półfinale Pucharu Polski. Finał zostanie rozegrany 16 maja w Tychach, a naszym rywalem będą Czarni Sosnowiec. W Ekstralidze nasza drużyna pokonała na Bukowej Pogoń Szczecin 4:2. Piłkarze zremisowali z Koroną 1:1. W niedzielę 3 maja o 12:15 zagramy w Katowicach z Termalicą. Zaczyna się karuzela transferowa: media kojarzą Ariela Mosóra z GieKSą.

W półfinale play-off siatkarze pokonali w trzecim meczu Mickiewicza Kluczbork 3:1. Wcześniej przegrali drugie spotkanie 2:3. W finale zmierzymy się z BBTS-em Bielsko-Biała. Pierwsze spotkanie zaplanowano na 29 kwietnia o 18:30 w Katowicach. Kolejne mecze zostaną rozegrane 3 maja o 12:30 w Bielsku-Białej i 5 maja o 20:00 w Katowicach. Do PlusLigi awansuje drużyna, która wygra trzy spotkania.

Hokeiści zakończyli sezon zdobyciem srebrnych medali Mistrzostw Polski.

PIŁKA NOŻNA

lechpoznan.pl – Rekord dla Lechitek, awans dla GKS-u
W półfinałowym meczu Orlen Pucharu Polski piłkarki Lecha Poznań UAM przegrały z GKS-em Katowice 0:5. W starciu rozgrywanym na Enea Stadionie padł rekord frekwencji w dziejach kobiecej piłki klubowej w Polsce, ponieważ na trybunach zasiadło aż 8311 widzów. Żeńska drużyna Kolejorza pożegnała się z tymi rozgrywkami, ale napisała w nich w swojej niespełna pięcioletniej historii kolejny piękny rozdział.
[…] Lechitki sprawiły więc nie lada niespodziankę, w końcu w tamtym spotkaniu mierzyły się z jednym z pretendentów do walki o mistrzowski tytuł. Poprzeczka we wtorek została zawieszona także wysoko, ponieważ w stolicy Wielkopolski zameldowały się zawodniczki aktualnych mistrzyń Polski. Gospodynie tej konfrontacji dowiodły już jednak i to całkiem niedawno, że potrafią rywalizować z Katowiczankami jak równe z równymi. W swoim premierowym starciu z tymi przeciwniczkami w Ekstralidze podzieliły się bowiem w marcu punktami na ich terenie po remisie 1:1.
Od początku drugiego pojedynku pomiędzy tymi ekipami oglądaliśmy jednak napór faworytek ze Śląska. Niebiesko-Białe odpowiadały rzutami rożnymi bitymi dobrze przez Klaudię Wojtkowiak, ale za pierwszym razem Monika Poniedziałek nie doszła do zagrania partnerki z zespołu, natomiast za drugim Maja Kuleczka pomyliła się nieznacznie. Po stałym fragmencie trafiły za to przyjezdne, czyniąc to bezpośrednio po centrze ze stojącej piłki w 22. minucie w wykonaniu Patricii Hmirovej. Nie minęło 180 sekund, a do świetnego podania z głębi pola wystartowała Klaudia Maciążka i ładnym strzałem dała Katowiczankom dwubramkowe prowadzenie.
Zawodniczki prowadzone przez trenerkę Zając szukały swojego rytmu, ale w ich poczynaniach było nieco nerwowości. Kiedy z kolei przedostawały się pod pole karne rywalek, te były w stanie oddalać zagrożenie dalekimi wybiciami. Piłkarski GKS-u zadały trzeci cios przed zmianą stron, kiedy to szybkością oraz zimną krwią błysnęła Maciążka. Napastniczka najpierw wygrała pojedynek biegowy, a następnie ze spokojem minęła interweniującą Jagodę Sapor i posłała piłkę do siatki.
Jak zareagowały na niekorzystną pierwszą połowę nasze zawodniczki? W najlepszy możliwy sposób, bo drugie 45 minut rozpoczęły się od ich huraganowych ataków. Wymarzoną szansę miał w 60. minucie aktywna Julia Przybył, ale uderzenie 18-latki sparowała poza linię końcową Wiktoria Marzec. Jeszcze bliżej szczęścia była niespełna 60 sekund później Marta Kwiatkowska. Na jej przeszkodzie stanęła jednak poprzeczka, a szkoda, bo to mógł być gol bez wątpienia godny atmosfery tego spotkania.
A ta na trybunach Enea Stadionu panowała naprawdę wyjątkowa, bo Lechitki wspierało ponad osiem tysięcy kibiców. Prowadzony był zorganizowany doping, wszyscy odwiedzający obiekt przy Bułgarskiej mogli skorzystać z wielu atrakcji, a ponadto spotkali się przed meczem oraz w jego przerwie z piłkarzami Kolejorza. Kapitalna frekwencja ma wymiar historyczny, bowiem nigdy nie zdarzyło się, by spotkanie klubowej piłki kobiecej w naszym kraju zgromadziło tylu widzów. Poprzedni rekord należał do… GKS-u Katowice, na którego meczu było nieco powyżej cztery tysiące ludzi. Teraz został on więc przebity blisko dwukrotnie.
Ambitnie walczące do końca Lechitki mogły zmniejszyć rozmiary przegranej jeszcze na blisko kwadrans przed ostatnim gwizdkiem, ale nieco precyzji w dogodnej okazji zabrakło Oliwii Związek. Rezultat meczu za to korekcie za sprawą najpierw Andjeli Milovanović w 90. minucie, a następnie Julii Langosz w doliczonym czasie i zawodniczki Lecha Poznań UAM pożegnały się z rozgrywkami Orlen Pucharu Polski na etapie ich półfinałów. To jednak niesamowity wynik dla ekipy, która tego lata obchodzić będzie dopiero piątą rocznicę swojego powstania, a w swojej historii zdążyła dać kibicom Kolejorza wiele powodów do radości. Ta pucharowa kampania to kolejny z nich.

sportowefakty.wp.pl – Lech Poznań z rekordem frekwencji, ale bez awansu. Znamy finalistów Orlen Pucharu Polski

[…] Piłkarski wtorek w Polsce upłynął pod znakiem półfinałów rozgrywek o krajowe trofeum w piłce kobiecej. Ale w tym roku miały one wyjątkowy wymiar. W Poznaniu beniaminek Orlen Ekstraligi Lech UAM podejmował wciąż jeszcze aktualnego mistrza kraju – GKS Katowice. W stolicy Wielkopolski spotkanie to intensywnie promowano przez ostatnie kilkanaście dni.
Starcie rozegrano na Enea Stadionie w Poznaniu, gdzie na trybunach zasiadło 8 311 widzów. To rekord, jeśli chodzi o kobiece rozgrywki klubowe w Polsce. Poprzedni wynosił o prawie połowę mniej – 4 474 kibiców oglądało przed blisko rokiem starcie domowe piłkarek GKS-u Katowice na zakończenie mistrzowskiego sezonu 2024/2025.
Za znakomitą oprawę brawa należą się całemu środowisku Kolejorza zaangażowanemu w organizację, jednak na boisku wszelkie laury zgarnęły katowiczanki, które zwyciężyły 5:0. Wynik otworzyła w 22. minucie Patricia Hmirova, a chwilę później na 2:0 trafiła Klaudia Maciążka. Ta sama zawodniczka podwyższyła rezultat tuż przed przerwą. Pod koniec drugiej części gry po golu dołożyły jeszcze Andjela Milovanović oraz Julia Langosz, dzięki czemu zespół trener Karoliny Koch mógł cieszyć się z awansu do finału.

kobiecyfutbol.pl – OFICJALNIE: Zmieniono miejsce rozegrania finału Orlen Pucharu Polski!
Polski Związek Piłki Nożnej podjął decyzję o zmianie miejsca rozegrania finału Orlen Pucharu Polski! Spotkanie, które pierwotnie miało odbyć się w Szczecinie, rozegrane zostanie 16 maja 2026 roku na stadionie miejskim w Tychach!
W ostatnich dniach bardzo dużo mówiło się o zmianie miejsca rozegrania spotkania z powodu gry w meczu finałowym dwóch zespołów z południa polski. O zwycięstwo w Orlen Pucharze Polski zagrają GKS Katowice i Czarni Antrans Sosnowiec.
Stadion Miejski w Tychach oddany do użytku został w lipcu 2015 roku i od tej pory gościł między innymi mistrzostwa Europy do lat 2021 w 2017 roku, a dwa lata później rozgrywane na nim były mistrzostwa świata do lat 20.
Stadion mieszczący się przy ulicy Edukacji 7 może pomieścić 15 150 widzów.

futbol.pl – GKS Katowice nie odpuszcza. Defensor Rakowa na celowniku

Ariel Mosór był bliski transferu do GKS-u Katowice w zimowym oknie transferowym. Ostatecznie Raków Częstochowa odrzucił ofertę za swojego obrońcę. Latem temat przenosin piłkarza na Śląsk najprawdopodobniej wróci.
Ariel Mosór mógł zmienić pracodawcę kilka tygodni temu. Środkowym obrońcą interesowały się Arka Gdynia oraz GKS Katowice. Zespół ze Śląska złożył oficjalną propozycję i wyrósł na faworyta do pozyskania gracza.
Transfer definitywny nie doszedł jednak do skutku. Raków Częstochowa uznał ofertę za niesatysfakcjonującą. Zawodnik został pod Jasną Górą mimo chęci zmiany otoczenia.
Sebastian Staszewski uważa, że katowiczanie ponowią próbę zakupu piłkarza. Dziennikarz poinformował o tym na kanale Meczyki. Sam obrońca pozytywnie zapatruje się na taki ruch.
– Do kilku tematów transferowych oni wrócą latem. Mowa między innymi o Mosórze, który bardzo chciał odejść do GKS-u, bo ma w Katowicach mieszkanie i rozmowa z trenerem Górakiem dała mu bardzo dużo do myślenia i widział siebie w tej drużynie. Myślę, że to taki transfer, który GieKSa może przeprowadzić i nie zejdą z drogi pozyskiwania polskich zawodników – powiedział Staszewski.
Obrońca wystąpił w dwunastu meczach obecnego sezonu i strzelił jednego gola. Zaliczył przerwę w grze przez problemy zdrowotne w rundzie jesiennej.

SIATKÓWKA

radio.opole.pl – Koniec marzeń o finale. Mickiewicz Kluczbork zagra o brązowy medal

Siatkarze KKS Mickiewicz Kluczbork zakończyli walkę o finał PLS 1. Ligi. W trzecim, decydującym spotkaniu półfinałowym lepszy okazał się GKS Katowice, który wygrał 3:1 (19:25, 25:16, 25:23, 25:22) i przypieczętował awans do finału rozgrywek. Drużyna z Kluczborka zagra natomiast o brązowy medal z Aniołami Toruń.
Po dwóch pierwszych meczach półfinałowej rywalizacji stan rywalizacji był remisowy. Katowiczanie wygrali pierwsze spotkanie 3:0, ale w drugim starciu Kluczborczanie odpowiedzieli zwycięstwem po emocjonującym tie-breaku. Decydujący mecz zapowiadał więc ogromne emocje i takie też przyniósł.
Zespół z Kluczborka bardzo dobrze wszedł w niedzielne spotkanie. Skuteczna zagrywka Szymona Berezy oraz dobra gra w ataku Artura Pasińskiego pozwoliły szybko wypracować przewagę. Goście kontrolowali przebieg premierowej partii i zasłużenie wygrali ją 25:19.
W drugim secie inicjatywę przejęli jednak gospodarze. Seria mocnych zagrywek Bartłomieja Krulickiego pozwoliła GKS-owi odskoczyć rywalom, a Katowiczanie dominowali praktycznie w każdym elemencie gry. Partia zakończyła się wynikiem 25:16.
Trzeci set ponownie lepiej rozpoczęli zawodnicy Mickiewicza. Bereza raz jeszcze dawał się we znaki rywalom w polu serwisowym, a przewaga gości sięgała nawet czterech punktów. GKS cierpliwie odrabiał jednak straty, a końcówka przyniosła wyrównaną walkę punkt za punkt. Więcej spokoju zachowali gospodarze, którzy zwyciężyli 25:23 po skutecznym ataku Wojciecha Włodarczyka.
Czwarta odsłona długo była bardzo wyrównana. Kluczborczanie ambitnie walczyli o doprowadzenie do tie-breaka, ale w kluczowych momentach skuteczniejsi okazali się gospodarze. GKS wygrał seta 25:22 i cały mecz 3:1.

siatka.org – GKS Katowice stanie przed wielką szansą. Powalczy o powrót na salony

Znamy już finalistów I ligi siatkarzy w sezonie 2025/2026. Wiemy już, że nastąpi powrót do Plusligi, bowiem o złote medale i awans powalczą dwa zespoły, które już w PlusLidze grały. Do BBTS Bielsko-Biała w niedzielny wieczór dołączył GKS Katowice. Zespół trenera Emila Siewiorka okazał się lepszy od Mickiewicza Kluczbork.
Siatkarze Mickiewicza Kluczbork wyśmienicie rozpoczęli spotkanie. Wszystko dzięki znakomitej zagrywce Szymona Berezy, która była bardzo kłopotliwa dla gospodarzy. Kibice Katowic liczyli, że z biegiem czasu sytuacja na boisku się zmieni, jednak ciężko było to wprowadzić grając tylko do Michała Superlaka. Atakujący był nie do zatrzymania, jednak brakowało wsparcia dla 33-latka w ofensywie. Goście dokładali dużo punktów z zagrywki, a ponadto mogli popisać się znakomitą grą w przyjęciu i obronie. Pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 19:25.
GKS Katowice bardzo szybko otrząsnęli się po porażce w pierwszej partii. Podopieczni Emila Siewiorka bardzo szybko przejęli inicjatywę i z każdą kolejną akcją pokazali rywalom, że wracają do gry z pełną mocą. Przewaga gospodarzy rosła, a największy problem z wykończeniem akcji po stronie Kluczborka miał Kamil Maruszczyk. Katowiczanie z dużą łatwością zdobywali kolejne punkty, a w samej końcówce rywale jeszcze próbowali coś zmienić, jednak bezskutecznie. Drugi set zakończył się zwycięstwem gospodarzy 25:16.
Trzecia odsłona mogła się podobać od samego początku. Obie drużyny grały bardzo zawziętą siatkówkę i kibice w końcu doczekali się emocji, na które czekali w tym spotkaniu. Katowiczanie cały czas próbowali odrobić straty, a ta sztuka udała się w drugiej części seta za sprawą Wojciecha Włodarczyka, który popisał się znakomitą skutecznością w dwóch kluczowych momentach, najpierw na remis (16:16), a po chwili po ataku przyjmującego gospodarze wyszli na prowadzenie. Kluczborczanie w ostatnich piłkach trzeciego seta nie potrafili przebić się przez dobrze ustawiony blok rywali. Mimo to, emocje nie opuszczały kibiców do samego końca. Gospodarze zaczęli się mylić, co doprowadziło do wyniku 22:21. GKS zachował zimną krew w samej końcówce, po której mogli cieszyć się ze zwycięstwa 25:23.
Czwarta partia rozpoczęła się pod dyktando gospodarzy i z każdą kolejną próbowali odskoczyć na większą ilość punktów. Na to nie pozwolili Kluczborczanie z Arturem Pasińskim na czele. Przyjmujący wziął całą grę swojej drużyny na barki i był gotowy do ataku w każdej akcji. Siatkarze Mickiewicza Kluczbork nie odpuszczali, a w drugiej części seta doprowadzili do remisu 16:16. W samej końcówki znakomitą pracę wykonał w polu serwisowym Gonzalo Quiroga, który popisał się asem serwisowym i tym samym gospodarze odskoczyli ponownie na dwa punkty (21:19). Mecz zakończył się fenomenalnym blokiem Argentyńczyka (25:22).
MVP: Wojciech Włodarczyk
GKS Katowice – Mickiewicz Kluczbork 3:1 (19:25, 25:16, 25:23, 25:22)
Stan rywalizacji:2:1 dla GKS
awans do finału: GKS Katowice

To oni powalczą o awans do PlusLigi. Kiedy najważniejsze mecze?

I liga siatkarzy wkracza w decydującą fazę. W niedzielę zakończyły się półfinały rozgrywek, które może nie przyniosły sensacyjnych rozstrzygnięć, ale niespodzianki były blisko. Ostatecznie w wielkim finale zaplecza PlusLigi znalazły się BBTS Bielsko-Biała oraz GKS Katowice. Pierwsze spotkania o medale już w najbliższą środę.
GKS Katowice prawie od początku sezonu znajdował się w czubie tabeli rundy zasadniczej. Ostatecznie podopieczni Emila Siewiorka do fazy play-off przystąpili z 1. miejsca, mając na swoim koncie tylko 6 porażek.
W ćwierćfinale Katowiczanie dość pewnie rozprawili się z KPS-em Siedlce, a w półfinale nie było już tak łatwo. GKS pierwszy mecz wygrał 3:0, ale w drugim w tie-breaku musiał uznać wyższość Mickiewicza Kluczbork. W decydującym starciu w swojej hali triumfował już 3:1 i awansował do finału.
Siatkarze z Podbeskidzia w fazie zasadniczej nie brylował. Zakończył ją dopiero na 6. miejscu, ale już w ćwierćfinale pokazał o wiele lepszą grę i w tyle pozostawił jednego z kandydatów do awansu – Stal Nysę.
Półfinał rozstrzygnął się w trzech spotkaniach. Lepiej rozpoczęli go gracze Aniołów Toruń, ale BBTS triumfował w dwóch kolejnych meczach, kończąc serię wygraną 3:1.
Terminarz meczów o medale
Finał (do trzech zwycięstw)
I termin: 29 kwietnia, godz 18:30: GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała
II termin: 3 maja, godz. 12:30: BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice
III termin: 5 maja, godz. 20:00: GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała
Ew. IV termin, 9 maja, godz. ??:???: BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice
Ew. V termin, 13 maja, godz. ??:???: GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Post scriptum do Rakowa i Lecha

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dwa wyjazdowe mecze za nami. Zapraszamy więc do tradycyjnego post scriptum. A potem już tylko Motor.

1. Na mecz z Rakowem, który miał być najważniejszym spotkaniem od dawna wybraliśmy się w 4 osoby – ja, Misiek, Kazik, Flifen. Jako że nie był to daleki wyjazd, mogliśmy wyjechać stosunkowo późno. Wiadomo – godzinka drogi i jesteśmy na miejscu.

2. Ciekawa zawsze jest to droga – wiadomo, najpierw autostrada, a potem jakieś lokalne drogi. Zawsze zastanawia się czy na tę ulicę Spalonienko czy jakoś tam wjeżdżają te wszystkie autoary przewożące piłkarzy.

3. Chyba nam ta mobilizacja mocno się udzieliła i organizm zareagował… odwrotnie. Bo dużo było… ziewania na trasie. Może tak czasem być, taka paradoksalna reakcja organizmu.

4. Ogólnie to widzieliśmy autokar Rakowa dojeżdżający na stadion. Oni też nie wiedzieli, w jakim widowisku przyjdzie im uczestniczyć.

5. O ile na poprzednich meczach w Częstochowie byliśmy dużo wcześniej, tym razem było to „zaledwie” jakieś półtorej godziny przed meczem. To spowodowało, że musieliśmy się z pewnymi ważnymi rzeczami sprężać.

6. Kazik chciał odpalić drona, żeby zrobić efektowne zdjęcia stadionu i pętli. Niestety jakieś zakłócenia w eterze spowodowały, że dron nie ruszył i musieliśmy zadowolić się zdjęciami naziemnymi. Potem drony latały nad stadionem i zrzucały piłki. Ciekawy pomysł.

7. Chcieliśmy szybko przemieścić się do budki z akredytacjami, ale… policja zablokowała główną ulicę. Casus podobnie jak na Cracovii. Bo zaraz mieli przyjechać kibice gości. Dlatego nie można było poruszać się wzdłuż ulicy.

8. Dodatkowo po przejściu na drugą stronę ulicy, też nie można było przejść. Policja więc kierowała przez jakiś park, potem przez jakieś domki i byliśmy naprzeciwko przejścia. Czekaliśmy, a wkrótce autokary z kibicami przejechały.

9. Szybko odebraliśmy akredytacje i mogliśmy wejść na stadion. Nie kombinowaliśmy już z VIP-ami tylko od razu udaliśmy się na nasze prawowite miejsca.

10. To znaczy, zanim poszliśmy na prasówkę, udaliśmy się do sklepiku klubowego. A potem już był jeden cel – tzw. gięta. Wiedzieliśmy, że przy jednym sektorze jest taka fajna krojona, z cebulką. Mieliśmy taki plan już od grudnia. Ale na następny sezon. Na Raków trafiliśmy jednak w Pucharze Polski.

11. W tym celu obeszliśmy ten stadion. Nie naśmiewając się, bo sami mamy nowy obiekt od niedawna, niektóre miejsca za trybunami wyglądają, jakby były przytwierdzone na trytytki. Ale są to trytytki mocne. Mnie się ostatecznie ten stadion podoba. W dobie tych wszystkich nowy – daje powiew dawnych czasów.

12. Obeszliśmy więc. Na koniec musieliśmy się wylegitymować, żeby wejść na miejsce sektorowe. I znaleźliśmy się pod kiełbasą.

13. No panie, powiem ci – klasyczek. Półtorej (?) chyba kiełby i mnóstwo cebulki takiej zgrillowanej, w duuuużych kawałach. Musztarda, bułeczka. Smakowite. Minusem był ogórek kiszony, który ani trochę nie był kwaśny.

14. Skierowaliśmy się z powrotem – już na sektor prasowy. To pierwszy stadion od powrotu do ekstraklasy, na którym zawitaliśmy po raz trzeci. Wiedzieliśmy więc co i jak – czym to się je. Nagrywka przedmeczowa i zajęliśmy miejsca. Takie bez stolików, ale z większą przestrzenią. Więc komputer wylądował na kolanach.

15. Najgorsze było podłączanie do kontaktu. Trzeba było uklęknąć i się schylić, co na tej kracianej posadzce przyprawiało o ból kolan. Ale dało radę i byliśmy podpięci.

16. Czekaliśmy na mecz. Gdzieś tam w międzyczasie mijałem Mateusza Borka i Grzegorza Mielcarskiego, którzy mieli komentować to spotkanie. Jeszcze nie wiedzieli, jakie emocje będą także ich udziałem.

17. Jakiż to był mecz. Mecz, który zapamiętamy na lata. To była wielka piłka. Dramaturgia, zwroty akcji i dla postronnego widza kapitalny mecz do oglądania. Objęliśmy prowadzenie po golu Jirki, a potem Jędrych podwyższył z rzutu karnego.

18. W przerwie więc mieliśmy dobre humory, ale czujność musiała być zachowana. To jeszcze przecież nie znaczyło, że meldujemy się w finale. Kibice Rakowa mieli się z pyszna. Ale ciągle wierzyli.

19. Początek drugiej połowy był jak nóż w serce. Jeszcze nie wybiła 49. minuta, a już mieliśmy wyrównanie. Stadion przy Limanowskiego w euforii, my nosy spuszczone na kwintę. Nadal jednak przecież to był remis, czyli dla obu stron podobna sytuacja. Ale morale lepsze miał Raków.

20. Wkrótce gospodarze mieli rzut karny. Przez chwilę byliśmy w radości, gdy Dawid Kudła obronił. Ale szybko Diaby-Fadiga dobił ten strzał. Sędzia VAR-ował tę kontrowersyjną sytuację i przy okazji potem poznaliśmy absurdalny przepis o niepostawieniu nogi na murawie. Nie znając go – widzieliśmy potężną kontrowersję.

21. To już był dramat. Przegrywaliśmy 2:3. Wydawało się, że w sposób bardzo frajerski przegramy ten półfinał. Ale Adam Zrelak w samej końcówce doprowadził do wyrównania i wprawił nas w euforię. To był drugi mecz z rzędu, kiedy strzeliliśmy gola w doliczonym czasie.

22. Dogrywka zapowiadała kolejne wielkie emocje. W drugiej połowie znów pokarał nas Rocha, choć ostatecznie okazało się, że to samobój Alana. Ale już ultra katem w tym sezonie jest dla nas Brunes, który w każdym z trzech meczów trafił do siatki.

23. I jeszcze raz wyrównaliśmy. Eman się nie certolił, tylko przywalił precyzyjnie z dystansu. Mateusz Borek godnie oddał to w komentarzu, fenomenalna euforyczna sytuacja i Eman ekspresyjnie cieszący się pod sektorem gości. Cudowny moment. Przyznam, że mimo porażki, potem oglądałem to wielokrotnie.

24. No i te nieszczęsne karne, które okazały się dla nas bezbarwne. Dwa pudła, a Raków strzelił wszystko. Odpadliśmy, a gospodarze cieszyli się z awansu do finału.

25. Zebraliśmy manatki, nagrałem nagrywkę i poszliśmy na konferencję prasową. Teraz inna droga prowadzi na salę konferencyjną, więc pani nie chciała nas wpuścić. Ale akurat przechodził Wojciech Cygan, który „po starej znajomości” pozwolił nam tędy przejść.

26. Na konferencji przynajmniej można było się posilić zupą i jakimiś przekąskami. Marne to było pocieszenie. Straciliśmy tak wielką szansę, było tak blisko i nasi piłkarze zrobili wszystko. Szkoda była wielka.

27. Wypowiedzieli się obaj trenerzy, a my po konferencji jeszcze zrobiliśmy swoje materiały. Internet huczał od kontrowersji. Pożegnał się z nami drugi trener Rakowa oraz rzecznik. Oni byli przeszczęśliwi.

28. Mieliśmy problem z wyjściem, bo brama była zamknięta. Jakiś gościu powiedział, że trzeba nacisnąć jakiś guzik, żeby otworzyła się furtka. Doszliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic.

29. W stolicy Górnego Śląska byliśmy gdzieś przed północą. Nie tym razem Narodowy. Ale czekał nas za trzy dni kolejny mecz. Bardzo ważny i bardzo trudny.

—–

30. Do Poznania to już większa logistyka. Wiadomo, trzeba wyjechać rano, a wrócić w nocy. Ale na szczęście nie bardzo rano. Dlatego też wyjazd mieliśmy zaplanowany na 11. Ostatecznie ruszyliśmy nieco spóźnieni.

31. Mecz opracowywaliśmy w cztery osoby: ja, Misiek, Kazik i Marcin, który dojechał we własnym zakresie i działał na miejscu.

32. Droga przebiegała spokojnie, ładna była pogoda, tylko trochę zimno, gdy wiało. Zrobiliśmy ze dwa postoje, by coś małego przekąsić i napić się herbaty lub kawy. Na większą szamkę upatrzyliśmy sobie jedną z knajpek nieopodal Bułgarskiej.

33. Mijaliśmy znów Tarczyński Arena we Wrocławiu. Czy dane nam tam będzie zawitać w przyszłym sezonie? Jest to całkiem możliwe, bo Śląsk spisuje się w pierwszej lidze bardzo dobrze.

34. W Poznaniu byliśmy przed 15, mieliśmy więc jak na nas czasu i dużo i mało. Ale zjeść było trzeba. Padło więc na „Burger Lokalnie”. Chłopaki wzięli loaded frytki, ja skusiłem się na burgera. Dość dziwny sposób płatności – blik przez telefon. Wiem oczywiście o takim sposobie, ale przyznam, że pierwszy raz się z tym spotkałem w knajpie.

35. Mieli dużo zamówień, więc trochę musieliśmy poczekać. Ponad pół godziny. Na telewizorze leciał mecz Parma – Napoli, a za oknem przejeżdżały zielone tramwaje. Cały czas miałem wrażenie, że to autokar GieKSy przejeżdża, a przecież jak wiemy – bardzo często go spotykamy na swojej drodze.

36. Po nasyceniu się ruszyliśmy do auta i udaliśmy się na stadion. Zapowiadana frekwencja ponad 35 tysięcy powodowała, że zastanawialiśmy się, czy uda nam się ominąć korki.

37. Jak się okazało, nie było żadnych problemów, ot jedne dłuższe światła na kilka razy i już byliśmy na ulicy Ptasiej, od której jest wjazd na parking. No to wjechaliśmy.

38. Kazik odpalił drona, który tu już nie odmówił posłuszeństwa. Ja przyznam, że pierwszy raz widziałem taką akcję, z patrzeniem się na obraz na żywo. Absolutnie fenomenalna sprawa i niesamowity widok oraz szybkość poruszania. Dzięki temu mamy z większości stadionu tak efektowne ujęcia.

39. Udaliśmy się po odbiór akredytacji. Poszło szybko i sprawnie, po czym mogliśmy pójść do bramy wejściowej już stricte na stadion. Jeść nie można.

40. Pamiętałem obiekt przy Bułgarskiej z poprzedniego sezonu, więc tu nie było żadnego błądzenia. Wiedzieliśmy, co jest gdzie. Najpierw więc poszliśmy do pomieszczenia pracy dziennikarzy i fotoreporterów. Były ciastka, nachosy i napoje. Chciałem zrobić herbatę, ale woda była letnia. Więc olałem.

41. Rozdzieliłem się z chłopakami i pojechałem windą na prasówkę. No i wyszedłem na trybuny i znów – wielkie wrażenie. No to jest potężny stadion. Wysokie trybuny, rozległe, a jednak  bardzo dobrą widocznością. Piękny czterdziestotysięcznik. A jeszcze miał być niemal zapełniony.

42. Nagrałem więc przedmeczową nagrywkę, a zanim zająłem miejsce musiałem ogarnąć tę… herbatę. Tutaj znowu był wrzątek, ale nie było saszetek. Co prawda w drugim werniku była gotowa herbka, ale to nie to samo. Zjechałem więc na dół po szaszetki i wróciłem.

43. Warunki do pracy na Lechu są doskonałe. Widoczność to raz. Stanowiska – kapitalne. Duże blaty, dużo kontaktów, świetny internet. Pracowanie na tym obiekcie to czysta przyjemność. Wszystko się tam zgadza.

44. Trybuny powoli się wypełniały, a piłkarze rozgrzewali. Była siedemnasta, więc światło dzienne. Ostatnio byliśmy tu już tylko przy sztucznym oświetleniu.

45. Ale pamiętamy przecież ten stadion bardzo dobrze. Graliśmy tutaj przecież kilka razy z Wartą Poznań. Dla nas swego czasu świętem było uczestnictwo w takim spektakularnym meczu Zielonych, gdy dowodziła nimi pani Łykomska-Pyżalska. Wtedy kilkanaście tysięcy Warciarzy zrobiło show. Kibice GKS również. Wówczas przegraliśmy, ale tylko na takie „święta” mogliśmy liczyć. Z Wartą przy Bułgarskiej też wygrywaliśmy 1:0 czy remisowaliśmy 2:2 i… 3:3.

46. Mecz poprzedziła minuta ciszy ku czci Jacka Magiery. Była cisza i szacunek. A przecież ani z Lechem, ani z GKS Jacek Magiera nie był związany. Podoba mi się to trzymanie szalików w górze podczas takich upamiętnień. Jest to dla mnie wyraz absolutnego szacunku jako społeczność.

47. Potem już zaczęło się wielkie granie. Zastanawialiśmy się jak to będzie wyglądało po Częstochowie. Niepotrzebnie. GieKSa zaprezentowała się po prostu kapitalnie. Nie ustrzegając się błędów w defensywie. Ale dzięki temu mieliśmy świetny mecz. Kibice też swoje zaprezentowali.

48. Naprawdę ten uśmiech Markovića z rozciętym łukiem  brwiowym jest epicki. Jego towarzysze również z jednej strony gratulujący, z drugiej troszczący się. Ranny wojownik na bitwie, ale święcący swój triumf. Można powiedzieć, że to bardzo pierwotne. Archetypowe.

49. Czy nie do tego została stworzona piłka nożna i sport w ogóle? Żeby te pierwotne instynkty związane z walką i rywalizacją rozwiązywać w uzgodniony i cywilizowany sposób? Używamy takich słów: taktyka, strategia, walka. Zwycięstwo i porażka.

50. W przerwie udałem się zobaczyć, co tam ciekawego do jedzenia w kuluarach. Jakaś meksykańska zupka była i kanapki. Też sympatycznie, można było lekko się posilić. Coś tam konsumowali też Mateusz Borek z Grzegorzem Mielcarskim, którzy drugi raz z rzędu mieli okazję komentować kapitalne widowisko z udziałem GieKSy.

51. Druga połowa to był już cios za cios. Poznański Kocioł przeżywał swoje euforie po wyrównujących bramkach i frustracje po golach straconych. A nasz sektor jeszcze dwukrotnie wybuchał radością po golach – najpierw Ilji, a potem Emana.

52. Co ciekawe, dla Ilji Szkurina nie była to pierwsza bramka w tym sezonie przy Bułgarskiej. Zawodnik trafił przecież w Superpucharze jeszcze w barwach Legii, gdy Wojskowi wygrali w Poznaniu 2:1. Strzelił na tę samą bramkę. Trochę ładniej – ale liczy się efekt.

53. Eman na razie strzela tylko na wyjeździe. Dublet w Niecieczy, gol w Częstochowie i teraz dwa trafienia w Poznaniu. Czekamy na pierwsze trafienie Norwega na Nowej Bukowej.

54. Ogólnie mecz przy 35 tysiącach kibiców to już naprawdę europejskie widowisko. A jeśli jeszcze piłkarze obu drużyn stworzyli spektakl, to trudno się dziwić zachwytom. Jeśli GieKSa gra w meczach, które są wizytówką ekstraklasy, to wiedz, że w Katowicach dzieje się coś dobrego.

55. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 3:3. Piłkarze GKS i kibice podziękowali sobie wzajemnie. Kibice Lecha wsparli swoich piłkarzy – docenili tę gonitwę.

56. Nagrywka i na konferencję prasową. Była ona wyjątkowo długa, bo trwała ponad 40 minut, zwłaszcza maglowali dziennikarze trenera Nilsa Frederiksena, z niebywale posępną miną. Szkoleniowiec nie był zadowolony po tym spotkaniu. Natomiast Rafał Górak mówił o pewnym niedosycie, ale też z szacunkiem podchodził do jednego punktu.

57. Jedynie tutaj pan podający mikrofon trochę wywierał presję, bo tak stał nad człowiekiem i po zadaniu pytania już sięgał, żeby mu oddać mikrofon. Powiedziałem mu więc, że jeszcze jedno pytanie chcę zadać. W sumie myślałem, żeby zadać cztery, ale stwierdziłem, że skoro stosuje taki wysoki pressing, to poprzestanę na dwóch.

58. Porobiliśmy jeszcze swoje materiały i w końcu zebraliśmy się. Czekała nas kilkugodzinna podróż powrotna do domu. Przejście przez lochy stadionu Lecha jest ciekawe.

59. Jeszcze zahaczyliśmy o kurczaki we Wrocławiu. Pierwszy raz spotkałem się w takim miejscu z tym, że wychodzi obsługa i mówi, co jeszcze jest dostępne, bo  niedługo zamykają. Ale przynajmniej było świeżutkie, świeżo usmażone.

60. W Katowicach byliśmy o drugiej. Widzieliśmy, jak pod stadion wjeżdża autokar z naszymi piłkarzami.

61. To był bardzo intensywny dwumecz. Nim się jednak nie obejrzymy, to już w piątek zagramy z Motorem. Kupujcie bilety i dopingujemy tę kapitalną drużynę.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga