Piłka nożna Wywiady
Proksa: Nie jestem tu by mnie lubiano [WYWIAD]
Przed meczem z Bytovią mieliśmy okazję chwilę porozmawiać z dyrektorem sportowym GieKSy- Grzegorzem Proksą. Zachęcamy was do zapoznania się z tym co miał do powiedzenia dyrektor. Zachęcamy was również do przekazania tego wywiadu wszystkim tym, którzy są związani kibicowsko z naszym klubem. Wierzymy, że działania, które chce wprowadzić dyrektor przyniosą odpowiedni rezultat w postaci zbudowania zespołu na miarę ekstraklasy.
GieKSa.pl: Mimo słabych wyników piłkarskich wciąż nie ma decyzji co do przyszłości trenera Skowronka w klubie. Kiedy możemy spodziewać się informacji, czy trener zostaje na kolejny sezon, lub też czy odchodzi z klubu?
Proksa: Myślę, że jeszcze musimy trochę poczekać z taką decyzją. Mamy jeszcze 9 kolejek do końca. Będziemy wyciągać odpowiednie wnioski, ale wiadomo, że trenera weryfikuje wynik sportowy.
Pytamy o kontrakt trenera gdyż zbliża się koniec sezonu, a wraz z nim potężna przebudowa pierwszego zespołu. Pytanie, kto będzie ją firmować. Czy nie będzie tutaj konfliktu interesów, jeśli chodzi o dobór zawodników, rozmowy z tymi, którzy mają przyjść do GieKSy?
Zdajemy sobie sprawę z tego, jakie pozycje są zagrożone, na niektórych na pewno jest potrzebna zmiana. My to wiemy i wiedzą to wszyscy związani z klubem. Ci, którym kończą się kontrakty muszą powalczyć, żeby zostać.
Trener Skowronek jest obecnie w komitecie transferowym. Czy nie byłoby lepiej aby przed pierwszymi rozmowami z piłkarzami najpierw zadecydować czy trener zostanie na stanowisku?
Na dzień dzisiejszy trener jest w klubie, nie chciałbym go drażnić by on rozmyślał o tym, czy będzie tutaj pracować w następnym sezonie. Chciałbym by skupił się na najbliższym meczu. Nie chcę burzyć harmonii. Trener wie, że będzie rozliczany z wyniku i to musi go obronić.
Czyli na ten moment tym wynikiem się nie broni?
Odpowiedział Pan sam na to pytanie, wiemy to wszyscy. Wszyscy widzimy te mecze, które graliśmy, tym bardziej ja. Dzisiaj chodzę zdenerwowany a grając z takim rywalem nie powinienem być zdenerwowany, powinienem być spokojny i liczyć ile bramek dziś strzelimy by wygrać ten mecz. Tego niestety nie wiemy. Do tego liga jest zwariowana. Patrzę na telefon i widzę wyniki Termaliki z Widzewem. To są jaja. Termalica ma super jesień, potem odpuszcza i spada w tabeli. Trudno wyrokować, co będzie z zawodnikami. To oni muszą się obronić. Ilu z nich się obroni to już zależy od nich.
Dużo też chyba zależy od tego ile zawodników będzie chciało przyjść do GieKSy?
Zwróćmy uwagę na jedną rzecz. Miasto jest właścicielem, ono daje nam gwarancje i wymarzoną sytuację. Ile mamy klubów w I lidze, które mają podobne perspektywy? Zagłębie na pewno, Nieciecza i Bytovia finansowo. Inny aspekt to kibice, stadion, otoczenie. Podejrzewam, że sportowiec wybierający swoją drogę kariery będzie chciał grać w dobrym klubie, w centrum aglomeracji gdzie będzie oglądany przez innych, w klubie, który ma kibiców. Stadion na ten moment w I lidze w porównaniu do innych zespołów jest dobry. Mamy perspektywę nowego obiektu, oczywiście kibice liczą na 18-20 tysięcy, podczas gdy miasto chce 12, ale jestem optymistą. Jestem dobrej myśli, bo miastu też przecież zależy na dobrym wizerunku klubu. Ja jestem tutaj od tego by zbudować zespół od strony sportowej. Chciałbym wprowadzić twardy, solidny mechanizm, którego będziemy się trzymać. Nie patrzę w perspektywie meczu z Bytovią czy też Zagłębiem. Chciałbym by wyniki pracy i tego systemu były widoczne w przeciągu maxymalnie 2 lat. Jesteśmy ogromnym potencjałem, pytanie jak on był wykorzystywany w przeszłości. Niech Pan prześledzi, jakich transferów dokonywaliśmy w ostatnich latach.
Prześledziłem dokładnie. Skrzypczak, Budziłek, Sadzawicki trafili do ekstraklasy w ostatnim czasie. Reszta gra w niższych ligach z tych, którzy przyszli i zdążyli odejść.
Czyli zrobił Pan pierwszy etap analizy. Gdzie jest myślenie o zawodnikach, kiedy sprowadzano 27-30 letnich zawodników, którzy kompletnie się nie sprawdzali. Dobierając zawodnika można określić jego motorykę, zaangażowanie, jak się prowadzi zawodnik, czy ma ułożoną rodzinę. Na tej płaszczyźnie trzeba też pracować. Przykład z dziś- Januszkiewicz, młody zawodnik, ogromy potencjał. Trzeba z nim pracować.
Pytanie teraz gdzie znaleźć takie osoby, które ukształtują tego zawodnika, słyszeliśmy opinie, że Januszkiewicz ma potencjał, ale np. taktycznie odstaje.
W takich zawodnikach jak on można coś zmienić, można go ukształtować. Jeśli mówimy o kolejnych transferach i zawodnikach, to może czas skończyć z zawodnikami, którzy będą na papierze świetni techniczni. Potrzebujemy chamów i buców, którzy rykną w szatni. Na ten moment takiego zawodnika nie ma w kadrze.
W redakcji zauważyliśmy ten problem. Wspominaliśmy o tym, że z postawy na boisku, z pozycji, na jakiej gra to Sławomir Duda może przyjąć taką rolę, ale do tego długa droga by jego tak ukształtować.
W klubie zawsze byli walczący zawodnicy. Jak szli pić to szli całą drużyną, ale grali jak drużyna, walczyli i oddawali serce. W obecnej kadrze jest tylko kilku takich piłkarzy. Trzeba zmienić tą mentalność. Dzisiaj jest znakomity mecz na to by przeprosić kibiców. Poprosiłem o spotkanie i rozmowę z Juniorem, poprosiłem by kibice pokazali piłkarzom, co stracą w przypadku, gdy się pożegnają z klubem. Rozumiem zdenerwowanie kibiców. W tamtym roku to ja myślałem, że sam wyrwę krzesełko widząc grę piłkarzy na boisku. Powiedziałem piłkarzom przed meczem z Bytovią: „Macie 90 minut by udowodnić swoją przynależność do klubu, ale dla mnie, macie jedynie 45 minut na to” . Spojrzeli na mnie zdziwieni, więc powiedziałem, dalej, że “jeżeli przez te 45 minut nie będziecie zapierdalać to ja będę pierwszy w przerwie, który będzie w szatni”. Z całym szacunkiem ja nie przyszedłem tutaj by być lubianym, mam to gdzieś, ja niejestem z piłkarzami kolegami. Ja dostałem kredyt zaufania od kibiców. Skoro byłem postrzegany przez wszystkie lata, jako osoba, która zapierdala, nie mogę teraz tego zmienić. Przyjeżdżam na zgrupowanie do Wałbrzycha, koniec drugiego tygodnia a tam wszyscy „świeżo od fryzjera”. Gdy ja kończyłem dwa tygodnie zgrupowania to nie miałem siły się ogolić. Piłkarzom trzeba zmienić mentalność, to się zmieni w czasie również poprzez indywidualne rozmowy. Nie przechwalając się mógłbym piłkarzom opowiedzieć kilka ciekawostek z mojej kariery sportowej. Ja osiągnąłem więcej niż miałem możliwości, ale nie, dlatego, że miałem talent. W Jaworznie 20 innych osób było lepszych ode mnie, ale to ja codziennie rano wstawałem o 5 i biegałem, bo wiedziałem, że tak robią najwięksi bokserzy na świecie. Przychodziłem z treningu, tłukłem się do szkoły, potem jechałem na trening, wracałem do domu z jęzorem wywieszonym. To było warte. W klubie niektórzy przyzwyczaili się do tego, że mają ciepłe etaty i nic więcej ich nie interesuje. Dziś ( w dniu meczu z Bytovią) też boję się, że to pójdzie w drugą stronę i będą przemotywowani,bo to również jest niebezpieczne. Zejdę do szatni by ich rozluźnić trochę, ale równocześnie przypomnę srodze, że dzisiaj jest mecz i od nich tylko zależy, jaki będzie wynik. Był cały tydzień na to by się do tego przygotować.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Anty GRZYB
13 kwietnia 2015 at 15:09
Panie dyrektorze albo Grzegorz juz wielu przed Toba tak mowilo i efakt znamy . Masz na pewno u kibicow jako jeden z nas wielki kredyt zaufania. trzymam kciuki i LEJ ICH NIECH CI CO NIE CZUJA GIEKSY W SERCU WYPIERDALAJA PRZECIETNIACTWA NIE TOLERUJEMY NA BUKOWEJ
tyta
13 kwietnia 2015 at 16:19
… no to się przygotowali i pokazali
kibic
13 kwietnia 2015 at 17:24
Cóż motywacja słowna nie pomogła, kara finansowa nie pomogła. Bytovia okazała się za trudnym rywalem dla tych grajków. Czas wymienić ich wszystkich. Oni się nie nadają. Tylko by spacerowali z panienkami po sklepach w Silesii, knajpach i mają wywalone, bo kasa leci i tak.
Irishman
14 kwietnia 2015 at 09:58
Ma rację dyrektor. W naszym klubie zawsze byli ludzie z charakterem i to jeszcze w czasach, których on nie może pamiętać, bo… nie było go jeszcze na świecie albo był bardzo mały. Pamięta ktoś Wiktora Morcinka? Może aż tak wielkiego talentu nie miał, ale jak schodził z boiska to był czerwony jak burak, bo dawał całe serducho nas placu. Pamięta ktoś Franka Sputa, który z kontuzją, stanął na jednej nodze i dalej bronił dopóki sędzia nie przerwał gry? Pamięta ktoś jak Darek Grzesik z kontuzją, utykając biegał po boisku pod poolem karnym rywali, bo już nie można go było zmienić? Mając takich zawodników ten klub (tak jak p. Grzegorz) zrobił więcej niż mógł, wyszedł z cienia i stal się wielki. Dziś mam wrażenie, że od ponad roku jest odwrotnie i zawodnicy robią mniej niż by potrafili, a przez to ciągną klub w dół. Ale dziś nie ma wśród nich takich piłkarzy „z jajami”… choć niedawno był – Adrian Napierała, który z wylatującym ciągle barkiem pokazywał dawał od siebie pięć razy więcej niż inni, zdrowi!