Wywiady
Normalność, stabilizacja i solidna praca
Prezentujemy wywiad z prezesem klubu Wojciechem Cyganem, który ukazał się w ostatnim numerze „GieKSa.pl Plus” (numer na Bytowię Bytów). „GieKSa.pl Plus” to program meczowy wydawany przez naszą redakcję. Ostatni numer można zakupić tutaj lub w sklepie kibiców „Strefa GieKSy”, który mieści się na stadionie przy ulicy Bukowej. Cena gazety to trzy złote. Z tej stronie możecie ściągnąć za darmo archiwalne numery magazynu.
GKS Katowice po raz kolejny zawiódł kibiców. Po fatalnej rundzie wiosennej poprzedniego sezonu, przyszła lepsza, ale daleka od oczekiwań jesień. Niestety początek rundy rewanżowej ostatecznie przekreślił iluzoryczne szanse na awans do Ekstraklasy. Postanowiliśmy porozmawiać z prezesem GKS Katowice Wojciechem Cyganem. Oprócz pytań poświęconych wynikom pierwszej drużyny, próbowaliśmy także uzyskać odpowiedzi o sytuację finansową, organizacyjną, nowy stadion, a także problemy klubu związane z decyzjami wojewody śląskiego. Gorąco zachęcamy do lektury tego obszernego wywiadu.
GieKSa.pl Plus: Ten sezon można spisać już na straty. Celem postawionym przez zarząd był awans?
Wojciech Cygan: Faktycznie celem była walka o awans. Konsekwencje? Wnioski muszą być indywidualne i te osoby zapewne będą musiały pożegnać się z Bukową. Jak bardzo radykalne będą te decyzje dowiemy się w nadchodzących tygodniach oceniając pracę osób związanych z działem sportu.
Zmieniamy piłkarzy, pracowników, trenerów. Nie daje to żadnych efektów. Czy jest jakiś pomysł na GKS czy poruszamy się trochę po macoszemu?
Rozumiem frustrację kibiców, bo sam jej wielokrotnie doświadczam, ale nie zgodzę się z opinią, że działamy po macoszemu. Przypominam, że niespełna dwa lata temu przejmując pełną władzę nad klubem odziedziczyliśmy stan zobowiązań przekraczający w krytycznym momencie 10 milionów złotych. Dla zobrazowania tej sytuacji warto podkreślić, że w 2010 roku kiedy powstawała spółka i przejmowała władzę od stowarzyszenia ten stan zobowiązań wynosił około czterech milionów. Dzięki zaangażowaniu miasta, a także staraniom samej spółki udało się tą sytuację opanować i zredukować większość zadłużenia. To nie jest tak, że ostatnie dwa lata to pasmo niepowodzeń. Poprzedniej zimy GieKSa walczyła o awans. Zgodzę się, że rok 2014 był pod względem wyników sportowych bardzo słaby, wręcz dramatyczny. Być może zbyt dużą uwagę przyłożyliśmy do sytuacji finansowej i ograniczania kosztów funkcjonowania klubu. Przyniosło to efekt ekonomiczny w postaci rekordowych przychodów spółki, drastycznego ograniczenia wydatków i redukcji stanu zobowiązań. Nie połączyło się to jednak z wynikiem sportowym. W chwili obecnej spółka jest stabilna, a w Polsce coraz głośniej mówi się, że w Katowicach jest wreszcie normalnie. To musi zaprocentować. Bo proszę mi uwierzyć, że ciężko jest przekonać jakiegokolwiek piłkarza do przyjścia do klubu, w którym są cztery- czy pięciomiesięczne zaległości w wypłatach. Normalność, stabilizacja i solidna praca. To musi cechować GieKSę w najbliższym czasie by myśleć realnie o sukcesie.
Co by się musiało stać by trener Skowronek pożegnał się z GieKSą po zakończeniu sezonu?
Kontrakt trenera wygasa co do zasady na koniec bieżącego sezonu. Oczywiście, może zostać przedłużony. Obserwujemy z uwagą pracę całego sztabu, nie tylko trenera Skowronka, ale i jego asystentów oraz braci Bortnik. Swoje spostrzeżenia mam ja, swoje dyrektor Proksa. Przed nami jeszcze przeszło dwa miesiące rozgrywek, a to duży czas do analizy i wyciągania wniosków. Na dziś jakiekolwiek deklaracje w tym temacie byłyby przedwczesne.
Jak prezes ocenia zimowe transfery?
Krystian Rudnicki to ciekawy materiał na bramkarza i mam nadzieję, że solidną pracą z Januszem Jojko szybko poprawi swoje mankamenty. Jego postawa w Kluczborku i powołania do kadry na pewno stanowią solidną rekomendację. Adrian Frańczak to typ „walczaka”, który nie odpuszcza i na pewno ktoś taki nam się przyda. Povilas Leimonas początkowo popełniał błędy, ale wierzę, że szybko okrzepnie w Katowicach i udowodni swoje ekstraklasowe aspiracje. Piotrek Petasz to doświadczony zawodnik, który miał wzmocnić rywalizację na lewej stronie. Na pewno wymagamy od niego gry na odpowiednim poziomie i większego opanowania w sytuacjach stykowych. Jestem przekonany, że po meczu z Płockiem zrozumiał to i szybko udowodni, że jego angaż był dobrą decyzją.
Jaki będzie cel na nowy sezon? Awans?
Ciężko deklarować cel na cztery miesiące przed rozpoczęciem rozgrywek, ale na pewno wzmocnienie zespołu będzie prowadzone pod kątem zbudowania drużyny na awans. W zestawieniu do deklaracji sprzed poprzednich sezonów ta będzie miała tą niewątpliwą przewagę, że GieKSa jest w końcu klubem stabilnym pod względem finansowym, a to bardzo ważny argument.
Kilkunastu piłkarzom kończą się kontrakty w czerwcu. Większość z nich fatalnie spisuje się w obecnych rozgrywkach. Czy wobec tego możemy spodziewać się, że z większością z nich nie zostaną przedłużone umowy?
Nie chcę wchodzić w wyliczenia czy to będzie większość, mniejszość czy połowa. Przed meczem z Wigrami powiedziałem piłkarzom, że teraz każdy z nich nie gra o to czy w lipcu w klubie dalej będą Cygan, Skowronek czy Proksa, oni muszą walczyć ze wszystkich sił czy to dla nich samych znajdzie się miejsce w szatni na nowy sezon. Mamy przeszło dwa miesiące na sprawdzenie czy i jak zrozumieli te słowa.
Uda się zatrzymać Grzegorza Goncerza na nowy sezon?
Na dziś nie widzę żadnych zagrożeń w tym zakresie. Osobiście chciałbym by Grzesiek został. Czy pojawią się oferty zakupu? Za wcześnie spekulować.
Czy oglądamy już piłkarzy pod kątem przyszłego sezonu skoro możemy spodziewać się dużego odpływu obecnych graczy?
Pierwsze rozmowy już trwają. Są to bardzo wstępne sprawdzenia poprzedzone analizą kto może być dostępny na rynku w czerwcu i lipcu. Prowadzimy także rozmowy dotyczące rozpoznania innych lig niż polska.
Mamy duży problem młodzieżowca. Co jest nie tak w Katowicach, że często musimy wystawiać słabszych graczy, ale spełniających warunek wieku, a w Gdyni gra regularnie czterech młodych piłkarzy?
Tak naprawdę ten problem wynika także z faktu kontuzji Krzyśka Wołkowicza. Teraz jest już w pełni sił i na pewno będzie wzmocnieniem rywalizacji młodzieżowców. Naszym większym problemem tak naprawdę jest obsadzenie pozycji młodzieżowca w przyszłym sezonie, ale pracujemy już nad tym. Spore nadzieje na przyszłość w tym zakresie wiążę także z coraz lepszą pracą z naszą młodzieżą w Fundacji.
Co jest powodem, że zespół rezerw, wzmocniony ośmioma piłkarzami z pierwszej drużyny, odnosi porażkę?
Byłem na tym meczu i nie wierzyłem w to, co widziałem. Bez generalizowania myślę, że w ten sposób poszczególni zawodnicy sami oddalają się od gry w klubie w nadchodzącym sezonie.
Czy Janusz Bodzioch, posiadający wyrok za korupcję wydany przez PZPN, pełni obecnie jakąś funkcję w klubie?
Janusz Bodzioch nie pracuje już w klubie.
Zatrudnienie Grzegorza Proksy to marketingowy strzał w dziesiątkę. Czy pójdą za tym jednak wymierne efekty w dziale sportu?
Tu nie chodzi tylko o wymiar medialny. Dyrektor Proksa to człowiek ambitny, chcący coś udowodnić, a przy tym to profesjonalista i wzór sportowca. Dodatkowo ma doświadczenie w biznesie i dużą rozpoznawalność w środowisku sportowym. Zrobię wszystko by mu pomóc i by ten projekt przyniósł efekty. Jedną z takich inicjatyw mających stanowić stałe wsparcie dla dyrektora sportowego jest powołanie Zespołu Transferowego. Liczę też na świeże spojrzenie samego Grzegorza.
A jak oceniana jest praca Aidy Belli?
Obserwuję to z zaciekawieniem. Aida to osoba chętna do pracy. Nabiera niezbędnego doświadczenia. W mojej ocenie z materiału na materiał i z konferencji na konferencję wygląda to coraz lepiej.
Czy nie powinniśmy się obawiać awansu Rozwoju Katowice do I ligi i związanych z tym roszczeń o podzielenie się po równo pieniędzmi na sport zawodowy?
Sytuacja nasza i Rozwoju różni się i to znacznie. My jesteśmy spółką miejską, zaś Rozwój stowarzyszeniem. W konsekwencji my nie startujemy w konkursach dotacyjnych na sport zawodowy. Z uwagą przyglądam się wynikom II ligi, ale to nie jest tak, że trzymam kciuki za niepowodzenia Rozwoju. Każdy klub ma swoje plany i ambicje. Nasze – z uwagi chociażby na dokonania, potencjał kibicowski i rozpoznawalność – muszą być wyższe niż Rozwoju. W końcu to GieKSa została określona w „Strategii rozwoju sportu” jako sportowa marka Katowic.
Po zmianie prezesa w Rozwoju pojawiły się opinię, że w końcu jest szansa na unormowanie stosunków między naszymi klubami.
Jestem przekonany, że szansa na współpracę zwiększyła się i to znacznie. Znam się z prezesem Waśkiewiczem już kilka lat, często rozmawiamy i wydaje mi się, że nie uzna tego za afront, jeśli nazwę go moim kolegą. Wierzę, że w najbliższym czasie siądziemy i spokojnie porozmawiamy jak taka współpraca mogłaby wyglądać.
Polsat kupił prawa do transmisji meczów I ligi na trzy sezony. Czy wiążę się to z wymiernymi korzyściami dla naszego klubu?
Niewątpliwie to pozytywna informacja dla klubu. Jedna rzecz to większe wpływy z tytułu sprzedaży tych praw. Druga to fajniejsze „opakowanie” produktu, jakim jest I liga. Polsat ma w tym spore doświadczenie, a to może pomóc zarówno w pozyskiwaniu sponsorów przez same kluby, jak i w szukaniu partnera tytularnego dla całych rozgrywek.
Czy wynikły jakieś konstruktywne wnioski po spotkaniu z wojewodą?
Spotkanie na posiedzeniu Zespołu Doradczego ds. Bezpieczeństwa Imprez Masowych było niewątpliwie potrzebne. Przedstawiliśmy tam nasze stanowisko i zamierzenia co do zmian w samej organizacji meczów. Przedstawiciele wojewody oraz policji pozytywnie odnieśli się do tych propozycji i naprawdę mieliśmy nadzieję na zmianę decyzji przed meczem z Płockiem. Niestety stało się inaczej.
Policja zablokowała możliwość oglądania meczu z Wisłą Płock na telebimie. Jak to zostało odebrane w klubie?
Ze sporym zdumieniem. Policja szukała możliwości by ten pokaz się nie odbył twierdząc, że byłaby to impreza masowa z wszelkimi jej konsekwencjami. Osobiście trochę mnie to dziwi, bo sam kiedyś często brałem udział w różnego rodzaju projekcjach na otwartym terenie i nie widziałem tam ochrony, płotków czy też przedstawicieli policji.
Jaką pojemność powinien mieć stadion GKS Katowice?
Dla klubu dużo większe znaczenie niż sama pojemność ma kwestia odpowiedniego zaprojektowania stadionu, z uwzględnieniem potrzeb klubu i z odpowiednim podejściem do powierzchni biznesowych. W klubie z zaciekawieniem obserwujemy dyskusję na temat pojemności i wymianę argumentów czy lepsze rozwiązanie to 12000 czy 21000. Będąc człowiekiem kompromisu pewnie szukałbym rozwiązania pośredniego.
Ile razy od objęcia funkcji prezesa myślałeś o dymisji?
Po ciężkich nokautach pewnie każdy ma chwile zwątpienia. U mnie także się pojawiały. Zapewniam jednak, że wierzę w to co robimy, jakie plany mamy i jak chcemy je realizować. Gdy dojdę zaś do przekonania, że moje starania nie mają sensu i potrzebna jest zmiana, to na pewno nie będę kurczowo trzymał się stanowiska, zwłaszcza, że praca w klubie to nie jest moja jedyna zawodowa aktywność i mam gdzie wracać.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


KOSZUTKA.EU
16 kwietnia 2015 at 10:43
Może gdyby prezes nie miał gdzie wracać i był aktywny tylko w Gieksie, podczas słabej gry drużyny nie uśmiechałby się ironicznie oglądając z trybuny zachód słońca nad Tauzenem.