Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – Mistrzowie tie-breaków zagrali w Spodku na… tie-break!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Jastrzębskim trwał 117 minut, z czego I set 22 min. – II set 27 min. – III set 26 min. – IV set 28 min. – V set 14 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 28

Ilość zdobytych punktów – GKS 74: Butryn 24, Sobański 16, Kapelus 11, Pietraszko 8, Krulicki 4, Fijałek 4, Kalembka 3, Falaschi 2, Stelmach 2.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 27: Butryn 8, Fijałek 4, Sobański 4, Pietraszko 3, Falaschi 2, Kapelus 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 34: Butryn 12, Sobański 11, Kapelus 6, Pietraszko 5, Fijałek 3, Falaschi 2, Krulicki 1, Kalembka -1, Mariański -1, Stańczak -4.

Ilość zagrywek – GKS 102: Butryn 18, Sobański 17, Krulicki 14, Kalembka 14, Kapelus 10, Pietraszko 10, Fijałek 10, Falaschi 6, Stelmach 3.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 21: Butryn 4, Kapelus 4, Kalembka 4, Pietraszko 3, Sobański 3, Krulicki 2, Fijałek 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 8:  Butryn 3, Falaschi 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Fijałek 1, Sobański 1.

Ilość przyjęć – GKS 89: Sobański 30, Kapelus 22, Mariański 19, Stańczak 14, Stelmach 4.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 7: Stańczak 4, Sobański 2, Mariański 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 34%: Stelmach 75%, Mariański 53%, Sobański 30%, Kapelus 23%, Stańczak 21%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 20%: Stelmach 50%, Mariański 37%, Kapelus 14%, Stańczak 14%, Sobański 13%.

Ilość ataków – GKS 105: Butryn 39, Sobański 25, Kapelus 19, Krulicki 8, Kalembka 6, Pietraszko 5, Stelmach 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 2: Butryn 2.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 10: Butryn 6, Stelmach 2, Krulicki 1, Kapelus 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 54: Butryn 20, Sobański 15, Kapelus 9, Pietraszko 5, Krulicki 3, Kalembka 1, Stelmach 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 51%: Pietraszko 100%, Sobański 60%, Butryn 51%, Kapelus 47%, Krulicki 38%, Stelmach 33%, Kalembka 17%.

Ilość bloków punktowych – GKS 12: Fijałek 3, Kapelus 2, Pietraszko 2, Krulicki 1, Butryn 1, Falaschi 1, Kalembka 1, Stelmach 1.

 

Pierwszy set był przeciętny w wykonaniu naszych siatkarzy. Wystarczy wspomnieć, że GKS prowadził w nim tylko raz (1:0) po pierwszym ataku Butryna, a potem było już tylko gorzej. Zaczęło się od prowadzenia gości 2:7 i tej straty nie udało się odrobić już do końca tego seta. Skuteczność w ataku lepsza po stronie Jastrzębskiego – GKS miał 46%, a jastrzębianie 70% – punktowo wyliczono 11:14. W asach i blokach 2:3 na korzyść przyjezdnych. Błędy własne – GKS 8 w tym aż 7 zepsutych zagrywek, a Jastrzębski 7. Przyjęcie bardzo słabe w GieKSie – dokładne na poziomie 15% do 64%, a perfekcyjne na poziomie 10% do 50% Indywidualnie tylko Butryn trzymał poziom, który na 10 ataków skończył aż 7, ale przy tak dużej ilości zepsutych serwisów trudno myśleć o odrabianiu strat punktowych. Nie istniał kompletnie u nas środek siatki, bo Krulicki oraz Kalembka zaatakowali łącznie tylko 3 razy, nie kończąc żadnej piłki, ale przy tak fatalnym przyjęciu Falaschi nie miał możliwości częstego uruchamiania środkowych.

W drugiej partii zagraliśmy lepiej na początku, próbując od razu narzucić przeciwnikom swój styl gry. Szybko GieKSa odskoczyła na wyraźna prowadzenie 9:5 i wszystko wyglądało dobrze do stanu 16:12. Słabszy okres w naszej grze szybko wykorzystali goście wychodząc na prowadzenie 17:19 i już go nie oddali do samego końca. Skuteczność w ataku wyrównała się i to znacznie – GKS 56%, a Jastrzębski 67% – w punktach wyszło 10:12. W asach i blokach znów minimalnie lepsi rywale, 5:7. Błędy własne ograniczyliśmy w porównaniu do poprzedniej partii – GKS miał 6, a Jastrzębski 8. Przyjęcie też się wyrównało – dokładne na poziomie 37% do 37%, a perfekcyjne na poziomie 16% do 37% W ataku znów tylko Butryn robił swoje, na 7 ataków skończył 5 (czyli 71%) i dorzucił asa. Wciąż nie istniał nasz środek, choć było lepiej niż w pierwszym secie, bo obaj środkowi łącznie na 4 ataki skończyli 2.

 

Trzeci set przyniósł w końcu przełom w grze katowiczan, choć sam początek nie nastrajał optymistycznie. Goście szybko osiągnęli przewagę (4:7), utrzymując ją do stanu 13:15, za to druga połówka seta to znaczna poprawa w jakości gry naszego zespołu. Wreszcie wyszliśmy na prowadzenie (17:16) i w samej końcówce przewaga już była na tyle bezpieczna (22:19), że udało się dociągnąć seta do wygranej. Skuteczność w ataku procentowo znacznie lepsza od gości – GKS 67%, a Jastrzębski 56% – ale nie przełożyło się to na odpowiednie zdobycze punktowe, które zliczono na 14:15 na korzyść jastrzębian. Lepiej GieKSa wypadał w asach i blokach wygrywając tę statystykę 5:1. Błędy własne wyszły na remis po 6. Przyjęcie znów lepsze u jastrzębian – dokładne na poziomie 47% do 60%, a perfekcyjne na poziomie 41% do 50%  Atak tym razem rozłożył się na cały zespół, choć Butryn (przy 4 zdobytych punktach w ataku) wciąż miał wysoki procent skuteczności (67%). Bardzo dobre wejście w mecz miał wpuszczony na parkiet środkowy Pietraszko, który na 3 ataki skończył… 3 oraz dorzucił asa i blok.

Czwarta partia od początku z naszą lekką przewagą (od 3:0 poprzez 6:3 do 9:6) z chwilowym oddaniem prowadzenia (od 10:11 poprzez 12:13 do 13:14). Od tego momentu nasza gra znów nabrało wigoru i stała na wysokim poziomie, co dało szybkie odskoczenie z wynikiem (19:15) i spokojnym utrzymaniem tej przewagi do końca tej partii. Skuteczność w ataku procentowo się wyrównała – GKS 44%, a Jastrzębski 47% – ale w punktach znów byliśmy na minusie, tym razem policzono 11:15, więc przy zwycięskim secie straty dość spore. A te nadrobiliśmy znakomitą grą na siatce, 6 bloków GKS przy 3 gości plus as serwisowy Butryna i przy akcjach własnych wyszło na remis po 18. Decydujące znaczenie miały błędy własne, GKS miał tylko 3 w zagrywce (oby tak częściej), a rywale 7 błędów, w tym 4 w zagrywce i 3 w ataku. Przyjęcie, rzadkość w tym sezonie, lepsze po stronie katowiczan – dokładne na poziomie 50% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 28% do 19%  W ataku zaciął się Butryn, który na 10 akcji skończył tylko 2 piłki, na szczęście koledzy go troszkę wyręczyli. Kapelus miał 50% skuteczności, a Sobański 71%, obaj dołożyli po 5 oczek.

 

Piąty set tym razem kompletnie nieudany dla GieKSy, wystarczy wspomnieć, że nie prowadziliśmy w nim ani razu! Od stanu 4:4 goście robili co chcieli i szybko załatwili sprawę (4:7, 5:10, 7:13 i 9:15). Skuteczność w ataku tym razem odwrotnie niż wcześniej, bo procentowo wyszło słabo – GKS 47%, a Jastrzębski 69% – ale w punktach tej wielkiej różnicy nie było widać, bo wyszło tylko 8:9. W tie-breaku mieliśmy tylko 1 asa serwisowego, a rywale 3 bloki punktowe. W błędach własnych niecodzienna sytuacja bo jastrzębianie nie mieli żadnego! a GieKSa 3. Przyjęcie słabe z obu stron –  dokładne na poziomie 20% do 29%, a perfekcyjne na poziomie 7% do 14%. Zdobywanie punktów zostało rozrzucone na całą drużynę, choć Butrynowi spadła skuteczność do poziomu 33%.

Ogólnie to był szósty mecz z rzędu GKS-u, w którym grali pięć setów (niesamowita passa), ale już czwarta w nich przegrana. Co ciekawe obie te drużyny mają najwięcej tie-breaków na koncie spośród wszystkich ligowców, bo po 12! Z tymże Jastrzębski ma teraz ich bilans 7-5, a GieKSa 6-6. Katowiczanie w meczu znów mieli lepsze i gorsze momenty i brak tej stabilizacji gry na odpowiednim poziomie, to chyba największa bolączka naszego zespołu. Pierwszy set słaby, drugi lepszy, trzeci i czwarty, taki jaki chcielibyśmy oglądać częściej, a piąty znów słabszy. Skuteczność w ataku lepsza była po stronie gości – GKS 51%, a Jastrzębski 59% – w punktach wyszło 54:65, co robi już w przekroju całego spotkania, sporą różnicę. W asach serwisowych 8:7, a w blokach punktowych 12:10 dla naszego zespołu, to na pewno musi cieszyć bo jastrzębianie też mają niezłe statystyki w tych elementach gry. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji to 74:82 na korzyść gości. Błędy własne – GKS miał 26, a Jastrzębski 28, obie zbyt dużo z zagrywki, odpowiednio 21 i 19. Przyjęcie znacznie słabsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 34% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 20% do 36% – co wciąż nie ułatwia zadania naszym rozgrywającym. Najlepszym naszym siatkarzem był bez wątpienia Karol Butryn, zdobywca 24 punktów, w tym 20 atakiem (na 39 akcji czyli 51% skuteczności), 3 asy serwisowe i 1 blok. Popełnił 2 błędy w ataku oraz został 6 razy zablokowany, ponadto 18 razy zagrywał, czterokrotnie psując serwis. Trzeba również wyróżnić grę Rafała Sobańskiego, który na 25 ataków skończył 15 akcji (60%) i do tego dołożył jednego asa. Na pewno też jakość przyjęcia poprawiło wejście do gry Bartosza Mariańskiego, choć wciąż w tym elemencie gry tkwią największe rezerwy w naszym zespole. Teraz przed nami już tylko mecz w Warszawie i pierwsza faza zasadnicza GKS-u w PlusLidze przejdzie do historii!

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 29 meczach  (116 setów)

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 2989 minut, z czego I set 764 min. – II set 762 min. – III set 773 min. – IV set 466 min. – V set 224 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 756: zagrywka 467, atak 188, siatka + inne 101.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 762: zagrywka 470, atak 211, siatka 29, inne 52.

Ilość zdobytych punktów – GKS 1796: Butryn 451, Kapelus 358, Sobański 250, Kalembka 195, Krulicki 178, Van Walle 149, Błoński 89, Pietraszko 59, Falaschi 44, Fijałek 12, Stelmach 11.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 603: Butryn 152, Kapelus 94, Kalembka 83, Sobański 76, Krulicki 66, Van Walle 39, Błoński 35, Pietraszko 23, Falaschi 20, Fijałek 8, Stelmach 7.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1193: Butryn 299, Kapelus 264, Sobański 174, Kalembka 112, Krulicki 112, Van Walle 110, Błoński 54, Pietraszko 36, Falaschi 24, Fijałek 4, Stelmach 4.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 726: Butryn 237, Kapelus 183, Krulicki 100, Van Walle 78, Kalembka 73, Sobański 57, Falaschi 15, Błoński 12, Pietraszko 11, Stelmach 4, Fijałek -3, Mariański -16, Stańczak -25.

Ilość zagrywek – GKS 2557: Kalembka 385, Krulicki 348, Kapelus 345, Butryn 334, Sobański 326, Falaschi 300, Van Walle 157, Pietraszko 141, Błoński 130, Fijałek 70, Stelmach 21.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 470: Kalembka 88, Sobański 71, Butryn 71, Krulicki 51, Pietraszko 42, Kapelus 40, Błoński 36, Van Walle 28, Falaschi 25, Fijałek 14, Stelmach 4.
Ilość asów serwisowych – GKS 154: Butryn 35, Kalembka 27, Sobański 22, Kapelus 20, Krulicki 11, Van Walle 10, Pietraszko 10, Błoński 9, Falaschi 7, Fijałek 2, Stelmach 1.

Ilość przyjęć – GKS 2125: Sobański 672, Kapelus 591, Stańczak 307, Mariański 244, Błoński 236, Stelmach 25, Krulicki 14, Kalembka 12, Falaschi 10, Pietraszko 7, Butryn 5, Fijałek 2.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 140: Sobański 46, Kapelus 34, Stańczak 25, Mariański 16, Błoński 11, Falaschi 3, Krulicki 2, Kalembka 1, Butryn 1, Stelmach 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 543: Sobański 190, Kapelus 144, Stańczak 74, Błoński 60, Mariański 52, Stelmach 9, Falaschi 5, Krulicki 4, Kalembka 2, Butryn 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 421: Sobański 145, Kapelus 95, Mariański 70, Stańczak 66, Błoński 37, Krulicki 3, Stelmach 3, Kalembka 2.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 20%: Mariański 29%, Sobański 22%, Stańczak 21%, Krulicki 21%, Kalembka 17%, Kapelus 16%, Błoński 16%, Stelmach 12%, Butryn 0%, Falaschi 0%, Pietraszko 0%, Fijałek 0%.

Ilość ataków – GKS 2987: Butryn 765, Kapelus 723, Sobański 499, Van Walle 293, Kalembka 216, Krulicki 204, Błoński 177, Pietraszko 54, Falaschi 40, Stelmach 12, Fijałek 4.
Ilość błędów w ataku – GKS 211: Butryn 66, Kapelus 43, Sobański 33, Kalembka 20, Van Walle 17, Błoński 15, Krulicki 12, Pietraszko 5.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 249: Butryn 76, Kapelus 58, Sobański 43, Van Walle 26, Błoński 15, Kalembka 13, Krulicki 13, Stelmach 2, Pietraszko 1, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1364: Butryn 368, Kapelus 308, Sobański 201, Van Walle 129, Kalembka 111, Krulicki 110, Błoński 73, Pietraszko 38, Falaschi 19, Stelmach 5, Fijałek 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 46%: Pietraszko 70%, Krulicki 54%, Kalembka 51%, Fijałek 50%, Falaschi 48%, Butryn 48%, Van Walle 44%, Kapelus 43%, Stelmach 42%, Błoński 41%, Sobański 40%.

Ilość bloków punktowych – GKS 278: Kalembka 57, Krulicki 57, Butryn 48, Kapelus 30, Sobański 27, Falaschi 18, Van Walle 10, Pietraszko 11, Błoński 7, Fijałek 8, Stelmach 5.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 29: Sobański 6, Krulicki 6, Kalembka 5, Błoński 4, Butryn 3, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1, Stelmach 1.
MVP – GKS 13: Butryn 4, Kapelus 4, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga