Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – Mistrzowie tie-breaków zagrali w Spodku na… tie-break!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Jastrzębskim trwał 117 minut, z czego I set 22 min. – II set 27 min. – III set 26 min. – IV set 28 min. – V set 14 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 28

Ilość zdobytych punktów – GKS 74: Butryn 24, Sobański 16, Kapelus 11, Pietraszko 8, Krulicki 4, Fijałek 4, Kalembka 3, Falaschi 2, Stelmach 2.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 27: Butryn 8, Fijałek 4, Sobański 4, Pietraszko 3, Falaschi 2, Kapelus 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 34: Butryn 12, Sobański 11, Kapelus 6, Pietraszko 5, Fijałek 3, Falaschi 2, Krulicki 1, Kalembka -1, Mariański -1, Stańczak -4.

Ilość zagrywek – GKS 102: Butryn 18, Sobański 17, Krulicki 14, Kalembka 14, Kapelus 10, Pietraszko 10, Fijałek 10, Falaschi 6, Stelmach 3.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 21: Butryn 4, Kapelus 4, Kalembka 4, Pietraszko 3, Sobański 3, Krulicki 2, Fijałek 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 8:  Butryn 3, Falaschi 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Fijałek 1, Sobański 1.

Ilość przyjęć – GKS 89: Sobański 30, Kapelus 22, Mariański 19, Stańczak 14, Stelmach 4.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 7: Stańczak 4, Sobański 2, Mariański 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 34%: Stelmach 75%, Mariański 53%, Sobański 30%, Kapelus 23%, Stańczak 21%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 20%: Stelmach 50%, Mariański 37%, Kapelus 14%, Stańczak 14%, Sobański 13%.

Ilość ataków – GKS 105: Butryn 39, Sobański 25, Kapelus 19, Krulicki 8, Kalembka 6, Pietraszko 5, Stelmach 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 2: Butryn 2.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 10: Butryn 6, Stelmach 2, Krulicki 1, Kapelus 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 54: Butryn 20, Sobański 15, Kapelus 9, Pietraszko 5, Krulicki 3, Kalembka 1, Stelmach 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 51%: Pietraszko 100%, Sobański 60%, Butryn 51%, Kapelus 47%, Krulicki 38%, Stelmach 33%, Kalembka 17%.

Ilość bloków punktowych – GKS 12: Fijałek 3, Kapelus 2, Pietraszko 2, Krulicki 1, Butryn 1, Falaschi 1, Kalembka 1, Stelmach 1.

 

Pierwszy set był przeciętny w wykonaniu naszych siatkarzy. Wystarczy wspomnieć, że GKS prowadził w nim tylko raz (1:0) po pierwszym ataku Butryna, a potem było już tylko gorzej. Zaczęło się od prowadzenia gości 2:7 i tej straty nie udało się odrobić już do końca tego seta. Skuteczność w ataku lepsza po stronie Jastrzębskiego – GKS miał 46%, a jastrzębianie 70% – punktowo wyliczono 11:14. W asach i blokach 2:3 na korzyść przyjezdnych. Błędy własne – GKS 8 w tym aż 7 zepsutych zagrywek, a Jastrzębski 7. Przyjęcie bardzo słabe w GieKSie – dokładne na poziomie 15% do 64%, a perfekcyjne na poziomie 10% do 50% Indywidualnie tylko Butryn trzymał poziom, który na 10 ataków skończył aż 7, ale przy tak dużej ilości zepsutych serwisów trudno myśleć o odrabianiu strat punktowych. Nie istniał kompletnie u nas środek siatki, bo Krulicki oraz Kalembka zaatakowali łącznie tylko 3 razy, nie kończąc żadnej piłki, ale przy tak fatalnym przyjęciu Falaschi nie miał możliwości częstego uruchamiania środkowych.

W drugiej partii zagraliśmy lepiej na początku, próbując od razu narzucić przeciwnikom swój styl gry. Szybko GieKSa odskoczyła na wyraźna prowadzenie 9:5 i wszystko wyglądało dobrze do stanu 16:12. Słabszy okres w naszej grze szybko wykorzystali goście wychodząc na prowadzenie 17:19 i już go nie oddali do samego końca. Skuteczność w ataku wyrównała się i to znacznie – GKS 56%, a Jastrzębski 67% – w punktach wyszło 10:12. W asach i blokach znów minimalnie lepsi rywale, 5:7. Błędy własne ograniczyliśmy w porównaniu do poprzedniej partii – GKS miał 6, a Jastrzębski 8. Przyjęcie też się wyrównało – dokładne na poziomie 37% do 37%, a perfekcyjne na poziomie 16% do 37% W ataku znów tylko Butryn robił swoje, na 7 ataków skończył 5 (czyli 71%) i dorzucił asa. Wciąż nie istniał nasz środek, choć było lepiej niż w pierwszym secie, bo obaj środkowi łącznie na 4 ataki skończyli 2.

 

Trzeci set przyniósł w końcu przełom w grze katowiczan, choć sam początek nie nastrajał optymistycznie. Goście szybko osiągnęli przewagę (4:7), utrzymując ją do stanu 13:15, za to druga połówka seta to znaczna poprawa w jakości gry naszego zespołu. Wreszcie wyszliśmy na prowadzenie (17:16) i w samej końcówce przewaga już była na tyle bezpieczna (22:19), że udało się dociągnąć seta do wygranej. Skuteczność w ataku procentowo znacznie lepsza od gości – GKS 67%, a Jastrzębski 56% – ale nie przełożyło się to na odpowiednie zdobycze punktowe, które zliczono na 14:15 na korzyść jastrzębian. Lepiej GieKSa wypadał w asach i blokach wygrywając tę statystykę 5:1. Błędy własne wyszły na remis po 6. Przyjęcie znów lepsze u jastrzębian – dokładne na poziomie 47% do 60%, a perfekcyjne na poziomie 41% do 50%  Atak tym razem rozłożył się na cały zespół, choć Butryn (przy 4 zdobytych punktach w ataku) wciąż miał wysoki procent skuteczności (67%). Bardzo dobre wejście w mecz miał wpuszczony na parkiet środkowy Pietraszko, który na 3 ataki skończył… 3 oraz dorzucił asa i blok.

Czwarta partia od początku z naszą lekką przewagą (od 3:0 poprzez 6:3 do 9:6) z chwilowym oddaniem prowadzenia (od 10:11 poprzez 12:13 do 13:14). Od tego momentu nasza gra znów nabrało wigoru i stała na wysokim poziomie, co dało szybkie odskoczenie z wynikiem (19:15) i spokojnym utrzymaniem tej przewagi do końca tej partii. Skuteczność w ataku procentowo się wyrównała – GKS 44%, a Jastrzębski 47% – ale w punktach znów byliśmy na minusie, tym razem policzono 11:15, więc przy zwycięskim secie straty dość spore. A te nadrobiliśmy znakomitą grą na siatce, 6 bloków GKS przy 3 gości plus as serwisowy Butryna i przy akcjach własnych wyszło na remis po 18. Decydujące znaczenie miały błędy własne, GKS miał tylko 3 w zagrywce (oby tak częściej), a rywale 7 błędów, w tym 4 w zagrywce i 3 w ataku. Przyjęcie, rzadkość w tym sezonie, lepsze po stronie katowiczan – dokładne na poziomie 50% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 28% do 19%  W ataku zaciął się Butryn, który na 10 akcji skończył tylko 2 piłki, na szczęście koledzy go troszkę wyręczyli. Kapelus miał 50% skuteczności, a Sobański 71%, obaj dołożyli po 5 oczek.

 

Piąty set tym razem kompletnie nieudany dla GieKSy, wystarczy wspomnieć, że nie prowadziliśmy w nim ani razu! Od stanu 4:4 goście robili co chcieli i szybko załatwili sprawę (4:7, 5:10, 7:13 i 9:15). Skuteczność w ataku tym razem odwrotnie niż wcześniej, bo procentowo wyszło słabo – GKS 47%, a Jastrzębski 69% – ale w punktach tej wielkiej różnicy nie było widać, bo wyszło tylko 8:9. W tie-breaku mieliśmy tylko 1 asa serwisowego, a rywale 3 bloki punktowe. W błędach własnych niecodzienna sytuacja bo jastrzębianie nie mieli żadnego! a GieKSa 3. Przyjęcie słabe z obu stron –  dokładne na poziomie 20% do 29%, a perfekcyjne na poziomie 7% do 14%. Zdobywanie punktów zostało rozrzucone na całą drużynę, choć Butrynowi spadła skuteczność do poziomu 33%.

Ogólnie to był szósty mecz z rzędu GKS-u, w którym grali pięć setów (niesamowita passa), ale już czwarta w nich przegrana. Co ciekawe obie te drużyny mają najwięcej tie-breaków na koncie spośród wszystkich ligowców, bo po 12! Z tymże Jastrzębski ma teraz ich bilans 7-5, a GieKSa 6-6. Katowiczanie w meczu znów mieli lepsze i gorsze momenty i brak tej stabilizacji gry na odpowiednim poziomie, to chyba największa bolączka naszego zespołu. Pierwszy set słaby, drugi lepszy, trzeci i czwarty, taki jaki chcielibyśmy oglądać częściej, a piąty znów słabszy. Skuteczność w ataku lepsza była po stronie gości – GKS 51%, a Jastrzębski 59% – w punktach wyszło 54:65, co robi już w przekroju całego spotkania, sporą różnicę. W asach serwisowych 8:7, a w blokach punktowych 12:10 dla naszego zespołu, to na pewno musi cieszyć bo jastrzębianie też mają niezłe statystyki w tych elementach gry. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji to 74:82 na korzyść gości. Błędy własne – GKS miał 26, a Jastrzębski 28, obie zbyt dużo z zagrywki, odpowiednio 21 i 19. Przyjęcie znacznie słabsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 34% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 20% do 36% – co wciąż nie ułatwia zadania naszym rozgrywającym. Najlepszym naszym siatkarzem był bez wątpienia Karol Butryn, zdobywca 24 punktów, w tym 20 atakiem (na 39 akcji czyli 51% skuteczności), 3 asy serwisowe i 1 blok. Popełnił 2 błędy w ataku oraz został 6 razy zablokowany, ponadto 18 razy zagrywał, czterokrotnie psując serwis. Trzeba również wyróżnić grę Rafała Sobańskiego, który na 25 ataków skończył 15 akcji (60%) i do tego dołożył jednego asa. Na pewno też jakość przyjęcia poprawiło wejście do gry Bartosza Mariańskiego, choć wciąż w tym elemencie gry tkwią największe rezerwy w naszym zespole. Teraz przed nami już tylko mecz w Warszawie i pierwsza faza zasadnicza GKS-u w PlusLidze przejdzie do historii!

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 29 meczach  (116 setów)

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 2989 minut, z czego I set 764 min. – II set 762 min. – III set 773 min. – IV set 466 min. – V set 224 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 756: zagrywka 467, atak 188, siatka + inne 101.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 762: zagrywka 470, atak 211, siatka 29, inne 52.

Ilość zdobytych punktów – GKS 1796: Butryn 451, Kapelus 358, Sobański 250, Kalembka 195, Krulicki 178, Van Walle 149, Błoński 89, Pietraszko 59, Falaschi 44, Fijałek 12, Stelmach 11.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 603: Butryn 152, Kapelus 94, Kalembka 83, Sobański 76, Krulicki 66, Van Walle 39, Błoński 35, Pietraszko 23, Falaschi 20, Fijałek 8, Stelmach 7.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1193: Butryn 299, Kapelus 264, Sobański 174, Kalembka 112, Krulicki 112, Van Walle 110, Błoński 54, Pietraszko 36, Falaschi 24, Fijałek 4, Stelmach 4.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 726: Butryn 237, Kapelus 183, Krulicki 100, Van Walle 78, Kalembka 73, Sobański 57, Falaschi 15, Błoński 12, Pietraszko 11, Stelmach 4, Fijałek -3, Mariański -16, Stańczak -25.

Ilość zagrywek – GKS 2557: Kalembka 385, Krulicki 348, Kapelus 345, Butryn 334, Sobański 326, Falaschi 300, Van Walle 157, Pietraszko 141, Błoński 130, Fijałek 70, Stelmach 21.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 470: Kalembka 88, Sobański 71, Butryn 71, Krulicki 51, Pietraszko 42, Kapelus 40, Błoński 36, Van Walle 28, Falaschi 25, Fijałek 14, Stelmach 4.
Ilość asów serwisowych – GKS 154: Butryn 35, Kalembka 27, Sobański 22, Kapelus 20, Krulicki 11, Van Walle 10, Pietraszko 10, Błoński 9, Falaschi 7, Fijałek 2, Stelmach 1.

Ilość przyjęć – GKS 2125: Sobański 672, Kapelus 591, Stańczak 307, Mariański 244, Błoński 236, Stelmach 25, Krulicki 14, Kalembka 12, Falaschi 10, Pietraszko 7, Butryn 5, Fijałek 2.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 140: Sobański 46, Kapelus 34, Stańczak 25, Mariański 16, Błoński 11, Falaschi 3, Krulicki 2, Kalembka 1, Butryn 1, Stelmach 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 543: Sobański 190, Kapelus 144, Stańczak 74, Błoński 60, Mariański 52, Stelmach 9, Falaschi 5, Krulicki 4, Kalembka 2, Butryn 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 421: Sobański 145, Kapelus 95, Mariański 70, Stańczak 66, Błoński 37, Krulicki 3, Stelmach 3, Kalembka 2.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 20%: Mariański 29%, Sobański 22%, Stańczak 21%, Krulicki 21%, Kalembka 17%, Kapelus 16%, Błoński 16%, Stelmach 12%, Butryn 0%, Falaschi 0%, Pietraszko 0%, Fijałek 0%.

Ilość ataków – GKS 2987: Butryn 765, Kapelus 723, Sobański 499, Van Walle 293, Kalembka 216, Krulicki 204, Błoński 177, Pietraszko 54, Falaschi 40, Stelmach 12, Fijałek 4.
Ilość błędów w ataku – GKS 211: Butryn 66, Kapelus 43, Sobański 33, Kalembka 20, Van Walle 17, Błoński 15, Krulicki 12, Pietraszko 5.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 249: Butryn 76, Kapelus 58, Sobański 43, Van Walle 26, Błoński 15, Kalembka 13, Krulicki 13, Stelmach 2, Pietraszko 1, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1364: Butryn 368, Kapelus 308, Sobański 201, Van Walle 129, Kalembka 111, Krulicki 110, Błoński 73, Pietraszko 38, Falaschi 19, Stelmach 5, Fijałek 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 46%: Pietraszko 70%, Krulicki 54%, Kalembka 51%, Fijałek 50%, Falaschi 48%, Butryn 48%, Van Walle 44%, Kapelus 43%, Stelmach 42%, Błoński 41%, Sobański 40%.

Ilość bloków punktowych – GKS 278: Kalembka 57, Krulicki 57, Butryn 48, Kapelus 30, Sobański 27, Falaschi 18, Van Walle 10, Pietraszko 11, Błoński 7, Fijałek 8, Stelmach 5.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 29: Sobański 6, Krulicki 6, Kalembka 5, Błoński 4, Butryn 3, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1, Stelmach 1.
MVP – GKS 13: Butryn 4, Kapelus 4, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga