Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po porażce w Warszawie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Spotkanie z ONICO miało troszkę dziwny przebieg, a jak oceniły go portale internetowe?

katowickisport.pl – GKS Katowice szybko zgasł i przegrał

Drugi mecz wyjazdowy okazał się dla GKS-u Katowice nieudany. Zaczęli imponująco i wygrali inauguracyjnego seta, jednak nie potrafili utrzymać poziomu gry i w rezultacie ponieśli drugą porażkę z rzędu. Katowiczanie nie mieli nic do stracenia i do I seta przystąpili niezwykle skupieni, ale również rozluźnieni. Od pierwszej piłki zaczęli silnie serwować i wszystko im doskonale wychodziło. Gospodarze nawet nieźle przyjmowali, ale byli zupełnie bezradni w ataku. A tymczasem podopieczni Piotra Gruszka nie tylko dobrze serwowali, ale nieźle działał blok-obrona, a przede wszystkim świetnie funkcjonowała kontra. Sierhiej Kapelus wręcz szalał i kończył niemal wszystkie ataki z 2. linii. Od stanu 4:2 katowiczanie systematycznie powiększali przewagę i gdy osiągnęli 12 pkt (19:7) już nikt nie miał wątpliwości, kto zostanie zwycięzcą tej partii. Jedyną niewiadomą było ile punktów zdobędą gospodarze. Ostatecznie „uciułali” zaledwie 10 pkt, w 3 z ataku oraz 7 po błędach rywali – to zestawienie jest wielce wymowne. Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że tak wysokiego poziomu katowiczanie nie utrzymają. Stephane Antiga pod koniec I seta dokonywał różnych zmian w ustawieniu, ale w kolejnym powrócił do wyjściowego składu i to przyniosło efekt. Stołeczni siatkarze przełamali niemoc i zaczęli grać agresywniej. Przede wszystkim zaczęli odważnie oraz mocno serwować i to sprawiło, że zdecydowanie lepiej się prezentowali w ataku. Antoine Brizard, francuski rozgrywający ONICO, dokonywał właściwych wyborów i zaczął grać śmielej środkiem. W poprzedniej partii Andrzej Wrona i jego koledzy prezentowali jak słupy telegraficzne. Ani nie blokowali, ani nie atakowali, bo nie mieli ku temu okazji. Po zmianie stron byli już aktywniejsi, ale to zasługa rozgrywającego. Gospodarze nie mieli żadnych problemów z wyrównaniem stanu meczu i udali się na 10-minutową przerwę.
Ona dość często zmienia oblicze zespołu. Ale nie tym razem. Ekipa Antigi utrzymała poziom zarówno w przyjęciu, jak i w ataku. Przy stanie 19:15 trener Gruszka wziął czas i zaapelował do zawodników, by podjęli walkę, bo jeszcze nic straconego. Nic z tego! W ostatniej odsłonie było trochę walki, ale to stołeczny zespół dyktował warunki. Gdy pojawił się na parkiecie Rafał Sobański, katowiczanie się ożywili i zaczęli odrabiać straty. Jednak ich nie zdołali zniwelować i w rezultacie zaliczyli kolejną porażkę. Tym razem z zespołem, który jest stawiany w gronie faworytów do podium. Teraz przed GKS-em kolejne trudne zadanie, bo siatkarzy czeka wyjazd do innego silnego rywala – Trefla Gdańsk.  (…)

 

siatka.org/pl – PlusLiga: Trzy punkty ONICO w meczu z GKS-em Katowice

Siatkarze Onico Warszawa wygrali z GKS-em Katowice 3:1 i dopisali do swojego dorobku punktowego trzy punkty. Tylko w pierwszej partii podopieczni Stephane’a Antigi musieli uznać wyższość katowiczan, w pozostałych trzech byli górą i dzięki tej wygranej znaleźli się na trzecim miejscu w tabeli z siedmioma punktami. Zespół z Katowic doznał drugiej porażki z rzędu i zajmuje dziewiątą lokatę z dorobkiem trzech punktów. (…)

polsatsport.pl – Pierwsze zwycięstwo trenera Antigi w PlusLidze

(…)  Przed meczem obie ekipy miały na koncie po jednej wygranej i jednej porażce. Drużyna ze stolicy, jeszcze bez Antigi na ławce trenerskiej, na inaugurację pewnie ograła w Bydgoszczy Łuczniczkę 3:0. Francuski trener pojawił się w Polsce dopiero dzień przed drugim meczem, w którym siatkarze Onico ulegli w Ergo Arenie Treflowi Gdańsk 2:3. W poniedziałek po raz pierwszy w tym sezonie zaprezentowali się na parkiecie Torwaru, a ich rywalem była ekipa GKS Katowice.  (…) W premierowej odsłonie starcia Onico z katowiczanami doszło do rzadko spotykanego na tym poziomie pogromu gospodarzy. Przyjezdni przeważali od początku (2:6, 3:8) i powiększali dystans w dalszej części seta. Siatkarze GKS grali skutecznie w ataku, dołożyli dwa oczka zagrywką. Siatkarze ze stolicy w całej odsłonie zdobyli zaledwie trzy punkty! Pozostałe siedem podarowali im rywale… W efekcie set zakończył się wynikiem 10:25.  (…)

sportowefakty.wp.pl – ONICO Warszawa – GKS Katowice: Torwar nadal niezdobyty przez GKS. Pewna wygrana ONICO

Na zakończenie 3 kolejki PlusLigi naprzeciwko siebie stanęły drużyny ONICO Warszawa i GKS Katowice. W spotkaniu stojącym na dość nierównym poziomie, lepsi okazali się warszawianie, którzy wygrali 3:1.  (…) Początek drugiego seta wyglądał już zupełnie inaczej. Sygnał do ataku dał Bartosz Kwolek, który był głównym zdobywcą punktów w tej części spotkania, zarówno atakiem, jak i zagrywką. Potem do akcji włączali się kolejni zawodnicy ONICO. A katowiczanie stracili sporo ze swojej skuteczności i to Piotr Gruszka musiał dokonywać zmian w składzie. Jedna z nich przyniosła nawet częściowo rezultat. Gdy przy stanie 23:17 w polu zagrywki stanął Dominik Witczak, to zdobył trzy kolejne punkty. Ale chwilę później sam się pomylił i stołeczni mieli set na wyciągnięcie ręki. Szansę na doprowadzenie do remisu wykorzystał Nikola Gjorgiew, który skończył atak.  (…)

 

czassiatkowki.pl – PlusLiga: Mimo słabego początku warszawianie wygrywają za trzy punkty

(…) Trzecią partię lepiej rozpoczęli goście, popisując się punktowym atakiem oraz asem serwisowym (2:0). Po kilku sekundach, gospodarze doprowadzili do wyrównania dokładnie w ten sam sposób (2:2). Od stanu 5:5 obie drużyny wyrównały poziom swojej gry. Po bloku Antoine Brizarda, Piotr Gruszka poprosił o czas (9:11). As serwisowy Bartosza Kwolka, pozwolił warszawianom odskoczyć na pięć punktów (17:12). Prowadzenie gospodarzy było już na tyle wysokie, że bez przeszkód mogli kontrolować grę (22:15). Szkoleniowiec GKS-u Katowice wziął drugi czas w nadziei, że uda się jeszcze uratować tego seta. Błąd w zagrywce Barłomieja Krulickiego zakończył trzecią odsłonę na korzyść gospodarzy (17:25).  (…)

onicowarszawa.pl – Udana inauguracja przed warszawską publicznością. ONICO 3:1 GKS

(…)  Dalszy scenariusz nie mógł być inny – ONICO poszło za ciosem i rozpoczęło seta od prowadzenia 9:3. Najskuteczniejszym zawodnikiem naszej drużyny był Bartek Kwolek, który nie tylko skutecznie serwował i atakował, ale i łapał rywali na pojedynczy blok. Warszawianie niesieni dopingiem swoich kibiców nie mogli wypuścić z rąk takiej przewagi – choć siatkarze Piotra Gruszki mieli jeszcze swoje pięć minut – i zwyciężyli seta do 21, a cały mecz 3:1.  (…)

 

volleyworld.pl – Marcin Komenda: Myślę, że mamy potencjał, który możemy wykorzystać

(…) Jesteś nowym zawodnikiem w drużynie. Jak przyjął Cię zespół i jak układa się Wam współpraca na boisku?

Ze współpracą pod względem charakterologicznym nie mam żadnych problemów, z chłopakami rozumiemy się dobrze. Wiadomo, że na boisku jeszcze trzeba pewne rzeczy zgrać, bo to nie przychodzi od razu. Dlatego musimy cały czas na treningach ciężko pracować, żeby to wszystko szło we właściwym kierunku. Myślę, że z dnia na dzień jest coraz lepiej, ale musimy być cierpliwi, bo siatkówka to tak naprawdę sport błędów i sport, w którym trzeba być cierpliwym.

Jak po okresie przygotowawczym i pierwszych trzech meczach ligowych oceniłbyś GKS Katowice? Gdybyś miał wskazać słabe i mocne strony zespołu, byłyby to…?

Myślę, że w każdym elemencie musimy pracować, bo tylko to nam może pomóc w rozwijaniu się i stawaniu się coraz lepszym zespołem. Chcemy w każdym meczu grać jak najlepiej i myślę, że jeżeli to się uda, to będziemy mogli walczyć o wysokie pozycje. Ale najpierw musimy grać dobrze. Póki co w Radomiu wygraliśmy, później z Bydgoszczą i teraz z Warszawą wyszło jak wyszło, dlatego musimy skupić się na tym, by cały czas iść do przodu, cały czas się rozwijać jeżeli tak będzie, to wszystko przed nami. Myślę, że mamy potencjał, który możemy wykorzystać, tylko musimy znaleźć niedoskonałości i to, co jest niewłaściwe i właśnie nad tym popracować. Według mnie ten mecz pokazał, że zdarzają nam się przestoje, które wybijają nas z rytmu i nie pomagają nam w grze. W tym spotkaniu myślę, że te właśnie przestoje, które mieliśmy od drugiego seta, trochę nas wypchnęły z właściwych torów. Szkoda, że tak się stało. Jest to kolejna cenna i bolesna lekcja, ale myślę, że możemy naprawdę dużo z niej wynieść, jeśli dobrze do tego podejdziemy.

Obserwując Waszą grę w pierwszym secie wydawało się, że porażka z Bydgoszczą z poprzedniej kolejki zupełnie uciekła Wam z głowy. Graliście rewelacyjnie, co odzwierciedlał również wynik tej partii.  Później jednak mecz potoczył się zupełnie inaczej. Skąd to się wzięło?

Wydaje mi się, że w pierwszym secie Warszawa nie zagrała swojej siatkówki, którą potrafi, a my faktycznie zagraliśmy naprawdę rewelacyjnie. Potem, tak jak mówisz, wszystko się trochę zmieniło. Myślę, że Warszawa zaczęła grać lepiej, a my z kolei zaczęliśmy grać słabiej i wszystko poszło w kierunku tego, że Warszawa wygrała 3:1. Szkoda, że tak się stało, bo ten pierwszy set napawał optymizmem i dawał duże nadzieje na ten mecz. Niestety wyszło jak wyszło, teraz nic już z tym nie zrobimy, trzeba po prostu wyciągnąć wnioski na przyszłość.

A propos wyciągania wniosków – kolejny mecz gracie na wyjeździe z Treflem Gdańsk, który w ostatniej kolejce po tie-break’u pokonał ONICO Warszawę. Czego oczekujesz po kolejnym spotkaniu, jak Twoim zdaniem może ułożyć się ten pojedynek?

Jestem pewien, że to będzie trudny mecz, bo Trefl Gdańsk jest bardzo mocnym zespołem. Myślę, że w tym roku będzie walczył o najwyższe cele w PlusLidze. Dlatego musimy naprawdę zagrać na równym, stabilnym poziomie, żebyśmy mogli pokusić się o fajny wynik. Myślę, że gdybyśmy zagrali tak, jak w niektórych setach w tym sezonie, w których pokonywaliśmy rywali, chociażby jak w tym pierwszym secie tu na Torwarze, to wtedy można liczyć na fajny wynik. Tak naprawdę wszystko zależy od nas, bo jeżeli my będziemy grali średnio, bądź słabo, to pewnie będzie ciężko coś ugrać, dlatego musimy się skupić na swojej grze, docenić klasę rywala, ale wiemy też, po co tam jedziemy i co jest naszym priorytetem.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga