Piłka nożna
[RELACJA] Brak słów
W deszczowe wtorkowe popołudnie GKS Katowice zmierzył się przy Bukowej z Garbarnią Kraków. Po przymusowej przerwie spowodowanej kartkami do składu wrócił Bartłomiej Poczobut, dodatkowo w wyjściowej jedenastce Damian Michalik zastąpił Dominika Bronisławskiego, a Daniel Rumin Bartosza Śpiączkę.
W pierwszych minutach GieKSa kilkukrotnie wykonywała rzuty rożne, po których tworzyła zamieszanie pod bramką Garbarni, ale to goście jako pierwsi objęli prowadzenie. W 12 minucie posłali oni górne prostopadłe podanie z około 40 metrów, do piłki na około 15 metr wyszedł Mariusz Pawełek, lecz po złapaniu jej wpadł w niego będący w pojedynku biegowym z rywalem Lisowski. Pawełek wypuścił piłkę, a Ogar umieścił ją w odsłoniętej bramce. Katowiczanie nie mieli pomysłu na defensywę Garbarni, a ta podwyższyła swoje prowadzenie w 28 minucie. Do Poczobuta zostało skierowane niedokładne podanie, próbował ratować sytuację wślizgiem, jednak piłka trafiła w nogi rywala i wyprowadzili oni kontrę 3 na 2, którą po podaniu w pole karne wykończył Ogar, dla którego była to druga bramka w tym meczu. Chwilę wcześniej sędzia pierwszy raz wyjął z kieszeni żółtą kartkę i pokazał ją Masiudze z Garbarni. Po kilku minutach mogło być już 0:3, ale strzał z 10 metra wślizgiem zablokował Lisowski. Po chwili Rumin głową skierował piłkę do bramki strzeżonej przez Cabaja, jednak sędzia dopatrzył się spalonego. W 44 minucie Rumin poszedł do końca za piłką i zderzając się z bramkarzem skierował ją w stronę bramki, leciała ona jednak powoli i bez problemu została wybita sprzed linii. Po pierwszej połowie przegrywaliśmy z Garbarnią dwoma golami.
Od początku drugiej połowy meczu na boisku zameldował się Arkadiusz Woźniak, który zajął miejsce Adriana Błąda. W 49 minucie Puchacz ściął ze skrzydła do pola karnego i zagrał do Rumina, podanie jednak przeciął obrońca Garbarni i wybił piłkę na rzut rożny. Po dwóch minutach Pyciak faulem na Anonie przerwał kontrę i otrzymał żółtą kartkę. W 55 minucie boisko opuścił David Anon, a pojawił się na nim Kacper Tabiś. Po kilkudziesięciu sekundach Piesio sprzed pola karnego uderzył około 2 metry nad poprzeczką. GKS utrzymywał się przy piłce, ale nie wynikało z tego kompletnie nic. W 65 minucie miała miejsce pierwsza zmiana w drużynie z Krakowa – Kostrubałę zastąpił Pietras, a po 5 minutach w miejsce Nowaka wszedł Węsierski. W 75 minucie Tabiś spróbował strzału z dystansu, ale piłka poleciała około 5 metrów nad bramką. W 82 minucie Michalik otrzymał żółtą kartkę. Niemal każde uderzenie w stronę bramki trafiało w defensorów Garbarni. Na 5 minut przed upływem regulaminowego czasu gry pod pole karne Garbarni zapędził się Wawrzyniak i został sfaulowany około metr przed linią pola karnego. Drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Pyciak. Przed wykonaniem rzutu wolnego Śpiączka zmienił Michalika, a po niecelnym uderzeniu Woźniaka ze stojącej piłki w drużynie Garbarni Kobusiński zmienił Wójcika. Były to ostatnie zmiany w tym meczu. W 90 minucie po dośrodkowaniu Poczobuta Woźniak strzałem głową umieścił piłkę niemal idealnie w okienku. Sędzia do drugiej połowy spotkania doliczył 4 minuty. W doliczonym czasie gry piłka ponownie wylądowała w bramce strzeżonej przez Cabaja, sędzia liniowy uniósł jednak chorągiewkę. W ostatniej sekundzie strzał Puchacza z ostrego kąta obronił Cabaj, a zaraz potem sędzia zakończył spotkanie. GKS Katowice przegrał z Garbarnią Kraków.
GKS Katowice – Garbarnia Kraków 1:2
Bramki: Woźniak – Ogar (2)
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Bomb
23 października 2018 at 18:56
Nie placic im i przyjebac im kary !!!! Kazda inna Sekcja wygrywa tylko nie te patalaczy!!! Chyba ze o to w tym chodzi zeby ujebac Pilke w Katowicach nie muszac budowac stadionu!!!!!
Bomb
23 października 2018 at 18:57
Nie placic im i przyjebac im kary !!!! Kazda inna Sekcja wygrywa tylko nie te patalaczy!!! Chyba ze o to w tym chodzi zeby ujebac Pilke w Katowicach nie muszac budowac stadionu!!!!! …..
Mecza
23 października 2018 at 18:57
Przed meczem chciałem napisać że remis brałbym w ciemno widząc jak oni wyglądają ale pomyślałem że to głupie…
BANan
23 października 2018 at 18:58
Dwa Pawełki dla Garbatych, pisałem wcześniej aby go zostawić w szatni i grać Baranem.
adrian
23 października 2018 at 19:00
a Blaszok dalej swoje, doping dla tych patałachów. Nic dziwnego że na meczu 1000 osób, odlecieliście razem z zarządem i piłkarzami.
Szkoda tylko że prawdziwiej GieKSy już dawno nie ma.
Bomb
23 października 2018 at 19:08
Blaszok to powinien pustkami swiecic a nie tym chuja jeszcze przyklaskiwac !!!!! Dlaczego nikt z tym porzadku nie zrobi nie zjawi sie na treningu ? Nie wejdzie doszatni ??? Trzeba doprowadzic do odwolania ZARZADU BO TO KURWA SA JAJA !!!!!!!!
Kolo
23 października 2018 at 19:10
Mandrysz wracaj i reszta starej ekipy !!! tak się kończy zatrudnianie szrotu -(
kejta
23 października 2018 at 19:11
To juz jest koniec
Nie ma juz nic…
Pikol
23 października 2018 at 19:11
Pawełek to był bobry ale 5 lat temu teraz to już starzec
Realnie
23 października 2018 at 19:12
Jako wieloletni kibic GKS Katowice, wnioskuję o rozwiązanie sekcji piłkarskiej!
mutinho
23 października 2018 at 19:13
Dudek to widze jest taki mundrala jak malo kto. Remisz nie jest moze Varanem, ale jest solidny i jest stoperem to ten na sile od 2 meczy wstawia Lisowskiego.
łącznik
23 października 2018 at 19:16
Bedziecie kiblowali w I lidze chyba do waszej emerytury
Miro
23 października 2018 at 19:21
Wiele emocji jest w tym miejscu, ale staram się na to chłodnym okiem spojrzeć. GKS jest w tej lidze od wielu lat. Taka stagnacja nie jest dobra i powoduje rozmycie celu, jakim jest awans. Nikt oficjalnie tego nie powie, bo nie może. Fakt jest jednak taki, że w założeniach zarządu sekcji piłkarskiej jest w tym roku spadek. W przyszłym sezonie mamy walkę o powrót do 1 ligi, a następnie rzetelna walka o awans. Czy taki plan się uda? Nie wiem, ale tak to widzę. Awans do ekstraklasy na otwarcie nowego sezonu. Dlatego niechaj nikt się nie emocjonuje porażkami, bo są one kontrolowane. Kibicujmy zatem drużynom naszych kolejnych rywali, a jeśli ktoś na to się nie zgadza, to po prostu proponuję do końca tego sezonu odpuścić sobie Bukową.
Korek
23 października 2018 at 19:25
Coś czuja że Gieksa postawi na puchar polski. To będzie ewenement na skalę światową. Spadkowicz z 1szej ligi zdobywa puchar polski, i awansuje do fazy grupowej Ligi Europejskiej.
Bomb
23 października 2018 at 19:27
Kiedys juz to pisalem Co dalej z nowyn stadionem Gdzie ta firma gdzie podpisanie umowy ?????Co krupisko juz zapomnialo?????
pablo eskobar
23 października 2018 at 19:33
Teraz przyjedzie kolejna potega Warta Poznan i znow wpie…l
olo
23 października 2018 at 19:34
Nie da sie ogladac tej gry brak przyjecia brak podania brak umiejetnosci prowadzenia piłki moj 6 letni syn lepiej piłke prowadzi przy nodze niz te cioty
pablo eskobar
23 października 2018 at 19:41
Tu nawet egzorcysta niepomoze
xxx
23 października 2018 at 19:42
Ja się zastanawiam co trzeba mieć w głowie żeby dalej chodzić na mecze ich dopingować ? kiedyś było inaczej po paru meczach piachu była wizyta w szatni i prostowanie, teraz im klaskają a ci robią sobie z Gieksy jaja. Na stadionie powinno nie być ani jednej osoby, jedynie wizyta w szatni , pożegnanie po meczu jajkami !! ale wiem wierni kibice , rozumiem słowo wierni ale nie głupi !! żadnego dopingu ! wbitka do szatni raz potem wizyta u Krupy ! to co robią z Gieksą to się w głowie nie mieści. To jest jawne działanie żeby nie budować stadionu i nie pakować kasy w piłkę nożną, robią nas w hujaa wszystkich !
łącznik
23 października 2018 at 20:02
Jaki jest najbardziej bekowy klub I ligi i dlaczego jest to GKS Katowice
GieKSiorz
23 października 2018 at 20:40
Ja się kiedyś wkurwialem,teraz to dupce,to nie moja GieKSa,to huj wie co, kurwidolek Krupy,jeden wielki Wulchaus,po sprzedanym frajersko awansie razy 2 ,mam na nich wyjebane,a huj do 2 ligi wydupiac, jebie mnie już to, zrobili z GieKSy pośmiewisko i klub ogórków, jeszcze młodzi kibice mnie wkurwiają tym klepaniem poplecach,nic się nie stało, zobaczcie lepiej gdzie będziecie jeździć w 2 lidze, nie wspomnę o 44 bo mnie to rozpierdala,pod każdym względem pośmiewisko,nara
Dziadek
23 października 2018 at 20:41
Myślę, że II liga (trzecia tak naprawdę…) dobrze by nam zrobiła na otrzeźwienie. Szczególnie niektórym „kibicom” którzy nadal losy tego klubu chcą wiązać z miastem…
Marcin C.
23 października 2018 at 21:47
A widać jakiegoś szejka na horyzoncie, który przejmie klub z rąk miasta i nie będzie drugim Królem?
Jarosław
23 października 2018 at 20:45
Ludzie. Klubami rządzi Mafia. Ona ustala kto awansuje, kto spada. Spadli niebiescy mafiozi to i Gieksa musi spaść. A przy okazji kopacze zarobią u booka. Pozdrowienia dla naćpanego blaszoka
olo
23 października 2018 at 21:03
to co pisze Jarosław to według mnie sedno sprawy PF rzadzi naszymi piłkarzami juz to kilka razy pisałem i oni maja spasc bo jak nie to…..
oldskul
23 października 2018 at 22:49
Niestety, ale z takim gównem co my gramy to lecimy z tej ligi. I to z hukiem.
Łukasz
23 października 2018 at 23:10
My sobie tu pier….my a nasza GieKSa leci jak tupolew w Smolensku! Chopy! Teraz, albo nigdy! Adam Kucz, Mirek Widuch – mówi wam to coś? Jak nie to nie mamy o czym gadać.
tomaż
23 października 2018 at 23:10
gieksa spada do II, górnik do I, wszystko się zgadza. za rok będzie nieźle w 1 lidze górnik, ruch, wdziew, gieksa, łks.
peter
23 października 2018 at 23:39
Nie wierzylem, że to się może stać, myślałem, że mnie szlag trafi jak wróciłem z roboty i sprawdziłem wynik. No cóż miałaś Giekso zloty róg, ostał ci się jeno…był dobry prezes, trener doświadczony, piłkarze zapewniający jakiś poziom, 2 razy się nie udało awansować to do trzech razy sztuka wystarczyły małe korekty ale nie trzeba było wszystko rozdupcyc .
PołudnioweK-ce
23 października 2018 at 23:44
Jeśli ktoś tu nie pierdolnie pięścią w stół to niestey na koniec sezonu będzie spadek..kto mogłby to zrobić?..chyba własciciel czyli nowy/stary prezydent tylko pytanie czy on chce i potrafi to zrobić?..dograc tą runde do końca wymienić zarząd (delikatnie napisze ponieważ pewna formuła już się wyczerpała)..niech ktoś kurwa wreszcie zacznie gasić ten pożar bo w przeciwnym razie spalimy sie w przenośni ze wstydu i dosłownie piłkarsko w czerwcu 2019..
Tymron
24 października 2018 at 01:47
Każdy kto głosował na Krupę niech zamknie ryj na 4 lata i nie narzeka. Chcieliśta takiego właściciela klubu to mata. Dalej układ i towarzystwo wzajemnej adoracji, żeby tylko była kasa na najemników z nie swojej kasy (naszych podatków ). To podejście wlaściciela. Żeby tylko zarobić i się nie narobić, właściciel tego nie wymaga. To podejście piłkarzy. Nic się nie zmieni jeszcze kilka lat ale skoro mamy kibiców idiotów to się nie ma co dziwić.
Irishman
24 października 2018 at 06:09
Chciałbym bardzo gorąco przeprosić panów Kamińskiego, Midzierskiego oraz innych obrońców, którzy kiedyś u nas grali, jeśli pisałem na nich coś złego! Obecni nasi defensorzy powinni za Wami co najwyżej sprzęt nosić i prosić o autografy!
Irishman
24 października 2018 at 06:13
Natomiast jeśli właściciel klubu nie wyciągnie żadnych konsekwencji w stosunku do obecnie rządzących sekcją piłkarską i w ogóle klubem, to zacznę wierzyć, ze faktycznie celem na ten sezon jest spadek do II ligi. I tylko nie rozumiem na jakiej podstawie, ktoś tam naiwnie wierzy, że to tak tylko na jeden sezon.
Irishman
24 października 2018 at 06:16
Zresztą co tam właściciel, skoro my kibice pozwalamy na to upokarzanie klubu? Może jednak warto byłoby wpaść do prezydenta z kwiatami i gratulacjami, a przy okazji spytać O CO TU K….. CHODZI?????
Janek
24 października 2018 at 07:18
BARTNIK OUT – jak można przeprowadzić tyle transferów i same porażki transferowe? A zatrudnienie dudka to już kpina jakaś – z Dziółką byśmy zdobyli jakieś punkty. BARTNIK OUT!!!
Łukasz
24 października 2018 at 08:32
Oczywiście!!!!
Bartnik jest dyrektorkiem sportowowym. A sportowo jesteśmy dnem! To 100% jego winy. Jestem pewien że zaraz sam ucieknie z klubu.
Szymon
24 października 2018 at 09:27
Panowie po co się denerwować…olać ich ciepłym moczem, ZERO DOPINGU, ZERO KIBICÓW itd.
Przecież oni nas nie szanują.Ale najpierw trzeba zacząć ZMIANY od GÓRY. Prezes pizduś i jego świta do zmiany. Wszyscy robią nas w konia a my to łykamy…ja powiedziałem dość człowiek ma 35 lat jeździ na Gieksę od 97 roku bywało różnie ale takiej chujni nigdy nie doświadczył…miłej środy.
GieKSiorz
24 października 2018 at 14:26
Bul,bul,bul,bul,bul,bul, bul,bul,bul TONIEMY KURWA
Pikol
24 października 2018 at 15:08
Klub był to wyjebaliście Mandrysza i połowę drużyny !!! teraz płacz bo tak bo srak o owak !
Pyjter
24 października 2018 at 16:59
Już kiedyś tu pisałem że tu trzeba egzorcystę a nie trenera,ktoś rzucił klątwę albo coś???
W czerwcu znów trzeba oczekiwać wagon piłkarzy.Lepiej być średniakiem w 1 lidze niż być jednosezonowym meteorytem w ekstraklasie jak Sandecja czy obecnie ZS.
tomassi
24 października 2018 at 21:13
Czytam, czytam i nie wierzę. Przecież to kibice chcieli wymienić wszystkich piłkarzy, trenerów i wszystkich. No i ja(kibic) też chciałem. To co teraz jęczycie?
Mamy co chcieliśmy.
Acha do adrian- prawdziwi GieKSiarze są zawsze z GieKSą. Zawsze.
Raz jest tak raz inaczej, ale wiara zobowiązuje. Zobowiązuje do przyjścia na mecz.
adrian
25 października 2018 at 09:38
„Acha do adrian- prawdziwi GieKSiarze są zawsze z GieKSą. Zawsze.
Raz jest tak raz inaczej, ale wiara zobowiązuje. Zobowiązuje do przyjścia na mecz.”
a Ty to jesteś jakiś świadek jehowy? bo piszesz jak nawiedzony
powiedz mi jaka wiara? w co kurwa? człowieku zrozum -klub piłkarski to
teraz firma, tylko i wyłącznie. W naszym wypadku jest to upadła firma
którą każdy pracownik chce tylko wydoić. Żaden piłkarz nie identyfikuje się
z nazwą GieKSa. Kapitanem jest były piłkarz legiuni, i tak dziwię się że
na ten cyrk przychodzi tysiąc osób. Ktoś wcześniej napisał że to nie jest GieKSa tylko nie wiadomo kurwa co, trudno się z tym nie zgodzić. napisz mi w prostych słowach w co ty właściwie wierzysz. Bo jeśli wierzysz że w najbliższych powiedzmy 20 latach znów zagramy powiedzmy z Glasgow Rangers albo Benficą to mi cie po prostu żal.
pablo eskobar
25 października 2018 at 12:46
Jezdze na GIEKSE od 20 lat bylo roznie spadki awanse raz lepiej raz gorzej ale jakos to w miare wygladalo zawsze byla nadzieja ze bedzie lepiej i bylo lepiejdo pewnego czasu jak siedzimy w tej 1 lidze chyba juz 11 rok i niemozemy sie z niej wygrzebac to co sie stalo przez ostatnie dwa sezony i to co dzieje sie teraz to jest qu..a jakis kosmos to juz wyglada na sabotaz jak mozna grac taki piach majac naprawde w miare dobrych kopaczy zero reakcij zarzadu chyba im to pasuje ze tak jest kibice tez zero reakcij kiedys to by szatnia byla rozdu…a po takiej grze a teraz jeszcze im spiewaja na blaszoku dlamnie to niewytlumaczalne co sie dzieje juz nawet sie niewqur..m po tych przegranych meczach totalna znieczulica bo jakos niewidze nadzieij na lepsze jutro amen
kkk
28 października 2018 at 06:47
adrian
Jestem tego same zdania co Ty, najważniejsza jest rodzina i wiara ale ta ważniejsza prawdziwa w Tego na górze, a to co się dzieje z Gieksą to są gierki polityczno- biznesowe i jak ktoś twierdzi że w to wierzy to powinien się leczyć.