Piłka nożna Prasówka
Media o meczu GKS Katowice-Stomil: Zaczarowana Bukowa. Pawełek wypuszcza punkty z rąk
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Stomil Olsztyn, który zakończył się podziałem punktów 1:1 (0:0). Wybraliśmy dla Was najciekawsze:
weszlo.com – Który spadek byłby większym chichotem losu – GieKSy czy Stomilu?
[…] Katowiczanie zaczęli z animuszem, już w pierwszej minucie stwarzając sobie niemal stuprocentową sytuację. Najpierw groźnym strzałem popisał się Jędrych, po chwili – po zamieszaniu w polu karnym – poprawił Remisz, ale przeszkadzał mu kolega z drużyny, co ułatwiło interwencję obrońcom Stomilu. Kolejne sytuacje? Szansa Puchacza, przedziwna interwencja Skiby, doprawiona strzałem na własną bramkę Kraczunowa. Olsztynianie odpowiadali, gdy urywał się Grzegorz Lech. Rywale zostawiali mu zaskakująco sporo miejsca w środku pola, jakby nie zważając na to, że mówimy o najgroźniejszym zawodniku gości. Stąd jedna czy druga sytuacja, ale w końcu legenda Stomilu nie wyrobiła kondycyjnie i musiał opuścić boisko. A gdy Remisz pakował piłkę do siatki i dawał prowadzenie GieKS-ie, wydawało się, że jest już pozamiatane.
[…] GKS miał jednak Mariusza Pawełka, co dziś – delikatnie mówiąc – nie okazało się atutem. Nie wiemy, jakim cudem wypuścił z rąk prostą piłkę, z czego skrzętnie skorzystał Gancarczyk. Doświadczony bramkarz popełnił fatalny błąd, jakby definiując to, jak w tym sezonie wygląda jego drużyna.
Z jednej strony mówimy o doświadczonej ekipie, całkiem solidnej kadrowo, która w normalnych okolicznościach nie powinna pałętać się w okolicach strefy spadkowej. Której spadek być może również byłby ogromnym chichotem losu. Z drugiej – w poczynaniach tych piłkarzy widać sporą nieudolność, choć i tak uwidocznił się postęp względem rundy jesiennej.
Fakty są jednak takie, że GKS drugi raz z rzędu stracił prowadzenie w końcówce i swojej sytuacji nie poprawił, tym bardziej że swoje spotkania wygrały zainteresowane utrzymaniem drużyny.
sportdziennik.com – Bukowa nadal nieodczarowana
Choć gospodarze zagrali dobre spotkanie, to na własne życzenie musieli z uczuciem ogromnego niedosytu udawać się po meczu do szatni, bo remis był szczytem marzeń gości z Olsztyna i cel swój w Katowicach osiągnęli.
[…] A napór GieKSy trwał przez pełne trzy kwadranse. W 31 minucie Skiba końcówkami palców wybił na rzut rożny kolejny strzał Puchacza, a uderzenie Adriana Błąda było niecelne. W końcówce dynamicznej, niezłej w sumie połowy katowiczanie mogli zostać brutalnie skarceni, bo silny strzał Lecha w 43 minucie zatrzymał się na spojeniu słupka i poprzeczki.
Dobra postawa zawodników GKS-u została nagrodzona dość szybko po przerwie. Piłkę do siatki głową po rzucie rożnym skierował Rafał Remisz. Wydawało się, że teraz goście marzący na Bukowej jedynie o remisie otworzą się wreszcie, ruszą do odrabiania strat, ale nic takiego nie nastąpiło, a bliżej strzelenia drugiej bramki byli Bartosz Śpiączka i Callum Rzonca. I gdy wydawało się, że katowiczanie wreszcie odczarują swój stadion na Bukowej, bo mieli zdecydowaną przewagę, padło wyrównanie. Serię błędów katowickiej defensywy wykorzystał strzałem pod poprzeczkę Mateusz Gancarczyk. W dodatku kontuzji doznał interweniujący Mariusz Pawełek, którego musiał zastąpić Krzysztof Baran.
sportslaski.pl – Zaczarowana Bukowa. Pawełek wypuszcza punkty z rąk
13 mecz GKS-u Katowice przed własną publicznością bez wygranej! W meczu z mającym identyczny jak katowiczanie dorobek Stomilem Olsztyn drużyna Dariusza Dudka długo pracowała na komplet punktów, które na niespełna kwadrans przed końcem z rąk wypuścił Mariusz Pawełek.
[…] Mocny początek ekipy trenera Dariusza Dudka efektu bramkowego nie dał, a w miarę upływu czasu coraz pewniej spisywali się nastawieni przede wszystkim na defensywę goście.
Przewaga katowiczan wciąż była jednak bardzo widoczna. Najwięcej dobrego dla GKS-u działo się po jego lewej stronie, gdzie kilka razy do ataków podłączał się Jakub Wawrzyniak.
[…] Benzyny do płonącego wówczas w szesnastce olsztynian ognia dolał jeszcze Jakub Mosakowski, który chcąc wyjaśnić całą sytuację omal nie trafił w okienko własnej bramki, ale Skiba końcami palców raz jeszcze wybił piłkę.
Kolejne okazje dla katowiczan nie były już tak klarowne. Przewaga gospodarzy przełożyła się jedynie na niecelne uderzenie Błąda z rzutu wolnego i kąśliwej, ale obronionej próbie Tymoteusza Puchacza. Schowani za podwójną gardą goście straszyli tymczasem wyłącznie Grzegorzem Lechem. 36-letni napastnik dwa razy próbował uderzeń z dystansu. W pierwszym przypadku trafił prosto do „koszyczka” Mariusza Pawełka, za to dwie minuty przed przerwą po jego potężnym uderzeniu piłka otarła się o poprzeczkę katowickiej bramki.
Obraz gry nie zmieniał się również po zmianie stron
[…] Kiedy wydawało się, że drugi gol dla GKS-u pozostaje kwestią czasu fatalny w skutkach błąd przydarzył się Mariuszowi Pawełkowi. Bramkarz gospodarzy nie złapał piłki po uderzeniu głową jednego z olsztynian, a później w dużym zamieszaniu nie zdążył przeszkodzić w skutecznej dobitce Mateuszowi Gancarczykowi. Co gorsza 38-latek nie miał już szans na rehabilitację, bo przy próbie obrony strzału przeciwnika ucierpiał na tyle poważnie, że boisko opuścił na noszach ustępując miejsca między słupkami Krzysztofowi Baranowi.
Katowiczanie długo zbierali się po zaskakującym ciosie, olsztynianie robili wszystko, by kraść minuty walczącym o pełną pulę gospodarzom. Dopiero w doliczonym czasie szansę na zmianę rezultatu drużyna GKS-u stworzyła sobie okazję na gola, ale po rzucie rożnym głową spudłował Arkadiusz Woźniak. Piłkę meczową mieli jednak na nodze goście, tyle że futbolówka po szybkiej kontrze i strzale jednego z olsztynian minimalnie minęła słupek bramki Barana.
Ekipa z Katowic sprawę utrzymania po środowym spotkaniu mogła mieć we własnych rękach. Remis ze Stomilem oznacza tymczasem, że nie tylko nie udało się odskoczyć w tabeli olsztynianom, ale też urosła strata do Warty Poznań i Chrobrego Głogów. Przed drużyną Dariusza Dudka jeszcze cztery ligowe mecze. Bukowa o utrzymanie drżeć będzie prawdopodobnie do samego końca rozgrywek…
sport.egit.pl – Wyszarpany remis w Katowicach
[…] Do 20 minuty oba zespoły stworzyły sobie po dwie sytuacje, min. Grzegorz Lech był bliski zaskoczenia katowickiego bramkarza strzałem głowa po dośrodkowaniu Mazka. Z biegiem czasu przewaga gospodarzy rosła, ale na miejscu był Piotr Skiba. Stomil nie miał pomysłu na zaskoczenie GKS-u. Szukał swoich szans w kontrach, ale bezskutecznie. W jednej z ostatnich akcji tej części gry Lech popisał się dobrym strzałem z dystansu, ale trafił tylko w spojenie słupka z poprzeczką.
[…] Po rzucie wolnym Michał Góral, wprowadzony przed kilkoma minutami główkował, bramkarz katowiczan źle interweniował i Mateusz Gancarczyk skierował piłkę do siatki z ostrego kąta. Od tego momentu temperatura spotkania znacznie wzrosła, mnożyły się faule z obu stron, ale zabrakło dobrych akcji podbramkowych. W końcówce Stomil mógł pokusić się o trzy punkty, ale niecelnie strzelali Sobczak i Niedziela.
sport.wm.pl – Pawełek pomógł Stomilowi
W Katowicach Stomil zdołał wywalczyć cenny punkt, ale duża w tym była Pawełka, bramkarza gospodarzy.
[…] Gospodarze szybko osiągnęli lekką przewagę i w pierwszej połowie stworzyli kilka okazji, ale w bramce Stomilu czujny był Skiba.
[…] I gdy wydawało się, że trzy punkty zdobędą gospodarze, przypomniał o sobie Pawełek, który fatalnie interweniował po główce Górala, w efekcie do piłki dopadł Mateusz Gancarczyk i mocnym strzałem wpakował ja do siatki.
dziennikzachodni.pl – Festiwal nieskuteczności i fatalny błąd bramkarza
Piłkarze GKS Katowice w meczu ze Stomilem Olsztyn momentami mieli miażdżącą przewagę. W zdobytych bramkach padł jednak remis, który oznacza kolejną poważną stratę punktów przez walczących o utrzymanie gospodarzy. Gol dla gości padł po fatalnym błędzie Mariusza Pawełka.
[…] GKS, w składzie którego ponownie pojawili się Jakub Wawrzyniak i Bartosz Śpiączka, podjęli próbę zdominowania placu gry i nieźle im to wychodziło. Zepchnięci do obrony olsztynianie schowali się za podwójną gardą, czekając na okazję do wyprowadzenia kontry i licząc, że zespół Dariusza Dudka zapłaci cenę za narzucenie wysokiego tempa gry, w której ofensywnych działaniach brali udział nawet katowiccy stoperzy. Piłka fruwała więc przez pole karne Stomilu, GKS wykonywał seryjne rzuty rożne, a Skiba, któremu zdarzały się „fałszujące” interwencje, coraz mocniej się pocił. Po okresie nawałnicy GKS-u dwie ostatnie akcje pierwszej połowy należały jednak do Stomilu, przy czym Grzegorz Lech z dystansu trafił dokładnie w spojenie słupka z poprzeczką. Te sygnały ostrzegawcze z pewnością dały do myślenia gospodarzom podczas przerwy.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna
Górak: Gra o finał to wielka duma
Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać. Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.


Tauzen
25 kwietnia 2019 at 09:49
15 meczów na Bukowej i 1 wygrana. To staty drużyny celującej w awans 🙂 Bartnik i Dudek won – to na początek bo to dwa największe szkodniki
Roh
25 kwietnia 2019 at 09:57
To nie Bukowa jest zaczarowana. To zwykla nieudolnosc piłkarzy. Żal bylo na to patrzec. Wiekszosc z tych kopaczy ma problem z przyjeciem pilki. Po boisku biegaja jak stado baranow. Skrzydla nie istnieja, srodek to samo. Pani Bartnik honoru nie masz. Wez sie wreszcie zwolnij.
Kato
25 kwietnia 2019 at 10:40
Wygrana GIEKSY na Bukowej pozostaje marzeniem kibiców.
Pozostają smutne realia.