Dołącz do nas

Piłka nożna

Analiza formacji cz. 3 – pomocnicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jeśli chodzi o pomocników w rundzie jesiennej, to trzeba by podzielić ten opis na dwa zupełnie odrębne elementy. Pomocników środkowych i skrajnych, gdyż ci pierwsi byli w praktyce non stop w stałym składzie, z pojedynczymi zmianami, drudzy natomiast byli rotowani przez cały czas i nikt nie potrafił wywalczyć sobie żelaznego miejsca na dłużej. Trener wystawiał i na prawej i na lewej stronie wymiennie kilku zawodników, ale żaden z nich nie spisywał się na tyle dobrze, aby kilka meczów z rzędu pograć w wyjściowym składzie. Oto jak wyglądały zestawienia linii pomocy w poszczególnych meczach – po kolei: prawy pomocnik, dwójka defensywnych, ofensywny, lewy pomocnik. W nawiasach piłkarze, którzy w trakcie meczu wchodzili na daną pozycję, choć w niektórych przypadkach ta pozycja może być orientacyjna, bo już w trakcie pobytu na boisku mogli ją zmieniać. Uściślijmy też, że piłkarz, który jest w nawiasie niekoniecznie zmienił tego zawodnika, który jest przed nawiasem – tutaj nie odnotowujemy zmian przeprowadzonych przez sędziego w trakcie meczu, a jedynie rotację na poszczególnych pozycjach, a często bywało tak, że ktoś z ataku przeszedł do pomocy, zmiany następowały też na linii obrona – pomoc.

ŁKS: A.Kowalczyk (Farkas), Duda, Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Warta: Chwalibogowski (Farkas), Duda, Fonfara, Pitry, Wołkowicz (A.Kowalczyk)
Cracovia: Czerwiński (Gancarczyk), Duda, Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Łęczna: Czerwiński (Gancarczyk), Duda (Cholerzyński), Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Zawisza: A.Kowalczyk (Gancarczyk), Duda, Fonfara, Radionow (Cholerzyński), Wołkowicz
Nieciecza: A.Kowalczyk, Duda, Fonfara (Radionow), Pitry, Wołkowicz (Gancarczyk)
Flota: A.Kowalczyk (Czerwiński), Duda, Cholerzyński, Pitry, Gancarczyk (Wołkowicz)
Polonia: Czerwiński (Goncerz), Duda, Fonfara, Pitry, Wołkowicz (Gancarczyk)
Kolejarz: Goncerz (Gancarczyk), Duda, Fonfara (Radionow), Pitry, Wołkowicz
Sandecja: Wołkowicz (A.Kowalczyk), Duda, Fonfara (Goncerz), Pitry, Rakels (Gancarczyk)
Tychy: A.Kowalczyk, Duda, Fonfara, Pitry, Gancarczyk (Goncerz)
Miedź: Gancarczyk (Czerwiński), Duda (Cholerzyński), Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Okocimski: Gancarczyk (Radionow), Cholerzyński, Fonfara, Pitry, Wołkowicz (Sobotka)
Arka: Gancarczyk (A.Kowalczyk), Duda (Cholerzyński), Fonfara, Pitry, Wołkowicz
Olimpia: Czerwiński (Goncerz), Cholerzyński, Duda, Fonfara, Gancarczyk (Chwalibogowski)
Stomil: Goncerz (Gancarczyk), Duda, Fonfara, Pitry, Chwalibogowski (Goncerz)
Dolcan: Gancarczyk, Cholerzyński, Fonfara, Pitry, Wołkowicz (Duda)

Środkowi pomocnicy
Tutaj w praktyce ograniczyliśmy się do kwartetu Grzegorz Fonfara, Sławomir Duda, Przemysław Pitry i Kamil Cholerzyński, z czego pierwsza trójka to była absolutnie podstawowe zestawienie. Dość powiedzieć, że w aż 12 z 17 meczów właśnie ci zawodnicy wybiegali razem w pierwszej jedenastce. Duda i Fonfara mieli w tym zestawieniu zadania defensywne, jako defensywni pomocnicy, Pitry natomiast ustawiony był za napastnikiem. Zwróciła uwagę bardzo dobra dyspozycja od początku rundy Dudy, który po kilku latach na poziomie trzeciej ligi trafił w końcu na zaplecze ekstraklasy i nie było bardzo widać braku doświadczenia. Zawodnik strzelił dwie bramki (w tym w debiucie), ale trzeba przyznać, że bardziej skupiał się na zadaniach defensywnych, w przeciwieństwie do Fonfary, który oprócz destrukcji próbował często rozgrywać piłkę. Duda dobrze radził sobie z atakami przeciwników, częstokroć je przerywając w zarodku, wykazywał się twardą grą i czasem zapoczątkowywał po odbiorze akcje GKS. Choćby w meczu z Olimpią Grudziądz pokazał też, że potrafi huknąć z dystansu, niestety wówczas piłka zatrzymała się na poprzeczce. W końcówce rundy zawodnik chyba nieco opadł z sił, ale trzymał przyzwoity poziom. Kilka razy jednak trener sadzał go na ławce lub zdejmował z boiska, wówczas jego miejsce zajmował Cholerzyński.

Właśnie Kufel jest traktowany przez trenera bardziej jako pomocnik niż obrońca. Przez długi okres praktycznie w ogóle nie grał w tej rundzie, ale wyszedł w wyjściowym składzie w meczu z Flotą i spisał się bardzo dobrze. Jeszcze lepiej było w spotkaniu w Legnicy, kiedy w drugiej połowie z obrony przeszedł do pomocy i grał pierwsze skrzypce. W nagrodę od początku meczu w pomocy dostał szansę z Okocimskim, ale tu już – mimo asysty – wypadł nieco bladziej. Ogólnie Kamil pokazał swój potencjał jako pomocnik, ale… który to już raz? Problemem ciągle pozostaje ustabilizowanie formy, widać, że są możliwości i chcielibyśmy aby piłkarz błyszczał choćby tak jak w meczu z Miedzią.

Drugim podstawowym defensywnym pomocnikiem był Grzegorz Fonfara. Bardzo dobry początek rundy, ale potem było gorzej. Zawodnik w każdym meczu popisuje się 2-3 znakomitymi zagraniami, ale jak na swoje umiejętności notował zdecydowanie za dużo strat. Chimeryczność w obrębie jednego meczu bywała irytująca. Zawodnik miał dać ekstraklasową jakość naszej drugiej linii, ale wychodziło mu to tylko czasami. Oczywiście swoje gole strzelił, jak choćby w Poznaniu czy Legnicy.

Dużym zawodem w tej rundzie okazał się Pitry. Spodziewaliśmy się, że po udanej jesieni, w której wiązał pierwszoligowe krawaty, będziemy widzieli zawodnika dalej prezentującego wysoką formę. Niestety w wielu meczach piłkarz był jakby nieobecny, mimo że często przy piłce, nie było tego błysku, otwierających podań, strzałów. On też notował sporo strat w środku boiska. I o ile w rundzie jesiennej zastąpić Pitrego było nierealne (porażka z Okocimskim), o tyle na wiosnę, gdy nagle wypadł ze składu na mecz z Zawiszą, jego absencja nie wpłynęła źle na zespół, bo ten wygrał z obecnym już beniaminkiem ekstraklasy 1:0. Pitry swoje bramki jednak strzelił, a ta w Stróżach dała naszemu zespołowi remis, gole z Łęczną i Dolcanem – zwycięstwa. Niestety w Bytomiu nie wykorzystał rzutu karnego, który mógł przypieczętować wygraną GKS. Z Zawiszą zastąpił Pitrego Radionow, który wtedy jako pomocnik, ale wymieniający się nieco z Rakelsem, spisał się bardzo dobrze. Niestety to był jeden mecz, a cała runda w jego wykonaniu była nieudana, ale zajmiemy się nim w artykule traktującym o napastnikach.

Ogólnie środkowa linia ustabilizowała się, ale w obliczu potencjalnego odejścia Fonfary będzie trzeba ją uzupełnić – prawdopodobnie Kamilem Cholerzyńskim. Wspomnijmy jeszcze o dość dziwnym wariancie, który mieliśmy okazję zaobserwować w Grudziądzu. Wówczas trener przesunął Pitrego do ataku, a w środku pomocy mieliśmy… trzech defensywnych pomocników, z którego rola ofensywnego przypadła Fonfarze. Trzeba przyznać, że to specyficzne ustawienie nie wyróżniło się ani in plus, ani in minus.

Skrajni pomocnicy
Prawa i lewa pomoc to były dwie najbardziej niestabilne pozycje z całej wyjściowej jedenastki. Po rundzie jesiennej i sparingach wydawało się, że Arkadiusz Kowalczyk na stałe wywalczy miejsce po prawej stronie. Okazało się jednak, że już po pierwszym słabym meczu z ŁKS powędrował na ławkę rezerwowych. W Poznaniu zastąpił go Bartłomiej Chwalibogowski, co było bardzo dziwnym pomysłem trenera, ale tak naprawdę tylko na jedną połowę. Potem na tej pozycji grali jeszcze Alan Czerwiński, Grzegorz Goncerz i Janusz Gancarczyk, ale żaden z nich nie potrafił wywalczyć miejsca w pierwszej jedenastce na dłużej niż kilka meczów. Najczęściej bywało tak, że zawodnik rozegrał 1, 2 lub 3 mecze, potem siadał na ławce, zastępował go ktoś inny i ewentualnie wchodził z ławki próbując pokazać swoją przydatność. Można powiedzieć, że żaden z zawodników nie wywalczył sobie miejsca, ale żaden też nie został definitywnie odsunięty i po czasie znów dostawał swoją szansę. Jedynym, który długo na tę szansę musiał czekać był Grzegorz Goncerz. Zawodnik ten od środkowej części rundy zaczął się co jakiś czas pojawiać w zespole i już w Bytomiu od razu wywalczył rzut karny. Potem jednak w meczu w Stróżach grał przeciętnie. Za to końcówka rundy należała do niego – był bardzo aktywny, konstruował groźne akcje i często strzelał. Zdobył bramkę w Grudziądzu, ale zarówno tam, jak i w Olsztynie miał kilka znakomitych sytuacji, w których zaszwankowała skuteczność. Dodajmy też, że Grzegorz kilka razy wystąpił na lewej stronie, co oceniamy jako nietrafiony pomysł – to wybitnie piłkarz prawonożny i grając na lewej flance musi… zmieniać nogę, co znacząco spowalnia akcje, jak chociażby w meczu z Tychami.

Co do wspominanego wcześniej Arkadiusza Kowalczyka, to aż dziwne jest, że piłkarz, który tak dobrze prezentował się zimą, na wiosnę nie potrafił odnaleźć formy. Był murowanym kandydatem na piłkarza pierwszej jedenastki, ale gdzieś od pierwszego meczu coś nie poszło tak jak trzeba. Potem starał się, gdy wchodził w kolejnych meczach na boisko, ale nie potrafił przekonać trenera do siebie. Szkoda, bo z taką walecznością w pierwszej lidze można wiele osiągnąć. Miejmy nadzieję, że w nowym sezonie będzie lepiej. W końcówce Arek zagrał kilka razy w ataku, ale również blado to wypadło.

Alan Czerwiński to zawodnik zdecydowanie mający inklinacje ofensywne i jest pożytecznym zawodnikiem w pomocy. Pokazał to choćby w meczu w Legnicy, kiedy to po jego podaniu (lub presji na rywalu) Deniss Rakels strzelił pierwszego gola. Alanowi brakuje co prawda trochę skuteczności pod bramką rywala, ale na pewno ma potencjał ofensywny.

W końcu piłkarz, którego śmiało możemy nazwać wzmocnieniem. Janusz Gancarczyk co prawda jeszcze nie pokazał bardzo na co go stać, ale momentami jak przyspieszył na skrzydle, było widać w tym sporą jakość. Mocne dośrodkowania były jednak nieprecyzyjne, a i koledzy nie najlepiej się ustawiali na wstrzelone piłki (zwłaszcza w końcówce rundy), natomiast te akcje pokazywały, że może być dobrze. Piłkarz podpisał nowy kontrakt z GKS, przepracuje okres przygotowawczy (co prawda nie ten ważniejszy – zimowy), ale można spodziewać się z jego gry więcej. Potrafił strzelić gola Okocimskiemu czy zaliczyć asystę z Dolcanem. Może być dobrze na jesień, jeśli piłkarz ustabilizuje formę, bo kilka słabszych meczów również się zdarzyło.

Dodajmy jeszcze proforma, że w dwóch pierwszych meczach na zmiany wchodził do pomocy Michal Farkas. To były niezłe zmiany Słowaka i jak mówił trener – szykowany był od pierwszej minuty na mecz z Cracovią. Niestety uraz uniemożliwił mu występ, potem okazji już nie miał i GKS rozstał się z nim. Jak go krytykowaliśmy już nieraz, tak końcówka rundy jesiennej i te dwie zmiany były na plus. Szkoda zawodnika.

Na lewej stronie aż takiej rotacji nie było, ale jednak też miała ona miejsce. Najczęściej oglądaliśmy Krzysztofa Wołkowicza, który już przyzwyczaił nas, że potrafi rozgrywać mecze naprawdę niezłe, jak i… fatalne. Brak stabilizacji formy to na dzień dzisiejszy największy problem zawodnika. Widać też, że im dalej w rundę, tym gorzej. Pomocnik ma spory kredyt zaufania u trenera Góraka, więc ma jeszcze czas, żeby powalczyć o pierwszy skład na stałe, tym bardziej, że szkoleniowiec zapewnia, że właśnie chce, aby tak się stało.

Na lewej stronie pogrywał też Janusz Gancarczyk, a także incydentalnie Grzegorz Goncerz (o czym pisaliśmy), Bartłomiej Chwalibogowski, Bartosz Sobotka czy nawet Deniss Rakels. Chwalibogowski zagrał na tej pozycji w meczu z Olimpią Grudziądz od 67. minuty i wniósł naprawdę dużo w tamtym meczu. Manewr został powtórzony od początku meczu w Olsztynie, ale tam już nie było tak dobrze. Na pewno to chwilowa roszada, bo Bartłomiej, który również podpisał nową umowę, jest w tej chwili ewidentnie lewym obrońcą. Bartosz Sobotka zaliczył epizod w meczu z Okocimskim, ciekawa natomiast była obecność na lewej pomocy Denissa Rakelsa w meczu z Sandecją. Łotysz mówił po meczu, że nie czuje się najlepiej na tej pozycji i woli grać w ataku, ale to spotkanie w jego wykonaniu (grał tam przez pierwszą połowę), było całkiem niezłe.

Podsumowanie
O ile środek pomocy był bardzo stały i tutaj trener nie musiał za bardzo kombinować, o tyle skrzydła rotowały się cały czas. Na dzień dzisiejszy wydaje się, że największe szanse na grę w nowym sezonie na prawej i lewej pomocy mają odpowiednio: Janusz Gancarczyk i Krzysztof Wołkowicz. Na lewej stronie powoli zaczyna nie być alternatywy dla Wołka, natomiast Gancarczyk pokazał, że tkwi w nim duży potencjał i miał udaną końcówkę rundy. Jeśli chodzi o środek pomocy, to w przypadku odejścia Fonfary prawdopodobnie na stałe do składu wskoczy Kamil Cholerzyński. Ogólnie była to niezła runda w wykonaniu środkowej linii, ale bez błysku. Natomiast dała nam nadzieję, podobnie jak pozostałe formacje (obrona i bramkarz) na dobrą przyszłość…

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowskie święto w Kielcach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.

Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga