Dołącz do nas

Piłka nożna

Brak stabilizacji w pomocy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po bramkarzach i obrońcach przychodzi czas na analizę najbardziej rozbudowanej formacji w GieKSie, czyli pomocy. Zapraszamny do lektury.

Defensywni pomocnicy
Od początku sezonu na tej pozycji przewidziani byli Łukasz Pielorz i Povilas Leimonas. I przez kilka dobrych meczów ta dwójka się utrzymywała w podstawowym składzie. GieKSa grała dobrze w destrukcji w czym niemała była zasługa wymienionych zawodników. Dodatkowo Litwin w pierwszej kolejce z Wigrami strzelił swojego pierwszego gola dla GieKSy. Z Zagłębiem było już gorzej, ale nadal ta dwójka wiodła prym. Wiadomo, że Pielorz jest zawodnikiem bardziej defensywnym, dlatego jak ktoś miał błyszczeć w ofensywie – to Leimonas. I w meczu pucharowym z Wigrami kapitalnym wypuszczeniem sobie piłki wypracował bramkę, a potem został sfaulowany przed polem karnym i Wojciech Trochim strzelił gola. Povilas odniósł przy tym kontuzję i w meczu ligowym z Arką nie zagrał.

Pielorz grał jak grał, niby poprawnie, ale nie zawsze byliśmy zadowoleni z jego postawy. Nieraz trochę irytowało, że zawodnik ani trochę nie posiada umiejętności ofensywnych. A jednak – jak mu coś czasem wyjdzie, to palce lizać. Na przykład podanie do Goncerza przy jednej z bramek z Kluczborkiem czy efektowny gol z Bełchatowem.

Leimonasa w trakcie absencji zastępowali inni zawodnicy. Czasem zmieniając się w trakcie meczu, raz bardziej cofnięty był Wojciech Trochim, raz Filip Burkhardt – nie zawsze dało się jednoznacznie ocenić, który z nich jest przypisany do defensywnej pozycji. Oczywiście bardziej pożyteczny w destrukcji jest Wojciech Trochim, który z Arką przez pierwszą połowę bardzo dobrze spisywał się w poczynaniach obronnych. Leimonas w kolejnych spotkaniach pojawiał się na boisku, ale dopiero z ławki, jako rekonwalescent.

Z Miedzią Legnica zagrał już od początku, a z racji gry Łukasza Pielorza na prawej obronie, w pomocy pojawił się także Sławomir Duda. Niestety to już nie był ten Sławek z czasu przyjścia do GKS – twardy, nieustępliwy. We wspomnianym meczu w Bełchatowie Pielorz był bohaterem, natomiast antybohaterem był Leimonas, kóry zaliczył fatalną stratę, po której Jurkowski zaliczył faul na czerwoną kartkę. Z Sandecją Litwin grał na obronie, więc tym się nie zajmujemy i… lepiej dla niego.

Generalnie jednak ta dwójka grała razem dalej w kolejnych meczach i trudno powiedzieć, żeby były to występy dobre. GKS tracił sporo bramek, a rządy w środku boiska były po prostu mizerne. Czasem jednego lub drugiego zastępował Wojciech Trochim, ale po początkowych dobrych występach tym razem było już dużo słabiej, zawodnik w niektórych meczach tracił sporo prostych piłek, a i rozegranie szwankowało. Wielkim zaskoczeniem było, że Pielorz w Chojnicach usiadł na ławce, bo wydawało się, że jest to pewniak w talii najpierw Piekarczyka, a potem Brzęczka. To była jednak chwilowa absencja.

W meczu z Dolcanem Leimonas i Pielorz spisali się już dużo lepiej, widać było, że gra w środku pola zaczyna mieć pożądany skutek i rywalem są praktycznie zneutralizowani. Pielorz świetnym wślizgiem i odbiorem piłki pod własnym polem karnym zapoczątkował świetną akcję bramkową. Do meczu z Wisłą Płock ich gra wygłądała dobrze, ale właśnie w Płocku rywale pokazali miejsce w szeregu. W Suwałkach zagrał więc znów Duda – bardzo przeciętnie.

Z Zagłębiem również wystąpił Sławek i był to również słaby mecz zawodnika. Brak gry, brak wiary we własne możliwości na pewno mu nie pomaga. Dla odmiany w Sosnowcu Pielorz zagrał świetny mecz w destrukcji i czyścił aż miało – szkoda tylko, że wynik tego nie potwierdził. Na ostatnie kilkanaście minut na boisko wszedł Leimonas i najpierw strzelił bramkę, a potem zawalił gola.

Skrzydła pomocy
Wiele obiecaliśmy sobie po transferze Macieja Bębenka. Różnie w poprzednich sezonach bywało na bokach pomocy, dlatego liczyliśmy, że ten zawodnik – pamiętany z Sandecji – podniesie poziom bocznych rejonów boiska. Trudno było powiedzieć, kto będzie rządził na lewej pomocy, bo kandydatów tam było kilku.

W pucharowym meczu z Rozwojem na tej stronie zagrał Adrian Frańczak. Gola za to strzelił Krzysztof Wołkowicz, który pojawił się w końcówce spotkania. Wołek zapewne zagrałby od początku meczu z Wigrami, jednak przepis o młodzieżowcu powodował, że gdzieś trzeba było wcisnąć Pawła Szołtysa. Podobnie było z Zagłębiem. Niestety Paweł spisał się w tych spotkaniach słabo lub bardzo słabo. Bardzo źle wyglądała również gra Macieja Bębenka, który raził niecelnymi dośrodkowaniami, a z jego gry nie wynikało nic pozytywnego.

Z Wigrami w Pucharze zagrał Wołek i znów strzelił gola. Bębenek tracił miejsce w składzie i na prawej stronie występował „zapchajdziura” Frańczak. Niestety i ten zawodnik w początkowej fazie sezonu spisywał się fatalnie. Z Arką zagrał także Wołek, ale już słabo. A w końcówce oglądaliśmy na boisku Bębenka, który odpuścił rywala i zawalił bramkę.

Nawet w meczu z Kluczborkiem, tak wysoko wygranym – i Frańczak, i Wołkowicz spisali się przeciętnie. Frańczak co prawda w końcówce się rozegrał i strzelił gola, a Wołek nieźle się zachował przy jednej z bramek, ale to jednak środek wygrał GieKSie ten mecz tak wysoko. Frańczak mógł się ratować przynajmniej golami, tak jak z Kluczborkiem. Ale zarówno z Arką, jak i Pogonią Siedlce miał znakomite wprost sytuacje, w których strzelał w sposób kuriozalny, słabo, nieczysto.

Cała słaba gra Bębenka skutkowała zesłaniem do rezerw. Wrócił w meczu z Miedzią i mocno walczył, ale bez efektu. Jego bezbarwna gra skutkowała tym, że trener Piekarczyk na konferencji nazwał go „Bochenkiem”.

W spotkaniu z Bełchatowem jako młodzieżowiec na boisku pojawił się Daniel Ciechański. We wcześniejszych meczach grał ogony, w spotkaniu z Bełchatowem zagrał beznadziejnie, a nie pomagały mu też systematyczne „opeer” od kolegów. Nic nie było z tej jego szybkości, grał jakby miał przywiązane kule do nóg. To był epizod w pierwszym składzie, wkrótce zawodnik odniósł kontuzję.

Dość ciekawa sytuacja miała miejsce z Frańczakiem w meczu z Sandecją. Grał słabo, ale w pewnym momencie trener przesunął go na lewą obronę i… zawodnik strzelił pięknego gola. Potem zaliczył bardzo szczęśliwą asystę. Efekt był więc dobry, choć gra przeciętna. Przy tej zmianie do pomocy przeszedł Rafał Pietrzak.

Skrzydła grały fatalnie, natomiast w grze Bębenka coś drgnęło w meczu z Cracovią. Co prawda dalej grał przeciętnie, ale przynajmniej już nie było tych dośrodkowań wprost w trybuny. Na dobre było już lepiej w meczu z Bytovią, gdzie Bębenek zagrał świetnie. To był początek zwyżki formy naszych bocznych pomocników. Dość nieoczekiwanie w meczu ze Stomilem drugą swoją bramkę strzelił Paweł Szołtys (pierwsza z Sandecją). A w Chojnicach to właśnie Bębenek trafił do siatki, a popraił Wołkowicz. Gdy dodamy do tego asystę Czerwińskiego z obrony przy pierwszym golu, można śmiało powiedzieć, że skrzydła wygrały ten mecz – nareszcie!

Z Dolcanem znów było bardzo dobrze, Bębenek dobrze rozumiał się z Czerwińskim, a Wołkowicz na drugiej stronie również prezentował się dobrze. Niestety Maciejowi przyplątała się kontuzja w najmniej odpowiednim momencie i GKS musiał sobie radzić bez niego. W końcu też wyższą formę zaprezentował Paweł Szołtys, który w meczu z Zawiszą w końcu pokazał grę męską, a nie juniorską. Gorzej było w Płocku. Tam już Bębenek po przerwie pojawił się na boisku i rozruszał nieco grę GKS, ale bez efektu.

W końcu na eksperyment w Sosnowcu zdecydował się trener Brzęczek. Rafał Pietrzak na prawej pomocy zagrał chyba pierwszy raz w życiu i spisał się całkiem nieźle. Współpracował z Czerwińskim, jak należy. Na drugiej stronie do boku zbiegał Burkhardt. Ciekawe, czy wariant z Pietrzakiem będzie kontyuowany na wiosnę – trudno w to uwierzyć, szczerze mówiąc…

Epizod miał w tej rundzie także Aleksander Januszkiewicz, który nawet wywalczył karnego z Kluczborkiem. Potem jednak zniknął na amen i z 20% Bale’a pozostało już chyba tylko 5.

Ofensywny pomocnik
Tutaj wiele sobie obiecywaliśmy po Filipie Burkhardtcie i początkowo zawodnik te nadzieję spełniał. Zarówno z Rozwojem, jak i Wigrami zagrał kapitalnie i strzelał bramki. O Przemysławie Pitrym już nikt nie pamiętał. To jednak były miłe złego początki. Od meczu z Zagłębiem Bury zaczął notować zjazd w dół, ale tak, że był po prostu mega zawodem dla kibiców. Był po prostu słaby, jakoś nie było widać wielkiego zaangażowania. W tym okresie często rolę rozgrywającego przejmował na siebie Wojciech Trochim i czynił to z niezłym efektem na początku, ale z czasem również było gorzej.

Bury wszedł z ławki w Bełchatowie i mimo kłopotów żołądkowo-jelitowych strzelił bramkę – bardzo ważną, bo wyrównującą. Liczyliśmy na zwyżkę formy. Niestety nic takiego się nie stało, a i Trochim już nie grął tego, co wcześniej. Dziesiątki praktycznie nie mieliśmy.

Wkrótce do GKS dołączył Bartosz Iwan i już po kilkunastu sekundach drugiej połowy meczu w Grudziądzu popisał się kapitalnym uderzeniem i tylko pech sprawił, że piłka nie wpadła do siatki. Ta jedna akcja wzbudziła w nas nadzieję, że będzie to piłkarz z doświadczeniem, który rozrusza grę ofensywną naszego zespołu. Niestety tak się nie stało, piłkarz nie spełnił oczekiwań. Zdobył co prawda gola z Rozwojem, ale generalnie było bardzo przeciętnie. Praktycznie nie było jednego meczu, po którym moglibyśmy napisać, że Ajwen był motorem napędowym naszego zespołu. Nie zawsze wręcz grał od początku – czy to z powodu formy, czy kontuzji. W Sosnowcu za rozgrywanie wziął się Trochim, a Bartek wszedł w końcówce, zaprzepaścił jedną dobrą akcję i dał się „zrykoszetować” przy drugim golu. Zawód.

Podsumowanie
Linia pomocy to nie była formacja stabila. Abstrahując od zmian personalnych, które są nieuniknione przy pięciu pozycjach, to ciężko było o zgranie wysokiej formy wszystkich zawodników w jednym czasie. I tak, gdy błyszczał Burkhardt i dobrze grali defensywni pomocnicy, ci boczni byli totalnie nieobecni. Potem nie mieliśmy dziesiątki, boków pomocy, ale w końcu zaczęli grać defensywni. W końcówce rundy obudziły się boki, ale dalej nie mieliśmy rozgrywającego.

Każdy notował dobre momenty, ale chyba najbardziej dotkliwa w przekroju rundy była zła gra rozgrywających. Chcielibyśmy oglądać takiego Burkhardta jak z Rozwojem i Wigrami, takiego Iwana, jak za czasów Adama Nawałki. Cieszy wzrost formy Bębenka, który w pewnym momencie stał się najelpszym zawodnikiem GKS.

Stabilizacja całej formacji pomocy to zadanie na zimę. Oraz kwestie mentalne, które w przypadku Burkhardta zwłaszcza musi poprawić trener Brzęczek, a Iwanowi przypomnieć, że świetnie potrafi rozprowadzać akcje.

Co do defensywnych pomocników, to są oni nieprzewidywalni. Leimonas jak potrafi zagrać super w destrukcji, tak potrafi zawalić bramki. Łukasz Pielorz musi stać się bardziej wyrazisty.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Sosnowcu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.

Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.

W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.

W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)

1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.

GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.

Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.

Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.

Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!

We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.

Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.

Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.

Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.

I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.

Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.

Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.

W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.

GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.

Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.

Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.

Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.

Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Witek: Każdy może zostać mistrzem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.

Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.

We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.

Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.

Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.

Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.

Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.

Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.

Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga