Siatkówka
Czas pokonać wicemistrzów Polski i odczarować Spodek!
GKS KATOWICE – PGE SKRA BEŁCHATÓW 9 marca (piątek) godz. 18.00
{RZECZYWISTOŚĆ}
Przed starciami z tuzami PlusLigi, zadaliśmy pytanie czy może być to dobry początek tych spotkań? A tu przebieg i wynik meczu z ZAKSĄ przerósł najśmielsze oczekiwania.
GieKSa zagrała w Kędzierzynie jedno ze swoich najlepszych spotkań w PlusLidze i paradoksalnie, można mieć nawet niedosyt, że nie udało się pokonać mistrzów Polski w trzech setach! A była ku temu realna okazja. Oczywiście całe środowisko wokół naszego klubu jest całe w euforii po tej spektakularnej wiktorii nad kędzierzynianami, ale niema za bardzo czasu na świętowanie, bo terminarz strasznie goni i już jutro GKS czeka równie trudne (a może jednak „łatwe”?!) zadanie w Spodku. A rywalem będzie wicemistrz Polski z Bełchatowa, z którym podobnie jak było to z ZAKSĄ, nie mamy najlepszego bilansu, choć w tym przypadku udało się wcześniej urwać Skrze chociaż punkt za porażkę w tie-breaku. Trener Piotr Gruszka zaskoczył nas trochę, nie zmieniając wyjściowej szóstki mimo słabego występu Serhija Kapelusa z bielszczanami. I tym oto sposobem MVP tego spotkania, czyli Rafał Sobański całe starcie z kędzierzynianami spędził w kwadracie dla rezerwowych, bo Ukrainiec tym razem zaprezentował się tak, jak się to od niego oczekuje. Po tak dobrym występie GieKSy z mistrzem Polski, nie może być (po prostu) żadnych zmian w wyjściowej szóstce siatkarzy.
Skra w środowej kolejce pauzowała z uwagi na przełożenie meczu z ONICO, więc teraz pojawia się pytanie, kto na tym bardzie skorzysta? Czy Skra, która zagra „normalnym” tygodniowym rytmem? Czy nasza GieKSa, która mimo zmęczenia wczorajszym meczem, ale jest na fali uniesienia po tak spektakularnych zwycięstwie? Wszystko zweryfikuje parkiet katowickiego Spodka. Wystarczy rzut oka na same nazwiska rywali z wyjściowej szóstki, aby dojść do wniosku, przed jak trudnym zadaniem staną znów nasi siatkarze. Na każdej pozycji to gracze o nieprzeciętnych możliwościach i skuteczne przeciwstawienie się tej drużynie, tym bardziej po ostatnim meczu z ZAKSĄ, będzie równie wielką sensacją. Kluczem do wygranej jest oczywiście podtrzymanie swojej dyspozycji z Kędzierzyna, a ułatwieniem wykonania zadania będzie zatrzymanie w swoich poczynaniach, Wlazłego, Lisinaca oraz Bednorza, którzy bez wątpienia są motorem napędowym tego zespołu.
W każdym bądź razie po pięciu wygranych z rzędu, czy jest możliwe szóste zwycięstwo? Jak najbardziej, mecz z ZAKSĄ pokazał że w siatkówce wszystko jest możliwe, więc dlaczego nie pokusić się o pokonanie tym razem wicemistrzów Polski. Tym bardziej, że udało się to beniaminkowi z Zawiercia. Przed meczem środowym liczyliśmy… po cichu na niespodziankę, a przed spotkaniem piątkowym liczymy… już głośniej na kolejną sensację! WSZYSCY DO SPODKA !!!
Przewidywane wyjściowe szóstki:
GKS: Komenda, Butryn, Pietraszko, Kohut, Kapelus, Quiroga, Mariański (libero).
Skra: Łomacz, Wlazły, Lisinac, Kłos, Bednorz, Ebadipour, Piechocki (libero).
{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}
skra.pl – Sentymentalny powrót do Spodka
Po tym jak GKS Katowice pokonał ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle 3:1, bełchatowianie wyruszyli na mecz 25 kolejki PlusLigi w pełni skoncentrowani. – W bloku lepiej spisali się zawodnicy z Katowic (10-5), potrafili też lepiej zagrywać, szczególnie w dwóch pierwszych setach. ZAKSA przyjmowała w nich na poziomie 36-40%. Wydaje mi się, że były to główne czynniki, które zadecydowały o zwycięstwie GKS-u. Dodatkowo w końcówce czwartego seta dodali zagrywkę i udało im się wygrać za trzy punkty – mówi statystyk Robert Kaźmierczak. – Myślę, że dla każdego ten wynik to duże zaskoczenie. Zespół z Katowic jest nieobliczalny i pokazał, że potrafi wygrać z najlepszymi. Czeka nas trudne zadanie – dodaje Bartosz Bednorz, dla którego będzie to pierwszy mecz w katowickim Spodku. – Mimo że pochodzę ze Śląska i hala znajduje się blisko mojego rodzinnego miasta, to będę w Spodku po raz pierwszy. Cieszę się, że tak duży obiekt będzie areną zmagań. Bardzo lubię grać w takich halach. Dla niektórych będzie do natomiast sentymentalny powrót do Spodka. (…)
{HALA SPORTOWA}
GKS w zeszłym sezonie nie miał zbyt dobrego bilansu – 6 zwycięstw i 10 porażek w meczach „u siebie”, a w meczach rozegranych w Spodku, to 3 wygrane i 2 porażki – z Effectorem Kielce 0:3, BBTS-em Bielsko-Biała 3:0, LOTOS-em Treflem Gdańsk 3:2, Jastrzębskim Węglem 2:3 oraz na zakończenie kampanii z AZS-em Politechniką Warszawską 3:1. W tym sezonie katowiczanie zagrali trzy razy w tej hali przegrywając niespodziewanie 1:3 z Łuczniczką Bydgoszcz oraz 0:3 z mistrzem Polski, ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i ostatnio 0:3 z Resovią Rzeszów.
W hali w Szopienicach w poprzedniej kampanii mieliśmy bilans – 3 wygranych przy 8 przegranych – a więc bardzo słabo. W tym sezonie odnieśliśmy 5 zwycięstw przy 4 porażkach, kolejno z MKS-em Będzin 3:0, z Dafi Społem 3:0, z Wartą Zawiercie 0:3 oraz z Cuprum 1:3. W nowym roku GieKSa wygrała z Czarnymi 3:1 oraz przegrała z ONICO 1:3 i z Treflem 0:3 oraz pokonała Espadon 3:1 i BBTS 3:2.
Skra w zeszłym sezonie w meczach wyjazdowych miała bardzo dobry bilans 12 zwycięstw przy tylko 5 porażkach. W obecnej kampanii Skra osiągnęła następujące wyniki: z Jastrzębskim 1:3, z AZS-em Olsztyn 2:3, z Czarnymi 3:2, z MKS-em Będzin 3:0, z ZAKSĄ 1:3, z Treflem 3:1 i w nowym roku z Wartą 0:3, z Resovią 3:2, z Cuprum 3:0 i z Łuczniczką 3:0.
{HISTORIA}
Pierwszy mecz ze Skrą odbył się w Bełchatowie w dniu 25 listopada 2016 roku, gdzie gospodarze wygrali 3:0 (25:19, 25:17, 25:22). Punkty zdobywali dla Skry: Lisinac 14, Kurek 13, Szalpuk 13, Penczew 8, Kłos 6, Uriarte 3. Dla GKS-u: Butryn 15, Kapelus 11, Sobański 6, Krulicki 3, Kalembka 1.
Rewanż odbył się w Szopienicach przy pełnej hali kibiców w dniu 4 marca 2017 roku i GieKSa tym razem tanio skóry nie sprzedała, stawiając bełchatowian mocny opór, przegrywając 2:3 (22:25, 25:21, 20:25, 25:22, 13:15). Punktowali dla GKS-u: Butryn 21, Kapelus 18, Sobański 18, Kalembka 12, Krulicki 2, Pietraszko 2, Falaschi 1. Dla Skry: Wlazły 24, Penczew 15, Lisinac 12, Kłos 12, Kurek 11, Uriarte 4, Gładyr 2.
Dodatkowo obie drużyny spotkały się w rundzie VII (czyli 1/8 finału) Pucharu Polski w sezonie 2016/17. Spotkanie to odbyło się 4 stycznia 2017 roku w Bełchatowie, gdzie ponownie lepsi okazali się bełchatowianie, wygrywając tym razem 3:1 (25:22, 25:19, 22:25, 25;19). Punkty wtedy zdobywali dla Skry: Wlazły 21, Winiarski 13, Lisinac 10, Penczew 9, Uriarte 7, Kłos 6. Dla GKS-u: Butryn 11, Błoński 9, Kalembka 8, Pietraszko 7, Van Walle 6, Kapelus 4, Sobański 3, Falaschi 2.
Trzeci mecz w tej rywalizacji w PlusLidze bieżącego sezonu odbył się dnia 18 listopada 2017 roku w hali Energia, gdzie GieKSa po zaciętym spotkaniu przegrała 3:0 (25:22, 25:22, 25:22). Punkty zdobywali dla Skry: Czarnowski 14, Lisinac 10, Bednorz 7, Katić 7, Penczew 7, Romać 4, Ebadipour 3. Dla GKS-u: Butryn 10, Kohut 6, Pietraszko 5, Quiroga 5, Komenda 4, Sobański 4, Kapelus 3, Krulicki 1, Kalembka 1.
{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – SKRA}
[Bilans meczów] – 0:3
[Bilans punktów] – 1:8
[Bilans setów] – 2:9
[Bilans małych punktów] – 229:258
[Rozegrane mecze – 3] – GKS: 3- Krulicki, Butryn, Kapelus, Kalembka, Fijałek, Mariański, Stelmach, Sobański, 2- Falaschi, Błoński, Van Walle, Stańczak, Pietraszko, 1- Witczak, Komenda, Kohut, Quiroga,
Skra: 3- Lisinac, Penczew, 2- Kurek, Kłos, Uriarte, Piechocki, Janusz, Milczarek, 1- Szalpuk, Winiarski, Wlazły, Gładyr, Bednorz, Katić, Czarnowski, Ebadipour, Romać, Łomacz,
[Rozegrane sety – 11] – GKS: 11- Butryn, 10- Kapelus, Sobański, 9- Kalembka, 8- Falaschi, Stańczak, Krulicki, Mariański, 7- Pietraszko, 6- Fijałek, 5- Stelmach, 3- Van Walle, Komenda, Kohut, Quiroga, 2- Błoński, 1- Witczak,
Skra: 11- Penczew, 10- Lisinac, 8- Kurek, Kłos, Uriarte, Milczarek, 5- Wlazły, Piechocki, 4- Janusz, 3- Szalpuk, Gładyr, Bednorz, Czarnowski, Romać, Łomacz, 2- Katić, Ebadipour, 1- Winiarski,
[Czas trwania spotkań] – 133:156 = łącznie 289 minut
[Widzów] – 1500:4830
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 80 – Skra 69
[Ilość zdobytych punktów] – GKS 149 – Skra 189
GKS – Butryn 46, Kapelus 32, Sobański 28, Kalembka 14, Pietraszko 7, Krulicki 6, Kohut 6, Quiroga 5, Komenda 4, Falaschi 1,
Skra – Lisinac 36, Penczew 30, Wlazły 24, Kurek 24, Kłos 18, Czarnowski 14, Szalpuk 13, Uriarte 7, Bednorz 7, Katić 7, Romać 4, Ebadipour 3, Gładyr 2,
[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 42 – Skra 70
GKS – Butryn 13, Kapelus 12, Sobański 7, Kalembka 4, Komenda 3, Pietraszko 2, Krulicki 1,
Skra – Kurek 14, Lisinac 14, Penczew 10, Czarnowski 6, Uriarte 5, Szalpuk 4, Wlazły 4, Kłos 4, Bednorz 3, Gładyr 2, Ebadipour 2, Katić 1, Romać 1,
[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 107 – Skra 119
GKS – Butryn 33, Sobański 21, Kapelus 20, Kalembka 10, Kohut 6, Krulicki 5, Quiroga 5, Pietraszko 5, Falaschi 1, Komenda 1,
Skra – Lisinac 22, Wlazły 20, Penczew 20, Kłos 14, Kurek 10, Szalpuk 9, Czarnowski 8, Katić 6, Bednorz 4, Romać 3, Uriarte 2, Ebadipour 1,
[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 44 – Skra 83
GKS – Butryn 27, Sobański 14, Kapelus 11, Pietraszko 2, Kohut 2, Kalembka 0, Krulicki 0, Quiroga 0, Van Walle -1, Błoński -1, Stańczak -2, Witczak -3, Mariański -5,
Skra – Lisinac 26, Czarnowski 13, Szalpuk 12, Penczew 12, Wlazły 9, Kłos 9, Bednorz 5, Uriarte 4, Katić 4, Kurek 2, Gładyr -1, Milczarek -1, Romać -5, Ebadipour -6,
[Ilość zagrywek] – GKS 234 – Skra 252
GKS – Butryn 48, Sobański 32, Kapelus 32, Kalembka 28, Falaschi 23, Pietraszko 17, Krulicki 12, Kohut 11, Quiroga 11, Komenda 7, Stelmach 4, Fijałek 4, Błoński 2, Witczak 2, Van Walle 1,
Skra – Lisinac 42, Penczew 38, Uriarte 36, Kurek 27, Kłos 24, Wlazły 15, Szalpuk 14, Czarnowski 12, Gładyr 8, Romać 8, Janusz 7, Katić 6, Ebadipour 6, Łomacz 6, Bednorz 3,
[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 42 – Skra 49
GKS – Kalembka 8, Butryn 7, Kapelus 5, Pietraszko 5, Krulicki 4, Komenda 4, Kohut 4, Sobański 3, Błoński 1, Witczak 1,
Skra – Penczew 10, Lisinac 9, Kłos 7, Kurek 5, Wlazły 4, Uriarte 3, Gładyr 2, Bednorz 2, Katić 2, Ebadipour 2, Romać 2, Czarnowski 1,
[Ilość asów serwisowych] – GKS 11 – Skra 20
GKS – Butryn 4, Kapelus 4, Pietraszko 2, Sobański 1,
Skra – Kurek 4, Uriarte 4, Penczew 3, Lisinac 3, Gładyr 2, Szalpuk 1, Wlazły 1, Katić 1, Romać 1,
[Ilość przyjęć] – GKS 203 – Skra 192
GKS – Sobański 57, Kapelus 51, Mariański 33, Stańczak 27, Quiroga 27, Falaschi 3, Kalembka 2, Krulicki 1, Butryn 1, Pietraszko 1,
Skra – Penczew 58, Milczarek 46, Kurek 43, Piechocki 19, Szalpuk 12, Katić 7, Ebadipour 4, Kłos 1, Wlazły 1, Czarnowski 1,
[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 20 – Skra 11
GKS – Sobański 5, Mariański 5, Kapelus 3, Quiroga 3, Stańczak 2, Butryn 1, Falaschi 1,
Skra – Kurek 7, Penczew 1, Wlazły 1, Milczarek 1, Ebadipour 1,
[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 33,5% – Skra 57,5%
GKS – Kalembka 100%, Quiroga 52%, Mariański 34,5%, Stańczak 31,5%, Kapelus 29,5%, Sobański 23,75%, Krulicki 0%, Butryn 0%, Falaschi 0%, Pietraszko 0%,
Skra – Kłos 100%, Czarnowski 100%, Katić 71%, Piechocki 68%, Szalpuk 67%, Penczew 54,75%, Milczarek 53%, Ebadipour 50%, Kurek 22,5%, Wlazły 0%,
[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 18,5% – Skra 28,25%
GKS – Kalembka 50%, Quiroga 26%, Mariański 22,5%, Kapelus 20,25%, Stańczak 14,5%, Sobański 12,75%, Krulicki 0%, Butryn 0%, Falaschi 0%, Pietraszko 0%,
Skra – Kłos 100%, Ebadipour 50%, Penczew 33,5%, Szalpuk 33%, Milczarek 28%, Piechocki 26%, Kurek 14,5%, Wlazły 0%, Katić 0%, Czarnowski 0%,
[Ilość ataków] – GKS 253 – Skra 274
GKS – Butryn 79, Kapelus 68, Sobański 39, Kalembka 18, Quiroga 17, Kohut 10, Krulicki 8, Falaschi 3, Van Walle 2, Witczak 2, Błoński 1, Pietraszko 5, Komenda 1,
Skra – Penczew 52, Kurek 50, Wlazły 43, Lisinac 37, Kłos 22, Szalpuk 14, Ebadipour 14, Romać 14, Czarnowski 10, Bednorz 7, Katić 7, Uriarte 3, Gładyr 1,
[Ilość błędów w ataku] – GKS 18 – Skra 21
GKS – Butryn 7, Kalembka 4, Sobański 3, Kapelus 2, Krulicki 1, Witczak 1,
Skra – Kurek 4, Ebadipour 4, Romać 4, Penczew 4, Wlazły 3, Kłos 2,
[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 25 – Skra 25
GKS – Kapelus 11, Butryn 4, Sobański 3, Quiroga 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Van Walle 1, Witczak 1,
Skra – Wlazły 7, Kurek 6, Penczew 3, Romać 3, Ebadipour 2, Szalpuk 1, Lisinac 1, Gładyr 1, Katić 1,
[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 113 – Skra 144
GKS – Butryn 38, Kapelus 24, Sobański 23, Kalembka 9, Kohut 6, Quiroga 5, Krulicki 4, Pietraszko 2, Falaschi 1, Komenda 1,
Skra – Lisinac 27, Penczew 25, Wlazły 22, Kurek 17, Kłos 15, Szalpuk 10, Czarnowski 9, Bednorz 6, Katić 6, Ebadipour 3, Romać 3, Uriarte 1,
[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 43,25% – Skra 51,5%
GKS – Komenda 100%, Krulicki 72,5%, Kohut 60%, Sobański 53,75%, Kalembka 46,75%, Butryn 46,25%, Kapelus 30%, Quiroga 29%, Falaschi 25%, Pietraszko 25%, Błoński 0%, Van Walle 0%, Witczak 0%,
Skra – Czarnowski 90%, Bednorz 86%, Katić 86%, Szalpuk 71%, Lisinac 66,5%, Kłos 66,5%, Uriarte 50%, Wlazły 51%, Penczew 43%, Kurek 35%, Ebadipour 21%, Romać 21%, Gładyr 0%,
[Ilość bloków punktowych] – GKS 25 – Skra 25
GKS – Kalembka 5, Butryn 4, Kapelus 4, Sobański 4, Komenda 3, Pietraszko 3, Krulicki 2,
Skra – Lisinac 6, Czarnowski 5, Kurek 3, Kłos 3, Szalpuk 2, Uriarte 2, Penczew 2, Wlazły 1, Bednorz 1,
[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 9 – Skra 10
[MVP] – Skra 3: Piechocki 1, Kłos 1, Czarnowski 1,
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.
-
Felietony 6 dni temuJednym okiem na „Okiem rywala”
-
Piłka nożna 2 tygodnie temuSzymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
-
Sponsorzy 1 tydzień temuPeszko o mundialu: “Trzeba tylko wstać rano!”. Miliony do zgarnięcia u naszego sponsora!
-
Sponsorzy 2 tygodnie temuMówią, że nie da się obejrzeć wszystkiego na tym turnieju?


Najnowsze komentarze