Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Dlaczego Górak musi odejść?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zaprasamy do obszernego felietonu naszego kibica – Bartka, który zdecydował się podzielić z Wami przemyśleniami na temat tego, dlaczego Rafała Górak musi odejść z klubu. Pamiętajcie, że swoje teksty możecie wysyłać do nas na maila gieksainfo[at]gmail.com. Teraz oddajemy „głos” Bartkowi.

Jedna wygrana w ostatnich dwunastu spotkaniach. W tabeli jesteśmy bliżej strefy spadkowej niż barażów. Wygrawamy co czwarty mecz. To sprawia, że kibice na trybunach są praktycznie jednomyślni – „Górak musi odejść” i tylko prezes ma inne stanowisko, co powoduje, że możemy trwać w impasie jeszcze kolejne miesiące, a może lata. Sprawa jest prosta – kolejne miesiące z Górakiem to pogrążanie się w przeciętności.

DLACZEGO POWINIEN ZOSTAĆ?

Zacznę przekornie od tego, czym może się bronić nasz trener. Przede wszystkim wyniki są gorsze od gry. Jasne, że zagraliśmy kilka fatalnych spotkań np. w Opolu albo z Polonią Warszawa. Natomiast z Lechią zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę, natomiast czerwone kartki diametralnie zmieniły przebieg meczu. Z Wisłą, z wyłączeniem ostatnich minut, było obiecująco. Z Niecieczą Marzec miał setkę w samej końcówce. Nawet w wysoko przegranym pucharowym meczu z Górnikiem stwarzaliśmy sporo sytuacji.

Muszę też przyznać, że generalnie podoba mi się strategia trzymania się jednego trenera – danie mu czasu na zbudowanie drużyny, wymianę słabszych ogniw na lepsze. Dokładnie takie warunki zostały stworzone trenerowi Górakowi, w tandemie z byłym już dyrektorem Góralczykiem. Wierzę, że długoterminowe zaufanie do szkoleniowca daje mu silną pozycję w relacjach z zawodnikami, którzy w Polsce często „wybierają” sobie trenera i po pierwszym spięciu/konflikcie grają przeciwko niemu. Ręce mi opadają, kiedy kluby zatrudniają trenera, który jest od 10 lub więcej lat na karuzeli trenerskiej. Jaka to naiwność żeby wierzyć, że trener typu Skowronek-Ojrzyński-Dudek w końcu odpali w jakimś klubie, skoro do tej pory w każdym poprzednim pracował maksymalnie 2 lata?

Jeżeli spojrzeć w tabelę, to dalej nic się nie dzieje. Tracimy 6-8 punktów do strefy barażowej, a więc wystarczy seria zwycięstw, jaka przydarzyła nam się w 2. lidze i pewnie na wiosnę byłaby szansa powalczyć nawet o bezpośredni awans. Patrząc na nasze mecze z Opolem czy Łęczną, to aż oczy bolały od obserwowania ich gry (nie naszej!) i ta liga jest po prostu okrutnie czerstwa. Najlepszym tego dowodem był awans na patencie „stałego fragmentu” Puszczy Niepołomice albo awans rywali zza miedzy wynikający z nieporadności innych drużyn i masy szczęścia w przekroju calego sezonu. Świetną weryfikacją poziomu pierwszej ligi jest również aktualna tabela Ekstraklasy. Dlatego trudno ostatecznie stwierdzić, że ten sezon trener Górak nam przegrał już po rundzie jesiennej. Ja jak osioł przed każdym meczem się łudzę („no teraz to już na bank odpalimy”), a potem znowu mam jeden dzień weekendu z humorem, jak Kaczyński po wyborach.

Podoba mi się droga ewolucji, a nie rewolucji. Ściąganie 15 nowych zawodników przed sezonem nigdy do mnie nie przemawiało i po prostu się nie sprawdzało. Swoją drogą my na początku sezonu właśnie z drużynami po rewolucjach punktowaliśmy. Na plus należy również zaliczyć brak kontuzji. Nasi piłkarze są w bardzo dobrej formie fizycznej, a generalnie praktycznie przez całą rundę wypadają pojedynczy zawodnicy.

Natomiast łatwo wszystkie te argumenty zbić. Jakkolwiek trener nie zawsze jest winny głupich indywidualnych błędów, przez które traciliśmy w tych meczach sporo bramek, to jednak tych wszystkich „ale” jest za dużo. Trener na lata to super pomysł, ale to po prostu nie jest ten człowiek. Ewolucja drużyny przebiega zbyta wolno, o czym za chwilę. Potrzebną do awansu serię zwycięstw mieliśmy jedną (drugi sezon w drugiej lidze). Kryzys przechodzimy już trzeci raz (pierwszy po awansie do pierwszej ligi, drugi wiosenny i 9 meczów bez wygranej z obecnej rundy), co dowodzi, że trener Górak ma kłopot z radzeniem sobie w takich warunkach. Łudzenie się, że na wiosnę czeka nas seria zwycięstw, to totalna ułuda.

DLACZEGO POWINIEN ODEJŚĆ?

Uważam, że warto popatrzyć na sens trzymania trenera Góraka szerzej – przez pryzmat strategii całego klubu. Gdybyśmy jako klub mieli jakąś spójną wizję rozwoju, to nasz obecny trener po prostu do niej nie pasuje. Na co argumenty poniżej.

BRAK ROZWOJU ZAWODNIKÓW

Moim głównym zarzutem do trenera Góraka nie są słabsze wyniki. Kluczowy jest brak rozwoju zawodników, w tym upatruje głównego powodu przeciętnych rezultatów. GieKSa powinna mieć jakąś myśl przewodnią, dopóki nie doczekamy się miliardera pośród kibiców naszego klubu. Bez miliardera jesteśmy skazani na miejskie pieniądze. To znaczy, że jedyną drogą do rozwoju klubu w długim terminie jest akademia oraz zwiększanie wartości zawodników. To, że akademia nie daje pierwszej drużynie zawodników, nie jest winą trenera Góraka. Natomiast zatrważający jest fakt, że przez ostatnie 5 lat nie oddaliśmy w drodze transferu gotówkowego zawodnika do Ekstraklasy, który by tam regularnie grał – chyba największy transfer to zamiana Szwedzika na Bergiera. Pomijam oczywiście wypożyczoną z Lecha młodzież, która ratuje nam skórę w kontekście przepisu o młodzieżowcu od kilku lat (Mrozek, Szymczak, czy teraz Kozubal), co tylko potwierdza jakość samej akademii.

Wracając do trenera Góraka na przestrzeni ostatnich lat mieliśmy co najmniej kilku obiecujących zawodników, których kariera wyhamowała po przyjściu do Gieksy. Było kilku gości z potencjałem, zawodnicy typu Kiebzak, Pavlas, Sanocki, Wojciechowski, Tabiś. Gdzie są teraz?

I tak, jak po spadku do drugiej ligi rozsądnie odmłodziliśmy zespół, to obecnie nie ma po tym śladu. Chciałbym żeby trener odważniej stawiał na Brzozowskiego, Bróda czy Pietrzyka, to są chłopcy na których można w przyszłości zarobić i mieć satysfakcję, że ktoś od nas rozkwita, jak Czarek Kulesza na bankietach. Start tego sezonu zdawał się tworzyć kontrprzykład w osobie Oskara Repki, ale ostatnie tygodnie wyglądają jednak znacznie gorzej. Przynajmniej wiemy, że Repka ma potencjał – chociaż młodzieniaszkiem już nie jest.

Niestety trener Górak nie gwarantuje nawet utrzymania poziomu. Podejrzewam, że młody zawodnik trzy razy się zastanowi, czy chce przyjść uczyć się piłki u trenera Góraka – bo po prostu brakuje nam dobrych przykładów – Szymczak i Kozubal nie poczynili jakichś wielkich postępów. Dla mnie wymarzonym piłkarzem GieKSy jest młodzian, który będzie wiedział, że u naszego trenera rozwinie się piłkarsko, zbuduje bazę, żeby zagrać w przyszłości w lidze z top 5 Europy, po drodze osiągając sukcesy z GKS-em. Czy mamy szansę na takich zawodników? Ewentualnie warto się zastanowić nad ambitnymi zawodnikami, którzy wychodzą z wieku młodzieżowca, ale jeszcze mają przestrzeń do rozwoju (np. taki Repka).

My, natomiast za trenera Góraka staliśmy się przyjemną przystanią dla starszych zawodników, którzy u nas zaliczają zjazd do bazy. Najpierw był Stefanowicz, który na początku kreował grę, a potem wyraźnie spuścił z tonu. Obecnie nie wiem, co się dzieje z Rafałem Figlem. Jeszcze w zeszłym roku miałem przekonanie, że to nasz najlepszy zawodnik, a teraz przy każdym zagraniu jest bardzo elektryczny. Szatnia potrzebuje doświadczenia. Błąd, Jędrych, Mak są pewnie w trakcie ostatniego poważnego kontraktu. Kolonia z rocznika 1994 też jest pokaźna (Wasielewski, Komor, Jaroszek, Marzec). Dla mnie budowanie drużyny w oparciu o tyle doświadczenia powinno oznaczać grę na wynik już teraz, a wyników nie ma. Wyobraźmy sobie, że GieKSa na wiosnę jakimś cudem doczłapie do barażów i będzie miałą w nich szczęście. To oznacza, że z naszego obecnego pierwszego składu zostaną (w nawiasie wiek w przyszłym roku): Kudła (32) – Wasielewski (30), Jaroszek (30), Komor (30) , Jędrych (31), Rogala (29) – Błąd (33), Kozubal (20), Repka (25), Mak (33) – Bergier (25), czyli w Ekstraklasie mielibyśmy w sezonie 2024/25 tylko dwóch zawodników poniżej 29 roku życia (Oskara Repkę i Łukasza Bergiera), bo Kozubal wróci do Lecha. U Góraka widać również niedostatki w zarządzaniu, odpowiedniej motywacji i wykorzystaniu maksimum potencjału bardziej doświadczonej kadry.

TA SAMA TAKTYKA W KAŻDYM MECZU

Drugim poważnym mankamentem jest uparte przywiązanie do taktyki. (Nie)słynne „my się dopiero uczymy tej ligi” można sparafrazować na „wszyscy się już nauczyli GieKSy”. Gramy w każdym meczu tym samym ustawieniem – nie jest ważne, czy gonimy wynik, czy prowadzimy. Jak my chcemy kogokolwiek zaskoczyć? Czy jedyną reakcją trenera, na nieukładający się mecz, jest zmiana zawodnika, który akurat słabo wygląda? Od trzech lat praktycznie w ciemno można wskazać, kogo trener zdejmie i kim zamieni. Gra przeciwko GieKSie to jak FIFA z ośmiolatkiem. Ośmiolatek dużo gra, ale łatwo poznać jego patent na strzelenie bramki. Zakładam, więc że przeciwnicy też wiedzą, że wystarczy się cofnąć i czekać na babola naszej defensywy, bo… zawsze jakiś będzie. A już brak pomysłu i skuteczności ze stałych fragmentów (i nie chodzi mi o karne na początku rundy) to po prostu kryminał. Szczególnie w lidze, z której można awansować tylko na bazie stałych fragmentów.

Taktyka trenera ma też taką wadę, że jest atrakcyjna dla oka, tylko jeśli trafiamy na przeciwnika, który chce grać w piłkę – np. Wisła Płock, Wisła Kraków, Lechia Gdańsk – czyli rzadko w tej lidze. Jak ktoś gra zwyczajowy, siermiężny pierwszoligowy futbol, to mecze są nieznośne (np. Łęczna, Tychy, Opole, Sosnowiec). W tym roku zabrałem na mecz kuzyna: z Płockiem – był zachwycony, super doping, fajny wynik, to był jego pierwszy mecz od 20 lat; kolejny był mecz z Niecieczą – nie wiem, kiedy znowu wróci. Potrzebujemy atrakcyjnej piłki jak powietrza.

I tu jest mój wielki zarzut do władz GKS Katowice – nasi piłkarze całymi latami robią przeciętne wyniki. Na ostatnie 15 sezonów w dziesięciu zajęliśmy miejsca 8-13 – no po prostu „truskawka” na torcie. Naprawdę ważne wygrane mecze w ostatnich latach trafiały się nam rzadziej, niż Arakowi udane zagranie.

UCIEKAJMY Z PRZECIĘTNOŚCI

Miasto buduje nowy stadion za grube pieniądze podatników. Przez te wszystkie lata Katowice wpompowały w klub pewnie ponad 100 milionów złotych. Czy celem miasta, jako właściciela, jest nijakość? Nigdy się tego nie dowiemy, ale gdyby połowę tych środków włożyć w „Młodą GieKSę” i infrastrukturę dla niej, pewnie bylibyśmy w tym samym miejscu, ale z super potencjałem na kolejne lata i już teraz z 3-4 wychowankami w pierwszym składzie. Natomiast Górak robi wszystko na kursie „nijakości”. Na 3 grudnia mamy nasze „ulubione” 12. miejsce w tabeli. Myślałem, że wyjdę z siebie, jak czytałem, że prezes Nowak postawił przed zespołem cel udziału w barażach. W barażach, jak rozumiem, możemy przegrać i nic się nie stanie?

Żeby wyjść z przeciętności potrzebujemy trenera, który może nie zagwarantuje awansu w pierwszym sezonie, ale będzie dawał pewność, że buduje zawodników i wcześniej niż później uda się awansować. Tylko proszę nie dawajmy nowemu trenerowi celu dwuletniego, bardzo modnego ostatnio w polskiej piłce. Byłoby dobrze, gdyby drużyna grała atrakcyjnie. Jestem pewnie w mniejszości, ale uważam, że najlepiej oglądało się GieKSę za trenera Stawowego – wyniki były słabe, ale mecze były emocjonujące.
Drużyna zbudowana przez Góraka musi awansować w tym sezonie, bo rok starsza kadra na pewno nie będzie lepsza. Może warto, aby prezes ocenił szanse GieKSy na awans w tym sezonie?

W mojej opinii grając w pierwszej lidze nie da się ściągnąć nowego kibica. Jasne, że przyjdą na otwarcie nowego stadionu, ale zobaczą paździeż z Resovią albo Niecieczą i tyle ich zobaczymy. Dlatego za wszelką cenę potrzeba awansu. Lech, Górnik, Legia, aktualny Raków gwarantują zainteresowanie. Będzie łatwiej o sponsora, zwiększą się wpływy z dnia meczowego, zdecydowanie wzrośnie wynagrodzenie za prawa telewizyjne. Komu my w pierwszej lidze sprzedamy Sky Boxy? Awans to jest droga żeby zaoszczędzić pieniądze podatnika i realnie myśleć o promocji miasta.

ROZWÓJ SKAUTINGU I BUDOWANIE DRUŻYNY

Trzeci kluczowy zarzut to budowanie kadry i słaba dywersyfikacja skautingu. Wspominałem wcześniej, że świetnie, że idziemy drogą ewolucji. Na papierze Komor jest lepszy od Kołodziejskiego, Bergier od Roginicia, Mak od Kościelniaka i miałem takie przekonanie po każdej rundzie transferów – w związku z tym pytanie, dlaczego drużyna się nie rozwija i w lidze jest coraz niżej? Skoro trener dostaje coraz ładniejsze puzzle do swojej układanki, to czemu wygląda ona coraz gorzej?

Zarzut do klubu to fakt, że z każdą rundą trafia do nas coraz mniej zawodników z potencjałem sprzedażowym. Do tego mamy kilku piłkarzy (Mak, Błąd, Bród, Marzec, Aleman, Shibata, Arak), którzy mogą grać na jednej pozycji. Jak wypada Bergier to jest kłopot. Jak wypada Jaroszek to jest kłopot. A skoro już mamy solidny potencjał ofensywny i możliwość dużej rotacji, to dlaczego nie gramy intensywniej? Arka wyraźnie opadła z sił. Ukłony dla trenera, że nasi zawodnicy są dobrze fizycznie przygotowani do sezonu, ale może należałoby wykorzystywać to w każdym meczu? A my każdą akcję zaczynamy od 12 podań w poprzek pomiędzy obrońcami, w sam raz żeby przeciwnik złapał oddech.

Brakuje mi odważniejszego otwarcia na zawodników z zagranicy. Nie podobają mi się drużyny, typu obecny Raków czy sławna Cracovia Probierza, gdzie w szatni po polsku mówi piątka juniorów, którzy i tak nie grają. Natomiast 3-4 ludzi zza granicy, którzy będą w stanie dać dodatkową jakość, to obszar, który warto sprawdzić. Opole ciągnie za uszy Borja Galan, ŁKS ciągnał w zeszłym sezonie Pirulo. Tacy zawodnicy potrafią ściągnąć dodatkowych ludzi na trybuny. Nasi kibice entuzjastycznie i z wielką nadzieją przyjęli Shibatę. Może nie jest to kosmos umiejętności, ale w środku pola, przy regresie formy Repki, powinien grać właśnie Japończyk. Po Alemanie też widać, że ma potencjał. Pytanie tylko, czy Górak zmobilizuje go do zejścia z brzucha.

Były ciekawe ruchy typu Daniel Krasucki, Dawid Brzozowski – wydaje się, że tacy zawodnicy są relatywnie tani w utrzymaniu i można ich ściągać więcej kosztem zawodników około trzydziestki. Pewnie większość nie odpali (a na pewno nie przy tym trenerze), ale może trafią się perełki. Brakuje mi też wypożyczeń z klubu – tak żeby Pietrzyk grał co tydzień np. na poziomie trzeicej ligi, a nie 60 minut w rundzie w pierwszej lidze i pewnie sporo gier w okręgówce, która na pewno nie rozwija.

CO DALEJ?

Wiem, że było długo. Pamiętajmy, że trener to tylko jeden z elementów układanki. Potrzebujemy kogoś ze świeżą wizją na kilka kolejnych lat. Kogoś, kto będzie znany z dobrej pracy z młodzieżą, z sukcesów w rozwijaniu zawodników. Znowu trzeba cierpliwie dać szansę zbudować zespół przez kilka rund. To musi być trener, który zaoferuje atrakcyjną piłkę. Wiem, duże wymagania, ale jednocześnie choćby w Ekstraklasie widać teraz kilku takich młodych-gniewnych trenerów, którzy nie trenują ósmego zespołu w ósmym sezonie i potrafią zaproponować otwartą piłkę. Znajdźmy swojego Siemieńco-Szulczko-Szwargę.

Przed GieKSą wielka szansa – będzie stadion, trzeba ją wykorzystać. Miasto jako właściciel musi się zastanowić jaka ma być GieKSa, bo na pewno musi być inna niż teraz. Czeka nas rok wyborów lokalnych, może warto zapytać kandydatów na Prezydenta Katowic, jaką mają wizję rozwoju sekcji piłkarskiej GKS-u?

To są oczywiste rzeczy, ale postawmy na akademię, powalczmy o młodzież z regionu, może część trzeba podkupić, konieczna jest CLJ! Rozwińmy sieć skautingu. Czy przyszedł do nas ktoś z trzeciej ligi w ostatnich latach poza Brzozowskim? Popracujmy nad marketingiem, szczególnie pod kątem nowego kibica. No i zmieńmy trenera!

I na koniec naiwny apel do trenera: panie Górak, jakkolwiek pan na pewno widzi tysiące przeszkód, które wewnętrznie pana uniewinniają, to w opinii kibiców nie jest pan w stanie zbudować drużyny, która poradzi sobie w Ekstraklasie. Ewolucja idzie za wolno, a różnica pomiędzy Ekstraklasą i pierwszą ligą rośnie, trzeba działać. Niech pan dogra rundę i spróbuje czegoś innego. Za kilka lat będziemy panu pamiętać awans. Już został pan rekordzistą – 240 meczów jako trener – imponujące! Pan 2023 rok i tak zaliczy do udanych – wyraźnie widać mniej pączków, panierki i czipsików. Panu też zrobi dobrze trochę odpoczynku, a potem… nowe wyzwanie zawodowe!

Bartek

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    3kolory

    6 grudnia 2023 at 19:03

    My każdą akcję rozpoczynamy od 12 podać między obrońcami 😳🤯…to niestety prawda !!!
    Ogólnie taka padaka…szkoda trochę tych ludzi którzy to wszystko oglądają szczególnie dzieci na sektorze 2 ( a jest tam ich sporo) bo u nas zawsze przecież ciężko zero emocji i radości
    A gdyby to wszystko działało dobrze to nasza Bukowa byłaby pełna .

  2. Avatar photo

    3kolory

    6 grudnia 2023 at 19:04

    No i jeszcze jedno… artykuł bardzo fajny

  3. Avatar photo

    3kolory

    6 grudnia 2023 at 19:05

    👍

  4. Avatar photo

    GKS

    6 grudnia 2023 at 21:47

    A może krupa to człowiek uszoka i tak będą nos robić za chuja jeszcze następne 20lot jak z tym ustawionym spadkiem do 2ligi.

    • Avatar photo

      dzbanek

      7 grudnia 2023 at 09:33

      Myslisz,ze spadek do 2-ej byl ustawiony?
      Grali beznadziejnie, to fakt tak jak obecnie.

    • Avatar photo

      DPB

      17 grudnia 2023 at 16:25

      Jasne w Polonii Bytom w latach 90 było tak samo jak grał.Tak się zapędzili w sprzedawaniu meczy aż punktów zabrakło i spadek do 3 ligi (teraz druga)

  5. Avatar photo

    Achim

    7 grudnia 2023 at 11:52

    Racja w 100%, z tak „doświadczonymi zawodnikami” to powinna być gra o poz. 1-2, a nie pierdolenie o barażach, od 2 ligi wykupowołech karnety (1normalny i 2 ulgowe) ale doszło, że przestołech żeby se chopcy niy pomyśleli że to normalne jak w po przyjeździe do dom mama sie pyto jaki wynik? PRZEGRLI ! Co do taktyki, tyż 100% racji, może warto poszukać takiego nowego Sławka Wojciechowskiego? który jak niyidzie (to jak był po ospie) wstanie z ławy ściongnie szary dres i pierdolnie z wolnego na 1:1

  6. Avatar photo

    Achim

    7 grudnia 2023 at 12:06

    W innym temacie, byłech (sprawa z przed 2 lot) na meczu syna(narazie jeszcze niy GKSa;-) )z GKS Katowice (rocznik 2011)I po rozmowie z rodzicami z GKSy się okazało, że mieli jechać na turniej do Ostrawy ale nima trenera!Chyba jest coś niy halo?

  7. Avatar photo

    Achim

    7 grudnia 2023 at 12:10

    Jak momy mieć wychowanków?

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga