Felietony Piłka nożna
Dlaczego Górak musi odejść?
Zaprasamy do obszernego felietonu naszego kibica – Bartka, który zdecydował się podzielić z Wami przemyśleniami na temat tego, dlaczego Rafała Górak musi odejść z klubu. Pamiętajcie, że swoje teksty możecie wysyłać do nas na maila gieksainfo[at]gmail.com. Teraz oddajemy „głos” Bartkowi.
Jedna wygrana w ostatnich dwunastu spotkaniach. W tabeli jesteśmy bliżej strefy spadkowej niż barażów. Wygrawamy co czwarty mecz. To sprawia, że kibice na trybunach są praktycznie jednomyślni – „Górak musi odejść” i tylko prezes ma inne stanowisko, co powoduje, że możemy trwać w impasie jeszcze kolejne miesiące, a może lata. Sprawa jest prosta – kolejne miesiące z Górakiem to pogrążanie się w przeciętności.
DLACZEGO POWINIEN ZOSTAĆ?
Zacznę przekornie od tego, czym może się bronić nasz trener. Przede wszystkim wyniki są gorsze od gry. Jasne, że zagraliśmy kilka fatalnych spotkań np. w Opolu albo z Polonią Warszawa. Natomiast z Lechią zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę, natomiast czerwone kartki diametralnie zmieniły przebieg meczu. Z Wisłą, z wyłączeniem ostatnich minut, było obiecująco. Z Niecieczą Marzec miał setkę w samej końcówce. Nawet w wysoko przegranym pucharowym meczu z Górnikiem stwarzaliśmy sporo sytuacji.
Muszę też przyznać, że generalnie podoba mi się strategia trzymania się jednego trenera – danie mu czasu na zbudowanie drużyny, wymianę słabszych ogniw na lepsze. Dokładnie takie warunki zostały stworzone trenerowi Górakowi, w tandemie z byłym już dyrektorem Góralczykiem. Wierzę, że długoterminowe zaufanie do szkoleniowca daje mu silną pozycję w relacjach z zawodnikami, którzy w Polsce często „wybierają” sobie trenera i po pierwszym spięciu/konflikcie grają przeciwko niemu. Ręce mi opadają, kiedy kluby zatrudniają trenera, który jest od 10 lub więcej lat na karuzeli trenerskiej. Jaka to naiwność żeby wierzyć, że trener typu Skowronek-Ojrzyński-Dudek w końcu odpali w jakimś klubie, skoro do tej pory w każdym poprzednim pracował maksymalnie 2 lata?
Jeżeli spojrzeć w tabelę, to dalej nic się nie dzieje. Tracimy 6-8 punktów do strefy barażowej, a więc wystarczy seria zwycięstw, jaka przydarzyła nam się w 2. lidze i pewnie na wiosnę byłaby szansa powalczyć nawet o bezpośredni awans. Patrząc na nasze mecze z Opolem czy Łęczną, to aż oczy bolały od obserwowania ich gry (nie naszej!) i ta liga jest po prostu okrutnie czerstwa. Najlepszym tego dowodem był awans na patencie „stałego fragmentu” Puszczy Niepołomice albo awans rywali zza miedzy wynikający z nieporadności innych drużyn i masy szczęścia w przekroju calego sezonu. Świetną weryfikacją poziomu pierwszej ligi jest również aktualna tabela Ekstraklasy. Dlatego trudno ostatecznie stwierdzić, że ten sezon trener Górak nam przegrał już po rundzie jesiennej. Ja jak osioł przed każdym meczem się łudzę („no teraz to już na bank odpalimy”), a potem znowu mam jeden dzień weekendu z humorem, jak Kaczyński po wyborach.
Podoba mi się droga ewolucji, a nie rewolucji. Ściąganie 15 nowych zawodników przed sezonem nigdy do mnie nie przemawiało i po prostu się nie sprawdzało. Swoją drogą my na początku sezonu właśnie z drużynami po rewolucjach punktowaliśmy. Na plus należy również zaliczyć brak kontuzji. Nasi piłkarze są w bardzo dobrej formie fizycznej, a generalnie praktycznie przez całą rundę wypadają pojedynczy zawodnicy.
Natomiast łatwo wszystkie te argumenty zbić. Jakkolwiek trener nie zawsze jest winny głupich indywidualnych błędów, przez które traciliśmy w tych meczach sporo bramek, to jednak tych wszystkich „ale” jest za dużo. Trener na lata to super pomysł, ale to po prostu nie jest ten człowiek. Ewolucja drużyny przebiega zbyta wolno, o czym za chwilę. Potrzebną do awansu serię zwycięstw mieliśmy jedną (drugi sezon w drugiej lidze). Kryzys przechodzimy już trzeci raz (pierwszy po awansie do pierwszej ligi, drugi wiosenny i 9 meczów bez wygranej z obecnej rundy), co dowodzi, że trener Górak ma kłopot z radzeniem sobie w takich warunkach. Łudzenie się, że na wiosnę czeka nas seria zwycięstw, to totalna ułuda.
DLACZEGO POWINIEN ODEJŚĆ?
Uważam, że warto popatrzyć na sens trzymania trenera Góraka szerzej – przez pryzmat strategii całego klubu. Gdybyśmy jako klub mieli jakąś spójną wizję rozwoju, to nasz obecny trener po prostu do niej nie pasuje. Na co argumenty poniżej.
BRAK ROZWOJU ZAWODNIKÓW
Moim głównym zarzutem do trenera Góraka nie są słabsze wyniki. Kluczowy jest brak rozwoju zawodników, w tym upatruje głównego powodu przeciętnych rezultatów. GieKSa powinna mieć jakąś myśl przewodnią, dopóki nie doczekamy się miliardera pośród kibiców naszego klubu. Bez miliardera jesteśmy skazani na miejskie pieniądze. To znaczy, że jedyną drogą do rozwoju klubu w długim terminie jest akademia oraz zwiększanie wartości zawodników. To, że akademia nie daje pierwszej drużynie zawodników, nie jest winą trenera Góraka. Natomiast zatrważający jest fakt, że przez ostatnie 5 lat nie oddaliśmy w drodze transferu gotówkowego zawodnika do Ekstraklasy, który by tam regularnie grał – chyba największy transfer to zamiana Szwedzika na Bergiera. Pomijam oczywiście wypożyczoną z Lecha młodzież, która ratuje nam skórę w kontekście przepisu o młodzieżowcu od kilku lat (Mrozek, Szymczak, czy teraz Kozubal), co tylko potwierdza jakość samej akademii.
Wracając do trenera Góraka na przestrzeni ostatnich lat mieliśmy co najmniej kilku obiecujących zawodników, których kariera wyhamowała po przyjściu do Gieksy. Było kilku gości z potencjałem, zawodnicy typu Kiebzak, Pavlas, Sanocki, Wojciechowski, Tabiś. Gdzie są teraz?
I tak, jak po spadku do drugiej ligi rozsądnie odmłodziliśmy zespół, to obecnie nie ma po tym śladu. Chciałbym żeby trener odważniej stawiał na Brzozowskiego, Bróda czy Pietrzyka, to są chłopcy na których można w przyszłości zarobić i mieć satysfakcję, że ktoś od nas rozkwita, jak Czarek Kulesza na bankietach. Start tego sezonu zdawał się tworzyć kontrprzykład w osobie Oskara Repki, ale ostatnie tygodnie wyglądają jednak znacznie gorzej. Przynajmniej wiemy, że Repka ma potencjał – chociaż młodzieniaszkiem już nie jest.
Niestety trener Górak nie gwarantuje nawet utrzymania poziomu. Podejrzewam, że młody zawodnik trzy razy się zastanowi, czy chce przyjść uczyć się piłki u trenera Góraka – bo po prostu brakuje nam dobrych przykładów – Szymczak i Kozubal nie poczynili jakichś wielkich postępów. Dla mnie wymarzonym piłkarzem GieKSy jest młodzian, który będzie wiedział, że u naszego trenera rozwinie się piłkarsko, zbuduje bazę, żeby zagrać w przyszłości w lidze z top 5 Europy, po drodze osiągając sukcesy z GKS-em. Czy mamy szansę na takich zawodników? Ewentualnie warto się zastanowić nad ambitnymi zawodnikami, którzy wychodzą z wieku młodzieżowca, ale jeszcze mają przestrzeń do rozwoju (np. taki Repka).
My, natomiast za trenera Góraka staliśmy się przyjemną przystanią dla starszych zawodników, którzy u nas zaliczają zjazd do bazy. Najpierw był Stefanowicz, który na początku kreował grę, a potem wyraźnie spuścił z tonu. Obecnie nie wiem, co się dzieje z Rafałem Figlem. Jeszcze w zeszłym roku miałem przekonanie, że to nasz najlepszy zawodnik, a teraz przy każdym zagraniu jest bardzo elektryczny. Szatnia potrzebuje doświadczenia. Błąd, Jędrych, Mak są pewnie w trakcie ostatniego poważnego kontraktu. Kolonia z rocznika 1994 też jest pokaźna (Wasielewski, Komor, Jaroszek, Marzec). Dla mnie budowanie drużyny w oparciu o tyle doświadczenia powinno oznaczać grę na wynik już teraz, a wyników nie ma. Wyobraźmy sobie, że GieKSa na wiosnę jakimś cudem doczłapie do barażów i będzie miałą w nich szczęście. To oznacza, że z naszego obecnego pierwszego składu zostaną (w nawiasie wiek w przyszłym roku): Kudła (32) – Wasielewski (30), Jaroszek (30), Komor (30) , Jędrych (31), Rogala (29) – Błąd (33), Kozubal (20), Repka (25), Mak (33) – Bergier (25), czyli w Ekstraklasie mielibyśmy w sezonie 2024/25 tylko dwóch zawodników poniżej 29 roku życia (Oskara Repkę i Łukasza Bergiera), bo Kozubal wróci do Lecha. U Góraka widać również niedostatki w zarządzaniu, odpowiedniej motywacji i wykorzystaniu maksimum potencjału bardziej doświadczonej kadry.
TA SAMA TAKTYKA W KAŻDYM MECZU
Drugim poważnym mankamentem jest uparte przywiązanie do taktyki. (Nie)słynne „my się dopiero uczymy tej ligi” można sparafrazować na „wszyscy się już nauczyli GieKSy”. Gramy w każdym meczu tym samym ustawieniem – nie jest ważne, czy gonimy wynik, czy prowadzimy. Jak my chcemy kogokolwiek zaskoczyć? Czy jedyną reakcją trenera, na nieukładający się mecz, jest zmiana zawodnika, który akurat słabo wygląda? Od trzech lat praktycznie w ciemno można wskazać, kogo trener zdejmie i kim zamieni. Gra przeciwko GieKSie to jak FIFA z ośmiolatkiem. Ośmiolatek dużo gra, ale łatwo poznać jego patent na strzelenie bramki. Zakładam, więc że przeciwnicy też wiedzą, że wystarczy się cofnąć i czekać na babola naszej defensywy, bo… zawsze jakiś będzie. A już brak pomysłu i skuteczności ze stałych fragmentów (i nie chodzi mi o karne na początku rundy) to po prostu kryminał. Szczególnie w lidze, z której można awansować tylko na bazie stałych fragmentów.
Taktyka trenera ma też taką wadę, że jest atrakcyjna dla oka, tylko jeśli trafiamy na przeciwnika, który chce grać w piłkę – np. Wisła Płock, Wisła Kraków, Lechia Gdańsk – czyli rzadko w tej lidze. Jak ktoś gra zwyczajowy, siermiężny pierwszoligowy futbol, to mecze są nieznośne (np. Łęczna, Tychy, Opole, Sosnowiec). W tym roku zabrałem na mecz kuzyna: z Płockiem – był zachwycony, super doping, fajny wynik, to był jego pierwszy mecz od 20 lat; kolejny był mecz z Niecieczą – nie wiem, kiedy znowu wróci. Potrzebujemy atrakcyjnej piłki jak powietrza.
I tu jest mój wielki zarzut do władz GKS Katowice – nasi piłkarze całymi latami robią przeciętne wyniki. Na ostatnie 15 sezonów w dziesięciu zajęliśmy miejsca 8-13 – no po prostu „truskawka” na torcie. Naprawdę ważne wygrane mecze w ostatnich latach trafiały się nam rzadziej, niż Arakowi udane zagranie.
UCIEKAJMY Z PRZECIĘTNOŚCI
Miasto buduje nowy stadion za grube pieniądze podatników. Przez te wszystkie lata Katowice wpompowały w klub pewnie ponad 100 milionów złotych. Czy celem miasta, jako właściciela, jest nijakość? Nigdy się tego nie dowiemy, ale gdyby połowę tych środków włożyć w „Młodą GieKSę” i infrastrukturę dla niej, pewnie bylibyśmy w tym samym miejscu, ale z super potencjałem na kolejne lata i już teraz z 3-4 wychowankami w pierwszym składzie. Natomiast Górak robi wszystko na kursie „nijakości”. Na 3 grudnia mamy nasze „ulubione” 12. miejsce w tabeli. Myślałem, że wyjdę z siebie, jak czytałem, że prezes Nowak postawił przed zespołem cel udziału w barażach. W barażach, jak rozumiem, możemy przegrać i nic się nie stanie?
Żeby wyjść z przeciętności potrzebujemy trenera, który może nie zagwarantuje awansu w pierwszym sezonie, ale będzie dawał pewność, że buduje zawodników i wcześniej niż później uda się awansować. Tylko proszę nie dawajmy nowemu trenerowi celu dwuletniego, bardzo modnego ostatnio w polskiej piłce. Byłoby dobrze, gdyby drużyna grała atrakcyjnie. Jestem pewnie w mniejszości, ale uważam, że najlepiej oglądało się GieKSę za trenera Stawowego – wyniki były słabe, ale mecze były emocjonujące.
Drużyna zbudowana przez Góraka musi awansować w tym sezonie, bo rok starsza kadra na pewno nie będzie lepsza. Może warto, aby prezes ocenił szanse GieKSy na awans w tym sezonie?
W mojej opinii grając w pierwszej lidze nie da się ściągnąć nowego kibica. Jasne, że przyjdą na otwarcie nowego stadionu, ale zobaczą paździeż z Resovią albo Niecieczą i tyle ich zobaczymy. Dlatego za wszelką cenę potrzeba awansu. Lech, Górnik, Legia, aktualny Raków gwarantują zainteresowanie. Będzie łatwiej o sponsora, zwiększą się wpływy z dnia meczowego, zdecydowanie wzrośnie wynagrodzenie za prawa telewizyjne. Komu my w pierwszej lidze sprzedamy Sky Boxy? Awans to jest droga żeby zaoszczędzić pieniądze podatnika i realnie myśleć o promocji miasta.
ROZWÓJ SKAUTINGU I BUDOWANIE DRUŻYNY
Trzeci kluczowy zarzut to budowanie kadry i słaba dywersyfikacja skautingu. Wspominałem wcześniej, że świetnie, że idziemy drogą ewolucji. Na papierze Komor jest lepszy od Kołodziejskiego, Bergier od Roginicia, Mak od Kościelniaka i miałem takie przekonanie po każdej rundzie transferów – w związku z tym pytanie, dlaczego drużyna się nie rozwija i w lidze jest coraz niżej? Skoro trener dostaje coraz ładniejsze puzzle do swojej układanki, to czemu wygląda ona coraz gorzej?
Zarzut do klubu to fakt, że z każdą rundą trafia do nas coraz mniej zawodników z potencjałem sprzedażowym. Do tego mamy kilku piłkarzy (Mak, Błąd, Bród, Marzec, Aleman, Shibata, Arak), którzy mogą grać na jednej pozycji. Jak wypada Bergier to jest kłopot. Jak wypada Jaroszek to jest kłopot. A skoro już mamy solidny potencjał ofensywny i możliwość dużej rotacji, to dlaczego nie gramy intensywniej? Arka wyraźnie opadła z sił. Ukłony dla trenera, że nasi zawodnicy są dobrze fizycznie przygotowani do sezonu, ale może należałoby wykorzystywać to w każdym meczu? A my każdą akcję zaczynamy od 12 podań w poprzek pomiędzy obrońcami, w sam raz żeby przeciwnik złapał oddech.
Brakuje mi odważniejszego otwarcia na zawodników z zagranicy. Nie podobają mi się drużyny, typu obecny Raków czy sławna Cracovia Probierza, gdzie w szatni po polsku mówi piątka juniorów, którzy i tak nie grają. Natomiast 3-4 ludzi zza granicy, którzy będą w stanie dać dodatkową jakość, to obszar, który warto sprawdzić. Opole ciągnie za uszy Borja Galan, ŁKS ciągnał w zeszłym sezonie Pirulo. Tacy zawodnicy potrafią ściągnąć dodatkowych ludzi na trybuny. Nasi kibice entuzjastycznie i z wielką nadzieją przyjęli Shibatę. Może nie jest to kosmos umiejętności, ale w środku pola, przy regresie formy Repki, powinien grać właśnie Japończyk. Po Alemanie też widać, że ma potencjał. Pytanie tylko, czy Górak zmobilizuje go do zejścia z brzucha.
Były ciekawe ruchy typu Daniel Krasucki, Dawid Brzozowski – wydaje się, że tacy zawodnicy są relatywnie tani w utrzymaniu i można ich ściągać więcej kosztem zawodników około trzydziestki. Pewnie większość nie odpali (a na pewno nie przy tym trenerze), ale może trafią się perełki. Brakuje mi też wypożyczeń z klubu – tak żeby Pietrzyk grał co tydzień np. na poziomie trzeicej ligi, a nie 60 minut w rundzie w pierwszej lidze i pewnie sporo gier w okręgówce, która na pewno nie rozwija.
CO DALEJ?
Wiem, że było długo. Pamiętajmy, że trener to tylko jeden z elementów układanki. Potrzebujemy kogoś ze świeżą wizją na kilka kolejnych lat. Kogoś, kto będzie znany z dobrej pracy z młodzieżą, z sukcesów w rozwijaniu zawodników. Znowu trzeba cierpliwie dać szansę zbudować zespół przez kilka rund. To musi być trener, który zaoferuje atrakcyjną piłkę. Wiem, duże wymagania, ale jednocześnie choćby w Ekstraklasie widać teraz kilku takich młodych-gniewnych trenerów, którzy nie trenują ósmego zespołu w ósmym sezonie i potrafią zaproponować otwartą piłkę. Znajdźmy swojego Siemieńco-Szulczko-Szwargę.
Przed GieKSą wielka szansa – będzie stadion, trzeba ją wykorzystać. Miasto jako właściciel musi się zastanowić jaka ma być GieKSa, bo na pewno musi być inna niż teraz. Czeka nas rok wyborów lokalnych, może warto zapytać kandydatów na Prezydenta Katowic, jaką mają wizję rozwoju sekcji piłkarskiej GKS-u?
To są oczywiste rzeczy, ale postawmy na akademię, powalczmy o młodzież z regionu, może część trzeba podkupić, konieczna jest CLJ! Rozwińmy sieć skautingu. Czy przyszedł do nas ktoś z trzeciej ligi w ostatnich latach poza Brzozowskim? Popracujmy nad marketingiem, szczególnie pod kątem nowego kibica. No i zmieńmy trenera!
I na koniec naiwny apel do trenera: panie Górak, jakkolwiek pan na pewno widzi tysiące przeszkód, które wewnętrznie pana uniewinniają, to w opinii kibiców nie jest pan w stanie zbudować drużyny, która poradzi sobie w Ekstraklasie. Ewolucja idzie za wolno, a różnica pomiędzy Ekstraklasą i pierwszą ligą rośnie, trzeba działać. Niech pan dogra rundę i spróbuje czegoś innego. Za kilka lat będziemy panu pamiętać awans. Już został pan rekordzistą – 240 meczów jako trener – imponujące! Pan 2023 rok i tak zaliczy do udanych – wyraźnie widać mniej pączków, panierki i czipsików. Panu też zrobi dobrze trochę odpoczynku, a potem… nowe wyzwanie zawodowe!
Bartek
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Piłka nożna
Post scriptum do Rakowa i Lecha
Dwa wyjazdowe mecze za nami. Zapraszamy więc do tradycyjnego post scriptum. A potem już tylko Motor.
1. Na mecz z Rakowem, który miał być najważniejszym spotkaniem od dawna wybraliśmy się w 4 osoby – ja, Misiek, Kazik, Flifen. Jako że nie był to daleki wyjazd, mogliśmy wyjechać stosunkowo późno. Wiadomo – godzinka drogi i jesteśmy na miejscu.
2. Ciekawa zawsze jest to droga – wiadomo, najpierw autostrada, a potem jakieś lokalne drogi. Zawsze zastanawia się czy na tę ulicę Spalonienko czy jakoś tam wjeżdżają te wszystkie autoary przewożące piłkarzy.
3. Chyba nam ta mobilizacja mocno się udzieliła i organizm zareagował… odwrotnie. Bo dużo było… ziewania na trasie. Może tak czasem być, taka paradoksalna reakcja organizmu.
4. Ogólnie to widzieliśmy autokar Rakowa dojeżdżający na stadion. Oni też nie wiedzieli, w jakim widowisku przyjdzie im uczestniczyć.
5. O ile na poprzednich meczach w Częstochowie byliśmy dużo wcześniej, tym razem było to „zaledwie” jakieś półtorej godziny przed meczem. To spowodowało, że musieliśmy się z pewnymi ważnymi rzeczami sprężać.
6. Kazik chciał odpalić drona, żeby zrobić efektowne zdjęcia stadionu i pętli. Niestety jakieś zakłócenia w eterze spowodowały, że dron nie ruszył i musieliśmy zadowolić się zdjęciami naziemnymi. Potem drony latały nad stadionem i zrzucały piłki. Ciekawy pomysł.
7. Chcieliśmy szybko przemieścić się do budki z akredytacjami, ale… policja zablokowała główną ulicę. Casus podobnie jak na Cracovii. Bo zaraz mieli przyjechać kibice gości. Dlatego nie można było poruszać się wzdłuż ulicy.
8. Dodatkowo po przejściu na drugą stronę ulicy, też nie można było przejść. Policja więc kierowała przez jakiś park, potem przez jakieś domki i byliśmy naprzeciwko przejścia. Czekaliśmy, a wkrótce autokary z kibicami przejechały.
9. Szybko odebraliśmy akredytacje i mogliśmy wejść na stadion. Nie kombinowaliśmy już z VIP-ami tylko od razu udaliśmy się na nasze prawowite miejsca.
10. To znaczy, zanim poszliśmy na prasówkę, udaliśmy się do sklepiku klubowego. A potem już był jeden cel – tzw. gięta. Wiedzieliśmy, że przy jednym sektorze jest taka fajna krojona, z cebulką. Mieliśmy taki plan już od grudnia. Ale na następny sezon. Na Raków trafiliśmy jednak w Pucharze Polski.
11. W tym celu obeszliśmy ten stadion. Nie naśmiewając się, bo sami mamy nowy obiekt od niedawna, niektóre miejsca za trybunami wyglądają, jakby były przytwierdzone na trytytki. Ale są to trytytki mocne. Mnie się ostatecznie ten stadion podoba. W dobie tych wszystkich nowy – daje powiew dawnych czasów.
12. Obeszliśmy więc. Na koniec musieliśmy się wylegitymować, żeby wejść na miejsce sektorowe. I znaleźliśmy się pod kiełbasą.
13. No panie, powiem ci – klasyczek. Półtorej (?) chyba kiełby i mnóstwo cebulki takiej zgrillowanej, w duuuużych kawałach. Musztarda, bułeczka. Smakowite. Minusem był ogórek kiszony, który ani trochę nie był kwaśny.
14. Skierowaliśmy się z powrotem – już na sektor prasowy. To pierwszy stadion od powrotu do ekstraklasy, na którym zawitaliśmy po raz trzeci. Wiedzieliśmy więc co i jak – czym to się je. Nagrywka przedmeczowa i zajęliśmy miejsca. Takie bez stolików, ale z większą przestrzenią. Więc komputer wylądował na kolanach.
15. Najgorsze było podłączanie do kontaktu. Trzeba było uklęknąć i się schylić, co na tej kracianej posadzce przyprawiało o ból kolan. Ale dało radę i byliśmy podpięci.
16. Czekaliśmy na mecz. Gdzieś tam w międzyczasie mijałem Mateusza Borka i Grzegorza Mielcarskiego, którzy mieli komentować to spotkanie. Jeszcze nie wiedzieli, jakie emocje będą także ich udziałem.
17. Jakiż to był mecz. Mecz, który zapamiętamy na lata. To była wielka piłka. Dramaturgia, zwroty akcji i dla postronnego widza kapitalny mecz do oglądania. Objęliśmy prowadzenie po golu Jirki, a potem Jędrych podwyższył z rzutu karnego.
18. W przerwie więc mieliśmy dobre humory, ale czujność musiała być zachowana. To jeszcze przecież nie znaczyło, że meldujemy się w finale. Kibice Rakowa mieli się z pyszna. Ale ciągle wierzyli.
19. Początek drugiej połowy był jak nóż w serce. Jeszcze nie wybiła 49. minuta, a już mieliśmy wyrównanie. Stadion przy Limanowskiego w euforii, my nosy spuszczone na kwintę. Nadal jednak przecież to był remis, czyli dla obu stron podobna sytuacja. Ale morale lepsze miał Raków.
20. Wkrótce gospodarze mieli rzut karny. Przez chwilę byliśmy w radości, gdy Dawid Kudła obronił. Ale szybko Diaby-Fadiga dobił ten strzał. Sędzia VAR-ował tę kontrowersyjną sytuację i przy okazji potem poznaliśmy absurdalny przepis o niepostawieniu nogi na murawie. Nie znając go – widzieliśmy potężną kontrowersję.
21. To już był dramat. Przegrywaliśmy 2:3. Wydawało się, że w sposób bardzo frajerski przegramy ten półfinał. Ale Adam Zrelak w samej końcówce doprowadził do wyrównania i wprawił nas w euforię. To był drugi mecz z rzędu, kiedy strzeliliśmy gola w doliczonym czasie.
22. Dogrywka zapowiadała kolejne wielkie emocje. W drugiej połowie znów pokarał nas Rocha, choć ostatecznie okazało się, że to samobój Alana. Ale już ultra katem w tym sezonie jest dla nas Brunes, który w każdym z trzech meczów trafił do siatki.
23. I jeszcze raz wyrównaliśmy. Eman się nie certolił, tylko przywalił precyzyjnie z dystansu. Mateusz Borek godnie oddał to w komentarzu, fenomenalna euforyczna sytuacja i Eman ekspresyjnie cieszący się pod sektorem gości. Cudowny moment. Przyznam, że mimo porażki, potem oglądałem to wielokrotnie.
24. No i te nieszczęsne karne, które okazały się dla nas bezbarwne. Dwa pudła, a Raków strzelił wszystko. Odpadliśmy, a gospodarze cieszyli się z awansu do finału.
25. Zebraliśmy manatki, nagrałem nagrywkę i poszliśmy na konferencję prasową. Teraz inna droga prowadzi na salę konferencyjną, więc pani nie chciała nas wpuścić. Ale akurat przechodził Wojciech Cygan, który „po starej znajomości” pozwolił nam tędy przejść.
26. Na konferencji przynajmniej można było się posilić zupą i jakimiś przekąskami. Marne to było pocieszenie. Straciliśmy tak wielką szansę, było tak blisko i nasi piłkarze zrobili wszystko. Szkoda była wielka.
27. Wypowiedzieli się obaj trenerzy, a my po konferencji jeszcze zrobiliśmy swoje materiały. Internet huczał od kontrowersji. Pożegnał się z nami drugi trener Rakowa oraz rzecznik. Oni byli przeszczęśliwi.
28. Mieliśmy problem z wyjściem, bo brama była zamknięta. Jakiś gościu powiedział, że trzeba nacisnąć jakiś guzik, żeby otworzyła się furtka. Doszliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic.
29. W stolicy Górnego Śląska byliśmy gdzieś przed północą. Nie tym razem Narodowy. Ale czekał nas za trzy dni kolejny mecz. Bardzo ważny i bardzo trudny.
—–
30. Do Poznania to już większa logistyka. Wiadomo, trzeba wyjechać rano, a wrócić w nocy. Ale na szczęście nie bardzo rano. Dlatego też wyjazd mieliśmy zaplanowany na 11. Ostatecznie ruszyliśmy nieco spóźnieni.
31. Mecz opracowywaliśmy w cztery osoby: ja, Misiek, Kazik i Marcin, który dojechał we własnym zakresie i działał na miejscu.
32. Droga przebiegała spokojnie, ładna była pogoda, tylko trochę zimno, gdy wiało. Zrobiliśmy ze dwa postoje, by coś małego przekąsić i napić się herbaty lub kawy. Na większą szamkę upatrzyliśmy sobie jedną z knajpek nieopodal Bułgarskiej.
33. Mijaliśmy znów Tarczyński Arena we Wrocławiu. Czy dane nam tam będzie zawitać w przyszłym sezonie? Jest to całkiem możliwe, bo Śląsk spisuje się w pierwszej lidze bardzo dobrze.
34. W Poznaniu byliśmy przed 15, mieliśmy więc jak na nas czasu i dużo i mało. Ale zjeść było trzeba. Padło więc na „Burger Lokalnie”. Chłopaki wzięli loaded frytki, ja skusiłem się na burgera. Dość dziwny sposób płatności – blik przez telefon. Wiem oczywiście o takim sposobie, ale przyznam, że pierwszy raz się z tym spotkałem w knajpie.
35. Mieli dużo zamówień, więc trochę musieliśmy poczekać. Ponad pół godziny. Na telewizorze leciał mecz Parma – Napoli, a za oknem przejeżdżały zielone tramwaje. Cały czas miałem wrażenie, że to autokar GieKSy przejeżdża, a przecież jak wiemy – bardzo często go spotykamy na swojej drodze.
36. Po nasyceniu się ruszyliśmy do auta i udaliśmy się na stadion. Zapowiadana frekwencja ponad 35 tysięcy powodowała, że zastanawialiśmy się, czy uda nam się ominąć korki.
37. Jak się okazało, nie było żadnych problemów, ot jedne dłuższe światła na kilka razy i już byliśmy na ulicy Ptasiej, od której jest wjazd na parking. No to wjechaliśmy.
38. Kazik odpalił drona, który tu już nie odmówił posłuszeństwa. Ja przyznam, że pierwszy raz widziałem taką akcję, z patrzeniem się na obraz na żywo. Absolutnie fenomenalna sprawa i niesamowity widok oraz szybkość poruszania. Dzięki temu mamy z większości stadionu tak efektowne ujęcia.
39. Udaliśmy się po odbiór akredytacji. Poszło szybko i sprawnie, po czym mogliśmy pójść do bramy wejściowej już stricte na stadion. Jeść nie można.
40. Pamiętałem obiekt przy Bułgarskiej z poprzedniego sezonu, więc tu nie było żadnego błądzenia. Wiedzieliśmy, co jest gdzie. Najpierw więc poszliśmy do pomieszczenia pracy dziennikarzy i fotoreporterów. Były ciastka, nachosy i napoje. Chciałem zrobić herbatę, ale woda była letnia. Więc olałem.
41. Rozdzieliłem się z chłopakami i pojechałem windą na prasówkę. No i wyszedłem na trybuny i znów – wielkie wrażenie. No to jest potężny stadion. Wysokie trybuny, rozległe, a jednak bardzo dobrą widocznością. Piękny czterdziestotysięcznik. A jeszcze miał być niemal zapełniony.
42. Nagrałem więc przedmeczową nagrywkę, a zanim zająłem miejsce musiałem ogarnąć tę… herbatę. Tutaj znowu był wrzątek, ale nie było saszetek. Co prawda w drugim werniku była gotowa herbka, ale to nie to samo. Zjechałem więc na dół po szaszetki i wróciłem.
43. Warunki do pracy na Lechu są doskonałe. Widoczność to raz. Stanowiska – kapitalne. Duże blaty, dużo kontaktów, świetny internet. Pracowanie na tym obiekcie to czysta przyjemność. Wszystko się tam zgadza.
44. Trybuny powoli się wypełniały, a piłkarze rozgrzewali. Była siedemnasta, więc światło dzienne. Ostatnio byliśmy tu już tylko przy sztucznym oświetleniu.
45. Ale pamiętamy przecież ten stadion bardzo dobrze. Graliśmy tutaj przecież kilka razy z Wartą Poznań. Dla nas swego czasu świętem było uczestnictwo w takim spektakularnym meczu Zielonych, gdy dowodziła nimi pani Łykomska-Pyżalska. Wtedy kilkanaście tysięcy Warciarzy zrobiło show. Kibice GKS również. Wówczas przegraliśmy, ale tylko na takie „święta” mogliśmy liczyć. Z Wartą przy Bułgarskiej też wygrywaliśmy 1:0 czy remisowaliśmy 2:2 i… 3:3.
46. Mecz poprzedziła minuta ciszy ku czci Jacka Magiery. Była cisza i szacunek. A przecież ani z Lechem, ani z GKS Jacek Magiera nie był związany. Podoba mi się to trzymanie szalików w górze podczas takich upamiętnień. Jest to dla mnie wyraz absolutnego szacunku jako społeczność.
47. Potem już zaczęło się wielkie granie. Zastanawialiśmy się jak to będzie wyglądało po Częstochowie. Niepotrzebnie. GieKSa zaprezentowała się po prostu kapitalnie. Nie ustrzegając się błędów w defensywie. Ale dzięki temu mieliśmy świetny mecz. Kibice też swoje zaprezentowali.
48. Naprawdę ten uśmiech Markovića z rozciętym łukiem brwiowym jest epicki. Jego towarzysze również z jednej strony gratulujący, z drugiej troszczący się. Ranny wojownik na bitwie, ale święcący swój triumf. Można powiedzieć, że to bardzo pierwotne. Archetypowe.
49. Czy nie do tego została stworzona piłka nożna i sport w ogóle? Żeby te pierwotne instynkty związane z walką i rywalizacją rozwiązywać w uzgodniony i cywilizowany sposób? Używamy takich słów: taktyka, strategia, walka. Zwycięstwo i porażka.
50. W przerwie udałem się zobaczyć, co tam ciekawego do jedzenia w kuluarach. Jakaś meksykańska zupka była i kanapki. Też sympatycznie, można było lekko się posilić. Coś tam konsumowali też Mateusz Borek z Grzegorzem Mielcarskim, którzy drugi raz z rzędu mieli okazję komentować kapitalne widowisko z udziałem GieKSy.
51. Druga połowa to był już cios za cios. Poznański Kocioł przeżywał swoje euforie po wyrównujących bramkach i frustracje po golach straconych. A nasz sektor jeszcze dwukrotnie wybuchał radością po golach – najpierw Ilji, a potem Emana.
52. Co ciekawe, dla Ilji Szkurina nie była to pierwsza bramka w tym sezonie przy Bułgarskiej. Zawodnik trafił przecież w Superpucharze jeszcze w barwach Legii, gdy Wojskowi wygrali w Poznaniu 2:1. Strzelił na tę samą bramkę. Trochę ładniej – ale liczy się efekt.
53. Eman na razie strzela tylko na wyjeździe. Dublet w Niecieczy, gol w Częstochowie i teraz dwa trafienia w Poznaniu. Czekamy na pierwsze trafienie Norwega na Nowej Bukowej.
54. Ogólnie mecz przy 35 tysiącach kibiców to już naprawdę europejskie widowisko. A jeśli jeszcze piłkarze obu drużyn stworzyli spektakl, to trudno się dziwić zachwytom. Jeśli GieKSa gra w meczach, które są wizytówką ekstraklasy, to wiedz, że w Katowicach dzieje się coś dobrego.
55. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 3:3. Piłkarze GKS i kibice podziękowali sobie wzajemnie. Kibice Lecha wsparli swoich piłkarzy – docenili tę gonitwę.
56. Nagrywka i na konferencję prasową. Była ona wyjątkowo długa, bo trwała ponad 40 minut, zwłaszcza maglowali dziennikarze trenera Nilsa Frederiksena, z niebywale posępną miną. Szkoleniowiec nie był zadowolony po tym spotkaniu. Natomiast Rafał Górak mówił o pewnym niedosycie, ale też z szacunkiem podchodził do jednego punktu.
57. Jedynie tutaj pan podający mikrofon trochę wywierał presję, bo tak stał nad człowiekiem i po zadaniu pytania już sięgał, żeby mu oddać mikrofon. Powiedziałem mu więc, że jeszcze jedno pytanie chcę zadać. W sumie myślałem, żeby zadać cztery, ale stwierdziłem, że skoro stosuje taki wysoki pressing, to poprzestanę na dwóch.
58. Porobiliśmy jeszcze swoje materiały i w końcu zebraliśmy się. Czekała nas kilkugodzinna podróż powrotna do domu. Przejście przez lochy stadionu Lecha jest ciekawe.
59. Jeszcze zahaczyliśmy o kurczaki we Wrocławiu. Pierwszy raz spotkałem się w takim miejscu z tym, że wychodzi obsługa i mówi, co jeszcze jest dostępne, bo niedługo zamykają. Ale przynajmniej było świeżutkie, świeżo usmażone.
60. W Katowicach byliśmy o drugiej. Widzieliśmy, jak pod stadion wjeżdża autokar z naszymi piłkarzami.
61. To był bardzo intensywny dwumecz. Nim się jednak nie obejrzymy, to już w piątek zagramy z Motorem. Kupujcie bilety i dopingujemy tę kapitalną drużynę.



































































3kolory
6 grudnia 2023 at 19:03
My każdą akcję rozpoczynamy od 12 podać między obrońcami 😳🤯…to niestety prawda !!!
Ogólnie taka padaka…szkoda trochę tych ludzi którzy to wszystko oglądają szczególnie dzieci na sektorze 2 ( a jest tam ich sporo) bo u nas zawsze przecież ciężko zero emocji i radości
A gdyby to wszystko działało dobrze to nasza Bukowa byłaby pełna .
3kolory
6 grudnia 2023 at 19:04
No i jeszcze jedno… artykuł bardzo fajny
3kolory
6 grudnia 2023 at 19:05
👍
GKS
6 grudnia 2023 at 21:47
A może krupa to człowiek uszoka i tak będą nos robić za chuja jeszcze następne 20lot jak z tym ustawionym spadkiem do 2ligi.
dzbanek
7 grudnia 2023 at 09:33
Myslisz,ze spadek do 2-ej byl ustawiony?
Grali beznadziejnie, to fakt tak jak obecnie.
DPB
17 grudnia 2023 at 16:25
Jasne w Polonii Bytom w latach 90 było tak samo jak grał.Tak się zapędzili w sprzedawaniu meczy aż punktów zabrakło i spadek do 3 ligi (teraz druga)
Achim
7 grudnia 2023 at 11:52
Racja w 100%, z tak „doświadczonymi zawodnikami” to powinna być gra o poz. 1-2, a nie pierdolenie o barażach, od 2 ligi wykupowołech karnety (1normalny i 2 ulgowe) ale doszło, że przestołech żeby se chopcy niy pomyśleli że to normalne jak w po przyjeździe do dom mama sie pyto jaki wynik? PRZEGRLI ! Co do taktyki, tyż 100% racji, może warto poszukać takiego nowego Sławka Wojciechowskiego? który jak niyidzie (to jak był po ospie) wstanie z ławy ściongnie szary dres i pierdolnie z wolnego na 1:1
Achim
7 grudnia 2023 at 12:06
W innym temacie, byłech (sprawa z przed 2 lot) na meczu syna(narazie jeszcze niy GKSa;-) )z GKS Katowice (rocznik 2011)I po rozmowie z rodzicami z GKSy się okazało, że mieli jechać na turniej do Ostrawy ale nima trenera!Chyba jest coś niy halo?
Achim
7 grudnia 2023 at 12:10
Jak momy mieć wychowanków?