Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Dlaczego Górak musi odejść?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zaprasamy do obszernego felietonu naszego kibica – Bartka, który zdecydował się podzielić z Wami przemyśleniami na temat tego, dlaczego Rafała Górak musi odejść z klubu. Pamiętajcie, że swoje teksty możecie wysyłać do nas na maila gieksainfo[at]gmail.com. Teraz oddajemy „głos” Bartkowi.

Jedna wygrana w ostatnich dwunastu spotkaniach. W tabeli jesteśmy bliżej strefy spadkowej niż barażów. Wygrawamy co czwarty mecz. To sprawia, że kibice na trybunach są praktycznie jednomyślni – „Górak musi odejść” i tylko prezes ma inne stanowisko, co powoduje, że możemy trwać w impasie jeszcze kolejne miesiące, a może lata. Sprawa jest prosta – kolejne miesiące z Górakiem to pogrążanie się w przeciętności.

DLACZEGO POWINIEN ZOSTAĆ?

Zacznę przekornie od tego, czym może się bronić nasz trener. Przede wszystkim wyniki są gorsze od gry. Jasne, że zagraliśmy kilka fatalnych spotkań np. w Opolu albo z Polonią Warszawa. Natomiast z Lechią zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę, natomiast czerwone kartki diametralnie zmieniły przebieg meczu. Z Wisłą, z wyłączeniem ostatnich minut, było obiecująco. Z Niecieczą Marzec miał setkę w samej końcówce. Nawet w wysoko przegranym pucharowym meczu z Górnikiem stwarzaliśmy sporo sytuacji.

Muszę też przyznać, że generalnie podoba mi się strategia trzymania się jednego trenera – danie mu czasu na zbudowanie drużyny, wymianę słabszych ogniw na lepsze. Dokładnie takie warunki zostały stworzone trenerowi Górakowi, w tandemie z byłym już dyrektorem Góralczykiem. Wierzę, że długoterminowe zaufanie do szkoleniowca daje mu silną pozycję w relacjach z zawodnikami, którzy w Polsce często „wybierają” sobie trenera i po pierwszym spięciu/konflikcie grają przeciwko niemu. Ręce mi opadają, kiedy kluby zatrudniają trenera, który jest od 10 lub więcej lat na karuzeli trenerskiej. Jaka to naiwność żeby wierzyć, że trener typu Skowronek-Ojrzyński-Dudek w końcu odpali w jakimś klubie, skoro do tej pory w każdym poprzednim pracował maksymalnie 2 lata?

Jeżeli spojrzeć w tabelę, to dalej nic się nie dzieje. Tracimy 6-8 punktów do strefy barażowej, a więc wystarczy seria zwycięstw, jaka przydarzyła nam się w 2. lidze i pewnie na wiosnę byłaby szansa powalczyć nawet o bezpośredni awans. Patrząc na nasze mecze z Opolem czy Łęczną, to aż oczy bolały od obserwowania ich gry (nie naszej!) i ta liga jest po prostu okrutnie czerstwa. Najlepszym tego dowodem był awans na patencie „stałego fragmentu” Puszczy Niepołomice albo awans rywali zza miedzy wynikający z nieporadności innych drużyn i masy szczęścia w przekroju calego sezonu. Świetną weryfikacją poziomu pierwszej ligi jest również aktualna tabela Ekstraklasy. Dlatego trudno ostatecznie stwierdzić, że ten sezon trener Górak nam przegrał już po rundzie jesiennej. Ja jak osioł przed każdym meczem się łudzę („no teraz to już na bank odpalimy”), a potem znowu mam jeden dzień weekendu z humorem, jak Kaczyński po wyborach.

Podoba mi się droga ewolucji, a nie rewolucji. Ściąganie 15 nowych zawodników przed sezonem nigdy do mnie nie przemawiało i po prostu się nie sprawdzało. Swoją drogą my na początku sezonu właśnie z drużynami po rewolucjach punktowaliśmy. Na plus należy również zaliczyć brak kontuzji. Nasi piłkarze są w bardzo dobrej formie fizycznej, a generalnie praktycznie przez całą rundę wypadają pojedynczy zawodnicy.

Natomiast łatwo wszystkie te argumenty zbić. Jakkolwiek trener nie zawsze jest winny głupich indywidualnych błędów, przez które traciliśmy w tych meczach sporo bramek, to jednak tych wszystkich „ale” jest za dużo. Trener na lata to super pomysł, ale to po prostu nie jest ten człowiek. Ewolucja drużyny przebiega zbyta wolno, o czym za chwilę. Potrzebną do awansu serię zwycięstw mieliśmy jedną (drugi sezon w drugiej lidze). Kryzys przechodzimy już trzeci raz (pierwszy po awansie do pierwszej ligi, drugi wiosenny i 9 meczów bez wygranej z obecnej rundy), co dowodzi, że trener Górak ma kłopot z radzeniem sobie w takich warunkach. Łudzenie się, że na wiosnę czeka nas seria zwycięstw, to totalna ułuda.

DLACZEGO POWINIEN ODEJŚĆ?

Uważam, że warto popatrzyć na sens trzymania trenera Góraka szerzej – przez pryzmat strategii całego klubu. Gdybyśmy jako klub mieli jakąś spójną wizję rozwoju, to nasz obecny trener po prostu do niej nie pasuje. Na co argumenty poniżej.

BRAK ROZWOJU ZAWODNIKÓW

Moim głównym zarzutem do trenera Góraka nie są słabsze wyniki. Kluczowy jest brak rozwoju zawodników, w tym upatruje głównego powodu przeciętnych rezultatów. GieKSa powinna mieć jakąś myśl przewodnią, dopóki nie doczekamy się miliardera pośród kibiców naszego klubu. Bez miliardera jesteśmy skazani na miejskie pieniądze. To znaczy, że jedyną drogą do rozwoju klubu w długim terminie jest akademia oraz zwiększanie wartości zawodników. To, że akademia nie daje pierwszej drużynie zawodników, nie jest winą trenera Góraka. Natomiast zatrważający jest fakt, że przez ostatnie 5 lat nie oddaliśmy w drodze transferu gotówkowego zawodnika do Ekstraklasy, który by tam regularnie grał – chyba największy transfer to zamiana Szwedzika na Bergiera. Pomijam oczywiście wypożyczoną z Lecha młodzież, która ratuje nam skórę w kontekście przepisu o młodzieżowcu od kilku lat (Mrozek, Szymczak, czy teraz Kozubal), co tylko potwierdza jakość samej akademii.

Wracając do trenera Góraka na przestrzeni ostatnich lat mieliśmy co najmniej kilku obiecujących zawodników, których kariera wyhamowała po przyjściu do Gieksy. Było kilku gości z potencjałem, zawodnicy typu Kiebzak, Pavlas, Sanocki, Wojciechowski, Tabiś. Gdzie są teraz?

I tak, jak po spadku do drugiej ligi rozsądnie odmłodziliśmy zespół, to obecnie nie ma po tym śladu. Chciałbym żeby trener odważniej stawiał na Brzozowskiego, Bróda czy Pietrzyka, to są chłopcy na których można w przyszłości zarobić i mieć satysfakcję, że ktoś od nas rozkwita, jak Czarek Kulesza na bankietach. Start tego sezonu zdawał się tworzyć kontrprzykład w osobie Oskara Repki, ale ostatnie tygodnie wyglądają jednak znacznie gorzej. Przynajmniej wiemy, że Repka ma potencjał – chociaż młodzieniaszkiem już nie jest.

Niestety trener Górak nie gwarantuje nawet utrzymania poziomu. Podejrzewam, że młody zawodnik trzy razy się zastanowi, czy chce przyjść uczyć się piłki u trenera Góraka – bo po prostu brakuje nam dobrych przykładów – Szymczak i Kozubal nie poczynili jakichś wielkich postępów. Dla mnie wymarzonym piłkarzem GieKSy jest młodzian, który będzie wiedział, że u naszego trenera rozwinie się piłkarsko, zbuduje bazę, żeby zagrać w przyszłości w lidze z top 5 Europy, po drodze osiągając sukcesy z GKS-em. Czy mamy szansę na takich zawodników? Ewentualnie warto się zastanowić nad ambitnymi zawodnikami, którzy wychodzą z wieku młodzieżowca, ale jeszcze mają przestrzeń do rozwoju (np. taki Repka).

My, natomiast za trenera Góraka staliśmy się przyjemną przystanią dla starszych zawodników, którzy u nas zaliczają zjazd do bazy. Najpierw był Stefanowicz, który na początku kreował grę, a potem wyraźnie spuścił z tonu. Obecnie nie wiem, co się dzieje z Rafałem Figlem. Jeszcze w zeszłym roku miałem przekonanie, że to nasz najlepszy zawodnik, a teraz przy każdym zagraniu jest bardzo elektryczny. Szatnia potrzebuje doświadczenia. Błąd, Jędrych, Mak są pewnie w trakcie ostatniego poważnego kontraktu. Kolonia z rocznika 1994 też jest pokaźna (Wasielewski, Komor, Jaroszek, Marzec). Dla mnie budowanie drużyny w oparciu o tyle doświadczenia powinno oznaczać grę na wynik już teraz, a wyników nie ma. Wyobraźmy sobie, że GieKSa na wiosnę jakimś cudem doczłapie do barażów i będzie miałą w nich szczęście. To oznacza, że z naszego obecnego pierwszego składu zostaną (w nawiasie wiek w przyszłym roku): Kudła (32) – Wasielewski (30), Jaroszek (30), Komor (30) , Jędrych (31), Rogala (29) – Błąd (33), Kozubal (20), Repka (25), Mak (33) – Bergier (25), czyli w Ekstraklasie mielibyśmy w sezonie 2024/25 tylko dwóch zawodników poniżej 29 roku życia (Oskara Repkę i Łukasza Bergiera), bo Kozubal wróci do Lecha. U Góraka widać również niedostatki w zarządzaniu, odpowiedniej motywacji i wykorzystaniu maksimum potencjału bardziej doświadczonej kadry.

TA SAMA TAKTYKA W KAŻDYM MECZU

Drugim poważnym mankamentem jest uparte przywiązanie do taktyki. (Nie)słynne „my się dopiero uczymy tej ligi” można sparafrazować na „wszyscy się już nauczyli GieKSy”. Gramy w każdym meczu tym samym ustawieniem – nie jest ważne, czy gonimy wynik, czy prowadzimy. Jak my chcemy kogokolwiek zaskoczyć? Czy jedyną reakcją trenera, na nieukładający się mecz, jest zmiana zawodnika, który akurat słabo wygląda? Od trzech lat praktycznie w ciemno można wskazać, kogo trener zdejmie i kim zamieni. Gra przeciwko GieKSie to jak FIFA z ośmiolatkiem. Ośmiolatek dużo gra, ale łatwo poznać jego patent na strzelenie bramki. Zakładam, więc że przeciwnicy też wiedzą, że wystarczy się cofnąć i czekać na babola naszej defensywy, bo… zawsze jakiś będzie. A już brak pomysłu i skuteczności ze stałych fragmentów (i nie chodzi mi o karne na początku rundy) to po prostu kryminał. Szczególnie w lidze, z której można awansować tylko na bazie stałych fragmentów.

Taktyka trenera ma też taką wadę, że jest atrakcyjna dla oka, tylko jeśli trafiamy na przeciwnika, który chce grać w piłkę – np. Wisła Płock, Wisła Kraków, Lechia Gdańsk – czyli rzadko w tej lidze. Jak ktoś gra zwyczajowy, siermiężny pierwszoligowy futbol, to mecze są nieznośne (np. Łęczna, Tychy, Opole, Sosnowiec). W tym roku zabrałem na mecz kuzyna: z Płockiem – był zachwycony, super doping, fajny wynik, to był jego pierwszy mecz od 20 lat; kolejny był mecz z Niecieczą – nie wiem, kiedy znowu wróci. Potrzebujemy atrakcyjnej piłki jak powietrza.

I tu jest mój wielki zarzut do władz GKS Katowice – nasi piłkarze całymi latami robią przeciętne wyniki. Na ostatnie 15 sezonów w dziesięciu zajęliśmy miejsca 8-13 – no po prostu „truskawka” na torcie. Naprawdę ważne wygrane mecze w ostatnich latach trafiały się nam rzadziej, niż Arakowi udane zagranie.

UCIEKAJMY Z PRZECIĘTNOŚCI

Miasto buduje nowy stadion za grube pieniądze podatników. Przez te wszystkie lata Katowice wpompowały w klub pewnie ponad 100 milionów złotych. Czy celem miasta, jako właściciela, jest nijakość? Nigdy się tego nie dowiemy, ale gdyby połowę tych środków włożyć w „Młodą GieKSę” i infrastrukturę dla niej, pewnie bylibyśmy w tym samym miejscu, ale z super potencjałem na kolejne lata i już teraz z 3-4 wychowankami w pierwszym składzie. Natomiast Górak robi wszystko na kursie „nijakości”. Na 3 grudnia mamy nasze „ulubione” 12. miejsce w tabeli. Myślałem, że wyjdę z siebie, jak czytałem, że prezes Nowak postawił przed zespołem cel udziału w barażach. W barażach, jak rozumiem, możemy przegrać i nic się nie stanie?

Żeby wyjść z przeciętności potrzebujemy trenera, który może nie zagwarantuje awansu w pierwszym sezonie, ale będzie dawał pewność, że buduje zawodników i wcześniej niż później uda się awansować. Tylko proszę nie dawajmy nowemu trenerowi celu dwuletniego, bardzo modnego ostatnio w polskiej piłce. Byłoby dobrze, gdyby drużyna grała atrakcyjnie. Jestem pewnie w mniejszości, ale uważam, że najlepiej oglądało się GieKSę za trenera Stawowego – wyniki były słabe, ale mecze były emocjonujące.
Drużyna zbudowana przez Góraka musi awansować w tym sezonie, bo rok starsza kadra na pewno nie będzie lepsza. Może warto, aby prezes ocenił szanse GieKSy na awans w tym sezonie?

W mojej opinii grając w pierwszej lidze nie da się ściągnąć nowego kibica. Jasne, że przyjdą na otwarcie nowego stadionu, ale zobaczą paździeż z Resovią albo Niecieczą i tyle ich zobaczymy. Dlatego za wszelką cenę potrzeba awansu. Lech, Górnik, Legia, aktualny Raków gwarantują zainteresowanie. Będzie łatwiej o sponsora, zwiększą się wpływy z dnia meczowego, zdecydowanie wzrośnie wynagrodzenie za prawa telewizyjne. Komu my w pierwszej lidze sprzedamy Sky Boxy? Awans to jest droga żeby zaoszczędzić pieniądze podatnika i realnie myśleć o promocji miasta.

ROZWÓJ SKAUTINGU I BUDOWANIE DRUŻYNY

Trzeci kluczowy zarzut to budowanie kadry i słaba dywersyfikacja skautingu. Wspominałem wcześniej, że świetnie, że idziemy drogą ewolucji. Na papierze Komor jest lepszy od Kołodziejskiego, Bergier od Roginicia, Mak od Kościelniaka i miałem takie przekonanie po każdej rundzie transferów – w związku z tym pytanie, dlaczego drużyna się nie rozwija i w lidze jest coraz niżej? Skoro trener dostaje coraz ładniejsze puzzle do swojej układanki, to czemu wygląda ona coraz gorzej?

Zarzut do klubu to fakt, że z każdą rundą trafia do nas coraz mniej zawodników z potencjałem sprzedażowym. Do tego mamy kilku piłkarzy (Mak, Błąd, Bród, Marzec, Aleman, Shibata, Arak), którzy mogą grać na jednej pozycji. Jak wypada Bergier to jest kłopot. Jak wypada Jaroszek to jest kłopot. A skoro już mamy solidny potencjał ofensywny i możliwość dużej rotacji, to dlaczego nie gramy intensywniej? Arka wyraźnie opadła z sił. Ukłony dla trenera, że nasi zawodnicy są dobrze fizycznie przygotowani do sezonu, ale może należałoby wykorzystywać to w każdym meczu? A my każdą akcję zaczynamy od 12 podań w poprzek pomiędzy obrońcami, w sam raz żeby przeciwnik złapał oddech.

Brakuje mi odważniejszego otwarcia na zawodników z zagranicy. Nie podobają mi się drużyny, typu obecny Raków czy sławna Cracovia Probierza, gdzie w szatni po polsku mówi piątka juniorów, którzy i tak nie grają. Natomiast 3-4 ludzi zza granicy, którzy będą w stanie dać dodatkową jakość, to obszar, który warto sprawdzić. Opole ciągnie za uszy Borja Galan, ŁKS ciągnał w zeszłym sezonie Pirulo. Tacy zawodnicy potrafią ściągnąć dodatkowych ludzi na trybuny. Nasi kibice entuzjastycznie i z wielką nadzieją przyjęli Shibatę. Może nie jest to kosmos umiejętności, ale w środku pola, przy regresie formy Repki, powinien grać właśnie Japończyk. Po Alemanie też widać, że ma potencjał. Pytanie tylko, czy Górak zmobilizuje go do zejścia z brzucha.

Były ciekawe ruchy typu Daniel Krasucki, Dawid Brzozowski – wydaje się, że tacy zawodnicy są relatywnie tani w utrzymaniu i można ich ściągać więcej kosztem zawodników około trzydziestki. Pewnie większość nie odpali (a na pewno nie przy tym trenerze), ale może trafią się perełki. Brakuje mi też wypożyczeń z klubu – tak żeby Pietrzyk grał co tydzień np. na poziomie trzeicej ligi, a nie 60 minut w rundzie w pierwszej lidze i pewnie sporo gier w okręgówce, która na pewno nie rozwija.

CO DALEJ?

Wiem, że było długo. Pamiętajmy, że trener to tylko jeden z elementów układanki. Potrzebujemy kogoś ze świeżą wizją na kilka kolejnych lat. Kogoś, kto będzie znany z dobrej pracy z młodzieżą, z sukcesów w rozwijaniu zawodników. Znowu trzeba cierpliwie dać szansę zbudować zespół przez kilka rund. To musi być trener, który zaoferuje atrakcyjną piłkę. Wiem, duże wymagania, ale jednocześnie choćby w Ekstraklasie widać teraz kilku takich młodych-gniewnych trenerów, którzy nie trenują ósmego zespołu w ósmym sezonie i potrafią zaproponować otwartą piłkę. Znajdźmy swojego Siemieńco-Szulczko-Szwargę.

Przed GieKSą wielka szansa – będzie stadion, trzeba ją wykorzystać. Miasto jako właściciel musi się zastanowić jaka ma być GieKSa, bo na pewno musi być inna niż teraz. Czeka nas rok wyborów lokalnych, może warto zapytać kandydatów na Prezydenta Katowic, jaką mają wizję rozwoju sekcji piłkarskiej GKS-u?

To są oczywiste rzeczy, ale postawmy na akademię, powalczmy o młodzież z regionu, może część trzeba podkupić, konieczna jest CLJ! Rozwińmy sieć skautingu. Czy przyszedł do nas ktoś z trzeciej ligi w ostatnich latach poza Brzozowskim? Popracujmy nad marketingiem, szczególnie pod kątem nowego kibica. No i zmieńmy trenera!

I na koniec naiwny apel do trenera: panie Górak, jakkolwiek pan na pewno widzi tysiące przeszkód, które wewnętrznie pana uniewinniają, to w opinii kibiców nie jest pan w stanie zbudować drużyny, która poradzi sobie w Ekstraklasie. Ewolucja idzie za wolno, a różnica pomiędzy Ekstraklasą i pierwszą ligą rośnie, trzeba działać. Niech pan dogra rundę i spróbuje czegoś innego. Za kilka lat będziemy panu pamiętać awans. Już został pan rekordzistą – 240 meczów jako trener – imponujące! Pan 2023 rok i tak zaliczy do udanych – wyraźnie widać mniej pączków, panierki i czipsików. Panu też zrobi dobrze trochę odpoczynku, a potem… nowe wyzwanie zawodowe!

Bartek

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    3kolory

    6 grudnia 2023 at 19:03

    My każdą akcję rozpoczynamy od 12 podać między obrońcami 😳🤯…to niestety prawda !!!
    Ogólnie taka padaka…szkoda trochę tych ludzi którzy to wszystko oglądają szczególnie dzieci na sektorze 2 ( a jest tam ich sporo) bo u nas zawsze przecież ciężko zero emocji i radości
    A gdyby to wszystko działało dobrze to nasza Bukowa byłaby pełna .

  2. Avatar photo

    3kolory

    6 grudnia 2023 at 19:04

    No i jeszcze jedno… artykuł bardzo fajny

  3. Avatar photo

    3kolory

    6 grudnia 2023 at 19:05

    👍

  4. Avatar photo

    GKS

    6 grudnia 2023 at 21:47

    A może krupa to człowiek uszoka i tak będą nos robić za chuja jeszcze następne 20lot jak z tym ustawionym spadkiem do 2ligi.

    • Avatar photo

      dzbanek

      7 grudnia 2023 at 09:33

      Myslisz,ze spadek do 2-ej byl ustawiony?
      Grali beznadziejnie, to fakt tak jak obecnie.

    • Avatar photo

      DPB

      17 grudnia 2023 at 16:25

      Jasne w Polonii Bytom w latach 90 było tak samo jak grał.Tak się zapędzili w sprzedawaniu meczy aż punktów zabrakło i spadek do 3 ligi (teraz druga)

  5. Avatar photo

    Achim

    7 grudnia 2023 at 11:52

    Racja w 100%, z tak „doświadczonymi zawodnikami” to powinna być gra o poz. 1-2, a nie pierdolenie o barażach, od 2 ligi wykupowołech karnety (1normalny i 2 ulgowe) ale doszło, że przestołech żeby se chopcy niy pomyśleli że to normalne jak w po przyjeździe do dom mama sie pyto jaki wynik? PRZEGRLI ! Co do taktyki, tyż 100% racji, może warto poszukać takiego nowego Sławka Wojciechowskiego? który jak niyidzie (to jak był po ospie) wstanie z ławy ściongnie szary dres i pierdolnie z wolnego na 1:1

  6. Avatar photo

    Achim

    7 grudnia 2023 at 12:06

    W innym temacie, byłech (sprawa z przed 2 lot) na meczu syna(narazie jeszcze niy GKSa;-) )z GKS Katowice (rocznik 2011)I po rozmowie z rodzicami z GKSy się okazało, że mieli jechać na turniej do Ostrawy ale nima trenera!Chyba jest coś niy halo?

  7. Avatar photo

    Achim

    7 grudnia 2023 at 12:10

    Jak momy mieć wychowanków?

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

Feta na Arenie Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Esencja piłki nożnej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.

Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.

Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.

W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.

A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.

No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.

Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.

Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.

Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.

W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.

Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.

I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.

No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.

Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.

Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.

Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.

Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.

Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.

Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.

W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.

Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.

Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…

Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.

Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.

Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.

Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.

Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.

Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.

Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.

Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.

Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.

To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.

Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.

W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.

Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.

Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.

Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.

Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Z drugiej ligi do Europy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga