Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Doniesienia mass mediów na temat GieKSy: Urlopy z błyskiem w oku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

N pierwszy plan w doniesieniach medialnych wysuwa się sprawa stadionu: Urząd Miejski i biuro projektowe RS Architekci, za pomocą mediów „rozmawiają” na temat zakończenia prac projektowych obiektu w pobliżu ulic Bocheńskiego, Upadowej i autostrady A4. W siedzibie PZPN odbyło się losowanie ćwierćfinału Pucharu Polski w piłce nożnej kobiet: los przydzielił piłkarkom GieKSy drużynę UKS-u SMS-u Łódź.

Siatkarze rozegrali w minionym tygodniu jedno spotkanie ligowe, ulegając na wyjeździe, po ciekawym meczu faworytowi Jastrzębskiemu Węglowi 2:3. W sobotę, w Spodku, siatkarze rozegrają spotkanie z Aluron Virtu CMC Zawiercie.

Hokeiści w PHL rozegrali dwa spotkania, niestety oba przegrane. W piątek, drużyna przegrała w Gdańsku z Lotosem PKH 0:1, wczoraj z Re-Plast Unią Oświęcim 3:5.

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Jest ciekawie! Znamy pary ćwierćfinałowe Pucharu Polski

Dziś podczas spotkanie przedstawicieli klubów Ekstraligi w siedzibie PZPN zostało przeprowadzone losowanie par ćwierćfinałowych Pucharu Polski. Nie obyło się bez hitów.

Już na tym etapie zmierzą się ze sobą Medyk Konin wraz z Górnikiem Łęczna, w innych ekstraligowych parach Rem Marco zagra z Olimpią, a GieKSa z łódzkim SMS-em. Wydawać się może, że najlepiej trafił zespół Czarnych Sosnowiec, któremu los przydzielił pierwszoligową Tarnovię. Puchar jednak rządzi się swoimi prawami.

 

kobiecapilka.pl – Pary 1/4 Pucharu Polski

[…] Dokonano losowana par 1/4 finału Pucharu Polski. Najciekawiej zapowiada się konfrontacja Medyka Konin z Górnikiem Łęczna. Przypomnijmy, że w zeszłym sezonie to właśnie koniński Medyk zdobył krajowy puchar, a Górnik to aktualny mistrz Polski i lider Ekstraligi.
Ćwierćfinały Pucharu Polski:
Czarni Sosnowiec – Tarnovia Tarnów
Medyk Konin – Górnik Łęczna
GKS Katowice – UKS SMS Łódź
KKP Bydgoszcz – Olimpia Szczecin
O awansie do półfinałów zadecydują dwumecze. Spotkania zaplanowano na 15/16 i 19/20 lutego.
W tym sezonie zdobywa Pucharu Polski otrzyma nagrodę finansową w kwocie 400 tysięcy złotych.

 

sportdziennik.com – GKS Katowice. Stadion za drogi o 294 procent!

[…] Urząd Miasta Katowice odrzucił dokumentację i kosztorys przedstawiony w końcówce listopada przez projektanta kompleksu sportowego (stadionu, hali, boisk treningowych) w rejonie ulic Bocheńskiego i Upadowej. Firma RS Architekci została wezwana przez Katowice do poprawienia dokumentacji i przedstawienia jej zgodnie z zapisami umowy. Ma na to trzy tygodnie, a „zgodnie z zapisami umowy” oznacza, że projekt ma zawierać kosztorys nie wyższy niż 184,5 mln zł brutto.

– Kwota kosztorysu rażąco przekracza kwotę określoną w umowie. Tym samym otrzymane przez nas dzieło jest niezgodne z umową zawartą z RS Architekci Sp. z o.o. Należy podkreślić, że przez ostatnie 14 miesięcy, a więc podczas etapu projektowania, nie otrzymaliśmy od projektanta żadnej informacji, która by mówiła o ta dużej zmianie w zakresie kwoty widniejącej w kosztorysie wykonawczym. Rozumiemy, że sytuacja na rynku budowlanym w ostatnich latach, związana m.in. ze wzrostem kosztów robocizny czy materiałów budowlanych, mogła doprowadzić do podwyższenia kosztorysu. Nie widzimy jednak żadnego uzasadnienia dla 294-procentowego wzrostu kosztów budowy obiektu – mówi Bogumił Sobula, wiceprezydent Katowic.

 

GKS Katowice. Kto tu wierzy w cuda?

Źle postawiony przecinek zawyżający kosztorys, brak zapisów w umowie regulujących jego wysokość oraz drogie życzenia policji czy PZPN. RS Architekci, projektujący katowicki stadion, odpowiedzieli wczoraj na publikację miasta.

Przedstawiciele firmy RS Architekci, projektanta kompleksu sportowego w Katowicach, obejmującego stadion, halę i sześć boisk treningowych, nie ukrywają wielkiego zaskoczenia poniedziałkową publikacją miasta, które na swojej stronie internetowej zamieściło informacyjny i uderzający w projektantów tekst.

– Ten komunikat jest po prostu nieporozumieniem – mówi Mariusz Schlesiona, prezes firmy, odnosząc się do zarzutów miasta, z którego przedstawicielami miał spotkać się wczoraj. To spotkanie odwołano w piątek. W poniedziałkowe popołudnie miasto opublikowało tekst, a dopiero później wysłało pismo do projektanta.

[…] Projektanci przyznają się tu do pomyłki. Tłumaczą się… błędami w arkuszu kalkulacyjnym. Chodzi m.in. o posadzki, które zamiast 1,2 mln zł wyceniono na… 122 mln zł.
– Możemy przeprosić za ten „excelowski” błąd w dodawaniu, który szybko znaleźliśmy. Został popełniony w ferworze tworzenia nocami kosztorysu przez kilkanaście osób. Mogło się to zdarzyć. Gorzej, że ten błąd poszedł w świat i robi zamieszanie. To znaczy, że miasto samo tego nie sprawdziło, nie zadzwoniło do nas, a napisało artykuł i wysłało do prasy. Ubolewamy, że tym samym opinia publiczna została wprowadzona w błąd – mówi prezes Schlesiona.

Poprawiając ten błąd, z kwoty 561 mln zł robi się już „tylko” około 398 mln zł. Bardzo ważne jest to, co na nią się składa. Około 240 mln zł to koszt części pierwszej, czyli stadionu, hali oraz dwóch boisk treningowych. Około 156 mln zł to część druga, z czterema boiskami treningowymi i całą infrastrukturą, drogami, parkingami, sieciami wodociągowymi etc. Kibice określają to „małą dzielnicą”.

Niezależnie od tego, czy mowa o 561, czy 398 mln zł, to i tak jest to suma znacznie przekraczająca 184,5 mln, o których wspomina miasto w kontekście umowy. Sęk jednak w tym, że przedstawiciele firmy RS Architekci utrzymują, iż o naruszeniu takiego zapisu umowy nie można mówić, bo… po prostu go nie ma!

[…] Skąd zatem mogły wziąć się u miasta te 184,5 mln zł? Taka kwota padła na etapie konkursu na koncepcję stadionu, który jest jednak tylko preludium do procedury projektowej.

– Jesteśmy konfrontowani z jakąś fikcyjną kwotą, którą ktoś – bo nie my – przyjął, przygotowując konkurs na koncepcję stadionu. Znamy tylko kwotę całościową, 184 mln. Nie jesteśmy w stanie ocenić, gdzie ktoś popełnił błąd przy tym szacowaniu – zaznacza Radosław Radziecki, szef grupy projektantów.
– Kwota, którą podaliśmy – około 390 mln zł – jest wynikiem rzeczywistego sprawdzenia w terenie, a nie prognozy niepoprzedzonej badaniami. Trudno mówić o kosztach realizacji tego, co znajduje się w pracy konkursowej, jeśli nie jest ona zbieżna z końcowym projektem – uzupełnia mecenas Gruszczyński.

– Ktoś kiedyś powiedział, że ten stadion ma powstać za 190 milionów, ale dzisiaj my stwierdzamy, że sam teren zewnętrzny kosztuje 156 milionów – po rzetelnym sprawdzeniu, uwzględnieniu kosztów powstania dróg, parkingów. Skoro tak, to albo ktoś wcześniej zostawił 30 milionów na stadion i halę, albo miał 190 milionów na halę i stadion, a zapomniał o terenie zewnętrznym: ulicach, parkingach – podkreśla prezes Schlesiona.

Cena kompleksu sportowego stale też rosła wskutek usprawnień projektu proponowanych przez inwestora. Najważniejsze to ostateczne postawienie na pojemność stadionu rzędu 15 tys. miejsc – a nie 12, jak pierwotnie zakładano.

[…] Miasto mówi, że umowa zawiera zapis regulujący maksymalny koszt powstania kompleksu sportowego założony przez projektanta i jest to 184,5 mln. Projektant mówi, że takiego zapisu nie ma. Wcześniej przedstawia kosztorys na ponad 560 mln. Później, tłumacząc się jednym postawionym w złym miejscu (przy posadzkach!) przecinkiem, redukuje go – na razie werbalnie – o grubo ponad 100 milionów złotych. Miasto zaatakowało oświadczeniem, projektant zwołał dziennikarzy i skontrował. Nie wnikając w szczegóły oraz to, kto ma rację, i tak spokojnie można stwierdzić, że u progu trzeciej dekady XXI wieku chyba inaczej powinno wyglądać tworzenie czegokolwiek w stolicy wielkiej aglomeracji.

Trudno pojąć, dlaczego dwa tak poważne podmioty dyskutują ze sobą na łamach mediów, a nie u zbiegu ulic Dobrego Urobku i Bocheńskiego, gdzie ma powstać nowy stadion, którego brak to dla Katowic po prostu wstyd. I trudno dziwić się tym kibicom GieKSy, którzy traktują te wieści z „placu budowy” jako coś w rodzaju teatrzyku. To, co stanie się, gdy opadnie kurtyna, każdy może sobie dopowiedzieć.

Za epilog optymistycznie-realny uważam dziś doprowadzenie do końca głównej części tej inwestycji, czyli zbudowanie stadionu, hali i dwóch boisk treningowych, a wstrzymanie się z czterema boiskami, siecią dróg, tras rowerowych i czym tam jeszcze. Bez tej „dzielnicy”, jak mawiają niektórzy fani GieKSy, kosztorys powinien zmaleć o około 150 milionów złotych i wtedy spokojnie będzie można wdrożyć go w życie. A jeśli nie, to jakiś powód się znajdzie. Tego możemy być pewni.

 

Można odnieść wrażenie, że miasto chciało tego starcia

Rozmowa z Piotrem Koszeckim, prezesem „SK1964”, stowarzyszenia kibiców GKS-u Katowice.

Urząd Miasta oraz firma projektowa RS Architekci wymieniły się w ostatnich dniach oświadczeniami dotyczącymi budowy nowego stadionu w Katowicach. Komu bardziej uwierzyli kibice?
Piotr KOSZECKI: – Trafniej byłoby powiedzieć, że kibice GieKSy raczej nie wierzą – ani jednej, ani drugiej stronie. Czytając internetowe komentarze, większość uznaje racje firmy projektującej stadion, ale powtarza się też pytanie, jak można się pomylić w kosztorysie o ponad 100 milionów? To nie za dobrze świadczy o projektancie. Do tego, co przedstawiają obie strony, podchodzi się z dużą rezerwą.

[…] Jako katowiczanin znajduje pan odpowiedź na pytanie, czemu ten stadion miałby tu nie powstać?
Piotr KOSZECKI: – Trudno o jakąś teorię, skoro władze cały czas mówią, że zbudują. Prezydent Krupa ani razu nie zaprzeczył publicznym słowom sprzed bodaj dwóch lat, że pierwszy mecz na nowym stadionie rozegramy w rundzie wiosennej sezonu 2020/21. Nigdy żadną swoją wypowiedzią nie wycofał się z tej daty, a wszyscy zdajemy sobie sprawę, że jest to nierealny termin. Dlaczego ktoś nie chciałby nowego stadionu? Nie wiem, ale widać, że nie jest on priorytetem. Jako mieszkańcy Katowic pamiętamy sytuację Rynku; to, jak długo go modernizowano. Ostatecznie powstał, choć nie wiem, czy można to nazwać rynkiem… Trwało to w każdym razie niewspółmiernie długo do tego, ile trwać powinno. Może i jest wola wybudowania stadionu, ale znajduje się on najwyraźniej na dole listy miejskich priorytetów. Znów pojawiają się opinie, czy w ogóle jest sens tej inwestycji, czy znów by jej nie skonsultować. Były jednak prowadzone badania wśród mieszkańców; opowiedzieli się za tym, by powstał. Byłaby to też rewitalizacja terenów w okolicach Załęskiej Hałdy, gdzie ciut mniej się dzieje. Trzeba wbić łopatę i budować. A to jednak coś jest nie tak z działkami, a to projektant rozmija się z miastem… To bardzo dziwna sytuacja, niepokojąca.

Z publikacji wynika, że albo projektant, albo miasto, mija się z prawdą.
Piotr KOSZECKI: – Albo jednak okaże się, że obie strony mają rację, powołując się na jakieś przepisy wyższego rzędu… Ale dlaczego nie usiedli do stołu, nie porozmawiali? Przede wszystkim uważam, że nie powinno to być załatwiane przez media. To szokujące i wręcz dziecinne, że przez kilkanaście miesięcy był kontakt, a nagle, na ostatnim etapie, wszystko rozgrywa się na arenie publicznej, medialnej. Powtórzę, że niepokojąco to wygląda. Można odnieść wrażenie, że miasto przygotowywało się do opublikowania takiej informacji – i do tego, by iść z tą firmą na starcie.

Gdy prezesem GieKSy został Marek Szczerbowski, mówił o zawiązaniu okołoklubowej komisji ds. stadionu, do której zaprosił też przedstawicieli kibiców. Jaki był tego efekt?
Piotr KOSZECKI: – Powstała taka komisja, komórka. To, że będzie w niej uczestniczyło dwóch kibiców, miało nie ujrzeć światła dziennego, ale prezes Szczerbowski się tym pochwalił, więc to żadna tajemnica. Kibice z naszego ramienia zostali zaproszeni do tego, by móc sprawdzić pojawiające się pogłoski, że stadion jest źle zaprojektowany, że skyboxom brakuje wyjść z widokiem na murawę… Kibice dostali wgląd w projekt, nie znaleźli takich błędów i na tym skończyła się ich rola. Nasza opinia była taka, by jak najszybciej móc wbijać łopatę i budować. Nie ma co czekać. Zastanawiano się, czy budować halę, czy może jednak lodowisko, ale powtarzaliśmy, by budować, a nie bawić się już w kolejne analizy.

[…] Kibic GieKSy ma w ogóle jeszcze siłę emocjonować się tym, co dla tematu nowego stadionu przyniesie najbliższa przyszłość?
Piotr KOSZECKI: – Jesteśmy zmęczeni tym tematem, ale informacji nasłuchuje przecież każdy. Gdy wypłynęły w tym tygodniu te komunikaty, to temat mocno zaczął żyć. Wszyscy są ciekawi, czy kolejny projekt trafi do kosza? Czy miasto zacznie się zastanawiać, czy aby dobra jest ta lokalizacja; czy nie za droga ze względu na trudne podłoże? Czy jednak strony się dogadają i w przyszłym roku przejdziemy do kolejnego etapu? Coraz mniej kibiców wierzy w stadion, coraz bardziej jesteśmy zniechęceni, ale interesuje nas to. Tak jak dla rodzin przełomem, najważniejszym wydatkiem bywa kupno domu, tak dla GieKSy najważniejszy może być stadion. Klub nie będzie w stanie przeskoczyć określonego poziomu, jeśli tym stadionem będzie cały czas Bukowa.

 

GKS Katowice. Urlopy z błyskiem w oku

Od żadnego zawodnika nie usłyszałem, by chciał odejść z klubu – mówi trener Rafał Górak.

Klub z Bukowej nie opublikuje tej zimy listy transferowej z zawodnikami mogącymi szukać sobie nowych pracodawców.

– Chcemy, by prawie cała ta grupa ludzi dostała szansę w pozostałych do końca sezonu 14 meczach. Być może z klubu wypłynie jakaś informacja, ale tylko wtedy, jeśli będziemy na coś finalnie zdecydowani – oznajmia trener GieKSy, Rafał Górak.

[…] Na masowe odejścia tych, którzy grali mniej, zimą zatem przy Bukowej się nie zanosi. Osobna kwestia to ci, którzy spisywali się lepiej i mogłyby sięgnąć po nich wyżej notowane kluby.

– Dyrektor Góralczyk na razie nie informuje mnie o lawinie zapytań o naszych zawodników. Podchodzimy do tego realnie i na chłodno. Na dziś wiem, że tą samą ekipą 6 stycznia wracamy do zajęć.

[…] Co z ewentualnymi wzmocnieniami? Transferowej ofensywy raczej też nie ma się co spodziewać.

– Wiemy, na jakie pozycje szukamy ludzi, ale nie ma sensu o tym głośno mówić. Rynek potrafi szaleć. Gdy powiesz coś publicznie, to każdy teoretycznie dostępny zawodnik grający na takiej pozycji automatycznie staje się o kilka złotych droższy. Menedżerowie fikaliby salta z radości… Podejdźmy do tego spokojnie. Wiemy, o kogo chodzi, z kim rozmawiać. W niektórych przypadkach wcale nie szukamy zawodnika, który ma być nr 1 na danej pozycji – zaznacza katowicki trener, którego pytamy o aktualny profil kandydata do gry w GieKSie.

[…] Styczniowe przygotowania rozpoczną się w Katowicach dwutorowo.

– Chcemy sprawdzić trochę zawodników z niższych klas. Nie będą oni jednak od początku brali udziału w treningach z główną grupą, a obowiązywać ich będzie całkiem inny panel treningowy. Na razie jesteśmy po testach motorycznych. Wybraliśmy najbardziej obiecujących spośród nich. To zawodnicy z III i IV ligi. Będzie ich około ośmiu. Wyselekcjonowaliśmy ich poprzez obserwację meczów w niższych ligach czy opinii znajomych ludzi z innych rejonów Polski. Część widzieliśmy w akcji na żywo. Po dwóch tygodniach zdecydujemy, czy któryś z nich może jechać z nami na obóz do Bielska-Białej – informuje trener GieKSy.

W styczniu do grupy zawodników testowanych mogą dołączyć też ci, którzy ostatnio byli wypożyczeni z Katowic do niższych lig.

Zgrupowanie w Bielsku-Białej będzie jednym z dwóch zaplanowanych przez klub. Poza tym, drużyna ruszy też do Wałbrzycha.

– Zgrupowanie zagraniczne? Było tylko jedno hasło: by nikt nie miał takiego pomysłu. Wykluczyliśmy taką możliwość. Do Bielska pojedziemy, by spędzić trochę czasu w górach na treningu, na którym zawodnicy nie byli albo dawno, albo w ogóle. Dużo będzie się kręciło wokół motoryki, intensywnie pobiegamy, czekają nas przygody na Klimczoku czy Szyndzielni, zagramy też z Rekordem. Na drugi obóz pojedziemy do Wałbrzycha, gdzie są bardzo dobre warunki, świetny hotel, odnowa biologiczna na najwyższym poziomie. Na miejscu jest hala, boiska. To kapitalny ośrodek, optymalny dla nas – przekonuje Górak.

 

infokatowice.pl – Katowiccy radni chcą wyjaśnień w sprawie Stadionu Miejskiego. Na specjalnym posiedzeniu komisji

Katowiccy radni chcą wyjaśnień w sprawie Stadionu Miejskiego. Chcą nadzwyczajnego posiedzenia Komisji Rewizyjnej, gdzie proszony będzie temat projektowania, realizacji oraz kosztów stadionu, który planują zbudować władze miasta.

W najbliższy czwartek na sesji Rady Miasta Katowice będzie głosowany budżet miasta na 2020 rok, to właśnie na tej sesji radni zdecydują o wzięciu przez miasto kredytu – 170 mln zł. Większość z tych pieniędzy miała zostać wydana na sfinansowanie budowy stadionu, ten według szacunków miasta miał kosztować nieco ponad 184 mln zł.

Kosztorys przedstawiony przez firmę projektującą obiekt okazał się znacznie wyższy, mowa tutaj o ponad 561 mln zł, ale firma RS Architekci dokonała jego poprawy i teraz przedstawiła kwotą niespełna 400 mln zł. Stadion i hala – według RS Architekci – ma kosztować około 240 mln zł, kolejne 156 mln zł to boiska zewnętrzne i układ drogowy.

[…] W sprawie zorganizowania dodatkowego specjalnego posiedzenia Komisji Rewizyjnej, najlepiej wydawałoby się jeszcze przed sesją Rady Miasta Katowice, zawnioskowali radni Koalicji Obywatelskiej. W piątek złożyli wniosek o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia, na którym prezydent i podległe mu służby przedstawią informację w sprawie stadionu.

– Wszystkie niejasności i sprzeczne informacje które docierają do nas w ostatnich dniach muszą być wyjaśnione. Chcemy pomóc prezydentowi Marcinowi Krupie rozwiązać problem i jasno wytłumaczyć mieszkańcom ile ta inwestycja będzie kosztować – mówi Jarosław Makowski, szef klubu radnych Koalicji Obywatelskiej. Wniosek o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia złożyli radni – członkowie Komisji Rewizyjnej: Jarosław Makowski, Patrycja Grolik i Adam Szymczyk.

Zgodnie z regulaminem Rady Miasta, posiedzenie musi się odbyć w terminie 7 dni od wpłynięcia wniosku.

 

SIATKÓWKA

jasnet.pl – Derby dla Jastrzębskiego Węgla!

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla wygrali ósmy mecz z rzędu! W sobotnie popołudnie ekipa trenera Slobodana Kovacia w trzecim meczu pod wodzą Serba pokonała w derbach Śląska GKS Katowice 3:2 (20:25, 21:25, 25:20, 25:20, 15:10). Być może w innych okolicznościach narzekalibyśmy na stracony punkt, ale – po pierwsze – Katowice okazały się znacznie mocniejsze niż Halkbank Ankara, a po drugie – odwrócenie wyniku ze stanu 0:2 zawsze cieszy.

[…] Reasumując – oglądaliśmy dziś „dwa mecze”. W pierwszym nieco ospały Jastrzębski Węgiel na własne życzenie oddał Katowicom dwa sety (i tym samym jeden punkt), natomiast w drugim wszystko wróciło do normy i w zasadzie ani przez moment dominacja gospodarzy nie była zagrożona.

 

sportdziennik.pl – Pięć setów w Jastrzębiu-Zdroju. „Pomarańczowi” wyrwali dwa punkty.

[…] Pierwszy set sobotniej rywalizacji, przynajmniej jego początkowa faza, toczyła się zgodnie z przypuszczeniami. To jastrzębianie byli stroną przeważającą, ale w pewnym momencie coś się zacięło. Konkretnie w chwili, kiedy w polu zagrywki pojawił się Rafał Szymura. Było 15:13 dla Jastrzębskiego Węgla, ale przyjmujący GKS-u Katowice spowodował, że to jego zespół objął dwupunktową przewagę. W szeregi gospodarzy wkradł się chaos. Podopieczni Slobodana Kovaca zaczęli popełniać niewymuszone błędy, a grający swobodnie goście budowali swój kapitał. W drużynie ze stolicy Górnego Śląska wyróżniali się wspomniany Szymura, a także Kamil Kwasowski.

[…] Na początku drugiej odsłony wydawało się, że jastrzębianie złapali wreszcie właściwy rytm gry. Dawid Konarski był skuteczny w ataku i gospodarze zyskali dwa, trzy punkty przewagi, ale chwilę później ją roztrwonili. Niesamowita akcja w obronie, kiedy to katowiczanie wyciągnęli dwa razy niemal beznadziejną piłkę spowodowała, że to goście objęli prowadzenie 12:11. Następnie trwała wymiana ciosów, w której ewidentnie lepiej czuli się katowiczanie. Znów wygrali bardzo długą i ważną akcję, po której trener Kovac zdecydował się na challenge. Okazało się jednak, że to sędziowie mieli rację i słusznie przyznali punkt gościom. Zrobiło się 21:19 dla GKS-u i takiego kapitału, jeszcze go powiększając, katowiczanie nie wypuścili z rąk. Wygrali seta do 21 i zapewnili sobie przynajmniej jeden punkt w tym spotkaniu.

Szkoleniowiec jastrzębskiej drużyny dostrzegł już w drugim secie, że dzieje się coś niedobrego. Zdjął z boiska Christiana Fromma, którego zastąpił Dominik Depowski. Ponadto źle wyglądał Jurij Gładyr, a w jego miejsce pojawił się na parkiecie Michał Szalacha. Zmiany dobrze podziałały na drużynę. Można powiedzieć że od pewnego momentu jastrzębianie przejęli kontrolę nad setem, a kiedy wspomniany Depowski skończył przechodzącą piłkę po zagrywce Konarskiego, zrobiło się 19:15 dla JW.

[…] Tym razem jastrzębianie sprawy nie pokpili i pewnie seta wygrali do 20. Nie było jednak tak, że wszystko zrobili idealnie. Proste błędy przytrafiały im się również w czwartej odsłonie.

[…] A ojcem zwycięstwa jastrzębian w czwartej odsłonie śmiało można nazwać Jakuba Buckiego. Który po raz pierwszy pojawił się na boisku i posłał na katowicką stronę dwie „bomby” z zagrywki. W obu przypadkach rywale nie poradzili sobie w przyjęciu, choć w tym elemencie imponowali na przestrzeni całego spotkania.
Tomasz Fornal, blokując Jakuba Jarosza na 8:5 w tie breaku, dał jastrzębianom pewnego rodzaju komfort. Chodziło jednak o to, aby gospodarze nie uwierzyli zbyt wcześnie, że mecz już jest wygrany. Zadbał o to duet Konarski – Depowski. Pierwszy z wymienionych pewnie skończył atak ze skrzydła, a drugi zablokował Szymurę i zrobiło się 10:6. Goście stracili wówczas wiarę w to, że mogą wygrać ten mecz. „Pomarańczowi” doprowadzili sprawę do końca. Wykorzystując już pierwszą piłkę meczową. Ewidentnie w realizacji zadania pomógł gospodarzom Kwasowski, który wpakował ostatnią w tym meczu piłkę w siatkę.

 

siatka.org – Plusliga: Jastrzębski Węgiel odwrócił losy meczu

Zbliżają się święta, a w nich jak wiadomo najważniejsza jest tradycja. Tradycyjnie więc GKS Katowice rozegrał pięciosetowe spotkanie – ósme z jedenastu dotychczasowych. Wydawało się, że katowiczanie mogą sprawić niespodziankę w Jastrzębiu. Po dwóch setach „Gieksa” prowadziła 2:0, ale wtedy obudzili się gospodarze i doprowadzili do remisu. W nim nie dali szans rywalom i zainkasowali dwa punkty.

[…] Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice 3:2 (20:25, 21:25, 25:20, 25:20, 15:10)

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Łopuski: Jestem dobrej myśli

Mikołaj Łopuski przechodzi rehabilitację po kontuzji kolana, jakiej nabawił się na początku okresu przygotowawczego. Kiedy wróci na lód?

[…] – W styczniu czeka mnie kontrolny rezonans i po nim dużo się dowiemy, między innymi kiedy będę mógł wrócić na lód – powiedział „Miki”.

– Zawsze jestem dobrej myśli. Poza tym czuję się już znacznie lepiej. Myślę, że w styczniu będę mógł wyjść na lód i decydujące będzie to, jak się będę czuł podczas pierwszych ćwiczeń.

Doświadczony napastnik zamierza zrobić wszystko, aby być gotowym na końcówkę sezonu.

– Przede wszystkim jednak chcę pomóc mojej drużynie, bez względu na to, jaką rolę będę odgrywał – stwierdził Łopuski, który w poprzednim sezonie, z 24 bramkami, był drugim najlepszym strzelcem GKS-u Katowice. O dwa trafienia więcej zdobył od niego tylko Jesse Rohtla.

Podkreślił też, że odczuwa ogromne wsparcie ze strony kibiców, szefostwa klubu, jak i kolegów z zespołu.

– Odczuwam chęć odwdzięczenia się za to. To daje mi dużo energii i motywuje mnie do codziennej pracy – zakończył zawodnik GieKSy.

 

Piłkarski wynik w Gdańsku. Niezawodny Vítek daje trzy punkty.

Tylko 14 strzałów wystarczyło Lotosowi PKH Gdańsk do odniesienia zwycięstwa z GKS Katowice. W piątkowy wieczór na niespełna dwie minuty przed końcową syreną zwycięskiego gola zdobył doświadczony czeski napastnik Josef Vítek.

Gdańszczanie do piątkowego meczu przystąpili bez sześciu podstawowych zawodników. Do grona licznych absencji dołączył obrońca Tomasz Pastryk, który się rozchorował. Spotkanie, jak dwa poprzednie tych ekip, rozpoczęło się niemrawo.

[…] Przyjezdni włączyli wyższy bieg na początku drugiej tercji. Bezbramkowy remis utrzymywał się tylko dzięki wspaniałej postawie Tomáša Fučíka, który obronił strzały Paszka, Makkonena i Turtiainena. Po stronie gospodarzy najlepszą okazję zmarnował Krystian Mocarski, który przestrzelił będąc sam na sam z Robinem Rahmem.

Pewnym było, że spotkanie rozstrzygnie jedyny gol. Drużyna, która otworzyłaby wynik, wyszłaby zwycięsko z tego meczu. Tak też się stało. „Profesor Vitek” resztkami sił wyszedł do kontry i mając obrońcę na plecach, zdołał znaleźć lukę między sprzętem bramkarskim szwedzkiego golkiper GieKSy. Dla Lotosu była to setna bramka w tegorocznych rozgrywkach.

Katowczanie mieli 109 sekund na doprowadzenie do remisu, ale mimo wycofania bramkarza, ta sztuka im się nie udała. Po raz trzeci, więc spotkanie gdańszczan z katowiczanami rozstrzygnęła zaledwie jedna bramka. Zwycięstwo to dla Lotosu jest tym bardziej cenne, że pozwoliło zbliżyć się na odległość 4 „oczek” do zajmującego 5. miejsce GKS-u Katowice.

[…] Lotos PKH Gdańsk – GKS Katowice 1:0 (0:0, 0:0, 1:0)

 

sportdziennik.pl – Kolejka PHL. Realizacja ultimatum

Perfekcyjne dwie tercje w wykonaniu gospodarzy przesądziły o wygranej.

Oświęcimianie podobno dostali od działaczy ultimatum, że przed świętami muszą znaleźć się na trzecim miejscu w tabeli. W tej sytuacji ostro wzięli do roboty i odnieśli dwa zwycięstwa z rzędu. Najpierw pokonali „Pasy” 6:1, zaś wczoraj uporali się z GKS-em Katowice 5:3, a wszystko rozstrzygnęli już po 40 minutach. Gospodarze zasłużyli na słowa uznania za dwie tercje, zaś w ostatniej sami sobie zafundowali nerwowe chwile.

[…] Gospodarze mieli zdecydowaną przewagę i kolejny gol wisiał w powietrzu. W końcu goście zwarli szeregi i gra nieco się wyrównała. Gdy Filip Starzyński przebywał w boksie kar, goście w 13 min wyprowadzili kontrę, ale Jaakko Turtiainen w sytuacji sam na sam trafił w bramkarza. 5 min później w podobnej sytuacji znalazł się Marcin Kolusz i również spudłował.

Druga odsłona miała kluczowe znaczenie. Gospodarze szybko i w niewielkim odstępie zdobyli dwie „filmowe” bramki. Najpierw Martin Przygodzki niczym wytrawny golfista uderzył krążek z powietrza i ten zatrzepotał w siatce. Z kolei Gregor Koblar przymierzył z kilku metrów i „guma” wpadła tuż obok słupka.

Nieporadność katowiczan była zadziwiająca i w 26 min Tommi Satosaari wziął czas, by zmobilizować rozkojarzonych. Nic z tego, bo gospodarze nie zamierzali zwalniać tempa i strzelili kolejne gole. Gdy gospodarze pod koniec tercji zwolnili tempo, goście nieco więcej czasu przebywali w ich strefie. Na otarcie łez Turtiainen w końcu zdołał pokonać Clarke’a Saudersa. W ostatniej tercji gospodarze mocno spuścili z tonu i oddali inicjatywę. Efektem były dwa gole katowiczan, ale na więcej nie było ich stać.

[…] RE-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 5:3 (1:0, 4:1, 0:2)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga