Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Dwie trzecie planu wykonane

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jesteśmy w dwóch trzecich drogi w tym końcówkowo-październikowym maratonie trzech meczów w ciągu siedmiu dni. Za katowiczanami dwa spotkania w cyklu sobota – wtorek, teraz czekają nas dwa dni oddechu i już pojutrze kolejna batalia o ligowe punkty – tym razem w Niecieczy.

Piłkarze Rafała Góraka mieli swoje zadanie do wykonania w starciu z drużyną z niższej ligi. I choć ŁKS nie jest w tym sezonie jakąś wybitnie grającą ekipą, to zespół znajdujący się w środku pierwszoligowej stawki nie jest też jakimś słabeuszem – zwłaszcza u siebie podopieczni Szymona Grabowskiego notują całkiem przyzwoite rezultaty. Piłkarze z Łodzi potrafili rozgromić Polonię Bytom 5:0, zostawić w pokonanym polu Stal Mielec czy GKS Tychy, zremisowali 0:0 z zawsze groźną Wieczystą. W poprzedniej rundzie Pucharu Polski strzelili pięć bramek Chrobremu, który też obecnie jest w czołówce tabeli. Nasz zespół więc – mimo że był faworytem – nie przystępował do rywalizacji z ułomkami.

GieKSa rozegrała do pewnego momentu bardzo dobre spotkanie. Była o dwie klasy lepsza od rywala, nasz zespół stworzył sobie niezliczoną liczbę sytuacji bramkowych, Bartosz Nowak ponownie co rusz wypuszczał naszych piłkarzy do bardzo korzystnych okazji, tak że pisząc relację, zaczynało mi brakować synonimów na tę okoliczność. Sam też swoje strzały oddawał. GKS dwa razy do siatki trafił, a tych bramek mogło być i cztery, i pięć. Zawodziła skuteczność, co czasem wynikało z braku odrobiny precyzji, dozy szczęścia (słupek Wędrychowskiego), a czasem jednak z nonszalancji – mam na myśli szansę Ilji Szkurina z pierwszej połowy (lob?) czy Bartka Nowaka, który nawinął Krykuna i oddał strzał, który z tego kąta nie miał zbyt wielkich szans powodzenia. Ale Bartkowi wybaczmy, bo to Pan Piłkarz i sam najlepiej wie, co robi.

To trochę wybrzydzanie, bo przecież i tak dwa gole GieKSa zdobyła. Arkadiusz Jędrych pewnie wykorzystał pierwszy od niepamiętnych czasów rzut karny podyktowany dla naszej drużyny. Naprawdę – 28 meczów bez rzutu karnego dla GKS to lekka przesada… Ostatnią jedenastkę mieliśmy na początku roku w Częstochowie i wówczas nie wykorzystał jej właśnie nasz kapitan. Tym razem nie dał szans młodemu golkiperowi rywali. W końcu też trafił do siatki Ilja. I choć możemy narzekać na te niewykorzystane sytuacje, to napastnik ma już na koncie cztery gole w GKS – po dwa w lidze i Pucharze Polski – i jest to całkiem niezły rezultat. Zawodnik gra i strzela, nie ma już tej zapaści, którą przeżywał przez pewien okres w Legii Warszawa. U nas trafia i miejmy nadzieję, że Katowice będą jego piłkarskim miejscem na ziemi.

GieKSa nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie zmajstrowała w końcówce meczu. Fazy meczu są różne, jednak znów daliśmy się w niekontrolowany sposób zepchnąć do defensywy aż za bardzo. Tak było w Lublinie, to się powtórzyło – choć nie aż w takim wymiarze – z eŁKSą. Sama stracona bramka to kiks, pech, trudno tu w ogóle jakoś szczególnie winić zawodnika, może w kontekście niefrasobliwości, ale to czepianie się na siłę. Zagrał niefortunnie, ale żeby piłka po takim nieczystym kopnięciu idealnie wpadła w długi róg, to trzeba być… piłkarzem GieKSy. Po prostu się zdarzyło. Sam irytowałem się wiele razy w tym czy poprzednim sezonie za nieogarnięcie naszych obrońców w wielu sytuacjach, po których traciliśmy bramki. Tutaj jedynie można było wzruszyć ramionami, tak jak to Arek zrobił, gdy zorientował się, że piłka wpadła do siatki.

Problemem nie była ta interwencja, tylko niewykorzystane sytuacje plus utrata kontroli w końcówce. GieKSa już nie grała swojej gry, oczywiście też zmiany zrobiły swoje, bo w końcówce nasz zespół grał rzeczywiście w jakimś dziwnym zestawieniu. Mimo to, nawet po utracie bramki, można było ten mecz domknąć szybciej, bo Rejczyk miał znakomitą okazję.

Fakt jest taki, że GKS awansował do 1/8 finału po raz pierwszy od… 10 lat. Naprawdę ostatnie dwie dekady to była seria kompromitacji. Teraz wygląda na to, że w końcu traktujemy ten puchar poważnie. Cieszy to, że trener deklaruje, że choć rotowanie składem ma miejsce i trzeba się tego spodziewać, to zmiany w jedenastce są na poziomie czterech-pięciu, a nie np. dziewięciu. Wiemy, jak się na tym sparzyli w ostatnim czasie choćby trenerzy Lecha czy Legii. GieKSa gra dalej i dzięki temu znów będziemy mogli przeżywać emocje z wtorkowym losowaniem, a potem samą rywalizacją. To, co piękne w tych rozgrywkach to to, że nie wiemy, czy los przydzieli nam czołową ekipę z naszej ekstraklasy czy jakiegoś rywala z trzeciej ligi. Różnorodność jest ogromna. Cokolwiek by się nie działo – czekają nas grudniowe emocje na (niemal) zakończenie piłkarskiego roku.

Choć ta końcówka zszargała znów nasze nerwy, to nie ma co narzekać, choć widzę, że niektórzy kibice to robią. Tak, jakby zapomnieli, że do meczu z Motorem GKS wygrał zaledwie dwa spotkania w lidze i jedno w Pucharze. A od meczu z drużyną z Lublina podwoiliśmy ten dorobek. Obecnie GKS ma serię (tak, już można tak powiedzieć) trzech zwycięstw z rzędu, w tym dwóch wyjazdowych. Wygraliśmy ze średnim Motorem, mocną Koroną i nieco słabszym ŁKS. GieKSa w końcu gra swoje i choć jeszcze nieraz zapewne przyjdzie porażka, to widać tendencję rosnącą.

Dodatkowo patrząc na szerszy kontekst – jest naprawdę inaczej, niż kiedyś. W ostatnich wielu latach taki mecz jak z ŁKS, GieKSa by przegrała. Wyglądałoby to tak, że od początku mamy przewagę, stwarzamy kilka dobrych sytuacji (ale nie tak dużo) i mamy 0:0 do przerwy. W końcówce gospodarze orientują się, że mogą wygrać, więc przypuszczają frontalny atak, strzelają gola i do widzenia. Takich spotkań rozegraliśmy dużo, to był nieszczęsny piłkarski vibe GieKSy. Teraz przewaga została udokumentowana dwiema bramkami, więc nawet ofensywa ŁKS w końcówce nie dała im doprowadzenia do remisu.

Za chwilę Termalica. Miejsce w tabeli i dorobek punktowy są, jakie są, ale musimy też pamiętać o jednym. Nie lekceważąc rywala z Niecieczy, to to jak słabo, a wręcz beznadziejnie ostatnio prezentują się podopieczni Marcina Brosza, a także ekipa Piasta – to fakt, że my z nimi nie graliśmy, a inni tak – również determinuje, że jesteśmy w dolnych rejonach. Oczywiście nie ma żadnej pewności, że wygramy zarówno z Termaliką, jak i Piastem, ale jeśli GKS zagra swoje, a te drużyny… „swoje”, to szansa na trzy, cztery czy sześć punktów na pewno się pojawi. W tabeli już po dwóch ostatnich wygranych poprawiliśmy swoją sytuację. W przypadku sensownego zapunktowania w piątek i za tydzień w sobotę nasza sytuacja może nagle i nieoczekiwanie zrobić się po prostu bardzo dobra.

Do tego jednak daleka droga. Najpierw skupmy się na Niecieczy, bo oprócz tego antyfutbolu prezentowanego przez tę drużynę, trzeba patrzeć na to, że muszą się oni kiedyś odbić. Ciut lepiej to wyglądało w drugiej połowie ich meczu z Zagłębiem Lubin. Ale nadal to nie było nic niezwykłego na tyle, by nie jechać tam walczyć o trzy punkty. GieKSa jest lepsza od kilku drużyn w tej lidze, ale to trzeba systematycznie udowadniać na boisku i nie powielać tych błędów związanych choćby z nadmiernym daniem się zepchnąć do defensywy. Trener nieraz mówi o obronie niskiej, ale niech ta obrona niska nie będzie na linii szesnastki, bo to zawsze pachnie utratą bramki. Wrzutka, odbicie, przebitka i rywal już ma sytuację bramkową. Przerabialiśmy to nieraz.

Jeśli jednak GKS zagra solidnie w defensywie, tak jak to miało miejsce z Koroną i – mimo wszystko z ŁKS również, bo przecież rywale nie doszli do nie wiadomo jakich sytuacji – to będzie już połowa sukcesu. Druga połowa – jakkolwiek by to nie zabrzmiało „łatwiejsza” – to wykreowanie sobie sytuacji bramkowych. Piszę „łatwiejsza”, bo GieKSa to ostatnio robi w każdym meczu i po prostu to potrafi. Wielu kibiców zarzucało wcześniej, że gra GKS jest do bólu przewidywalna. Jednak jak się okazuje, nie jest tak do końca, bo tych sytuacji ostatnio jest bardzo dużo, a i bramki nasz zespół potrafi strzelać. Gdyby w Łodzi skończyło się – tak jak wspomniałem – nawet i pięcioma trafieniami, nikt nie mógłby mieć zastrzeżeń czy opinii, że było to dziełem przypadku.

W tym ligowym przerywniku, jakim jest puchar, znów doświadczyliśmy sporo radości. Teraz jeszcze przez chwilę możemy poemocjonować się rundą, w której to inni muszą się spiąć i walczyć o awans. Katowiczanie natomiast mogą się skupić na meczu ligowym, ale przede wszystkim regeneracji. Dwa z trzech zadań wykonali wyśmienicie. Teraz chodzi o to, żeby z tym kopem dać z wątroby w Niecieczy i zakończyć ten trójmecz już naprawdę z wyśmienitymi humorami. W rozpisce zamieszczonej przez klub po meczu z Niecieczy piłkarze będą mieli dwa dni wolnego. Kolejne spotkanie dopiero w przyszłą sobotę, będzie więc dużo czasu na odpoczynek i zebranie sił.

Za Łódź – dziękujemy. Dobra robota!

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Malkontent

    29 października 2025 at 15:43

    Jak na rezerwowy skład i warunki atmosferyczne zawodnicy zagrali dobry mecz strzelili 3 bramki szkoda ze jedną do swojej bramki.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga