Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Dwie trzecie planu wykonane

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jesteśmy w dwóch trzecich drogi w tym końcówkowo-październikowym maratonie trzech meczów w ciągu siedmiu dni. Za katowiczanami dwa spotkania w cyklu sobota – wtorek, teraz czekają nas dwa dni oddechu i już pojutrze kolejna batalia o ligowe punkty – tym razem w Niecieczy.

Piłkarze Rafała Góraka mieli swoje zadanie do wykonania w starciu z drużyną z niższej ligi. I choć ŁKS nie jest w tym sezonie jakąś wybitnie grającą ekipą, to zespół znajdujący się w środku pierwszoligowej stawki nie jest też jakimś słabeuszem – zwłaszcza u siebie podopieczni Szymona Grabowskiego notują całkiem przyzwoite rezultaty. Piłkarze z Łodzi potrafili rozgromić Polonię Bytom 5:0, zostawić w pokonanym polu Stal Mielec czy GKS Tychy, zremisowali 0:0 z zawsze groźną Wieczystą. W poprzedniej rundzie Pucharu Polski strzelili pięć bramek Chrobremu, który też obecnie jest w czołówce tabeli. Nasz zespół więc – mimo że był faworytem – nie przystępował do rywalizacji z ułomkami.

GieKSa rozegrała do pewnego momentu bardzo dobre spotkanie. Była o dwie klasy lepsza od rywala, nasz zespół stworzył sobie niezliczoną liczbę sytuacji bramkowych, Bartosz Nowak ponownie co rusz wypuszczał naszych piłkarzy do bardzo korzystnych okazji, tak że pisząc relację, zaczynało mi brakować synonimów na tę okoliczność. Sam też swoje strzały oddawał. GKS dwa razy do siatki trafił, a tych bramek mogło być i cztery, i pięć. Zawodziła skuteczność, co czasem wynikało z braku odrobiny precyzji, dozy szczęścia (słupek Wędrychowskiego), a czasem jednak z nonszalancji – mam na myśli szansę Ilji Szkurina z pierwszej połowy (lob?) czy Bartka Nowaka, który nawinął Krykuna i oddał strzał, który z tego kąta nie miał zbyt wielkich szans powodzenia. Ale Bartkowi wybaczmy, bo to Pan Piłkarz i sam najlepiej wie, co robi.

To trochę wybrzydzanie, bo przecież i tak dwa gole GieKSa zdobyła. Arkadiusz Jędrych pewnie wykorzystał pierwszy od niepamiętnych czasów rzut karny podyktowany dla naszej drużyny. Naprawdę – 28 meczów bez rzutu karnego dla GKS to lekka przesada… Ostatnią jedenastkę mieliśmy na początku roku w Częstochowie i wówczas nie wykorzystał jej właśnie nasz kapitan. Tym razem nie dał szans młodemu golkiperowi rywali. W końcu też trafił do siatki Ilja. I choć możemy narzekać na te niewykorzystane sytuacje, to napastnik ma już na koncie cztery gole w GKS – po dwa w lidze i Pucharze Polski – i jest to całkiem niezły rezultat. Zawodnik gra i strzela, nie ma już tej zapaści, którą przeżywał przez pewien okres w Legii Warszawa. U nas trafia i miejmy nadzieję, że Katowice będą jego piłkarskim miejscem na ziemi.

GieKSa nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie zmajstrowała w końcówce meczu. Fazy meczu są różne, jednak znów daliśmy się w niekontrolowany sposób zepchnąć do defensywy aż za bardzo. Tak było w Lublinie, to się powtórzyło – choć nie aż w takim wymiarze – z eŁKSą. Sama stracona bramka to kiks, pech, trudno tu w ogóle jakoś szczególnie winić zawodnika, może w kontekście niefrasobliwości, ale to czepianie się na siłę. Zagrał niefortunnie, ale żeby piłka po takim nieczystym kopnięciu idealnie wpadła w długi róg, to trzeba być… piłkarzem GieKSy. Po prostu się zdarzyło. Sam irytowałem się wiele razy w tym czy poprzednim sezonie za nieogarnięcie naszych obrońców w wielu sytuacjach, po których traciliśmy bramki. Tutaj jedynie można było wzruszyć ramionami, tak jak to Arek zrobił, gdy zorientował się, że piłka wpadła do siatki.

Problemem nie była ta interwencja, tylko niewykorzystane sytuacje plus utrata kontroli w końcówce. GieKSa już nie grała swojej gry, oczywiście też zmiany zrobiły swoje, bo w końcówce nasz zespół grał rzeczywiście w jakimś dziwnym zestawieniu. Mimo to, nawet po utracie bramki, można było ten mecz domknąć szybciej, bo Rejczyk miał znakomitą okazję.

Fakt jest taki, że GKS awansował do 1/8 finału po raz pierwszy od… 10 lat. Naprawdę ostatnie dwie dekady to była seria kompromitacji. Teraz wygląda na to, że w końcu traktujemy ten puchar poważnie. Cieszy to, że trener deklaruje, że choć rotowanie składem ma miejsce i trzeba się tego spodziewać, to zmiany w jedenastce są na poziomie czterech-pięciu, a nie np. dziewięciu. Wiemy, jak się na tym sparzyli w ostatnim czasie choćby trenerzy Lecha czy Legii. GieKSa gra dalej i dzięki temu znów będziemy mogli przeżywać emocje z wtorkowym losowaniem, a potem samą rywalizacją. To, co piękne w tych rozgrywkach to to, że nie wiemy, czy los przydzieli nam czołową ekipę z naszej ekstraklasy czy jakiegoś rywala z trzeciej ligi. Różnorodność jest ogromna. Cokolwiek by się nie działo – czekają nas grudniowe emocje na (niemal) zakończenie piłkarskiego roku.

Choć ta końcówka zszargała znów nasze nerwy, to nie ma co narzekać, choć widzę, że niektórzy kibice to robią. Tak, jakby zapomnieli, że do meczu z Motorem GKS wygrał zaledwie dwa spotkania w lidze i jedno w Pucharze. A od meczu z drużyną z Lublina podwoiliśmy ten dorobek. Obecnie GKS ma serię (tak, już można tak powiedzieć) trzech zwycięstw z rzędu, w tym dwóch wyjazdowych. Wygraliśmy ze średnim Motorem, mocną Koroną i nieco słabszym ŁKS. GieKSa w końcu gra swoje i choć jeszcze nieraz zapewne przyjdzie porażka, to widać tendencję rosnącą.

Dodatkowo patrząc na szerszy kontekst – jest naprawdę inaczej, niż kiedyś. W ostatnich wielu latach taki mecz jak z ŁKS, GieKSa by przegrała. Wyglądałoby to tak, że od początku mamy przewagę, stwarzamy kilka dobrych sytuacji (ale nie tak dużo) i mamy 0:0 do przerwy. W końcówce gospodarze orientują się, że mogą wygrać, więc przypuszczają frontalny atak, strzelają gola i do widzenia. Takich spotkań rozegraliśmy dużo, to był nieszczęsny piłkarski vibe GieKSy. Teraz przewaga została udokumentowana dwiema bramkami, więc nawet ofensywa ŁKS w końcówce nie dała im doprowadzenia do remisu.

Za chwilę Termalica. Miejsce w tabeli i dorobek punktowy są, jakie są, ale musimy też pamiętać o jednym. Nie lekceważąc rywala z Niecieczy, to to jak słabo, a wręcz beznadziejnie ostatnio prezentują się podopieczni Marcina Brosza, a także ekipa Piasta – to fakt, że my z nimi nie graliśmy, a inni tak – również determinuje, że jesteśmy w dolnych rejonach. Oczywiście nie ma żadnej pewności, że wygramy zarówno z Termaliką, jak i Piastem, ale jeśli GKS zagra swoje, a te drużyny… „swoje”, to szansa na trzy, cztery czy sześć punktów na pewno się pojawi. W tabeli już po dwóch ostatnich wygranych poprawiliśmy swoją sytuację. W przypadku sensownego zapunktowania w piątek i za tydzień w sobotę nasza sytuacja może nagle i nieoczekiwanie zrobić się po prostu bardzo dobra.

Do tego jednak daleka droga. Najpierw skupmy się na Niecieczy, bo oprócz tego antyfutbolu prezentowanego przez tę drużynę, trzeba patrzeć na to, że muszą się oni kiedyś odbić. Ciut lepiej to wyglądało w drugiej połowie ich meczu z Zagłębiem Lubin. Ale nadal to nie było nic niezwykłego na tyle, by nie jechać tam walczyć o trzy punkty. GieKSa jest lepsza od kilku drużyn w tej lidze, ale to trzeba systematycznie udowadniać na boisku i nie powielać tych błędów związanych choćby z nadmiernym daniem się zepchnąć do defensywy. Trener nieraz mówi o obronie niskiej, ale niech ta obrona niska nie będzie na linii szesnastki, bo to zawsze pachnie utratą bramki. Wrzutka, odbicie, przebitka i rywal już ma sytuację bramkową. Przerabialiśmy to nieraz.

Jeśli jednak GKS zagra solidnie w defensywie, tak jak to miało miejsce z Koroną i – mimo wszystko z ŁKS również, bo przecież rywale nie doszli do nie wiadomo jakich sytuacji – to będzie już połowa sukcesu. Druga połowa – jakkolwiek by to nie zabrzmiało „łatwiejsza” – to wykreowanie sobie sytuacji bramkowych. Piszę „łatwiejsza”, bo GieKSa to ostatnio robi w każdym meczu i po prostu to potrafi. Wielu kibiców zarzucało wcześniej, że gra GKS jest do bólu przewidywalna. Jednak jak się okazuje, nie jest tak do końca, bo tych sytuacji ostatnio jest bardzo dużo, a i bramki nasz zespół potrafi strzelać. Gdyby w Łodzi skończyło się – tak jak wspomniałem – nawet i pięcioma trafieniami, nikt nie mógłby mieć zastrzeżeń czy opinii, że było to dziełem przypadku.

W tym ligowym przerywniku, jakim jest puchar, znów doświadczyliśmy sporo radości. Teraz jeszcze przez chwilę możemy poemocjonować się rundą, w której to inni muszą się spiąć i walczyć o awans. Katowiczanie natomiast mogą się skupić na meczu ligowym, ale przede wszystkim regeneracji. Dwa z trzech zadań wykonali wyśmienicie. Teraz chodzi o to, żeby z tym kopem dać z wątroby w Niecieczy i zakończyć ten trójmecz już naprawdę z wyśmienitymi humorami. W rozpisce zamieszczonej przez klub po meczu z Niecieczy piłkarze będą mieli dwa dni wolnego. Kolejne spotkanie dopiero w przyszłą sobotę, będzie więc dużo czasu na odpoczynek i zebranie sił.

Za Łódź – dziękujemy. Dobra robota!

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Malkontent

    29 października 2025 at 15:43

    Jak na rezerwowy skład i warunki atmosferyczne zawodnicy zagrali dobry mecz strzelili 3 bramki szkoda ze jedną do swojej bramki.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Sosnowcu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.

Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.

W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.

W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)

1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.

GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.

Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.

Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.

Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!

We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.

Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.

Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.

Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.

I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.

Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.

Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.

W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.

GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.

Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.

Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.

Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.

Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Witek: Każdy może zostać mistrzem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.

Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.

We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.

Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.

Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.

Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.

Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.

Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.

Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga