Kibice
Dynamo Drezno: Jak to się zaczęło i zakończyło
W zinie wyjazdowym ukazała się historia kontaktów kibiców GieKSy z fanami niemieckiego Dynama Drezno. Dziś publikujemy cały tekst na łamach GieKSa.pl. Autorem jest Eric Cantona.
Kibice GieKSy, jeśli weźmiemy pod uwagę międzynarodowe znajomości, są w pewnych kryteriach ewenementem, którego polska scena kibicowska nie widziała. Od 1996 roku mieliśmy zgodę z Banikiem Ostrava, a dzięki tej przyjaźni nawiązaliśmy kontakty i utworzyliśmy układ chuligański ze słowackim Spartakiem Trnava. Mimo to w Polsce wciąż obowiązywała zasada: „Sami przeciw wszystkim”, która była naszym znakiem firmowym. Mało jest w kraju ekip, które przez ponad 20 lat z nikim z polskiego podwórka nie miały sztamy i potrafiły przez ten czas funkcjonować na dobrym poziomie.
Kilkanaście lat temu powstała nowa międzynarodowo relacja – tym razem polsko-niemiecka. Wiele osób (szczególnie z niemieckiej strony) myślało, że urodzi się z tego coś więcej. Od czego się zaczęło i jak to się zakończyło?
Preludium całej historii zaczyna się w 1997 roku. Miros, przedstawiciel Paderewy i fanatyk GieKSy, w wieku 13 lat przeprowadza się wraz z rodzicami do wschodnich Niemiec. Zamieszkał nieopodal Drezna – w Radebeul. Wyjeżdżając z Polski, nie zapomniał o swoim przywiązaniu do GieKSy, biorąc ze sobą płótno „Forever GKS”, które będzie wisiało w kolejnych latach na Rudolf-Harbig-Stadion.
Miros kochający piłkę nożną, zaczął uczęszczać na stadion miejscowego Dynama, a atmosfera na trybunach zaczęła go mocno fascynować. Udzielał się w młynie, dojrzewał wśród fanatyków Dynama i zaczął poznawać wszystkie ważniejsze osoby. Po czasie rozpoczął treningi, wyjazdy, wspólne imprezy, stadionowe awantury i ustawki – stał się jednym z nich, nie będąc już anonimową personą wśród chłopaków z Drezna.
Wspomnianą flagę „Forever GKS” zabrał po raz pierwszy na wyjazd do Plauen w 1999 roku. W Niemczech panował zupełnie inny klimat niż w Polsce, jeśli chodzi o wywieszanie swojego płótna na trybunach. Mając akceptację wśród swoich kolegów, nikt specjalnie nie zwracał uwagi na fanę sławiącą GKS, tym bardziej że barwy miała mocno zbliżone do Dynama.
Dynamo w tamtym okresie było „podjarane” polską sceną kibicowską, która wtedy miała swoje złote lata. Mieliśmy awantury, a flagi na naszych stadionach typu: Banditen, Fighters czy South Boys bardzo im się podobały. Międzynarodowy skrót „ACAB” jest znany w całej Europie, ale Dynamo czy FC Nurnberg woleli powiesić u siebie flagę „CHWDP” – wszystko po prostu z fascynacji polską sceną.
Zawioł, przyjaciel Mirosa, zaczął pisać z nim zin „Bad Boys”, który ujrzał przynajmniej 5 numerów, z redakcją korespondencyjną w Niemczech. Wspominam o tym tytule zina, ponieważ w późniejszych latach za prośbą Mirosa, ultrasi Dynama namalowali ręcznie znaną flagę „Bad Boys – Dumni po zwycięstwie – Wierni po porażce – Drezno”, która na żywo robiła ogromne wrażenie. Tych flag ręcznie robionych ultrasi z Drezna namalowali wiele i trzeba przyznać, że mieli spore umiejętności, bo wiele z nich do dziś powiewa na meczach Dynama.
Z inicjatywy Mirosa, w 2000 roku doszło do pierwszego nawiązania relacji GKS – SGD. Zaprosił on kilku fanów Dynama do Katowic, gdzie na Paderwie w swoim starym mieszkaniu, zaczęli wspólnie (wraz z fanami GKS) oglądać na VHS-e awantury oraz ustawki z udziałem chuliganów Dynama. Po czasie relacje zaczęły się polepszać, ale głównie na linii ultrasów obu grup. Wówczas oprawami na trybunach GieKSy zajmowała się ekipa Net F@ns GieKSa, która była naszą pierwszą oficjalną grupą ultras na Bukowej. Tematu z oficjalnym układem nigdy nie było, bo zgodę na to musiałaby wydać chuliganka GKS-u.
W Dreźnie było inaczej. Tam podział na grupy chuligańskie i ultras był tak wielki, że każda z frakcji mogła zawierać swoje zgody i one nie dotyczyły reszty młyna. Po prostu taki mieli klimat. Jednak nasza znajomość trwała, mimo iż nie była jakoś specjalnie pielęgnowana. Problem tkwił raczej w polskiej mentalności, gdzie nie zapomniano jeszcze krzywd wyrządzonych podczas wojen przez Niemców i Rosjan. W wielu głowach było nie do pomyślenia, żeby polski kibic nawiązywał pozytywne relacje z ekipą z tych państw. W ten sposób na Bukowej nie brakowało sceptyków Dynamo. Poza tym kolejnym bardzo ważnym czynnikiem, który nie pozwolił rozwinąć się przyjaźni z Saksończykami, był język. W tamtym czasie niewielu znało angielski, a niemieckiego prawie nikt. Zresztą u nich było podobnie (z angielskim) i to była fundamentalna przeszkoda w kontaktach obu grup.
Z czasem, po pozytywnym nastawieniu wobec siebie ultrasów, chuligani obu grup postanowili poznać się oficjalnie i tak oto jesienią 2002 roku do Drezna pojechała 17-osobowa delegacja bandy. W jej skład weszło także 2 fanów Banika, który od samego początku był sceptycznie nastawiony do Dynama. Wynikało to z tego, że kilka lat wcześniej Fan Club Cheb został obity przez Dynamo przy granicy. GieKSiarze chcieli swoim czeskim braciom pokazać, że Dynamo jest w porządku i że nie ma już żadnego ciśnienia na siebie.
Na miejscu okazało się, że spotkanie przez ulewę zostało odwołane, więc Dynamo nie pozwoliło, aby droga naszej delegacji poszła na marne i zaprosiło wszystkich do knajpy nieopodal stadionu. Znajdowała się tam już 200-osobowa ekipa fanów z Drezna. Od momentu wejścia GieKSiarzy do pubu dbali oni o to, aby nikomu z Katowic nie zabrakło najlepszego napoju kibica. Doszło nawet do sytuacji, że Dynamo chciała zorganizować walkę z jedną niemiecką chuligańską ekipą, żeby także udział w niej wzięła GieKSa. Katowiczanie jednak stanowczo odmówili ze względu na brak oficjalnego układu, nie wspominając już o zgodzie. Dynamo nie dawało za wygraną i chciało bardzo zgodę przybić tego wieczoru, polewając złocisty trunek. Jednak chuligani GieKSy po 2 godzinach goszczenia, stwierdzili, że wracają do Katowic.
Po odłożeniu decyzji Dynamo zostało oficjalnie zaproszone 18 maja 2003 roku na mecz z Wisłą Kraków, który GieKSa wygrała 1:0. Każdy GieKSiarz obecny na spotkaniu, zapewne pamięta, jaka wtedy panowała atmosfera. Niemcy przywieźli flagę „Hooligans Elbflorenz”, która wisiała na Blaszoku. Co ciekawe, flaga do dnia dzisiejszego ma zakaz bycia wieszaną na stadionie Dynama, a wiążę się to z kryminalną przeszłość grupy. Niemcy byli tak „podjarani” dopingiem i całą otoczką na Bukowej, że zaczęli nas sami od siebie traktować jako zgodę, nawet fanów Banika…
Chwilę później 08 czerwca 2003 roku doszło do kuriozalnej sytuacji na meczu Dynamo – Preußen Münster. W trakcie meczu został wywieszony transparent: „European Football Army”, któremu towarzyszyły herby Banika, Dynama i GieKSy…
Płótno nie zdobyło uznania w Ostrawie, a mówiąc krótko – strasznie wkurwiło Banik. Jeszcze bardziej zniechęciło ich do Niemców. Jak mało poważnie zachowali się tego dnia ultrasi Dynama, świadczy fakt, że pojechali sobie wtedy bez uzgodnienia do Liberca na wyjazd… Banika. Chuligani z Bazalu na ich widok raczej się nie ucieszyli i Dynamo nie zostało przywitane tak, jakby sobie tego życzyło.
Od tego momentu Banik nie chciał mieć nic wspólnego z Dynamem i gdy obydwie ekipy przyjeżdżały do Katowic, kibice GieKSy musieli ich gościć w osobnych lokalach, żeby nie trafili na siebie.
27 września 2003 roku kibice GieKSy wyruszyli do Drezna, gdzie pierwszy raz oficjalnie powiesili swoje płótna na meczu Dynamo – FC Chemnitzer. Były to flagi „GKS Katowice” oraz „VIP”.
Kolejnym meczem, na którym GieKSiarze zameldowali się w Dreźnie, był sparing z FC Nurnberg jesienią 2004 roku. Persona Non Grata pojawiła się z płótnem „Łowcy śmierdzieli”.
Następna wizyta GieKSiarzy z płótnem odbyła się jesienią 2006 roku na kibicowski hit z FC Magdeburgiem, które jest od kilkunastu lat w przyjacielskich stosunkach z Hutnikiem Kraków. GieKSa tym razem zabrała ze sobą flagę „Pierońskie Hanysy”, a delegacja liczyła 10 osób.
W tamtych latach fani GKS-u wielokrotnie pojawiali się w Niemczech, odwiedzając się z kibicami Dynama, jednak nie za każdym razem byli tam z flagami. Z kolei flaga „most”, czyli „Bad Boys”, po kilku wzajemnych wizytach Dynama z Mirosem na czele, została na stałe w Katowicach jako znak dobrych relacji.
Dynamo oprócz wspomnianego meczu z Wisłą wspierało GKS w Poznaniu na Pucharze Polski wiosną 2004 roku, na który pojechało 68 kibiców GieKSy (w tym 4 fanów SGD).
Kolejna ich oficjalna wizyta z płótnem „Brutal Fans Dynamo Dresden” miała miejsce na hitowym spotkaniu na poziomie czwartej ligi z GKS-em Tychy. Spotkanie odbyło się 1 października 2005 roku przy komplecie publiczności, niezliczonej liczby pirotechniki, kapitalnych opraw, 1500 fanów gości i awanturze z policją na murawie. Lepszej reklamy polskich trybun 6 fanów Dynama nie mogło sobie wymarzyć.
Następną datą, kiedy niemiecka delegacja zawitała do Katowic, był 18 czerwca 2006 roku, czyli baraż z BKS-em Stal Bielsko-Biała. Fani z Dynama wspólnie z 12000 kibiców GieKSy świętowali awans. Zabrali ze sobą znaną już nam flagę „Hooligans Elbflorenz”. Na płocie wisiała również podarowana wcześniej flaga „Bad Boys” oraz płótno chłopaków z Brigade Germany.
Jesienią 2006 roku, grając w starej trzeciej lidze, GieKSa miała do zaliczenia wyjazd do Słubic, nieopodal niemieckiej granicy. Wybrało się tam 110 GieKSiarzy. Dynamo, które chwilę wcześniej wsparł GKS na prestiżowym spotkaniu z Magdeburgiem, postanowiło się zrewanżować i przyjechało w 20 osób z flagą „1953”. Już wcześniej ze strony przyjaciół z Ostrawy, zaczynały do fanów GieKSy dochodzić niepokojące głosy, że Dynamo niejednokrotnie zabawiało się w czeskiej Pradze, nawiązując tam relacje z chuliganami Sparty – największej kosy Banika. Kibice z Drezna stanowczo się od tego odcięli, jednak widząc apogeum ciśnienia Chacharów w kierunku Niemców, GieKSa musiała zdecydować. Nie mogło być inaczej, ufając Banikowi i z szacunku dla swoich braci, z którymi w tamtym roku świętowano 10-lecie zgody, GieKSa postanowiła zakończyć relacje na linii Dynamo Drezno – GKS Katowice.
Miesiąc później, dokładnie 14 października 2006 roku, GieKSa grała ważny pojedynek z GKS-em Jastrzębie. Fani Dynama mocno się zmobilizowali i przyjechali w 60 osób pokazać, że zależy im bardzo na naszej relacji. Przywieźli ze sobą ogromne płótno „Sportgemeinschaft Dynamo Dresden”, które zajęło prawie pół ogrodzenia Blaszoka. Na meczu przez konflikt zarządów obu klubów odnośnie puli biletów oficjalnie nie pojawili się goście. Jednak chuligani z Jastrzębia zadbali o atrakcje na meczu. Najpierw ujawniając się na sektorze numer 6, gdzie zostali szybko obici przez GieKSę. Potem w trakcie meczu próbowali od strony parku wjechać pod kasy, ale ich akcję udaremniła policja. GieKSa oczywiście wyszła przywitać Jastrzębian, ale ostatecznie to mundurowi stali się celem. Wywiązała się duża awantura, a radiowozy zostały wywrócone do góry kołami. W tej awanturze udział brało także Dynamo, a jeden z niemieckich fanów doświadczył na własnym ciele, czym „częstuje” polska policja, dostając z gumowejkuli.
.
Wizyty Dynama w Katowicach do dziś są dobrze wspominane wśród GieKSiarzy, którzy pamiętają Niemców rozdających kalendarze, vlepki itd. z emblematami SGD przy Bukowej. Chętnie dzielili się tym co mieli i dochodziło do wymiany barw. Przywozili ze sobą również albumy ze zdjęciami, co mocno się podobało, bo takiej kolekcji można było tylko pozazdrościć. W drugą stronę też nie ma jakiejś urazy i GieKSiarze mile widziani są w Dreźnie, mimo braku oficjalnych kontaktów.
Ostatnim akcentem, było wsparcie GieKSiarzy z Brigade Germany z flagą „Brigada Silesia”, na wyjeździe Dynama w Dusseldorfie wiosną 2007 roku. Podczas wejścia naszych 7 fanów na sektor gości, cały stadion gospodarzy usłyszał „GKS! GKS! GKS!”, które z radości wykrzyczało Dynamo.
To był definitywny koniec relacji polsko-niemieckiej. Warto jednak wspomnieć, że ultrasi Dynama wciąż mają pozytywne relacje z polskimi kibicami. Aktualnie dobrze żyją z fanami Miedzi Legnica, z którymi utrzymują prywatne relacje.
W tej chwili Dynamo Drezno jest uważane przez wielu za najlepszą bandę w Niemczech i niech nikt nie bierze tego przez pryzmat starych czasów. Niemiecki ruch kibicowski mocno się odrodził i choć do Polaków wciąż im wiele brakuje, to na pewno nie jedni by się na nich przejechali. Fani Dynamo mają aktualnie zgody z FSV Zwickau i FK Sarajevo. Obie zgody zawarte są rzez ultrasów.
Na zakończenie chciałbym pozdrowić i podziękować Mirosowi za przedstawienie całej historii, którą niewątpliwie chciało poznać wielu kibiców GieKSy i nie tylko. Pozdrawiam Dynamo Drezno, które podobnie jak GKS Katowice, pomimo dobrej renomy kibiców w swoim kraju, musi tułać się po niższych ligach. Jednak w tym roku los się do nas uśmiechnął i mogliśmy świętować awans swoich drużyn.
Eric Cantona
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu
Hokej
Powrót, odejścia i plan sparingów
Ostatnie dni i minuty przyniosły garść nowych informacji z obozu hokejowej GieKSy.
Roczny kontrakt podpisał dobrze znany nam już Pontus Englund. Ofensywnie usposobiony obrońca grał w GKS-ie już w sezonie 2024/25. Rosły Szwed zanotował wówczas 21 oczek w 39 meczach sezonu zasadniczego za 9 goli i 12 asyst, a w 17 starciach fazy play-off dorzucił 9 punktów za 2 bramki i 7 asyst. Później przeniósł się do Grenoble występującego we francuskiej Ligue Magnus, a tam łącznie w 58 spotkaniach zdobył 8 goli i zanotował 21 asyst. Teraz jednak już po roku przerwy wraca do Katowic. Witamy ponownie!
Z drużyną pożegnali się natomiast Travis Verveda i Zack Hoffman. Pierwszy spędził w Katowicach 2 sezony, oba zakończone zdobyciem srebrnego medalu. O ile solidnie punktował w rozgrywkach zasadniczych, gdyż w pierwszym roku było to 14, a w drugim 16 oczek, tak nie potrafił tego przełożyć na faze play-off, gdzie najpierw zdobył 3 punkty, a w tym roku 4. Łącznie w barwach GieKSy wystąpił 122 razy. Hoffman natomiast dołączył do GKS-u przed minionym sezonem. W 60 meczach zdobył 3 gole i zanotował 14 asyst. Dziękujemy obu za grę w naszym klubie i życzymy powodzenia w dalszej karierze.
Poznaliśmy także plan przedsezonowych sparingów. 1 sierpnia drużyna spotka się w komplecie na testy, a 2 dni później pierwszy raz wyjdą wspólnie na lód. Tak natomiast prezentuje się lista naszych sparingów:
13 sierpnia: Unia Oświęcim (wyjazd)
15 sierpnia: Unia Oświęcim (Jantor)
18 sierpnia: HK Poprad (wyjazd)
20 sierpnia: HK Poprad (Jantor)
28 sierpnia: Lausitzer Fuchse (Weisswasser)
29 sierpnia: Rostock Piranhas (Weisswasser)
4 września: HC Presov (Liptovsky Mikulas)
5 września: HK 32 Liptovsky Mikulas lub Budapeszt (Liptovsky Mikulas)
10 września: HC RT Torax Poruba (wyjazd)
















Roh
29 czerwca 2021 at 17:17
Ciekawy artykół.
Fabian Dynamo Dresden
3 lipca 2021 at 23:15
Viele schöne Erinnerungen beim Lesen dieses Textes an die Besuche in der Bukowa Straße. Eine wilde, schöne und verrückte Zeit mit vielen unvergesslichen Erlebnissen
Bob
24 czerwca 2022 at 22:10
Servus nach Dresden.
Glaubst es wäre kein Problem mit GKS Utensilien mal ein Spiel von Dynamo, egal ob heim oder auswärts zu besuchen? Gruß
1964 GKS
1 lipca 2021 at 06:59
Jak to mawiają nasi bracia z Ostravy : To se ne vrati