Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Echa meczu z Arką w mediach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa przegrała w sobotnim meczu 1 ligi w Gdyni z miejscową Arką 0-3 (0-1).
W przeciwieństwie do GKS’u Katowice, Arka pokazała, że obrała kierunek – Ekstraklasa.
Jeśli natychmiast coś nie wstrząsnie tą drużyną to już możemy zapomnieć o walce o awans.

Co o tym meczu pisały media?

Przeczytajcie.

gkskatowice.eu: Bez punktów w Gdyni

Po przerwie było jeszcze gorzej. Arka pokazała ekstraklasowe aspiracje, imponowała skutecznością i wypunktowała swych rywali, dorzucając jeszcze dwie bramki. Najlepszym podsumowaniem gry GKS-u w tym spotkaniu był fakt, że nie oddał w drugiej połowie ani jednego, celnego strzału. Po spotkaniu trener Kazimierz Moskal złożył rezygnację ze stanowiska pierwszego zespołu, ale prezes Wojciech Cygan nie podjął jeszcze decyzji, czy ją przyjmie.
Po dzisiejszym meczu trzecia w tabeli Arka (42 pkt.) powiększyła swoją przewagę nad GieKSą, która nie wygrała siedmiu meczów rundy wiosennej z rzędu, do ośmiu punktów.

sportowefakty.pl: Urobek Szwocha i dymisja Moskala

Arka pewnie i bezdyskusyjnie pokonała GKS i definitywnie zamknęła gościom drogę do ekstraklasy. Hitowe spotkanie 1 ligi stało na niezłym poziomie ale głównie za sprawą gospodarzy.
GieKSa nad morzem nie pokazała niczego szczególnego. Zabrakło zwłaszcza walki i „ślaskiego charakteru” w poczynanaiach zespołu trenera Kazimierza Moskala. Taką postawą załamani byli siedzący na trybunie VIP: prezes Wojciech Cygan oraz dawna gwiazda katowiczan i znakomity snajper Jan Furtok.
(…)
Załamanych i zrezygnowanych gości ze Śląska dobił kwadrans przed końcem meczu Ślusarski. Tym razem świetną asystą popisał się zmiennik Arkadiusz Aleksander, a „Ślusarz” zgrał sobie piłkę głową, a następnie pięknym wolejem uderzył nie do obrony z 18 metrów na długi słupek!
Gwoli prawdy trzeba dodać, że w pomeczowych statystykach mecz wyglądał na dość wyrównany, ale to Arka popisała się 100 procentową skutecznością – notując trzy gole przy zaledwie tylu celnych uderzeniach na bramkę!

arka.gdynia.pl: Arka – GKS Katowice 3:0. Powrót na zwycięski szlak!

„Gieksa” wiosną zdobyła tylko 2 punkty i w Gdyni dalej pozostała w dołku. Trener Kazimierz Moskal podał się na konferencji pomeczowej do dymisji. Goście mimo, że nie zdobyli bramki oddali podobną ilość strzałów co „Arkowcy”. Żółto-niebiescy mieli dzisiaj 100 procent skuteczności!

Włożyli w to spotkanie 110 procent i zostali poniesieni do wygranej przez fantastyczną publiczność. Jak określił trener Sikora po meczu „Gra była taka jak atmosfera”, czyli znakomita!

Oby to pierwsze z serii tych najważniejszych kwietniowych spotkań było zapowiedzią udanej „majówki” Arki w roli czołowej ekipy 1 ligi!

Dzisiaj ten duży krok nasz zespół wykonał!

trojmiasto.pl: Arka rozbiła Katowice i zwolniła Moskala
Dwa gole Szwocha. Pierwszy etap Wielkiej Gry zaliczony

Arka nawiązała do swoich najlepszych meczów w I lidze z sierpnia ubiegłego roku. GKS Katowice podzielił los GKS Tychy i Floty Świnoujście, które to drużyny inkasowały po trzy trafienia bez żadnego własnego. Gdynianie wygrali w sobotę na własnym boisku 3:0 (1:0). Żółto-niebiescy popisali się tego dnia 100-procentową skutecznością. Oddali trzy strzały i zdobyli trzy gole! Dwa z nich był autorstwa Mateusza Szwocha, a przyjezdnych „dobił” Bartosz Ślusarski. Tak jak sugerowaliśmy w zapowiedzi, podopieczni Pawła Sikory skorzystali z okazji, aby wybić rywalom z głowy marzenia o ekstraklasie. Dlatego do dymisji podał się szkoleniowiec gości, Kazimierz Moskal.

akrowcy.pl: Katowice zdmuchnięte

Po niezbyt ciekawym pierwszym kwadransie, Arkowcy ruszyli do ataku i szybko objęli prowadzenie. W jednej akcji faulowani byli Rzuchowski i Szwoch. Ostatecznie sędzia odgwizdał faul na „Bani”, który wziął sprawy w swoje ręce i mocnym strzałem w środek bramki wyprowadził Arkę na prowadzenie. Arka prowadziła grę, miała ogromną przewagę, ale nie potrafiła przed przerwą podwyższyć prowadzenia.
Druga połowa lepiej zaczęła się dla gości, którzy przejęli inicjatywę, ale w 61 minucie Arka przeprowadziła akcję meczu. Wojowski ładnie się zastawił, odegrał do Rzuchowskiego, który perfekcyjnym podaniem uruchomił Szwocha. „Bania” pięknie przerzucił piłkę nad Budziłkiem i zrobiło się 2:0. To była naprawdę cudowna akcja Arkowców. Żółto-niebiescy nie wypuścili prowadzenia z ręki i dążyli niesieni dopingiem „Górki” i „Torów” do wyższego prowadzenia. Ostatecznie dopięli swego. W 75 minucie Ślusarski dostał doskonałe podanie od Aleksadra, zabrał się z piłką i mocnym strzałem w długi róg nie dał szans Budziłkowi. Do końca Arka kontrolowała przebieg meczu i dowiozła pewne 3:0 do ostatniego gwizdka. Po meczu trener Sikora powiedział, że gra była dzisiaj tak dobra jak atmosfera i to najlepsze podsumowanie tego meczu.

trojmiasto.sport.pl: Krzysztof Sobieraj: Musimy zrobić wszystko, żeby awansować

– Zdajemy sobie sprawę, że jeżeli nie awansujemy, to ciężko nam będzie wrócić do ekstraklasy z innym zespołem. Dlatego musimy zrobić wszystko, żeby awans wywalczyć. Mam nadzieję, że dzięki temu działacze docenią nas wkład i przedłużą nam kontrakty. Może się trochę rozmarzyłem, ale naprawdę chcemy ekstraklasy – mówił po meczu z GKS Katowice Krzysztof Sobieraj, obrońca Arki Gdynia.

trojmiasto.sport.pl: Mateusz Szwoch: Poziomem gry zrównaliśmy się z kibicami

Mateusz Szwoch był bohaterem meczu z GKS Katowice. Pomocnik Arki zdobył dwie bramki, w tym wyjątkowej urody gola w stylu Tomasza Frankowskiego. – Wszystko działo się w ułamku sekundy. Nie planowałem tego, że podrzucę piłkę nad Budziłkiem, dostałem znakomite podanie do Michała [Rzuchowskiego] i nie pozostało mi nic innego jak skierować piłkę do bramki – mówił Szwoch.
(…)
A atmosfera na trybunach jak zwykle w Gdyni była znakomita. Tym razem poziomem gry zrównaliśmy się z kibicami – przyznał Szwoch, który dwukrotnie pokonał Łukasza Budziłka. Najpierw strzałem z rzutu karnego, a potem efektowną podcinką w stylu Tomasza Frankowskiego.

trojmiasto.sport.pl: Efektowne zwycięstwo Arki z GKS Katowice

Taktykę wyczekania rywala arkowcy obrali także po przerwie. Dali się wyszumieć katowiczanom, a sami w odpowiednim momencie przystąpili do egzekucji. Na 2:0 podwyższył Szwoch, który zachował się niczym rasowy snajper. Podcinka a la Tomasz Frankowski znamionuje piłkarzy o wysokiej klasie, a młody pomocnik grał po profesorsku.

Arka mogła zdobyć kolejną bramkę, lecz w ostatniej chwili strzał Aleksandra zablokował Alan Czerwiński. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Kolejny knockdown zadał Ślusarski w 75. minucie. „Ślusarz” otrzymał świetne podanie od Aleksandra, zgrał sobie piłkę głową i huknął z 18 metrów w długi róg. Budziłek był bez szans.

Było to pierwsze tak efektowne zwycięstwo Arki w tej rundzie. Dla GKS-u porażka okazała się gwoździem do trumny – drzwi z napisem ekstraklasa zatrzasnęły się na amen. Tym samym w grze o awans pozostały trzy drużyny: Górnik Łęczna, GKS Bełchatów i Arka.

trojmiasto.sport.pl: Kazimierz Moskal po meczu z Arką: Niepowodzenia biorę na siebie, składam rezygnację

Moskal był zażenowany postawą katowiczan. Przyznał, że nie rozumie, jak można tracić bramki w tak łatwy sposób. I dodał, że oddaje się do dyspozycji klubu.

– Po raz kolejny strzelamy sobie sami gole. To, co dziś wyprawialiśmy, to nawet nie wiem jak to nazwać. Prawda jest taka, że jeśli zespół po jesieni jest na trzecim miejscu, ma tyle samo punktów co GKS Bełchatów, a wiosną w sześciu meczach nie potrafi wygrać, to znaczy, że coś jest nie tak. Słabe wyniki biorę na siebie. Trzeba wstrząsnąć zespołem. Dlatego składam rezygnację na ręce prezesa – mówił Moskal.

trojmiasto.sport.pl: Tomasz Jarzębowski: Nie było żadnego kryzysu, wykreowały go media

– Wygraliśmy 3:0, choć mogliśmy i wyżej. Nie było żadnego kryzysu, który kreowały media – powiedział po meczu z GKS Katowice Tomasz Jarzębowski.
Arka rozegrała bodaj najlepszy mecz w rundzie wiosennej. Tylu bramek wiosną gdynianie jeszcze nie strzelili.

– Spokojnie podeszliśmy do tego meczu, chcieliśmy zrobić swoje. Nie było żadnego kryzysu, który kreowały media – mówił Jarzębowski, który powraca do składu żółto-niebieskich po niedawnej kontuzji.

slask.sport.pl: Kazimierz Moskal jednak pozostanie trenerem GKS-u Katowice

Moskal podał się do dymisji po sobotnim meczu z Arką Gdynia. GieKSa wysoko go przegrała i straciła wszelkie nadzieje na awans do ekstraklasy. – Słabe wyniki biorę na siebie. Trzeba wstrząsnąć zespołem. Dlatego składam rezygnację na ręce prezesa – stwierdził Moskal.

W niedzielę doszło do jego spotkania z szefem klubu Wojciechem Cyganem. Po jego zakończeniu klub wydał komunikat, w którym poinformował, że dymisja trenera nie została przyjęta i sztab szkoleniowy pozostaje bez zmian.

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    erwin

    14 kwietnia 2014 at 17:10

    Zostawić zawodników którzy mają kontrakty podpisane na 2015r.wiadomo że zawodnicy z kontraktami do czerwca nie będą się angażować wmeczach o wejście do ekstraklasy.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga