Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Efektowne przełamanie GKS-u Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Arka Gdynia 4:1 (2:1).

 

weszlo.com – Rosołek z wozu, GKS-owi lżej. 4:1 z Arką!

GKS Katowice nie miał najlepszego wejścia w nowy sezon, właściwie z miejsca stał się jednym z kandydatów do walki o utrzymanie, a jednym z winowajców okrzyknięto Macieja Rosołka – słusznie zresztą, bo ściągnięcie go z Gliwic nie wygląda na transfer roku. Dziś sceptycy jego talentu – czyli choćby my – dostali kolejne argumenty, że trudno budować poważny skład z Rosołkiem, bo jak Maciek usiadł na ławce, to GKS odpalił.

No jednak jest różnica między nim a Zrelakiem. Wiadomo, że Słowak to nie jest okaz zdrowia i trzeba na niego bardzo uważać, ale piłkarsko… Przepaść. Trudno sobie wyobrazić, że Rosołek tak pewnie i ładnie strzela, jak zrobił to Zrelak, raczej wyobrażamy sobie kopnięcie ponad bramkę i może ponad stadion. A na Zrelaka można liczyć, po prostu łatwiej się gra z kimś, kto robi pożytek z piłki, co jest dość ważne w sporcie zwanym piłką nożną.

Słowak trafił na 2:0, natomiast i pierwszy, i drugi gol dla GKS-u był dość podobny. Wrzutka z autu, Arka wybija za krótko, GKS ponawia akcję i siedzi. Kuriozalnie bronili gdynianie, Szwarga z pewnością będzie miał o to pretensje. Zrozumiałe jest, że przy wrzucie z autu na wysokości pola karnego będziesz głęboko, bo nie ma spalonego, ale gdy piłka jest już w grze, to musisz jak najszybciej oddalać się od swojego posterunku, żeby uniknąć niebezpieczeństwa.

Tymczasem Arka tego nie robiła i GKS prawie wchodził z piłką do bramki. Jędrych kopnął z piątki, a i tak miał trzech rywali przed sobą, przy golu Zrelaka gdynianie też zaspali, więc napastnik uniknął spalonego.

Trzeci gol? Klemenz z metra.

Wyglądało to momentami absurdalnie, chciało się powiedzieć, że Arka zaraz będzie bronić zza linii końcowej i naprawdę była tego blisko.

Goście mieli w tym meczu tylko jeden miły moment, kiedy dokonali dwóch zmian jeszcze w pierwszej połowie i jeden ze zmienników – Espiau – w tej części gry strzelił na 1:2. Natomiast na takiego asa z rękawa Szwargi znalazł się joker w talii Góraka. Ten w przerwie wpuścił wspomnianego już Klemenza i obrońca po kwadransie miał dwie sztuki. O trzeciej już powiedzieliśmy, czwarta to wrzutka z wolnego i precyzyjna główka.

Czy z bliska? Oczywiście, szósty-siódmy metr.

Zapachniało w tym meczu GKS-em z poprzedniego sezonu. Był rozmach i oglądało się to przyjemnie. Owszem, tylko z Arką (“tylko”, bo beniaminkiem), ale takich rywali trzeba ogrywać, gdyż to pewnie z nimi katowiczanie będą walczyć o byt w lidze.

 

arkowcy.pl – Na karuzeli

Arka zagrała w Katowicach beznadziejny mecz. W schematach żółto-niebieskich nie funkcjonowało kompletnie nic, pod własną bramką popełniali oni kardynalne błędy, przy Nowej Bukowej wyglądali jak dzieci we mgle. GKS wsadził piłkarzy Szwargi na karuzelę, skończyło się na łomocie i porażce 1:4.

Arka jechała do Katowic z nastawieniem na walkę o drugie zwycięstwo z rzędu. Po odprawieniu Pogoni Szczecin żółto-niebiescy zamierzali ograć znajdujący się w strefie spadkowej katowicki GKS. Do wyjściowego składu gdynian wrócił przy Nowej Bukowej Tornike Gaprindaszwili, który od początku meczu miał biegać po prawym skrzydle. W pierwszej jedenastce gospodarzy po raz pierwszym w sezonie na szpicy zameldował się Adam Zrelak zamiast Macieja Rosołka.

Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia ze strony katowiczan. W 9. minucie po aucie na wysokości pola karnego Arki egzekwowanym przez Kowalczyka Celestine interweniował głową, ale wybił piłkę pod nogi Wasielewskiego, ten błyskawicznie dostarczył futbolówkę na 3. metr od bramki, a Jędrych z najbliższej odległości zapakował ją pod poprzeczkę i GKS objął szybkie prowadzenie. Po upływie pierwszego kwadransa gospodarze mogli podwyższyć rezultat – po dośrodkowaniu Nowaka z rzutu wolnego Jędrych zgrał piłkę głową pod nogi Galana, Hiszpan znalazł się w doskonałej sytuacji 5 m przed bramką, ale Węglarz zamknął mu przestrzeń i wyhamował futbolówkę, a sprzed samej linii wybił ją Abramowicz i udało się zażegnać niebezpieczeństwo. W kolejnym ataku GKS-u po następnym stałym fragmencie świetną okazję miał z kolei Kowalczyk, jednak młody pomocnik uderzył płasko trzy metry obok prawego słupka Węglarza. Arka na boisku nie istniała, a podopieczni Góraka nie ustawali w atakach. W 32. minucie kolejny aut wyrzucany przez Kowalczyka nie doleciał w pole karne żółto-niebieskich, bo Abramowicz wybijał futbolówkę głową, natomiast piłka została zebrana przez Czerwińskiego, defensor miejscowych natychmiastowym podaniem w szesnastkę sprawił, że Zrelak znalazł się przed obrońcami Arki, a Słowak strzałem z ostrego kąta z półwoleja umieścił futbolówkę w dalszym rogu bramki Węglarza i na tablicy wyników było już 2:0. Zdenerwowany Szwarga jeszcze w pierwszej połowie dokonał podwójnej zmiany, wprowadzając do gry Vitalucciego i Espiaua.W 40. minucie Węglarz sparował piłkę do boku po uderzeniu Kowalczyka z dystansu w lewy róg bramki.

[…] Druga część rywalizacji zaczęła się od ostrej centry Nowaka z rzutu wolnego, która mogła zaskoczyć Węglarza, ale bramkarz Arki zachował czujność. W 49. minucie agresywne wstrzelenie futbolówki przez Kowalczyka z lewej strony przed bramkę gdynian zostało nieco wyhamowane przez Węglarza, ale piłka i tak trafiła pod nogi Zrelaka, próbę Słowaka na linii bramkowej zablokował Celestine, po chwili dobitka w wykonaniu Klemenza została również zatrzymana przez Francuza, tyle, że już chyba za linią bramkową – nie trzeba było jednak tego weryfikować, bo Klemenz w kolejnym podejściu już zapakował futbolówkę do siatki bez żadnych wątpliwości. Chwilę później po dośrodkowaniu Nowaka z kornera Jędrych strzelał głową, ale Węglarz wykazał się kapitalnym refleksem. Katowiczanie się nie zatrzymywali. Po kolejnej wrzutce Nowaka z rożnego na dalszy słupek Galan uderzał głową, Węglarz świetnie interweniował na linii, a dobijający Jędrych trafił głową w poprzeczkę. Po godzinie gry było już 4:1. Nowak zacentrował tym razem z wolnego, a tam Klemenz ubiegł Espiaua, skasował górną piłkę i upolował dublet główką z lądowaniem w prawym narożniku Węglarza. Arka zbierała okrutny łomot przy Nowej Bukowej.

[…] Do końcowego gwizdka trwało jeszcze męczenie buły, po czym sędzia Sylwestrzak zadecydował, że na dziś wystarczy.

Arka w Katowicach dostała w łeb okrutnie. Przede wszystkim posypała się defensywa drużyny Szwargi, pojawiły się niewytłumaczalne błędy indywidualne i dramat w kryciu przy stałych fragmentach. Żółto-niebiescy pozwolili się całkowicie zdominować, brakowało im dynamiki, motoryki, przegrywali drugie piłki, grali na stojąco i byli spóźnieni do stykowych piłek. GKS wsadził gdynian na karuzelę – tempo katowiczan było dziś dla Arkowców za szybkie, za zwrotne, za energiczne, zwyczajnie za wysokie. Na połowie rywala zespół Szwargi nie istniał. Jeśli szukać jakichkolwiek pozytywów z tego meczu, to można znaleźć chyba tylko ten, że dobrze, iż zimny prysznic przytrafił się żółto-niebieskim dzisiaj, a nie za tydzień.

 

sportowefakty.wp.pl – Efektowne przełamanie GKS-u Katowice. Arka zginęła od własnej broni

Jak się przełamywać, to właśnie w taki sposób. GKS Katowice zdemolował Arkę Gdynia 4:1 w sobotnim meczu 5. kolejki PKO Ekstraklasy, odnosząc tym samym pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Goście byli jedynie tłem.

Miał rację trener Rafał Górak, mówiący przed meczem z Arką Gdynia, że wierzy iż ciężka praca się obroni. Dotychczas jego zespół rozgrywał przyzwoite, a momentami dobre mecze, jednak brakowało wyników.

W sobotę zagrało jednak wszystko. Zgadzała się zarówno gra, jak i końcowy wynik. Cztery bramki zdobyte przeciwko bardzo dobrze zorganizowanej Arce? To musi robić wrażenie.

Oczywiście trzeba brać poprawkę na to, że gdynianie zaprezentowali się po prostu skandalicznie. Nie poznawaliśmy tej drużyny. O ile w grze do przodu niewiele się zmieniło, to znaczy dalej było – delikatnie mówiąc – średnio, o tyle w defensywie aż się paliło.

Ostatecznie GKS wbił Arce cztery gole. Dwa w pierwszej i dwa w drugiej połowie. Dwie (a w zasadzie to trzy) bramki padły po wyrzutach piłki z autu, jeden po rzucie wolnym. Czyli… Arka niejako zginęła od własnej broni.

Fenomenalnie spisali się środkowi obrońcy drużyny z Katowic. Wynik otworzył Arkadiusz Jędrych, a w drugiej połowie błysnął Lukas Klemenz. Pojawił się na boisku w 46. minucie w miejsce Alana Czerwińskiego, a po kwadransie już miał dwie zdobyte bramki.

Arka kompletnie nie radziła sobie przy stałych fragmentach. Chaos, totalna panika.

Jędrych trafił z pięciu metrów, później podwyższył Adam Zrelak.

Trener Dawid Szwarga w pewnym momencie nie wytrzymał i jeszcze przed przerwą dokonał podwójnej zmiany. Szybko okazało się, że był to słuszny ruch, bo Edu Espiau w pierwszym kontakcie z piłką strzelił gola kontaktowego, wykorzystując precyzyjne dośrodkowanie Dawida Abramowicza.

Jednak to na tyle. Okazuje się, że gol na 2:1 nic nie znaczył z mentalnego punktu widzenia. Tuż po przerwie Klemenz wepchnął piłkę do bramki z najbliższej odległości (tu też akcja zaczęła się od autu, choć krótko rozegranego), a w 60. minucie stoper GKS-u dołożył głowę do futbolówki po świetnym dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu wolnego.

I przyjezdnych nie było na boisku. Katowiczanie mogą mieć do siebie lekkie pretensje, że nie strzelili większej liczby goli, a przecież sytuacje były. Z drugiej jednak strony trudno psioczyć na piłkarzy, gdy wygrywa się 4:1 i odnosi pierwsze zwycięstwo w sezonie.

 

arka.gdynia.pl – GKS Katowice – Arka Gdynia 4:1

Po najsłabszym meczu w tym roku Arka przegrała w Katowicach z GKS-em 4:1. Gospodarze otworzyli wynik już na początku spotkania za sprawą Jędrycha, a prowadzenie podwyższył Zrelak. Przed przerwą nadzieję w serca kibiców z Gdyni wlał Espiau, ale dwa gole Klemenza w pierwszym kwadransie drugiej połowy rozstrzygnęły losy meczu.

W pierwszych minutach meczu piłka częściej gościła na połowie Arki, co przekładało się na stałe fragmenty gry dla gospodarzy. W 9 minucie wrzut z autu sprawił duże problemy naszym zawodnikom w polu karnym i niestety jeden błąd sprawił, że katowiczanie objęli prowadzenie. Piłka trafiła do Wasielewskiego, a ten wstrzelił piłkę w nasze pole bramkowe, gdzie zabrakło krycia przy Jędrychu i środkowy obrońca GKS-u z bliska wpakował futbolówkę do naszej bramki…

To nie był koniec kłopotów zespołu trenera Szwargi, bo w 17 minucie znów zabrakło właściwego krycia w naszym polu karnym. Tym razem piłka posłana w tą strefę boiska dotarła do głowy Jędrycha, a ten zgrał ją w kierunku osamotnionego Galana. Piłkarz GieKSy po przyjęciu oddał strzał z 5 metrów, ale świetnie spisał się Węglarz, który zatrzymał piłkę i uchronił Arkę przed utratą drugiej bramki.

Arka nie potrafiła przebić się przez środkową strefę boiska – tam najczęściej dochodziło do straty i swój atak inicjowali gospodarze. Chwilę później najczęściej gra była przerywana faulem lub wybiciem piłki w aut i GKS nękał gdynian kolejnymi stałymi fragmentami. W 26 minucie znów piłkę pod swoimi nogami mieli w naszym polu karnym katowiczanie i mogliśmy odetchnąć głęboko, gdy Kowalczyk z 8 metrów całkowicie przestrzelił.

W 32 minucie dobra postawa gospodarzy została nagrodzona po raz drugi. Wydawało się, że udało się nam uporać z kolejnym stałym fragmentem gry, bo wybiliśmy piłkę z szesnastki, ale piłka natychmiast tam wróciła, a znów uciekł naszym obrońcom jeden zawodnik, tym razem Zrelak. Słowak takich okazji nie zwykł marnować i pewnym strzałem pod poprzeczkę powiększył prowadzenie GKS-u.

Cierpliwość trenera Szwargi się wyczerpała i jeszcze przed przerwą przeprowadził podwójną zmianę: ściągnął Sidibe i Percana, a no boisku zameldowali się Vitalucci i Espiau. A chwilę później groźny strzał z dystansu Kowalczyka dobrze obronił Weglarz. Korekta trenera Szwargi jednak bardzo szybko przyniosła spodziewany efekt. W 42 minucie piłka od Vitalucciego trafiła na lewą stronę pola karnego do Abramowicza. Ten bardzo dokładnie zacentrował na 7 metr, a tam świetnie odnalazł się Espiau, który doskonale uderzył głową i zredukował straty do jednej bramki!

W ostatniej akcji przed przerwą Navarro zacentrował z rzutu wolnego w pole karne. Piłka posłana w strefę konfliktu omal nie spadła na głowę Marcjanika i z tej nieudanej pierwszej połowy mogliśmy do szatni zejść z remisem. Stało się jednak inaczej.

Drugą część meczu znów niestety zaczęliśmy od stałych fragmentów gospodarzy, bitych z prawej strony naszego pola karnego. Z rzutu wolnego centrostrzał Nowaka dobrze wypiąstkował Węglarz, ale po kilkunastu sekundach znów GKS miał wrzut z autu na wysokości szesnastego metra. Niestety ten napór szybko przyniósł gospodarzom efekt, bo w 49 minucie piłka zagrana wzdłuż 3 metra przez Kowalczyka została odbita Węglarza, ale Klemenz odnalazł się w polu bramkowym i z bliska zdobył trzeciego gola dla gospodarzy.

W 58 minucie znów było gorąco pod naszą bramką. Tym razem wszystko za sprawą rzutu rożnego Nowaka. Piłka spadła na głowę Galana, a jego strzał odbił Węglarz. Z dobitka pośpieszył Klemenz, ale futbolówkę skierował na poprzeczką, po czym tak opuściła boisko. Co się jednak Klemenzowi nie udało w 58 minucie, udało się dwie minuty później. Tym razem z rzutu wolnego dośrodkował Nowak, a Klemenz tylko dostawił głowę i Węglarz był bez szans…

Błędy naszych obrońców się mnożyły. W 65 minucie zamiast spokojnie wybić piłkę z szesnastki, pozwoliliśmy, aby ta trafiła pod nogi Nowaka – na szczęście jego sytuacyjne uderzenie udało się zablokować. Minutę później indywidualna akcja Kocyły została przez niego sfinalizowana strzałem z ostrego kąta, który nogami zablokował Kudła.

W 72 minucie błąd Navarro na środku boiska mogliśmy przypłacić stratą piątej bramki. Piłka posłana w pole karne karne do Wasielewskiego została dograna do wbiegającego Łukasiaka, lecz pomocnik GKS-u nieznacznie się pomylił przy strzale z powietrza.

W 80 minucie Gaprindaszwili skorzystał z nieporozumienia Kuuska z Kudłą i kopnął piłkę w kierunku bramki, ale Kudła zdążył wyciągnąć rękę i odbić piłkę. Była to jednak już ta faza meczu, gdy gospodarze starali się przede wszystkim utrzymywać jak najdłużej przy piłce i unikać sytuacji, w której zespół Szwargi mógłby zredukować straty.

W 87 minucie Arka mogła jednak pokusić się o zdobycie drugiego gola w tym meczu. Abramowicz okazał się adresatem posłanej piłki w pole karne, ale nie trafił czysto w futbolówkę. Po chwili jednak ta została wyłożona na strzał Navarro, jednak uderzenie Hiszpana zostało zablokowane. W 90 minucie błąd popełnili Arkowcy, ale z nieporozumienia Węglarza ze swoimi obrońcami nie skorzystał Rosołek.

 

dziennizachodni.pl – Ponad 11 tysięcy kibiców GKS Katowice zobaczyło świetny mecz i fetowało efektowne zwycięstwo nad Arką Gdynia

O taki mecz chodziło kibicom GKS Katowice! Ich piłkarze rozbili Arkę Gdynia i zafundowali fanom najlepszy spektakl w tym sezonie.

Gorąca sobota w Katowicach zrobiła się jeszcze cieplejsza za sprawą meczu GKS-u z Arką Gdynia. Na Nowej Bukowej pojawił się w sumie ponad 11 tysięcy widzów, ze sporą grupą fanów gości.

Katowiczanie rozpoczęli z impetem i szybko objęli dwubramkowe prowadzenie. Kibice szczególnie fetowali bramkę Adama Zrelaka, wracającego po kontuzji przez którą omal nie zakończył kariery.

Ale na tym bynajmniej się nie skończyło. GKS, chociaż stracił gola, w drugiej połowie sam zadał kolejne trafienia wywołując euforię fanów.

Jeszcze długo po meczu trwało świętowanie zwycięstwa piłkarzy z kibicami.

 

trojmiasto.pl – Najwyższa przegrana od dwóch lat

Arka Gdynia przegrała na wyjeździe z GKS Katowice 1:4 (1:2) w 5. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Przez godzinę gry żółto-niebiescy stracili więcej goli niż w poprzednich czterech meczach. Aż trzykrotnie zostali zaskoczeni po stałych fragmentach gry. To zarazem ich najwyższa porażka od blisko 2 lat, gdy jeszcze w 1. Lidze przegrali z Wisłą w Krakowie 1:5. Nie udał się powrót na Bukową, choć już na nowy stadion, m.in. Dawida Szwargi i Tomasza Włodarka. W latach 2021-23 byli oni asystentami Rafała Góraka, który nadal prowadzi GKS. Nie pomogły dwie zmiany, które w szeregach gości zostały zrobione jeszcze przed przerwą. Jedynym optymistycznym akcentem była tylko debiutancka bramka strzelił Edu Espiau.

 

ekstraklasa.org – Strzelecka forma obrońców

GKS Katowice z pierwszym zwycięstwem w nowym sezonie. Bramki zdobywali dziś przede wszystkim obrońcy.

W obecnym sezonie PKO Bank Polski Ekstraklasy GKS Katowice w żadnym ze swoich starć nie był jeszcze nawet na prowadzeniu. W rywalizacji z Arką takiego problemu podopieczni trenera Rafała Góraka już nie mieli – objęli je w 9. minucie za sprawą gola Arkadiusza Jędrycha. Później nastąpiła wymiana ciosów – na bramkę Adama Zrelaka odpowiedział Edu Espiau. Po przerwie gospodarze potwierdzili, że nie wypuszczą wygranej z rąk – tym razem to inny z defensorów katowiczan błysnął skutecznością, a był nim Lukas Klemenz, autor dubletu.

 

gol24 – Jak się przełamywać to w takim stylu

[…] Pierwsza połowa należała zdecydowanie do gospodarzy. „Przycisnęli” od początku, nie pozwalali przeciwnikom wyprowadzić akcji ofensywnych i już po dziewięciu minutach prowadzili. Po wrzucie Mateusza Kowalczyka z autu w polu karnym Arki zagrał jeszcze Marcin Wasielewski, a do siatki z bliska trafił Arkadiusz Jędrych.

Po chwili mogło być 2:0, gdyby stojący tuż przed bramkarzem Borja Galan zdołał pokonać Damiana Węglarza. Ślązacy drugiego gola zdobyli znów po akcji rozpoczętej wrzutem Kowalczyka, niemal z tego samego miejsca. Tym razem podał w pole karne Alan Czerwiński, a wracający do formy po wielomiesięcznym leczeniu kontuzji Adam Zrelak „kropnął” pod poprzeczkę z narożnika pola bramkowego.

Wydawało się, że przyjezdni zostali znokautowani, tymczasem ich trener Dawid Szwarga zrobił dwie zmiany i wprowadzony na boisko Edu Espiau po czterech minutach pokonał golkipera GKS. Wyskoczył najwyżej do dośrodkowania Dawida Abramowicza i do przerwy było 2:1.

Krótko po wznowieniu gry Węglarza próbował zaskoczyć Bartosz Nowak potężnym uderzeniem z rzutu wolnego. Tym razem bramkarz Arki wyszedł z opresji, ale po chwili wyjmował piłkę z siatki. Wzdłuż bramki zagrał mocno Kowalczyk, a najlepiej znalazł się w tej sytuacji Lukas Klemenz, który pojawił się na murawie przed rozpoczęciem drugiej połowy.

Golem mogły się też zakończyć kolejne akcje miejscowych – strzał Jędrycha został obroniony, a Klemenz trafił w poprzeczkę. Niemoc gdyńskiej drużyny w defensywie trwała. Po centrze Nowaka z rzutu wolnego Klemenz ponownie dobrze wyskoczył do górnej piłki i po raz drugi wpisał się na listę strzelców.

Szanse na zdobycie gola dla gości mieli Dawid Kocyła i Tornike Gaprindaszwili, jednak z ich uderzeniami z bliska poradził sobie Dawid Kudła i wynik się nie zmienił.

 

Adam Zrelak przypomniał się po niemal roku. Gol dla GKS Katowice po… 293 dniach

Długo czekał, no i w końcu się doczekał. Kto? Adam Zrelak. Były reprezentant Słowacji strzelił gola dla GKS Katowice po 293 dniach oczekiwania. Dzięki niemu drużyna podwyższyła prowadzenie z Arką Gdynia w sobotnim, domowym meczu 5. kolejki PKO Ekstraklasy.

Nikt nie miał wątpliwości, że to Zrelak jest najlepszą dziewiątką GieKSy po odejściu Sebastiana Bergiera do Widzewa Łódź (w kadrze jest też m.in. Maciej Rosołek). Na 31-latka trzeba było jednak długo czekać. Wszystko przez kontuzję. Stracił przez nią połowę zeszłego sezonu i tak naprawdę dopiero teraz doszedł do siebie.

Gol z Arką Gdynia jest czwartym Zrelaka od kiedy dołączył z Warty Poznań. Czekał na niego od 27 października 2024 roku. Minęło zatem 293 dni! Niewielu snajperów miało aż tak długą przerwę…

Jak Zrelak trafił? W 32 minucie GieKSa wznowiła grę od Mateusza Kowalczyka. Po wybiciu jednego z rywali piłkę w okolice pola bramkowego zawrócił Alan Czerwiński i to właśnie doświadczony Słowak wykorzystał nadarzającą się okazję.

W przerwie Zrelak udzielił wywiadu Canal+ Sport: – Ostatnio miałem bardzo trudny okres. Cieszę się, że jestem zdrowy i mogę pomóc zespołowi. „Zdrówko” jest najważniejsze. Czuję się zdrowo, ale nie grałem tak naprawdę osiem miesięcy. Potrzebuję czasu, żeby złapać rytm. Cieszę się, że dostałem dzisiaj szansę – podkreślił.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga