Dołącz do nas

Felietony

Efektywni do bólu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Piłkarze GKS Katowice przysparzają nam w tej rundzie tyleż radości, co… palpitacji serca. Mecz w Chojnicach był bardzo podobny – w sensie przebiegu – do pojedynku w Suwałkach. Znów optyczna spora przewaga gospodarzy, znów prowadzenie 1:0 do przerwy, ponownie szaleńcze próby przeciwnika i nasza bramka w końcówce. I znowu wielkie uff po drugim trafieniu i końcowym gwizdku.

Po meczu ze Stalą Mielec mieliśmy uzasadnione obawy o spotkanie z Chojniczanką. Rywal również podrażniony – porażką z Zagłębiem Sosnowiec i generalnie bardzo słabą rundą wiosenną. Był to mecz również na styku w tabeli, porażka bowiem oddalała by nas od jednego z głównych przeciwników na cztery punkty. Zwycięstwo pozwoliło nam przeskoczyć Chojniczankę i to aż na dwa oczka. I to jest fakt. Obawy jednak wynikały z postawy naszego zespołu w meczu ze Stalą, ale także w kilku wcześniejszych pojedynkach, kiedy katowiczanie punktowali, ale… swoją grą nie zachwycali.

Byliśmy i jesteśmy krytyczni, ale naprawdę doceniamy zdobycze punktowe. Mimo przeciętnych pojedynków z Zagłębiem czy Wigrami, cieszyliśmy się niezmiernie, że GKS seryjnie wygrywał mecze. Po spotkaniu ze Stalą pojawiło się jednak pytanie, czy przypadkiem ten mecz nie pokazał, że pewien limit szczęścia został wcześniej wyczerpany. Szczęścia oczywiście popartego bardzo dobrą grą defensywną i błyskami naszych ofensywnych zawodników – rzadkimi, ale niezmiernie skutecznymi. Co by nie mówić – kompletnie nie byliśmy w stanie przewidzieć, co się na stadionie Chojniczanki wydarzy.

A wydarzyło się to, co… dobrze w tej rundzie znamy. Czyli znów daliśmy się zepchnąć rywalowi do defensywy (jak z Wigrami czy Rakowem po czerwonej kartce) i ratować skórę musieli stoperzy. Chojniczanka raz po raz atakowała z animuszem i kotłowało się w naszej szesnastce niemiłosiernie. Było trochę wybijania piłki na oślep, ale z drugiej strony była w tym metoda. Znów brylowali w zażegnywaniu groźnych akcji Kamiński i Klemenz. Kamyk bardzo dobrze się ustawia i zdecydowanie wybija piłki wtedy, kiedy trzeba. Klemenz pokazuje siłę i szczerze mówiąc dość niesamowitą jak na stopera szybkość. Wdaje się w pojedynki biegowe z rywalami i naprawdę wygląda to dobrze.

Ta obrona jednak momentami była dość rozpaczliwa. Jednak przyczyną nie było jakieś defensywne nieogarnięcie naszych zawodników. Przyczyną było znów to, co ostatnio – brak przetrzymania piłki. Zwłaszcza po przerwie na połowie przeciwnika czasem nie potrafiliśmy jej posiadać dłużej niż 5 sekund, bo następowała strata. I znów trzeba było bronić w pobliżu szesnastki.

Małym odkryciem tego meczu był Mateusz Abramowicz. Zawodnik w końcu został zatrudniony więcej razy, choć stuprocentowych sytuacji gospodarze mieli niewiele. Ale gdy już mieli tę jedną czy dwie, Abram spisał się wprost rewelacyjnie. Zwłaszcza strzał z 3 metrów przeciwnika – obronił w sytuacji, kiedy musiał być gol. Z meczu na mecz golkiper prezentuje się coraz pewniej. A i tym razem nie było wykopów w aut. Jeden z bohaterów spotkania.

W pomeczowym wywiadzie, który już dziś ukaże się na GieKSa.pl, trener Jacek Paszulewicz mówił nam, że widzi problem w braku utrzymania się przy piłce. Cieszy nas to, że szkoleniowiec ma te obserwacje (bo poprzedni szkoleniowcy wciskali nam kit, że mimo braku wyników, jest idealnie). Trener argumentował to w taki sposób, że zawodnicy na połowie przeciwnika zachowują się podobnie, jak przed polem karnym. I to chyba jest kwestia do popracowania nad głowami i spokojem piłkarzy – żeby na środku boiska czy połowie przeciwnika, dali sobie po prostu odrobinę czasu. Chociaż bądźmy uczciwi – akurat w meczu w Chojnicach rywale tego czasu zbyt wiele nie zostawiali, bo zakładali dość agresywny pressing i to być może zaskoczyło naszych zawodników.

W końcu zrobili to, co ostatnio robią po mistrzowsku, czyli wykorzystali swoje nieliczne okazje. Ale wykorzystali je w sposób perfekcyjny. Efektywność w ataku posunięta do bardzo wysokiego poziomu. Przecież te akcje bramkowe naprawdę okazały się bardzo dobre i nieprzypadkowe. Prokić rozegrał z Zejdlerem i Goncerzem, a ten odegrał do Błąda i typowo z dystansu zawodnik strzelił gola. Końcówka to dość nietypowa akcja Prokića, bo skrzydłem. Ale bardzo precyzyjne dogranie do wolnego Kędziory i dziękujemy.

GieKSa to obecnie ekipa, po której nie możemy spodziewać się cudów w grze i wręcz czasem trudno ją oglądać, gdy rywal spycha ją do defensywy. Ale obrońcy dają z bramkarzem mocno radę i z przodu, gdy trzeba, mamy te bramki. A o to przecież w piłce chodzi. Taka gra może zakończyć się różnie, ale na ten moment prawie zawsze kończy się… zywcięstwem.

Wynik spotkania w Chojnicach napawa nas euforią, ale przyszłość tego sezonu nadal jawi się jako wielka niewiadoma, bo tabela jest bardzo płaska. Wierzymy mocno w kolejne wygrane i jesteśmy optymistami. Katowiczan czeka jednak bardzo trudne spotkanie w Głogowie, znów z bezpośrednim rywalem i to w bardzo dobrej formie. Tam będzie znów mega ciężko, ale GKS w tych wszystkich mega ciężkich meczach powygrywał.

Spotkanie z Chojniczanką było bardzo ważne ze względu na to, że powoli kończymy mecze z górą tabeli. Po Chrobrym czeka nas już w komplecie do końca sezonu gra z rywalami z dolnej połowy tabeli. Jeśli wynik sobotniego meczu będzie korzystny, będziemy mieli pole position do walki o awans na finiszu sezonu.

I na koniec tego felietonu dodam jeszcze jedną rzecz. Jestem krytyczny wobec zawodników i zespołu, mecz w Chojnicach mnie nie zachwycił grą, ale zachwycił wynikiem i efektywnością. Do tego powoli trzeba się przyzwyczajać. Mamy ekipę zdolną ten awans wywalczyć, natomiast powoli dochodzę do wniosku, że GieKSa nie musi tego awansu wygrać, tylko musi go nie przegrać. Bo wszystko jest w nogach i głowach piłkarzy GKS Katowice.

Zawodników będziemy oceniać rzetelnie po każdym meczu, ale na Boga, bilans ostatnich 10 meczów to 8-1-1. I jeśli ktoś po jednym przegranym meczu nie tyle ma wątpliwości (może mieć), to stwierdza kategorycznie, że ta drużyna nie awansuje, że meczem ze Stalą przegrała sezon, że nic z tego nie będzie, to niech do cholery zmieni sobie zainteresowanie, bo piłka najwyraźniej nie jest dla tej osoby. A takie niestety były głosy wśród naszych zdesperowanych kibiców.

Piłkarzom dziękujemy za kolejny dzień radości. Trzymamy kciuki za mecz w Głogowie!

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    Sajmonczan

    19 kwietnia 2018 at 11:21

    I ten ostatni akapit idealnie pasuje do ludzi co zaczęli wychodzić po 2 bramce ze Stalą.

    Chore co musi zrobić zespół, żeby ludzie zrozumieli na czym polega kibicowanie a nie pierdolone konsumenckie podejście.

  2. Avatar photo

    AntyGrzyb

    19 kwietnia 2018 at 15:48

    Ciiiiiiiiiii nie napaljmy sie jeszcze w cholere meczy i wiele ma sie prawo zadziac a nie kibicow wina ze spod stadionu jest takie waskie gardlo wyjazdowe i nikt nie ma ochoty stac dwie godz do wyjazdu

  3. Avatar photo

    mat

    19 kwietnia 2018 at 20:25

    4 wygrane mecze za Paszulewicza (przed stalą) i redakcja myśli + inne osoby ze kibice doznali resetu pamieci i zapomnieli o tym co było za Brzeczka i Mandrysza mało tego ile lat nie jestesmy w ekstraklasie sami o tym pisaliscie kiedys chyba. Kazdy dobrze wie ze potrafimy oklaskiwac piłkarzy i stac na trybynach po koncowym gwizdku nawet jak przegraja ale musi to byc poparte walką itd. a mecz ze stala przypomniał to co było jeszcze niedawno moze macie inne zdanie ale gieksa zagrała bardzo słabo było mało strzałów, podawanie do tyłu gdy czas ucieka a druzyna przegrywa itd. dajcie co niektórym troche czasu a nie przypierdalacie sie ze ktos 2 min przed koncem wychodzi. wyzywacie ze to kibice sukcesu… kibice sukcesu to byli jak była ekstraklasa albo puchary europejskie a nie ci którzy jeżdza na mecze od lat łącznie z 4 liga brak słów

  4. Avatar photo

    mat

    19 kwietnia 2018 at 20:32

    miało byc jeździli jak była ekstraklasa a teraz nawet nie wiedza jak stadion gieksy wyglada bo tak dawno tu nie byli Duzo osob ktore wyszły dało sie skojarzyc z czasów 4 3 2 ligi to nie sa kibice sukcesu tylko prawdziwi kibice nawet jak wyjada 2 min predzej

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Żółty kocioł dał koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Radomiak Radom wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Joao Henriques. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Joao Henriques (trener Radomiaka Radom):
Nie mam zbyt wiele do powiedzenia. GKS strzelił trzy bramki, my dwie. Tyle mam do powiedzenia. Nasi zawodnicy do bohaterowie w tym meczu. Będziemy walczyć dalej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Ważny moment dla nas, bo pierwsza przerwa na kadrę to taka pierwsza tercja tej rundy i mieliśmy świadomość, że musimy zdobywać punkty, aby nie zakopać się. Wiadomo, jeśli chodzi punkty nie zdarzyło się nic zjawiskowego. Mamy siódmy punkt i to jest dla nas cenna zdobycz, a dzisiejszy mecz był bardzo ważnym egzaminem piłkarskiego charakteru, piłkarskiej złości i udowodnienia samemu sobie, że tydzień później możemy być bardzo dobrze dysponowani i możemy zapomnieć, że coś nam nie wyszło. Bo sport ma to do siebie, że co tydzień nie będziesz idealny, świetny i taki, jak będziesz sobie życzył. Ważne jest, jak sportowiec z tego wychodzi.

Tu nie chodzi o to, że nam się udało cokolwiek, bo udać to się może jeden raz, ale jak wychodzimy i zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy w opałach – a byliśmy w nich także w tym meczu. Graliśmy bardzo energetyczną pierwszą połowę, mogliśmy strzelić więcej bramek, a schodziliśmy tylko z remisem. Ze świadomością, że straciliśmy dwie bramki, a sami mogliśmy strzelić dużo więcej. No ale jednak obawa jest, że dwie straciliśmy.

Siła ofensywna Radomiaka jest ogromna, ci chłopcy są indywidualnie bardzo dobrze wyszkoleni, są szybcy, dynamiczny, niekonwencjonalni. Bardzo trudno się przeciw nim gra. Zresztą kontratak na 1:0 pokazywał dużą klasę. Niesamowicie jestem dumny ze swoich piłkarzy, że w taki sposób narzucili swoje tempo gry, byli w pierwszej połowie drużyną, która dominowała, stworzyła wiele sytuacji bramkowych, oddała wiele strzałów, miała dużo dośrodkowań. To była gra na tak. Z tego się cieszę, bo od tego tutaj jesteśmy. W drugiej połowie przeciwnik po zmianach, wrócił Capita, Maurides, także ta ławka również była silna. Gra się wyrównała i była troszeczkę szarpana. Natomiast niesamowicie niosła nas publika, dzisiaj ten nasz „żółty kocioł” był niesamowity i serce się raduje, w jaki sposób to odtworzyliśmy, bo wiemy jaką drogę przeszliśmy i ile było emocji. Druga połowa była świetnym koncertem i kibice bardzo pomagali, a bramka Marcina była pięknym ukoronowaniem. Skończyło się naszym zwycięstwem i możemy być bardzo szczęśliwi. Co tu dużo mówić, jeżeli w taki sposób GKS będzie grał, to kibiców będzie jeszcze więcej i ten nasz stadion, który tak nam pomaga, będzie szczęśliwy.

Bardzo cenne punkty, ważny moment, trochę poczucia, że dobra teraz chwila na odpoczynek ale za chwilę zabieramy się do ciężkiej roboty, bo jedziemy do Gdańska i wiadomo, jak ważne to będzie dla nas spotkanie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga