Felietony Piłka nożna
[FELIETON] Jedna litera z Alfabetu, ale za to mocna
W dzisiejszym losowaniu padła 3 razy ta sama litera. Czyżby to był przypadek, czy może jednak po kolejnej klęsce przeznaczenie? Trudno jest powoli pisać, bo od kilku tygodni powinien być jeden temat wałkowany: dramat, porażka, załamanie.
K jak Kurwa mać, czyli brak słów na to, co się dzieje w klubie.
Żeby skutecznie uciekać przed goniącym cię niedźwiedziem, nie musisz biec nie wiadomo jak szybko, ważne byś biegł szybciej od ostatniego w stawce. W tej chwili jegomościa w żółtej koszulce dogonił nie tylko niedźwiedź, ale też skołtuniony wilk, agresywny ryś i wiewiórka z widoczną wścieklizną. Niedługo dogoni nas nawet zaskroniec i wtedy to będzie koniec.
Coś dziwnego dzieje się z tą drużyną, z tym klubem. Nie łatwo jest wytłumaczyć te wszystkie rzeczy, które dotykają nas od 2 lat. Jedną z przyczyn może być…no właśnie kurna nie wiem. Nie wiem, co to może być, nie ma tu żadnej logiki. Nie ma żadnego sensu próbowanie rozłożenia tej sytuacji na czynniki pierwsze. Może warto zrobić naprawdę dużą rewolucję, ale wśród głównych wykonawców, którzy biegają po murawie.
K jak Kibice, czyli jak można być ponad wszystko.
Wielki Szacun za doping podczas ostatniego meczu dla kibiców na Bukowej. Pomimo tego, że dostajemy w mordę non stop, pomimo tego, że nasz honor dawno zaległ 3 metry pod dnem, kibice dopingują cały mecz na pełnej petardzie. I jak zwykle na koniec dostają „nagrodę” w postaci wpierdolu na koniec spotkania.
Pytanie tylko na ile starczy sił, aby dalej to ciągnąć, mam tu na myśli porządny doping jak przystało na kibiców trójkolorowych. Pewne pokłady cierpliwości się kończą i jeśli tak dalej pójdzie, to Blaszok będzie pusty jak bana na Chebzie Pętla o pierwszej w nocy w poniedziałek.
K jak Komentarze, czyli Polak musi znaleźć na siłę winnego.
Jak czytam niektóre komentarze na stronie lub forum, to ogarnia mnie czasem duże zdziwienie. Zwłaszcza te, w których kibice obwiniają Zarząd lub Prezydenta za to, co się dzieje na boisku. Czy papież każe swoim podopiecznym, aby w Kościele była pedofilia?!
Nie wyobrażam sobie, aby Prezes lub Dyrektor wchodził do szatni i mówił coś w rodzaju: „Panowie jesteśmy w czarnej dupie z wynikami, dlatego dziś też przegrajmy, bo wtedy będziemy mieszani z błotem i kibice będą nas nienawidzić!”. Potem Prezydent wysyła maila do kapitana drużyny i pisze, aby w tragicznym stylu przerżnąć kolejne spotkanie, bo wtedy kibice będą nawoływać, aby nie głosować na niego w kolejnych wyborach. Jeśli ktoś posiada odrobinę rozumu, to takich rzeczy nie zrobi. I nie wierzę w to, że ktoś specjalnie odpuszcza w tym klubie, że nie chce sukcesu. Kiedyś wylewano pomyje na Prezesa Cygana, bluzgano na trenera Brzęczka, a teraz Ci Panowie dobrze prosperują. Czy specjalnie chcieli zepsuć swój autorytet i poświęcić dobre imię w tej branży będąc u nas? Nie sądzę.
Też jestem mega wkurzony na obecną sytuację, ale skierujmy swoje pretensje do odpowiednich osób, które posiadają narzędzie pracy przy swoich nogach. Ich rozliczajmy za zaistniały stan rzeczy.
Dopóki kogoś nie złapiesz za rękę, to nie nazywaj go złodziejem.
Galeria Piłka nożna
Feta na Arenie Katowice
Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.
Felietony Piłka nożna
Esencja piłki nożnej
Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.
Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.
Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.
W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.
A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.
No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.
Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.
Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.
Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.
W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.
Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.
I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.
No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.
Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.
Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.
Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.
Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.
Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.
Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.
W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.
Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.
Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…
Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.
Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.
Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.
Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.
Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.
Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.
Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.
Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.
Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.
To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.
Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.
W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.
Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.
Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.
Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.
Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.
Galeria Piłka nożna
Z drugiej ligi do Europy
Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.


Łukasz
2 października 2018 at 14:05
Odpowiem na trzecie K.
Tak, bedę komentował. Na wojnie za wynik odpowiada generał, czy marszałek. A nie wychodza z bronią na front. Ale to oni obierają strategię, wybierają oddzialy i decydują o ich użyciu (czy nieużyciu). Żołnierze są wykonawcami ich planu. To wielka rola, ale chyba zgodzisz się ze mną że nawet najlepsze działanie, pozbawione planu traci sens…
I jestem zdania że Bartnik jest winien. Na pewno nie prezydent Krupa, ale dyrektor sportowy. Co prawda nie wchodzi do szatni, ale decyduje o tym kto jest szefem w tej szatni. To już wystarczy…
rochol
2 października 2018 at 14:36
Ludzie z zarzadu rujnuja ten klub. ….barknik za zwolnienie Mandrysza i zatrudnienie nieudacznik z Grudziadza ktory zostawil Olimpie na ostatnim miejscu do dymisji najlepiej razem z prezesek ktory go zatrudnil
pablo eskobar
2 października 2018 at 14:54
Kopacze widza od lat ze tutaj przychodzi sie poto aby zarobic a sie nienarobic i tak to bedzie wygladalo dalej jak nikt niepi..e reka w stol i powie dosc
Irishman
2 października 2018 at 15:15
Zgadzam się raczej z @Rocholem i @Łukaszem.
Część kibiców obwinia piłkarzy. Ale czy to oni są winni, ze mamy szpital na Bukowej? Jasne, już to widzę, jak sobie jeden czy drugi specjalnie nadrywa mięśnie, żeby tylko móc się opierniczać za miejskie pieniądze!
PanGoroli
2 października 2018 at 15:38
@Łukasz, w samo sedno!
Solski
2 października 2018 at 17:14
Błędem było zwolnienie Mandrysza – odpowiedzialny? – BARTNIK
Błędem było zatrudnienie Paszulewicza – odpowiedzialny? – BARTNIK
Zaciąg piłkarzy – odpowiedzialny? BARTNIK i PASZULEWICZ.
Teraz płacimy i Mandryszowi i Paszulewiczowi. Czy w normalnej spółce zwolniony pracownik za słabą pracę nadal otrzymuje pieniądze? NIE NIE OTRZYMUJE.
I teraz BARTNIK powinien z własnej kasy płacic Paszulewiczowi i Mandryszowi, a Paszulewicz piłkarzom, którzy są pomyłką (Piesio, Śpiączka, Słomka itp)
Solski
2 października 2018 at 17:15
Co do kontuzji, to ewidenta wina myśli szkoleniowej Paszulewicza. Zajechał pilkarzy i 2 kluby Olimpię G i GieKSę. Faktycznie KAT
Riko
2 października 2018 at 20:43
Jesteś właścicielem firmy która produkuje sygnalizatory świetlne … niestety katastrofa … zamiast czerwono żółto zielonych firma wypuszcza zielono czerwone tylko żółte itd . Okazało się że pracownicy produkcji to daltoniści .. zatrudnił ich Dyrektor Personalny . Jego Dyrektor Generalny . Kogo obwiniasz za swoje straty ???
PanGoroli
2 października 2018 at 20:49
Poza tym James, nie jestem Polakiem, jestem Ślązakiem. Z Polakami mam tyle wspólnego, co na przykład Słowacy.
q2
2 października 2018 at 21:31
JAMES skompromitowałeś się z literką K jak komentarze – niesamowicie. Głupszego wywodu nie słyszałem. Za wyniki gdziekolwiek i w jakiejkolwiek firmie państwowej, czy prywatnej, odpowiedzialność ponosi prezes! Przez takich myślących kibiców jest taka patologia w GKS. Redakcja Gieksy już dawno się skompromitowała, teraz czas na młodszych i naiwnych. ps tym wpisem pokazałeś jak bardzo mylisz miłość do klubu z naiwnością. Jeśli możesz nie pisz więcej.
q2
2 października 2018 at 21:47
James jeszcze jedno bo ty chyba jesteś młodym kibicem. Napisałeś ” Nie wyobrażam sobie, aby Prezes lub Dyrektor wchodził do szatni i mówił coś w rodzaju: „Panowie jesteśmy w czarnej dupie z wynikami, dlatego dziś też przegrajmy, bo wtedy będziemy mieszani z błotem i kibice będą nas nienawidzić!”. Jeśli sobie nie wyobrażać takiej sytuacji to powiem ci, że Marian Dziurowicz tak robił. Sami piłkarze mówili, że jak wchodził :Magnat: do szatni to papier toaletowy się prostował. Także skończ pisać synku głupoty jak cała redakcja. Idź na forum tak kosa i inni polubią twoje durne posty.
James
2 października 2018 at 22:11
@ q2: dziękuję za Twój komentarz. Z reguły nie odpisuję na temat swoich felietonów, piszę je aby mogła powstać jakaś dyskusja (między innymi) i teraz zrobię wyjątek.
Co do Magnata to nie rozumiem Twojego potwierdzenia, że On tak robił, czyli wchodził i mówił „przegrajmy”.
Dla Twojej wiadomości, to miałem okazję być nie raz jako zawodnik u Mariana Dziurowicza i znam temat z autopsji.
„Bez odbioru”
q2
2 października 2018 at 22:36
James odnośnie wchodzenia do szatni to chodziło mi o to, że takie sytuacje były, nie zaś, że mówił dosłownie co napisałeś. (odnośnie przegranych). Skoro znasz temat z autopsji, to chyba wiesz, że prezes był w szatni i raczej żądał wyników. To miałem na myśli. (źle dobrałem słownictwo).
Łukasz
2 października 2018 at 22:42
@Riko Identycznie myślimy!
Erich
3 października 2018 at 00:20
James przez takich desparatów jak Ty w tym klubie nic się nie zmieni. Chodzą na mecze, dopingują 90 minut, super ! To jest tolerowanie i przyzwolenie na niszczenie GieKSy w ciągu dalszym. Kibice zamiast wspierać tych dających dupy piłkarzy (co jest jakąś schizofrenią i zaprzeczeniem logiki) powinni zbojkotować mecze i udać się pod magistrat. Tak kiedyś ratowaliśmy Nasz klub. Absolutnie się nie zgadzam, że tylko piłkarze są winni, oni są tylko wypadkową i końcowym odzwierciedleniem beznadziejnego zarządzania klubem, skrajnej niegospodarności pieniędzmi podatników. Ktoś im kurwa na to pozwala! Jak Papież toleruje, że jego podwładni są pedofilami to on za to odpowiada. Tak jak Krupa i jego ludzie za upadek sekcji piłkarskiej GKS. Niestety ani rządzący kościołem ani żadną inną instytucją do błędów się nie przyzna, dla nich liczy się tylko władza i kasa.
Erich
3 października 2018 at 00:26
Dodam jeszcze, że tak jak napisał q2, niestety wielu kibiców nadal poprzednie lata nic nie nauczyły i nadal mylą miłość do klubu z naiwnością.
Erich
3 października 2018 at 00:33
„Wielki Szacun za doping podczas ostatniego meczu dla kibiców na Bukowej. Pomimo tego, że dostajemy w mordę non stop, pomimo tego, że nasz honor dawno zaległ 3 metry pod dnem, kibice dopingują cały mecz na pełnej petardzie. I jak zwykle na koniec dostają „nagrodę” w postaci wpierdolu na koniec spotkania.”
Jest takie powiedzenie „pluń kurwie w twarz to powie, że deszcz leci”
Niestety, ci dopingujący, robiąc to, postępują jak ta przysłowiowa „kurwa” (zaznaczam, że przysłowiowa).
Mecza
3 października 2018 at 08:48
Bardzo dziwne stwierdzenie „Może warto zrobić naprawdę dużą rewolucję, ale wśród głównych wykonawców, którzy biegają po murawie” Jestem za tym aby przez najbliższe 3 okienka transferowe nie było żadnych transferów (jak już tylko odchodzące a uzupełnienia z młodej Gieksy)a Ci co są mają spłacić swój dług zaufania.
Lukasz
3 października 2018 at 09:21
A co jeśli przez te 3 okienka spadniemy o dwie klasy rozgrywek niżej? A nowy trener powie: ” Z takimi zawodnikami to nawet Mourihnio by nie dał rady” ?
Ja znów jestem za tym aby kopnąć Bartnika w dupę bo jego 3 bardzo ważne decyzje (*wyrzucenie Mandrysza *zatrudnienie Paszulewicza *uczynienie z Paszulewicza dyktatora rewolucjonisty) doprowadziły GieKSę na sportowe dno! Potem zatrudnić nowy sztab i umówić się z nim jasno że nie ma wymówek. A cel to utrzymanie.
Mecza
3 października 2018 at 10:27
Robienie kolejnej rewolucji kadrowej byłoby głupotą, pisałem już w połowie sierpnia że kolejne transfery nawet piłkarzy pokroju Lewandowskiego czy Glika nie podniosą jakości gry całego zespołu jak nie ma pomysłu na grę. Czytam wywiad z Bartnikiem, że chcieli grać ofensywnie a efekt jest taki że mają prawie najmniej bramek strzelonych. Przecież nie wystarczy powiedzieć piłkarzom gramy ofensywnie i wystawić ofensywnych graczy. Trzeba mieć na to pomysł i trenować schematy rozegrania. Lewy by zginął w tej kopaninie. To nie wina piłkarzy.
PanGoroli
3 października 2018 at 10:47
Bartnik ma dwa kluby pod pieczą. Nasz jest na ostatnim miejscu i dostaje od wszystkich baty. Dla Myszkowa 4 liga jest za silna, baty od wszystkich i też ostatnie miejsce. To są FAKTY, że poziom SPORTOWY obydwóch klubów jest beznadziejny. A kto odpowiada za poziom SPORTOWY w tych klubach? Jaki jest prawidłowy sposób postępowania, jeśli przez rok czasu jest stała tendencja spadkowa? Jakie środki podejmuje się wobec menedzera, który za te wyniki odpowiada?
Błędów Bartnika jest znacznie więcej. Dodajmy zrobienie kozła ofiarnego z Plizgi, zezwolenie, by kapitanem był jeden z głównych 'reżyserów’ ustawek w zeszłym roku i 2 lata temu, 'bezkrólewie’, które mamy od miesiąca. Płacenie TRZEM trenerom, gdy sekcja NIE MA ŻADNEGO.
Odpowiedzialność Bartnika i jego nieprzydatność jest oczywista. Zgadzam się, że jak dotąd Janickiego bronią wyniki w innych sekcjach. Jednak w obecnej chwili, jego OBOWIĄŻKIEM jest zwolnienie Bartnika.
Lukasz
3 października 2018 at 11:42
Komentarz trafiony w punkt.
No, poza tym ustawieniami meczy. To już oskarżenie – masz dowody? To je pokaż. A co do jakości pracy Bartnika to nic dodać, nic ująć.
Jeśli mnie pamięć nie myli to właśnie przy zatrudniani Bartnika Janicki w wywiadzie powiedział ze nie zna się na piłce nożnej, wiec zatrudnia specjalistę od tych spraw. I ja takie myślenie popieram. ” oddajcie Cesarzowi co cesarskie. ” Tyle że okazuje się że Bartnik’owi i Janickiemu jedynie wydaje się że ten pierwszy zna się na piłce. Wobec tego sądzę że miejsce tego pana jest w pośredniaku. Wyniki pokazują to dobitnie.
I apeluje- jeszcze nie jest za późno. Kolejny błąd Bartnika to GieKSa w drugiej lidzie… Do tego dopuścić bie możemy. My. Kibice.
PanGoroli
3 października 2018 at 13:08
@Łukasz, tak, dowody są. Choćby jest na tym portalu skrót, jak midziera ustawia bramke dla przeciwników w najbardziej nieudolny sposób, jeśli chodzi o 'ustawianie’, jaki widziałem. Nie przyjmuje piłki podanej przez kolegę. 'Puszcza’ ją i spokojnie, bez reakcji obserwuje, jak ją przyjmuje przeciwnik i wychodzi sam na sam. Dalej bez żadnej reakcji, pozwala przeciwnikowi grać. Przeciwnik fatalnie kiskuje, piłka toczy się do bramki, więc midziera pozoruje swój kiks, kopiąc w powietrze, zamiast w piłkę. Fajnie to widać na filmie, że to jest zamiar kopnięcia w powietrze, nie w piłkę, tak, żeby to wyglądało na kiks. Piłka toczy się do bramki, więc midziera udaje, że do próbuje ją dogonić. Piłka jest tak słaba, że bez trudu ją dogania, i… zwalnia, asekuruje ją, by mogła wpaść do naszej bramki. Jeśli tak ordynarny wałek nie jest dowodem, to ja nie wiem, czego jeszcze potrzeba.
Dodajmy jeszcze świętowanie w udany sposób przegrany mecz z ruchem, chyba najwiekszy blamaż w historii GieKSy. Tak, oskarżam go o ustawianie meczów i uważam, że powinna się nim zająć prokuratura, i dokładnie prześwietlić jego finanse, i finanse jego bliskich. Sprawdzić, czy czasem po sensacyjnych porażkach, po niespodziewanie niewytłumaczalnie słabych meczach i nagłych załamaniach formy w meczach z outsiderami, czy u niego, lub jego bliskich nie pojawiały się nagle znaczne sumy pieniędzy. W ostatnich latach to była reguła, że im wyzszy kurs przeciw GieKSie, tym pewniejsze było, że GieKSa przegra. I z reguły wg scenariusza do przerwy wygrywa, po przerwie przegrywa. Za to najwięcej buki płacą.