Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

[FELIETON] Jedna litera z Alfabetu, ale za to mocna

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W dzisiejszym losowaniu padła 3 razy ta sama litera. Czyżby to był przypadek, czy może jednak po kolejnej klęsce przeznaczenie? Trudno jest powoli pisać, bo  od kilku tygodni powinien być jeden temat wałkowany: dramat, porażka, załamanie.

K jak Kurwa mać, czyli brak słów na to, co się dzieje w klubie.

Żeby skutecznie uciekać przed goniącym cię niedźwiedziem, nie musisz  biec nie wiadomo jak szybko, ważne byś biegł szybciej od ostatniego w stawce. W tej chwili jegomościa w żółtej koszulce dogonił nie tylko niedźwiedź, ale też skołtuniony wilk, agresywny ryś i wiewiórka z widoczną wścieklizną. Niedługo dogoni nas nawet zaskroniec i wtedy to będzie koniec.

Coś dziwnego dzieje się z tą drużyną, z tym klubem. Nie łatwo jest wytłumaczyć te wszystkie rzeczy, które dotykają nas od 2 lat. Jedną z przyczyn może być…no właśnie kurna nie wiem. Nie wiem, co to może być, nie ma tu żadnej logiki. Nie ma żadnego sensu próbowanie rozłożenia tej sytuacji na czynniki pierwsze. Może warto zrobić naprawdę dużą rewolucję, ale wśród głównych wykonawców, którzy biegają po murawie.

K jak Kibice, czyli jak można być ponad wszystko.

Wielki Szacun za doping podczas ostatniego meczu dla kibiców na Bukowej. Pomimo tego, że dostajemy w mordę non stop, pomimo tego, że nasz honor dawno zaległ 3 metry pod dnem, kibice dopingują cały mecz na pełnej petardzie. I jak zwykle na koniec dostają „nagrodę” w postaci wpierdolu na koniec spotkania.

Pytanie tylko na ile starczy sił, aby dalej to ciągnąć, mam tu na myśli porządny doping jak przystało na kibiców trójkolorowych. Pewne pokłady cierpliwości się kończą i jeśli tak dalej pójdzie, to Blaszok będzie pusty jak bana na Chebzie Pętla o pierwszej w nocy w poniedziałek.

K jak Komentarze, czyli Polak musi znaleźć na siłę winnego.

Jak czytam niektóre komentarze na stronie lub forum, to ogarnia mnie czasem duże zdziwienie. Zwłaszcza te, w których kibice obwiniają Zarząd lub Prezydenta za to, co się dzieje na boisku. Czy papież każe swoim podopiecznym, aby w Kościele była pedofilia?!

Nie wyobrażam sobie, aby Prezes lub Dyrektor wchodził do szatni i mówił coś w rodzaju: „Panowie jesteśmy w czarnej dupie z wynikami, dlatego dziś też przegrajmy, bo wtedy będziemy mieszani z błotem i kibice będą nas nienawidzić!”. Potem Prezydent wysyła maila do kapitana drużyny i pisze, aby w tragicznym stylu przerżnąć kolejne spotkanie, bo wtedy kibice będą nawoływać, aby nie głosować na niego w kolejnych wyborach. Jeśli ktoś posiada odrobinę rozumu, to takich rzeczy nie zrobi. I nie wierzę w to, że ktoś specjalnie odpuszcza w tym klubie, że nie chce sukcesu. Kiedyś wylewano pomyje na Prezesa Cygana, bluzgano na trenera Brzęczka, a teraz Ci Panowie dobrze prosperują. Czy specjalnie chcieli zepsuć swój autorytet i poświęcić dobre imię w tej branży będąc u nas? Nie sądzę.

Też jestem mega wkurzony na obecną sytuację, ale skierujmy swoje pretensje do odpowiednich osób, które posiadają narzędzie pracy przy swoich nogach. Ich rozliczajmy za zaistniały stan rzeczy.

Dopóki kogoś nie złapiesz za rękę, to nie nazywaj go złodziejem.

23 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

23 komentarze

  1. Avatar photo

    Łukasz

    2 października 2018 at 14:05

    Odpowiem na trzecie K.
    Tak, bedę komentował. Na wojnie za wynik odpowiada generał, czy marszałek. A nie wychodza z bronią na front. Ale to oni obierają strategię, wybierają oddzialy i decydują o ich użyciu (czy nieużyciu). Żołnierze są wykonawcami ich planu. To wielka rola, ale chyba zgodzisz się ze mną że nawet najlepsze działanie, pozbawione planu traci sens…
    I jestem zdania że Bartnik jest winien. Na pewno nie prezydent Krupa, ale dyrektor sportowy. Co prawda nie wchodzi do szatni, ale decyduje o tym kto jest szefem w tej szatni. To już wystarczy…

  2. Avatar photo

    rochol

    2 października 2018 at 14:36

    Ludzie z zarzadu rujnuja ten klub. ….barknik za zwolnienie Mandrysza i zatrudnienie nieudacznik z Grudziadza ktory zostawil Olimpie na ostatnim miejscu do dymisji najlepiej razem z prezesek ktory go zatrudnil

  3. Avatar photo

    pablo eskobar

    2 października 2018 at 14:54

    Kopacze widza od lat ze tutaj przychodzi sie poto aby zarobic a sie nienarobic i tak to bedzie wygladalo dalej jak nikt niepi..e reka w stol i powie dosc

  4. Avatar photo

    Irishman

    2 października 2018 at 15:15

    Zgadzam się raczej z @Rocholem i @Łukaszem.

    Część kibiców obwinia piłkarzy. Ale czy to oni są winni, ze mamy szpital na Bukowej? Jasne, już to widzę, jak sobie jeden czy drugi specjalnie nadrywa mięśnie, żeby tylko móc się opierniczać za miejskie pieniądze!

  5. Avatar photo

    PanGoroli

    2 października 2018 at 15:38

    @Łukasz, w samo sedno!

  6. Avatar photo

    Solski

    2 października 2018 at 17:14

    Błędem było zwolnienie Mandrysza – odpowiedzialny? – BARTNIK
    Błędem było zatrudnienie Paszulewicza – odpowiedzialny? – BARTNIK
    Zaciąg piłkarzy – odpowiedzialny? BARTNIK i PASZULEWICZ.

    Teraz płacimy i Mandryszowi i Paszulewiczowi. Czy w normalnej spółce zwolniony pracownik za słabą pracę nadal otrzymuje pieniądze? NIE NIE OTRZYMUJE.
    I teraz BARTNIK powinien z własnej kasy płacic Paszulewiczowi i Mandryszowi, a Paszulewicz piłkarzom, którzy są pomyłką (Piesio, Śpiączka, Słomka itp)

  7. Avatar photo

    Solski

    2 października 2018 at 17:15

    Co do kontuzji, to ewidenta wina myśli szkoleniowej Paszulewicza. Zajechał pilkarzy i 2 kluby Olimpię G i GieKSę. Faktycznie KAT

  8. Avatar photo

    Riko

    2 października 2018 at 20:43

    Jesteś właścicielem firmy która produkuje sygnalizatory świetlne … niestety katastrofa … zamiast czerwono żółto zielonych firma wypuszcza zielono czerwone tylko żółte itd . Okazało się że pracownicy produkcji to daltoniści .. zatrudnił ich Dyrektor Personalny . Jego Dyrektor Generalny . Kogo obwiniasz za swoje straty ???

  9. Avatar photo

    PanGoroli

    2 października 2018 at 20:49

    Poza tym James, nie jestem Polakiem, jestem Ślązakiem. Z Polakami mam tyle wspólnego, co na przykład Słowacy.

  10. Avatar photo

    q2

    2 października 2018 at 21:31

    JAMES skompromitowałeś się z literką K jak komentarze – niesamowicie. Głupszego wywodu nie słyszałem. Za wyniki gdziekolwiek i w jakiejkolwiek firmie państwowej, czy prywatnej, odpowiedzialność ponosi prezes! Przez takich myślących kibiców jest taka patologia w GKS. Redakcja Gieksy już dawno się skompromitowała, teraz czas na młodszych i naiwnych. ps tym wpisem pokazałeś jak bardzo mylisz miłość do klubu z naiwnością. Jeśli możesz nie pisz więcej.

  11. Avatar photo

    q2

    2 października 2018 at 21:47

    James jeszcze jedno bo ty chyba jesteś młodym kibicem. Napisałeś ” Nie wyobrażam sobie, aby Prezes lub Dyrektor wchodził do szatni i mówił coś w rodzaju: „Panowie jesteśmy w czarnej dupie z wynikami, dlatego dziś też przegrajmy, bo wtedy będziemy mieszani z błotem i kibice będą nas nienawidzić!”. Jeśli sobie nie wyobrażać takiej sytuacji to powiem ci, że Marian Dziurowicz tak robił. Sami piłkarze mówili, że jak wchodził :Magnat: do szatni to papier toaletowy się prostował. Także skończ pisać synku głupoty jak cała redakcja. Idź na forum tak kosa i inni polubią twoje durne posty.

  12. Avatar photo

    James

    2 października 2018 at 22:11

    @ q2: dziękuję za Twój komentarz. Z reguły nie odpisuję na temat swoich felietonów, piszę je aby mogła powstać jakaś dyskusja (między innymi) i teraz zrobię wyjątek.
    Co do Magnata to nie rozumiem Twojego potwierdzenia, że On tak robił, czyli wchodził i mówił „przegrajmy”.
    Dla Twojej wiadomości, to miałem okazję być nie raz jako zawodnik u Mariana Dziurowicza i znam temat z autopsji.
    „Bez odbioru”

  13. Avatar photo

    q2

    2 października 2018 at 22:36

    James odnośnie wchodzenia do szatni to chodziło mi o to, że takie sytuacje były, nie zaś, że mówił dosłownie co napisałeś. (odnośnie przegranych). Skoro znasz temat z autopsji, to chyba wiesz, że prezes był w szatni i raczej żądał wyników. To miałem na myśli. (źle dobrałem słownictwo).

  14. Avatar photo

    Łukasz

    2 października 2018 at 22:42

    @Riko Identycznie myślimy!

  15. Avatar photo

    Erich

    3 października 2018 at 00:20

    James przez takich desparatów jak Ty w tym klubie nic się nie zmieni. Chodzą na mecze, dopingują 90 minut, super ! To jest tolerowanie i przyzwolenie na niszczenie GieKSy w ciągu dalszym. Kibice zamiast wspierać tych dających dupy piłkarzy (co jest jakąś schizofrenią i zaprzeczeniem logiki) powinni zbojkotować mecze i udać się pod magistrat. Tak kiedyś ratowaliśmy Nasz klub. Absolutnie się nie zgadzam, że tylko piłkarze są winni, oni są tylko wypadkową i końcowym odzwierciedleniem beznadziejnego zarządzania klubem, skrajnej niegospodarności pieniędzmi podatników. Ktoś im kurwa na to pozwala! Jak Papież toleruje, że jego podwładni są pedofilami to on za to odpowiada. Tak jak Krupa i jego ludzie za upadek sekcji piłkarskiej GKS. Niestety ani rządzący kościołem ani żadną inną instytucją do błędów się nie przyzna, dla nich liczy się tylko władza i kasa.

  16. Avatar photo

    Erich

    3 października 2018 at 00:26

    Dodam jeszcze, że tak jak napisał q2, niestety wielu kibiców nadal poprzednie lata nic nie nauczyły i nadal mylą miłość do klubu z naiwnością.

  17. Avatar photo

    Erich

    3 października 2018 at 00:33

    „Wielki Szacun za doping podczas ostatniego meczu dla kibiców na Bukowej. Pomimo tego, że dostajemy w mordę non stop, pomimo tego, że nasz honor dawno zaległ 3 metry pod dnem, kibice dopingują cały mecz na pełnej petardzie. I jak zwykle na koniec dostają „nagrodę” w postaci wpierdolu na koniec spotkania.”

    Jest takie powiedzenie „pluń kurwie w twarz to powie, że deszcz leci”
    Niestety, ci dopingujący, robiąc to, postępują jak ta przysłowiowa „kurwa” (zaznaczam, że przysłowiowa).

  18. Avatar photo

    Mecza

    3 października 2018 at 08:48

    Bardzo dziwne stwierdzenie „Może warto zrobić naprawdę dużą rewolucję, ale wśród głównych wykonawców, którzy biegają po murawie” Jestem za tym aby przez najbliższe 3 okienka transferowe nie było żadnych transferów (jak już tylko odchodzące a uzupełnienia z młodej Gieksy)a Ci co są mają spłacić swój dług zaufania.

    • Avatar photo

      Lukasz

      3 października 2018 at 09:21

      A co jeśli przez te 3 okienka spadniemy o dwie klasy rozgrywek niżej? A nowy trener powie: ” Z takimi zawodnikami to nawet Mourihnio by nie dał rady” ?
      Ja znów jestem za tym aby kopnąć Bartnika w dupę bo jego 3 bardzo ważne decyzje (*wyrzucenie Mandrysza *zatrudnienie Paszulewicza *uczynienie z Paszulewicza dyktatora rewolucjonisty) doprowadziły GieKSę na sportowe dno! Potem zatrudnić nowy sztab i umówić się z nim jasno że nie ma wymówek. A cel to utrzymanie.

  19. Avatar photo

    Mecza

    3 października 2018 at 10:27

    Robienie kolejnej rewolucji kadrowej byłoby głupotą, pisałem już w połowie sierpnia że kolejne transfery nawet piłkarzy pokroju Lewandowskiego czy Glika nie podniosą jakości gry całego zespołu jak nie ma pomysłu na grę. Czytam wywiad z Bartnikiem, że chcieli grać ofensywnie a efekt jest taki że mają prawie najmniej bramek strzelonych. Przecież nie wystarczy powiedzieć piłkarzom gramy ofensywnie i wystawić ofensywnych graczy. Trzeba mieć na to pomysł i trenować schematy rozegrania. Lewy by zginął w tej kopaninie. To nie wina piłkarzy.

  20. Avatar photo

    PanGoroli

    3 października 2018 at 10:47

    Bartnik ma dwa kluby pod pieczą. Nasz jest na ostatnim miejscu i dostaje od wszystkich baty. Dla Myszkowa 4 liga jest za silna, baty od wszystkich i też ostatnie miejsce. To są FAKTY, że poziom SPORTOWY obydwóch klubów jest beznadziejny. A kto odpowiada za poziom SPORTOWY w tych klubach? Jaki jest prawidłowy sposób postępowania, jeśli przez rok czasu jest stała tendencja spadkowa? Jakie środki podejmuje się wobec menedzera, który za te wyniki odpowiada?
    Błędów Bartnika jest znacznie więcej. Dodajmy zrobienie kozła ofiarnego z Plizgi, zezwolenie, by kapitanem był jeden z głównych 'reżyserów’ ustawek w zeszłym roku i 2 lata temu, 'bezkrólewie’, które mamy od miesiąca. Płacenie TRZEM trenerom, gdy sekcja NIE MA ŻADNEGO.
    Odpowiedzialność Bartnika i jego nieprzydatność jest oczywista. Zgadzam się, że jak dotąd Janickiego bronią wyniki w innych sekcjach. Jednak w obecnej chwili, jego OBOWIĄŻKIEM jest zwolnienie Bartnika.

    • Avatar photo

      Lukasz

      3 października 2018 at 11:42

      Komentarz trafiony w punkt.
      No, poza tym ustawieniami meczy. To już oskarżenie – masz dowody? To je pokaż. A co do jakości pracy Bartnika to nic dodać, nic ująć.
      Jeśli mnie pamięć nie myli to właśnie przy zatrudniani Bartnika Janicki w wywiadzie powiedział ze nie zna się na piłce nożnej, wiec zatrudnia specjalistę od tych spraw. I ja takie myślenie popieram. ” oddajcie Cesarzowi co cesarskie. ” Tyle że okazuje się że Bartnik’owi i Janickiemu jedynie wydaje się że ten pierwszy zna się na piłce. Wobec tego sądzę że miejsce tego pana jest w pośredniaku. Wyniki pokazują to dobitnie.
      I apeluje- jeszcze nie jest za późno. Kolejny błąd Bartnika to GieKSa w drugiej lidzie… Do tego dopuścić bie możemy. My. Kibice.

  21. Avatar photo

    PanGoroli

    3 października 2018 at 13:08

    @Łukasz, tak, dowody są. Choćby jest na tym portalu skrót, jak midziera ustawia bramke dla przeciwników w najbardziej nieudolny sposób, jeśli chodzi o 'ustawianie’, jaki widziałem. Nie przyjmuje piłki podanej przez kolegę. 'Puszcza’ ją i spokojnie, bez reakcji obserwuje, jak ją przyjmuje przeciwnik i wychodzi sam na sam. Dalej bez żadnej reakcji, pozwala przeciwnikowi grać. Przeciwnik fatalnie kiskuje, piłka toczy się do bramki, więc midziera pozoruje swój kiks, kopiąc w powietrze, zamiast w piłkę. Fajnie to widać na filmie, że to jest zamiar kopnięcia w powietrze, nie w piłkę, tak, żeby to wyglądało na kiks. Piłka toczy się do bramki, więc midziera udaje, że do próbuje ją dogonić. Piłka jest tak słaba, że bez trudu ją dogania, i… zwalnia, asekuruje ją, by mogła wpaść do naszej bramki. Jeśli tak ordynarny wałek nie jest dowodem, to ja nie wiem, czego jeszcze potrzeba.
    Dodajmy jeszcze świętowanie w udany sposób przegrany mecz z ruchem, chyba najwiekszy blamaż w historii GieKSy. Tak, oskarżam go o ustawianie meczów i uważam, że powinna się nim zająć prokuratura, i dokładnie prześwietlić jego finanse, i finanse jego bliskich. Sprawdzić, czy czasem po sensacyjnych porażkach, po niespodziewanie niewytłumaczalnie słabych meczach i nagłych załamaniach formy w meczach z outsiderami, czy u niego, lub jego bliskich nie pojawiały się nagle znaczne sumy pieniędzy. W ostatnich latach to była reguła, że im wyzszy kurs przeciw GieKSie, tym pewniejsze było, że GieKSa przegra. I z reguły wg scenariusza do przerwy wygrywa, po przerwie przegrywa. Za to najwięcej buki płacą.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Sosnowcu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.

Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.

W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.

W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)

1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.

GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Witek: Każdy może zostać mistrzem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.

Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.

We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.

Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.

Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.

Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.

Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.

Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.

Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: wyrwano nam dwa trzonowce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno w to uwierzyć patrząc na termometry i śledząc prognozę pogody, ale w piątek punktualnie o 18:00 zacznie się wiosna. Wiosna w Ekstraklasie. Pierwszym jej akcentem będzie gwizdek na KGHM Zagłębie Arenie, gdzie naprzeciw siebie staną górnicze ekipy z Lubina i Katowic. Czy pogoda może spłatać figla i pokrzyżować nam plany? Sprawdził to dla nas Michał Szczygieł, autor felietonów w serwisie zaglebiak.com, którego zapytaliśmy także o formę Miedziowych na progu rundy, personalne zawirowania i starych znajomych, którzy znów spotkają się w Lubinie.

Ilekroć miałem okazję rozmawiać z sympatykami Zagłębia przez naszymi meczami, najczęściej wyczuwałem obawy, niepewność, a nawet pesymizm. Tak było wiosną, gdy Zagłębie walczyło o każdy punkt potrzebny do utrzymania, tak też było jesienią, gdy wielu ekspertów wskazywało na Miedziowych jako głównego kandydata do spadku. Rzeczywistość okazała się inna i dziś bliżej wam do czołówki niż czerwonej strefy. Jakie emocje towarzyszą ci na kilka dni przed inauguracją rundy?
W Lubinie zawsze jest dynamicznie, ale ja – chyba z racji wieku – wysiadłem już z tej kolejki, która pędzi po sinusoidzie emocji i nie daję się porwać nastrojom, że gdy jest dobrze, to za chwilę będziemy mistrzami świata, a jak robi się gorzej, to najlepiej wszystko zaorać. Piłka nożna, szczególnie w wydaniu ekstraklasowym, to taka dyscyplina sportu, w której należy utrzymywać pewną dozę dystansu i nie inaczej jest u nas. Owszem, przed sezonem miałem pewne obawy, ale w rozmowach z osobami blisko klubu dało się wyczuć pewien spokój, dlatego nie byłem aż tak przestraszony jak niektórzy. Było sporo zmian i spodziewałem się Zagłębia w innym wydaniu niż za Włodarskiego czy Fornalika. Rzeczywistość to potwierdziła – wiedziałem, że w tej drużynie jest jakość i jeżeli wszystko się dobrze poukłada, to nie będzie taki diabeł straszny. Mimo to patrząc w tabelę nie popadam w hurraoptymizm, podobnie jak nie załamywałem się w poprzednim sezonie, gdy ostro walczyliśmy o utrzymanie.

Niewielu znajdzie się takich, którzy typowaliby Zagłębie jako kandydata do europejskich pucharów, a tak dzisiaj wygląda wasza sytuacja. Jest w tym więcej wyników ponad stan czy konsekwentnej pracy, która dała takie, a nie inne owoce?
Wszystkiego po trochu. Patrząc przez pryzmat suchych statystyk wyniki są ponad stan, bo nie uważam, abyśmy byli dziś piątą siłą ligi. Z drugiej strony biorąc pod uwagę zestawienie bezpośrednich pojedynków, to w pokonanym polu zostawiliśmy praktycznie całą czołówkę: Lecha, Raków, Górnika czy Legię, także Jagiellonia nie potrafiła nas złamać. Dlatego nie mamy się czego wstydzić, jeśli chodzi o jesień. Punkty pogubiliśmy gdzie indziej, choćby w Katowicach. Dziś trudno jednoznacznie ocenić siłę tej drużyny, która jeśli ma dobry dzień, to postawi się każdemu, ale może też niespodziewanie dostać w łeb.

W ostatnim czasie Zagłębie trenduje w mediach sportowych za sprawą transferowej sagi Leonardo Rochy – jednej z najjaśniejszych postaci rundy jesiennej w Lubinie. Jak sobie wyobrażasz tę drużynę bez Portugalczyka?
Nie byłbym jeszcze tak kategoryczny w ocenie sytuacji z Rochą. Widzę, co pisze się w mediach, ale pewne sprawy mogą się jeszcze niespodziewanie zmienić. Nie ulega wątpliwości, że jego transfer był gamechangerem i wniósł on do naszej drużyny sporo jakości. Z marszu wszedł do pierwszego składu i od razu było widać, że jest to zawodnik, wokół którego można układać resztę zespołu. Jego prawdziwą wartość, a przede wszystkim wartość drużyny będzie można realnie ocenić, jeśli Leonardo faktycznie wiosną u nas nie zagra. Paradoksalnie może się okazać, że forma Rochy przełożyła się na skok jakościowy całego zespołu. Będzie szkoda, jeśli go zabraknie, ale nie ma ludzi niezastąpionych i mam nadzieję, że nawet w innym składzie osobowym Zagłębie będzie w stanie grać dobrze w piłkę.

Zawirowania wokół tego transferu mają podłoże czysto finansowe, czy też główną rolę odgrywają kwestie formalne, o których dużo się mówi w kontekście zarządzania Zagłębiem?
Raków wyciągnął asa z rękawa w postaci skrócenia wypożyczenia i wiem, że robiono wiele, aby Rocha został w Lubinie. Pewnego pułapu możemy jednak nie przeskoczyć. Sam proces zarządzania Zagłębiem jest dużo bardziej skomplikowany niż się wydaje i mówił o tym Michał Żewłakow, który przychodząc tutaj kilka lat temu w roli dyrektora sportowego inaczej wyobrażał sobie swoją pracę. Moim zdaniem trudności z transferem Rochy miały podłoże czysto finansowe – nie tyle o kwotę odstępnego, którą pewnie jakoś byśmy przełknęli, lecz całościową wysokość kontraktu. Domyślam się, że plan na to wypożyczenie zakładał wyłożenie większych środków latem, natomiast Raków wykorzystał zapisy umowy i trzeba było reagować już teraz. Klubowi działacze wciąż szukają sposobu na zatrzymanie Rochy w Lubinie, zobaczymy co przyniosą najbliższe dni.

Na liście transferów wychodzących znalazł się też Mateusz Wdowiak, który zamienił Lubin na Katowice. Jak oceniasz jego pobyt w Zagłębiu i czy ten transfer będzie dla nas wzmocnieniem?
Pobyt Wdowiaka w Lubinie miał dwa oblicza. Kiedy trafił do nas z Rakowa, był wartością dodaną i swoją postawą wnosił wiele pozytywnej energii do całego zespołu. Aby pokazać pełnię swoich możliwości, musiał być jednak w pełni zdrowy i w rytmie meczowym. Jego drugą twarz zobaczyliśmy pod koniec poprzedniej rundy, kiedy wracał po urazach i stracił miejsce w podstawowym składzie. Wydaje mi się, że stracił też w oczach trenera, bo było po nim widać brak tego rytmu. Leszek Ojrzyński jest typem szkoleniowca, który jeśli zaufa zawodnikom, to ich się trzyma, a dokonuje tylko niezbędnych zmian. Gdy Mateusz wypadł na dłużej, jego pozycja w hierarchii spadła i ciężko mu było ją odbudować. Dlatego poszukał dla siebie nowego otwarcia i jeśli wróci do dyspozycji, którą miał u nas na początku i poczuje wsparcie sztabu oraz drużyny, to nie będziecie żałować, że do was dołączył.

Przygotowań do rundy nie ułatwiają wam też kontuzje – niedawno pojawiła się informacja o urazach Marcela Reguły i Cypriana Popielca. Jak duża to dla was strata?
Cyprian Popielec to prospekt – wielki talent, po którym wiele sobie obiecujemy. Mówiło się o nim dużo w kontekście zainteresowania ze strony Jagiellonii, ale to wciąż młody chłopak, który potrzebuje czasu, aby wskoczyć na pułap ekstraklasowy. Jest plan na to, aby go z tą Ekstraklasą coraz mocniej oswajać, natomiast nie jest to temat na dzisiaj. Dlatego ta strata nie jest aż tak duża, bo dziś nie jest jeszcze zawodnikiem pierwszego wyboru. Inaczej wygląda sytuacja Marcela Reguły. Być może zabrzmi to kontrowersyjnie, ale moim zdaniem brak Reguły może być większą stratą niż brak Rochy.

Reguła dał się nam we znaki w jesiennym meczu w Katowicach, zdobywając pierwszego gola. Można stawiać go w gronie największych ekstraklasowych talentów?
Już dziś Marcel budzi zainteresowanie ze strony największych europejskich marek. Z drugiej strony skauci najlepszych klubów obserwują setki młodych chłopaków w całej Europie, nie zmienia to jednak faktu, że nazwisko Reguła jest wpisane w kajety wielu z nich. Na szczęście najbliższe otoczenie Marcela mądrze podchodzi do rozwoju jego kariery. Wiadomo, że jeśli ktoś rzuci na stół miliony euro, to nikt nie przejdzie obok takiej oferty obojętnie. Natomiast zapytania i oferty na niższe kwoty raczej wylądują w koszu. Marcel pokazał, że jest w stanie grać na wysokim poziomie – nie przesadzę, jeśli powiem, że europejskim. Ma w sobie coś wyjątkowego i jest w tym uroczo bezczelny, czym kupuje sympatię kibiców. Jeśli zdrowie mu dopisze i będzie słuchał mądrych doradców, to jeszcze o nim usłyszymy, nawet w kontekście reprezentacji.

Na przeciwległym biegunie, jeśli chodzi o metrykę, znajdziemy w waszej kadrze starego znajomego. Czy Arek Woźniak będzie musiał łatać kadrowe dziury w ataku Zagłębia po odejściu Rochy i kontuzji Reguły?
Rola Arka w Zagłębiu wykracza daleko poza boisko i sprowadzanie jej do kwestii stricte piłkarskich byłoby dużym uproszczeniem. Znam go osobiście i nieraz rozmawialiśmy – mało jest takich piłkarzy, którzy niezależnie ile otrzymają ciosów, to za każdym razem się podnoszą i zawsze są gotowi walczyć. Doskonale o tym wiecie, że Arek serducho ma i pomaga drużynie, jak tylko potrafi. Jeśli trener będzie go potrzebował, to wyjdzie na boisko i da z siebie wszystko, ale jego rola w szatni jest dużo szersza: motywuje i dba o młodszych piłkarzy, często pewnie goni ich do pracy, ucząc przywiązania do Zagłębia. Wiem, że Arek myśli już o nowej roli, jaką po karierze chciałby pełnić w klubie i do tego się przygotowuje. Taki piłkarz jest w szatni nie do przecenienia. Od powrotu do Lubina wciąż czeka na swoją bramkę w Ekstraklasie i mam nadzieję, że będzie mu to dane, bo chciałbym jeszcze raz zobaczyć jego radość. Gdzie, jak nie w domu?

Przy całym szacunku i sympatii dla Woźniaka mam nadzieję, że nie wydarzy się to w piątek. Nieco inaczej potoczyły się losy innego waszego wychowanka, który zdaje się znalazł w Katowicach drugi dom. Czy Adrian Błąd jest jeszcze miedziowy, czy już bardziej trójkolorowy?
Odbijając piłeczkę, mam nadzieję, że Adrian też nie błyśnie zanadto w piątek. A mówiąc serio, można się w wielu miejscach czuć jak w domu, ale dom jest tylko jeden. Wiem, że po tylu latach jest już jednym z was i na pewno czuje się dobrze w Katowicach, mimo to w głębi serca na pewno pozostanie miedziowy. W okresie gry w GieKSie zapracował na szacunek i myślę, że działa to w obie strony. Pojedynek z Zagłębiem może być dla niego jednym z trudniejszych pod względem emocji, natomiast nie po raz pierwszy stanie naprzeciw nas w innych barwach. Sentymentów więc nie będzie, a zdarzało się, że wychowanek grający w innym klubie strzelał nam gole. Oby Adrian nie musiał hamować radości z gola w piątek w Lubinie.

Leszek Ojrzyński to nadal trener-strażak czy już bardziej budowniczy?
Runda jesienna pokazała, że łatka strażaka przestała pasować do Leszka Ojrzyńskiego. W poprzednim sezonie miał tylko kilka kolejek, by odkręcić drużynę, więc z miejsca odpalił tryb „wojna” i uratował klub przed spadkiem. To, co sprawdziło się w tamtym momencie, w nowym sezonie uległo widocznej zmianie. Patrząc na to, jak i kim Ojrzyński gra, można dojść do wniosku, że wykorzystał szansę, jaką dostał w Lubinie, aby pokazać, że jego warsztat to coś więcej niż przezwyciężanie kryzysów. Trener nie bał się stawiać na młodych, jak choćby Regułę, który wszedł do Ekstraklasy z drzwiami, futryną i kawałkiem ściany, a do składu wskoczyli też Kocaba, Kolan czy Orlikowski. Runda jesienna pokazała, że trener ma do zaoferowania dużo więcej: pod jego wodzą potrafiliśmy grać fantastyczne mecze, o czym mogliście się przekonać na własnej skórze. I nawet jeśli jego misja w Lubinie prędzej czy później się zakończy, to moim zdaniem nie zabraknie chętnych, aby skorzystać z jego usług w innym klubie.

Jesienią podzieliliśmy się punktami w Katowicach, a z przebiegu meczu to raczej my mogliśmy być bardziej zadowoleni. Jak wspominasz ten pojedynek?
Miałem okazję być na tym meczu i po pierwszej połowie nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Tak grające Zagłębie zaskoczyło nawet mnie, a byłem przekonany, że potrafimy sporo. Podsumowując rundę jesienną miałem okazję porozmawiać z Rafałem Mazurem, trenerem przygotowania motorycznego, który stwierdził, że był to nasz najbardziej energetyczny mecz w rundzie. Mimo że warunki były ciężkie, spotkanie mogło się podobać także postronnym obserwatorom. Do dziś próbuję zrozumieć, co się stało z naszą drużyną w przerwie. Za pewne błędy się płaci, a Leszek Ojrzyński miał ogromne pretensje do zespołu za postawę w drugiej połowie, bo nie można wypuszczać z rąk zwycięstwa w takich okolicznościach. Jest to jeden z tych meczów, w których strata punktów boli najbardziej – mając dziś dwa oczka więcej bylibyśmy na podium. Taka jest jednak piłka i podobne sytuacje będą się czasem zdarzać. Mimo wszystko gdybyśmy w piątek zobaczyli równie intensywny i emocjonujący mecz, to raczej nikt nie miałby nic przeciwko.

Są na to szanse? Jak Twoim zdaniem zaprezentuje się Zagłębie zarówno w naszym meczu, jak i w całej rundzie?
Nasza postawa w tej rundzie stoi pod dużym znakiem zapytania, bo cały plan przygotowań był w jakimś stopniu układany pod kątem pozostania Leonardo Rochy w Lubinie, więc obecna sytuacja z pewnością pokrzyżowała sztabowi szyki. W piątek spodziewam się meczu zachowawczego z naszej strony, szczególnie że ze składu wypadł też Marcel. Tym samym w porównaniu do jesieni wyrwano nam dwa trzonowce, co w każdej drużynie nie pozostałoby bez konsekwencji. Trener Ojrzyński na pewno podejdzie do tego pojedynku ostrożniej niż w Katowicach, ale z drugiej strony raczej nie pozwoli na to, aby drużyna się cofnęła i tylko czekała, co zrobi GKS. A jak będzie wyglądała reszta rundy? Nie potrafię odpowiedzieć, bo wiele jeszcze może się zmienić w tym okienku. W gabinetach, nawet w tej chwili wiele się dzieje (już po naszej rozmowie Zagłębie ogłosiło transfer Sebastiana Kowalczyka – przyp. red.), ponadto mam nadzieję, że szybko do gry wróci Marcel Reguła. Co więcej, jest kilku zawodników obecnej kadry, którzy wiosną muszą udowodnić swoją przydatność. Mam tu na myśli przede wszystkim Kubę Sypka i Kajetana Szmyta – obaj muszą dać z siebie więcej. Do gry wraca też Damian Dąbrowski – jest to Zagłębiak, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników, który odpowiada za tempo gry, więc powinien dać więcej spokoju w rozegraniu. Trudno też będzie zagrać całą rundę samym Kossídisem, dlatego spodziewam się transferu przynajmniej jednego napastnika. Nawet jeśli zabraknie Rochy, ale nowy napastnik wkomponuje się w zespół równie szybko co Leonardo, to nadal będziemy groźni dla każdego.

Skoro już bawimy się w przewidywania, to coraz głośniej mówi się o kolejnym ataku zimy i nadciągających siarczystych mrozach. Czy istnieje jakiekolwiek ryzyko, że powtórzy się sytuacja z Białegostoku i w piątek zaliczymy pusty przelot do Lubina? A jeśli zagramy bez przeszkód, to jakim wynikiem zakończy się nasz mecz?
Z racji moich zainteresowań jestem na bieżąco z prognozami pogody. Moim zdaniem nie ma żadnego zagrożenia dla rozegrania naszego meczu – może się pojawić lekki mróz, ale w granicach 1-2 stopni. Zapowiadana fala ochłodzenia nie zdąży do nas dotrzeć do piątku, gorzej ma być w okolicach niedzieli. Tutaj więc nie będzie żadnych niespodzianek. Natomiast co do wyniku chciałbym, abyśmy nie przegrali. To będzie dla nas trudny mecz i dobrze, że zaczynamy rok u siebie. Serce chciałoby wygranej, natomiast rozum dyktuje remis po ciekawym meczu, który wleje w serca kibiców w Lubinie nieco otuchy, że nie jesteśmy skazani na pożarcie w tej rundzie. Tabela jest płaska i jeśli któryś zespół złapie serię zwycięstw, zyska spokój w tabeli. Natomiast kilka porażek może dorzucić dodatkowy ciężar na barki drużyn walczących o utrzymanie. Moim zdaniem GKS to nie jest zespół, który powinien na dłużej zaplątać się w walkę o bezpieczne lokaty, natomiast wszystko rozstrzygnie się na boisku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga