Piłka nożna
[FELIETON KIBICA] „Awans” – najczęściej powtarzane słowo w Katowicach
Docelowo chcemy aby środa była dniem, w którym na GieKSa.pl ukazują się Wasze teksty. Kibiców, a nie członków redakcji. Każdy może podesłać do nas swój tekst na maila gieksainfo[at]gmail.com. Taka swego rodzaju „trybuna kibiców” może być dobrym głosem Was wszystkich, którzy nie zawsze się z nami zgadzacie. Oddajemy łamy Irishmanowi.
Właśnie ruszył nasz 14-sty sezon z rzędu poza ekstraklasą. Gdy latem 2005 roku, po ponad dwóch dekadach rządów Dziurowiczów zaczynaliśmy od IV ligi plan był prosty – jak najszybciej wrócić tam gdzie nasze miejsce, czyli do ekstraklasy. Tak więc kiedy trzy lata później awansowaliśmy (choć nie bez trudu) do I ligi wydawało się, że wszystko idzie jak należy. Nikt z nas nie spodziewał się wtedy, że ugrzęźniemy na tym szczeblu rozgrywkowym na długie, dłuuugie lata, stając się prawie jakimś jego zakichanym symbolem. A jest to tym bardziej frustrujące, że w całej historii polskiej piłki tylko 8 klubów spędziło więcej sezonów w I lidze niż my i z całym szacunkiem dla nich, żaden nie jest tak zasłużony jak nasza GieKSa. No więc każdego z nas coraz bardziej nurtuje pytanie, ile jeszcze czasu będziemy tkwić w tym czyśćcu?
Rok temu, nasz były trener stwierdził „O awansach się nie mówi, awanse się robi”. A jednak, w minionym tygodniu, z racji zbliżającej się inauguracji rozgrywek sporo się właśnie mówiło się o tym, czy nasz klub ma szanse, aby za rok znaleźć się w ekstraklasie. Czynili to zarówno przedstawiciele miasta Katowice z naczelnikiem Wydziału Edukacji i Sportu, panem Sławomirem Witkiem na czele, jak i prezes Janicki, czy oraz dyrektor Bartnik.
Najmniej trafna, żeby nie powiedzieć, że właściwie w ogóle nie do przyjęcia była moim zdaniem niestety opinia tych, od których zależy najwięcej, bo decydują o naszym budżecie. Z tego co przedstawiono w mediach można było wysnuć wniosek, że przedstawiciele miasta uważają, że my jesteśmy zupełnie nieprzygotowani do awansu, więc nie ma co się szarpać i trzeba to jasno powiedzieć. Mam ogromną nadzieję, że intencje autorów tych wypowiedzi były zgoła inne i może nie do końca właściwie zostały przekazane. I pewnie trzeba by ich o to przy jakiejś okazji zapytać. No, bo jak przedstawiciel właściciela klubu może stwierdzić u progu sezonu, że gramy… no właściwie, że o nic nie gramy, bo dla takiego klubu jak GKS Katowice wegetacja w I lidze to jest jedno wielkie NIC! A co gorsza, taki stan ma jak rozumiem trwać do… 2021 roku, czyli do momentu wybudowania stadionu!!! Jak w tej sytuacji próbować zachęcić do podpisania kontraktów z klubem ambitnych piłkarzy, jak próbować pozyskać, czy w ogóle zatrzymać poważnych sponsorów, jak wreszcie zachęcić kibiców do przyjścia na stadion? Przecież takie słowa są dyskwalifikujące nie tylko w kontekście zarządzania klubem sportowym, ale także każdą firmą, czy w ogóle jakąkolwiek grupą ludzi! I zupełnie nie trafiają do mnie argumenty, że to byłby niby jakiś… wstyd zacząć grać w ekstraklasie przy Bukowej. Nie! Wstyd, to jest raczej fakt, że takie miasto jak Katowice nie może dorobić się drużyny na miarę ekstraklasy! Zresztą, czy wszystkie drużyny, które ostatnio awansowały czyniły to dysponując znacznie lepszymi stadionami niż ten nasz obecny? Poza tym to właśnie awans wywalczony na nim byłoby pięknym ukoronowaniem naszego odrodzenia i pewnego etapu rozwoju, nawiązującym do naszej historii. Przecież ten awans z 1982 roku, który był pierwszym krokiem do późniejszych sukcesów zrobiliśmy wtedy na jeszcze niezmodernizowanym obiekcie, nie przystającym do innych, polskich stadionów. Poza tym uważam, że nasza, kochana „Bukowa 1” zasłużyła sobie, aby na koniec właśnie tu nasz klub mógł powrócić do elity, i aby jeszcze choć raz, tak na pożegnanie mogły zagość tu najlepsze polskie drużyny! Natomiast kolejne kroki w drodze na szczyt, faktycznie możemy i powinniśmy już stawiać na nowoczesnym stadionie.
Trudno stwierdzić, jakie zdanie ma na temat możliwości awansu dyrektor Bartnik, bo on odniósł się do tego w tak „dyplomatyczny” sposób, że właściwie nie wiadomo co o tym sądzi. Natomiast najbardziej trafia do mnie opinia prezesa Janickiego, który widzi nasz awans jako nieuchronny rezultat rozwoju naszego klubu. On nie stawia jakichś ram czasowych, nie twierdzi że to ma się stać w bieżącym sezonie albo za rok czy dwa. Oczywiście powinniśmy ze wszystkich sił dążyć, aby to stało się już teraz, zapraszać do tego projektu poważnych sponsorów, pozyskiwać dobrych, ambitnych piłkarzy. Ale jednak to jest przecież w dużej mierze nieprzewidywalny sport, nieprzewidywalna piłka nożna, którą właśnie za tą nieprzewidywalność kochamy. Gdyby więc się jednak nie udało, to przecież nie można się zniechęcać tylko odwrotnie jeszcze ciężej pracować, jeszcze mocniej wierzyć, jeszcze bardziej inwestować, aż do momentu, gdy staniemy się tak silnym klubem, że ten element przypadku praktycznie wyeliminujemy. I wtedy ten upragniony awans przyjdzie! Przypomnijmy sobie jak długo starała się o znalezienie się w szeregach ekstraklasy Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Mimo zaangażowania w klub ogromnych środków, nie udawało jej się to przez kilka lat, więc z roku na rok budowano tam coraz silniejszy skład, wzmacniano struktury sportowe i organizacyjne. Dzięki temu gdy już awansowała to nie po to żeby zaraz spaść. A nawet kiedy w minionym sezonie jej się to przydarzyło to jest to obecnie tak silny klub, że z miejsca stał się niekwestionowanym faworytem rozgrywek. No i przecież o to chodzi także i nam, aby awansować do ekstraklasy i zostać tam na długo, bo ten awans, to nie ma być nasz najważniejszy cel, spełnienie wszystkich marzeń. Nie! To ma być dopiero początek drogi na szczyt. I uważam, że to co zaproponował prezes Janicki, to najlepsza droga, aby to osiągnąć.
Na koniec jeszcze tylko dodam, że to się nie uda, a przynajmniej będzie krańcowo trudne bez nas, kibiców! Dlatego powiem szczerze, że komentarze jakie czytam po sobotnim meczu, bardziej mnie dołują niż to co zobaczyłem na Bukowej w wykonaniu piłkarzy. A jak to wpływa na morale tych w dużej mierze młodych i ambitnych chłopaków to wolę nawet nie myśleć. Przecież kilku z tych, nowych nie miało nawet jeszcze okazji, aby zagrać w lidze, a ci którzy dostali tą szansę też pewnie będą znacznie lepiej się prezentować gdy trochę ze sobą pograją albo kiedy po prostu zejdzie z nich debiutancka trema. Trzeba zauważyć, że cała kolejka obfitowała w nieoczekiwane rozstrzygnięcia, bo to jest naturalne na początku rozgrywek. Smutni są dzisiaj kibice w Chojnicach, w Tychach, a nawet w Niecieczy ale tylko my GieKSiarze wiemy, że z tego już nic nie będzie. Oczywiście doskonale rozumiem pomeczowe emocje, zawiedzione nadzieję, które ktoś tam może niepotrzebnie w sobie rozbudził już na początku rozgrywek. I zdecydowanie wolę już to, niż gdybyśmy mieli przyzwolić na jakieś dziadostwo, bo… np. niby „jesteśmy nieprzygotowani do awansu”. Mimo wszystko proponuję dać sobie trochę na wstrzymanie i pozwolić trenerowi oraz naszej młodej drużynie spokojnie popracować, stojąc za nią bez względu na wyniki. Jeśli tak będzie, to wierzę, że ona w końcu za to zaufanie pięknie się nam odwdzięczy i pokaże, że jak najbardziej jesteśmy gotowi na awans – oby już w bieżącym sezonie!
Irishman
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.
Felietony Piłka nożna
Brzmi jak marzenie
Jutro przyjdzie nam się zmierzyć w jednym z najważniejszych pojedynków w nowej historii GieKSy. Równać się może z tym chyba tylko pojedynek z Arką w Gdyni, który choć co prawda był zwykłym pojedynkiem ligowym – to fakt grania w ostatniej kolejce i zależności pomiędzy wynikiem, a awansem jednej z tych drużyn sprawiał, że był to po prostu istny finał sezonu. Arka była wówczas jak Brazylia w 1950, kiedy to w finale na Maracanie wystarczał Kanarkom remis. GieKSa wcieliła się w rolę Urugwaju, który musiał wygrać. I wygrał.
Od tamtego czasu GieKSa gra z dobrym skutkiem w ekstraklasie. I mimo, że jest to „nasza Liga Mistrzów”, to jednak rozgrywamy w niej powszednie mecze ligowe. Fakt, że wiele z nich to są piłkarskie i kibicowskie święta, ale pod względem ważności – są one zwykłymi meczami w najbliższej lidze. Jutro czeka nas mecz niezwykły. Mecz decydujący o czymś, o czym jeszcze niedawno jedynie mogliśmy marzyć w jakichś iluzorycznych majakach. Teraz Katowiczanie stają przed realną szansą. Szansą gry na Stadionie Narodowym o jedno z dwóch najważniejszych trofeów w polskiej piłce.
Zadanie jawi się z jednej strony jako bardzo trudne. Zagramy w końcu z jedną z najlepszych drużyn w ekstraklasie, z ekipą, która świetnie sobie radziła w europejskich pucharach. Stworzony przez Marka Papszuna Raków, pokonując podobne szczeble co GKS, stał się niespodziewanie klubem i drużyną na regularne podium. Byli mistrzem i zdobywcą pucharu.
Z drugiej strony jednak patrząc na ostatnią formę Rakowa, nie jest to drużyna nie do pokonania. Dalej ma bardzo dobrych zawodników, ale coś w tym zespole na wiosnę nie gra. Drużyna nie punktuje należycie, gra jest niemrawa. Na ten moment trener Tomczyk nie wniósł do tego zespołu czegoś mocnego i widocznego. Zadanie po Marku Papszunie miał trudne, ale mimo wszystko – Raków gra przeciętnie.
Dlatego jakbym miał zakwalifikować ten mecz, to powiedziałbym, że Raków jest faworytem, ale nie murowanym. Dałbym w szansach takie 65-35. Pamiętajmy też, że może być remis, a o wszystkim mogą decydować rzuty karne.
Od czasu awansu do ekstraklasy z Rakowem rozegraliśmy cztery mecze, z czego trzy przegraliśmy po 0:1. Nie był to jednak jakieś bardzo słabe spotkania w wykonaniu GieKSy. Najsłabszy był chyba mecz z 1. kolejki obecnego sezonu na Nowej Bukowej. Ale już w poprzednim sezonie u siebie i w grudniu w bieżącym na wyjeździe – to był już spotkania, które porażkami wcale się zakończyć nie musiały.
No dali nam przykład Katowiczanie, jak w Częstochowie zwyciężać mamy, w poprzednim sezonie. Po bardzo dobrym meczu GieKSa wygrała wówczas przy Limanowskiego 2:1. A Raków przecież wtedy był w dużo lepszej formie.
Mamy nadzieję, że zespół już się oswoił z meczami na wyjeździe z wielkimi. Dotychczas wyjąwszy wspomniany mecz z Rakowem, przegrywaliśmy. Na Legii, Lechu czy Jadze. Czas ten trend odwrócić, a szansa ku temu jest bardzo dobra, bo oprócz Rakowa, za chwilę gramy przecież przy Bułgarskiej.
Półfinał Pucharu Polski… Brzmi jak marzenie. Na razie nie ma co myśleć, co dalej. Trzeba się mocno skupić na czwartkowym meczu i po prostu realizować swój plan jak najlepiej. GieKSa to potrafi – pokazała to z Wisłą Płock. Niezależnie czy jest to oddanie piłki czy gra z nią. Ważne, żeby taktyka była dobrze dobrana i realizowana.
Ostatnim raz na tym szczeblu graliśmy 22 lata temu. Ponad dwie dekady. Tyle czasu nie znaczyliśmy nic w Pucharze Polski. Teraz GieKSa jest w najlepszej czwórce. Z nadzieją na więcej.


Irishman
25 lipca 2018 at 11:27
Dzięki Panowie za taką możliwość! Powiem szczerze, że znaleźć się na stronie naszej Redakcji to dla mnie zaszczyt.
Mam nadzieję, że dołączą kolejni kibice i fajnie się to rozwinie. @Mecza, co Ty na to? Skrobniesz coś?
PS.
Kurka, czytałem to pięć razy zanim wysłałem do Redakcji, a teraz widzę, że umknęły mi jakieś drobne błędy. Sory!
Mecza
25 lipca 2018 at 14:39
Irish fajny wpis. Nikt błędów nie zauważy oprócz Ciebie. Janicki też mnie przekonuje, iż dojdziemy do takiego momentu, że nie będzie możliwości nie awansować. Będziemy za silni. Oby wszystkim starczyło cierpliwości jak włodarzom wspomnianej Niecieczy. Dzięki za zachętę ale nie skorzystam (na razie, może kiedyś) Często piszę pod wpływem chwili, emocji (później niektórych wpisów żałuję)i czasem coś dłuższego napiszę niż jedno zdanie ale jak będę musiał zastanowić się dłużej i napisać cały felieton to paraliż twórczy będzie:)
Mecza
25 lipca 2018 at 14:43
Jeszcze taka ciekawostka odnośnie nastrojów wśród kibiców. Mam dwa bilety do odstąpienia na Tychy które wygrałem w konkursie i kolega mnie pyta czy mu jeszcze dorzucę na Taxi i 4pak piwa na meczu:) Oczywiście żart ale pośmialiśmy się.
Kato
25 lipca 2018 at 17:56
Gratuluje
Świetnie napisany felieton
Popieram w 100%
Robson
25 lipca 2018 at 18:53
Po dobrym początku walnąłeś głową w drzewo. Jaki Janicki jaki trener to jest właśnie to co nas hamuje i dlatego jest zwątpienie i pustki na trybunach. Najpierw prezes z Katowic potem trener minimum ze Śląska a co do młodych chłopaków tak im dałbym szansę pod warunkiem że będą grać a takie gwiazdy jak nasi zagraniczni grajkowie z Volasiem na czele siedzieć na ławce. Tyle w temacie. Po wakacjach skrobnę coś na bank.
Mecza
25 lipca 2018 at 19:29
@Robson nie zgodzę się z Tobą. Janicki jest prezesem wielosekcyjnego klubu GKS Katowice, on powinien ale nie musi się znać na sporcie. On zatrudnia specjalistów, w realiach naszych, byłych zawodników z danej dyscypliny tzw. dyrektorów sportowych odpowiedzialnych za dany pion. OK, odpowiada za swoje decyzje personalne ale aspekt sportowy to nie jego działka. Każdy krzyknie od razu jak to?! Czy w PSG i innych podobnych klubach wymagają aby inwestor musiał się znać na piłce? Jaki właściciel z Kataru i być może prezes (nie wiem, nie śledzę bo nie moja bajka) taki trener, piłkarze (na razie chyba tak…) No to trzeba pogonić inwestora bo się nie znają, a u nas miasto. Kibice się znają. Co do regionalizacji zatrudnionych na każdym szczeblu w GKS, fajny pomysł, chciałbym ale piłka nożna i świat stał się globalny i to jest nieosiągalne. Boli mnie tylko jak Boniek z dumą mówi że klubu z Chorwacji są o wiele słabsze od tych z Polski… Wczoraj przed meczem Legia-Trnava powiedziałem że wygra Trnava i jak GKS weźmie ich dwóch najlepszych zawodników oni będą za słabi na GKS. To jest paradoks. Jeśli wszystkie Polskie kluby dogadały by się że w pierwszym zespole może wystąpić tylko 3 obcokrajowców (obojętnie czy z paszportem EU) czy byłby wyłoniony Mistrz Polski, ktoś by awansował z 1, 2 ligi? Każdy zna odpowiedź. Jeśli grałoby max tylko 3 obcokrajowców czy Polska piłka klubowa osiągałaby gorsze wyniki w pucharach? Gorzej się nie da, może być tylko lepiej ale jest potrzeba decyzji aby do reprezentacji był dopływ grajków made in PL. GKS też raczej idzie drogą PL ale widać że nie radzimy sobie i coraz więcej prób i eksperymentów, niestety. Sosnowiec m.in. dzięki temu się wybił na wiosnę. Takie realia PL.
abel
25 lipca 2018 at 21:21
Różne bzdury już czytałem ale te są wyjatkowe. Irishman pamietam twoje wypowiedzi na forum i za brzeczka i za mandrysza i wykazywales sie naiwnoscia malego dziecka. Jak mozesz popierac poglad ze prezes to za kase i ciepla wode odpowiada. To co sie dzieje od lat jest wynikiem takiego wlasnie rozumowania. W kazdej firmie niezaleznie od branzy to prezes odpowiada za wyniki i z nich jest rozliczany. W GKS jest inaczej. Tu nikt za nic nie ponosi odpowiedzialnosci. No i masz odpowiedz na proste pytanie dlaczego tu nigdy nic sie nie udaje. jakos dziurowicz nie mowil ze za nic nie odpowiada i mial wyniki. Tylko ze to byl facet z jajami. Lubicie sluchac pierdolenia o niczym a taki byl wywiad i z paszulewiczem i janickim. Troche gladkiej gadki i dzieci kupione. Tak jak bartnik ma odpowiadac za transfery i byc z nich rozliczany tak prezes za caloksztal. Nie ma wynikow to do domu. Taka swiadomosc powinna tym ludziom towarzyszyc. No ale skoro oni za nic nie odpowiadaja to pytam sie kurwa kto odpowiada. Jest ktos taki.Prosze napisac felieton o tym kto w Gks ponosi odpowiedzialnosc.Sami wspieracie te miernoty a potem zdziwko ze znowu sie nie udalo. Prezez ma odpowiadac za wynik i nadzorowac wszystko. Tak bylo zawsze i zawsze bedzie. Jesli zas jego nadzor jes nieefektywny no to coz trzeba zmienic prezesa. W Gks jest mentalnosc jak za komuny. Chuj ze nic nie potrafi ale to nasz towarzysz. Efekty wszyscy znamy. Jaka jest wina zawodnikow ze ktos z nimi podpisal kontrakty. Zadna. No chyba widzial co potrafia i za co placi. Potem pilkarze sa zli a prezesi miodzio. pytanie kto dobieral zawodnikow i podpisywal kontrakty. Dlaczego w innych klubach jakos graja a tu nie. No wlasnie tu nikt niczego nie nadzoruje i kazdy wali w preta jak sie da.
Irishman
25 lipca 2018 at 22:39
@Abel, masz rację piłkarze zawiedli. Ale piłkarki awansowały do Ex, siatkarze się w niej utrzymali, hokeiści zdobyli wicemistrzostwo Polski, a szachiści mistrzostwo. Widzę, że tu się od bardzo niedawna mocno uaktywniłeś i wykorzystując JEDEN nieudany mecz walisz we wszystko jak leci. No niestety fakty są przeciw Tobie – wielosekcyjny GKS Katowice ma się bardzo dobrze! Ciekawe zresztą co zrobisz jak to wszystko jednak ruszy do przodu? Znikniesz czy przyznasz się do błędu?
Prezes Janicki przedstawił pewną koncepcję rozwoju, która ma dać awans. Ja się z nią zgadzam, a Ty nie. No to zamiast pluć jadem i obrażać ludzi to może napisz jak sobie wyobrażasz wywalczenie tego awansy piłkarzy, poza tym, że WSZYSCY OUT!
Irishman
25 lipca 2018 at 22:51
Pozostałym dzięki za miłe słowa.
@Mecza, szkoda, że się nie dasz namówić, przecież wszyscy jesteśmy kibicami i targają nami emocje. A, Ty masz swoje, ciekawe przemyślenia, choć często kontrowersyjne. Fajnie byłoby o nich podyskutować!
artur
26 lipca 2018 at 09:38
Abel popieram, 100% racji. Polecam zobaczyć:https://www.youtube.com/watch?v=joGlG2dYyek Tak się robi awans i tak każdy pracownik klubu jest mu oddany sercem. U nas będą opowiadać bajki ale awansu nie będzie.
abel
26 lipca 2018 at 19:26
Irishman ty sie niczego nie nauczyles. jezeli nie rozumiesz prostych zaleznosci i wydaje ci sie ze cos sie robi samo to zobaczysz ze sie nie zrobi.Zauwaz ze u nas rok w rok to samo. Przypadek brak szczescia czy jakies inne kataklizmy. Nie to sie nazywa brak kompetencji. Nie ma podmiotu ktory bylby beznadziejnie zarzadzany i odnosil sukcesy.Rozumie ze nadal uwazasz ze prezes za nic nie ponosi odpowiedzialnosci w sensie osiaganych rezultatow. Jezeli tak to szczerze ci wspolczuje. Jezeli zas ktos sie nie zna na pilce to po co chce byc prezesem klubu pilkarskiego. Tobie sie wydaje ze prezesi innych firm rynkowych moga tez sie na niczym nie znac i publicznie to oglaszac. Widac ze niczym nigdy nie zarzadzales bo gdyby bylo inaczej tego typu rewelacje nawet przez mysl by ci nie przeszly. Wiesz jak wlasciciel podchodzi do prezesa w normalnej firmie. Jestes tak dlugo dopoki gwarantujesz wyniki. Jak to robisz twoja sprawa ale maja byc rezultay. Nie wyniku to nowy prezes. Proste prawda. Taki prezes robi wszystko by wynik osiagnac bo jego los jest od tego uzalezniony.W katowicach tak nie jest wiec nie ma niczego. Nie ma nadzoru nie ma posluchu nie ma specjalistow. Jak prezes nie ogarnia to musi zobie doradcow zorganizowac. Kto w gks sie zna. Trener wuefista plus bartnik ktory nie ma pojecia o dokonywaniu transferow. Bierze to co mu trener powie w sposob bezkrytyczny. Tak samo jak w bezkrytyczny sposob wywalono niektorych zawodnikow. O to chodzi. Sprowadzono lepszych. Raczej nie. I jeszcze jedno jesli komus sie wydaje ze zawodnicy surowi technicznie ale wybiegani zwojuja lige to mowie ze to niemozliwe. Wybiegani sa wszyscy prawie wiec cos musi robic roznice. A teraz mozesz mi poopowiadac o szachach pilkarkach i hokeju
Mecza
27 lipca 2018 at 09:28
Abel ale fakty są takie że Janicki nie jest prezesem klubu piłkarskiego a wielosekcyjnego. Inne sekcje odnosiły ostatnio sukcesy a więc jeśli ktoś by chciał bronić Janickiego to by mu premie jeszcze chciał dać. Daleki jest od bronienia i faktem też jest że prezes GKS zawsze będzie kojarzony z piłką nawet jeśli ktoś przyjdzie np. ze środowiska siatkówki.
Irishman
27 lipca 2018 at 11:57
@Abel, no właśnie @Mecza Ci częściowo odpowiedział.
Ja tylko dodam, że nawet już tylko koncentrując się na piłce nożnej jeśli twierdzisz, że cokolwiek dobrego przyniosą zmiany CO PÓŁ ROKU szefa – w tym wypadku raczej Bartnika niż Janickiego, który zarządza CAŁYM klubem, to jestem bardzo ciekaw jakimi to firmami zarządzałeś? Mogę się domyśleć, ze pewnie jakimiś związanymi raczej z magią albo wróżbiarstwem, niż z twardą rzeczywistością.
A jeszcze bardziej jestem ciekaw, jakich to zawodników niepotrzebnie wywalono? Choć właściwie, to nie odpowiadaj, bo chyba się domyślam, no i w takim razie dlaczego tak walisz na odlew w nasz klub.
Kato
27 lipca 2018 at 15:17
Klub jest wielosekcyjny i właścicielem jest miasto, nie pojedyncza osoba lub prywatna firma.
Tak wygląda teraźniejszość.
Duzy postęp dokonano wymieniając szatnię.
Co to da zobaczymy, oby na tak.
Nalezy budować drużynę i stadion, teraz jest ten czas.
Ciężko jest mi myśleć, że to nie powstanie i nie przyjmuje takiej wersji