Dołącz do nas

Felietony Kibice Piłka nożna

[FELIETON KIBICA] „GieKSa grać!!!”, czyli co z tą presją?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Od kilku lat mówi się o kibicach GKS Katowice, że rzekomo wywierają na swoich piłkarzach jakąś niesamowitą presję, która wręcz wiąże im nogi i przeszkadza w grze. Podobno nawet przez to drużynie GieKSy łatwiej grało się na boiskach rywali. Czy rzeczywiście jesteśmy tak wymagający i ma to tak niekorzystny wpływ na postawę naszych zawodników?

Nie ma chyba na świecie kibiców piłkarskich (nie mylić z widzami albo z sympatykami), którzy nie byliby oddani swojemu klubowi. Ale kibice GieKSy związali się z nią w sposób wyjątkowy, daleko wykraczający poza zwykłe kibicowanie. Gdy kilkanaście lat temu nasz klub zaczynał mieć problemy finansowe, często właśnie na ich barkach spoczywało wykonywanie prac, dzięki którym mógł on funkcjonować – np. przygotowanie stadionu do meczu. To kibice wnieśli niebagatelny wkład w jego odrodzenie po relegowaniu do IV ligi. To także oni ratowali go, gdy jego egzystencja była później, za czasów Ireneusza Króla zagrożona. Wtedy zresztą też zrodziło się hasło „Ekstraklasa albo śmierć”, co było potem wielokrotnie wykorzystywane, aby właśnie pokazać, jak jesteśmy radykalni. Czy słusznie? Myślę, że trzeba się było wykazać, delikatnie mówiąc wyjątkowo złą wolą, aby traktować to jako groźbę wobec kogokolwiek, a właśnie poprzez taką interpretację tych słów sprawa otarła się bodajże nawet o śledztwo policyjne.

Tymczasem było to wyjątkowo trafne przedstawienie sytuacji, w jakiej znajdował się wówczas GKS Katowice. Nikt nie umarłby z braku awansu do ekstraklasy, ale klub bez idących za tym dochodów był tego bardzo blisko! Zresztą, czy to hasło straciło aż tak wiele ze swojego przekazu? Dziś oczywiście klub jest już wielosekcyjny, solidnie wspomagany przez miasto Katowice, więc o jego egzystencję, jako całości nie musimy się martwić. Jednak w przypadku braku awansu do ekstraklasy istnieje groźba, że nasza sekcja piłkarska, która była i zawsze będzie jego kamieniem węgielnym, będzie stopniowo marginalizowana na tle rosnącej w siłę najbliższej konkurencji – w Zabrzu, Gliwicach, Sosnowcu, Tychach (a może w końcu i w Chorzowie?) aż w końcu przestanie cokolwiek znaczyć. Niedawno mogliśmy sobie obejrzeć w tv mecz beniaminków Warta Poznań-Garbarnia Kraków. Ilu z nas pamięta, że Garbarnia to mistrz i wicemistrz Polski, a Warta… to 2-krotny mistrz Polski, 5-krotny wicemistrz i 7-krotny brązowy medalista?! No, a co dzisiaj znaczą te kluby? Czy więc kibice niesłusznie troszczą się o swój klub i dają temu wyraz?

Poza tym, czy jest coś złego w tym, że oczekujemy od zawodowych piłkarzy, żeby po prostu angażowali się w to, co robią? I nie bądźmy śmieszni, że to jest jakaś straszna presja, bo o tej to ewentualnie można pogadać z Jankiem Furtokiem, który pamięta, jak twardą ręką rządził klubem śp. Marian Dziurowicz. Gdy „Magnat” przyjeżdżał do klubu, wszyscy stawali na baczność albo kryli się po kątach i nikomu nawet przez myśl nie przyszło, aby nie przykładać się do pracy.

Kiedy kilka lat temu, Jerzy Brzęczek był trenerem GieKSy, przywiązywał dużą wagę do tego, aby jego zawodnicy byli jak najbardziej izolowani od krytyki. Starał się ją tonować, a zarzuty o słabą postawę drużyny brał na siebie. I był taki okres, że kibice zgodzili się z trenerem i roztoczyli nad piłkarzami niejako parasol ochronny. Jaki to przyniosło rezultat, a więc czy to miało sens, wszyscy doskonale pamiętamy. Co gorsza, nie skończyło się wtedy „tylko” na porażce sportowej. Przecież, już po odejściu trenera, pomimo klęski, w piłkarzach pozostało przekonanie o swojej wielkości, tak jakby nie rozumieli, jak bardzo zawalili sprawę i mieli wręcz pretensje do nas, że ośmielamy się ich negatywnie oceniać! W efekcie stosunki między nimi, a kibicami uległy drastycznemu pogorszeniu, staliśmy się wręcz jakby dwoma, wrogimi w stosunku do siebie obozami, co niestety nie mogło przynieść niczego dobrego także w kolejnym sezonie.

Ale to już, dzięki Bogu historia. Szatnia GieKSy została w ogromnej części zmieniona i mam wrażenie, że ci, którzy obecnie ją stanowią, to w ogromnej mierze zupełnie inny format piłkarzy! Oczywiście, może niektórym brakuje jeszcze trochę ogrania na odpowiednim poziomie, a samej drużynie zgrania, którym można zniwelować, być może trochę mniejszą jakość w konfrontacji z potencjalnie silniejszymi rywalami. Ale jest ta chęć do pracy, to zaangażowanie, ta walka, to „umieranie za klub”, o które nam kibicom chodzi.

Dlatego nie zgadzam się z postawą niektórych z nas, którzy ciągle jeszcze żyją tą fatalną przeszłością. Stąd pojawiające się wśród nas, takie powiedzmy „roszczeniowe” głosy, w których przebija się ta złość z poprzednich sezonów, te zawiedzione nadzieje, to twierdzenie, że bez względu na wszystko, bez względu na to, co pokażą piłkarze ma być awans i koniec. A jak nie to wszyscy WON! Nie, no tak nie można, bo to zrodzi nie tyle jakąś presje, ile niezdrową atmosferą, która nie tylko jakoś zaszkodzi piłkarzom, ale przede wszystkim zatruje nas samych.

Na szczęście mam wrażenie, że coraz więcej kibiców dostrzega i docenia to zmianę na lepsze w postawie zawodników, bez której ten nasz wymarzony cel był dotąd i byłby nadal nierealny, choćbyśmy nie wiem jak tego „żądali”. No, bo przecież my tak naprawdę niczego więcej nie chcemy, jak tylko poczuć, że piłkarzom chodzi o to samo co nam, że gramy wszyscy w jednej drużynie, dla dobra klubu. A gdy tak będzie, to nikt nie będzie mówił o jakiejś presji katowickich trybun… no, chyba że o tej przytłaczającej naszych przeciwników!

Irishman

Felietony kibiców to nowa seria, którą wprowadziliśmy na stronę GieKSa.pl. Nasz portal tworzą oczywiście sami trójkolorowi fani, ale gdy stają się członkami redakcji, to może umyka im zwykły głos trybun. Dlatego w tym sezonie wyszliśmy z taką inicjatywą i każdy z Was może zmieścić tutaj tekst – wystarczy wysłać do nas maila na gieksainfo[at]gmail.com. Teksty najlepiej przesyłać do nas w Wordzie w formacie .doc lub .docx. Zastrzegamy sobie prawo poprawiania, skracania lub niepublikowania, ale… jeszcze nam się to nie zdarzyło. Robimy jedynie delikatną korektę. Felietony docelowo chcemy publikować w każdą środę, w którą nie gra GieKSa.pl. Optymalnie byłoby abyście swoje teksty nadsyłali do nas do poniedziałku wieczora. Jeśli ich treść jest ponadczasowa, to może to być dowolnie wybrany dzień.

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    1 sierpnia 2018 at 18:47

    Irishman, cieszę się że złapałeś bakcyla, często utożsamiam się z komentarzami a już felieton to bajka:) Inne, świeższe spojrzenie niż reakcji. Zazwyczaj czytam komentarze a dopiero później treść. W Katowicach nie ma presji, presja ambitnego człowiek mobilizuje do jeszcze lepszej pracy, pomaga. U nas pojawiło się chamstwo a to deprymuje i nawet jak człowiek chce bardzo to nie daje rady. To jest silniejsze bo który zawodowy piłkarz nie chce się wyżej wybić? Umówmy się, że oni wszyscy nie mają GKS w sercu, oni chcą zarabiać, najlepiej w ekstraklasie. Pomijając trybuny to też kilka razy sygnalizowałem redakcji że powinni być bardziej powściągliwi jako dziennikarze, to zobowiązuje.

  2. Avatar photo

    James

    1 sierpnia 2018 at 20:36

    Zgadzam się z Kosą w 100% Wielu piłkarzy nie ma w sercu herbu i tradycji swojego obecnego klubu np. Trochim (GKS, Sandecja, teraz Chojnice) i takich przykładów będzie wiele patrząc na okienka transferowe. Naszym zadaniem powinno być wspierać tych, którzy zakładają koszuli z herbem GieKSy aby grali jak najlepiej.
    Takie czasy gdzie trawę gryźli choćby: Sput, Furtok, Grzesik, śp. Ledwoń, Jojko, Biegun czy Janoszka którzy pochodzili ze Śląska…już dawno mineły – pogódźmy się z tym.

  3. Avatar photo

    kosa

    1 sierpnia 2018 at 22:03

    James, ale to nie ja pisałem, a Irishman.

  4. Avatar photo

    Kato

    2 sierpnia 2018 at 08:55

    Profi felieton.

  5. Avatar photo

    James

    2 sierpnia 2018 at 10:33

    To przepraszam, zgadzam się Irishman z Tobą!!
    🙂

  6. Avatar photo

    Irishman

    4 sierpnia 2018 at 06:26

    Dzięki za miłe słowa – sory, ze dopiero teraz ale trochę zalatany jestem ostatnio.
    @Mecza, nie wiem czy to co było, nazwałbym aż „chamstwem”. Na pewno było to coś na zasadzie akcja – reakcja i nie wiem czy przesadzona?! Ale nie ma co już do tego wracać – patrzmy w przyszłość, bo ta jest najważniejsza!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga