Felietony Kibice Piłka nożna
[FELIETON KIBICA] Kibicowski sierpień w Polsce
Zapraszamy na sierpniowy przegląd polskiej sceny kibicowskiej. Trochę działo się w naszym kraju. Zapraszamy też do polubienia konta na Twitterze, które założył autor tego tekstu. Na GieKSa Old School ukazywać się będą stare zdjęcia trójkolorowych fanów. Profil można znaleźć tutaj.
Liga Europy
Rio Ave – Jagiellonia Białystok
Jagiellonia po niespodziewanej wygranej 1:0 w pierwszym meczu, mimo wszystko, była skazana na porażkę i odpadnięcie z LE. Do Portugalii w środku tygodnia pojechało 245 kibiców BKS-u, którzy bardzo dobrze dopingowali swoich piłkarzy, mając dodatkowe zastrzyki energii w formie znakomicie walczącego zespołu, który wywiózł „zwycięski” remis 4:4.
Lech Poznań – Szachtior Soligorsk
Przed rewanżem z Białorusinami, wojewoda wykazał się gestem i otworzył stadion, przez co ponad 16.000 widzów mogło oglądać mecz i świętować, wymęczony w ogromnych bólach, awans. Kibiców Szachtiora kilkunastu.
AS Trencin – Górnik Zabrze
Na malutkim obiekcie, w którym Górnik próbował odwrócić losy dwumeczu, zawitało 300 kibiców Torcidy, wspieranych przez GieKSę, ROW i Wisłokę. Liczba byłaby zdecydowanie większa, jednak KSG otrzymał tylko 150 wejściówek.
Jagiellonia Białystok – KAA Gent
Kolejnym rywalem Jagi był belgijski Gent, który skromnie w około 30 głów odwiedził Podlasie. Jagiellonia z nabitym stadionem, żywiołowym dopingiem i dodatkowo z oprawą. W trakcie spotkania Belgowie stracili małą flagę.
Legia Warszawa – Football 1991 Dudelange
Łatwiejszego rywala nie można było trafić. Tak wszyscy kibice CWKS-u pocieszali się po odpadnięciu ze Spartakiem Trnava. Mecz bez historii, niespełna 10.000 widzów i kompromitująca porażka z mistrzem Luksemburga.
KRC Genk – Lech Poznań
Pyrrusów w Belgii 825 osób, z dobrym wsparciem wokalnym.
KAA Gent – Jagiellonia Białystok
W Belgii obecnych 1005 fanów BKS-u, którzy szczelnie wypełnili sektor gości, konkretnie dopingując swoich piłkarzy. Jagiellonia musiała uznać wyższość rywali i pożegnać się z europejskimi pucharami. Pod koniec spotkania flaga Gent, którą Jaga wykosiła w Białymstoku, zakończyła swój żywot.
Football 1991 Dudelange – Legia Warszawa
Legia, po otrzymaniu zakazu wyjazdowego, za pirotechnikę w Trnawie, postanowiła za wszelką cenę wesprzeć piłkarzy, w fatalnej sytuacji sportowej. W Luksemburgu podstawiło się 220 legionistów z jedną flagą. Po wstydliwym 2:2, eliminującym mistrzów Polski, kibice na piłkarzach nie pozostawili suchej nitki.
Lech Poznań – KRC Genk
Ponad 20.000 kibiców Lecha wierzyło jeszcze w odwrócenie losów dwumeczu, jednak Lech dołączył do Górnika, Jagi i Legii, kończąc przygodę w europejskich pucharach, jeszcze zanim na poważnie zacznie się granie.
Ekstraklasa
Legia Warszawa – Lechia Gdańsk
Gdańszczan do stolicy przyjechało 380 osób. Sporo działo się już przed meczem, gdy ekipa samoc(h)odowa Lechii wjechała pod kasy Legii, gdzie doszło do szybkiej bitki i kilku powinięć. Legia tego dnia, jak co roku, upamiętniła Powstanie Warszawskie, odśpiewując Mazurka Dąbrowskiego oraz przedstawiając sektorówkę „Ludzie ludziom zgotowali ten los”.
Miedź Legnica – Górnik Zabrze
Do Legnicy zawitało 250 fanów KSG.
Śląsk Wrocław – Lech Poznań
Kolejorz w sile 1015 fanatyków, z transparentem dla Klimy, który wciąż przebywa w areszcie. Na stadionie 17.000 widzów, co jak na Śląsk jest bardzo dobrym wynikiem. Tego dnia dobrze wspierał ich Motor Lublin. W trakcie meczu doszło do incydentu w wykonaniu partyzanta ze strony gospodarza, który wpierw podbiegł pod sektor KKS-u, po czym wypiął pośladki, przez co cały stadion wygwizdał takie zachowanie, a w sektorach Lecha była salwa śmiechu, od którego rozpoczęły się okazjonalne przyśpiewki.
Wisła Płock – Korona Kielce
Do Płocka wybrało się 65 koroniarzy.
Zagłębie Sosnowiec – Pogoń Szczecin
W Sosnowcu zameldowało się 240 Portowców, których wspierała Kotwica Kołobrzeg z flagą. Zagłębie z pełnym stadionem i solidnym wsparciem BKS-u Stal Bielsko-Biała oraz Legii Warszawa, która tym razem miała okazję zobaczyć ten pojedynek, ze względu na zerwanie zgody z Pogonią.
***
W Krakowie, na meczu zgodowym Cracovia – Arka Gdynia liczba MZKS-u ciężka do oszacowania, ze względu na wspólne wymieszanie się z Craxą w młynie.
Wisły Kraków w Białymstoku, jak i Zagłębia Lubin w Gliwicach nie stwierdzono.
I liga
Raków w Chojnicach 62 osoby, Sandecja w Głogowie 18 osób, ŁKS w Niecieczy 300 osób i Stomil w Bielsku-Białej 36 osób.
Niższe ligi
Górnik Łęczna w Rybniku 34 osoby. Na powrocie koalicja Karpaty Krosno & Stal Rzeszów & Stal Stalowa Wola trafiają Górników. W Toruniu Stalówka ze wsparciem Łady Biłgoraj zawitała w 130 głów.
Ekstraklasa
Arka Gdynia – Górnik Zabrze
Do Trójmiasta na sektor gości weszło tylko 12 kibiców Torcidy. Główna, 300-osobowa banda nie dojechała pociągiem rejsowym, przez zerwanie trakcji na trasie.
Korona Kielce – Śląsk Wrocław
WKS-u w Kielcach 216 osób.
Lechia Gdańsk – Miedź Legnica
Miedź w Gdańsku obecna w 180 osób.
Pogoń Szczecin – Cracovia Kraków
Pasów w Szczecinie 75 osób. W trakcie meczu sporo bluzgów rozpoczętych przez Cracovię, która przypomniała Portowcom o śmierci ich kibica w 1993 roku, który w drodze na mecz Polska – Anglia został zadźgany nożem przez Craxę.
Wisła Kraków – Wisła Płock
Do grodu Kraka przyjechało 142 kibiców gości, wspieranych przez Hutnik Kraków, z którym mają wieloletni układ.
Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok
Na bardzo dalekim wyjeździe, Jaga pojawiła się w 85 osób.
I liga
Do dalekich Suwałk wybrało się 20 kibiców Chrobrego. W Częstochowie Odra Opole zameldowała się w 175 osób, dzieląc się na niebiesko-czerwone peleryny, co dało wizualnie ładny efekt.
Niższe ligi
Ruch Chorzów w Łęcznej pojawił się w 306 głów. Widzewiaków w Boguchwale, gdzie Stal Stalowa Wola rozgrywa swoje mecze, 300 osób. Elanowców w Wejherowie 80 osób. Resovia w Rybniku obecna w 125 osób.
Ekstraklasa
Cracovia Kraków – Zagłębie Lubin
Zagłębie zawitało w 71 osób.
Górnik Zabrze – Lechia Gdańsk
Biało-zielonych w Zabrzu łącznie 420 osób. Niestety, podczas drogi kolejowej, jeden kibic Lechii wypadł z pociągu, przez co lekarze musieli amputować mu nogę. Pomimo fatalnej dyspozycji piłkarzy KSG w początku sezonu, na stadionie 14.000 widzów.
Legia Warszawa – Zagłębie Sosnowiec
Pomimo starej zgody, mecze Legia – Zagłębie, rozgrywane są niezwykle rzadko, przez co w stolicy zameldowało się 2.000 fanów Zagłębia, którzy ulokowali się na Żylecie, wspólnie z Legią, prowadząc razem doping dla obu drużyn.
Miedź Legnica – Korona Kielce
Koroniarze na Dolnym Śląsku pojawili się w 150 osób, tworząc skromną oprawę.
Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin
W poniedziałkowy, niewygodny dla nikogo termin, Portowcy stawili się w 132 osoby.
***
Piasta w Białymstoku, Wisły w Poznaniu i Arki w Płocku zabrakło przez protesty i zakazy wyjazdowe.
I liga
GKS Jastrzębie ze wsparciem Piasta Gliwice zameldował się 343-osobowym składem w Opolu. Medaliki w Głogowie obecne w 76 osób. ŁKS Łódź w Krakowie (stadion Wisły) obecny w 225 osób. Stomilowców w Tychach 120 osób.
Niższe ligi
GKS Bełchatów w Chorzowie obecny w 177 osób. W pierwszą stronę, jadąc przez Częstochowę, GKS zanotował starcie z RKS-em, przez co nie dojechali w komplecie. Górnik Łęczna w Rzeszowie stawił się w 121 osób. Stalówka ze wsparciem Karpat Krosno zameldowała się w 100 osób w Stargardzie Szczecińskim. ROW w Toruniu 177 osób z naszym solidnym wsparciem, gospodarze ze wsparciem Ruchu i Widzewa.
Ekstraklasa
Jagiellonia Białystok – Miedź Legnica
MKS na Podlasiu zawitał w 68 osób.
Legia Warszawa – Wisła Płock
Petrochemia, po sporej mobilizacji, pojawiła się w stolicy w 330 osób. Legia od początku spotkania ostro karciła swoich piłkarzy, którzy doznali największej kompromitacji w historii klubu.
Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk
Betony w zachodnio-pomorskim, zawitali w 228 osób.
Wisła Kraków – Górnik Zabrze
Torcida sporo mobilizowała się na prestiżowe spotkanie w Krakowie. W sektorze gości znalazło się 1237 fanatyków, wspieranych przez Wisłokę Dębica. Na stadionie ponad 16.000 widzów, z dobrze nabitym młynem i solidnym wsparciem Ruchu Chorzów.
Zagłębie Lubin – Lech Poznań
Kolejorz, od kilku lat nie ma zgody z MKS-em, jednak po raz kolejny dostał większość biletów po starej znajomości, czego efektem było 1800 fanów z Poznania. Zagłębie z bardzo dobrze nabitym młynem i solidnym dopingiem.
Zagłębie Sosnowiec – Śląsk Wrocław
WKS w Sosnowcu, w poniedziałek, stawił się w 450 osób.
***
Arki w Kielcach zabrakło ze względu na zakaz. Cracovia uszanowała bojkot Piasta i odpuściła wyjazd.
I liga
Rodowici Łodzianie w Grodzisku Wielkopolskim, gdzie Warta wynajmuje stadion, pojawili się w 320 osób, w tym liczna delegacja Kolejorza. Chojniczanka w Głogowie obecna w 41 osób. Raków w Niecieczy 89 osób. Sączersi w Krakowie (stadion TSW) 124 osoby. Tyscy w Mielcu 60 osób. Stomilowcy w Suwałkach 140 osób.
Niższe ligi
Stalówka w Tarnobrzegu 180 osób. ROW w Stargardzie Szczecińskim 36 osób. Olimpia Elbląg ze wsparciem Zagłębia Sosnowiec, w Chorzowie w 157 osób. Górnik Łęczna w Toruniu 81 osób. Resovia w Łodzi 251 osób.
Eric Cantona
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.


Najnowsze komentarze