Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

[FELIETON] Kryzys

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W dzisiejszym felietonie chciałbym się odnieść do wychodzenia z kryzysu, a także o tym, jaki wpływ ma na to osoba trenera oraz ludzie, którzy odpowiadają za zarządzanie klubem sportowym, bo to nigdy nie jest tak, że odpowiedzialni za wynik sportowy są tylko i wyłącznie zawodnicy. Jest takie piękne przysłowie, które idealnie pasuje do współczesnego futbolu, a brzmi następująco: sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą. Tak niestety było, jest i chyba długo się to jeszcze nie zmieni.

Nie odkryje Ameryki, jeśli napisze, że GieKSa znalazła się w fatalnej sytuacji. Analizując sobie tabele po każdym meczu, wierzyłem, że ten zespół odpali nawet w momencie, gdy mieli 10 punktów straty do miejsca premiowanego awansem. Myślałem sobie: mamy taką pakę, że zaraz to musi zaskoczyć, złapiemy serie i jeszcze przed końcem rundy jesiennej złapiemy kontakt z czołówką.

Niestety rzeczywistość okazała się brutalna i trzeba sobie jasno powiedzieć, że czeka NAS ciężka walka o utrzymanie. Celowo napisałem słowo NAS dużymi literami, bo to nie tylko tyczy się piłkarzy, sztabu szkoleniowego, dyrektora sportowego. Oczywiście to na nich spoczywa największa odpowiedzialność, bo to oni nawarzyli sobie tego piwa i to oni muszą je wypić, ale My jako kibice musimy zrobić wszystko, żeby wspólnie i jak najszybciej zapewnić sobie utrzymanie. Czas rozliczeń dopiero wtedy nadejdzie. Jak już wspominałem, sytuacja w tabeli delikatnie mówiąc, jest kiepska. Analizując sytuacje z poprzednich sezonów:

Sezon 2017/18 po 18. kolejkach drużyna na ostatnim bezpieczny miejscu, które daje utrzymanie, miała 20 punktów.
Sezon 2016/17- 20 punktów.
Sezon 2015/16 – 20 punktów.
Sezon 2014/15 –18 punktów.
Sezon 2013/14- 19 punktów.

My po 18 kolejkach mamy tych punktów 16, także ten deficyt jest duży, a do utrzymania potrzeba plus minus 40 punktów. 16 kolejek zostało do końca rozgrywek i żeby zdobyć magiczną liczbę 40 punktów, potrzebujemy 8 zwycięstw, czyli połowę meczów musimy wygrać.

Nie bez przyczyny w tak dramatyczny sposób opisałem obecną sytuację, w jakiej znalazł się klub. Nikt z nas nie ma wątpliwości, że GieKSa znalazła się w ogromnym kryzysie. Przypomina mi to trochę sezon heroicznej walki o utrzymanie w sezonie 2008/09 gdzie po 18 rozegranych kolejkach GieKSa miała też 16 punktów i w ostatnie kolejce zapewniła sobie utrzymanie. Oczywiście nie można postawić znaku równości między tymi dwoma sezonami, wtedy GieKSa była w zupełnie innym położeniu organizacyjno-finansowym.

Co robić w momencie tak olbrzymiego kryzysu? Oczywiście najłatwiej jest zwolnić trenera i liczyć na efekt nowej miotły, który nie jest gwarancją seryjnie zdobywanych punktów, ale jest gwarancją powiewu świeżości. Mam tutaj na myśli przede wszystkim innego charakteru treningi i co ważniejsze relacji z zawodnikami, bo to jest chyba bardziej kluczowe niż sam trening. W mojej opinii formuła między zawodnikami a Trenerem Paszulewiczem się wyczerpała, nie było widać chemii, jedności i spójności działania.

Pamiętam sezon, gdzie stery w klubie obejmował Trener Nawałka. Też zastał drużynę kompletnie rozbitą z masą zawodników doświadczonych, dla których GieKSa była przedostatnim przystankiem przed zjazdem do zajezdni w ich piłkarskiej karierze. Trener Nawałka z tego, co pamiętam, przyszedł na kilka kolejek przed zakończeniem rundy jesiennej i już wtedy budował sobie drużynę pod rundę rewanżową. Rundę, w której margines błędu był niewielki. Uznał, że potrzebuje wojowników młodych chłopaków, którzy zostawią serducho na boisku i nie odstawią nogi, a głowę wsadzą tam, gdzie niektórzy baliby się włożyć nogę. Po latach doświadczenia i obserwacji, które zbierałem, wydaję mi się, że było jedno ważne kryterium, które zadecydowało o tym, że postawił na młodych chłopaków w większości wychowanków. Ci młodzi chłopcy po prostu nawet nie zdawali sobie sprawy, o co toczy się gra. Po prostu wychodziliśmy na boisko i graliśmy, jakby to był nasz ostatni mecz. Nikt z nas nawet nie rozmawiał w kategoriach, co będzie, jak spadniemy, nas to po prostu nie interesowało, liczyło się tu i teraz. Oczywiście ogromna rola Trenera Nawałki, który nie bał się postawić na młodzież, zagrał va bank, podjął się wyzwania, a sytuacja był naprawdę kiepska. Zaległości w wypłatach sięgały 4 miesięcy, w klubie nie było siłowni, salki do ćwiczeń, odżywek, leków a pomimo tego potrafił nas zawsze zmotywować. Słowo kryzys u niego chyba nie istniało. Pamiętam jedną dość długą rozmowę w szatni, jako drużyna psychicznie byliśmy wrakami, zrzucaliśmy się na paliwo, bo ktoś nie miał jak dojechać na trening, niektórych chcieli wywalić z mieszkań, bo klub od kilku miesięcy nie płacił za wynajem właścicielom. Zarząd mamił nas kolejnymi obietnicami odnośnie do przelewów. Wtedy coś w nas pękło, zakomunikowaliśmy trenerowi, że w ramach protestu nie wychodzimy na trening. Trener wrócił po kilku minutach i powiedział piękne słowa, mniej więcej brzmiały one tak: rozumiem waszą frustrację, złość, niechęć, ale odpowiedzcie sobie na pytanie: co wam to da, komu zrobicie tym na złość czy myślicie, że ktoś na górze się tym zainteresuje? Jesteście w błędzie, jasne pracujecie po to, by mieć pieniądze, ale niekiedy trzeba zainwestować w siebie i to, że teraz siedzimy tu w tej szatni i za chwilę wyjdziemy na trening to, to jest wasza inwestycja w siebie, bo w ten sposób możecie powalczyć o lepsze jutro. Jeśli ktoś nie daje rady, niech podniesie rękę do góry, ja to zrozumiem i uszanuję, ale jeśli zdecydujesz się wyjść na trening, to liczy się tylko i wyłącznie boisko, tam masz dać z siebie maksa.

Jaka była reakcja nasza? Wszyscy wyszliśmy na trening, zapominając na jakiś czas o problemach. Trener Nawałka był świetnym motywatorem, potrafił idealnie zmotywować drużynę w momentach kryzysowych, nawet w momentach gdzie na dworze wiało, padał deszcz, temperatura okolice zera, a on potrafił wejść do szatni z uśmiechem i powiedzieć, że niebosa nas wysłuchały, mamy idealne warunki do gry jak w Anglii, gdzie murawa jest zawsze zroszona.

Wracając do obecnej sytuacji GieKSy, Trener Dudek stoi przed ciężkim zadaniem. Na pewno sytuacja, w której się znalazł, nie jest łatwa, początek pracy też nie napawał optymizmem, ale powoli widać, że drużyna odżywa. Było to widać w Bielsku, gdzie GieKSa wyglądała przede wszystkim dobrze motorycznie, organizacja gry w defensywie była na bardzo dobrym poziomie. Mam nadzieje, że to jest początek czegoś dobrego. Osobiście nie znam trenera Dudka, ale bije od niego taki optymizm, a tego teraz potrzeba, bo już bardzo dużo złego się wydarzyło i wytykanie sobie błędów, obrażanie się na siebie do niczego dobrego nie doprowadzi. Potrzeba trochę uśmiechu i przywrócenia radości z tego, co się robi, bo było widać po zawodnikach, że sytuacja, w jakiej się znaleźli, stłamsiła ich psychicznie. Z tego, co wiem, Trener dużo rozmawia z zawodnikami, zaraża ich optymizmem i przede wszystkim wiarą, bo niekiedy optymizmem, wiarą i pewnością siebie więcej zdziałasz niż umiejętnościami piłkarskimi.

Kończąc ten felieton prośba do Was: wiem, że nawalili, że wszyscy myśleliśmy, że cała ta liga będzie oglądała nasze plecy. Niestety rzeczywistość okazała się brutalna, ale trudno stało się. Czasu już nie cofniemy, na przeszłość nie mamy wpływu, ale na przyszłość już tak. Uwierzmy w tych chłopaków na nowo, pokażmy im, że jesteśmy z nimi tak, jak zrobiliśmy to w Bielsku, gdzie graliśmy w 12, uwierzcie mi, że oni to czują. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jaki to jest kop energetyczny, jak słyszysz, że kibice dają z siebie maksa, gdzie każdą przyśpiewkę śpiewają na 100 procent, to naprawdę słychać na boisku. Ważne mecze przed nami, a w sobotę kolejny przystanek.

Tychy to mecz o 6 punktów. Na stadionie będziemy w mniejszości, ale zróbmy im tam piekło, niech nasi zawodnicy czują, że jesteśmy z nimi, a ci, co zostaną w domach: trzymać kciuki przed telewizorami, niech hasło, które sami wymyśliliśmy, CAŁA GIEKSA RAZEM nie będzie pustym sloganem. Do zobaczenia w sobotę w Tychach a tych, których nie będzie, zapraszam w środę na Bukową.

Luka Modrić

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    Mecza

    22 listopada 2018 at 11:41

    Super tekst.

  2. Avatar photo

    Kicia

    22 listopada 2018 at 13:56

    Trzeba ogolić te tyskie dzbany na ich obiekcie 🙂

  3. Avatar photo

    Irishman

    23 listopada 2018 at 10:48

    Świetny felieton!

    Ja parę dni temu pisałem swój o sytuacji klubu i gdy byłem gdzieś w połowie….. to naszła mnie myśl – po co ten tekst? Po co rozkminiać ten kryzys, w którym się znaleźliśmy? Tu trzeba przede wszystkim z niego wyjść, a nie o nim pisać. No i dałem spokój.

    Kilka dni później przeczytałem wywiad z trenerem. Zaintrygowały mnie dwa fragmenty:
    „…Zorientowałem się, dlaczego zawodnicy, będąc w innych klubach, spisują się dobrze, a tu im tak nie wychodzi, nie potrafią. Dosyć szybko zdiagnozowałem problemy, ale nie chcę w tym wypadku mówić o szczegółach, zachowam je dla siebie…..”
    …..”Muszę jeszcze podkreślić, że to wszystko, co się dzieje, to nie tylko wina piłkarzy. Mam bowiem nieodparte wrażenie, że temu klubowi się źle życzy i szuka się tylko dziury w całym. Jest jakaś zawiść, jakiś zły PR wokół GieKSy…… Nie rozumiem, dlaczego o GKS mówi się źle, i jako trener chciałbym to zmienić. Wiem, że kibice są zdegustowani wynikami, postawą drużyny i piłkarzy, bo na nich spada odpowiedzialność za wynik…..”

    I tak się zacząłem zastanawiać, czy skoro kolejny osoba związana z klubem od środka zwraca uwagę (choć może trochę między wierszami), że kibice pomimo swoich najszczerszych chęci, pomimo całego oddania dla klubu mogą jednak jakoś destruktywnie wpływać na wyniki, to może coś w tym jest?????

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga