Dołącz do nas

Felietony

Felieton: Piłkarze – trenerzy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W drużynie piłkarskiej najważniejsi są piłkarze, ich jakość, talent i zapał do pracy w klubie. Jednak ktoś musi nimi dowodzić, szkolić ich, pomagać, strofować i chwalić, motywować. Trener, to właśnie osoba przeznaczona do tych zadań, biorąca na siebie presję i odpowiedzialność za wyniki. Szkoleniowiec musi posiadać odpowiednie predyspozycje, które w tym zawodzie pomogą mu przetrwać. Taki człowiek musi cieszyć się przede wszystkim wśród zawodników odpowiednią estymą. Dziś trener to po prostu wyuczony zawód, ludzie kształcą się latami, aby zostać sławnym „coachem”. Piłkarskich bossów dzielimy oczywiście na tych, którzy nigdy w piłkę nie grali, bo szybko się zorientowali, że Bozia talentu poskąpiła oraz na tych, którzy kiedyś byli czynnymi przez lata graczami, a teraz postanowili stanąć po drugiej stronie lustra. Mimo wszystko więcej jest raczej tych drugich, choć te trendy pomalutku się zmieniają. Niestety ławka trenerska szybko obnaża wszelkie braki, podobnie jak boisko weryfikuje, kto się nadaje do ekstraklasy, a kto do okręgówki. Wielu znakomitych niegdyś zawodników udowodniło sobie i innym, że absolutnie nie nadają się na szkoleniowców. Często jednak bardzo trudno im to zaakceptować i przyznać przed sobą, że zajęcie się trenerką to był kiepski pomysł. O tych właśnie spełnionych i niespełnionych trenerach – piłkarzach, będzie dzisiejszy felieton.

Takim pierwszym z brzegu przykładem, faceta, który szybko pojął, że żadnym piłkarzem to on nie będzie jest Jose Mourinho. Pokopał trochę w podrzędnych portugalskich klubikach, lecz szybko zrezygnował z gry w piłkę i wyjechał do Anglii, aby zgłębiać tajemnice zawodu szkoleniowca. Co potem osiągnął i wciąż osiąga, jako trener wszyscy wiemy. Natomiast jego najbliższy niegdyś współpracownik, a potem zastępca na stanowisku w FC Porto Andre Villas – Boas, nawet nie zaczynał zabawy z piłką przy nodze, tylko od początku postawił na karierę szkoleniowca. Villas- Boas z Porto w jednym sezonie zdobył absolutnie wszystko na krajowym podwórku i dorzucił jeszcze Ligę Europejską. Dopiero w Chelsea podwinęła mu się noga i musiał odejść w niesławie. W Polsce takim perspektywicznym trenerem, który piłkarzem był żadnym jest 28 letni zaledwie Artur Skowronek, boss Ruchu Radzionków.

Przejdźmy jednak teraz do znanych i wspaniałych zawodników, którzy swoich sił postanowili spróbować, jako szkoleniowcy. Najpierw poznęcajmy się nad tymi, którym ewidentnie nie wyszło.

Diego Maradona to postać, której nikomu przedstawiać nie trzeba. Wielki, a być może największy piłkarz w historii futbolu? Tymczasem, jako trener totalna katastrofa i nie wypał. Zaczynał od pracy w ojczyźnie z Deportivo Corrientes i Racing Club, jednak zajął w lidze z tymi ekipami słabiutkie miejsce w dolnej części tabeli. Następnie bardzo niespodziewanie został selekcjonerem reprezentacji Argentyny, z którą nie bez przeszkód awansował na Mundial w 2010 roku. Na mistrzostwach Argentyna dotarła do ćwierć finału, gdzie została upokorzona przez Niemców (0:4). Diego został zwolniony. Obecnie Maradona jest trenerem Al.-Wasi Dubaj w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Lothar Matthaus wybitny obrońca reprezentacji Niemiec oraz takich klubów jak Borussia Monchengladbach, Bayern Monachium i Inter Mediolan. W kadrze naszych zachodnich sąsiadów wystąpił w 150 spotkaniach, strzelił 23 bramki, a grał w reprezentacji od 1980 do 2000 roku! Jako trener dno, dna i kupa mułu. Prowadził Rapid Wiedeń, Partizan Belgrad, kadrę Węgier, Atletico Paranaense, Red Bull Salzburg, Maccabi Netanja i kadrę Bułgarii. Dziwny to człowiek i trener. Odniósł poważny sukces zdobywając z Partizanem Belgrad mistrzostwo kraju w dobrym stylu, lecz niespodziewanie podał się do dymisji. Potem podał do sądu działaczy klubu, których oskarżył o niewypłacenie obiecanych premii. Również skonfliktowany wyjeżdżał z Węgier, a z Brazylii po prostu uciekł, a jako powód podał tęsknotę za rodziną. Marzy o pracy w Bundeslidze, jednak nikt nigdy w ojczyźnie nie zaproponował mu pracy.

Ronald Koeman gwiazda FC Groningem, Ajaxu, PSV, Barcelony i Feyenoordu oraz reprezentacji Holandii. Jako piłkarz zdobył praktycznie wszystko, jako trener dobrze może wspominać jedynie pierwszą „robotę” w Vitesse Arnhem, z którym zakwalifikował się do europejskich pucharów. Potem był zwalniany lub rezygnował ze względu na słabe wyniki w takich klubach jak Ajax, Benfica, Valencia, Alkmaar. Obecnie jest szkoleniowcem Feyenoordu.

Oczywiście takich przykładów znalazłoby się więcej, jak Jose Mari Bakero, Ruud Gullit, ale teraz poszukajmy na własnym podwórku.

Na pierwszy ogień oczywiście Zbigniew Boniek. Każdy wie, jakie sukcesy „Zibi” osiągał z Widzewem, Romą i Juventusem oraz reprezentacją Polski. Ten znakomity piłkarz postanowił sprawdzić się w zawodzie szkoleniowca i to był jego błąd. Kariera Bońka – szkoleniowca to kompromitacji do potęgi. Boniek trenował Lecce i Bari, które spuścił do Serie B. Następnie był trenerem występującego w Serie C1 Sambenedettese, lecz zwolniono go w trakcie sezonu. Boniek był też selekcjonerem reprezentacji Polski, jednak po serii fatalnych wyników podał się do dymisji, jako powód podając problem rodzinne.

Andrzej Lesiak piłkarzem wybitnym nie był, natomiast bardzo dobrym ma pewno. Jako zawodnik zdobył Puchar Polski z naszym GKS-em potem z powodzeniem grał w Austrii i Niemczech, ale jako coach dał plamę. Objął Zagłębie Lubin, z którego wyleciał z hukiem po zaledwie dwóch miesiącach, ponieważ notował same porażki. Nie do końca powiodło się również w tym zawodzie takim gwiazdom jak Jacek Zieliński, Dariusz Dziekanowski czy Władysław Żmuda.

Przejdźmy do tych, którym się udało być świetnym piłkarzem i znakomitym trenerem.

Johan Cruijff to człowiek instytucja, żywa legenda futbolu. Święcił triumfy, jako zawodnik, a potem, jako szkoleniowiec. Już, jako trener z Ajaxem zdobywał europejskie i krajowe puchary, a z Barceloną praktycznie wszystko. Do Barcy wprowadził na wzór Ajaxu ofensywny styl gry, oraz sprowadził doskonałych zawodników, którzy stali się gwiazdami futbolu ( Stoiczkow, Laudrup, Bakero, Begristian, Hagi, Romario, Ferer, Nadal, Gaurdiola itd.)

Josep Guardiola kolejna ikona Barcy, świetny, jako zawodnik i jeszcze lepszy, jako trener. Jego sukcesów nikomu nie trzeba przybliżać, gdyż wszyscy mamy je na świeżo w pamięci.

Frank Rijkaard kolejna postać związana z Barceloną. Wiele sukcesów w karierze piłkarskiej i równie dużo, jako trener. W nowym zawodzie od razu został rzucony na głęboką wodę, bo zaczynał od posady selekcjonera reprezentacji Holandii i udało mu się doprowadzić Holendrów do pół finału mistrzostw Świata! Następnie pracował w Sparcie Rotterdam, z która spadł z ligi. Kluczowe w jego karierze szkoleniowej było przejście do pogrążonej w kryzysie Barcelony, zdobył z Barcą mistrzostwo kraju oraz Ligę Mistrzów. To Rijkaard wykreował takich graczy jak Ronaldinho, Valdes i Deco. Obecnie Holender jest selekcjonerem reprezentacji Arabii Saudyjskiej.

Kenny Dalglish wspaniały szkocki piłkarz, który święcił sukcesy, jako zawodnik z Celtickiem i Liverpoolem. Dalglish zaczynał, jako grający trener w ekipie The Reds i od razu zdobył tytuł mistrzowski. W sumie pod jego wodzą Liverpool zdobył trzy mistrzostwa kraju. Potem Szkot objął drugoligowy Blacburn Rovers i natychmiast awansował z zespołem do ekstraklasy zdobywając w pierwszym sezonie 4. miejsce, a był to powrót do elity, pierwszy od 1966 roku. Dalglish ściągnął za rekordowe wtedy kwoty napastników Alana Shearera i Chrisa Suttona i w kolejnym sezonie Blacburn było mistrzem Anglii! Następnie był dyrektorem sportowym, a potem tymczasowym trenerem Celticu, z którym zdążył zdobyć Puchar Ligi. Jego powrót po latach do zawodu mogliśmy obserwować w minionym sezonie, kiedy z Liverpoolem zdobył Puchar Ligi oraz doprowadził go do finału Pucharu Anglii. Został jednak zwolniony za tragiczna postawę The Reds w lidze.

Henry Kasperczak bardzo dobry piłkarz Stali Zabrze, Stali Mielec i FC Metz. Przede wszystkim osiągał sukcesy, jako reprezentant Polski. Karierę trenerska rozpoczął w Metz i od razu zdobył Puchar Francji. Pracował w tym klubie 5 lat, a następnie objął Strasbourg. We Francji pracował wiele lat, później jeszcze w Racing Club, Montpellier i Lille. Następnie był selekcjonerem reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej, z która zdobył 3. miejsce na Pucharze Narodów Afryki. Później objął kadrę Tunezji, z którą uczestniczył w igrzyskach olimpijskich w Atlancie oraz w mistrzostwach świata 1998. Dwa lata wcześniej zdobył 2. miejsce na Pucharze Narodów Afryki.  Następnie miał krótki epizod w Bastii, z której trafił do Al Wasi Club, a stamtąd do reprezentacji Maroka. Potem był Shenyng Sealion i kadra Mali, z którą był 4 w PNA. Po latach emigracji Kasperczak powrócił do ojczyzny i objął stery w Wiśle Kraków, z która zdobył 3 tytuły mistrza Polski, zdobył 2 krajowe puchary oraz awansował z klubem do 1/8 Pucharu UEFA. Potem były już tylko klęski w Senegalu oraz ukochanym Górniku Zabrze, którego Henry spuścił z ligi i zrujnował finansowo. Następnie nieudany powrót do Wisły oraz grecki AO Kavala.

Piotr Nowak kojarzony ze świetnych występów w TSV Monachium czy Chicago Fire. Jako szkoleniowiec zdobył mistrzostwo MLS w swoim debiutanckim sezonie z DC United. Nowak prowadził również kadrę U-23 U.S.A oraz był asystentem selekcjonera w dorosłej reprezentacji. Obecnie jest wiceprezesem Philadelphia Union.

Postarałem się przytoczyć tylko kilka przykładów piłkarzy-trenerów, którym się udało lub nie. Oczywiście wielu pominąłem, ale to temat rzeka. Jak zostać dobrym szkoleniowcem? Trudne pytanie, na pewno zależy to od wielu czynników również od szczęścia. Zapraszam do dyskusji jaki Waszym zdaniem jest przepis na doskonałego szkoleniowca, no i kogo Wam brakuje w tym felietonie?

 

 

 

 

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    bigslaw

    23 maja 2012 at 22:58

    dobry artykuł ja myślę ze w naszym klubie to my mam kupę darmozjadów pierwsze pan furtok był wielki piłkarz ale jako działacz? nie nadaje się drugi pan piekarczyk wielki trener zasługi dla gieksy nie do ocenienia ale jako detektor skanadl pan numer trzy jojko wielki pilarz bramkarz ale trener żaden wiec pytam po co klub ich czyma tu trzeba odpowiednich ludzi a nie byłych graczy trenerow itp.

  2. Avatar photo

    mitchx

    24 maja 2012 at 14:29

    Beckenbauer?

  3. Avatar photo

    hanysek1964

    24 maja 2012 at 23:37

    TAK TO JUZ HISTORIA CZASEM DOBRY PILKARZ NIE BEDZIE DOBRYM TRENEREM .PANOWIE MACIE KASE TO PRACUJCIE DLA KLUBU SPOLECZNIE

  4. Avatar photo

    mózG

    28 maja 2012 at 02:48

    Felieton interesujący. A kogo brakuje 🙂 Może trenerów którzy byli w GieKSie na przestrzeni ostatnich 10(?) lat.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga