Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Gdzie swoje mecze rozegra GKS Katowice?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Zakończono rozgrywki w Polskiej Hokej Lidze, jak wiadomo Mistrzem Polski została GieKSa. W mediach trwa podsumowanie sezonu w wykonaniu hokeistów GieKSy i spekulacje na temat miejsca rozgrywania spotkań w Lidze Mistrzów.

Na boiska ligowe wróciły piłkarki. W Wielką Sobotę kobieca drużyna GieKSy pokonała na wyjeździe zespół Olimpii Szczecin 3:1 (1:1). Kolejny mecz piłkarki rozegrają w najbliższą sobotę, w Katowicach z drużyną Śląska Wrocław. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 13:00. Piłkarze ze względu na Święta mają trochę więcej przerwy między meczami – najbliższe rozegrają na wyjeździe, jutro we wtorek (o 20:30) ze Stomilem Olsztyn. Spotkanie będzie transmitowane na kanale Polsat Sport Extra. W rozpoczętym tygodniu piłkarze rozegrają jeszcze jeden ligowy mecz – w najbliższą niedzielę (24 kwietnia o 12:40), wyjazdowe z GKS-em Tychy.

Siatkarze przegrali pierwsze spotkanie w ćwierćfinale PlusLigi z jednym z faworytów rozgrywek drużyną Grupa Azoty ZAKSy Kędzierzyn-Koźle 0:3. Dzisiaj w Spodku o 14:45 drugi mecz, w przypadku zwycięstwa ZAKSy – GieKSa odpada z walki o medale, pozostanie gra o maksymalnie miejsce piąte.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GieKSa ściga czołówkę. Ważne punkty w Szczecinie

GKS Katowice długo walczyły o komplet punktów w Szczecinie. Na piękną bramkę Jany Kalininy odpowiedziały Nicola Brzęczek, Klaudia Maciążka oraz debiutująca w Ekstralidze Zuzanna Witek i ważne w walce o medale punkty powędrowały na Śląsk.

W pierwszej połowie oba zespoły jakby się badały. Akcje raz po jednej, raz po drugiej stronie boiska. Szybciej swoje szanse wykorzystały piłkarki Olimpii.

W dwudziestej minucie z okolicy dwudziestego metra huknęła Yana Kalinina i dała prowadzenie Olimpii. Gol zdecydowanie „Stadiony Świata”. Chwilę później mogło być 2-0, ale dobrze na linii zachowała się Weronika Klimek, która przeniosła piłkę nad poprzeczką.

Mecz zdecydowanie nabrał tempa. Ten fragment gry lepiej wykorzystały piłkarki ze Śląska. Anita Turkiewicz uderzyła w kierunku Natalii Radkiewicz, ta odbiła piłkę przed siebie. Na jedenasty metr nabiegała Nikola Brzęczek i strzałem po ziemi dała pierwszą bramkę GieKSie. Chwilę później Klaudia Maciążka umieściła piłkę ponownie w bramce, ale sędzia boczna zasygnalizowała pozycję spaloną.

Drugą część spotkania mocno zaczęły przyjezdne. Już w pierwszej minucie drugiej połowy ponownie Brzęczek uderzyła z bliska w kierunku Radkiewicz. Ta jednak dziś robiła, co mogła, by uchronić swój zespół od porażki. Długo ta sztuka się udawała. W 83. minucie rajd z piłką przeprowadziła Klaudia Maciążka, minęła szczecińską bramkarkę.

Warto także odnotować pojawienie się na placu gry Zuzanny Witek w 79. minucie. Debiut młodej piłkarki GieKSy był możliwy po zmianie przepisów, i dopuszczeniu do gry młodzieżowych reprezentantek kraju. Debiut o tyle wyjątkowy, że młoda piłkarka GieKSy po dziesięciu minutach adaptacji na placu gry umieściła piłkę w bramce.

Mecz wyrównany, ale w piłce chodzi o zdobywanie goli, a tych dziś więcej strzeliły piłkarki GKS-u Katowice.

 

24kurier.pl – Porażka Olimpii Szczecin z GKS Katowice

Przez pierwsze dwadzieścia minut spotkania niewiele się działo na boisku. Dopiero po rzucie rożnym w 20. minucie, skutecznym strzałem z powietrza popisała się Yana Kalinina, dla której był to pierwszy mecz w barwach Olimpii. Po tej bramce do głosu doszedł zespół gości. W 31. minucie z piłką w pole karne wbiegła Anita Turkiewicz, która oddała mocny strzał, a skuteczną dobitką popisała się Nikola Brzęczek. Jeszcze przed przerwą dobrą okazję miała Brzęczek, ale jej strzał głową nie trafił w bramkę.

Na początku drugiej połowy do ataku przystąpił zespół GKS-u. Ponownie w polu karnym strzelała Brzęczek, a chwilę później z dystansu próbowała Turkiewicz. W 69. minucie ta sama zawodniczka nieznacznie przestrzeliła z rzutu wolnego. GKS miał inicjatywę i stwarzał sytuacje strzeleckie. W przeciwieństwie do Olimpii, która nie mogła wykreować żadnej okazji bramkowej. W 82. minucie z piłką w pole karne wbiegła Maciążka, która minęła Natalię Radkiewicz i wpakowała piłkę do pustej bramki. Po tym golu Olimpia już się nie podniosła, a goście stworzyli jeszcze kilka okazji bramkowych. Najpierw z dystansu uderzała Vojtkova, a po rzucie rożnym w 90. minucie, wynik meczu ustaliła Zuzanna Witek.

Olimpia ambitnie walczyła przez całe spotkanie, ale po raz kolejny zabrakło jej argumentów piłkarskich. W 2. połowie Olimpia nie stworzyła żadnego zagrożenia pod bramką katowiczanek. Goście po przerwie byli zespołem lepszym i zasłużenie wygrali to spotkanie. W pierwszej połowie w drużynie „Gieksy” wystąpiła Amelia Bińkowska, była zawodniczka Olimpii.

 

sportdziennik.com – Od ściany do ściany

Przy Bukowej muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego defensywa, która jesienią nie straciła gola przez blisko 500 minut, teraz popełnia błędy urągające standardom zawodowego futbolu.

Kibice GieKSy – nie wspominajmy już o hokeju, zostańmy przy samej piłce – miotają się w ostatnich dniach od ściany do ściany. Perspektywa „domowego tryptyku”, czyli konfrontacji przy Bukowej z Polkowicami, Widzewem i Odrą, pozwalała nawet marzyć o włączeniu się na ostatniej prostej do walki o czołową szóstkę i baraże.

Winda zamiast w górę pojechała jednak w dół. Tryptyk przyniósł drużynie 0 punktów, seria 6 meczów bez porażki przeistoczyła się w serię 5 meczów bez zwycięstwa, a trzy z rzędu przegrane w roli gospodarza przytrafiły się GKS-owi pierwszy raz od rundy jesiennej sezonu 2018/19 (z Niecieczą, Garbarnią i Wartą), zakończonego degradacją. Przewaga nad strefą spadkową stopniała do 5 punktów, a w tym sezonie rozegranych zostanie jeszcze 7 kolejek. W nich czarno na białym okaże się, czy GKS zasługuje na utrzymanie, jako że zmierzy się z bezpośrednimi rywalami w walce o ten cel – Stomilem, Puszczą, Jastrzębiem czy mającą dwa „oczka” więcej, ale pozostającą bez wiosennej wygranej Skrą. Czekają go też wyjazdowe derby z imiennikiem z Tychów oraz konfrontacje z walczącymi o awans ŁKS-em i Koroną. Jesienią z tym zestawem przeciwników GieKSa poradziła sobie dobrze. Zdobyła 12 punktów, uległa tylko łodzianom, teraz powtórzenie takiego dorobku na pewno zapewniłoby miejsce w I lidze na kolejny sezon. Dziś ma na koncie 29 „oczek”. Dokładając tuzin, wychodzi 41, a w ostatnich latach do zajęcia 15. pozycji, która teraz jest pierwszą bezpieczną, potrzebnych było kolejno 35, 38, 37, 40 i 35 punktów.

Biorąc pod uwagę to, co działo się od października, GKS przegrywał niemal tylko te mecze, w których tracił gole w sposób skandaliczny, urągający I-ligowym standardom. Wyjątkiem był może tylko zacięty bój z liderem z Legnicy (2:3), w którym pozostał bez punktów mimo dwukrotnego obejmowania prowadzenia. ŁKS? Bezsensowny rzut karny sprokurowany przez Michała Kołodziejskiego. Polkowice? Zbigniew Wojciechowski nie trafiający w piłkę na 6. metrze od własnej bramki. Widzew? Dwa kardynalne błędy Huberta Sadowskiego – najpierw faul w polu karnym, potem nietrafienie w piłkę, którą lobem do siatki posłał Przemysław Kita. Odra? Fatalne zachowanie przy stałych fragmentach gry. Przed pierwszą straconą bramką w wybiciu futbolówki przeszkodzili sobie Wojciechowski i Patryk Szwedzik, przed trzecią – Bartosz Jaroszek i Marcin Urynowicz. Ciekawostką jest fakt, że (dane za portalem footystats) w każdym z tych trzech domowych meczów to GKS wypracowywał wyższy współczynnik „xG” (goli oczekiwanych) od rywali. Statystyki mówią jasno: jeśli nie ma popełnianych prostych indywidualnych błędów, GieKSa w ustawieniu z trójką stoperów jest rywalem, którego pokonać trudno.

Dziś piszemy znów o fatalnej katowickiej defensywie, ale nie zapominajmy, że jesienią w spotkaniach ze Skrą, Puszczą, Jastrzębiem i Koroną – a częściowo także Tychami i ŁKS-em – katowiczanie wyśrubowali świetną serię 483 minut bez straconej bramki. Wtedy optymalnym ustawieniem środka obrony okazali się Grzegorz Janiszewski, Arkadiusz Jędrych i Michał Kołodziejski. Wiosną trójka stoperów wyglądała nieco inaczej. W pięciu meczach obok Janiszewskiego i Jędrycha grał Hubert Sadowski. W domowym tryptyku za każdym razem zestawienie różniło się od poprzedniego. Z Widzewem byli to Bartosz Jaroszek, Jędrych i Sadowski, a z Odrą – Jaroszek, Jędrych i Janiszewski, podczas gdy Sadowski i Kołodziejski siedzieli na ławce. Ta rotacja najwyraźniej zespołowi nie posłużyła, co skłania do ponownej refleksji czy klub postąpił słusznie, nie decydując się w zimowym oknie transferowym na zakontraktowanie środkowego obrońcy.

Zauważmy jeszcze jedno: wszystkie te zespoły, z którymi w tym roku grał GKS, plasują się w czołowej dziesiątce tabeli wiosny, ułożonej za 7 poprzednich kolejek. Najbliżsi rywale – Stomil, Tychy, Skra, Puszcza, Jastrzębie – plasują się w drugiej dziesiątce. To też świadczy o pewnej skali trudności. Tyle o statystykach. Teraz najważniejsze jest to, co wydarzy się we wtorek w Olsztynie. W razie przedłużenia złej serii, otwierający obecnie strefę spadkową Stomil może zredukować stratę do 2 punktów. Dlatego w Katowicach trudno myśleć o świętach. Szkoleniowiec zapowiedział, że tym razem to najbliżsi muszą przyjechać do zawodników, nie odwrotnie. Niedziela – trening, poniedziałek – podróż, a we wtorek wjeżdżamy na ostatnią prostą walki o utrzymanie.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – ZAKSa zgodnie z planem wygrała z GKS-em Katowice

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle zgodnie z planem pokonała GKS Katowice i jest o krok od gry w półfinale. Kędzierzynie kontrolowali mecz od początku do końca, ekipa ze stolicy Górnego Śląska nie miała zbyt wiele do powiedzenia w tym starciu.  Kolejny mecz pomiędzy tymi drużynami zostanie rozegrany w poniedziałek wielkanocny w Katowicach.

[…] Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – GKS Katowice 3:0 (25:21, 25:12, 25:22)

Stan rywalizacji play-off do dwóch zwycięstw: 1-0 dla ZAKSY

 

polsatsport.pl – ZAKSA pewnie ograła GKS

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała GKS Katowice 3:0 w pierwszym meczu ćwierćfinału play-off PlusLigi. Rywalizacja toczy się do dwóch zwycięstw, a spotkanie numer dwa zostanie rozegrane w poniedziałek 18 kwietnia w katowickim Spodku.

Faworyzowani kędzierzynianie efektownie rozpoczęli spotkanie z GKS (6:1). Siatkarze GKS nie poddali się, ruszyli do odrabiania strat i w środkowej części seta złapali punktowy kontakt (11:10). Na krótko jednak, bo gospodarze błyskawicznie odbudowali przewagę (15:11) i utrzymywali ją do końca seta. Zwycięstwo przypieczętował mocnym uderzeniem z lewej strony Aleksander Śliwka (25:21). Kędzierzynianie byli w tej partii skuteczniejsi w ataku, lepiej punktowali blokiem i popełnili mniej błędów od rywali.

Siatkarze ZAKSY udanie rozpoczęli również kolejną odsłonę. Dwie punktowe serie po pięć wygranych akcji (8:2, 13:3) dały im wyraźną zaliczkę. W dalszej części seta siatkarze z Katowic nie mieli wiele do powiedzenia. Gospodarze utrzymywali skuteczność w ataku (w całym secie 78%) i wygrali w dwadzieścia minut. Zamknęli tę część meczu punktowym blokiem (25:12).

W trzeciej partii katowiczanie nie przespali wreszcie początku, uzyskali nawet minimalną zaliczkę (3:4). Siatkarze ZAKSY szybko jednak odskoczyli na kilka punktów (8:5), później popisali się serią czterech wygranych akcji i zrobiło się 14:8. Goście odpowiedzieli dwoma asami serwisowymi Jakuba Jarosza (14:11); nie rezygnowali i walczyli do końca – jeszcze przy stanie 23:21 – gdy kolejnym asem popisał się Jarosz – mieli niewielką stratę. Kędzierzynianie rozegrali jednak końcówkę po swojej myśli i skuteczny atak Śliwki zakończył seta (25:22) i całe spotkanie.

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Podsumowanie sezonu PHL. GieKSiarskie rządy

Polska Hokej Liga obrosła w siłę, ale nadal trzeba pracować nad jej wizerunkiem. Minęły czasy gdy w hokejowej ekstralidze dominowały tylko zespoły z Krakowa i z Tychów. Mamy już kilka klubów, które nie tylko prezentują odpowiedni poziom ligowy, ale z powodzeniem rywalizują w międzynarodowym towarzystwie. JKH GKS Jastrzębie-Zdrój pokazało się z niezłej strony w Lidze Mistrzów, natomiast Cracovia sięgnęła po Puchar Kontynentalny i również wystąpi w eliminacjach LM. Dwa nasze zespoły w elitarnych rozgrywkach!

1. GKS Katowice

Rozsądek działaczy oraz solidność trenerów i zawodników złożyły się na tytuł mistrzowski GKS-u Katowice. Działacze wraz ze szkoleniowcami zbudowali stabilną drużynę, która była najlepsza w sezonie zasadniczym oraz w play offie. Oczywiście, w ciągu tej kilkumiesięcznej rywalizacji przeżywała też turbulencje, ale w kluczowych momentach potrafiła się wznieść na wyżyny. Wahania formy wynikały również z kłopotów covidowych i kontuzji, a to już siła wyższa. „Plamą” na honorze był nieudany występ w półfinale Pucharu Polski i przegrana Energą Toruń 4:5.

Wiele napisano już o „eksportowym” ataku Patryk Wronka – Grzegorz Pasiut – Bartosz Fraszko. Jednak warto zwrócić uwagę na formację Patryk Krężołek – Mateusz Michalski – Mateusz Bepierszcz, która z meczu na mecz dojrzewała i w play offie wszystkich zaskoczyła. Swoje „cegiełki” dołożyli obcokrajowcy, zwłaszcza na finiszu sezonu i ciekawe, którzy z nich zdecydują się na pozostanie w Katowicach. Bramkarz John Murray i defensorzy również zasłużyli na słowa uznania. Teraz przed nimi nie tylko obrona tytułu, ale również występy w Lidze Mistrzów. Krzysztof Pieczyński, radny Katowic, już złożył na ręce prezydenta miasta interpelację, by mecze GKS-u w tych rozgrywkach były w „Spodku”.

 

hokej.net – Ilu kibiców obejrzało mecze finału? Te liczby nie powalają

Za nami finały play-off. Po raz pierwszy od 52 lat tytuł trafił w ręce GKS-u Katowice, który już po czterech meczach uporał się z Re-Plast Unią Oświęcim. Sprawdziliśmy, ilu kibiców obejrzało te starcia na antenie TVP Sport.

[…] Ligowe i pucharowe zmagania przyciągają przed telewizory znacznie mniejszą publikę. Mecz o Superpuchar Polski pomiędzy Re-Plast Unią Oświęcim a JKH GKS-em Jastrzębie (1:3) obejrzało średnio 20 tysięcy widzów, a „w piku” 45 tysięcy.

Nieco lepiej wyglądało to w Turnieju Finałowym Pucharu Polski. Średnia oglądalność meczów półfinałowych pomiędzy GKS-em Katowice a KH Energą Toruń oraz Re-Plast Unii Oświęcim z Comarch Cracovią nie przekroczyła 50 tysięcy widzów. Mecz finałowy obejrzało średnio 85 tysięcy widzów. W szczycie ta liczba wyglądała jeszcze okazalej, bo przekroczyła 120 tysięcy kibiców.

Wydawało się, że mecze finału play-off będą miały przynajmniej podobną widownie. Nic bardziej mylnego. Te konfrontacje śledziło średnio od 20 do 40 tysięcy kibiców. W „piku” ta liczba wynosiła od 50 do 70 tysięcy.

 

Tkacz o rywalizacji finałowej. „Różnica w przygotowaniu fizycznym między tymi zespołami była olbrzymia”

Andrzej Tkacz pamięta tytuł mistrzowski zdobyty przez GKS Katowice 52 lata temu. Były znakomity bramkarz, który w 1976 roku zatrzymał ZSRR, ocenił tegoroczną finałową rywalizację GieKSy z Re-Plast Unią Oświęcim.

Jego zdaniem, podopieczni Jacka Płachty w pełni zasłużyli na tytuł mistrzowski.

– Nie przypuszczałem tylko, że GKS poradzi sobie tak łatwo z Unią w finałach. Tyle, że wszystko stało się jasne już po pierwszym meczu. Różnica w przygotowaniu fizycznym między tymi zespołami była olbrzymia. Katowice były przygotowane bardzo dobrze, a o Unii nie można tego powiedzieć. Byli wolniejsi, mniej wytrzymali… Gdzieś popełnili błąd. Momentami było widać, że wiedzą, co chcą grać, ale nie starczało im na to sił – ocenił Andrzej Tkacz w rozmowie z oficjalną stroną GKS-u Katowice.

Katowiczanie w półfinale po siedmiomeczowym boju pokonali GKS Tychy 4:3. Ten bój przez wielu kibiców i ekspertów był określany mianem przedwczesnego finału.

– Czy ja wiem? Niekoniecznie. To Unia była przecież druga w sezonie zasadniczym. Różnica była taka, że Tychy dorównywały GKS-owi pod względem fizycznym. Do tego nie mieli w tych półfinałach nic do stracenia. Z kolei Katowice grały pod presją. Musieli sobie prowadzić z rolą faworyta. I dali radę – wyjaśnił „Bocian”.

Zdaniem Andrzeja Tkacza GKS Katowice osiągnął cel, bo miał w swoim składzie najlepszych polskich zawodników. Dających rzecz jasna sporo jakości.

– Wiadomo, że dobrze spisywał się pierwszy atak Wronka-Pasiut-Fraszko. Ale pod koniec sezonu Krężołek-Michalski-Bepierszcz w niczym nie ustępowali. Dobrze spisywał się też atak obcokrajowców. Po prostu wszystko się zgrało. Dla mnie to efekt przemyślanej pracy, która na pewno kosztowała sporo wysiłku. Trzeba to docenić i pogratulować. GKS był najlepszy jako drużyna – analizował mistrz Polski z 1970 roku

Dodał też, że swoje w bramce zrobił też John Murray, który był jednym z architektów tego sukcesu.

– Tychy mają czego żałować (śmiech). Zawsze przecież bronił dobrze w lidze i reprezentacji. GKS zrobił dobrze, że po niego sięgnął – zakończył.

 

Mistrzostwo GieKSy to dobra wiadomość dla polskiego hokeja

Teza: GKS Katowice zdobył mistrzostwo Polski w hokeju na lodzie i – obiektywnie rzecz biorąc – bardzo dobrze! To dobra wiadomość dla hokeja na lodzie w Polsce. Poniżej argumenty.

To nie będzie nostalgiczny tekst o klubie z hokejowego miasta, który po 52 latach znów mógł się cieszyć z mistrzowskiego tytułu. To nie będzie wzruszająca opowieść o kibicach, którzy wiele musieli wycierpieć, by 8 kwietnia upić się do niepamięci pod Spodkiem lub – jak wytrwalsi – na ul. Mariackiej w Katowicach. To będzie sucha, chłodna argumentacja, tłumacząca, dlaczego dobrze się stało, że GKS Katowice został mistrzem Polski w hokeju na lodzie.

1. Budowa, a nie reakcjonizm

GKS Katowice budował solidny zespół od lat. Poszczególni hokeiści grają ze sobą kolejny sezon, znają się świetnie na tafli, ale też poza nią. Łączyły ich nie tylko nietuzinkowe umiejętności, ale też głód zwycięstwa. Przeanalizujmy, kiedy ostatnio poszczególni zawodnicy, których uznaję za trzon drużyny, odnosili triumfy w hokeju klubowym. Grzegorz Pasiut – ostatnie mistrzostwo kraju sześć lat temu, później dwa tytuły na Białorusi, ale po nich jedynie brązowe medale w Polsce. Maciej Kruczek i Patryk Wajda – pięć lat bez tytułu mistrzowskiego. Patryk Krężołek, Bartosz Fraszko, Patryk Wronka, Mateusz Michalski – oczekiwanie na pierwszy tytuł w karierze. Od kilku sezonów kadra GieKSy jest stabilna i oparta na solidnych fundamentach. Jakże to inne niż skład finałowych oponentów, którzy w trakcie samego sezonu 2021/22 wymienili sześciu zawodników. Jakże to inne niż kazus Cracovii, która szóstkę graczy zdążyła zakontraktować w ostatnim dniu okienka transferowego.

2. Trener

Dyrektor hokejowej sekcji, Roch Bogłowski, od dawna wiedział, że chce, by to Jacek Płachta poprowadził GKS Katowice do sukcesów. Sam szkoleniowiec też od kilku sezonów dokonywał przymiarek do powrotu nad Wisłę, ale jak w każdym dobrym filmie o miłości – zakochani nie mogli się spotkać, mijali się równoległymi uliczkami, siadali w tych samych knajpach, ale plecami do siebie, aż w końcu trafili w swoje objęcia.

Płachta od początku swojej pracy narzucił dużą dyscyplinę taktyczną, której brakowało GieKSie w czasach Toma Coolena, prezentował pomysły wykorzystania potencjału swoich zawodników, czego nie robili Sarnik i Parfionow, obrał słuszną drogę dopasowaną do grupy ludzi, których w Katowicach zastał – sztuka obca Risto Dufvie. Zresztą, mówi się, że Płachta miał duży wpływ na kształt swojej kadry i to kolejny „plus” dopisany do punktu pierwszego. Sam miał zdecydować, że pierwszym bramkarzem ma być John Murray. Osobiście dzwonił i namawiał na grę w Katowicach Carla Hudsona. Podjął trudną decyzję o rezygnacji z Filipa Starzyńskiego, choć ten był ulubieńcem kibiców. Szybko ułożył sobie ataki i pary obrońców i nawet kiedy dokonywał zmian, to bardzo świadomie, a konsekwencja w personalnych wyborach musiała robić wrażenie. Płachta udowodnił, że jest fachowcem, zna się na robocie i kiedy da mu się zaufanie, potrafi spłacić kredyt mimo rosnących stóp procentowych.

3. Bramkarz

Skoro o Murrayu mowa. GKS mógł sięgnąć po Antona Svenssona, mógł postawić na kolejnego zagranicznego bramkarza pokroju Owena, Rahma czy Šimbocha. Ostatecznie wybrał dobrze znanego, choć bardzo niedocenianego, Johna Murraya. W Katowicach doskonale wykorzystali niezrozumiałe ruchy kadrowe za miedzą, zagrali va banque i na koniec dnia wypili szampana zwycięzców. „Jasiu Murarz” przez lata udowodnił, że ma patent na tytuły mistrzowskie w Polskiej Hokej Lidze. Tych nie zdobył tylko w sezonach, kiedy grał w Opolu (14/15 i 16/17) lub kiedy trenerzy nie byli w stanie mu zaufać w najważniejszych meczach play-offów (2020/21).

Gracz wielce niedoceniany, bo sylwetka małosportowa, bo bywa leniwy i zdarza mu się wyczyniać w bramce głupoty, ale od lat, kiedy przychodzą najważniejsze mecze, nie zawodzi. Jeszcze w trakcie sezonu zasadniczego, choć wykręcał najlepsze statystyki, znajomi kibice GieKSy kręcili nosem i narzekali. Uspokajałem, że wartość Murraya pokażą dopiero play offy. Biła od niego chęć udowodnienia, że jest numerem jeden w Polsce, a w samym finale potrafił nawet zagrać z czystym kontem.

4. Transfery

W Katowicach nie było nieprzemyślanych i nerwowych ruchów. Nie było też nieudanych transferów i wzmocnień wyplutych przez wyszukiwarkę zawodników. O tym, że Płachta chciał Hudsona i Murraya – już pisałem. Mogła GieKSa sięgnąć po tańszych w utrzymaniu zawodników z Rosji i Białorusi, ale jednak wiedzieli w Katowicach, że potrzebują Patryka Wronki i Jakuba Wanackiego, którym w poprzednich klubach nie stworzono optymalnych warunków do pracy. Umiejętnie Roch Bogłowski wykorzystywał szanse w postaci rozwiązania Stoczniowca (Mateusz Rompkowski) i braku play-offów w Nowym Targu (Marcin Kolusz, Filip Wielkiewicz).

Anthon Eriksson był strzałem w dziesiątkę: na lodzie walczył, jak gdyby urodził się po to, by wygrywać dla Katowic. Nie sposób zliczyć, ile ważnych trafień w newralgicznych momentach zdobył rosły Szwed. Mattias Lehtonen – sprowadzić jego wielkość do decydującego podania w dogrywce siódmego meczu półfinałowego to redaktorskie przestępstwo, ale co tam – wspomnijmy o tej bramce i o tym, jak prezentował się ten zawodnik w formacjach specjalnych: zarówno w tercji własnej, jak i pod bramką osłabionego liczebnie przeciwnika. Nawet Miro-Pekka Saarrelainen, pomimo kontuzji i braku fajerwerków, w play-offach zdobywał ważne gole, szczególnie w przewagach, w których potrafił wykorzystać jego talenty Jacek Płachta. O Joonie Monto nie zapomniałem – może statystycy tak, ale w hokeju najpiękniejsze jest to, co niewidoczne w punktacji kanadyjskiej i klasyfikacji plus/minus.

5. Młodzi

Igor Smal, Piotr Ciepielewski, Jakub Prokurat i spółka. Oczywiście, im dalej w sezon, tym mniej grali i mniej szans otrzymywali, ale Jacek Płachta pozwolił nam poznać w tym sezonie nowe twarze tych, których znaliśmy i oblicza tych, których poznać jeszcze nie mieliśmy okazji. Dorzućmy jeszcze Szymona Mularczyka, kilka meczów Macieja Miarki i występy Davida Lebka. GKS miał w swojej kadrze młodzież, której ufał nawet w meczach decydujących, młodzież, w której widać olbrzymi potencjał i młodzież, od której za sezon lub dwa powinniśmy oczekiwać solidnych liczb w PHL. Nie ma nic lepszego niż nauka od Patryka Wronki, Grzegorza Pasiuta czy Macieja Kruczka. W Katowicach udowodnili, że można rozwijać młodych hokeistów, jednocześnie zdobywając tytuł mistrzowski.

Kończąc już tę (pewnie zbyt długą) argumentację: w mojej opinii dobrze się stało, że GKS Katowice sięgnął po tytuł mistrza Polski 2022. Bo kolejny rok z rzędu zwyciężyła drużyna, która skład budowała, a nie sklejała na rympał. Kolejny rok z rzędu zwyciężył zespół, mający w swoich szeregach siłę reprezentacji Polski. Mistrzem został klub, który miał trenera wiedzącego, co robi, a nie błądzącego po omacku i na chybił trafił. Triumfowała ekipa z perspektywicznymi młodymi Polakami w składzie. Wygrała drużyna, która wprowadziła do Polskiej Hokej Ligi zagranicznych graczy podnoszących poziom rozgrywek, pokazujących charakter i serce do gry. Mistrzostwo powędrowało do klubu, który choć potykał się w ostatnich sezonach, to kroczył raczej ścieżką rozwagi i potrafił wyciągać wnioski z odbytych lekcji. Dlatego z perspektywy polskiego hokeja dobrze się stało, że GieKSa zrobiła „majstra”.

 

HLM. Gdzie swoje mecze rozegra GKS Katowice?

Hokeiści GKS-u Katowice w przyszłym sezonie będą reprezentowali nasz kraj w rozgrywkach Hokejowej Ligi Mistrzów. Już dziś rodzi się pytanie, na jakim obiekcie swoje mecze będą rozgrywać podopieczni Jacka Płachty? Jakie lokalizacje są obecnie rozpatrywane? Wiemy już coś na ten temat.

Pewne jest to, że GieKSa nie rozegra swoich meczów w „Satelicie”. Ten obiekt najlepsze lata ma już za sobą i nie spełnia warunków, których wymagają działacze CHL. Poza tym często mrożony jest dopiero w… październiku. W grę nie wchodzi też „Jantor”, z uwagi na małą pojemność oraz brak stref dla kibiców gości.

Nic więc dziwnego, że Krzysztof Pieczyński, radny miasta Katowice, złożył interpelacje, aby mecze Hokejowej Ligi Mistrzów były rozgrywane w „Spodku”. To miałoby nadać temu wydarzeniu odpowiedniej rangi.

Sęk w tym, że ta historyczna dla polskiego sportu hala nie posiada aparatury do mrożenia lodu. Koszty zakupienia tych elementów są wysokie, ale tu sporo będzie zależeć od operatywności działaczy, władz miasta oraz przedstawicieli spółki zarządzającej obiektem. Poza tym terminy fazy grupowej mogą kolidować z Targami B2 Energy, które są poświęcone przemysłowi energetycznemu, hutniczemu i górnictwu.

Odopowiednich urządzeń mrożących ani nowoczesnych band nie posiada też Arena Gliwice, która jest najnowocześniejszym obiektem na Śląsku. To daje mniejsze pole manewru, choć w obwodzie jest też krakowska Tauron Arena. Trzeba również pamiętać, że w Hokejowej Lidze Mistrzów zagrać mają też zawodnicy Comarch Cracovii.

Ustaliliśmy też, że działacze GieKSy rozważają rozgrywanie spotkań CHL w… Ostrawie, a konkretnie w Ostravar Arénie, w której występuje na co dzień czeski ekstraligowiec HC Vitkovice Ridera.

Ten obiekt został zmodernizowany 18 lat temu i może pomieścić 9 tysięcy widzów. Dodajmy też, że dwukrotnie był on areną hokejowych mistrzostw świata Elity (2004, 2015).

Warto też pamiętać, że kibice GKS-u Katowice i Banika Ostrawa są ze sobą zaprzyjaźnieni. Nie da się więc ukryć, że mecze na tym terenie byłyby szczególne dla obu fanów obu klubów.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowskie święto w Kielcach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.

Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga