Siatkówka
GieKSa wraca do katowickiego Spodka!
GKS KATOWICE – ŁUCZNICZKA BYDGOSZCZ 4 października (środa) godz. 20.30
{RZECZYWISTOŚĆ}
Pierwszy mecz nowego sezonu już za nami, chwila radości też, bo już w środę czeka nas inauguracja nowej kampanii na własnym parkiecie. Rywalem będzie Łuczniczka, która co ciekawe była również naszym pierwszym przeciwnikiem i w PlusLidze i na własnym boisku.
Po dobrej, a momentami bardzo dobrej grze naszego zespołu w meczu w Radomiu, trudno spodziewać się jakichkolwiek zmian w wyjściowej szóstce. Przede wszystkim kluczem do dobrej gry jest równa postawa całej szóstki, co miało miejsce w pierwszym spotkaniu. Trzeba koniecznie przedłużyć też okres gry, z agresywną zagrywką i dobrym blokiem na siatce, który tak naprawdę solidnie funkcjonował tylko w pierwszym secie. Cieszy znaczna poprawa w najsłabszym elemencie poprzedniego sezonu czyli w przyjęciu. Wiadomo, że od zagrywki wszystko się zaczyna, ale jak są kłopoty z własnym przyjęciem to trudno mówić o skutecznym kończeniu własnych akcji. Jeśli utrzymamy odpowiednią skuteczność w tym elemencie gry (na takim poziomie jak to było w Radomiu), to na pewno łatwiej nam będzie wygrywać w meczach z drużynami o podobnym potencjale.
Nasz przeciwnik, drużyna Łuczniczki nie może być zadowolona ze swego pierwszego meczu z ONICO. Bydgoszczanie praktycznie tylko w pierwszym secie nawiązali jakąś walkę, ogólnie przegrali w sposób nie podlegający dyskusji. Podopieczni Bednaruka byli po prostu słabsi w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Po tak rozegranym spotkaniu, no nie może obejść się bez zmian. Natomiast powstaje pytanie, czy zmiennicy są wstanie podnieść znacząco poziom drużyny. Możliwa jest zmiana na pozycji atakującego i gra od początku Bartosza Filipiaka. Na pewno pożądana byłaby zmiana na środku siatki, ale wobec absencji Mateusza Sacharewicza, bydgoszczanie praktycznie nie mają pola manewru. Jeden z najlepiej blokujących siatkarzy w całej PlusLidze nabawił się urazu mięśni brzucha i jego występ w Spodku jest praktycznie wykluczony.
Co by nie pisać, to GKS jest faworytem tej potyczki i wszystkich kibiców którzy zjawią się jutro w katowickiej hali interesuje tylko wygrana GieKSy za trzy punkty, I tego się trzymajmy!
Przewidywane wyjściowe szóstki:
GKS: Komenda, Butryn, Kohut, Pietraszko, Quiroga, Kapelus, Stańczak (libero).
Łuczniczka: Goas, Filipiak, Jurkiewicz, Szalacha, Ananiew, Batagim, A. Kowalski (libero).
{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}
luczniczkabydgoszcz.pl- Po pierwsze punkty do Katowic
Przed nami pierwszy wyjazdowy mecz w nowym sezonie. W katowickim Spodku zmierzymy się z GKS-em i powalczymy o pierwsze ligowe punkty.
Inauguracyjny mecz nowego sezonu nie ułożył się po naszej myśli. W trzech setach lepsi okazali się siatkarze ONICO Warszawy, przewyższając nas szczególnie w polu zagrywki i skuteczności w ataku. – – Moim zdaniem trochę się zagubiliśmy w sobie i zaczęliśmy walczyć sami ze sobą. Dużo naszych błędów skumulowało to, że warszawianie „odskoczyli” na kilka punktów, a na poziomie tych rozgrywek nie można sobie na to pozwolić – mówił o przyczynach słabszej dyspozycji w drugim i trzecim secie Paweł Gryc. Właśnie atakujący był najlepiej punktującym zawodnikiem naszego zespołu, o punkt mniej zdobył Metodi Ananiev.
W znacznie lepszych nastrojach na pewno są siatkarze GKS-u Katowice, którzy sezon rozpoczęli od zwycięstwa. W Radomiu 3:1 pokonali Cerrad Czarnych, pozwalając rywalom na zwycięstwo tylko w trzeciej partii. Dwie pierwsze wygrali bardzo pewnie, odpowiednio do 15 i 16. W czwartym secie triumfowali 25:23, a MVP spotkania wybrano rozgrywającego – Michała Komendę. Najwięcej punktów dla GKS-u zdobył Gonzalo Quiroga – 12, a o jeden mniej – Karol Butryn, Serhiy Kapelus, Paweł Pietraszko. Podopieczni trenera Piotra Gruszki wykazali się znacznie lepszym przyjęciem.
Środowe spotkanie rozegramy w legendarnym Spodku. Cel jest jeden, wygrać spotkanie i zdobyć pierwsze punkty w tym sezonie. (…)
{HALA SPORTOWA}
Mecz odbędzie się w hali sportowej, która jest mekką polskiej siatkówki. W sezonie 2016/17 GKS rozegrał w Spodku 5 meczów, osiągając następujące rezultaty: z Effectorem Kielce 0:3, BBTS-em Bielsko-Biała 3:0, LOTOS-em Treflem Gdańsk 3:2, Jastrzębskim Węglem 2:3 oraz na zakończenie kampanii z AZS-em Politechniką Warszawską 3:1. Bilans 3 wygranych i 2 porażek trzeba koniecznie poprawić.
{HISTORIA}
Pierwszy mecz między tymi drużynami, był równocześnie debiutem GKS-u w PlusLidze i odbył się 2 października 2016 roku w hali Szopienice i GKS wygrał ten mecz 3:1 (25:19, 14:25, 25:18, 25:19). Punkty – GKS: Butryn 18, Błoński 15, Kapelus 13, Krulicki 9, Kalembka 8, Falaschi 1, Sobański 1. Łuczniczka: Katić 13, Sacharewicz 12, Yudin 11, Gromadowski 8, Nowakowski 5, Filipiak 5, Szczurek 3, Jurkiewicz 2, Rohnka 1.
Rewanż w Bydgoszczy miał miejsce 30 grudnia 2016 roku i Łuczniczka przegrała z GieKSą 2:3 (25:22, 17:25, 25:21, 23:25, 15:17). Punkty – Łuczniczka: Yudin 19, Rohnka 14, Gromadowski 12, Jurkiewicz 11, Filipiak 11, Sacharewicz 9, Szczurek 5. GKS: Sobański 21, Butryn 16, Van Walle 13, Kalembka 9, Błoński 8, Krulicki 6, Pietraszko 5, Kapelus 2, Falaschi 1, Fijałek 1.
{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – ŁUCZNICZKA}
[Bilans meczów] – 2:0
[Bilans punktów] – 5:1
[Bilans setów] – 6:3
[Bilans małych punktów] – 199:186
[Rozegrane mecze – 2] – GKS: 2- Krulicki, Butryn, Falaschi, Błoński, Kapelus, Kalembka, Pietraszko, Fijałek, Mariański, Stelmach, Sobański, Stańczak, 1- Van Walle.
Łuczniczka: 2- Rohnka, Katić, Jurkiewicz, Yudin, Filipiak, Szczurek, Sieńko, Gromadowski, Bobrowski, Czunkiewicz, Sacharewicz, 1- Nowakowski.
[Rozegrane sety – 9] – GKS: 9- Falaschi, Błoński, Kalembka, 8- Butryn, Stańczak, 7- Krulicki, 6- Pietraszko, Sobański, 5- Kapelus, Mariański, 4- Stelmach, 3- Fijałek, Van Walle.
Łuczniczka: 9- Yudin, Szczurek, Czunkiewicz, Sacharewicz, 8- Gromadowski, 7- Jurkiewicz, Filipiak, Sieńko, 6- Rohnka, 5- Katić, Bobrowski, 4- Nowakowski.
[Czas trwania spotkań] – 96:133 = łącznie 229 minut
[Widzów] – 760:1200
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 52 – Łuczniczka 45
[Ilość zdobytych punktów] – GKS 147 – Łuczniczka 141
GKS – Butryn 34, Błoński 23, Sobański 22, Kalembka 17, Kapelus 15, Krulicki 15, Van Walle 13, Pietraszko 5, Falaschi 2, Fijałek 1.
Łuczniczka – Yudin 30, Sacharewicz 21, Gromadowski 20, Filipiak 16, Rohnka 15, Katić 13, Jurkiewicz 13, Szczurek 8, Nowakowski 5.
[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 58 – Łuczniczka 47
GKS – Butryn 14, Błoński 12, Kalembka 7, Kapelus 6, Krulicki 6, Van Walle 5, Sobański 4, Falaschi 2, Pietraszko 2.
Łuczniczka – Sacharewicz 14, Szczurek 6, Rohnka 6, Yudin 6, Gromadowski 5, Katić 3, Jurkiewicz 3, Nowakowski 2, Filipiak 2.
[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 89 – Łuczniczka 94
GKS – Butryn 20, Sobański 18, Błoński 11, Kalembka 10, Krulicki 9, Kapelus 9, Van Walle 8, Pietraszko 3, Fijałek 1.
Łuczniczka – Yudin 24, Gromadowski 15, Filipiak 14, Katić 10, Jurkiewicz 10, Rohnka 9, Sacharewicz 7, Nowakowski 3, Szczurek 2.
[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 69 – Łuczniczka 67
GKS – Sobański 16, Krulicki 13, Butryn 13, Van Walle 10, Kalembka 9, Kapelus 8, Błoński 2, Fijałek 1, Pietraszko 0, Stańczak -1, Mariański -2.
Łuczniczka – Yudin 14, Gromadowski 13, Sacharewicz 12, Filipiak 10, Jurkiewicz 10, Katić 6, Rohnka 5, Nowakowski 4, Szczurek 3, Sieńko -1, Bobrowski -4, Czunkiewicz -5.
[Ilość zagrywek] – GKS 196 – Łuczniczka 188
GKS – Błoński 42, Krulicki 29, Kalembka 28, Butryn 24, Falaschi 23, Sobański 20, Kapelus 11, Pietraszko 9, Van Walle 9, Stelmach 1.
Łuczniczka – Szczurek 44, Yudin 28, Jurkiewicz 24, Sacharewicz 21, Rohnka 17, Gromadowski 13, Nowakowski 11, Katić 11, Filipiak 8, Bobrowski 7, Sieńko 4.
[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 26 – Łuczniczka 31
GKS – Błoński 8, Butryn 5, Kalembka 4, Pietraszko 4, Falaschi 2, Sobański 2, Krulicki 1.
Łuczniczka – Yudin 5, Szczurek 5, Bobrowski 4, Sacharewicz 4, Katić 3, Rohnka 3, Gromadowski 2, Filipiak 2, Nowakowski 1, Jurkiewicz 1, Sieńko 1.
[Ilość asów serwisowych] – GKS 14 – Łuczniczka 13
GKS – Błoński 5, Butryn 4, Krulicki 2, Van Walle 2, Sobański 1.
Łuczniczka – Szczurek 4, Nowakowski 2, Yudin 2, Sacharewicz 2, Katić 1, Rohnka 1, Gromadowski 1.
[Ilość przyjęć] – GKS 157 – Łuczniczka 170
GKS – Błoński 43, Sobański 37, Kapelus 30, Stańczak 23, Mariański 20, Pietraszko 2, Krulicki 1, Kalembka 1.
Łuczniczka – Czunkiewicz 64, Yudin 50, Rohnka 31, Katić 18, Bobrowski 5, Sacharewicz 1, Filipiak 1.
[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 13 – Łuczniczka 14
GKS – Błoński 5, Sobański 3, Mariański 2, Kapelus 2, Stańczak 1.
Łuczniczka – Yudin 7, Czunkiewicz 5, Katić 1, Rohnka 1.
[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 39,5% – Łuczniczka 53%
GKS – Kalembka 100%, Stańczak 52%, Pietraszko 50%, Mariański 45%, Błoński 37,5%, Sobański 22,5%, Kapelus 16,5%, Krulicki 0%.
Łuczniczka – Sacharewicz 100%, Rohnka 69%, Yudin 52%, Katić 51%, Czunkiewicz 47,5%, Bobrowski 20%, Filipiak 0%.
[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 17% – Łuczniczka 23,5%
GKS – Stańczak 30%, Mariański 25%, Sobański 10,5%, Kapelus 8,5%, Błoński 7,5%, Krulicki 0%, Kalembka 0%, Pietraszko 0%.
Łuczniczka – Katić 37%, Rohnka 27%, Yudin 26%, Bobrowski 20%, Czunkiewicz 15,5%, Sacharewicz 0%, Filipiak 0%.
[Ilość ataków] – GKS 234 – Łuczniczka 234
GKS – Butryn 67, Błoński 37, Sobański 34, Kapelus 28, Van Walle 24, Kalembka 21, Krulicki 13, Pietraszko 5, Falaschi 3, Stelmach 1, Fijałek 1.
Łuczniczka – Yudin 53, Gromadowski 40, Filipiak 33, Rohnka 33, Katić 29, Sacharewicz 22, Jurkiewicz 16, Szczurek 4, Nowakowski 3, Bobrowski 1.
[Ilość błędów w ataku] – GKS 15 – Łuczniczka 11
GKS – Butryn 7, Błoński 3, Kapelus 1, Kalembka 1, Krulicki 1, Van Walle 1, Sobański 1.
Łuczniczka – Rohnka 3, Yudin 3, Sacharewicz 3, Katić 1, Gromadowski 1.
[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 24 – Łuczniczka 18
GKS – Butryn 9, Błoński 5, Kapelus 4, Kalembka 3, Van Walle 2, Pietraszko 1.
Łuczniczka – Gromadowski 4, Filipiak 4, Rohnka 3, Katić 2, Jurkiewicz 2, Sacharewicz 2, Yudin 1.
[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 115 – Łuczniczka 104
GKS – Butryn 28, Sobański 20, Błoński 16, Kapelus 13, Krulicki 11, Kalembka 11, Van Walle 9, Pietraszko 4, Falaschi 2, Fijałek 1.
Łuczniczka – Yudin 27, Gromadowski 17, Filipiak 16, Katić 11, Rohnka 11, Sacharewicz 8, Jurkiewicz 8, Nowakowski 3, Szczurek 3.
[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 49% – Łuczniczka 44,5%
GKS – Fijałek 100%, Krulicki 83,5%, Pietraszko 80%, Falaschi 75%, Kalembka 52,5%, Kapelus 44%, Sobański 44%, Błoński 43%, Butryn 42%, Van Walle 38%, Stelmach 0%.
Łuczniczka – Nowakowski 100%, Szczurek 75%, Jurkiewicz 56,5%, Yudin 53%, Filipiak 51%, Gromadowski 44%, Sacharewicz 36,5%, Rohnka 33%, Katić 22%, Bobrowski 0%.
[Ilość bloków punktowych] – GKS 18 – Łuczniczka 24
GKS – Kalembka 6, Kapelus 2, Krulicki 2, Butryn 2, Błoński 2, Van Walle 2, Pietraszko 1, Sobański 1.
Łuczniczka – Sacharewicz 11, Jurkiewicz 5, Rohnka 3, Gromadowski 2, Katić 1, Yudin 1, Szczurek 1.
[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 4 – Łuczniczka 10
[MVP] – GKS: Błoński 1, Sobański 1.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze