Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GieKSiarze podarowali wygraną rywalom. Media o meczu GKS-Wigry

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Wigry Suwałki. Po raz kolejny GieKSa przegrała u siebie – tym razem 0:1.

 

 

sportowefakty.wp.pl – Nice I liga: wielka ulga Wigier Suwałki. Przełamały się po kuriozalnym golu

 

Wigry Suwałki wygrały pierwszy mecz w sezonie. W 8. kolejce drużyna Artura Skowronka pokonała 1:0 z GKS Katowice.

[…] To była sentymentalna sobota. Trzej trenerzy zmierzyli się ze swoim byłym klubem. Wszyscy dobrze zmotywowali podopiecznych, którzy zwyciężyli 1:0. Wigry Suwałki prowadzone przez Artura Skowronka pokonały GKS Katowice, ekipa Mirosława Smyły z Opola rozprawiła się z Zagłębiem Sosnowiec, a Adam Łopatko poprowadził Pogoń Siedlce do wygranej ze Stomilem Olsztyn.

Wigry odniosły pierwsze zwycięstwo w sezonie. Pomógł im Damian Garbacik. W 11. minucie obrońca strzelił kuriozalnego gola samobójczego. Chciał podać piłkę do Dawida Abramowicza, tymczasem bramkarz GieKSy Katowice stał w zupełnie innym miejscu i nie zdążył uratować sytuacji. Suwalczanom pomogli w utrzymaniu prowadzenie sprowadzeni w końcówce okienka transferowego Łukasz Budziłek, Laurentiu Iorga oraz Siergiej Pilipczuk.

 

 

sportslaski.pl – „GieKSa” jako pierwsza przegrywa z Wigrami! Koszmar Garbacika

 

Artur Skowronek triumfuje, „GieKSa” znowu zawodzi! Po kuriozalnym golu katowiczanie przegrali na swoim boisku z grającymi nadspodziewalnie solidnie Wigrami. Ekipa z Bukowej jest pierwszą, która dała się pokonać najsłabiej dotychczas punktującym piłkarzom z Suwałk.

Pierwsze minuty wystarczyły, by  Mateusz Abramowicz dwukrotnie wyciągal piłkę z siatki. Najpierw do jego bramki trafił Mateusz Radecki, ale sędzia Marek Opaliński odgwizdał pozycję spaloną gracza Wigier. W 11. minucie „GieKSa” w kuriozalny sposób dała prowadzenie przyjezdnym. Damian Garbacik, który na boisku pojawił się pierwszy raz w sezonie, chciał podawać do własnego golkipera, zrobił to jednak tak fatalnie, że piłka po jego zagraniu wtoczyła się do siatki katowiczan.
Piłkarze trenera Piotra Mandrysza szybko skomplikowali sobie sobotni wieczór i choć do końca pierwszej połowy przeważali, mieli ogromne problemy z konsekwentnie broniącą się ekipą Wigier.

[…] Niewiele zmieniało się po przerwie. Wigry umiejętnie trzymały rywala z daleka od swojej bramki. Raz na jakiś czas coś podziało się pod bramką Budziłka, ale generalnie obraz gry wciąż był daleki od tego, czego oczekiwała publiczność przy Bukowej.  Aktywny był Adrian Błąd, który najpierw nieznacznie pomylił się z dystansu, a później próbował uderzać z lewej strony pola karnego dając się wykazać bramkarzowi przyjezdnych. Do wyrównania mogło dojść również w 74. minucie, ale po rzucie wolnym Wojciech Kędziora przeniósł piłkę nad bramką.

[…] Tuż przed końcem aż trzy znakomite szanse miał rezerwowy Grzegorz Goncerz. W 86. minucie ładnie przyjął piłkę w polu karnym rywala po czym trafił nią prosto w Budziłka, w 90. minucie nie trafił do bramki z najbliższej odległości, a w doliczonym czasie po koszmarnym błędzie defensorów Wigier stanął oko w oko z golkiperem przyjezdnych i… znowu popsuł okazję na remis.
Po obiecującej serii, w której podopieczni trenera Piotra Mandrysza w trzech meczach sięgnęli po 7 punktów, przy Bukowej znowu robi się gorąco. Porażka z Wigrami sprawia, że mająca ekstraklasowe aspiracje „GieKSa” jest tuż nad strefą spadkową I-ligowej tabeli.

 

 

dziennikzachodni.pl – Kuriozalny gol Garbacika 

 

GKS Katowice przegrał trzeci w tym sezonie (z pięciu rozegranych) mecz na własnym boisku. Tym razem pogromcą zespołu Piotra Mandrysza okazała się ekipa Wigier Suwałki, dla których było to pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach.
W 11 minucie meczu Damian Garbacik z 25 metrów kopnął piłkę w środek własnej bramki chociaż Mateusz Abramowicz znajdował się w narożniku pola karnego. Ten kuriozalny samobójczy gol był najlepszą ilustracją słabości GKS-u Katowice w sobotnim spotkaniu z Wigrami Suwałki, zespołem, który w tym sezonie nie miał jeszcze na koncie ligowego zwycięstwa i przedostatnie miejsce zajmował tylko dlatego, że Ruch Chorzów wciąż znajduje się na minusie.

Bezradność drużyny Piotra Mandrysza w pierwszej połowie była obezwładniająca. Cierpliwości kibicom – a trzeba zaznaczyć, że przybyło ich niewielu – starczyło na mniej więcej pół godziny. Później zagrania gospodarzy kwitowane były ironicznymi owacjami i szyderczymi oklaskami. Sytuację próbował ratować syn szkoleniowca, Paweł Mandrysz, najszybciej biegający zawodnik GKS-u, ale jego ambicja nie przynosiła wymiernego efektu.

[…] Na drugą połowę Mandrysz senior wypuścił taką samą jedenastkę, jaka zaczynała to spotkanie. Za zaufanie dostał szybszą grę i momenty, w których jego zespół zamykał rywali na ich połowie, co rozbudziło też doping z trybun. Wciąż jednak brakowało mocnego ostatniego akcentu, w dodatku goście wciąż próbowali wykorzystywać powtarzające się błędy katowiczan i wyprowadzać z nich kontrataki.

W końcu jednak trenerzy zaczęli dokonywać zmian – większe emocje wzbudziły te dokonane przez szkoleniowca GKS-u, bo ściągnięcie Adriana Błąda, który stawał się silnikiem akcji ofensywnych, a potem Mandrysza juniora, było posunięciem niejasnym
[…] Trzecia porażka w pięciu meczach rozegranych na własnym stadionie sprawiła, że dystans katowiczan do miejsc premiowanych awansem wzrósł już do dziewięciu punktów, za to ich zapas nad strefą spadkową jest o jedną trzecią mniejszy…

 

 

suwalki24.pl – Nareszcie z podniesioną głową 

 

Huk kamienia, jaki spadł z serca Biało-Niebieskich na stadionie przy Bukowej, słychać było aż w Suwałkach. Wigry wygrały swój pierwszy mecz w tym sezonie, nie są już najgorsze w I lidze i to jest najważniejsze.

[…] Po zmianie stron suwalski zespół oddał pola katowiczanom, ale ci nie potrafili sforsować obrony, którą bardzo dobrze dyrygował kapitan Wigier Adrian Jurkowski,  były wieloletni stoper GieKSy. W końcówce ekipa ze Śląska miała dwie strzeleckie okazje, ale świetnie interweniował wypożyczony na trzy miesiące z Lechii Gdańsk bramkarz Łukasz Budziłek, trzeci – obok Laurentiu Iorgi i Serhija Pyłypczuka – nowy gracz sprowadzony w ubiegłym tygodniu.

[…] Arturowi Skowronkowi i jego asystentowi Grzegorzowi Mokremu nie udało się wprowadzić GKS-u na miejsca premiowane awansem, a teraz trener Wigier uratował siebie i swój zespół przed utknięciem na przedostatniej pozycji, a zarazem okrutnie skomplikował sytuację szkoleniowcowi katowiczan Piotrowi Mandryszowi. Od 2004 r. kibice GieKSy powtarzają „ekstraklasa albo śmierć” i wygląda na to, że to hasło będzie obowiązywało także w następnym sezonie.

 

 

katowickisport.pl – „Jakie piękne samobójstwo”… GieKSiarze podarowali wygraną rywalom

 

Po trzech meczach, w których GKS zdobył siedem punktów, znów zdarzyła się katowiczanom wpadka. Przy Bukowej wygrał zespół, który w tym sezonie nie potrafił zgarnąć kompletu „oczek” w żadnym z sześciu dotychczasowych spotkań.

Mocno wstrząsnął składem – choć głównie z powodu kontuzji części podstawowych dotąd graczy oraz nadziei związanych z kontraktami „last minute” (Adrian Błąd, Dalibor Pleva) – trener Piotr Mandrysz. Po raz pierwszy na przykład w tym sezonie pojawił się na murawie w ligowym meczu Damian Garbacik. Była to jednak wyjątkowo pechowa decyzja szkoleniowca…

[…] Gospodarze mogli odpowiedzieć szybko, Wojciech Kędziora nie sięgnął jednak na 8. metrze piłki dogrywanej przez Dawida Plizgę. Później gra przypominała dobrze znane obrazki z wielu poprzednich starć przy Bukowej: bezskuteczne próby rozerwania defensywy rywala. Schematy na niewiele się w takich sytuacjach zdają, a na nieschematyczne zagranie – indywidualną szarżę i strzał, w ostatniej chwili „dzióbnięty” przez Adriana Jurkowskiego na róg (którego nie było, bo nie zauważył tego arbiter) – zdecydował się w tej odsłonie tylko Dawid Plizga.

Przerwa zmieniła tyle, że Wigry… jeszcze uważniej zaczęły pilnować tyłów. Katowiczanie szukali szansy w rozciąganiu gry na boki.

[…] Mimo przewagi w tej połowie, miejscowi straty z I części nie odrobili. Wigry wygrały w ten sposób pierwsze spotkanie w tym sezonie, a Artur Skowronek wciąż pozostaje niepokonany w starciach ze swym byłym klubem.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga