Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Goncerz: Nikt mnie z Katowic nie wyrzuca

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Grzegorz Goncerz w tym roku spisywał się znakomicie, czego efektem było zdobycie statuetki „Złoty Buk” w 2014 roku. Przeczytajcie, co miał do powiedzenia zawodnik o nagrodzie, sezonie oraz planach transferowych na najbliższą przyszłość.

GieKSa.pl: Grzegorz Złote Buki 2014 za nami, jakbyś je ocenił, jak w ogóle podchodzisz do tego typu plebiscytów?

Goncerz: Rok temu na pewno było to większe wydarzenie, większy był splendor tej gali. Teraz było bardziej kameralnie. Byli zawodnicy, klub biznesu, media. Kibice byli pojedynczy a rok temu było ich bardzo dużo. Mniejszy splendor, bo też wiadomo, że nie bardzo jest coś świętować. Rok się skończył i nie był to udany rok dla nas. Osobiście jestem bardzo szczęśliwy, niedługo zacznie się mój 6 rok w Katowicach i miło jest być docenionym tym bardziej, że jest to nagroda dla kibiców. To dla nich gramy i bardzo się cieszę, że wreszcie się udało. W poprzednich latach byłem bliżej bądź dalej od tego tytułu, ale teraz osiągnąłem to, na co liczyłem. Wierze, że to może być dopiero początek i szczyt moich możliwości jest gdzieś dalej niż to, co pokazałem w tej rundzie.

Sporo było rozmów na temat Twojego kontraktu w lecie i jego przedłużenia. Ciężkie to były rozmowy? Była możliwość, że by Cie w GieKSie nie było?

Czekaliśmy do końca na te rozmowy, klub w czerwcu potrzebował zmian. Formuła, którą mieliśmy nie sprawdziła się i trzeba było wszystko zmienić. Ja miałem informacje, że klub jest zainteresowany współpracą ze mną, ja również byłem zainteresowany pozostaniem w klubie, więc zostały kwestie finansowe. Po takiej rundzie wiosennej, jaką mieliśmy ciężko było o coś walczyć, znając jednak swoją wartość postawiłem sprawę jasno. Chciał mnie bardzo mocno w Miedzi trener Stawowy, chciał mnie trener Moskal i to też na pewno wpłynęło na decyzję prezesów GieKSy. Prezes Cygan negocjował swoje warunki, ja swoje i związaliśmy się na dwa kolejne lata.

Twoja dobra runda sprawiła, że jesteś liderem strzelców w I lidze. Powiedz jak to zrobiłeś, że przed nową rundą w GieKSie nikt nie mówi o sprowadzeniu napastnika?

Na pewno te wszystkie bramki to sprawiły, jestem odbierany, jako lepszy piłkarz z racji tego, że strzeliłem te bramki. Ale to jest uproszczenie, ja tak samo trenuje, robię to, co zawsze tylko po prostu w tym sezonie piłka zaczęła mnie szukać, a ja te wszystkie sytuacje zacząłem wykorzystać. Nie ma, co ukrywać, że moja dobra forma to też zasługa trenera Moskala i zmiany mojej pozycji. On zobaczył we mnie napastnika i fajnie zaczęło to funkcjonować. Mam nadzieje, że trener Skowronek czy też inni trenerzy w przyszłości będą mnie widzieć w tej roli. Na tej pozycji czuję się chyba najlepiej, bo mam ściśle określone zadania, wiem, co mam robić na boisku i łatwiej mi się też gra, gdy jestem bliżej bramki przeciwnika niż swojej.

Powiedz ile w Twojej dyspozycji jest ręki trenera Moskala a ile też dałeś od siebie, bo często podkreślałeś w wywiadach, że zostajesz na treningach, trenujesz sytuacje.

Ciężko to określić. Jednak po tym roku ja wiem, że w piłce osoba trenera jest bardzo ważna. Bardzo ważne jest zaufanie trenera, ja je czułem. Od początku miałem jego wsparcie. Gdy przychodził do GieKSy to ja byłem 25 zawodnikiem tego zespołu. Za Góraka nie zmieściłem się w kadrze rezerw na sparing z juniorami Stadionu Śląskiego. Mi zmiana trenera bardzo dużo dała. To nie było też tak, że za Góraka mi się nie chciało a za Moskala zacząłem ciężko pracować. Trener Moskal dostrzegł to, że mam coś w sobie, mogę tej drużynie pomóc i to się udało. Oczywiście dokładałem coś od siebie pracując indywidualnie, zostając po treningach jednak zawsze będę wdzięczny trenerowi Moskalowi za to, że u niego z 25 zawodnika zostałem liderem klasyfikacji strzelców. Wierzę, że jeszcze w przyszłości się spotkamy.

Do Ciebie trener Moskal potrafił dotrzeć, do innych niestety nie i wyniki były słabsze. Z czego to wynika?

Nie można tego w prosty sposób wytłumaczyć. Sami wiecie, że w Katowicach jest specyficzne środowisko. Po Sandecji, Okocimskim niektórzy już skreślili tą rundę, my również mówiliśmy sobie cały czas, że musimy zacząć wygrywać. Mam czasem wrażenie, że w Katowicach wszystko dzieje się za szybko. W tym sezonie również mamy roszady zrobione, przegrywamy z Niecieczą i po 3 kolejce kibice każą nam ściągać koszulki w momencie, gdy niektórzy są miesiąc w klubie. Mam przykłady z lig zagranicznych, czy ktoś powie, że w Manchesterze United też im się nie chce, bo przegrywali na początku? Na niektóre rzeczy potrzeba czasu. W niektórych klubach transfery to 2-3 zawodników, u nas wymieniono pół zespołu i oczekiwano, że to od razu wszystko zaskoczy i będziemy pierwszą siłą tej ligi. To tak łatwo nie funkcjonuje, chociaż byśmy bardzo tego chcieli. Decyzja zarządu była taka, żeby zmienić trenera i teraz Skowronek jedyne, co musi zrobić to sprawić, że będziemy więcej punktować. Sami zrobiliście statystykę punktową trenerów, średnie są zbliżone dla każdego trenera. Trzeba, więc pracować z tym potencjałem zawodników i liczyć na to, że szczęście momentami pomoże.

Potencjał zawodników jest według Ciebie średni tak jak pokazuje tabela? Bo były mecze gdzie dominowaliście a były także słabsze.

Mamy świadomość, że niektóre mecze zawaliliśmy, takie, w których mecz był pod naszą dominacją a traciliśmy bramkę i mecz kończył się porażką czy remisem. Najgorsze jest to, że mecze, które teoretycznie nie powinniśmy przegrać to my nie potrafimy ich nawet zremisować. W momencie gdzie nie byliśmy słabszym zespołem to my nie potrafimy tego meczu zremisować. Takie mecze były np. Na Arce czy Zagłębiu, u siebie z Chojniczanką nie potrafiliśmy wygrać mimo okazji do strzelania drugiej bramki. Potem wkrada się atmosfera nerwowości w klubie, na trybunach, szatni. My też to czujemy i odczuwamy, mamy świadomość, że jest to kolejny sezon w pierwszej lidze i kibice są znudzeni meczami z mało znanymi drużynami. Siedzimy jednak w tym wszyscy i życzyłbym sobie by każdy mecz był taki jak z Tychami gdzie ja jadąc na mecz czułem, że to będzie wielki mecz, bo widziałem już kibiców na ulicach, czułem, że to będzie wydarzenie. Kibice potrafią się zmobilizować na taki mecz, szkoda, że nie ma tak na każdym meczu, co dwa tygodnie. Musimy wspólnie taki cel osiągnąć, bo to nie może też być tak, że my najpierw zaczniemy dobrze grać a potem kibice będą nas dopingować. Wszystko musi iść w parze. W szatni nie ma zawodnika, który nie chciałby grać w ekstraklasie. Chcieliśmy być w czołówce, zadomowić się w niej i być blisko drużyn, które są kandydatami na awans. Jeżeli popatrzymy na drużyny, które są przed nami to zobaczymy zespoły wyłączając Stomil, które są kadrowo mocniejsi oraz mają zaplecze finansowe. Rozumiem jednak kibiców, bo sam oglądając mecz z Widzewem też się denerwowałem i frustrowałem.

Wraz z formą rosła Twoja pozycja w zespole? Nawet niektórzy kibice widzieli Cię w roli kapitana za swoją postawę na boisku i walkę przez 90 minut.

Nigdy nie zamierzałem być kapitanem, nie chciałem przejmować tej roli, która jest niewątpliwie duża. Trzeba być odpowiedzialnym za drużynę, rozmawiać z prezesami w imieniu drużyny. Ja wolałem skoncentrować się na swoich działaniach. Ocena kibiców też pewnie wynika przez pryzmat bramek, ja w szatni udzielałem się zawsze, być może teraz więcej osób mnie słucha. Nie mam jednak zamiaru tego eksponować i mówić „Słuchajcie mnie teraz”. Życie piłkarza jest przewrotne i w tym wszystkim najważniejsza jest pokora.

Pytam o tą pozycję w szatni, bo w jednym z wywiadów powiedziałeś, że chciałbyś strzelać tak łatwe gole jak przeciwnicy strzelają nam. Rzadko spotyka się takie wypowiedzi w prasie. To była taka forma apelu do zespołu by się obudzić i zacząć walczyć w obronie?

Zwracamy uwagę na błędy, media to inna sprawa. Podejrzewam, że nawet ułamka nie wiedzą tego, co dzieje się w naszej szatni, jakie są rozmowy. Być może gdzieś tam rąbek tego uchyliłem gdyż frustracja w nas była ogromna. W każdym meczu mówiliśmy sobie o stałych fragmentach, koncentracji, że nie możemy tracić bramek. Przyszedł trener Skowronek, zwrócił nam uwagę, ale znowu straciliśmy w ten sposób bramki. Gdzieś tam to jest naszą bolączką i chcemy wyciągnąć wnioski. Jeżeli po 3,4,5 meczu tego nie ma to momentami było u nas nerwowo.

Grzegorz pojawiają się głosy o Twoich transferze, o rozmowach z innymi klubami. Powiedz daliście sobie z trenerem, prezesem jakiś czas na podjęcie decyzji, wyznaczyliście datę, w której ma być wszystko wyjaśnione?

Nie ma takich ustaleń. Mówię szczerze, że w tej chwili jest  zainteresowanie klubów z ekstraklasy  moją osobą. Nikt nie chce jednak płacić za zawodnika. Dla mnie najważniejsze jest też to, że mnie nikt z Katowic nie wyrzuca. Nie mam presji, że muszę odejść z Katowic, bo mnie tu nie chcą. Miło, że jest zainteresowanie z klubów  ekstraklasy, ale zobaczymy co się wydarzy, bo to kluby muszą najpierw się dogadać ze sobą. Nie było zainteresowania ze strony Bełchatowa, o którym pisała prasa. Zainteresowana była Cracovia, ale już nie jest. Ekstraklasa jeszcze gra, dla mnie teraz czas by odpocząć psychicznie i fizycznie. Mamy teraz przerwę w rozgrywkach, od końca grudnia mam rozpiskę trenera Skowronka.

Jaką rolę dla Ciebie w takiej sytuacji pełni teraz manager?

W tej sytuacji, w której jestem to jest łatwiej, bo gram, strzelam bramki, więc kluby dzwonią i pytają o zainteresowanie. Bardzo mi pomaga jego obecność, gdy była sytuacja jak 1,5 roku temu gdzie nie grałem w Katowicach i chcieli ze mnie zrezygnować. Wtedy manager się przydaje, bo to jego rolą było dzwonienie po klubach i pytanie czy Goncerz by im się nie przydał. Niewątpliwie wtedy tej pomocy potrzebowałem. Miałem kontuzję, Górak na mnie nie stawiał, ale życie pokazało, że karta może się odwrócić bardzo szybko.

Czujesz się gotowy na ekstraklasę?

Chciałbym spróbować, mam 26 lat, miałem epizody w ekstraklasie, które były nieudane, chciałbym to zmienić. Z drugiej strony nie chce by to się odbywało na takich zasadach, że mówię mangerowi „Wciśnij mnie do ekstraklasy, bo chce tam iść”. Nic na siłę, jeżeli żaden klub nie będzie zdeterminowany by mnie wziąć i dać realną szansę to zostanę w Katowicach i nie będę zawiedziony. Będziemy pracować tak jak teraz i być może efekty będą nieco lepsze dla drużyny. Wierzę, że tak będzie, chociaż okoliczności na wiosnę na początku rundy mogą nie być sprzyjające. Pierwszy mecz gramy, na Termalice, potem pewnie przy pustych trybunach u siebie z Flotą. Cała czołówka do nas przyjeżdża, chcielibyśmy by pomogli kibice, ale liczmy się z tym, że będziemy grać bez nich. To jest nasz atut, wrócę znowu do meczu z Tychami, kibice pokazali, że są silni, potrafią dać drużynie bardzo wiele swoim dopingiem. Można powiedzieć, że to oni to spotkanie wygrali a nie my.

Grzegorz gratulacje raz jeszcze z okazji narodzin syna. Powiedz jak się czujesz w nowej roli?

Zawsze miałem, o czym myśleć, o żonie o ciąży. Cieszę się, że syn urodził się po sezonie, bo już po tym tygodniu widzę, że byłoby ciężko, gdy trzeba o 3 w nocy wstawać nakarmić go i zająć się nim. Pomagam jak mogę, ale mam świadomość, że na formie w ciągu sezonu by się to odbiło. Liczę na to, że za 1,5 miesiąca będzie łatwiej.

Na koniec chciałbyś coś przekazać kibicom?

Zdrowych, Szczęśliwych Świąt i tego by drużyna grała na miarę ich oczekiwań, by otrzymali radość z gry GieKSy. Mamy świadomość, że ten rok był fatalny. Jesień mogłaby być dużo lepsza, trzeba jednak patrzeć optymistycznie w przyszłość, szczególnie w Nowym Roku.

 

 

­­­­­­

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga