Piłka nożna
Górak: Powinniśmy utrzymać prowadzenie do końca
Po zakończeniu spotkania Stal Rzeszów – GKS Katowice odbyła się tradycyjna konferencja prasowa. Tym razem obaj szkoleniowcy nie kryli niedosytu z powodu wyniku remisowego. Oto ich pomeczowe komentarze.
Rafał Górak: Niewątpliwie emocjonujące spotkanie, które w emocjach trzymało do końca, szkoda, że niestety graliśmy o jednego zawodnika mniej, to zawsze jest ogromne utrudnienie. Strzeliliśmy bramkę na 2:0 i wydawało się, że przy naszej organizacji powinniśmy to prowadzenie utrzymać, ale jednego mniej to jest zawsze trudniej. Musimy być maksymalnie zmobilizowani przed następnym spotkaniem, mecz z GKS-em Tychy to jest mecz derbowy, wiadomo, że na Śląsku te mecze są bardzo istotne dla całego świata kibicowskiego, także będziemy robić wszystko, żeby jak najlepiej wypaść w następnym spotkaniu.
***
Marek Zub: Pierwsze, co mi się nasuwa na myśl, to jakby pewne podsumowanie naszych występów na tym stadionie, że bardzo trudno nam przychodzi zdobywanie bramek, natomiast tracimy je w taki sposób absolutnie niespodziewany, na skutek nieprzewidzianych okoliczności. Wydaje mi się, że brakuje nam jeszcze takiej dojrzałości, zarówno wtedy, kiedy mamy przewagę i to czujemy, ale też kiedy są sytuacje trudne pod naszą bramką, żeby być dostatecznie skoncentrowanym, przekonanym, że przeciwnik też jest zdeterminowany w pewnych momentach. Także mimo tego, że widowisko piłkarskie było chyba ciekawe, ta ciekawość kończy się dla nas tylko jednym punktem i to są kolejne punkty, których nie zdobyliśmy, a mogły nam dać zdecydowanie inną pozycję w tabeli. Takie zwycięstwo dałoby nam dziś na pewno inną perspektywę, patrzelibyśmy bardziej do góry. Także duży niedosyt, ale z drugiej strony też trzeba szukać pozytywów – wydaje mi się, że bardzo istotne, jeśli chodzi o zespół, o takie budowanie pewności siebie i zaufania do całej ekipy, którą mamy do dyspozycji było to, że byliśmy w stanie na tyle skoncentrować się i wykorzystać te atuty, które dzisiaj mieliśmy, żeby w tak trudnej sytuacji wyciągnąć ten wynik na wynik remisowy.
Pytania do trenera Stali: Nie pierwszy raz w tym sezonie tracicie bramkę, grając w przewadze, z kolei we wtorek wygraliście, grając w osłabieniu. Z czego to wynika?
Zub: Właśnie próbowałem na to odpowiedzieć w pierwszej swojej wypowiedzi – tu brakuje takiej dojrzałości w konkretnych sytuacjach u pewnych zawodników lub grupy zawodników, która w danym momencie reaguje. To jest piłka nożna i czasami bardzo trudno jest wygrać grając w przewadze, a łatwo obronić się, grając w niedowadze. Nikt tak naprawdę z taką pełną premedytacją nie przygotowuje się do takich sytuacji, to są sytuacje wpisane w scenariusz meczowy, ale nikt tego nie zakłada, bo takie sytuacje zdarzają się stosunkowo rzadko. Także jeszcze raz powtarzam, odpowiadając na pytanie – brakuje takiego zrozumienia ważności momentu przez piłkarzy, a to się przekłada na działania grupy zawodników, zanim my to złapiemy, piłka już jest w naszej bramce. A to był szczególnie trudny dla nas moment, bo właśnie po czerwonej kartce zaczynaliśmy się przeformowywać, zastanawialiśmy się nad zmianami systemu i zawodników i w tym momencie tracimy drugą bramkę. Stąd było trochę trudności i wyszliśmy z piekła, ale nie jesteśmy w niebie.
Pytanie: Sporo do waszej gry wniosło wejście Jesusa Diaza. To była bardzo dobra zmiana, nie żałuje pan, że nie wystawił go pan od początku?
Zub: Ja co tydzień odpowiadam na pytanie dotyczące Jesusa, czy mógłby grać od początku. Widzieliśmy, jak ożywiła się gra jeżeli chodzi o Jesusa, ale z naszego trenerskiego punktu widzenia my podejmujemy duże ryzyko w defensywie, ponieważ jakby nie patrzeć – pracujemy nad Jesusem, który ma naprawdę duży potencjał, by ubrać go w takie zespołowe ramki. Jeśli to się uda zrobić, to wtedy absolutnie uważam, że Jesus zacznie strzelać bramki i jeśli będzie dochodził do piłki, to nie będziemy się zastanawiać, czy ją straci, czy nie. Jesus ma taki naturalny ciąg na bramkę i w drugiej kolejności wybiera rozwiązania taktyczne, a to się wiąże z tym, że Jesus dostaje piłkę, a reszta czeka, co zrobi Jesus. I stąd się biorą takie momenty zero-jedynkowe, a tego nie chcielibyśmy mieć na boisku – chcemy panować zarówno nad fazą, kiedy nie mamy piłki i chcemy kontrolować, kiedy tę piłkę spróbować odebrać, a z drugiej strony też chcemy w ataku skorzystać z jakichś kombinacji, elementów, nad którymi pracujemy; no i włożenie w to Jesusa wymaga jeszcze trochę czasu, żeby tak z niego korzystać. Natomiast zdecydowanie sam jego styl gry w takich momentach jest nieprzeceniony, naprawdę daje dużo takiego pozytywnego impulsu, przede wszystkim ofensywnego, to się z jednej strony podoba, to ma dużą wartość, ale niestety jeszcze nie ma takiej wartości, jaką mogłoby, nawet nie mówię o bramkowej. Ale chciałoby się mieć zdecydowanie więcej i możemy mieć z tego więcej, potrzebujemy jeszcze trochę cierpliwości.
Pytanie: Jak duży wpływ na dzisiejszy mecz miał fakt, że kilka dni temu rozgrywaliście mecz Pucharu Polski? Czy ta walka na dwóch frontach ma wpływ na rywalizację o ligowe punkty?
Zub: Uważam, że z naszego punktu widzenia nie. Mamy wyrównaną kadrę i mamy na ławce wielu zawodników, którzy tylko czekają na swoją szans, żeby zagrać, myślę, że te zmiany, jakie zrobiliśmy dzisiaj, też pokazały, że ci zawodnicy, którzy weszli w dalszej części meczu, równie dobrze mogli wyjść w wyjściowym składzie, to była kwestia naszych decyzji sportowo-taktycznych. Ale oczywiście, jeżeli gramy w tym tygodniu trzy mecze, to musi mieć jakiś wpływ, trzeba mieć na uwadze, żeby tym składem trochę porotować.
Pytanie: Rzuciło w oczy, że wy gracie za ładną piłkę, za elegancko gracie. Dziś GKS ciągnął za koszulki, przewracał, drapał, szarpał. Czy Wam tego nie brakuje troszeczkę?
Zub: Brakuje, to się wiąże z tą dojrzałością, o której mówiłem. Mnie jako trenerowi nie wypada mówić o faulach taktycznych, ale one istnieją. My wiele bramek straciliśmy poprzez to, że nasze zachowanie było, pomijając kwestie piłkarskie, za mało agresywne w stosunku do przeciwnika. W wielu wypadkach, szczególnie z młodymi piłkarzami, dyskutuję na treningach i próbuję wytłumaczyć, na czym polega futbol. Grę można dostosować do każdej sytuacji, niekoniecznie związanej z sytuacją w sporcie, każdy z nas gra trochę i wykorzystuje do tego miny, ręce, ubiór, to samo w trakcie gry trzeba wykorzystać kontakt z przeciwnikiem, sprowokować go, potrzymać za koszulkę, wybić z rytmu i tego nam brakuje. Ta jak pan stwierdził, jesteśmy trochę takim za eleganckim w grze zespołem, ale to się wiąże właśnie z dojrzałością. Dla takiego Szymona Kądziołki czy Karoli Łysiaka, dla których to jest przeskok bardzo istotny w stosunku do tego, w jakim środowisku wcześniej funkcjonowali, to są rzeczy kluczowe, żeby nauczyli się z tego korzystać, żeby zrozumieli, ale zanim to się stanie, pewnie sami zostaną parę razy przestawieni i będą musieli to zrozumieć. Także ja się z tym zgadzam, że za elegancko się zachowujemy w niektórych sytuacjach, szczególnie na poziomie I ligi, gdzie wiele czynników pozapiłkarskich, siła fizyczna, przygotowanie motoryczne, taka agresywność w zachowaniach, dojrzałość piłkarska są naprawdę kluczowymi elementami w rywalizacji I ligi.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


gosc
5 listopada 2023 at 18:50
Powinieneś podać się do dymisji.
Paweł
5 listopada 2023 at 21:43
My wciąż uczymy się tej ligi
Piki
5 listopada 2023 at 22:36
Rafał ! Ale Ty masz silną psychikę … zajebiscie silną
dzbanek
5 listopada 2023 at 22:44
Powinnismy zrobic wiele rzeczy ale ich nie robimy.
Odpowiedzialny jest szef, nawet jak to nie jest jego wina.
Solski
6 listopada 2023 at 08:06
Jak można desygnować do gry takie drewno jak Marzec?
Ktoś kto go przy transferze określał jako TOP tej ligi powinien z powrotem wrócić do szkoły trenerskiej i zacząć wszystko od początku. Drewno bez jakichkolwiek podstaw taktycznych. Jeździec bez głowy. Oddajcie go do Odry Opole za darmo
[email protected]
6 listopada 2023 at 14:06
Podaj się do dymisji bo marnujesz czas
Gieksiorz
6 listopada 2023 at 15:01
Powiedzcie mi,jak to jest, że do nas przychodzą albo grajki którzy w poprzednich klubach coś tam nawet grali,a u nas piach?I odwrotnie, goście którzy u nas grają piach albo wcale,jak np taki Samiec-Talar czy inni, idą do innych klubów i tam jakoś grają na jakimś normalnym poziomie????Bo coś do huya pana musi być ewidentnie u nas nie tak…
Gerard
6 listopada 2023 at 15:13
Skoro nie Górak to kto? Wszystkich byście wywalali, problem w tym, że było tych trenerów kilkunastu i żaden się nie sprawdził a w śród nich „fachowcy” którzy spuścili GieKSe do 2 ligi. Przypominam, że to Górak awansował z tymi nędznymi kopaczami do 1 ligi.
Rocco
6 listopada 2023 at 17:40
Bzdury piszesz
Gerard
6 listopada 2023 at 20:18
Bzdury? Od 2013 kiedy to ZWOLNIONO Góraka do 2019 byli u nas: Kazimierz Moskal, Artur Skowronek, Jerzy Brzęczek, Piotr Mandrysz, Jacek Paszulewicz, Jakób Dziółka, Dariusz Dudek, Piotr Piekarczyk. Przez 6 lat przewinęło się 8 trenerów. Część z tych trenerów osiągała sukcesy z innymi klubami ale u nas nic. Tu jest problem z zarządzaniem klubem a nie trenerami i wymiana trenera nic nie da.
Paweł
7 listopada 2023 at 14:29
Tu nie jest problem z zarządzaniem
Tu jest problem z edukacja …my wciąż uczymy się tej ligi…jak Andrzej nasz prezydent,ciągle się uczy, rano się uczy, wieczorem się uczy… tak samo nasze żelki…
Rocco
7 listopada 2023 at 10:31
Dalej piszesz bzdury
Gerard
7 listopada 2023 at 23:20
Po kwiecistej wypowiedzi widzę, że inteligencją nie grzeszysz